Komornicki i Hoga w „Kontrze” Rymanowskiego: wielka rozprawa o Polsce i Ukrainie — od Patriotów po armię z dykty

W programie „Kontra” Tomasz Rymanowski zderzył ze sobą dwa przeciwstawne stanowiska: gen. Leona Komornickiego, byłego zastępcy szefa Sztabu Generalnego, oraz Jacka Hogę, historyka wojskowego i prezesa Fundacji Ad Arma. Tematem rozmowy było ujawnienie przekazania Ukrainie pocisków PAK-3 do systemu Patriot, prawdziwa skala polskiej pomocy wojskowej dla Kijowa, słowa szefa gabinetu prezydenta Ukrainy Kyryła Budanowa o rzekomym polskim „ultimatum”, ryzyko rosyjskiej prowokacji oraz stan NATO po szczycie w Ankarze.

Czy przekazanie pocisków było w interesie Polski

Obaj goście zgodnie ocenili decyzję negatywnie, choć z różnych powodów. Komornicki stwierdził wprost, że Polska nie powinna była przekazywać rakiet, nawet jeśli – jak wynika z docierających informacji – nastąpiło to na prośbę zachodnich sojuszników, kierownictwa NATO i Stanów Zjednoczonych. Podkreślił, że racja stanu i bezpieczeństwo Rzeczypospolitej muszą być dla polityków na pierwszym miejscu, nawet kosztem sojuszników czy samej Ukrainy. Zakwestionował realną wartość przekazanego wsparcia – przywołując słowa generała Wałerija Załużnego, że do zestrzelenia jednej rosyjskiej rakiety balistycznej lub hipersonicznej potrzeba trzech pocisków PAK, ocenił, że „kilka sztuk” przekazanych rakiet nie mogło realnie poprawić zdolności obronnych Ukrainy, a stanowiło raczej gest świadczący o braku polskiej suwerenności strategicznej. Zaznaczył, że czas bezwarunkowej pomocy z 2022 roku, gdy decydowały się losy wojny, już minął i konieczna jest strategiczna refleksja adekwatna do zmienionych warunków.

Hoga zakwestionował oficjalnie podawaną liczbę przekazanych pocisków, wskazując, że zgodnie ze standardową doktryną (dwa pociski na jeden cel) i ceną jednostkową rzędu 28 mln zł, koszt pojedynczego „strzału” to ponad 50 mln złotych – w jego ocenie nieproporcjonalnie dużo w porównaniu z medialnym oburzeniem wokół dużo mniejszych kwot (np. wynagrodzeń lekarzy). Przywołał precedens z 2023 roku, gdy przekazanie systemów artylerii rakietowej Grad tłumaczono jako niezagrażające zdolnościom obronnym, ponieważ pochodziły z rezerwy strategicznej – mimo że miały służyć do formowania nowych pododdziałów. Ocenił to jako przykład niezrozumienia lub kłamstwa ze strony polityków.

Gdy prowadzący, występując w roli „adwokata diabła”, zasugerował, że nawet zniszczenie jednej rosyjskiej rakiety mogło uratować ludzkie życia w Kijowie czy Lwowie, Hoga odpowiedział koncepcją „ekonomii wojny” – wskazał, że gdyby jakikolwiek żołnierz spowodował w Polsce stratę mienia powyżej 200 tys. zł, natychmiast wkroczyłaby prokuratura, podczas gdy w tym przypadku zniknęło – jego zdaniem – co najmniej 100–200 mln złotych bez żadnej reakcji śledczej, mimo że sprzęt ten sfinansowali polscy podatnicy i nie ma pewności, że uda się go odkupić po tej samej cenie, biorąc pod uwagę, że Amerykanie zdecydowali się zatrzymać zamówienia sojuszników na własne potrzeby po zużyciu amunicji na Bliskim Wschodzie.

Reakcja na słowa ministra Kosiniaka-Kamysza w Ankarze

Prowadzący przytoczył wypowiedź ministra obrony narodowej z briefingu podczas szczytu NATO w Ankarze, w której ten określił krytyków decyzji jako „pożytecznych idiotów” powielających rosyjską narrację, wskazując na zawarte tego dnia porozumienia dotyczące rakiet Barracuda oraz budowy centrum serwisowego pocisków do Patriotów jako dowód, że Polska wcale się nie rozbraja. Komornicki ocenił tę narrację jako nadmiernie uproszczoną i stygmatyzującą osoby broniące polskiej racji stanu, zarzucając politykom krótkowzroczne usprawiedliwianie decyzji o dalekosiężnych konsekwencjach.

Zapytany, dlaczego pomoc była słuszna w 2022 roku, a dziś już nie, Komornicki wyjaśnił, że wówczas Stany Zjednoczone – jeszcze za administracji Bidena – nie były gotowe na zdecydowane wsparcie Ukrainy, trzymając się strategii „Rosja nie może przegrać tej wojny, a Ukraina nie może jej wygrać” (m.in. zakaz uderzeń rakietami ATACMS i systemem HIMARS w głąb Rosji, przy czym cele wskazywał wywiad amerykański). Ocenił, że przekazany wówczas sprzęt postsowiecki (czołgi T-72, PT-91) był Ukraińcom potrzebny i szybko przez nich opanowany, a decyzja o pomocy była słuszna – natomiast od tego czasu zabrakło refleksji strategicznej: Polska nie zdefiniowała jasnych celów politycznych wobec wspieranej Ukrainy, a jednocześnie – zdaniem generała – na Ukrainie postępuje budowa państwowości, armii i świadomości społecznej na fundamencie ideologii banderyzmu, przy mentalności elit politycznych, którą określił jako nieróżniącą się w gruncie rzeczy od rosyjskiej (przywołał rosyjskie porzekadło „Kurica nie ptica, Polsza nie zagranica”).

Czy Ukraina broni Europy

Odnosząc się do tezy Zełenskiego, że Ukraina broni całej Europy Wschodniej, Hoga porównał tę logikę do amerykańskiej polityki „powstrzymywania komunizmu za wszelką cenę przy pomocy naszych sukinsynów” z lat 70. i 80., przywołując przykład Osamy bin Ladena, wspieranego przez USA jako przeciwnika ZSRR w Afganistanie, by później stać się głównym wrogiem Ameryki. Ocenił takie krótkowzroczne podejście za ryzykowne również w kontekście Ukrainy. Przedstawił dane liczbowe: gdy PiS przejmował władzę, Polska miała trzy dywizje wymagające wymiany większości sprzętu po trzech dekadach zaniedbań i zapowiedziała budowę czwartej; od 2022 roku w ciągu roku przekazano Ukrainie sprzęt odpowiadający jednej dywizji, tworząc jednocześnie kolejne dwie dywizje na wyolbrzymionych, 16-batalionowych (zamiast 9-batalionowych) strukturach – w efekcie powstała luka sprzętowa, której nie udało się dotąd załatać nawet na poziomie planów zamówień. Zestawił to z faktem, że Niemcy wynegocjowały z Ukrainą swobodny dostęp do ekshumacji poległych żołnierzy Wehrmachtu, podczas gdy Polska od lat nie może doprowadzić do pełnych ekshumacji ofiar rzezi wołyńskiej, co – jego zdaniem – dowodzi braku równorzędnego traktowania Polski jako partnera negocjacyjnego.

Ile naprawdę wydaliśmy: spór o metodologię liczenia

Hoga ocenił, że oficjalne dane o skali pomocy (raz 15 mld, raz 105 mld złotych w różnych zestawieniach) są niewiarygodne, ponieważ nie wiadomo, czy liczone są według wartości rynkowej, księgowej, czy kosztu odtworzenia zdolności, a amunicja małokalibrowa jest sumowana razem z pociskami artyleryjskimi o zupełnie innej wartości jednostkowej. Ujawnił, że – według jego wiedzy – żaden polski rząd (ani poprzedni, ani obecny) nie sporządził pełnego, jawnego raportu o rzeczywistej skali pomocy, w przeciwieństwie do amerykańskiego odpowiednika NIK (GAO), który regularnie publikuje takie zestawienia dla USA; polska administracja ma – jego zdaniem – wewnętrzny zakaz ujawniania tych danych nawet pod klauzulami tajności. Zaproponował, by posłowie zmusili Najwyższą Izbę Kontroli do sporządzenia takiego raportu na podstawie art. 6 ustawy o NIK, a jeśli okazałoby się, że doszło do uszczuplenia bezpieczeństwa państwa, sprawa powinna trafić do prokuratury, a nie kończyć się jedynie dymisją ministra.

Hoga podał też konkretne dane o skali rozbrojenia: z jedenastu batalionów pancernych, jakie Polska miała w 2022 roku, siedem zostało pozbawionych sprzętu, a niektóre bataliony zmechanizowane wciąż nie mają ani jednego z zakładanych 58 wozów bojowych. Wskazał, że tylko jeden dowódca zrezygnował ze służby w proteście przeciwko niemożności utrzymania gotowości bojowej po utracie 100 proc. sprzętu w niektórych batalionach.

Ile pocisków Patriot posiada Polska

Komornicki podał, że Polska zamówiła łącznie 800 pocisków (600 nowszej generacji PAK-3 i 200 starszej PAK-2), z czego pozostała partia ma dotrzeć w przyszłym roku – z zastrzeżeniem, że Amerykanie po wojnie na Bliskim Wschodzie (roczna produkcja USA to ok. 640 sztuk, przy zużyciu ponad 800 na Bliskim Wschodzie) przesunęli harmonogramy dostaw dla europejskich sojuszników. Potwierdził krążącą informację, jakoby Polska zrezygnowała z kolejności w kolejce produkcyjnej na rzecz Ukrainy, zastrzegając, że jeśli MON temu zaprzecza, to należy poczekać na potwierdzenie (przypomniał, że informację tę podał wcześniej minister Marcin Przydacz na antenie Polsat News, a wicepremier Kosiniak-Kamysz oraz przedstawiciele MON określili ją jako nieprawdziwą).

Odpowiadając na pytanie, co konkretnie dawały Polsce te rakiety, Komornicki wyjaśnił, że dwie polskie baterie Patriot osiągnęły „wstępną gotowość bojową” i chronią przestrzeń powietrzną nad Warszawą – nie zaś lotnisko w Rzeszowie-Jasionce, które osłaniają baterie niemieckie (po wcześniejszym wycofaniu się z tej roli amerykańskiej 82. Dywizji Powietrznodesantowej). Przyznał, że posiadane systemy i tak nie byłyby w stanie zestrzelić Iskandera, natomiast wskazał na skuteczność ukraińskich, zmodernizowanych systemów starszej generacji (m.in. przeciwko dronom typu Shahed po niewielkiej modernizacji), co Hoga skwitował ironicznie: „kiedy my to oddajemy, to jest złom, a u nich się okazuje, że działa”.

Groźba czy prowokacja: słowa Kyryła Budanowa

Prowadzący zacytował obszerną wypowiedź Kyryła Budanowa, szefa biura prezydenta Ukrainy, który miał stwierdzić: „Z informacji, które posiadam, wynika, że oni, Polacy, przygotowują cały szereg działań prowadzących do eskalacji, a napięcie w stosunkach z Polską wkrótce osiągnie punkt kulminacyjny, bo 11 lipca przypada rocznica tragedii wołyńskiej. Ukraina nie przyjmie ultimatum od nikogo na tym świecie. Ostatnio to Rosja próbowała postawić nam ultimatum – bez urazy wobec Polski, ale Rosja jest nieco potężniejsza niż Polska – a my i tak go nie przyjęliśmy. Dlaczego więc ktoś sądzi, że przyjmiemy coś innego z innej strony? Nie należy rozmawiać z nami za pomocą ultimatum”.

Komornicki ocenił te słowa jako element świadomej narracji, mającej wywołać kolejną eskalację „wojny polsko-polskiej” między obozem prezydenckim a rządzącą koalicją, prowadzącej do dalszego ośmieszania Polski w oczach sojuszników i podważania jej wiarygodności jako darczyńcy. Wskazał na wcześniejsze, jego zdaniem nieprzyjazne gesty Kijowa: wystąpienie Zełenskiego na forum międzynarodowym w sprawie ukraińskiego zboża zalewającego polski rynek, pominięcie Polski przy organizacji spotkań w Genewie, Londynie i Waszyngtonie dotyczących zakończenia wojny, a także symboliczne „ustawienie” premiera Tuska w dalszym wagonie pociągu podczas wspólnego przejazdu do Kijowa (w pierwszym mieli jechać przywódcy Francji, Niemiec i Wielkiej Brytanii).

Reakcja MSZ Ukrainy na projekt ustawy o banderyzmie

Prowadzący przytoczył też wypowiedź rzecznika MSZ Ukrainy Heorhija Tychego: „MSZ Ukrainy apeluje do Polski o rozwagę przy rozpatrywaniu prezydenckiego projektu ustawy o zakazie propagowania ideologii banderowskiej. Ostrzegamy stronę polską przed jednostronną eskalacją napięcia” – oraz informację, że Ukraina uważnie śledzi prace nad nowelizacją ustawy o IPN i kodeksie karnym w Sejmie. Hoga porównał tę wypowiedź do hipotetycznego oświadczenia rzecznika MSZ Federacji Rosyjskiej, oceniając ją jako jawną ingerencję w wewnętrzne sprawy Polski, analogiczną do wcześniejszej presji Izraela wobec nowelizacji ustawy o IPN, wobec której – jego zdaniem – polski rząd wówczas ustąpił. Komornicki dodał, że jest to element świadomej strategii mającej wywołać kolejny konflikt wewnątrzpolski między obozem prezydenckim a rządem.

Głosy polityków: Tusk, Szłapka, Zgorzelski

Rymanowski przytoczył kolejne wypowiedzi polskich polityków. Premier Donald Tusk: „Jeśli panowie Kaczyński, Mentzen, Bosak, Braun mają zamiar się ścigać na antyukraińskie nastroje po to, aby zyskać jakąś popularność, to na pewno nie będziemy w tym uczestniczyć”. Hoga na to odpowiedział, że nastroje antyukraińskie w Polsce są już powszechne i wynikają z konkretnych działań ukraińskiej strony, a nie z przypadkowej propagandy rosyjskiej – oceniając, że Ukraina jako państwo może pozwolić sobie na taką politykę, ponieważ Polska jest traktowana jako „zasób świata zachodniego, a nie jego podmiot”, w przeciwieństwie np. do Niemiec czy USA, którym Kijów zawsze dziękuje.

Rzecznik rządu Adam Szłapka: „W naszym interesie jest to, żeby Rosja tej wojny nie wygrała. Zarówno poprzedni, jak i obecny rząd pomagały Ukrainie. Nie będzie dobrze, jeśli napięcie między Kijowem i Warszawą będzie narastało. Wypowiedzi części ukraińskich polityków, ale też części polskich nie pomagają temu. Cieszą się po takich wypowiedziach na Kremlu”. Hoga skomentował to porównaniem do hipotetycznej wypowiedzi Henry’ego Kissingera z lat 80., bagatelizującej ekstremizm wśród afgańskich mudżahedinów w imię nadrzędnego celu walki z ZSRR, oceniając takie podejście jako krótkowzroczne.

Poseł Piotr Zgorzelski, cytowany w reakcji na słowa Budanowa: „Zastanów się pan nad tym, co pan mówisz (…) panie Budanow, jeżeli modlitwę w Kościele uznaje pan za prowokację, to naprawdę zastanów się pan nad tym, co wygadujesz”.

Co Polska powinna zrobić: spór o 800+ dla Ukraińców

Hoga zaproponował konkretne środki nacisku: ograniczenie przywilejów dla ukraińskiej diaspory w Polsce, w tym likwidację świadczenia 800+ dla obywateli Ukrainy (wypłacanego również na zagraniczne konta), argumentując to m.in. relacją z byłym ministrem poprzedniego rządu, który miał prywatnie przyznać, że celem jest zatrzymanie w Polsce jak największej liczby Ukraińców ze względu na niski przyrost naturalny. Wskazał na analogię do historii ukraińskich zamachów terrorystycznych w II Rzeczypospolitej, wymierzonych również w Ukraińców szukających ugody z Polską, oceniając obecną politykę hojności jako nieroztropną.

Komornicki zdecydowanie się z tym nie zgodził, nazywając propozycję „groby rozsądek” i ostrzegając przed pogłębianiem podziałów między Polakami a mieszkającymi w Polsce Ukraińcami, co – jego zdaniem – leży w interesie Kijowa. Podkreślił, że wielu Ukraińców pracuje w ważnych sektorach polskiej gospodarki i administracji, generując istotne wpływy do budżetu, oraz że sam rozmawia z wieloma Ukraińcami niezadowolonymi z polityki Zełenskiego psującej relacje. Opowiedział się za spokojną, przemyślaną polityką zamiast gwałtownych, represyjnych działań, proponując raczej zaangażowanie Unii Europejskiej we współfinansowanie pomocy dla ukraińskich uchodźców na zasadzie równego traktowania z polskimi rodzinami w podobnej sytuacji. Hoga zaproponował też odsyłanie Ukraińców w wieku poborowym łamiących prawo na terenie Polski, na co Komornicki odpowiedział ironicznie, że tacy ludzie po prostu uciekną dalej na zachód.

Polskie i ukraińskie służby: wzajemna penetracja

Prowadzący przywołał informację z książki Zbigniewa Parafianowicza „Kłopot z Zełenskim”, według której dla ukraińskich służb celem numer dwa (po Rosji) jest Polska, podobnie jak dla polskich służb celem numer dwa (po Rosji) ma być aktywność służb ukraińskich. Komornicki to potwierdził, oceniając jednak, że polskie zdolności kontrwywiadowcze wobec Ukrainy są nieporównywalnie słabsze niż ukraińska aktywność w Polsce, m.in. ze względu na dwumilionową społeczność ukraińską stanowiącą potencjalną bazę rekrutacyjną, oraz przywołując artykuł „Rzeczpospolitej” o penetracji przez ukraińskie służby polskiej infrastruktury krytycznej. Potwierdził, że ukraińskie służby mogą aktywnie werbować przedstawicieli tej diaspory do własnej agentury, przywołując też akty sabotażu i podpaleń w Polsce, za którymi – jego zdaniem – niekoniecznie stoją bezpośrednio Rosjanie, lecz mogą stać Ukraińcy zwerbowani przez rosyjskie służby, korzystające z ukraińskich zasobów obecnych w Polsce. Hoga dodał, że zgodnie z warunkami wejścia Polski do NATO kraj zobowiązał się nie prowadzić wywiadu wymierzonego w sojuszników (w przeciwieństwie np. do USA, które – jak wynika z doniesień prasowych – podsłuchują nawet kanclerzy Niemiec), co pozostawia polskie firmy zbrojeniowe współpracujące z Ukrainą bez należytej ochrony kontrwywiadowczej – w jego ocenie na tym polu panują „dzikie pola” bez żadnego nadzoru państwa.

Ocena przebiegu wojny i ryzyko eskalacji

W dalszej części rozmowy obaj goście ocenili aktualny stan wojny. Hoga porównał konflikt do wojny secesyjnej w USA i wojny domowej w Hiszpanii – jako starcie, w którym odporność Ukrainy przekroczyła najśmielsze oczekiwania z 2021–2022 roku, natomiast Rosja, mimo sankcji, prowadzi wojnę faktycznie przeciwko całemu Zachodowi (jego przemysłowi, zasobom finansowym i magazynowym), co stwarza ryzyko, że zbyt bolesne dla Rosji sukcesy Ukrainy (np. uderzenia w rosyjski przemysł naftowy) sprowokują dalszą eskalację ze strony Moskwy – niekoniecznie użycie broni jądrowej, ale np. dodatkową mobilizację kilku dywizji.

Komornicki ocenił, że przed Ukrainą „najgorsze jeszcze przed nami” – Putin wciąż nie sięgnął po wszystkie dostępne środki eskalacji (w tym taktyczną broń jądrową), powstrzymywany, jego zdaniem, nie strachem przed NATO, lecz obawą przed otwartym wciągnięciem Sojuszu do wojny, czego – jak ocenił – od dawna zabiega Ukraina. Ocenił, że Ukraina nie osiągnie swoich celów politycznych (odzyskania okupowanych terenów i Krymu), głównie dlatego, że brakuje jej zdolności do przerwania rosyjskich linii logistycznych na głębokim zapleczu i rażenia lotnisk wojskowych w głębi Rosji, bez czego – jego zdaniem – nie da się wygrać takiej wojny. Odnosząc się do losu ponad 250 tysięcy wziętych przez Rosję ukraińskich jeńców, zacytował Napoleona: „łatwo jest bagnetami coś zdobyć, teren, obszar, ale na bagnetach jest ciężko wysiedzieć” – sugerując, że tak duża liczba jeńców może stworzyć Rosji poważny problem wewnętrzny.

Wykluczył scenariusz obalenia Putina, argumentując wysoką odpornością rosyjskiego społeczeństwa na cierpienie i brakiem w Rosji realnej siły opozycyjnej. Hoga częściowo polemizował, przywołując historyczne precedensy nieprzewidzianych zwrotów akcji (bunt Prigożyna, casus Finlandii z 1944 roku, kontrowersje wokół Lincolna podczas wojny secesyjnej), sugerując, że subiektywna percepcja zagrożenia przez Putina i jego otoczenie może z czasem doprowadzić do akceptacji ustępstw – na co Komornicki odpowiedział stanowczo, że taki scenariusz jest w rosyjskim myśleniu politycznym niemożliwy.

Odnosząc się do obu przywódców, Komornicki rzucił złośliwą uwagę, że Zełenski i Putin są „podobnego wzrostu” i obaj mają „ten sam kompleks Napoleona” – gotowość do poświęcania cudzych interesów dla własnej pozycji. Zastrzegł jednak wyraźnie, że nie ma między nimi żadnej symetrii moralnej: Putin jest przywódcą zbrodniczym, który napadł na suwerenne państwo, podczas gdy Zełenski broni zaatakowanego kraju.

Gotowość Polski na rosyjską prowokację

Odnosząc się do amerykańskich ostrzeżeń przed możliwą rosyjską prowokacją testującą determinację NATO, Hoga zastrzegł, że nikt z uczestników rozmowy nie dysponuje danymi wywiadowczymi. Przywołał analogiczny, jego zdaniem, casus z 1672 roku: przed wybuchem wojny polsko-tureckiej hetman wielki koronny Jan Sobieski ostrzegał społeczeństwo uniwersałami, że armia turecka się zbiera i idzie na Polskę – a mimo to spotykał się z pamfletami oskarżającymi go, że jest opłacony przez Tatarów i trzyma z wrogiem. Wskazał, że Polska była wówczas w faktycznym konflikcie na linii hetman–król (Michał Korybut Wiśniowiecki) i w kryzysie konstytucyjnym, a ludzie nie chcieli wierzyć w nadciągającą wojnę, bo nie ufali własnej, skłóconej administracji – co Hoga uznał za trafną analogię do dzisiejszej nieufności wobec ostrzeżeń rządu. Skrytykował przy tym polską konstytucję jako wadliwą i uniemożliwiającą sprawne prowadzenie państwa w sytuacji kryzysowej, postulując jej zmianę.

Komornicki nie wykluczył rosyjskiego uderzenia o charakterze prewencyjnym, wymierzonego np. w zakłady zbrojeniowe produkujące sprzęt dla Ukrainy (jako przykład podał firmę Bumar Elektronika, producenta dronów), oceniając, że taki test mógłby mieć na celu sprawdzenie reakcji NATO i osłabionego – jego zdaniem – morale polskiego społeczeństwa: uderzenie miałoby pokazać obywatelom, że mimo ogromnych wydatków na obronność Polska pozostaje bezbronna. Wyjaśnił, że w odróżnieniu od Iranu odpowiadającego atakami na sojuszników USA po wojnie w Zatoce, Rosja dotąd powstrzymywała się od takich uderzeń głównie dlatego, że nie chciała ryzykować bezpośredniego wciągnięcia NATO do wojny, czego zresztą – jego zdaniem – od dawna próbuje Ukraina.

Policja ostrzega przed powojenną falą przestępczości

Hoga ujawnił, że Związek Zawodowy Policjantów złożył do rządu petycję o zmianę ustawy o środkach przymusu bezpośredniego oraz przepisów Kodeksu karnego dotyczących obrony koniecznej, argumentując koniecznością wzmocnienia prawa funkcjonariuszy i obywateli do obrony siebie i innych, w związku z przewidywanym napływem po zakończeniu wojny osób zaprawionych w walce, w tym z traumą wojenną, niezależnie od ich obywatelstwa. Odpowiedź wiceministra spraw wewnętrznych i administracji miała brzmieć: „w tym momencie nie ma takiej potrzeby, w związku z czym tego nie zrobimy”. Hoga skontrastował to z sytuacją, w której policja sama sygnalizuje ryzyko na przyszłość, a odpowiedzialny za to polityk odmawia jakiegokolwiek przygotowania prawa na tę okoliczność.

Generał Hodges kontra reszta gości

Rymanowski przywołał wypowiedź generała Bena Hodgesa, byłego dowódcy wojsk USA w Europie, który w rozmowie z Onetem stwierdził, że najlepszą obroną Polski przed Rosją jest Ukraina – teza wprost przeciwna do tego, co przez całą rozmowę mówili obaj goście. Komornicki odpowiedział dyplomatycznie, że Hodges „patrzy na tę przestrzeń zupełnie inaczej”, przyznając Ukrainie zasługę w osłabianiu Rosji poprzez straty zadawane rosyjskiej armii, ale zastrzegając, że społeczeństwo ukraińskie również się wyludnia, a jakość ukraińskich zasobów osobowych spada, mimo kompensowania tego automatyzacją i dronizacją w tzw. strefie śmierci na linii frontu. Podsumował, że Ukraina osłabia Rosję, ale w żadnym wypadku nie jest gwarantem polskiego bezpieczeństwa – Polska musi budować własne, samodzielne zdolności obronne podporządkowane jasno zdefiniowanemu celowi politycznemu.

Krytyka stanu gotowości mobilizacyjnej Wojska Polskiego

W obszernej końcowej części rozmowy obaj goście krytycznie ocenili polską gotowość mobilizacyjną. Hoga, opisując osobiste doświadczenie syna – kaprala po sześciu tygodniach szkolenia, który otrzymał przydział mobilizacyjny na stanowisko szefa kompanii – wskazał na chaos organizacyjny: rezerwiści musieliby dojeżdżać po sprzęt do oddalonych o 100 km Wojskowych Oddziałów Gospodarczych, personel cywilny WOG-ów pełni jednocześnie podwójne funkcje po włączeniu do Wojsk Obrony Terytorialnej, a etaty na czas wojny w batalionach lekkiej piechoty WOT nie przewidują żadnych zawodowych oficerów ani podoficerów – wszyscy mają być rezerwistami, z których wielu od lat nie brało udziału w żadnych ćwiczeniach. Przywołał też przykład znajomego nauczyciela geografii, który – mimo że w wojsku służył zaledwie sześć tygodni ponad dwadzieścia lat temu – otrzymał przydział mobilizacyjny na dowódcę kompanii saperów. Dodał złośliwie, że gdy zaczął publicznie powoływać się na przykład własnego syna jako ilustrację absurdu systemu, wojsko po prostu zmieniło synowi przydział, żeby nie mógł już go dłużej wykorzystywać jako przykładu w publicznej debacie.

Komornicki, powołując się na własne doświadczenie dowodzenia dywizją w przeszłości (gdy cała jednostka musiała w ciągu dwóch i pół godziny osiągnąć pełną gotowość bojową z uzupełnieniem mobilizacyjnym, weryfikowaną przez komisje kontrolne sprawdzające stan co do sztuki), ocenił obecny stan jako katastrofalny. Skrytykował powołanie nowego, scentralizowanego Dowództwa Transformacji jako sprzeczne z tradycyjnym modelem, w którym za transformację sił zbrojnych zawsze odpowiadał Sztab Generalny działający poprzez struktury liniowe (brygady, dywizje) – ocenił, że nowe dowództwo, mimo rozbudowanych etatów i zaplecza w Bydgoszczy, nie ma żadnej realnej władzy nad jednostkami liniowymi, co pozwala szefowi Sztabu Generalnego zrzucić odpowiedzialność za brak postępu transformacji na inną instytucję.

Obaj zgodzili się, że system dowodzenia oparty na doświadczeniach misji zagranicznych (Irak, Afganistan) – tworzenie doraźnych, „Frankensteinowych” związków taktycznych z kilku różnych jednostek na potrzeby jednorazowego wyjazdu – nie sprawdza się w modelu obrony kontynentalnej, wymagającej stałych, w pełni wyposażonych i wyszkolonych związków operacyjnych na wzór okresu PRL, gdzie obowiązywała zasada „szkolisz, dowodzisz, odpowiadasz” – dziś, ich zdaniem, złamana, bo każdy z tych trzech elementów odpowiada inna instytucja, co pozwala unikać odpowiedzialności.

Rymanowski zapytał wprost, czy polskie wojsko przypomina rosyjską „wieś pociemkinowską” – fronton pomalowany, a w środku pustka. Komornicki nie zaprzeczył, odpowiadając, że „to dramaty z wojska z dykty”. Ocenił, że prawdziwą gotowość bojową sprawdza się nie w sztabach, tylko na poligonie podczas ćwiczeń z wojskami – przywołał przykład ostatnich wielkich ćwiczeń 16. Dywizji i 6. Brygady w Elblągu, gdzie z dumą pokazano w mediach ćwiczący pluton (kilkudziesięciu ludzi), podczas gdy dywizja liczy kilkanaście–dwadzieścia tysięcy żołnierzy, a brygada 3–4 tysiące. Podał też przykład ze Świętoszowa, gdzie stacjonujący tam Amerykanie mieli pytać, gdzie jest 10. Brygada, ponieważ między godziną 7:00 a 15:00 pojawiało się tam zaledwie ośmiuset ludzi z jednej z rzekomo najlepszych polskich brygad pancernych – co, jego zdaniem, świetnie obrazuje różnicę między formalnym stanem etatowym a realną gotowością bojową jednostek.

Komornicki przedstawił dane liczbowe: na wschodniej flance kraju (obszar między Wisłą a Bugiem, porównywalny wielkością z obszarem walk na Ukrainie, gdzie ścierają się niemal milionowe armie) Polska dysponuje niecałymi 60 tys. żołnierzy, przy niedostatecznym rozmieszczeniu istniejących jednostek względem realnych kierunków zagrożenia (m.in. przestarzałe systemy przeciwlotnicze Kub w Gołdapi zamiast ugrupowania pancernego, luki w obsadzie kierunków od Bramy Grodzieńskiej po Bramę Włodawską). Wskazał też na krytyczny problem demograficzny – w rejonach o największych potrzebach obronnych (Warmia i Mazury, Podlasie, Lubelszczyzna) gęstość zaludnienia jest najniższa w kraju (ok. 72–80 osób na km²), co bez przywrócenia jakiejś formy poboru uniemożliwia realne uzupełnienie stanów osobowych. Obaj ocenili, że narracja „Ukraina walczy za nas” służy politykom jako wygodne alibi maskujące własne zaniechania w systemie obronnym.

Sondaże i podsumowanie

Prowadzący przedstawił wyniki sondażu przeprowadzonego na kanale programu (ponad 50 tys. głosów): na pytanie, czy Polska powinna dalej przekazywać Ukrainie sprzęt wojskowy, 49 proc. odpowiedziało „nie, bo to osłabia Polskę”, 32 proc. – „tylko na zasadzie wymiany”, 9 proc. – „tak, bo to wspólna obrona”, a 1 proc. nie miało zdania. Przywołano też inny sondaż, według którego 54 proc. respondentów uważa, że stanowisko Warszawy jest pomijane przy decyzjach Zachodu dotyczących Ukrainy, a jedynie 38 proc. sądzi, że polski głos jest traktowany poważnie.

Na zakończenie programu prowadzący przytoczył wypowiedź sekretarza generalnego NATO Marka Rutte ze szczytu w Ankarze, chwalącą tempo zmian w Sojuszu jako „wielkie zwycięstwo Trumpa i wielką porażkę Putina”. Obaj goście jednozdaniowo skwitowali ją jako czystą propagandę oraz „wypowiedź polityka”.


Program „Kontra” poprowadził Tomasz Rymanowski. Gośćmi byli gen. Leon Komornicki, były zastępca szefa Sztabu Generalnego, oraz Jacek Hoga, historyk wojskowy i prezes Fundacji Ad Arma. Materiał dostępny na kanale liczącym 736 tys. subskrybentów. Wyemitowany na żywo 7 lipca 2026 roku.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *