Kwaśniewski w „Trójkącie Politycznym”: z Ukraińcami nigdy się nie porozumiemy w sprawie UPA

Gościem „Trójkąta Politycznego” na antenie TVP Info był były prezydent Aleksander Kwaśniewski. W rozmowie z Renatą Grochal i Aleksandrą Pawlicką omówiono kryzys w relacjach polsko-ukraińskich wywołany sporem o gloryfikację UPA, decyzję prezydenta Karola Nawrockiego o odebraniu Orderu Orła Białego Wołodymyrowi Zełenskiemu, przebieg szczytu NATO w Ankarze, nastroje na Ukrainie po serii skutecznych ataków na rosyjską infrastrukturę naftową, perspektywy rozejmu, kwestię ewentualnego wejścia Ukrainy do Unii Europejskiej oraz narastającą polaryzację polskiej sceny politycznej wokół tematu pomocy dla Kijowa.

Spór o UPA nie zniknie, ale nie musi trwać wiecznie

Zapytany, czy awantura o gloryfikację UPA na trwałe podzieli Polskę i Ukrainę, Kwaśniewski ocenił, że w długiej perspektywie nie, ale w krótkiej – tak. Odnosząc się do przypadającej 11 lipca rocznicy rzezi wołyńskiej, wyraził obawę, że stanie się ona kolejnym momentem eskalacji z obu stron, choć – jak zaznaczył – lepiej byłoby ją uczcić i uszanować ofiary bez podsycania napięć. Ocenił zdecydowanie, że prezydent Karol Nawrocki popełnił błąd, odbierając Order Orła Białego Zełenskiemu – wskazał, że w polskiej tradycji nie było takiego precedensu, poza jednorazowym odebraniem (i późniejszym zwróceniem) orderu Wincentemu Witosowi w procesie brzeskim, i określił decyzję Nawrockiego jako „ponad miarę nieprzychylny, upokarzający ruch”.

Kwaśniewski szczegółowo omówił mechanizm powstania sporu o Panteon Narodowy i UPA. Podkreślił, że każdy kraj ma prawo wybierać własnych bohaterów, ale wstępując do wspólnej struktury, jaką jest Unia Europejska, trzeba wykazać się wrażliwością – o jednych postaciach mówić głośniej, o innych ciszej, choć nie oznacza to zmiany faktów historycznych. Przywołał precedensy z historii integracji europejskiej: wczesne ostrzeżenia wobec wejścia partii Jörga Haidera do austriackiej koalicji rządowej, późniejszą akceptację Giorgii Meloni mimo jej postfaszystowskich korzeni politycznych, a także trwający wciąż kordon sanitarny wobec niemieckiej AfD – zaznaczając przy tym, że Donald Trump w swojej doktrynie strategicznej opowiada się za prowadzeniem dialogu z AfD zamiast jej izolowania.

Odnośnie samej rzezi wołyńskiej Kwaśniewski był kategoryczny: między Polską a Ukrainą nie ma i nie będzie żadnego sensownego kompromisu w tej sprawie, ponieważ 100 tysięcy ofiar to fakt, którego nie da się negocjować w dół. Ujawnił przy tym osobisty wątek rodzinny – ojciec jego żony jest ocalałym z tej zbrodni spod Równego. Zaznaczył jednak, że kwestią otwartą pozostaje to, na ile w toku dalszych rozmów Ukraińcy zaczną postrzegać UPA w sposób bardziej zniuansowany i krytyczny niż dotychczasowa, niemal wyłącznie heroiczna narracja o organizacji niepodległościowej walczącej z Sowietami – i że to wymaga czasu, ale rozmowy muszą się toczyć. Jako przykład szybko postępującej ukrainizacji przywołał własną niedawną wizytę w Odessie – dawniej rosyjskojęzycznym mieście z silną społecznością żydowską, dziś w pełni ukraińskojęzycznym, gdzie nawet ludność żydowska nie chce już mówić po rosyjsku.

Rozmowa z Budanowem i „błąd” Zełenskiego

Kwaśniewski potwierdził, że brał udział – jako jeden z nieformalnych rozmówców, bez żadnego mandatu negocjacyjnego – w spotkaniu z Kyryłem Budanowem, szefem biura prezydenta Zełenskiego, który przyjechał do Polski szukać wyjścia z kryzysu orderowego. Ujawnił, że rozważano wówczas ideę jakiejś formy reformy czy rozformowania spornej jednostki wojskowej, a nawet miało dojść do telefonu do prezydenta Nawrockiego, do którego jednak – z niewyjaśnionych dla niego przyczyn – ostatecznie nie doszło. Ocenił, że sam Budanow czuje się w tej roli niekomfortowo, ponieważ nie on wywołał ten „bałagan” (decyzja o nadaniu jednostce imienia UPA wyszła ze środowisk wojskowych), a teraz przypadło mu jego sprzątanie.

Kwaśniewski jednoznacznie ocenił, że Zełenski popełnił poważny błąd, decydując się na tę eskalację, ale wytłumaczył jego motywację wewnętrzną polityką ukraińską: prezydent świadomie zabiega o poparcie środowisk weteranów i wojskowych, ponieważ to właśnie z ich grona – a nie spośród tradycyjnych liderów partyjnych – może wyłonić się jego realny konkurent w przyszłych wyborach, czy to sam Budanow, czy generał Wałerij Załużny. Wskazał, że na Ukrainie jest już blisko dwóch milionów weteranów, oczekujących po złożonej ofierze udziału w decyzjach politycznych, a wątki historyczne, w tym kult UPA, stanowią dla Zełenskiego narzędzie budowania poparcia w tym środowisku. Skrytykował jednocześnie polską stronę sporu, wskazując, że prezydent Nawrocki świadomie gra kartą antyukraińską, bo – jak ocenił – to się opłaca politycznie: korzystają na tym Konfederacja i Grzegorz Braun, a w ich stronę, obawiając się utraty elektoratu, coraz mocniej przesuwa się też PiS, mimo że na początku wojny partia ta była wyraźnie proukraińska i skuteczna w niesieniu pomocy.

Czy Zełenski to arogant

Odpowiadając na pytanie, czy Zełenski traktuje Polskę jak adwokata swoich spraw na Zachodzie, czy jak konkurencję, Kwaśniewski ocenił go jako „adwokata niełatwego” ze względu na kwestie historyczne, zastrzegając, że realna konkurencja gospodarcza i polityczna między dwoma największymi krajami regionu pojawi się dopiero w perspektywie kolejnych 15–20 lat, nie w czasie wojny.

Zapytany wprost, czy Zełenski jest arogantem, Kwaśniewski zdecydowanie temu zaprzeczył, przywołując własną, wieloletnią znajomość z ukraińskim prezydentem jeszcze z czasów, gdy ten był aktorem i twórcą politycznego kabaretu „Kwartał 95” (Kwaśniewski był kilkukrotnie na ich – jak ocenił, znakomitych, prowadzonych głównie po rosyjsku – spektaklach). Przypomniał, że Zełenski, urodzony w rosyjskojęzycznym Krzywym Rogu, trafił do polityki jako outsider w momencie, gdy Ukraińcy byli zmęczeni tradycyjnymi politykami – gdyby ktoś inny wygrał wówczas tę rolę outsidera (np. rozważający start piosenkarz Światosław Wakarczuk), prezydentem zostałby ktoś inny. Podkreślił, że decyzja Zełenskiego z pierwszych dni pełnoskalowej inwazji – odrzucenie amerykańskiej propozycji ewakuacji słowami „nie chcę wywózki, dajcie mi amunicję” – zostanie zapisana w podręcznikach historii. Ocenił, że prezydent Ukrainy działa pragmatycznie, bywając twardym, gdy trzeba, i miękkim, gdy to konieczne – jako przykład wskazał, że dwa dni po ostrym wystąpieniu o Wołyniu w ukraińskim parlamencie Zełenski w Irlandii deklarował gotowość do rozmów. Kwaśniewski dodał osobistą refleksję, że po ponad czterech i pół roku wojny i codziennego zagrożenia życia Zełenski jest, jego zdaniem, całkowicie wyczerpany, co tłumaczy niekiedy wybuchowy charakter jego decyzji.

Nastroje w Ukrainie: euforia po atakach na rosyjskie rafinerie

Kwaśniewski, świeżo po powrocie z Ukrainy, opisał panujący tam nastrój jako wręcz odwrotny do zniechęcenia – określił go jako „lekko niebezpieczną euforię” po serii skutecznych ataków dronowych na rosyjskie instalacje rafineryjne, które zniszczyły poczucie bezpieczeństwa w głębi Rosji, w tym w Moskwie i Petersburgu. Jako dowód skuteczności tych działań wskazał, że Rosja – mimo ogromnych własnych zasobów ropy i gazu – zwróciła się do Kazachstanu o dostawy benzyny z powodu braków paliwa na własnych stacjach. Ocenił, że taka zmiana nastroju w rosyjskim społeczeństwie – gdzie wojna z odległej „specjalnej operacji” oglądanej w telewizji staje się namacalna (alarmy, konieczność chowania się w schronach, płonące stacje benzynowe) – powinna być zachętą dla Kijowa do zawarcia rozejmu, choć zauważył, że w wielu kręgach ukraińskich panuje raczej przekonanie, że skoro idzie dobrze, może pójść jeszcze lepiej.

Kwaśniewski nie wierzy w możliwość pełnego pokoju, dopóki u władzy pozostaje Władimir Putin, ale ocenił rozejm (ceasefire) za realny w najbliższych miesiącach, wymuszony zmieniającym się nastrojem w rosyjskim społeczeństwie oraz działaniem sankcji. Zaznaczył przy tym istotny, rzadko poruszany fakt: obecnie 100 proc. finansowania wsparcia dla Ukrainy pochodzi z Europy, Ameryka w tym praktycznie nie uczestniczy, co daje Europie mocny argument do naciskania na jakieś rozwiązanie. Ocenił, że dla Rosji ewentualny rozejm oznaczałby czas na przegrupowanie sił, a dla Ukrainy – szansę na dalszą westernizację, w tym postępy w rozmowach akcesyjnych z Unią Europejską, choć Kwaśniewski zastrzegł, że w razie przyjęcia Ukrainy do UE realistycznie mowa byłaby raczej o około 72 proc. jej przedwojennego terytorium, nie o całości.

Szczyt NATO w Ankarze i 140 miliardów euro dla Ukrainy

Odnosząc się do rozpoczynającego się w dniu nagrania szczytu NATO w Ankarze, na którym omawiano m.in. pakiet 140 mld euro pomocy dla Ukrainy rozłożony na dwa lata do końca 2027 roku, Kwaśniewski – który jako prezydent wprowadzał Polskę do NATO w 1999 roku – porównał obecny sojusz do tego sprzed niemal 27 lat. Ocenił, że fundamenty (obrona demokracji, praw człowieka, państwa prawa) się nie zmieniły, ale radykalnie zmieniło się zagrożenie: w 1999 roku Rosja, rządzona przez osłabionego Borysa Jelcyna, przeżywała głęboki kryzys, dziś jest realnym agresorem, oficjalnie – od przemówienia Putina w Monachium w 2007 roku – traktującym NATO i „kolektywny Zachód” jako głównego przeciwnika.

Kwaśniewski podkreślił, że zmieniła się też polityka amerykańska: Stany Zjednoczone od lat budowały NATO nie tylko z altruizmu, ale jako instrument utrzymywania własnych wpływów w Europie – co, jak zaznaczył, sami Amerykanie zawsze otwarcie przyznawali – i nie zgodził się z twierdzeniem Donalda Trumpa, że NATO to organizacja charytatywna. Wskazał, że artykuł 5 traktatu został w historii Sojuszu użyty tylko raz, na rzecz Stanów Zjednoczonych po atakach z 11 września. Ocenił, że dziś Ameryka słusznie przenosi ciężar zaangażowania w stronę Pacyfiku, a Europa musi przejąć większą część kosztów bezpieczeństwa – co już się dzieje – natomiast kluczowe dla przyszłości Sojuszu jest nienaruszalne utrzymanie zasady artykułu 5 jako czynnika odstraszania, niezależnie od retorycznych wątpliwości Trumpa nazywającego NATO „papierowym tygrysem”. Podkreślił, że historyczny sukces NATO nigdy nie polegał na wygrywaniu wojen, lecz na skutecznym odstraszaniu – dzięki NATO nigdy nie użyto broni atomowej, a ekspansja radziecka, a później rosyjska, miała swoje granice.

Kwaśniewski ocenił, że jeśli zapowiadane w Ankarze decyzje o długofalowym finansowaniu, zbrojeniu i szkoleniu armii ukraińskiej zostaną faktycznie podjęte, będą stanowić realny substytut trwałych gwarancji bezpieczeństwa dla Ukrainy w sytuacji, gdy – ze względu na stanowisko amerykańskie, z którym się nie zgadza, ale które przyjmuje do wiadomości – członkostwo Ukrainy w NATO pozostaje nierealne. Zakwestionował przy tym realność koncepcji międzynarodowych sił interwencyjnych na Ukrainie, oceniając ich powstanie jako równie odległe czasowo, co ewentualne członkostwo Ukrainy w Unii Europejskiej.

Decyzja MKOl w sprawie rosyjskich sportowców

Zapytany o decyzję Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego znoszącą zakaz startów dla rosyjskich sportowców, Kwaśniewski – jako były szef polskiego Komitetu Olimpijskiego – ocenił ją jako niesłuszną. Zaznaczył, że solidaryzuje się z sportowcami, którzy osobiście nie ponoszą winy za wywołanie wojny, ale skoro sankcje na Rosję i Białoruś zostały nałożone w związku z agresją, a wojna wciąż trwa i ludzie giną, to zniesienie zakazu jest nieuzasadnione. Ocenił tę decyzję jako niebezpieczną z punktu widzenia międzynarodowej psychologii – pokazuje, że zmęczenie wojną i rosyjskie wpływy wśród ok. 90 krajów członkowskich MKOl są silniejsze niż stanowczość części opinii publicznej.

„Zabawa domowa”: krytyka polskiej licytacji o pomoc dla Ukrainy

Kwaśniewski ostro skrytykował rozpoczętą w Polsce licytację polityczną o skalę pomocy przekazanej Ukrainie – spór, w którym PiS krytykuje rząd za przekazanie „kilku” pocisków do systemów Patriot, a rząd odpowiada wyliczeniami, że poprzednia ekipa przekazała pomoc wartą 15 mld złotych, a obecna jedynie półtora miliarda. Określił to zjawisko jako „zabawę domową” (zastrzegając, że nie chce użyć określenia „piaskownica”, by nie obrażać bawiących się tam dzieci) i ocenił, że sprowadzanie fundamentalnych spraw bezpieczeństwa i geopolityki do wewnętrznej walki o słupki sondażowe i wyniki wyborcze źle wróży Polsce – zwłaszcza że od wyniku wojny i tego, co nastąpi po niej, zależy cała sytuacja geopolityczna regionu: czy Putin uzyska wpływy sięgające Bugu, czy Ukraina utrzyma niepodległość i pozostanie strefą buforową między Polską a agresywną Rosją.

Zanik „paktu o nieagresji” w sprawach bezpieczeństwa

Odnosząc się do tezy, że w Polsce od 1989 roku obowiązywał niepisany pakt o nieagresji między rządem a opozycją w kwestiach bezpieczeństwa państwa, Kwaśniewski wskazał moment jego załamania: przełom wieków, około 2000–2001 roku, gdy w polityce – nie tylko w Polsce, ale na świecie – triumf zaczęła odnosić logika polaryzacyjna, zastępująca wcześniejszą strategię ścierania się o głosy centrum łagodnym językiem i gotowością na kompromis. Ocenił, że logika ta wymaga stałego wskazywania i obrażania wroga (w Polsce kolejno: LGBT, gender, migrantów, liberałów, postkomunistów), co z czasem wciągnęło w spór partyjny nawet sprawy dawniej ponadpodziałowe, jak bezpieczeństwo i polityka zagraniczna. Wskazał, że jednocześnie zanikły instytucje mogące pełnić rolę mediatora – Kościół, niegdyś ponadpartyjny, dziś jednoznacznie opowiada się po jednej stronie sporu, a większość dawnych autorytetów odeszła ze względów biologicznych.

Ocenił, że ostatnią instytucją zdolną pełnić rolę moderatora był urząd prezydenta, ale i on „abdykował” z tej funkcji – proces ten, jak podkreślił, rozpoczął się już za prezydentury Andrzeja Dudy, pierwszego prezydenta, który jednoznacznie i konsekwentnie identyfikował się z jednym obozem politycznym, rezygnując z prób budowania ponadpodziałowego porozumienia. Kwaśniewski przywołał własne doświadczenie z lat 90.: musiał budować sojusze ponad podziałami, by przeprowadzić referendum konstytucyjne (niemożliwe siłami samej lewicy) oraz referendum akcesyjne do Unii Europejskiej, a w sprawie wejścia Polski do NATO największe wątpliwości napotykał – co dziś może dziwić – we własnym obozie politycznym, wśród SLD i PSL.

Odnosząc się do samego Karola Nawrockiego, Kwaśniewski ocenił, powołując się także na opinię historyka prof. Antoniego Dudka, dobrze znającego prezydenta z bezpośredniej współpracy, że Nawrocki jest pierwszym w historii III RP prezydentem politycznie radykalnym nie tylko z powodu poglądów, ale z racji samego charakteru – w przeciwieństwie do poprzedników (Lecha Wałęsy, samego Kwaśniewskiego, Lecha Kaczyńskiego), którzy mimo emocjonalnych momentów należeli do nurtu umiarkowanego. Przypomniał przy tym, że Nawrocki jeszcze w 2023 roku, jako prezes IPN, publicznie mówił, że Ukraińcy mają prawo czcić własnych bohaterów, tłumacząc to interesem samego IPN – bo skoro Polska broni prawa do nazywania ulic imionami Żołnierzy Wyklętych (wśród których, jak zauważył Kwaśniewski, byli też ludzie mający na rękach krew żydowską i dziecięcą, jak część oddziałów świętokrzyskich współpracujących z Niemcami), to podobne prawo trzeba przyznać innym narodom. Ocenił, że problem z obecnym prezydentem polega na braku w jego charakterze woli kompromisu i łagodniejszego języka – a jego rekomendacją dla Nawrockiego było jedno zdanie: starać się być prezydentem ponad podziałami, łączyć, a nie dzielić, co określił jako „wołanie na puszczy”.

Trump, baza NATO w Polsce i ostatnie pytania

Na zakończenie rozmowy Kwaśniewski odniósł się do zapowiedzi utworzenia stałej bazy NATO w Polsce za administracji Trumpa, deklarując sceptyczny dystans: „wierzę, jak zobaczę”. Z pewnym sarkazmem skomentował rozpiętość zainteresowań amerykańskiego prezydenta, przywołując jego telefoniczną interwencję do prezesa FIFA Gianniego Infantino w sprawie odwołania czerwonej kartki dla zawodnika reprezentacji USA, w kontraście do braku równie konkretnych decyzji w sprawach bezpieczeństwa. Ocenił, że koncepcja bazy pozostaje na etapie niejasnym nawet dla Pentagonu, a Trump prawdopodobnie oczekuje modelu transakcyjnego – USA dostarczają wojsko, Polska płaci za „usługę”. Zauważył przy tym z przymrużeniem oka, że Trump ma ogólnie przychylny stosunek do tej części Europy, co może się wiązać z faktem, że jego pierwsza żona pochodziła z Czech, a ostatnia ze Słowenii.


Program „Trójkąt Polityczny” poprowadziły Renata Grochal i Aleksandra Pawlicka. Gościem był Aleksander Kwaśniewski, były prezydent RP. Materiał dostępny na kanale TVP Info na YouTube, liczącym 527 tys. subskrybentów. Wyemitowany 7 lipca 2026 roku.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *