Gościem podcastu „Szkice Wschodnie” Tomasza Piechala był dr Mykoła Riabczuk, jeden z czołowych ukraińskich intelektualistów zajmujących się od lat 90. badaniem ukraińskiej tożsamości narodowej. Rozmowa dotyczyła obecnego kryzysu w relacjach polsko-ukraińskich, wzrostu nastrojów antypolskich na Ukrainie, funkcjonowania mitu UPA po obu stronach granicy, pamięci o rzezi wołyńskiej oraz szerszego procesu budowania ukraińskiej tożsamości narodowej od 1991 roku aż po obecną wojnę.
Największy kryzys od 1991 roku
Piechal ocenił obecny kryzys polsko-ukraiński jako najgłębszy od odzyskania przez Ukrainę niepodległości, przypominając jego przebieg: nadanie jednostce wojskowej imienia „bohaterów UPA”, polską reakcję w postaci odebrania Orderu Orła Białego, zwracanie polskich odznaczeń przez stronę ukraińską, nieobecność ukraińskich przedstawicieli na konferencji o odbudowie oraz ogłoszenie budowy Panteonu Ukraińskich Bohaterów w sposób odebranym w Warszawie jako wymierzony częściowo w Polskę.
Riabczuk przyznał, że trudno porównywać kryzysy, ponieważ podobne napięcia zdarzały się już wcześniej – przywołał ostry spór wokół Cmentarza Orląt Lwowskich, który jednak udało się rozładować dzięki dobrej woli obu stron i autorytetowi osób pokroju Jacka Kuronia, których dziś brakuje. Zwrócił uwagę, że relacje niepodległej Ukrainy z Polską od początku budowali ludzie o wspólnej przeszłości dysydenckiej, nawiązujący do tradycji Jerzego Giedroycia, która dziś jest kwestionowana. Mimo to ocenił, że oba kraje nie mają innego wyjścia niż budowanie wzajemnych relacji, ponieważ – poza sąsiedztwem – łączy je obecność mniej życzliwych sąsiadów, z którymi trzeba się trzymać razem.
Czy Zełenski gra na wybory?
Piechal zapytał, czy scenariusz dalszej eskalacji jest bazowy, czy istnieje pole na wycofanie się którejś ze stron, w tym czy kwestia ekshumacji na Wołyniu może stać się kolejną ofiarą sporu. Riabczuk ocenił, że temat ekshumacji jest już w praktyce rozwiązany i Kijów rozumie, że nie da się nim dalej grać – choć rozumie wcześniejsze argumenty ukraińskiej strony za wstrzymywaniem prac, związane z żądaniem odbudowy zniszczonego pomnika upowców, które nie powinno być jednak łączone z kwestią ekshumacji.
Odnosząc się do popularnej w Polsce tezy, że eskalacja ze strony Zełenskiego to gra polityczna obliczona na zbliżające się wybory i otwarcie na bardziej nacjonalistyczne kręgi w armii, Riabczuk zdecydowanie ją zakwestionował, nazywając ją projekcją polskich lęków i kompleksów. Wskazał, że na Ukrainie w obecnych warunkach wojennych wybory są praktycznie niewyobrażalne – realistycznie wojna potrwa jeszcze co najmniej trzy lata, do czasu ewentualnej zmiany administracji amerykańskiej, a sam proces wyborczy zająłby kolejne pół roku po jej zakończeniu. Ocenił też argument o „mobilizacji patriotycznej” za naiwny, ponieważ najbardziej zmotywowani patrioci są już zmobilizowani od pierwszych dni wojny w 2022 roku, a na pozostałą część społeczeństwa taki zabieg nie podziała.
Riabczuk wskazał inne wyjaśnienie: po stronie ukraińskiej dostrzega raczej niekompetencję i brak orientacji w sprawach polskich wśród doradców prezydenckich, którzy – jego zdaniem – nie doceniają wagi tego kraju. Zasugerował też, że sam Zełenski może mieć swego rodzaju kompleks związany z wielokrotnie wypominanymi mu wcześniejszymi, niesmacznymi żartami na temat Ukrainy (w tym o Hołodomorze) z czasów jego kariery komediowej, co skłania go do „dmuchania na zimne” w kwestiach patriotycznych. Zaznaczył przy tym, że decyzja o nadaniu jednostce imienia UPA nie była inicjatywą samego prezydenta, lecz przyszła oddolnie, od żołnierzy, dla których stanowi to punkt odniesienia w walce z Rosjanami – nie z Polską, o której w tym kontekście na Ukrainie mało kto w ogóle myśli.
Wzrost nastrojów antypolskich na Ukrainie
Piechal zwrócił uwagę na obserwowany przez siebie wzrost antypolonizmu wśród ukraińskich elit intelektualnych i politycznych – przywołał przykład deputowanego z ugrupowania Zełenskiego cytującego wiersz Tarasa Szewczenki o „złych panach” jako analogię do współczesności, a także apele niektórych ukraińskich historyków wzywające Ukraińców do wyjazdu z Polski ze względu na rzekome zagrożenie.
Riabczuk, komentując cytat z Szewczenki, zwrócił uwagę na niepełne odczytanie wiersza – poeta w dalszej części utworu uznaje wojnę polsko-ukraińską za wielką pomyłkę i sam później zrewidował swoje radykalne poglądy w posłowiu do „Hajdamaków”. Zastrzegł, że nie dysponuje najnowszymi badaniami socjologicznymi (regularne, obszerne sondaże publikowane są zwykle na początku sierpnia, przed rocznicą niepodległości) i wyraził przekonanie, że负 negatywne komentarze pochodzą od stosunkowo wąskiej grupy osób aktywnych internetowo, podczas gdy dla większości Ukraińców, żyjących codziennie pod ostrzałem dronów i rakiet, sprawy sprzed 80 lat pozostają odległe. Przyznał, że niektóre gesty, jak wysypanie ukraińskiego zboża na drodze przez polskich rolników, były w Ukrainie odbierane bardzo źle, zwłaszcza w kontekście trudności ze zbiorem zboża na zaminowanych polach – ale mimo tych napięć Polska wciąż pozostaje jednym z najbardziej cenionych krajów w ukraińskich sondażach, choć spadła z pierwszego na trzecie–czwarte miejsce.
Korzenie antypolonizmu i różnica między elitami a społeczeństwem
Piechal, powołując się na wcześniejszą rozmowę z dr. Łukaszem Adamskim oraz na własną książkę Riabczuka „Od Małorosji do Ukrainy”, zwrócił uwagę na rozdźwięk między bardziej propolskim społeczeństwem a mniej przychylnymi elitami, kształtującymi dyskurs publiczny. Riabczuk przyznał, że historyczne korzenie antypolonizmu istnieją i są wciąż żywe w zachodniej części Ukrainy, natomiast na wschodzie kraju stanowią odległą przeszłość. Zadeklarował własne podejście, zgodnie z którym te historyczne spory powinny być traktowane jak starożytna historia – przedmiot badań fachowców, a nie wyznacznik bieżącej polityki – przywołując w tym kontekście wypowiedź Anne Applebaum, sugerującą odłożenie sporów polsko-ukraińskich na czas po zakończeniu konfrontacji z Rosją, a także zdziwienie zachodnich badaczy (wymienił Normana Daviesa) faktem, że dorosłe narody zachowują się w tej sprawie „jak nastolatki”.
