Arleta Bojke przeanalizowała na kanale Zero przebieg i konsekwencje ponadgodzinnego spotkania prezydentów Karola Nawrockiego i Wołodymyra Zełenskiego podczas szczytu NATO w Ankarze. Materiał obejmował ocenę samego spotkania, reakcje ministra Radosława Sikorskiego i marszałka Marcina Przydacza, rezolucję Parlamentu Europejskiego, wystąpienia europosłów Ewy Zajączkowskiej-Hernik i Andrzeja Halickiego, a także niepokojące nagranie opublikowane przez Michała Dworczyka.
Spotkanie bez przełomu, ale zatrzymujące eskalację
Bojke otworzyła materiał ironicznym komentarzem, że „brutalne przedstawienie stanowisk”, a potem „kulturalne spotkanie w cztery oczy w garniturach” nie sprawia, że wszystko automatycznie wraca do normy. Zaznaczyła, że prezydenci Polski i Ukrainy spotkali się w kuluarach szczytu w Ankarze i ocenili rozmowę jako konstruktywną, choć nie przyniosła ona przełomu w kwestii UPA i spraw historycznych — nazwała to „nową formułą” mówienia, że „nie jest gorzej”, bez pewności, czy będzie lepiej.
Przytoczyła słowa Karola Nawrockiego po spotkaniu: nie udało się rozwiązać kwestii historycznych, a strony nie podchodziły do rozmowy z nadzieją na pełne ich rozwiązanie, przy czym kwestia UPA i jej symboli pozostaje dla Polski nienegocjowalna. Oceniła, że taka wypowiedź nie brzmi jak zamknięcie tematu i nim nie jest — samo spotkanie było jednak lepsze niż jego brak, bo zatrzymało wzrost napięcia w relacjach dwustronnych, „tylko tyle i aż tyle”.
Przypomniała kontekst poprzedzający spotkanie: bardzo ostre, konfrontacyjne wypowiedzi Zełenskiego kierowane do własnych mediów w Kijowie, w których przypominał Nawrockiemu, że „Karol to tylko imię, a nie funkcja” i że prezydent Polski nie jest królem mogącym cokolwiek narzucać, a także wypowiedź szefa administracji prezydenckiej Ukrainy, generała Kyryła Budanowa, który miał zapowiadać, że Ukraina nie przyjmie żadnego ultimatum — ani od Rosji, ani od Polski, nawet gdyby miała „się lać krew” w relacjach z Polską tak jak z Rosją. Bojke podkreśliła, że dopiero po takich wypowiedziach doszło do godzinnego spotkania w cztery oczy, o które — jak przedstawia to strona polska — poprosił sam Zełenski, co uznała za dobry znak, zastrzegając jednak, że efektem jest jedynie zatrzymanie wzrostu napięcia, a nie jego obniżenie.
Marcin Przydacz: rozmowa historyczna i „Ukraina musi wybierać”
Marszałek Marcin Przydacz, cytowany w materiale, relacjonował, że podczas godzinnej rozmowy przedstawiono Zełenskiemu fakty natury historycznej wyjaśniające oburzenie polskiej opinii publicznej — ocenił, że ukraiński prezydent w wielu kwestiach nie miał wcześniej świadomości i dowiedział się o nich od Nawrockiego, który z wykształcenia jest doktorem historii. Przydacz podkreślił, że prezydent jasno wskazał, iż podejście do OUN-UPA jest dla Polski nienegocjowalne, a Ukraina musi mieć świadomość, że każda gloryfikacja zbrodniarzy tej formacji będzie wywoływać polską reakcję i pogarszać relacje — podsumował to stwierdzeniem, że Ukraina musi wybierać, czy chce mieć z Polską dobre, czy złe stosunki.
Złośliwy wpis Sikorskiego i kontekst szczytu
Bojke przypomniała, że minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski towarzyszył Nawrockiemu w locie do Ankary, co określiła jako godny pochwały, choć w jej ocenie powinien być normą przejaw jedności ponad politycznymi podziałami w sprawach bezpieczeństwa. Zwróciła jednak uwagę na późniejszy, złośliwy wpis Sikorskiego na platformie X, w którym „podziękował” obu prezydentom za to, że podczas szczytu NATO intensywnie starają się rozwiązać problem, który sami stworzyli — oceniła ten komentarz jako trafiający w obu prezydentów, ale nieco przesadzony, biorąc pod uwagę okoliczności.
Wyjaśniła, że eskalacja polsko-ukraińskiego sporu podczas szczytu poświęconego bezpieczeństwu całego kontynentu byłaby dla obu stron niekorzystna, zwłaszcza że Ukraina usłyszała na szczycie od Holandii i Bułgarii, że te kraje nie mają już z czego dalej pomagać. Oceniła, że kolejna awantura z Polską groziłaby efektem domina, ośmielającym inne wahające się państwa do wycofania wsparcia — stąd, jej zdaniem, Ukrainie zależało bardziej na załagodzeniu napięcia niż na jego eskalacji. Dodatkowym pozytywnym sygnałem dla Kijowa była zgoda amerykańskiej administracji na produkcję przez Ukrainę własnych rakiet do systemów Patriot — Bojke wyraziła jednak wątpliwość, czy Amerykanie rzeczywiście przekażą Ukrainie pełną technologię, biorąc pod uwagę problemy tego kraju z korupcją, i zwróciła uwagę, że produkcja pierwszej rakiety to i tak odległa perspektywa; podkreśliła jednak, że Polska w żaden sposób nie krytykowała ani nie blokowała tej decyzji.
Przypomniała też wypowiedź Donalda Trumpa podczas spotkania z Zełenskim, w której pochwalił Polskę i jej prezydenta, mówiąc o przyjemności, jaką miał go wspierając, i chwaląc jego pracę — co, zdaniem Bojke, mogło wprawić Zełenskiego w pewne zakłopotanie, niezależnie od tego, czy Trump zrobił to świadomie.
Rezolucja Parlamentu Europejskiego i głosy Zajączkowskiej-Hernik oraz Halickiego
Bojke oceniła, że jednym z czynników skłaniających Ukrainę do złagodzenia kursu była rezolucja Parlamentu Europejskiego wyrażająca ubolewanie z powodu eskalacji ze strony prezydenta Ukrainy, konkretnie w związku z nadaniem jednostce wojskowej imienia bohaterów UPA. Zastrzegła, że rezolucje PE nie są najważniejszymi dokumentami świata i nie zmieniają wprost sytuacji negocjacyjnej Ukrainy w procesie akcesyjnym, ale stanowią istotny sygnał, że Europa nie pozwoli Ukrainie łatwo przeciągnąć całego kontynentu na swoją stronę i uczynić Polski winną sporu. Podkreśliła, że skoro wszystkie państwa członkowskie głosowały w tej sprawie, oznacza to, że Europa przyznała rację Polsce — i choć Ukraina mogła próbować się „siłować” z samą Polską, siłowanie się z większością Europy jest dla niej dużo trudniejsze.
Przytoczyła fragment ostrego wystąpienia w Parlamencie Europejskim europoseł Ewy Zajączkowskiej-Hernik, która zapytała retorycznie, czy gdyby Niemcy nazwali jednostkę wojskową imieniem bohaterów SS i stawiali pomniki Hitlerowi, Himmlerowi, Goebbelsowi czy Eichmannowi, Europa zaprosiłaby taki kraj do Unii — odpowiadając, że nie ma moralnej różnicy między czczeniem SS a czczeniem UPA, bo to ten sam kult siły i ta sama nienawiść etniczna. Zajączkowska-Hernik oceniła, że milczenie na ten temat w unijnym raporcie o Ukrainie jest ciszą, która „morduje pamięć ofiar ludobójstwa na Wołyniu i Kresach Wschodnich po raz drugi”, nazwała marsz Ukrainy do Europy „z ludobójcami na sztandarach” hańbą i zaapelowała, by Polacy nigdy nie zgodzili się na wejście Ukrainy do UE w takich warunkach, kończąc okrzykiem „precz z banderowskim nazizmem”.
Bojke przytoczyła też odpowiedź europosła Andrzeja Halickiego, który podkreślił, że to Ukraina wybiera swoją przyszłość, ale jeśli chce być częścią wspólnoty europejskiej, musi szanować wartości opisane w artykule drugim traktatu UE i promować wspólne europejskie zasady — zaznaczył, że nie ma miejsca na gloryfikowanie zbrodniarzy i żadne unijne euro nie może trafiać do oddziałów noszących imiona osób odpowiedzialnych za ludobójstwo.
Rocznica Krwawej Niedzieli i groźby Budanowa
Bojke zwróciła uwagę, że napięcie w relacjach polsko-ukraińskich rosło z każdą kolejną wypowiedzią z Kijowa, a spotkanie prezydentów zatrzymało ten wzrost, nie cofając go — nie ma żadnego sygnału, że Ukraina realnie zmienia swoje stanowisko, jest jedynie komunikat, że obie stolice pozostały przy swoich zdaniach. Podkreśliła, że przed Polską i Ukrainą jest teraz symboliczna 11 lipca rocznica Krwawej Niedzieli — dnia, w którym w 1943 roku ukraińscy nacjonaliści zaatakowali 99 polskich miejscowości, choć sama zbrodnia trwała potem jeszcze wiele miesięcy. Zapowiedziała szereg przemówień polskich polityków, w tym zapewne prezydenta Nawrockiego, które mogą nie spodobać się stronie ukraińskiej i wywołać kolejne napięcia — przypominając ostrzeżenie Budanowa, że ma informacje o planowanych przez Polskę „niedojrzałych krokach”, bez sprecyzowania, co miał na myśli.
Nagranie opublikowane przez Michała Dworczyka
Bojke zaprezentowała nagranie opublikowane przez europosła PiS i byłego wiceministra obrony narodowej Michała Dworczyka, pokazujące rodzaj telefonicznych gróźb otrzymywanych przez polskie organizacje działające na Ukrainie. W tłumaczeniu nagrania rozmówca grozi zniszczeniem Polski i przywołuje działania swojego dziadka „na Wołyniu”, ostrzegając, by Polacy przestali „się wtrącać” w sprawy Ukrainy. Bojke oceniła to jako dowód, że mimo formalnego zatrzymania eskalacji na poziomie prezydenckim, napięcie społeczne pozostaje na bardzo wysokim, bezprecedensowym poziomie.
Napięcie osobiste między prezydentami i ryzyko społecznej iskry
Bojke przypomniała, że relacje między Nawrockim a Zełenskim od początku nie były łatwe — po zaprzysiężeniu polskiego prezydenta w sierpniu poprzedniego roku miesiącami trwało „przeciąganie liny”, kto pierwszy złoży wizytę drugiemu; ostatecznie do Warszawy przyjechał Zełenski, a Bojke, obecna wówczas w Pałacu Prezydenckim, opisała wyczuwalne napięcie między obiema stronami, które — jej zdaniem — od tego czasu tylko wzrosło. Zaznaczyła, że o ile politycy są przyzwyczajeni do takich starć charakterów i potrafią w ważnych momentach, jak w Ankarze, prowadzić konstruktywny dialog, o tyle napięć społecznych nie da się tak łatwo wygasić poleceniem „usiądźmy i porozmawiajmy”.
Wyraziła obawę, że przy tak wysokim poziomie napięcia społecznego wystarczy jedna „iskra” — na przykład pobicie polskich wolontariuszy na Ukrainie przez skrajne środowisko albo pobicie ukraińskich aktywistów w Polsce — by wywołać kolejną, trudną do opanowania falę wzajemnych oskarżeń i eskalacji, ponieważ w obecnej sytuacji politycznej żadna ze stron nie mogłaby na taki incydent nie zareagować.
Materiał opublikowała Arleta Bojke na kanale Zero (2,32 mln subskrybentów). Odcinek opublikowano 9 lipca 2026.