Prusinowski w Kanale Zero: Nawrocki „mocno”, Łukasiewicz kontrowersyjnie, Zełenski rozmywa winę w rocznicę Krwawej Niedzieli

Nowe

Jacek Prusinowski w Kanale Zero omówił reakcje na Narodowy Dzień Pamięci Ofiar Ludobójstwa na Wołyniu — przemówienie prezydenta Karola Nawrockiego, kontrowersyjne słowa polskiego chargé d’affaires w Kijowie oraz wpisy Wołodymyra Zełenskiego i Donalda Tuska.

Spór o nominacje dyplomatyczne w tle

Prusinowski przypomniał, że wskutek trwającego sporu między rządem a prezydentem wiele kluczowych polskich placówek dyplomatycznych na świecie pozostaje bez ambasadorów — MSZ odwołało do kraju dyplomatów nominowanych za rządów PiS, a prezydent Karol Nawrocki, podobnie jak wcześniej Andrzej Duda, nie zgadza się podpisać nominacji wskazanych przez wicepremiera Radosława Sikorskiego. Działaniem placówek kierują w tej sytuacji chargé d’affaires — jednym z nich jest Piotr Łukasiewicz, kierujący polską ambasadą w Kijowie, który w rocznicę Krwawej Niedzieli wziął udział w uroczystościach w ukraińskiej Ołyce.

Przemówienie Łukasiewicza: symetria, której miało nie być

Piotr Łukasiewicz w swoim wystąpieniu mówił, że pochylając głowę nad polskimi ofiarami przemocy ukraińskiej na Wołyniu, nie może nie wspomnieć o ukraińskich ofiarach przemocy polskiego państwa na terenach dawnej II Rzeczpospolitej przed wojną i w jej trakcie. Zastrzegł, że nie tworzy symetrii ani nie stawia znaku równości między liczbą i jakością cierpień, podkreślając jedynie potrzebę pamięci o przeszłości, w tym o jej wstydliwych kartach.

Prusinowski ocenił, że mimo tych zastrzeżeń, dyplomata faktycznie stworzył symetrię tam, gdzie jego zdaniem nie ma ku temu podstaw. Marek Magierowski, były ambasador RP w Waszyngtonie, napisał, że słowa Łukasiewicza świadczą o braku kompetencji i dyplomatycznego wyczucia. Zaznaczył, że tego typu porównania mogą wygłaszać publicznie historycy, dziennikarze czy byli politycy, ale nie najwyższy przedstawiciel Polski na Ukrainie podczas oficjalnych uroczystości, tym bardziej w okresie napięcia w relacjach dwustronnych podsycanego, jego zdaniem, przez władze w Kijowie.

Marcin Przydacz, szef Biura Polityki Międzynarodowej Prezydenta, napisał, że sytuacja ta pokazuje jak w soczewce problemy z obecnym korpusem kierowników placówek wysyłanych przez kierownictwo MSZ, i że nie powinien dziwić brak zgody prezydenta na tego typu kandydatury, dodając, że podobnych przypadków jest, jego zdaniem, zbyt wiele.

Dyplomatę bronił jednak jego przełożony, wicepremier i szef MSZ Radosław Sikorski, który napisał, że ryzykujący życie dla ojczyzny pod rosyjskimi bombami pułkownik Łukasiewicz wypowiedział się w duchu chrześcijańskim — wybaczamy i prosimy o wybaczenie — pracując na rzecz pojednania w obliczu wspólnego zagrożenia, podczas gdy część nacjonalistycznych „sekciarzy” szczuje bratnie narody na siebie, służąc, jego zdaniem, zupełnie innym interesom. Prusinowski zaznaczył jednak, że głos Sikorskiego pozostał raczej odosobniony wśród krytycznych reakcji na słowa szefa polskiej placówki w Kijowie.

Wpis Zełenskiego: bez wskazania sprawców

Prusinowski zwrócił uwagę na wpis Wołodymyra Zełenskiego opublikowany w rocznicę Krwawej Niedzieli, który sam odczytał w programie. Ukraiński prezydent napisał, że przedstawiciele jego państwa wzięli udział we wspólnych nabożeństwach modlitewnych obok przedstawicieli Polski, a Ukraina prowadzi działania mające sprawiedliwie ustalić fakty dotyczące ofiar z tamtych lat, w tym operacje poszukiwawcze w miejscach dawnych wsi i lokalizacjach pochówków. Zełenski zapowiedział też, że Ukraina jest zdeterminowana przyspieszyć ten proces, a już za dwa dni mają ruszyć prace ekshumacyjne we wsiach Ostrówki i Wola Ostrowiecka.

Prusinowski ocenił jednak, że wpis ten, mimo pozornie pozytywnego wydźwięku, pomija kluczowy fakt — Zełenski nie napisał, kto brutalnie zamordował 100 tysięcy polskich cywilów, kobiet i dzieci, nie wspominając nawet o ukraińskich nacjonalistach, co w jego ocenie w oczywisty sposób rozmywa odpowiedzialność za zbrodnię. Prusinowski zakwestionował też przedstawiony w e wpisie obraz sprawnej współpracy polsko-ukraińskiej w sprawie poszukiwań i ekshumacji, nazywając to wprost kłamstwem — mimo że proces po latach całkowitego blokowania ruszył, większość wniosków o poszukiwania jest, jak zaznaczył, odrzucana albo pozostaje bez odpowiedzi, a według jego rozmówców zaangażowanych w sprawę cała procedura pozostaje formalną i instytucjonalną drogą przez mękę.

Krajowa przepychanka: Tusk kontra otoczenie prezydenta

Prusinowski wskazał, że temat ekshumacji wywołał też spór na krajowym podwórku między obozem rządowym a prezydenckim w mediach społecznościowych. Donald Tusk, który osobiście nie uczestniczył w obchodach rocznicy, opublikował oświadczenie, w którym przypisał swojej ekipie zasługę postępu w tej sprawie, co spotkało się ze sprzeciwem otoczenia prezydenta. W tym samym oświadczeniu premier zapowiedział nową inicjatywę upamiętniającą ofiary ludobójstwa — mur pamięci z wiecznym ogniem i nazwiskami każdej odnalezionej i zidentyfikowanej ofiary, który ma stanąć w Warszawie, deklarując, że Rzeczpospolita nie zapomni o żadnej z nich.

Nawrocki w Radrużu: „zło jest złem” i zapowiedź zakazu banderyzmu

Prezydent Karol Nawrocki wziął udział w uroczystościach w Radrużu na Podkarpaciu, gdzie w przemówieniu zapytał retorycznie, czy Europa, Polacy i Ukraińcy są dziś gotowi twierdzić, że Adolf Hitler był dobrym przywódcą, bo walczył ze Stalinem, albo odwrotnie — że dobrym przywódcą był Stalin, bo walczył z Hitlerem. Nawrocki opowiedział się jednoznacznie: zło jest złem, niemiecki narodowy socjalizm był złem, sowiecki komunizm był złem, a ukraiński nacjonalizm był złem — i na te symbole, jak podkreślił, nie ma zgody.

Ten brak zgody ma się przełożyć na konkretne przepisy zakazujące w Polsce propagowania banderyzmu. Prusinowski przypomniał, że Nawrocki złożył już we wrześniu ubiegłego roku w Sejmie projekt nowelizacji ustawy o IPN oraz Kodeksu karnego, przewidujący — podobnie jak w przypadku propagowania ideologii hitlerowskiej czy stalinowskiej — do trzech lat pozbawienia wolności za wychwalanie ukraińskiego nacjonalizmu. Zaledwie kilka dni przed nagraniem programu w Sejmie ruszyły prace nad tym projektem, co Prusinowski odczytał jako element presji na Kijów, by zaprzestał gloryfikowania sprawców zbrodni wołyńskiej jako bohaterów.

W dalszej części przemówienia Nawrocki podkreślał, że symbolika ukraińskich nacjonalistów wprost nawiązywała do symboliki nazistowskiej — czerwono-czarna flaga miała, jego zdaniem, korzenie w niemieckiej idei „ziemi i krwi”, którą reprezentowały właśnie te barwy. Zadeklarował, że zrobi wszystko, by flaga w tych barwach nie była widoczna w Polsce, wyrażając nadzieję, że polski parlament przyjmie odpowiednią ustawę.

Reakcja ukraińskiego ekonomisty: porównanie do Putina

Prusinowski zaznaczył, że przemówienie prezydenta Nawrockiego odbiło się echem także po ukraińskiej stronie, gdzie komentowane było głównie negatywnie — jako eskalacja sporu historycznego i osłabianie wspólnego frontu przeciwko Rosji. Ukraiński ekonomista prof. Roman Szeremeta napisał na platformie X, że wezwanie Nawrockiego do prawnego zakazu flagi UPA w barwach czerwono-czarnych jest „obrzydliwe”, twierdząc, że sam Nawrocki jest nacjonalistą, że z każdym dniem coraz bardziej przypomina Putina, oraz że jeśli Polska przyjmie tę ustawę, nie będzie lepsza od Rosji.

Prusinowski odniósł się do tej wypowiedzi krytycznie, wyrażając zdziwienie, że przedstawiciel ukraińskiej elity, nawet przebywający na emigracji, posługuje się takimi porównaniami w reakcji na zapowiedź penalizacji zbrodniczej — jak podkreślił — ideologii, co do której nie powinno być żadnej dyskusji. Ocenił też, że twierdzenie, jakoby Polska po przyjęciu ustawy „nie była lepsza od Rosji”, to nie tyle błędna, co wręcz ahistoryczna i chora analogia.


O sprawie opowiadał Jacek Prusinowski. Materiał dostępny na kanale Kanał Zero na YouTube, liczącym 2,32 mln subskrybentów. Opublikowany 12 lipca 2026.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *