Siemiątkowski w Nowym Ładzie: Krwawa Niedziela na 99 wsi jednego dnia to dowód zorganizowanego planu, nie żywiołu

Rafał Buca rozmawiał w programie Nowego Ładu z Jakubem Siemiątkowskim, redaktorem naczelnym „Polityki Narodowej” i autorem książki „Sprawa najważniejsza z ważnych. »Młodzi« obozu narodowego wobec kwestii ukraińskiej 1932–1944″, o stosunku polskiego ruchu narodowego do Rzezi Wołyńskiej, ewolucji poglądów endecji na kwestię ukraińską od przełomu XIX i XX wieku, koncepcji „narodu dwustopniowego”, reakcjach podziemia narodowego na mordy UPA oraz o tym, czy przedwojenne koncepcje geopolityczne mogą dziś stanowić jakąkolwiek wskazówkę.

Wołyń i Galicja to dwie fazy tego samego ludobójstwa

Rozmowę, nagraną 11 lipca w Narodowy Dzień Pamięci o Polakach – Ofiarach Ludobójstwa dokonanego przez OUN i UPA, otworzono pytaniem o stanowisko polskiego obozu narodowego wobec mordów z lat 1943–1944. Siemiątkowski zaznaczył na wstępie ważne doprecyzowanie terminologiczne: choć powszechnie mówi się o „Rzezi Wołyńskiej”, w 1944 roku w Galicji Wschodniej doszło do analogicznej, zorganizowanej czystki etnicznej o charakterze ludobójczym – dlatego poprawniej byłoby mówić o zbrodni wołyńsko-galicyjskiej. Podkreślił, że stanowisko kręgów narodowych wobec tych wydarzeń jest dziś, jego zdaniem, sprawą stosunkowo jasną: w konspiracyjnej prasie narodowej z lat 1943–1944 mordy te były potępiane z pełną mocą i zajmowały sporo miejsca.

Koncepcja narodu dwustopniowego jako punkt wyjścia

Siemiątkowski wyjaśnił, że punktem wyjścia dla stosunku „młodych” narodowców (przejmujących kontrolę nad Stronnictwem Narodowym w latach 30., częściowo wydzielających się w 1934 roku jako ONR) do kwestii ukraińskiej była koncepcja „narodu dwustopniowego”. Zakładała ona, że Rusini – termin celowo różny od „Ukraińców”, zarezerwowanego dla świadomych narodowo działaczy OUN – nie stanowią odrębnego narodu, lecz regionalną część narodu polskiego, analogicznie do Kaszubów czy prowansalczyków we Francji, którą należy jedynie „uświadomić” narodowo. Siemiątkowski ocenił tę koncepcję jako spóźnioną, wręcz przednowoczesną – zwłaszcza w Galicji Wschodniej, gdzie ludność chłopska miała już wówczas silnie wykształconą tożsamość narodową ukraińską (w przypadku Wołynia sytuacja była, jego zdaniem, bardziej dyskusyjna).

Ewolucja endecji: od romantycznego federalizmu do „egoizmu narodowego”

Odpowiadając na prośbę o szersze tło historyczne, Siemiątkowski przedstawił długą ewolucję poglądów endecji na kwestię ukraińską. Wskazał, że ruch narodowy wyrastał pierwotnie z kręgów bliższych demokratyczno-romantycznej tradycji postyczniowej emigracji – przywołał postać Zygmunta Miłkowskiego, który jeszcze w 1902 roku pisał o idealnej wspólnej państwowości Polski, Litwy i Rusi, związanych węzłem na wzór Stanów Zjednoczonych. Podobnie Liga Narodowa w odezwie z 1894 roku pisała wprost o pracy „dla wolnej Polski i wolnej Ukrainy”.

Przełom nastąpił na przełomie XIX i XX wieku, symbolicznie wiązany ze strajkiem rolnym w Galicji w 1902 roku, gdy nabrzmiewający konflikt polsko-ukraiński oraz przyjęcie przez ruch narodowy darwinistycznej koncepcji „egoizmu narodowego” (rozpropagowanej głównie przez Zygmunta Balickiego) doprowadziły do twierdzeń o możliwej „walce o byt” z Rusinami. Mimo to podejście Dmowskiego i jego otoczenia pozostawało wówczas stosunkowo otwarte – Dmowski dopuszczał możliwość, że Rusini „zasłużą” na status odrębnego narodu, jeśli się do tego odpowiednio przygotują, a w 1917 roku, w kontekście ogłoszenia niepodległości przez Ukraińską Republikę Ludową w Kijowie, pisał w prywatnych listach o konieczności przemyślenia kwestii ukraińskiej i możliwej elastyczności granic wschodnich.

Stanowisko to stwardniało dopiero w okresie II Rzeczpospolitej, w dużej mierze pod wpływem wojny polsko-ukraińskiej z Zachodnioukraińską Republiką Ludową – wielu ówczesnych młodych narodowców (m.in. Stanisław Piasecki) osobiście uczestniczyło w tym konflikcie. Endecja odpowiadała za kluczowe elementy polityki mniejszościowej II RP, w tym za tzw. „lex Grabski” regulujące zasady tworzenia szkół na Kresach – i uchodzi dziś dość powszechnie za ugrupowanie najbardziej konfrontacyjne wobec kwestii ukraińskiej, choć Siemiątkowski zaznaczył, że sam Dmowski działał tu z zimnej kalkulacji politycznej, nie z emocji, konsekwentnie odmawiając uznania Ukraińcom statusu pełnoprawnego, zasługującego na własne państwo narodu, mówiąc raczej o nieuświadomionych narodowo „żywiołach” czy „etniach”.

Koncepcja dwustopniowego narodu: krok w tył wobec starych endeków

Siemiątkowski podkreślił paradoks: podczas gdy starzy endecy z lat 20. (tacy jak Joachim Bartoszewicz czy Stanisław Grabski) uznawali coraz częściej Rusinów za odrębny „żywioł” niebędący częścią narodu polskiego, dążąc w praktyce do jego polonizacji, „młodzi” endecy formułujący w latach 1931–1932 koncepcję narodu dwustopniowego stanowili w tej konkretnej kwestii swoisty krok w tył – zamiast forsowanej polonizacji zakładali, że Rusini mogą zachować swój lokalny język i obrządek grekokatolicki lub prawosławny, pod warunkiem uznania nadrzędności polskiej tożsamości państwowej. Siemiątkowski ocenił, że koncepcja ta była w praktyce bliższa piłsudczykowskiej ideologii państwowej niż tradycyjnemu etnonacjonalizmowi starych endeków – z zastrzeżeniem, że nie należy tego porównania przeceniać.

Symboliczną datą narodzin tej koncepcji jest rok 1932: wówczas Jędrzej Giertych opublikował broszurę „Program polityki kresowej” wykładającą ideę narodu dwustopniowego (Siemiątkowski dostrzegł tu inspirację francuską akcją Charlesa Maurrasa, samego pochodzenia prowansalskiego), a kilka miesięcy później ukazała się niesygnowana broszura „Wytyczne w sprawach mniejszości słowiańskich…”, kluczowa dla ideowego ukształtowania powstałego dwa lata później ONR – jej prawdopodobnym, choć niepotwierdzonym autorem, jak wskazują niektórzy historycy, miał być Wojciech Wasiutyński.

Pierwsze reakcje na mordy: bagatelizowanie, potem pełne rozpoznanie planowej akcji

Wracając do samej Rzezi Wołyńskiej, Siemiątkowski przytoczył chronologię reakcji prasy narodowej. Jeszcze w marcu 1942 roku, przed pierwszymi zorganizowanymi mordami (za pierwszą taką akcję uznaje się atak na Parośle w lutym 1943 roku), pismo „Szaniec” (organ ONR) pisało z pewnym lekceważeniem o incydentach jako przejawie „młodości cywilizacyjnej”, która „musi się wyszumieć w nienawiści” – zaznaczając pobłażliwie, że starsi „mają mocniejsze nerwy” i mogą czekać. Sformułowanie to, jak zauważył Siemiątkowski, brzmi dziś szczególnie niepokojąco w świetle tego, co nastąpiło rok później.