Piechal zaproponował własną interpretację: strona ukraińska często chce zamykać temat jako „odległą przeszłość”, podczas gdy dla Polaków jest on istotny właśnie teraz – częściowo dlatego, że rzeź wołyńska przez lata była w Polsce tematem przemilczanym, a jej „wybicie na powierzchnię” wzmocniło jej rezonans. Zasugerował też, że obecny zwrot antypolski może być swoistym dziedzictwem ideologicznym samego ruchu UPA, w którym Polska była wpisana jako przeciwnik. Riabczuk się z tą interpretacją nie zgodził, wskazując inne wytłumaczenie: ciągłość poczucia zagrożenia narodu, który od dziesięcioleci – zarówno przed 2014, jak i przed 2022 rokiem – żyje w stanie niepewności wobec Rosji, co prowadzi czasem do „hiperreakcji” i utrudnia rozładowanie historycznych kompleksów, szczególnie w wykształconych warstwach społecznych intensywnie inwestujących kapitał symboliczny w budowanie tożsamości narodowej. Ocenił, że w Polsce, która nie musi już martwić się o własne bezpieczeństwo pod „parasolem NATO”, uporczywość tych emocji jest dla niego bardziej zaskakująca – zwłaszcza że w czasach sowieckich historia Ukrainy w ogóle nie istniała jako przedmiot nauczania (w przeciwieństwie do historii Polski), a Wielki Głód był tematem nie tylko przemilczanym, ale wręcz kryminalizowanym, mimo że dziś nie wydaje się on internalizowany emocjonalnie w podobnym stopniu, co Wołyń w Polsce.
Dwa mity UPA
Piechal przywołał tezę amerykańskiego historyka Timothy’ego Snydera, że Polacy patrzą na UPA przez pryzmat roku 1943 i rzezi wołyńskiej, podczas gdy Ukraińcy pamiętają przede wszystkim okres powojenny – partyzancką walkę z Armią Czerwoną i zesłania do łagrów. Riabczuk potwierdził, że UPA była silnie demonizowana przez Sowietów, co po odzyskaniu niepodległości wywołało odwrotną reakcję – rehabilitację wszystkiego, co wcześniej piętnowano, przy czym Polska w ogóle nie wchodziła wówczas w ten rachunek, dopiero później pojawiły się oskarżenia. Ocenił, że relacje polsko-ukraińskie dzieli obecnie nie sama UPA, lecz dwa wzajemnie sprzeczne, w dużej mierze fałszywe mity – polski, w którym dominuje wyłącznie wątek demoniczny, oraz ukraiński, w którym dominuje wątek heroiczny, przy czym oba są jego zdaniem uproszczeniami bardziej skomplikowanej rzeczywistości.
Zapytany, co konkretnie jest akcentowane w ukraińskiej pamięci o UPA, Riabczuk wskazał przede wszystkim powojenny opór partyzancki wobec Sowietów, trwający do 1953 roku i później, budzący szacunek jako beznadziejna, ale uparta walka, a także sam fakt potępienia przez Moskwę, który w ukraińskiej percepcji automatycznie nadaje sprawie pozytywną konotację („musi być dobre, skoro Moskwa tego nie lubi”). Wątek powstań w łagrach uznał za mniej rozpowszechniony w powszechnej świadomości.
Pamięć o rzezi wołyńskiej na Ukrainie
Na pytanie, jak wygląda ukraińska pamięć o samej rzezi wołyńskiej, Riabczuk przypomniał, że w czasach sowieckich temat ten był całkowicie zamazywany przez politykę wymazywania tożsamości etnicznych z narracji historycznej (podobnie jak w przypadku Babiego Jaru) – nawet gdy wspominano o zbrodniach na Wołyniu, nie padało w tym kontekście słowo „Polacy”. Zaznaczył, że temat pojawił się w ukraińskiej debacie stosunkowo późno i początkowo w kontekście regionalnym, ponieważ dla większości Ukraińców przedwojenny Wołyń był historycznie obcym terytorium należącym do II Rzeczypospolitej. Dyskusja intelektualna nasiliła się, gdy strona polska zdecydowała się nazwać wydarzenia ludobójstwem – co Riabczuk ocenił jako słuszne, mimo że formalnie pierwotną intencją było wypędzenie, które przerodziło się w masowe mordy (analogicznie, jego zdaniem, do wcześniejszego wypędzenia Ormian).
Piechal zwrócił uwagę na asymetrię w podejściu obu stron: polska optyka koncentruje się niemal wyłącznie na akcie ludobójstwa, wykluczając szerszy kontekst, podczas gdy strona ukraińska – zwłaszcza od czasu objęcia przez Wołodymyra Wiatrowicza kierownictwa ukraińskiego IPN po Majdanie – dąży do wpisania Wołynia w szerszy kontekst konfliktu polsko-ukraińskiego z okresu międzywojennego i powojennej akcji „Wisła”, co bywa odbierane po polskiej stronie jako próba relatywizacji. Riabczuk przyznał, że po obu stronach występują błędy metodologiczne – redukcja zjawiska po stronie polskiej i nadmierna kontekstualizacja zacierająca istotę sprawy po stronie ukraińskiej. Podkreślił dysproporcję skali skojarzeń: dla Polaków UPA to niemal wyłącznie Wołyń, podczas gdy dla Ukraińców temat Wołynia stanowi jedynie 5–10 proc. całościowego skojarzenia z tą organizacją, resztę zajmuje opór antysowiecki.
Czy Ukraina może odrzucić mit UPA
Piechal zapytał wprost, czy istnieje pole do bardziej krytycznej, autokrytycznej refleksji nad UPA w ukraińskiej debacie, analogicznej do polskiego sporu o Żołnierzy Wyklętych. Riabczuk ocenił, że wszystkie możliwe argumenty krytyczne zostały już wypowiedziane, zarówno przez sowieckich, jak i polskich krytyków, i widzi wśród ukraińskich historyków rosnącą tendencję do uznawania faktu popełnionych zbrodni, choć bez otwartego potępienia samej ideologii jako niepasującej do współczesności. Podkreślił jednak stanowczo, że nie widzi ani chęci, ani realnej możliwości całkowitego odrzucenia UPA jako elementu tożsamości narodowej – ruch ten jest, jego zdaniem, głęboko zakorzeniony jako część narodowo-wyzwoleńczej tradycji, a żaden młody naród nie odrzuci takiego ruchu tylko z powodu popełnionych przez niego zbrodni wojennych.
Zastrzegł przy tym wyraźnie, że nie należy mylić UPA jako organizacji z indywidualną odpowiedzialnością konkretnych dowódców czy jednostek – w jego ocenie UPA jako organizacja nie kolaborowała z Niemcami (w przeciwieństwie do wcześniejszych prób kolaboracji ze strony OUN), lecz sama była przez Niemców tępiona jak inne ruchy partyzanckie. Odnosząc się do postaci Romana Szuchewycza, przypomniał, że jego wcześniejsza współpraca z Niemcami miała miejsce, zanim powstała UPA.
Dlaczego mit UPA nie zniknie: analogia do walki antykolonialnej
Riabczuk porównał funkcjonowanie mitu UPA do ruchów wyzwoleńczych w RPA, Algierii, Palestynie czy Irlandii – ruchów podziemnych, siłą rzeczy uciekających się do przemocy wobec braku innych zasobów, które w toku walki popełniały zbrodnie. Zasugerował też mechanizm psychologiczny przypominający zjawisko obserwowane w Stanach Zjednoczonych, gdzie stygmatyzowana grupa (przywołał przykład czarnoskórych Amerykanów przejmujących obraźliwe określenia jako wyraz dumy, na wzór hasła „Black is beautiful”) odpowiada na piętnowanie wzmocnieniem tożsamości, którą się ją atakuje – sugerując, że coś podobnego mogło zajść w przypadku wieloletniego napiętnowania banderyzmu przez Zachód.
Zapytany wprost, czy taka postawa jest dla Ukrainy produktywna, Riabczuk jednoznacznie przyznał, że nie, i zadeklarował, iż uważa za konieczne dalsze rozładowywanie tych napięć i przekonywanie rodaków, że ideologia integralnego nacjonalizmu ukraińskiego nie pasuje do współczesności – nawet jeśli nie widzi obecnie ostrego jej potępienia.
Budowanie ukraińskiej tożsamości narodowej od 1991 roku
W dalszej części rozmowy Piechal poprosił Riabczuka o przedstawienie szerszego procesu kształtowania się współczesnej ukraińskiej tożsamości narodowej, którym historyk zajmuje się od lat 90. Riabczuk wyjaśnił, że Ukraina rozpoczynała drogę do niepodległości z bardzo niskiej pozycji startowej w porównaniu z Polską, która miała już ukształtowany naród, państwo i instytucje. Przywołał dane z 1991 roku: obok słynnego grudniowego referendum niepodległościowego (90 proc. głosów na „tak”) odbyły się też wcześniejsze, mniej doceniane głosowania – marcowe referendum Gorbaczowa w sprawie odnowionej federacji sowieckiej, w którym dwie trzecie Ukraińców opowiedziało się za kontynuacją, oraz wybory prezydenckie w grudniu, w których te same dwie trzecie głosów otrzymał Leonid Krawczuk, dawny działacz partii komunistycznej. Wyliczył, że w grudniowym referendum niepodległościowym mieściły się w istocie dwie odrębne grupy: około 60 proc. zwolenników „miękkiej” kontynuacji struktur postsowieckich oraz jedynie około jednej trzeciej społeczeństwa realnie popierającej radykalny, europejski kurs antykomunistyczny, reprezentowany przez kandydaturę Wiaczesława Czornowoła.
Piechal nawiązał do sformułowanej przez Riabczuka koncepcji „dwóch Ukrain” – podziału między logiką niepodległościową a logiką „małorosyjską”, rozwijaną później przez innych badaczy (przywołał Jarosława Hrycaka) w kierunku koncepcji wielu regionalnych „Ukrain”. Riabczuk określił tę drugą postawę jako analogiczną do „drogi białoruskiej”.
Pomarańczowa rewolucja, Majdan i dekolonizacja
Piechal przedstawił kolejne etapy tego procesu: Pomarańczową Rewolucję i prezydenturę Wiktora Juszczenki, który jako pierwszy prezydent silnie promował kult UPA, a jednocześnie uczynił Wielki Głód (Hołodomor) centralnym elementem swojej polityki historycznej, przedstawiając Ukrainę jako ofiarę Moskwy. Riabczuk zgodził się z tą oceną roli Juszczenki, zastrzegając, że jako człowiek ze wschodniej Ukrainy miał on osobisty kontakt z tematem Głodu, ale niekoniecznie pełną wiedzę o roli UPA w czystkach etnicznych na Wołyniu. Podkreślił jednak główną tezę: historię Ukrainy od 1991 roku można odczytywać jako stopniowy proces powiększania grupy społecznej gotowej na radykalne, europejskie reformy – z jednej trzeciej społeczeństwa w 1991 roku do mniej więcej połowy w momencie Pomarańczowej Rewolucji w 2004 roku.
Piechal przeszedł do okresu po Rewolucji Godności z lat 2013–2014, opisując proces „Leninopadu” (usuwania pomników Lenina i innych działaczy komunistycznych), zmian nazw ulic oraz promocji języka ukraińskiego kosztem rosyjskiego w przestrzeni publicznej – okres, który jego zdaniem najbardziej przyspieszył procesy tożsamościowe między 2014 a 2022 rokiem. Riabczuk podkreślił, że to nie rosyjska interwencja stworzyła nowy naród ukraiński, lecz jedynie skatalizowała procesy trwające od 1991 roku – stopniową ukrainizację postsowieckiej ludności, napędzaną zarówno przez aktywną mniejszość społeczną, jak i ustępstwa postkomunistycznych elit wobec obozu narodowo-demokratycznego, obejmujące m.in. ukrainizację edukacji i administracji, choć nie biznesu ani kultury masowej.
Piechal wskazał na kolejny etap po 2022 roku – proces dekolonizacji, wykraczający poza dekomunizację i obejmujący usuwanie z przestrzeni publicznej postaci związanych z rosyjską kulturą jako taką, czego przykładem jest niedawne usunięcie w Kijowie pomnika Michaiła Bułhakowa. Riabczuk poparł tę konkretną decyzję, określając Bułhakowa jako symbol imperialnej, pogardliwej postawy Rosji wobec Ukraińców, jednocześnie zastrzegając ogólną ostrożność wobec tego procesu – ocenił, że Ukraina nie osiągnęła jeszcze stanu postkolonialnego, pozwalającego na spokojną, zdystansowaną refleksję, lecz wciąż znajduje się w fazie emocjonalnej walki antykolonialnej, w której UPA jest odbierana wyłącznie jako siła narodowowyzwoleńcza, a jej ekscesy traktowane jako poboczne wobec głównego nurtu.
Panteon Narodowy: niepewność i osobiste motywacje Zełenskiego
Odnosząc się do obaw, że twarda postawa Kijowa w polityce historycznej – w tym brak reakcji na wcześniejsze polskie kroki pośrednie oraz deklaracja Zełenskiego z okazji Dnia Konstytucji Ukrainy, że „nikt nie będzie nam pisał historii” – prowadzi do bezkrytycznej, konfrontacyjnej narracji historycznej, Riabczuk przyznał, że konkretna zawartość Panteonu Narodowego pozostaje na razie niewiadomą – nie istnieje jeszcze żadna lista ani projekt, jedynie ogólna idea, a alarm w Polsce ocenił jako przedwczesny, wyrażając nadzieję, że głos zarówno polskiego, jak i ukraińskiego społeczeństwa będzie miał na tę listę wpływ. Powtórzył swoją wcześniejszą hipotezę, że sam pomysł Panteonu wynika z niepewnej pozycji tożsamościowej Zełenskiego, który – nigdy nie będąc „zawodowym patriotą” – czuje potrzebę stałego udowadniania własnego patriotyzmu, co Riabczuk skomentował z ironią, sugerując, że lepiej byłoby dla wszystkich, gdyby prezydent pozostał „rozsądnym żydowskim chłopcem”, zamiast kreować się na hetmana.
Piechal nawiązał do tego wątku, przywołując odsłonięty niedawno w Dzień Konstytucji pomnik Iwana Mazepy – hetmana kozackiego, wcześniej krytykowanego przez Rosję za sojusz ze Szwecją w wojnie północnej – jako przykład szerszej rekonstrukcji ukraińskich mitów historycznych, i zapytał, czy Riabczuk nie obawia się, że w Panteonie znajdą się postacie mogące jeszcze bardziej zaszkodzić relacjom polsko-ukraińskim. Riabczuk zadeklarował osobisty sprzeciw wobec umieszczania w Panteonie osób bezpośrednio związanych ze zbrodniami wojennymi – wydającymi rozkazy lub biorącymi w nich udział – zastrzegając jednocześnie, że kwestia samej ideologii jest bardziej skomplikowana, porównując to do funkcjonowania ronda Romana Dmowskiego w Warszawie mimo kontrowersyjnej ideologii tego polityka. Przewidział, że Stepan Bandera niemal na pewno znajdzie się w Panteonie (zaznaczając, że osobiście nie miał on bezpośredniego udziału w wydarzeniach na Wołyniu, ponieważ przebywał wówczas w niemieckim obozie), podczas gdy postać Romana Szuchewycza uznał za bardziej kontrowersyjną i wymagającą dalszej dyskusji, jeśli istnieją dowody jego bezpośredniej odpowiedzialności za zbrodnie.
Kto skorzysta na konflikcie
Na zakończenie Piechal podkreślił, że niezależnie od nierozwiązanych sporów, oba kraje – Polska i Ukraina – będą musiały żyć obok siebie przez wiele kolejnych lat i dbać o w miarę normalne relacje, zaznaczając, że na obecnej eskalacji konfliktu skorzysta nie Warszawa ani Kijów, lecz strona trzecia. Zadał widzom retoryczne pytanie, kto ostatecznie straci więcej na tym sporze – Kijów czy Warszawa – zachęcając do dyskusji w komentarzach.
Program „Szkice Wschodnie” poprowadził Tomasz Piechal. Gościem był dr Mykoła Riabczuk, ukraiński eseista i badacz tożsamości narodowej. Materiał dostępny na kanale Tomasz Piechal – Szkice Wschodnie na YouTube, liczącym 19,6 tys. subskrybentów. Opublikowany 7 lipca 2026 roku.