Arleta Bojke rozmawiała w „Kanale Zero” z historykiem Andrzejem Matowskim, autorem konta „II wojna światowa w kolorze”, o mitach narosłych wokół Zbrodni Wołyńskiej – zarówno po stronie polskiej, jak i ukraińskiej. Rozmowa odbyła się w 83. rocznicę Krwawej Niedzieli, w atmosferze napięcia w relacjach polsko-ukraińskich po decyzji o nadaniu jednostce wojskowej imienia UPA oraz odebraniu Orderu Orła Białego prezydentowi Zełenskiemu.
Mit 1: kult Bandery jest z założenia antypolski
Matowski wyjaśnił, że Polacy patrzą na Ukraińską Powstańczą Armię niemal wyłącznie przez pryzmat Wołynia, podczas gdy na Ukrainie UPA kojarzona jest głównie z 16-letnią wojną z sowiecką bezpieką, która rozpoczęła się w 1944 roku, gdy Armia Czerwona wkroczyła na Kresy. W tym konflikcie zginęło, jak ocenił, od 100 do 150 tysięcy Ukraińców oraz około 30 tysięcy Sowietów, a dodatkowo od 280 do 300 tysięcy Ukraińców zostało deportowanych na wschodnią Ukrainę, daleką północ, do Kazachstanu lub na Syberię – łącznie sowieckie represje objęły około pół miliona osób. Przez 50 lat PRL-owskiego i sowieckiego okresu jakiekolwiek upamiętnienie tych ofiar było niemożliwe, co historyk porównał do sytuacji polskich żołnierzy wyklętych. Po 1991 roku zachodnia Ukraina spontanicznie pokryła się pomnikami i kurhanami upamiętniającymi bojowników UPA, którzy w zbiorowej pamięci byli bohaterami walczącymi z sowieckim okupantem. Matowski podkreślił, że dla Ukraińców była to walka o tożsamość narodową, brutalnie zwalczaną przez Związek Radziecki (jako przykład podał usunięcie trójzębu z pomnika Neptuna we Lwowie przez NKWD) – i ocenił, że dziś Ukraińcy raczej nie chcą pamiętać o ludobójstwie na Polakach, bo pamięć tę przykryło wspomnienie własnej krzywdy.
Mit 2: dzisiejszy kult Bandery i UPA to mit, półprawda czy kłamstwo
Historyk zwrócił uwagę, że partia Swoboda, odwołująca się wprost do dziedzictwa OUN, uzyskała w wyborach jedynie 0,28 procent głosów, co świadczy o jej niewielkiej popularności. Wyjaśnił fenomen popularności Bandery brakiem na Ukrainie bohaterów jednoznacznie antyrosyjskich – wskazując, że postacie takie jak Bohdan Chmielnicki czy Iwan Mazepa bywają postrzegane jako sprzymierzeńcy Rosji, przez co współcześni Ukraińcy sięgnęli po Banderę jako symbol walki ze wszystkimi wrogami Ukrainy. Zaznaczył, że większość Ukraińców nie zna faktycznych poglądów Bandery ani Szuchewycza, postrzegając ich raczej popkulturowo. Przywołał dane badawcze grupy Rejtynh: do 2010 roku Banderę za pozytywnego bohatera uznawało 20 procent Ukraińców, a w kwietniu 2022 roku odsetek ten wzrósł do 74 procent (UPA analogicznie z 20 do 81 procent). Wzrost kultu Bandery Matowski powiązał z nadaniem mu przez prezydenta Wiktora Juszczenkę tytułu Bohatera Ukrainy w 2010 roku, a następnie z aneksją Krymu i wojną w Donbasie za prezydentury Petra Poroszenki, kiedy to prezesem ukraińskiego IPN został Wołodymyr Wiatrowicz, znany z pozytywnego stosunku do OUN i UPA. Historyk zauważył, że po nadaniu jednostce imienia UPA, odebraniu Orderu Orła Białego prezydentowi Zełenskiemu i zwrocie polskich odznaczeń przez ukraińskich polityków i wojskowych, Ukraińcy nie mogą już zasłaniać się niewiedzą o Wołyniu – przywołał symboliczny moment wręczenia przez prezydenta Karola Nawrockiego prezydentowi Zełenskiemu albumu o Zbrodni Wołyńskiej. Zaznaczył jednak, że kult ten jest szczególnie silny na zachodniej Ukrainie (80-90 procent pozytywnych ocen), a jego rozprzestrzenienie na centrum i wschód kraju to efekt celowych działań politycznych po 2014 roku.
Mit 3: Polacy uciskali Ukraińców, stąd Wołyń
Matowski wskazał, że Ukraińcy pamiętają, że coś się wydarzyło, ale nie pamiętają dlaczego – narracja o polskim ucisku została wytworzona jeszcze w trakcie wojny przez OUN i UPA, które chciały przedstawić rzeź jako spontaniczny chłopski bunt, nową „koliszczyznę”. W rzeczywistości, jak podkreślił, rzeź wołyńska była starannie zaplanowanym ludobójstwem, zorganizowanym przez najwyższe władze konspiracyjne OUN podczas trzeciego nadzwyczajnego zjazdu w sierpniu 1943 roku. Historyk przeanalizował genezę konfliktu od traktatu ryskiego z 1921 roku, który podzielił ziemie ukraińskie między bolszewicką Rosję a II Rzeczpospolitą – zaznaczył, że Polska, wyniszczona wojnami, nie była w stanie prowadzić dalszej wojny, a niepodległości Ukrainy sprzeciwiali się także alianci Ententy. Już w 1920 roku, jeszcze przed traktatem ryskim, powstała Ukraińska Organizacja Wojskowa pod dowództwem płk. Jewhena Konowalca, opowiadająca się za drogą terroru; organizacja ta była wspierana przez niemiecki Abwehr oraz wywiady litewski i czechosłowacki, zainteresowane destabilizacją Polski. W 1922 roku doszło do 302 ataków terrorystycznych (tzw. pierwsze wystąpienie UWO), a pierwszą ofiarą ukraińskich nacjonalistów był w tym samym roku ukraiński nauczyciel i poeta Sydir Twerdochlib, zamordowany za dążenie do porozumienia z Polakami. Matowski przywołał też postać wojewody wołyńskiego Henryka Józewskiego, najbardziej proukraińskiego polskiego polityka, który wspierał ukraińskie teatry, biblioteki i szkolnictwo w języku ukraińskim – mimo to OUN pod wodzą Bandery usiłowała go zamordować. Konkluzja historyka: to ukraiński terroryzm był przyczyną napięć, a nie ich skutkiem.
Mit 4: Wołyń wynikał z zazdrości o polski dobrobyt
Historyk obalił tezę, jakoby Polacy na Wołyniu byli zamożniejsi i to wywołało nienawiść. Wskazał, że mieszkańcy regionu byli w większości prostymi, małorolnymi chłopami – lokalna szlachta polska została w dużej mierze wymordowana lub przepędzona jeszcze podczas tzw. pożogi 1917 roku oraz wojny polsko-bolszewickiej, a po zajęciu Wołynia przez Sowietów w 1939 roku deportowano lub wymordowano urzędników, kolonistów wojskowych, leśników, policjantów i inteligencję. Powołując się na ustalenia prof. Grzegorza Motyki, Matowski wskazał trzy czynniki: Wołyń był regionem najbardziej zdominowanym demograficznie przez Ukraińców (69 procent Ukraińców wobec 16,8 procent Polaków, czyli około 1,43 miliona wobec 340 tysięcy osób); region od czterech lat znajdował się pod okupacją, która skrajnie zubożyła ludność; a UPA obiecywała Ukraińcom przejęcie majątku po zamordowanych Polakach jako zachętę materialną. Historyk dodał również wątek międzynarodowy – w kwietniu 1943 roku ujawniono zbrodnię katyńską, a rząd polski na emigracji został w tej sprawie zmarginalizowany przez aliantów, co zdaniem UPA sygnalizowało, że wymordowanie Polaków na Wołyniu również nie wywoła reakcji świata, a wręcz postawi go przed faktem dokonanym powstania ukraińskiej państwowości, zanim na te tereny wkroczy Armia Czerwona.
Mit 5: to był spontaniczny bunt ludowy przeciwko polskim panom
Matowski podkreślił, że nie istnieje ani jeden udokumentowany przypadek, w którym ukraińscy chłopi z własnej inicjatywy napadliby na polską miejscowość – zawsze istniał czynnik sprawczy w postaci ukraińskich nacjonalistów. Wyjaśnił, że UPA prowadziła w wioskach przymusową mobilizację mężczyzn w wieku od 16 do 60 lat, zmuszając ich pod groźbą śmierci (dla nich samych i ich rodzin) do udziału w mordach – znane są przypadki zabijania przez UPA tych, którzy odmawiali udziału w rzeziach. Historyk zaznaczył złożoność tej historii: część uczestników brała udział ochoczo, licząc na wzbogacenie się i przejęcie ziemi po ofiarach, innych zmuszał strach; udział w akcji miała też brać cerkiew greckokatolicka i prawosławna, rozgrzeszając sprawców, a niekiedy święcąc narzędzia mordu. Reżyserami ludobójstwa byli Dmytro Kliaczkiwski, dowódca Okręgu Wojskowego UPA-Północ, który jako pierwszy wydał w czerwcu 1943 roku rozkaz eksterminacji ludności polskiej, a później sam Roman Szuchewycz. Na pytanie o brutalność metod – rozpruwanie brzuchów kobiet w ciąży, nabijanie dzieci na sztachety – Matowski wskazał dwa powody: brak amunicji i uzbrojenia (UPA w dużej mierze wywodziła się z dezerterów niemieckich formacji policyjnych, wcześniej zaangażowanych w eksterminację Żydów, stąd wykorzystanie narzędzi rolniczych) oraz celowe dążenie do przerażenia Polaków, by ci uciekali, porzucając majątek. Historyk wskazał również na powtarzający się historycznie wzorzec brutalności – rzeź pod Batohem (1652), Koliszczyznę i rzeź Humania (1768), pożogę roku 1917 – nazywając to „pewnym modus operandi”, zastrzegając jednocześnie, że nie uważa tego za cechę genetyczną, lecz pewien powtarzający się schemat brutalności charakterystyczny historycznie także dla Rosjan.
Mit 6: Bandera nie odpowiada za Wołyń, bo siedział w niemieckim obozie
Matowski odniósł się do argumentu, że Bandera od 1941 do 1944 roku przebywał w niemieckim obozie koncentracyjnym Sachsenhausen i nie mógł kontrolować wydarzeń na Wołyniu. Wyjaśnił, że Bandera przebywał w sektorze dla ważnych więźniów (Zellenbau), gdzie – podobnie jak przetrzymywany tam również gen. Stefan Rowecki „Grot” – miał do dyspozycji dwupokojowy apartament z dywanami i obrazami, a odwiedzała go żona z paczkami, co nie czyniło go typowym więźniem obozowym. Zacytował biografa Bandery, Grzegorza Rossolińskiego-Liebego, według którego mordy UPA na Polakach nie odbiegały od wizji walki o wolną Ukrainę, jaką miał sam Bandera. Historyk podkreślił kluczowy fakt: Bandera opuścił obóz we wrześniu 1944 roku, a rzeź trwała jeszcze wiele miesięcy, do co najmniej połowy 1945 roku – mimo to nigdy publicznie nie potępił mordów, nie nakazał ich wstrzymania ani nie ukarał sprawców, także po wojnie, przebywając już w Monachium. Przywołał również program OUN z 1941 roku, współpodpisany przez Banderę, dzielący mniejszości narodowe na przyjazne i wrogie – wśród wrogich wymieniano Rosjan, Żydów i Polaków, wzywając do ich „wyniszczania” i zmuszania do emigracji. Konkluzja Matowskiego: nawet jeśli nie ma dowodu na bezpośrednie wydawanie rozkazów mordowania Polaków, Bandera ponosi za Wołyń odpowiedzialność moralną jako twórca ideologii, z której te mordy logicznie wynikały.
Mit 7: OUN i UPA były głównie antykomunistyczne, nie antypolskie
Historyk potwierdził silny, fundamentalny antykomunizm OUN i UPA, wynikający z traumy Hołodomoru i sowieckich represji wobec ukraińskiej tożsamości narodowej. Zaznaczył jednak, że w Polsce Ukraińcy bywają postrzegani jako monolit, podczas gdy w rzeczywistości ruch był głęboko podzielony. Wskazał na istnienie w przedwojennym Sejmie ukraińskich posłów z umiarkowanej partii UNDO, niezwiązanych z nacjonalizmem, a sam OUN – organizacja licząca zaledwie 4-5 tysięcy członków na 4,5 miliona Ukraińców w II RP – doznał w 1940 roku rozłamu na radykalną frakcję Bandery i bardziej umiarkowaną, mniej antypolską frakcję Andrija Melnyka. Melnykowcy, jak podkreślił Matowski, byli ścigani i mordowani przez banderowców za odmowę udziału w rzeziach – przykładem jest rozbicie pierwszego pułku OUN-M dowodzonego przez Mykołę Nedzwieckiego czy los Tarasa Boroweca „Bulby”, dowódcy pierwszej Ukraińskiej Powstańczej Armii, której banderowcy przywłaszczyli sobie nazwę; Borowec sprzeciwiał się mordom na Polakach, za co był ścigany, a jego żona została zamordowana przez zwolenników Bandery. Historyk omówił też proniemieckie korzenie części ruchu, wywodzące się z pamięci o utworzeniu przez Niemcy pierwszego państwa ukraińskiego – Hetmanatu Pawła Skoropadskiego w 1918 roku – zastrzegając, że nie wszyscy nacjonaliści byli proniemieccy, czego dowodem są zamordowani przez Niemców działacze melnykowscy, Ołena Teliha i Oleh Olżycz. Wyjaśnił również relację strukturalną: UPA, utworzona w październiku 1942 roku, była zbrojnym ramieniem OUN, powstałej w 1929 roku z przekształcenia Ukraińskiej Organizacji Wojskowej.
Mit 8: UPA była ukraińskim odpowiednikiem AK
Matowski stanowczo odrzucił to porównanie. Przywołał grafikę pokazującą „piramidę ofiar UPA”: na szczycie – od 700 do 2000 zabitych Niemców, na dole – zdecydowana większość, czyli polscy cywile. Podkreślił, że UPA zamordowała więcej Polaków niż Niemców, sowieckich partyzantów, polskich partyzantów i żołnierzy sowieckich razem wziętych – łącznie OUN i UPA zamordowały od 100 do 120 tysięcy cywilów (Polaków, ale też Ukraińców, Czechów wołyńskich, Żydów, Ormian i Romów), podczas gdy w walce zbrojnej z sowieckim aparatem represji UPA zabiła około 10-12 tysięcy żołnierzy i funkcjonariuszy NKWD. Na argument, że AK broniła polskiej państwowości, a UPA walczyła o ukraińską, historyk odpowiedział, że kluczowa różnica leży w metodach: Armia Krajowa była zbrojnym ramieniem cywilnego Polskiego Państwa Podziemnego, podległym rządowi na emigracji, i nigdy nie dopuściła się akcji ludobójczej. UPA swoją historię rozpoczęła od eksterminacji bezbronnych – pierwsza sotnia UPA pod dowództwem Hryhorija Perehyniaka, zamiast walczyć z Niemcami, wymordowała kolonię Parośla I w lutym 1943 roku. Matowski dodał, że banderowcy zwalczali też ukraiński sprzeciw wobec mordów, zabijając rodaków odmawiających udziału w rzezi bądź pomagających Polakom.
Mit 9: liczba ofiar – spór o 30 tysięcy kontra setki tysięcy
Historyk skonfrontował dwa skrajne stanowiska. Po stronie ukraińskiej wskazał na lwowskiego antropologa Bohdana Huda, który mówi o 30 tysiącach ofiar na Wołyniu – liczbę tę Matowski uznał za rażąco zaniżoną, powołując się na badania Ewy i Władysława Siemaszków (od 60 do 80 tysięcy ofiar na Wołyniu, w tym 36 tysięcy znanych z imienia i nazwiska), dr. Damiana Markowskiego (co najmniej 36 tysięcy ofiar w Małopolsce Wschodniej) oraz szacunki prof. Grzegorza Motyki – od 100 do 120 tysięcy ofiar łącznie, które Matowski uznał za w pełni wiarygodne. Wskazał, że zaniżanie liczby ofiar przez stronę ukraińską, czego głównym orędownikiem jest były prezes ukraińskiego IPN Wołodymyr Wiatrowicz, ma na celu stworzenie sztucznej symetrii z liczbą ofiar ukraińskich. Po stronie polskiej historyk skrytykował z kolei skrajne szacunki mówiące o 700-900 tysiącach ofiar jako kompletnie niedorzeczne, ponieważ przed wojną na Wołyniu nie mieszkało tylu Polaków, ilu miałoby zginąć. Wyjaśnił, że źródłem liczby 500 tysięcy jest niepotwierdzony cytat przypisywany byłemu prezydentowi Ukrainy Leonidowi Krawczukowi, wieloletniemu komuniście, który mógł mieć interes w zawyżeniu tej liczby dla celów politycznej walki z nacjonalistami z zachodniej Ukrainy.
Odnosząc się do argumentu porównującego akcję „Wisła” do zemsty za Wołyń, Matowski wskazał na całkowitą niewspółmierność skali – w akcji „Wisła” zginęło łącznie 27 osób, a kolejnych 161 zmarło lub zostało zabitych w Centralnym Obozie Pracy w Jaworznie, wobec 100-120 tysięcy ofiar zbrodni ukraińskich nacjonalistów. Zaznaczył, że część badaczy, w tym prof. Motyka, ocenia akcję „Wisła” jako zbrodnię komunistyczną, za co odpowiedzialność ponosiłoby niesuwerenne państwo komunistyczne, a nie naród polski. Historyk przypomniał również, że ofiarami UPA padali także Czesi wołyńscy (m.in. w Kupiczowie), Romowie, Żydzi ukrywający się u Polaków i nieliczni Rosjanie zamieszkujący region – co jego zdaniem dowodzi, że banderowcy dążyli do eksterminacji wszystkich grup uznanych za wrogie, niezależnie od jakiejkolwiek rzekomej polskiej dominacji.
Kończąc rozmowę, Andrzej Matowski wyraził nadzieję, że polskie media, w tym środowiska lewicowo-liberalne, przestaną powielać narrację wytworzoną przez ukraińskich nacjonalistów jeszcze w czasie wojny, podsumowując: nie ma nic gorszego niż ofiary, które usiłują wybierać swoich własnych oprawców.
Rozmowę przeprowadziła Arleta Bojke z Andrzejem Matowskim w programie „Kanał Zero” na YouTube, liczącym 2,32 mln subskrybentów. Wyemitowany 11 lipca 2026.