Już jednak w marcu 1943 roku, a więc niemal natychmiast po pierwszych masowych mordach, „Szaniec Kresowy” pisał wprost, że nie mamy do czynienia ze „sporadycznymi wypadkami pospolitych rabunków”, lecz „zorganizowaną akcją ludności wrogo odnoszącej się do wszystkiego co polskie”. Siemiątkowski przytoczył też szczególnie wymowny cytat z czerwca 1944 roku z pisma „Walka” (głównego organu konspiracyjnego Stronnictwa Narodowego), dokładnie opisujący mechanizm, który UPA stosowała: formalny rozkaz zabraniający mordowania kobiet i dzieci (wydany, jak zauważało pismo, „na użytek zewnętrzny, jako przyszła asekuracja narodu”), podczas gdy w praktyce, poprzez wewnętrzne polecenia, mordowano również kobiety, dzieci i starców, a nieposłusznych karano bezwzględnie. Siemiątkowski zaznaczył, że wniosek ten jest niemal identyczny z ustaleniami współczesnego prof. Grzegorza Motyki, i podkreślił, że rzeczy, które dziś piszą historycy, „nie biorą się z niczego” – były rozpoznawalne dla współczesnych obserwatorów niemal natychmiast.

Bilans strat i porównanie do hajdamaczyzny

Przywołał również broszurę Jana Lilipopa „O co walczyły Narodowe Siły Zbrojne” z 1944 roku, porównującą Rzeź Wołyńską do najgorszych przykładów hajdamaczyzny z czasów I Rzeczpospolitej (nawiązanie do rzezi Humania z 1768 roku). Zwrócił uwagę na fakt, że mimo braku nowoczesnych narzędzi analitycznych, ówczesne szacunki liczby ofiar w dokumentach Komitetu Ziem Wschodnich (wewnętrznego think tanku Stronnictwa Narodowego, którego archiwa – tzw. Teki Zielińskiego – są dziś dostępne w krakowskiej Polskiej Akademii Umiejętności) mówiły o stu tysiącach ofiar, co jest zaskakująco zbieżne z dzisiejszymi ustaleniami historyków.

Dlaczego mordy były tak brutalne: hipoteza inspiracji ustaszowskiej

Zapytany, dlaczego UPA zdecydowała się na aż tak drastyczne metody, wyjątkowe nawet na tle innych europejskich ruchów antykomunistycznych tamtego okresu, Siemiątkowski przywołał hipotezę części historyków (w tym prof. Motyki) o możliwej inspiracji metodami chorwackich Ustaszy w tzw. Niezależnym Państwie Chorwackim – wskazując na uderzające podobieństwo relacji o metodach stosowanych w obozie w Jasenovacu. Wspomniał postać Mychajły Kołodzińskiego (częściowo polskiego pochodzenia), przywódcy OUN zabitego w 1939 roku podczas walk o Ruś Zakarpacką, autora broszury o „ukraińskiej doktrynie wojennej”, uznawanej przez Motykę za pierwszy przejaw myślenia w kategoriach, jak rozwiązać „problem polski” na tych ziemiach.

Siemiątkowski przedstawił własną interpretację logiki banderowców: celowa, maksymalna brutalność miała upozorować spontaniczny „bunt ludowy” przeciw polskim panom, tak by w oczach przyszłej konferencji pokojowej, rozstrzygającej granice według zasady etnicznej, teren pozbawiony polskiej ludności automatycznie przypadł Ukrainie – a jednocześnie miała skłonić pozostałych Polaków do dobrowolnej ucieczki, co rzeczywiście się działo na masową skalę. Podkreślił przy tym stanowczo, że nie udokumentowano ani jednego przypadku wsi, w której miejscowi chłopi zamordowaliby Polaków „sami z siebie”, bez inspiracji ze strony siatki OUN lub oddziałów UPA – chłopi bywali angażowani w mordy, czasem pod przymusem, ale zawsze istniał czynnik sprawczy z zewnątrz.

Krwawa Niedziela jako dowód planowania

Odpowiadając na pytanie prowadzącego, czy można jednoznacznie stwierdzić odpowiedzialność UPA za zorganizowane ludobójstwo (w bezpośrednim kontekście trwającego sporu o nazwanie jednostki wojskowej „bohaterami UPA”), Siemiątkowski odpowiedział, że nie ulega to zasadniczo wątpliwości – nawet część ukraińskich historyków, jak wpływowy, liberalny Jarosław Hrycak, przyznawała w swoich pracach (choć czasem się z tego później wycofując), że wydarzenia te spełniają znamiona ludobójstwa, nazywając je „skazą” na historii UPA. Jako koronny dowód zaplanowanego charakteru wskazał samą Krwawą Niedzielę z 11 lipca 1943 roku – jednoczesny atak na 99 wsi w jednym dniu wymagał z definicji skoordynowanego rozkazu, nie mógł być zbiegiem niezależnych, spontanicznych incydentów.

Wyjaśnił też mechanizm przeniesienia akcji z Wołynia do Galicji Wschodniej w 1944 roku: jesienią 1943 roku Roman Szuchewycz, ówczesny dowódca całej UPA, wywodzący się z Galicji, osobiście wizytował Wołyń, obserwując m.in. funkcjonowanie tzw. Republiki Kołkowskiej – partyzanckiej enklawy UPA, która wywalczyła sobie kontrolę nad terenem, wydając nawet własne znaczki pocztowe. Pod wrażeniem tej „taktyki” Szuchewycz, mający wcześniej podobno wahania, zdecydował się przenieść ją do Galicji, gdzie od początku 1944 roku rozpoczęła się analogiczna fala mordów.

Dwustronna weryfikacja: nawet Ukraińcy przyznają

Siemiątkowski podkreślił, że problem uznania odpowiedzialności UPA nie jest wyłącznie polskim postulatem – niektórzy ukraińscy historycy, mimo presji politycznej, byli w stanie użyć słowa „ludobójstwo” w odniesieniu do tych wydarzeń, choć jak zaznaczył, dziś część z nich się z takich stwierdzeń wycofuje pod naciskiem środowisk narracji nacjonalistycznej.

Reakcje podziemia: od nadziei na porozumienie do totalnej wrogości

Siemiątkowski zwrócił uwagę na ewolucję tonu w prasie narodowej z 1943 na 1944 rok – od pewnego rozróżnienia między odpowiedzialnością kierownictwa OUN-UPA a „zwykłymi” Rusinami, do coraz ostrzejszych stwierdzeń o zbiorowej winie całego narodu ukraińskiego. Przytoczył cytat z „Szańca” z 1943 roku: za zbrodnie band „hajdamackich” odpowiedzialni są nie tylko przywódcy, lecz wszyscy, którzy uważają się za Ukraińców, ponieważ nikt spośród nich nie przeciwdziałał bestialskiej akcji, udzielając jej tym samym „moralnego poparcia”. Z listopada tego samego roku pochodzi z kolei cytat z pisma „Walka”: „OUN to dziś cały naród ukraiński […], bo terror we własnym narodzie OUN zorganizował wzorcowo”. W 1944 roku „Walka” pisała już wprost, że „nie ma dla nas dobrych Ukraińców”, a wszyscy odpowiadają za zbrodnię.

Siemiątkowski zacytował też szczególnie dosadny fragment z pisma „Wielka Polska” z 1944 roku, potępiający wszelkie próby paktowania z Ukraińcami przez odwołanie się do rzekomego braterstwa, przywołujący postać Jeremiego Wiśniowieckiego jako wzoru odmowy porozumienia z „Czernią” – zaznaczając ironicznie, że sam Wiśniowiecki, jako spolonizowany magnat kresowy z ruskiego rodu książęcego, teoretycznie sam wpisywałby się we wcześniejszą koncepcję narodu dwustopniowego. Wskazał też na charakterystyczny mechanizm psychologiczny obecny w odezwie Krajowej Reprezentacji Politycznej, sugerującej fałszywie, że mordy inspirowane były przez Sowietów – co historycznie zostało jednoznacznie zweryfikowane jako nieprawda, lecz świadczy o rozdźwięku i chaosie interpretacyjnym panującym wówczas w środowiskach konspiracyjnych.

Program radykalnego rozwiązania: wysiedlenia jako odpowiedź

Odpowiadając na pytanie o konkretne postulaty programowe narodowców wobec trwającej zbrodni, Siemiątkowski wskazał, że w drugiej połowie wojny w analizach Komitetu Ziem Wschodnich (kluczową rolę odgrywał tam Józef Zieliński) koncepcja Rusinów jako części narodu polskiego wyraźnie zanikała, ustępując miejsca postulatom masowych wysiedleń i wymiany ludności – niespotykanym w tej skali jeszcze w dwudziestoleciu międzywojennym. Przywołał dokument „Postulat radykalnego rozwiązania problemu ukraińskiego” (prawdopodobnie autorstwa Zielińskiego), zawierający propozycje przesiedlenia części Ukraińców w głąb centralnej Polski w celu rozproszenia i „atomizacji” środowisk wspierających UPA – rozwiązania, jak zauważył, przypominające w pewnym sensie mechanizm późniejszej akcji „Wisła”.

Skala akcji odwetowych: AK zabiła więcej cywilów ukraińskich niż podziemie narodowe

Odnosząc się do pytania o realne działania zbrojne, Siemiątkowski zaznaczył, że na samym Wołyniu partyzantka narodowa była w zasadzie nieobecna – nawet Armia Krajowa pozostawała tam do pewnego momentu bardzo słaba, a 27. Dywizja Wołyńska AK, sformowana dopiero w 1944 roku, miała za główny cel udział w akcji „Burza”, nie bezpośrednią obronę ludności przed UPA. Realne walki zbrojne z UPA, w tym akcje odwetowe, miały miejsce przede wszystkim na terenach dzisiejszego państwa polskiego – Lubelszczyźnie i wschodnim Podkarpaciu, czyli na terenach za tzw. linią Curzona.

Siemiątkowski przytoczył przykład Piskorowic, gdzie oddział Narodowego Zjednoczenia Wojskowego dowodzony przez „Wołyniaka” dopuścił się mordu na ludności cywilnej – zaznaczając, że mimo tego incydentu istnieje rażąca dysproporcja skali między akcjami odwetowymi a zbrodnią wołyńsko-galicyjską, a poza tym inny charakter miały działania ludzi, którzy sami uciekli z „wołyńskiego piekła”, niż działania sprawców, którzy rozpętali cały ten konflikt. Skrytykował rozpowszechnione w niektórych ośrodkach liberalnych, ale też u niektórych uznanych historyków, twierdzenie jakoby partyzantka narodowa była pod tym względem gorsza od poakowskiego podziemia powojennego – wskazał, że dane liczbowe temu przeczą: to Armia Krajowa, w ramach tzw. rewolucji hrubieszowskiej w marcu 1944 roku (oddziały Henryka Gołębiowskiego), zamordowała łącznie około 1500 cywilnych Ukraińców w akcji o charakterze prewencyjnym, mającej zapobiec przeniesieniu praktyk wołyńskich na Hrubieszowszczyznę – skutecznie, jak zaznaczył. Podkreślił, że Gołębiowski, mimo tego epizodu, był później współtwórcą lokalnego porozumienia między poakowskim Zrzeszeniem Wolność i Niezawisłość a UPA.

Lokalny rozejm WiN-UPA i jego ograniczony zasięg

Poproszony o wyjaśnienie tego porozumienia, Siemiątkowski opisał je jako lokalne zawieszenie broni zawarte wiosną 1945 roku między WiN a UPA, obejmujące nawet nieliczne wspólne akcje zbrojne (m.in. uderzenie na Hrubieszów), udokumentowane w zachowanych fotografiach i relacjach uczestników z obu stron. Podkreślił, że oddziały podziemia narodowego na tych terenach nie podporządkowały się temu porozumieniu, oraz że sam epizod, choć historycznie ciekawy, nie powinien być przeceniany ani traktowany jako fundament jakiegokolwiek mitu – porównał go do przypadków lokalnych porozumień AK z Niemcami na Nowogródczyźnie.

Proukraiński zwrot części „młodych”: Wasiutyński, Bączkowski i kontakty z Giedroyciem

Siemiątkowski przedstawił mniej znany wątek: część środowisk „młodonarodowych”, zwłaszcza wywodząca się z Falangi (kierowanej ideowo przez Wojciecha Wasiutyńskiego), ewoluowała w drugiej połowie lat 30. w kierunku wyraźnie proukraińskim, sytuując się w nurcie prometejskim, dążącym do rozbicia Związku Sowieckiego przy współpracy z ujarzmionymi narodami, w tym Ukraińcami. Wymienił tu nazwiska Stanisława Piaseckiego, Karola Stefana Frycza i Adama Doboszyńskiego. W piśmie „Wielka Polska” (założonym przez Wasiutyńskiego już po odejściu z Falangi) publikował Włodzimierz Bączkowski, czołowa postać ruchu prometejskiego, utrzymujący kontakty z Jerzym Giedroyciem – którego stosunek do Ukrainy, jak zaznaczył Siemiątkowski, znacząco różnił się w okresie przedwojennym od tego znanego z powojennej działalności paryskiej „Kultury”.

Przywołał też, jako ciekawostkę, sporadyczne kontakty Konfederacji Narodu (wywodzącej się z Falangi organizacji konspiracyjnej z czasów wojny) z frakcją melnykowską OUN – wysłannik Konfederacji spotykał się ze Stepanem Fedakiem, szwagrem Andrija Melnyka. Zastrzegł jednak dobitnie, że mimo antypolskości również tej frakcji, porównywanie melnykowców do banderowców odpowiedzialnych za Wołyń byłoby poważnym nadużyciem – kontakty te były zresztą mało zaawansowane i nie doprowadziły do żadnych trwałych porozumień, głównie ze względu na fundamentalną niezgodność koncepcji terytorialnych obu stron.

Wasiutyński jako wzór intelektualnej elastyczności

Na zakończenie Siemiątkowski poświęcił więcej uwagi postaci Wojciecha Wasiutyńskiego jako, jego zdaniem, najbardziej wartościowego dziś punktu odniesienia spośród przedwojennych narodowców. Przywołał odnaleziony w emigracyjnym archiwum w Toruniu, mało znany dokument autorstwa Wasiutyńskiego z 1943 lub 1944 roku, „Schemat w sprawie ukraińskiej”, w którym autor rozważał kilka alternatywnych scenariuszy geopolitycznych (od przesunięcia granic, przez wysiedlenia, po ponowne wsparcie dla niepodległej Ukrainy) i dla każdego z nich formułował adekwatne rekomendacje polityczne. Ocenił, że w przeciwieństwie do niezmiennie wiernego swoim, jak się później okazało, oderwanym od rzeczywistości poglądom Jędrzeja Giertycha, Wasiutyński (aktywny w Stronnictwie Narodowym na emigracji do 1994 roku, blisko związany z jego przywódcą Tadeuszem Bieleckim) wykazywał się rzadką wśród polityków elastycznością intelektualną, dostosowując swoje rekomendacje do faktycznie zmieniającej się rzeczywistości geopolitycznej, zamiast trzymać się sztywno raz ustalonej doktryny.

Podsumowanie: geopolityka i pamięć nie muszą się wykluczać

Podsumowując całą rozmowę, Siemiątkowski jasno zastrzegł, że nie oferuje gotowej „recepty” na dzisiejsze relacje polsko-ukraińskie. Ocenił, że same przedwojenne koncepcje geopolityczne – zarówno te bardzo antyukraińskie, jak i proukraińskie warianty prometejskie – stanowią dziś przede wszystkim „zabytek polskiej myśli politycznej”, nieprzystający wprost do współczesnych realiów, gdyż odrębność narodu ukraińskiego jest dziś dla wszystkich oczywistością, której przedwojenni endecy jeszcze się opierali. Wyraził przekonanie, że konflikt polsko-ukraiński na tamtych terenach był w istocie „węzłem gordyjskim”, niemożliwym do pokojowego rozwiązania niezależnie od tego, jaką politykę mniejszościową prowadziłaby II Rzeczpospolita – ani koncepcje piłsudczykowskie, ani żadna z wersji endeckich nie dawały realnej alternatywy dla zbrojnego starcia w warunkach II wojny światowej. Zastrzegł jednak stanowczo, że nic nie usprawiedliwia metod, jakie wybrali wówczas ukraińscy nacjonaliści.

Jako główną, praktyczną wskazówkę na dziś wskazał metodę myślenia reprezentowaną przez najlepszych przedstawicieli obozu narodowego, w tym Wasiutyńskiego: pogodzenie dbałości o prawdę historyczną o Wołyniu z trzeźwym rozpoznaniem polskiego interesu geopolitycznego, wymagającego – nawet dziś – trwania niepodległego państwa ukraińskiego jako bufora wobec Rosji. Te dwa czynniki, choć pozornie sprzeczne, jego zdaniem nie muszą się wzajemnie wykluczać, a zadaniem współczesnej polskiej polityki jest znalezienie równowagi między nimi, zamiast wybierania jednego kosztem drugiego.


Rafał Buca rozmawiał z Jakubem Siemiątkowskim, redaktorem naczelnym „Polityki Narodowej” i autorem książki „Sprawa najważniejsza z ważnych. »Młodzi« obozu narodowego wobec kwestii ukraińskiej 1932–1944″, w programie kanału Nowy Ład na YouTube, liczącego 114 tys. subskrybentów. Premiera 11 lipca 2026.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *