Budanow dla RBK-Ukraina: „Ultimatum? Z nami tak się nie rozmawia”
Szef Biura Prezydenta Ukrainy Kyryło Budanow udzielił obszernego wywiadu ukraińskiemu portalowi RBK-Ukraina, rozmawiając z dziennikarzem Milanem Leliczem o relacjach z prezydentem Wołodymyrem Zełenskim, planie wojennym Ukrainy, sytuacji na Krymie, polityce Donalda Trumpa wobec Kijowa, konflikcie z Polską, Białorusi oraz perspektywach zakończenia wojny. Wywiad opublikowano 7 lipca 2026 roku, w przeddzień szóstego miesiąca sprawowania przez Budanowa funkcji szefa Biura Prezydenta.
Relacje z Zełenskim i nowe stanowisko
Budanow, pytany, czy nowa funkcja przyniosła mu jakieś zaskoczenia po pół roku urzędowania, odpowiedział, że zasadniczo nic go nie zaskoczyło. Przyznał, że przejście z roli wojskowego do administracji państwowej było dla niego całkowicie naturalne, zaznaczając jednak, że w warunkach wojny praca ta w dużej mierze i tak przenika się ze specyfiką wojskową. Odnosząc się do sugestii, że został zaproszony na to stanowisko w związku z perspektywą szybkiego zakończenia wojny, a zamiast tego zajmuje się rutynowymi obowiązkami administracyjnymi, potwierdził, że praca rutynowa zawsze istniała, także na jego poprzednim stanowisku.
Opisując moment nominacji, powiedział, że odbyło się kilka rozmów z prezydentem i było to, jego słowami, „normalne, technokratyczne spotkanie”. Zapytany o różnicę w sposobie komunikacji z Zełenskim w porównaniu do swojego poprzednika na stanowisku szefa Biura Prezydenta, Andrija Jermaka – który spędzał z prezydentem znacznie więcej czasu w trybie „24/7” – Budanow odpowiedział wymijająco: „Dokąd zaprowadziła go jego maniera [postępowania], wszyscy w zasadzie zobaczyli”. Zapytany wprost, czy to jedna z przyczyn zmiany na stanowisku, zaprzeczył, ale dodał, że „wszyscy widzimy rezultat” i że „wszyscy na świecie chcą nie powtarzać cudzych błędów”.
Określił swoje relacje z prezydentem jako relację przełożonego z podwładnym, zaznaczając, że jako osoba wojskowa nie ma z tym żadnego problemu. Opisał swój dzień pracy jako zaczynający się o godzinie 8:00, bez określonej godziny zakończenia („jak się skończy”). Zapytany, czy odczuwa dziś w systemie władzy wpływy Jermaka, odpowiedział, że budował on pionową strukturę odpowiadającą jego własnemu stylowi, podczas gdy on sam prowadzi pracę inaczej – i że od dłuższego czasu nie słyszał nazwiska Jermaka w kontekście roboczym.
Odnosząc się do doniesień, że na początku jego kadencji relacje z prezydentem były chłodne, a później doszło do poważnej rozmowy wyjaśniającej wzajemne wątpliwości, Budanow to zakwestionował, mówiąc raczej o naturalnym okresie „docierania się” (притирка), typowym dla każdego zespołu. Na pytanie, czy ten proces już się zakończył, odpowiedział twierdząco.
Wojna, negocjacje i plan Ukrainy
Zapytany, czy Rosjanie zdecydowaliby się na pełnoskalową inwazję w 2022 roku, gdyby wiedzieli, jak długo potrwa ich „specjalna operacja wojskowa”, Budanow ocenił, że nie – i że taką samą opinię wyrażało wielu jego rosyjskich rozmówców. Odnosząc się do tempa procesu pokojowego, określonego przez dziennikarza jako „ślimacze”, przywołał starą mądrość: „dopóki żyję, mam nadzieję” oraz stwierdził, że „każda wojna kiedyś się kończy” i „nie było jeszcze żadnej wojny, która nie miałaby zakończenia”. Na pytanie o konkretne plany, jak wizyta Steve’a Witkoffa i Jareda Kushnera w Kijowie, zauważył, że wizyta ta była już wielokrotnie przekładana, ale kluczowe jest nie samo wydarzenie, lecz to, czym się ono zakończy.
Pytany o obecny plan Ukrainy i to, jak wpisują się w niego ostatnie działania – dekret o zgodzie na paradę, list do Putina z danymi o jego notowaniach, operacja „Wyspa Krym”, systematyczne niszczenie rosyjskiej logistyki – Budanow potwierdził, że działania mające obniżyć poziom funkcjonowania rosyjskiej logistyki podejmowano wielokrotnie, z różnym skutkiem, ale obecnie – dzięki dynamicznemu rozwojowi technologii – jest to łatwiejsze. Przyczyną widocznego przełomu w liczbie i jakości niszczonych celów jest, jego zdaniem, wzrost skali własnej ukraińskiej produkcji zbrojeniowej, co pozwoliło zwiększyć intensywność działań. Jako inny element planu wskazał stabilizację frontu, do której – jak zaznaczył – w dużej mierze potrzebne jest właśnie niszczenie lub maksymalne utrudnianie rosyjskiej logistyki.
Krym i kryzys paliwowy
Odnosząc się do sytuacji na Krymie, Budanow zwrócił się bezpośrednio do mieszkańców półwyspu, którzy – jego zdaniem – rozumieją, że Krym jest Ukrainą i tej więzi nikomu nie uda się zerwać, prosząc ich o wyrozumiałość wobec obecnych trudności, w tym braków benzyny oraz poważnych przerw w dostawach prądu i wody. Ocenił, że wszystkie te niedogodności służą wielkiemu celowi, jakim jest powrót Krymu do Ukrainy. Wyjaśnił, że obecnym priorytetem jest odcięcie południowej logistyki, ponieważ przez terytorium tymczasowo okupowanej Autonomicznej Republiki Krymskiej prowadzone jest bardzo poważne zaopatrzenie rosyjskiego zgrupowania wojsk „Dniepr”.
Zapytany o rosnącą liczbę rosyjskich ataków na stacje paliw, potwierdził, że Rosjanie od lat intensyfikują takie uderzenia, zwłaszcza w regionach przyfrontowych, co określił jako poważny problem, który Ukraina będzie rozwiązywać. Na pytanie, czy w Kijowie należy spodziewać się kryzysu paliwowego, odpowiedział, że nie widzi ku temu przesłanek.
Trump i „duch Anchorage”
Odnosząc się do ostatniej serii proukraińskich wypowiedzi Donalda Trumpa i podpisania przez niego oświadczenia G7, Budanow podkreślił, że kluczowe jest teraz nie utracić tego poparcia, ponieważ jest ono dla Ukrainy naprawdę istotne. Wyjaśnił mechanizm w prosty sposób: „Wszyscy na świecie kochają zwycięzców. Tych, którzy przegrywają, nikt nie szanuje ani nie traktuje poważnie. Trump jednoznacznie kocha zwycięzców. Trzeba więc pokazywać zwycięstwo – a właściwie nie pokazywać, tylko je realnie osiągać”. Zapytany, czy oznacza to, że Ukraina pokazuje amerykańskim partnerom konkretne dowody (np. zdjęcia Kapotni czy mapy frontu), odpowiedział, że „od dawna nikomu niczego już nie pokazujemy” i że Ukraina po prostu pracuje na rzecz zwycięstwa, do którego potrzebni są sojusznicy, partnerzy i przyjaciele, o których trzeba zabiegać.
Na pytanie, czy zbliżające się trudne dla Trumpa wybory do Kongresu mogą sprawić, że straci on zainteresowanie Ukrainą, Budanow powtórzył swoją tezę o „zwycięzcach”, z którymi wszyscy chcą mieć do czynienia.
Zapytany o rosyjską interpretację tzw. „ducha Anchorage”, wyjaśnił, że rozumie ten termin doskonale – to interpretacja ustaleń z rozmów na Alasce, różna dla każdej ze stron. Rosjanie wierzą w formułę, którą sami nazywają „3 plus 2”: trzy to Autonomiczna Republika Krymska, obwód doniecki i ługański, plus dwa to części obwodów chersońskiego i zaporoskiego pozostające obecnie pod ich kontrolą – czyli zakończenie wojny na warunkach uznania przez wszystkich pełnej rosyjskiej suwerenności nad tymi terytoriami. Budanow zaznaczył, że w tej rozmowie bardziej interesuje go stanowisko ukraińskie niż to, co na temat „ducha Anchorage” mówią Amerykanie – podkreślając, że dla Ukrainy taki scenariusz jest nie do przyjęcia. Zapytany, czy rosyjskie żądania zmieniały się w ostatnim półroczu, odpowiedział, że nie ma znaczenia, co dzieje się podczas samego procesu negocjacyjnego – liczy się tylko to, czym on się zakończy, a to okaże się dopiero na polu walki i przy stole negocjacyjnym łącznie, ponieważ – jak podkreślił – „pole bitwy nigdy nie może być oddzielone od gabinetów. Tak nie bywa. Bywa tylko wtedy, gdy jeden kraj przestaje istnieć”.
Zapytany o możliwe kompromisy Ukrainy, Budanow był kategoryczny: kompromisy terytorialne są całkowicie niemożliwe, bez żadnych wyjątków. Na sugestię innego rodzaju ustępstw, np. zmian legislacyjnych dotyczących statusu języka rosyjskiego, odpowiedział retorycznym pytaniem, czy nadanie rosyjskiemu statusu drugiego języka państwowego sprawiłoby, że Rosja odda Ukrainie Krym – i sam sobie odpowiedział: nie.
Na pytanie, co lub kto może ostatecznie zmusić Putina do zakończenia wojny, wskazał na skoordynowane działania Ukrainy i przede wszystkim Stanów Zjednoczonych, w drugiej kolejności Europy, której opinia ma dla Rosji mniejsze znaczenie, choć wiele od niej faktycznie zależy. Odnosząc się do Chin, ocenił, że Pekin ma w tej sprawie własne korzyści, ale dobrze, że oficjalne chińskie stanowisko jest takie, jakie jest – dużo gorsza byłaby dla Ukrainy sytuacja, w której Chiny zajęłyby otwarcie prorosyjskie stanowisko.
Plany agresora i szanse na zakończenie aktywnej fazy wojny
Zapytany o obecny plan Rosji, Budanow ocenił, że sprowadza się on do dalszego „posuwania się naprzód” – w to Rosjanie po prostu wierzą, i obecnie nie ma poważnych podstaw, by sądzić, że ta pozycja się zmieni. Wskazał, że wcześniejsze pomysły dotyczące referendum w sprawie porozumienia pokojowego, ewentualnie połączonego z wyborami, całkowicie zeszły już z agendy.
Zapytany o szanse zakończenia aktywnej fazy wojny jeszcze w tym roku, Budanow ocenił, że szanse istnieją – wiosną tempo negocjacji było bardzo dobre, obecnie wszyscy weszli w fazę eskalacji, która – jak wyjaśnił – zazwyczaj musi osiągnąć maksimum, zanim będzie można z niej wyjść w kierunku deeskalacji i dalszego dialogu, o ile obie strony są tym zainteresowane. Ocenił, że Rosja w pewnym momencie również stanie się zainteresowana takim rozwiązaniem, a wybory w USA w listopadzie są jednym z czynników wpływających na to okno możliwości, choć – jak zaznaczył – nie najważniejszym.
Zapytany o tezę, że Rosja musi zdążyć dogadać się z Trumpem, zanim ten odejdzie, ponieważ z jego następcą nie osiągnie już nic korzystnego, Budanow zasadniczo się z nią zgodził, zastrzegając jednocześnie, że Trump ma jeszcze minimum dwa lata, i nawet po wyborach do Kongresu nie stanie się „kaczką kulawą” – pozostanie głównym decydentem, choć pojawią się pewne komplikacje głównie w polityce wewnętrznej USA. Na pytanie, czy Ukraina odczuwa presję ze strony sojuszników dotyczącą zakończenia wojny, odpowiedział, że nie widzi i nie odczuwa takiej presji.
Konflikt z Polską
Odnosząc się do własnej, wcześniejszej wypowiedzi sprzed około tygodnia, że jeśli nie zatrzyma się dalszej eskalacji, jej szczyt może dopiero nadejść, Budanow potwierdził tę ocenę wprost: „Na pewno będzie jeszcze przed nami. Nie ma tu wielkiej tajemnicy”. Wskazał, że do 11 lipca – rocznicy tragedii wołyńskiej – pozostało niecały tydzień, a z posiadanych przez niego informacji wynika, że polska strona przygotowuje, jego słowami, „całą serię niedojrzałych kroków eskalacyjnych”, co – jak ocenił – z pewnością będzie kontynuowane.
Zapytany, jak poważnie ocenia to zagrożenie w praktycznym wymiarze, powtórzył określenie „niedojrzałość” i stanowczo oświadczył: „Ukraina nie przyjmie ultimatum od nikogo na tym świecie. Ostatnim, kto próbował postawić nam ultimatum, była Federacja Rosyjska. Bez obrazy dla Polski – ale ona [Rosja] jest nieco potężniejsza niż Polska. I mimo to go nie przyjęliśmy. Tak, było ciężko, źle, dużo krwi. Ale nawet ich ultimatum nie przyjęliśmy. Więc dlaczego ktoś sądzi, że przyjmiemy coś innego z innej strony? Z nami nie trzeba rozmawiać ultimatum.”
Na pytanie, czy ze strony ukraińskiej można coś zrobić dla deeskalacji, odpowiedział, że skoro strona polska podejmuje – jego zdaniem – „niedojrzałe kroki”, to nie ma sensu wyprzedzająco odpowiadać na nie błędnymi posunięciami: Ukraina zaczeka na konkretny krok i wtedy zareaguje, ale nie będzie siedzieć w milczeniu. Odnosząc się do wcześniej opisanego przez siebie schematu eskalacji i deeskalacji, wyraził nadzieję, że i w tym przypadku dojdzie ostatecznie do deeskalacji, zaznaczając, że szczytowa eskalacja zawsze prowadzi albo do katastrofy, albo do deeskalacji.
Białoruś
Zapytany o Białoruś, Budanow ocenił, że Alaksandr Łukaszenka usłyszał ukraińskie ostrzeżenia, i opowiedział się za spokojniejszym podejściem do tej kwestii – ocenił, że Ukrainie w żadnym razie nie opłaca się tworzenie sobie kolejnego wroga i kolejnej strefy działań wojennych. Odnosząc się do obaw Łukaszenki, że może zostać zmuszony przez Rosję do zaatakowania Ukrainy, Budanow ocenił, że nie widzi żadnego racjonalnego powodu, dla którego miałoby to leżeć w interesie Białorusi – z jednej strony Rosja i tak „udusi ją w braterskich objęciach”, z drugiej Ukraina jest w stanie realnie się bronić. Na moment rozmowy nie dostrzegał żadnych oznak zagrożenia ze strony Białorusi, w tym lądowego ataku.
Zasoby Rosji i perspektywy wojny
Zapytany, jak długo obie strony będą jeszcze w stanie prowadzić wojnę, jeśli proces pokojowy nie przyniesie efektów, Budanow ocenił, że jeszcze przez lata. Potwierdził, że popularna teza o niewyczerpanych zasobach Rosji – terytorialnych, ludzkich i materiałowych – nie jest stereotypem, lecz prawdą: gdyby starcie odbywało się wyłącznie jeden na jeden między Ukrainą a Rosją, sytuacja byłaby dla Kijowa trudna, dlatego kluczowe jest utrzymanie wsparcia przyjaciół, partnerów i sojuszników. Przyznał, że gotowość europejskich partnerów do przejścia przez tę drogę, niezależnie od jej długości, jest zróżnicowana – „ktoś jest gotowy, ktoś zdecydowanie nie”.
Odnosząc się do możliwości przeprowadzenia przez Rosję mobilizacji na wzór tej z 2022 roku, wyjaśnił, że wówczas nie ogłoszono mobilizacji powszechnej, lecz częściową, w ramach której zmobilizowano około 450 tysięcy osób w ciągu roku – i że Rosja technicznie jest w stanie powtórzyć operację podobnej skali, choć obecnie tego nie chce; zrobi to jednak, jeśli uzna, że nie ma innego wyjścia. Na pytanie o wpływ wrześniowych wyborów do rosyjskiej Dumy na te kalkulacje, ocenił kwestię jako dyskusyjną, przywołując przykład wyborów z 2024 roku, gdy mimo trwającej operacji w obwodzie biełgorodzkim i masowej ucieczki ludności z miasta Biełgorod, oficjalnie ogłoszono tam najwyższą frekwencję w całej Rosji – co jego zdaniem dowodzi, że władze „namalują takie wyniki, jakie są im potrzebne”.
Zapytany, czy niezadowolenie zwykłych Rosjan może przełożyć się na coś jakościowo większego, ocenił, że obecnie poziom napięcia społecznego jest zdecydowanie zbyt niski, by pchnąć ludzi do aktywnych działań. Na pytanie, kto prędzej obaliłby Putina – pałacowy zamach stanu czy „bunt, bezsensowny i bezlitosny” – odpowiedział żartobliwie, że to pytanie filozoficzne, które zostawia filozofom.
Odnosząc się do możliwości ataku Rosji na kraje europejskie w perspektywie kilku lat, przyznał, że wcześniej Rosjanie jasno rozgraniczali konieczność najpierw zakończenia działań na Ukrainie, ale obecnie te plany ulegają korektom. Wskazał, że według dostępnych mu dokumentów rosyjskich, mają oni osiągnąć gotowość do działań na początku 2027 roku, zastrzegając, że plany mogą się jeszcze zmieniać, a sama gotowość nie oznacza automatycznie decyzji o ataku.
Odbudowa relacji z agresorem w przyszłości
Na zakończenie wywiadu Budanow, zapytany, czy w dłuższej perspektywie (np. za dziesięć lat) możliwe jest dojście do władzy na Ukrainie siły politycznej opowiadającej się za odbudową bezpośrednich relacji z Rosją, odpowiedział jednoznacznie twierdząco, przywołując jako najjaskrawszy przykład powojenne Niemcy: już dziesięć lat po zakończeniu II wojny światowej, w 1955 roku, wszyscy w pełni odnowili z nimi relacje, mimo że Niemcy wyrządziły w tamtym czasie znacznie więcej zła niż ktokolwiek inny, zabijając więcej ludzi według wszystkich wskaźników. Wyraził nadzieję, że Ukraina zachowa w tej kwestii wyważone podejście, ale przyznał, że za dekadę prawdopodobnie znajdą się głosy – zarówno po stronie rosyjskiej, jak i ukraińskiej – nawołujące do dialogu.
Zapytany, jak silna jest obecnie wśród europejskich partnerów chęć powrotu do normalnych relacji gospodarczych z Rosją („business as usual”), ocenił, że wielu z nich wręcz cierpi z powodu ich braku. Na podsumowującą uwagę dziennikarza, że nie rysuje się z tego zbyt optymistyczna perspektywa, Budanow odpowiedział: „Dlaczego? My musimy myśleć o swoim, a nie o tym, kto jak na to patrzy z boku”.
Wywiadu udzielił Kyryło Budanow, szef Biura Prezydenta Ukrainy. Rozmowę przeprowadził Milan Lelicz. Materiał opublikowało RBK-Ukraina 7 lipca 2026 roku.
