Paweł Kowal na cenzurowanym: Pęzioł w PCh24TV pyta, po czyjej stronie naprawdę jest

Nowe

Ludwik Pęzioł w kolejnym odcinku cyklu „Biografie Niepoprawne” na kanale PCh24TV przedstawił drogę polityczną Pawła Kowala — od cenionego działacza prawicy, bliskiego przyjaciela Lecha Kaczyńskiego, do polityka Koalicji Obywatelskiej krytykowanego dziś za relatywizowanie rzezi wołyńskiej.

Religijny inteligent z Rzeszowa

Pęzioł rozpoczął od dzieciństwa Kowala — urodzony w 1975 roku w robotniczej rodzinie w Rzeszowie, od najmłodszych lat był religijny, już w szkole podstawowej przystąpił do ruchu Światło-Życie, a w liceum został jego animatorem. Na studiach historycznych na Uniwersytecie Jagiellońskim szybko okazał się studentem wybitnym — trafił do elitarnego programu dla najzdolniejszych i został prezesem Klubu Jagiellońskiego. Już wtedy fascynowała go polityka wschodnia — podróżował po republikach Federacji Rosyjskiej, co zdominowało jego późniejszy rozwój naukowy i doprowadziło ostatecznie do profesury.

Błyskawiczna kariera w PiS i przyjaźń z Lechem Kaczyńskim

Jako ekspert od spraw zagranicznych trafił do rządu Jerzego Buzka. Po upadku rządu AWS i współtworzeniu Centrum Myśli Jana Pawła II coraz mocniej angażował się w politykę partyjną — naturalnym wyborem, biorąc pod uwagę jego ówczesne centroprawicowe poglądy, okazało się Prawo i Sprawiedliwość. Kariera rozwijała się błyskawicznie: został wiceministrem spraw zagranicznych, wiceprzewodniczącym klubu parlamentarnego, a później europosłem. Utożsamiał się z PiS również ideowo, twierdząc nawet, że jest bardziej antyaborcyjny niż główny nurt partii — co Pęzioł skwitował ironicznie, że historia „bezlitośnie zachichotała” nad tą deklaracją.

Mimo dużej różnicy wieku Kowal przyjaźnił się blisko z Lechem Kaczyńskim, z którym współpracował przy tworzeniu Muzeum Powstania Warszawskiego — relacja była na tyle bliska, że swojemu synowi nadał imię Lech. W tamtym okresie Kowal był na prawicy ceniony, poważany i lubiany.

2010: odejście z PiS po Smoleńsku

Rok 2010 okazał się punktem zwrotnym. Kowal, jak sam mówił, przeżył traumę po katastrofie smoleńskiej — paradoksalnie jednak, zamiast zespolić go jeszcze mocniej z partią (jak stało się w przypadku wielu innych działaczy, dla których Smoleńsk odegrał ogromną rolę wspólnototwórczą), doprowadziło to do jego odejścia z PiS jeszcze pod koniec tego samego roku. Pęzioł zasugerował, że mogło to wynikać z tego, iż partia po katastrofie przestała być, zdaniem Kowala, wielonurtowa — dla polityka należącego do bardziej inteligenckiego, umiarkowanego skrzydła zabrakło już miejsca, gdy strategia ugrupowania wyraźnie się zaostrzyła.

Pierwszym impulsem do odejścia miała być sprawa krzyża na Krakowskim Przedmieściu, spontanicznie ustawionego przez harcerzy po katastrofie — Kowal miał pretensje do obu stron tego sporu, uważając, że wojna o symbol dzieli naród, podczas gdy potrzebny był dialog, nie walka.

Polska jest najważniejsza: „taki PiS, tylko bardziej rozsądny”

Kowal został prezesem nowej partii — Polska jest najważniejsza — założonej wraz z innymi rozłamowcami z PiS. Ugrupowanie różniło się od PiS raczej stylem niż zasadniczą treścią polityczną: miało być bardziej dialogujące, mniej konfrontacyjne i bardziej republikańskie. Pęzioł ocenił to zwięźle jako „taki PiS, tylko bardziej rozsądny” — propozycję kompletnie niepasującą do ducha epoki, w której wygrywa ten, kto uderza mocniej i bardziej podstępnie. Mimo zamawianych przez partię sondaży dających jej 10 procent poparcia, w rzeczywistości ugrupowanie nie miało szans nawet otrzeć się o próg wyborczy. Po kolejnych porażkach Kowal wycofał się z polityki w 2015 roku.

Pęzioł zauważył, że wydawało się to wówczas definitywnym końcem kariery Kowala — że okazał się „zbyt miękki” na nowe reguły gry, że współczesna polityka nie jest miejscem dla subtelnych inteligentów. Porównał go do polityków takich jak Marek Jurek czy Paweł Śpiewak, wypchniętych na margines przez brutalność walki o władzę, skazanych na rolę okazjonalnych komentatorów.

2019: powrót na listach Koalicji Obywatelskiej

Stało się jednak inaczej — w 2019 roku, za namową Grzegorza Schetyny, Kowal niespodziewanie wystartował z list Koalicji Obywatelskiej, otrzymując pierwsze miejsce w okręgu krakowskim, praktycznie gwarantujące mandat poselski. Ten zaskakujący zwrot bagatelizował ogólnikami w rodzaju „wielu polityków tak robi”. Pęzioł przyznał, że przy pewnej dozie życzliwości można by tłumaczyć to szczerym uwierzeniem w panujący wówczas w Platformie pluralizm.

Test charakteru: powrót Tuska i aborcja

Wszystko zmienił jednak powrót Donalda Tuska z Brukseli do krajowej polityki, przejęcie przez niego przywództwa w Platformie i szybka deklaracja, że zwolennicy zakazu aborcji do 12. tygodnia ciąży nie znajdą się na listach wyborczych. Dla Kowala był to, zdaniem Pęzioła, prawdziwy test moralny i charakteru — miał dokąd odejść, miał pracę naukową, możliwość zarobkowania i rozbudowaną sieć kontaktów. Mimo to postanowił otwarcie przyznać rację Tuskowi, „sprzedając swoje najważniejsze zasady za miejsce na liście wyborczej” — co odnotowały media prawicowe.

Później Kowal przekonywał, że nadal jest przeciwnikiem aborcji, ale „nie można wszystkim narzucać swoich poglądów” — Pęzioł określił to jako infantylną racjonalizację, charakterystyczną dla polityków próbujących pogodzić liberalizm z katolicyzmem. W programie „Rachunek sumienia”, wielokrotnie dopytywany przez prowadzącą, robił absolutnie wszystko, by nie odpowiedzieć wprost, czy zagłosuje za liberalizacją prawa aborcyjnego. Pęzioł ocenił, że można było wówczas dostrzec w Kowalu „człowieka złamanego” — kogoś, kto czuł, że robi źle, a mimo to przy tym złu trwał.

Zraził do siebie obie strony

W rezultacie Kowal zraził do siebie oba obozy — dawni prawicowi zwolennicy uznali to za zdradę zasad, a obóz demoliberalny wcale nie pokochał go tak, jak mógłby sobie tego życzyć — duża część tego środowiska wyczuwała, że wciąż jest „nie do końca nasz”, zbyt „kościółkowy”. Zyskał sobie tym samym wielu wrogów — przede wszystkim dawnych stronników PiS i konserwatystów, którzy zobaczyli w nim człowieka gotowego pójść z „aborcjonistami” w zamian za miejsce na liście.

Skrajnie proukraińska postawa i relatywizowanie Wołynia

Pęzioł wskazał, że grono przeciwników Kowala powiększyło się jeszcze o osoby kontestujące jego kierunek w polityce zagranicznej. Jeśli stosunek do Ukrainy potraktować jako pewne spektrum, Kowal znajduje się niemal na jego skrajnym, proukraińskim krańcu. O ile utrzymanie niepodległej Ukrainy jako funkcjonalnego bufora wobec Rosji akceptuje zdecydowana większość Polaków, nawet ci nastawieni do niej sceptycznie, o tyle znacznie mniej osób godzi się na relatywizowanie rzezi wołyńskiej — a takie sugestie wielu dostrzega w wypowiedziach Kowala.

Pęzioł przywołał konkretnie jego stwierdzenie, że państwo ukraińskie nie ma wiele wspólnego z rzezią wołyńską, bo w tamtym czasie po prostu nie istniało. Zaznaczył, że literalnie zdanie to jest prawdziwe, ale nietrudno odczytać jego intencję jako próbę zdjęcia z obecnego narodu ukraińskiego odpowiedzialności i wynikających z niej powinności wobec Polski za popełnione zbrodnie. Pęzioł przeprowadził tu ostrą analogię — porównał ten zabieg retoryczny do dawnych prób zrzucania przez Niemców odpowiedzialności za zbrodnie II wojny światowej na SS, przedstawiane tak, jakby stanowiły wobec Niemców odrębny, obcy zbiór.

Tego rodzaju wypowiedzi sprowadziły na Kowala krytykę nawet części środowisk proukraińskich — dla wielu stał się symbolem bezwarunkowego popierania Ukrainy, nawet gdyby miało to oznaczać, jak to ujął Pęzioł, „samoupokorzenie”.

Obrońcy: Grupa Robocza ds. Godnych Pochówków

Pęzioł przyznał uczciwie, że są też obrońcy polityki ukraińskiej Kowala, wskazujący na powołaną w 2024 roku Grupę Roboczą do Spraw Godnych Pochówków, której Kowal przewodniczył. To właśnie jej działania doprowadziły m.in. do rozpoczęcia prac w Puźnikach, gdzie odnaleziono szczątki co najmniej 42 ofiar ukraińskich zbrodni, a kolejne ekshumacje i prace w następnych miejscach kaźni są planowane. Pęzioł podsumował, że rola Kowala w polityce wobec Ukrainy budzi skrajnie odmienne oceny, choć dziś zdecydowanie głośniej wybrzmiewają te krytyczne.

„Rosołowy konserwatysta”

Na zakończenie Pęzioł zwrócił uwagę na sztuczność i nieporadność nowej kreacji wizerunkowej Kowala — jeszcze niedawno konserwatywnego, łagodnego, religijnego inteligenta, dziś kreującego się na „unijczyka płynną gębą”, który jednocześnie nie pozwala zapomnieć o swoich korzeniach, regularnie publikując w mediach społecznościowych zdjęcia z rodzinnego domu, gdzie z uśmiechem je tradycyjny rosół. Pęzioł skonkludował gorzko, że być może „rosołowy konserwatysta” jest dziś najtrafniejszym określeniem tego polityka — bo po sprzeniewierzeniu się wcześniejszym wartościom z jego konserwatyzmu został już chyba tylko ten rosół.


Odcinek poprowadził Ludwik Pęzioł. Materiał „PAWEŁ KOWAL. PO CZYJEJ NAPRAWDĘ JEST STRONIE?” dostępny na kanale PCh24TV · Polonia Christiana na YouTube, liczącym 358 tys. subskrybentów. Opublikowany 11 lipca 2026.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *