Janke i Ślubowski w Kanale Otwartym: Parlament Europejski potępia Zełenskiego ws. UPA, Lwów ogłasza rok Szuchewycza
Igor Janke i Grzegorz Ślubowski przeprowadzili na kanale Kanał Otwarty kolejną wewnątrzredakcyjną dyskusję poświęconą napięciom polsko-ukraińskim — rezolucji Parlamentu Europejskiego potępiającej politykę historyczną Ukrainy, spotkaniu prezydentów Nawrockiego i Zełenskiego na szczycie NATO, decyzji Lwowskiej Rady Obwodowej o ogłoszeniu roku Romana Szuchewycza, zbliżającej się rocznicy Krwawej Niedzieli oraz incydentu z zaatakowanym pojazdem centrum rekrutacyjnego we Lwowie.
Rezolucja Parlamentu Europejskiego
Janke otworzył rozmowę informacją, że Parlament Europejski przyjął uchwałę potępiającą konkretną decyzję władz Ukrainy — nadanie jednostce wojskowej imienia bohaterów UPA — z inicjatywy polskiej partii rządzącej. Zaznaczył, że była też druga, ostrzejsza propozycja zgłoszona przez frakcję konserwatystów i reformatorów (w tym Prawo i Sprawiedliwość, poseł Kaleta), która miała uzależnić dalsze negocjacje akcesyjne od wprost potępienia UPA przez Ukrainę i zrównania propagandy dotyczącej UPA z propagandą nazistowską — ta poprawka nie przeszła, przyjęto łagodniejszą wersję zgłoszoną przez Europejską Partię Ludową i Koalicję Obywatelską Donalda Tuska, która miała większość. Janke ocenił to jako duży sukces polskiej ekipy rządowej i poważny cios dla Zełenskiego, którego — jego zdaniem — kompletnie zaskoczyła reakcja Niemiec i Francji, choć spodziewał się, że tylko Polacy będą protestować.
Ślubowski zwrócił uwagę, że mimo swojej wagi symbolicznej uchwała nie niesie żadnych twardych konsekwencji dla procesu akcesyjnego Ukrainy — to gest moralny, propagandowo istotny, ale wciąż tylko gest.
Spotkanie Nawrocki-Zełenski
Obaj komentatorzy odnieśli się do niezaplanowanego, godzinnego spotkania Zełenskiego z Nawrockim podczas szczytu NATO, zorganizowanego na prośbę strony ukraińskiej. Janke zauważył, że na zdjęciu z tego spotkania nie widać „szampańskich nastrojów”, w przeciwieństwie do równoległego spotkania Zełenskiego z Donaldem Trumpem, podczas którego amerykański prezydent — jak to ujął Janke, w swoim charakterystycznym „logoreicznym” stylu — nieoczekiwanie pochwalił Polskę i Karola Nawrockiego jako „świetnych ludzi”, co Janke ocenił jako nieprzypadkową „wrzutkę”.
Ślubowski ocenił, że mimo braku przełomu, zarówno rezolucja PE, jak i spotkania na szczycie NATO pokazały Zełenskiemu, że „piłka jest po jego stronie” — to nie prawda, że nic się nie stało i że to Polska eskaluje, jak twierdzili Ukraińcy. Zapytał, czy prezydent Ukrainy jest w stanie mentalnie i politycznie wyjść z tego kryzysu.
Czy Zełenski zmieni taktykę
Janke i Ślubowski różnili się w ocenie perspektyw krótkoterminowych. Ślubowski wyraził ostrożny optymizm, że taktyka „omijania Polski” i budowania bezpośrednich relacji z Zachodem, o której otwarcie mówił, jak przypomniał, były minister Kuleba, może okazać się nieskuteczna — przywołał też wieloletni skandal korupcyjny w otoczeniu Zełenskiego jako dowód, że prezydent Ukrainy jest „mistrzem zamiatania spraw pod dywan”, ale tym razem sygnały płynące z Europy mogą być trudniejsze do zignorowania.
Janke ripostował z pozycji pesymisty: skoro szczyt NATO przyniósł Ukrainie zwiększenie kwot pomocy finansowej i militarnej zarówno z budżetu unijnego, jak i natowskiego (odsyłając do materiału z Piotrem Szymańskim), to Zełenski nie ma żadnej krótkoterminowej motywacji, by wykonywać ustępstwa w sprawach symbolicznych. Zauważył też, że wejście do pełnej struktury UE wiąże się z licznymi restrykcjami, więc być może Ukrainie bardziej opłaca się pozostać w modelu zbliżonym do państwa stowarzyszonego — ze wspólnym rynkiem, ale bez pełnych obciążeń.
Rok Szuchewycza we Lwowie
Janke przywołał niemal równoczesną z rezolucją PE decyzję Komisji Kultury Lwowskiej Rady Obwodowej o ogłoszeniu przyszłego roku rokiem dowódcy UPA Romana Szuchewycza oraz działacza OUN Ołeha Olżycza — ocenił to jako wyraźną eskalację, tym bardziej dotkliwą, że Szuchewycz jest dla Polaków postacią jeszcze trudniejszą niż sam Bandera, a mer Lwowa (mówiący po polsku) wykonał w ten sposób kolejny nieprzyjazny gest.
Ślubowski zaproponował bardziej zniuansowaną interpretację: nastroje probanderowskie we Lwowie zawsze były silniejsze niż gdziekolwiek indziej na Ukrainie, mają podłoże w lokalnych, rodzinnych koneksjach z UPA, i nie sądzi, by centralne władze w Kijowie miały realny wpływ na tę konkretną uchwałę. Przywołał przy tym historię z demontażem plansz zasłaniających lwowskie tzw. „Lwy Cmentarne” (wcześniej zakrytych na polecenie władz miasta) — miało do tego dojść dopiero po tym, jak żołnierze pułku Azow (formacji nacjonalistycznej, ale wywodzącej się z innej tradycji niż banderowska, postrzegającej katolicką Polskę jako naturalnego sojusznika) mieli zagrozić merowi Sadowemu bezpośrednią interwencją, jeśli tego nie zrobi.
Janke zauważył w odpowiedzi, że atak propagandowy po polskiej decyzji o odebraniu Orderu Orła Białego wydawał się „fantastycznie zorkiestrowany” na wielu poziomach i wśród wielu ukraińskich influencerów, sugerując pytanie, czy Zełenski nie mógł osobiście zainspirować takich gestów jak decyzja lwowskiej rady. Zestawił to ironicznie z hipotetyczną sytuacją, w której Niemcy ogłosiłyby rok upamiętniający Goebbelsa.
Czy Ukraina staje się „państwem wrogim”
Ślubowski postawił tezę, że jeśli Ukraina będzie kontynuować taktykę omijania Polski, może się stać w pewnym momencie państwem faktycznie nieprzyjaznym wobec Polski, zwłaszcza że do sporów historycznych dołączą kwestie gospodarcze (m.in. zboże). Janke zdecydowanie się temu sprzeciwił, apelując o „miarkowanie słów” — państwem wrogim jest Rosja, prowadząca z Ukrainą wojnę i grożąca Polsce, a mówienie o Ukrainie w podobnych kategoriach jest niebezpieczne, bo nakręca ludzi do takich czynów, jak atak na biuro ukraińskiej organizacji (do czego jeszcze wrócili w dalszej części rozmowy). Podkreślił konieczność twardej, racjonalnej gry z Ukrainą, ale zdecydowanie odrzucił określenie „wrogie państwo”.
Rocznica Krwawej Niedzieli
Ślubowski przypomniał, że nazajutrz przypada rocznica Krwawej Niedzieli — kulminacji rzezi wołyńskiej z 11 lipca 1943 roku, zaplanowanej i przeprowadzonej przez UPA (zbrojne ramię Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów), w wyniku której spalono i splądrowano ok. 100 polskich miejscowości. Podkreślił, że wbrew twierdzeniom części ukraińskich historyków o spontanicznym charakterze mordów, była to akcja zaplanowana — żołnierze UPA wcześniej objeżdżali ukraińskie wsie, namawiając miejscową ludność do występowania przeciw Polakom, zgodnie z ideologią OUN zakładającą wymordowanie części Polaków, by reszta uciekła w panice po zobaczeniu brutalności mordów. Szczególną odpowiedzialność ponoszą, jak podkreślił, ówczesny dowódca UPA Roman Szuchewycz oraz Dmytro Klaczkiwski, bezpośrednio odpowiedzialny za wydanie rozkazu na Wołyniu.
Ślubowski przywołał autentyczne wydarzenie pokazane w filmie „Wołyń” Wojciecha Smarzowskiego: dwaj polscy oficerowie, w tym Zygmunt Rumel (żołnierz Batalionów Chłopskich i AK, delegat rządu polskiego), pojechali 9 lipca 1943 roku do dowództwa UPA z misją negocjacyjną, licząc na wstrzymanie planowanej masakry — zostali brutalnie zamordowani, rozerwani końmi, mimo że jeden z ukraińskich dowódców znał ich osobiście ze szkolnej ławy. Ślubowski podkreślił, że ten epizod dowodzi, iż UPA działała w sposób skoordynowany, „z górą”, a nie spontanicznie.
Janke ocenił tę historię jako wstrząsającą, ale za jeszcze bardziej wstrząsające uznał to, że Ukraińcy nawet w okresie najbliższych relacji z Polską (po 2022 roku, gdy Polska masowo dostarczała sprzęt wojskowy) nigdy jednoznacznie nie potępili tych wydarzeń jako ludobójstwa — przywołał przykład Zełenskiego, który podczas mszy z udziałem prezydenta Andrzeja Dudy wykonał jedynie „pół gestu”, nie nazywając rzeczy po imieniu. Ocenił, że to Polska musi w tej sprawie „edukować” Ukraińców, choć obecny kryzys paradoksalnie już wykonał dużą pracę edukacyjną — nagłośnił temat rzezi wołyńskiej w światowych mediach, co wcześniej się nie zdarzało. Wyraził obawę, że tegoroczne, spodziewane masowe obchody rocznicy, mogą zostać wykorzystane przez „radykałów” do aktów przemocy.
Milczenie ukraińskich mediów i atak na biuro ukraińskiej organizacji
Janke i Ślubowski zauważyli, że ukraińskie media niemal w ogóle nie odnotowały rezolucji Parlamentu Europejskiego potępiającej politykę historyczną Ukrainy — Janke ocenił to jako nieprzypadkowe. Ślubowski przywołał w tym kontekście inny, świeży incydent: wejście dwóch mężczyzn do biura ukraińskiej organizacji — jak sam zaznaczył, „w Łodzi bodajże” (w Poznaniu – przyp. redakcji E-Ukraina.pl), nie mając pewności co do miasta. Obaj rozmówcy jednoznacznie i zgodnie to potępili — Janke podkreślił, że nie może być zgody na to, by prywatne osoby „rościły sobie prawo” do kontrolowania czy sprawdzania ludzi mieszkających i pracujących w Polsce, bo to rola policji i służb specjalnych, nie samozwańczych patroli. Ślubowski ocenił, że tolerowanie takich praktyk świadczyłoby o słabości państwa, choć zaznaczył, że w tym przypadku państwo faktycznie zareagowało — sprawcy zostali zatrzymani.
Zaatakowany samochód centrum rekrutacyjnego we Lwowie
Rozmówcy przeszli do nagrania pokazującego atak grupy mieszkańców Lwowa na pojazd centrum rekrutacyjnego (terytorialnego centrum komplektacji) — sprawcy mieli uwolnić zatrzymanego wcześniej młodego mężczyznę unikającego poboru, zniszczyć pojazd i częściowo rozebrać z mundurów pracowników centrum.
Ślubowski zaproponował dwie możliwe interpretacje: albo ludzie po prostu nie chcą walczyć z tchórzostwa, albo — co uznał za bardziej uczciwą ocenę — centra rekrutacyjne są przeżarte korupcją, a ich pracownicy żądają łapówek za odstąpienie od poboru. Przywołał relacje byłego ambasadora Bartosza Cichockiego, według których bez kilku tysięcy dolarów w kieszeni młody Ukrainiec nie mógł bezpiecznie wyjść na ulicę.
Janke zaproponował dodatkowe, „bardziej zrozumiałe” wyjaśnienie: żołnierze na froncie widzą, że linia frontu praktycznie stoi w miejscu (przesuwając się jedynie minimalnie), wojna toczy się głównie w powietrzu (drony, rakiety), a strefa śmierci sięga już kilkudziesięciu kilometrów — rodzi to poczucie bezsensu indywidualnego poświęcenia, skoro losy wojny i tak rozstrzygają się „gdzieś indziej”, np. przy stole negocjacyjnym Trumpa. Przywołał rozmowę z ukraińskim ochotnikiem, który przyznał, że nie widzi już sensu dalszej walki. Zestawił to z frustracją ludzi żyjących normalnym życiem we Lwowie, z dala od frontu, dla których pobór oznacza nagłe przerwanie codzienności bez poczucia, że ich udział cokolwiek zmieni.
Ślubowski ocenił to jako zbytnią idealizację, podtrzymując swoją tezę o korupcji jako głównej przyczynie: to nie jest tak, że ludzie nie chcą walczyć, bo uważają walkę za bezsensowną — po prostu boją się łapówkarskich praktyk wojenkomatów. Przywołał aferę Mindicza jako dowód, że nawet środki na obronę infrastruktury energetycznej (kluczowej dla przetrwania kraju) były rozkradane przez fikcyjne przetargi, co czyni jeszcze bardziej godnym podziwu fakt, że część Ukraińców mimo wszystko idzie walczyć — nie za Zełenskiego, ale za własny kraj.
Janke zgodził się z tym podziwem, ale podkreślił, że skala społecznego zaangażowania w wojnę — wolontariat, prywatne datki, wsparcie firm — pozostaje ogromna i nie jest sprzeczna z istnieniem skorumpowanej elity; to po prostu dwa różne oblicza tej samej Ukrainy. Ślubowski odpowiedział, że skoro ukraińska elita w tym samym czasie okradała elektrownie, trudno mówić, że „całe państwo” toczyło tę wojnę.
Rozmówcy przywołali też cytat Kyryła Budanowa, opublikowany na Telegramie, ostrzegający, że ten, kto dziś zrywa mundur z żołnierza własnej armii i go bije, powinien pomyśleć, kto jutro obroni go przed wrogiem, który zrobi dokładnie to samo. Ślubowski odpowiedział pytaniem, czy ów żołnierz nie żądał wcześniej od napastnika łapówki za odstąpienie od poboru. Janke przyznał rację co do zasady, ale zastrzegł, że nie należy generalizować tego na wszystkie przypadki — obok fatalnych zachowań elit ukraińskich istnieją też bohaterskie, i o obu trzeba pamiętać.
Igor Janke i Grzegorz Ślubowski rozmawiali na kanale Kanał Otwarty (220 tys. subskrybentów). Materiał opublikowano 10 lipca 2026.