Konarski i Biskup u Grzegorza Jankowskiego: do wojska idą mieszkańcy prowincji, „ci pod palmami” uciekną za granicę

Nowe

Prof. Wawrzyniec Konarski (politolog, Akademia Finansów i Biznesu Vistula) oraz prof. Bartłomiej Biskup (Uniwersytet Warszawski) byli gośćmi Grzegorza Jankowskiego na kanale polsatnews.pl. Rozmowa dotyczyła deklaracji przyjętej po szczycie NATO w Ankarze, realnej gotowości Europy do obrony, roli Turcji w Sojuszu oraz kondycji polskiej służby zdrowia.

Deklaracja szczytu NATO: „atak na jednego to atak na wszystkich”

Jankowski otworzył rozmowę odczytaniem fragmentu deklaracji przyjętej po szczycie NATO w Ankarze, w której państwa sojusznicze potwierdziły aktualność artykułu V traktatu waszyngtońskiego oraz wskazały, że Rosja stanowi długoterminowe zagrożenie dla bezpieczeństwa i stabilności. Zapytał gości, czy deklaracja ta jest wiarygodna.

Konarski odniósł się do niej sceptycznie, żartując, że zapis o wspólnej obronie już wcześniej istniał w traktacie, i przywołując ironicznie sojusz polsko-brytyjski z 1939 roku, który — jak zauważył — nie uchronił Polski przed klęską. Ocenił, że NATO przechodzi „egzystencjalny zakręt”, ponieważ pakt powstał w zupełnie innych warunkach geopolitycznych, a dziś Europa i Stany Zjednoczone różnie definiują głównego przeciwnika — dla Europy jest nim Rosja, dla USA coraz bardziej Chiny, które, jego zdaniem, gospodarczo już wyprzedziły Amerykę. Zwrócił uwagę na trudność dowodzenia wielokulturową armią, jaką w istocie jest NATO, przywołując analogię do nieudolności armii austro-węgierskiej w I wojnie światowej, a także na nieprzewidywalność prezydenta USA Donalda Trumpa, u którego dopatrzył się „elementów psychopatii politycznej”. Ocenił jednak, że mimo tych wątpliwości Europa nie ma wyjścia i musi wzmacniać własne siły, a deklaracja szczytu stanowi istotny sygnał informacyjny, nawet jeśli jej realne przełożenie pozostaje niepewne.

Biskup zinterpretował zapis o Rosji jako gest Stanów Zjednoczonych wobec Europy, w zamian za punkt dotyczący Iranu i nierozprzestrzeniania broni jądrowej, który uznał za gest Europy wobec USA — zwłaszcza w kontekście niedawnego konfliktu w Zatoce Perskiej, w którym Europa nie była bezpośrednio zaangażowana, mimo oczekiwań Waszyngtonu (przywołał krytyczne słowa Trumpa pod adresem Hiszpanii, która miała utrudniać przeloty samolotów w tym kontekście). Ocenił to jako swoisty modus vivendi między sojusznikami. Podkreślił też, że w odróżnieniu od 1939 roku dzisiejsze NATO dysponuje realną interoperacyjnością wojsk — wspólnymi sztabami, systemami dowodzenia i bieżącą współpracą lotniczą przy ochronie przestrzeni powietrznej w związku z rosyjskimi atakami rakietowymi na Ukrainę — co jego zdaniem czyni deklarację czymś więcej niż pustym słowem, choć podkreślił, że jej sens sprowadza się do odstraszania, popartego wzrostem wydatków na zbrojenia.

Kto naprawdę może pomóc Polsce

Jankowski, powołując się na analityka Marka Budzisza, wskazał na słabość militarną kluczowych europejskich sojuszników — pojedynczy lotniskowiec czynnej służby Wielkiej Brytanii, niezdolność Niemiec do skompletowania nawet jednej brygady na Litwie mimo czterech lat trwania wojny, gotowość obronną Niemców szacowaną na 16-19 proc. Zapytał retorycznie, kto właściwie miałby przyjść Polsce z pomocą, powtarzając analogię do 1939 roku i wskazując, że Niemcy, Francja i Włochy są bardziej zainteresowane interesami gospodarczymi niż realną obroną.

Biskup odpowiedział, że Polska powinna dziś patrzeć nie tylko na tradycyjnych gwarantów bezpieczeństwa (Francję i Wielką Brytanię, dysponujące bronią jądrową), ale też budować sojusze na osi północ-południe — przywołał współpracę ze Szwecją, Finlandią i krajami nordyckimi oraz rosnące znaczenie Turcji jako członka NATO z najsilniejszą armią w Sojuszu, wskazując na niedawną wizytę prezydenta Turcji oraz zapowiadane przez wiceministra obrony porozumienie zbrojeniowe kilku państw tej osi z udziałem Polski. Podkreślił, że każdy kraj kieruje się własnym interesem gospodarczym, a Polska, będąc bliżej Rosji niż zachodni sojusznicy, musi aktywnie przekonywać partnerów do wspólnych racji bezpieczeństwa — zauważył przy tym, że nawet Niemcy zmieniły podejście, np. rezygnując z rurociągów łączących je z Rosją, mimo wciąż niewystarczających zdolności wojskowych.

Konarski zwrócił uwagę na paradoks nadmiernej jawności medialnej dotyczącej lokalizacji zbrojeń i fabryk broni, oceniając to jako szkodliwe dla pracy wywiadu i kontrwywiadu. Ostrzegł, że jeśli Europa nie potraktuje poważnie transakcyjnego podejścia Trumpa i nie zdecyduje się na samodzielne dozbrojenie, amerykańska perspektywa strategiczna (przesunięcie uwagi na Indo-Pacyfik) będzie się utrzymywać niezależnie od ewentualnej zmiany administracji w Waszyngtonie, ze względu na już zadzierzgnięte więzi gospodarcze, w tym w produkcji zbrojeniowej.

Hipokryzja Zachodu od 2014 roku

Jankowski oskarżył zachodnie elity o wieloletnią hipokryzję — od aneksji Krymu w 2014 roku, przez porozumienia mińskie, po utrzymywanie relacji handlowych z Rosją mimo świadomości zagrożenia — a obecne narzekanie na wycofywanie się Ameryki określił jako „skamlenie” elit, które same doprowadziły do rozbrojenia Europy.

Biskup częściowo się z tym zgodził, zastrzegając jednak, że Polska na tle innych krajów europejskich prowadziła relatywnie spójną politykę wobec Rosji, mimo że była za to określana mianem „rusofobicznej” i „podpalającej świat” — ocena, która z perspektywy czasu okazała się nietrafiona. Ocenił, że rolą Polski jest dziś trzeźwo oceniać zagrożenia i przekonywać partnerów do swoich racji, uwzględniając ich odmienne, bardziej oddalone od Rosji położenie geograficzne i interesy.

Konarski dodał do tego wątku osobistą anegdotę — rozmowę z byłym doradcą Margaret Thatcher, który na pytanie, dlaczego Wielka Brytania nie pomogła Polsce w 1939 roku, odpowiedział, że kraj nie był wówczas przygotowany do wojny i musiał uciekać się do „blefów” dyplomatycznych. Przyznał, że sam był swego czasu sceptyczny wobec wejścia Polski do NATO, ale dziś, z perspektywy lat, ocenia członkostwo pozytywnie, mimo konieczności nieustannego dostosowywania Sojuszu do zmieniających się interesów poszczególnych państw członkowskich.

Turcja: silna armia, system „demokratury”

Odnosząc się do roli Turcji, Konarski określił jej ustrój jako przykład tzw. uncontested democracy — systemu quasi-prezydenckiego, w którym silna władza centralna Recepa Tayyipa Erdoğana stanowi odpowiedź na głębokie podziały społeczne i regionalne w kraju. Zastrzegł, że nikt oficjalnie nie nazwał Turcji krajem autorytarnym, mimo silnie scentralizowanej władzy, i wskazał, że to właśnie siła tureckiej armii uzasadnia rangę szczytu NATO odbywającego się w Ankarze.

Jankowski, prowokacyjnie porównując sytuację w Turcji (gdzie lider opozycji przebywa w więzieniu) do sytuacji Polski za rządów Prawa i Sprawiedliwości, określanej w mediach mianem „kaczyzmu” czy dyktatury, wywołał ripostę Konarskiego, który zaproponował rozróżnienie propagandy od rzeczowej analizy, określając dawną sytuację w Polsce mianem „demokratury” — pojęcia zaczerpniętego od szwedzkiego pisarza Wilhelma Moberga z lat 60. — czyli systemu niebędącego ani pełną dyktaturą, ani w pełni równą rywalizacją demokratyczną o władzę. Jankowski skwitował to przypomnieniem, że ostatecznie o zmianie władzy w Polsce zadecydowały wybory.

Gotowość Polaków do obrony: prowincja kontra wielkie miasta

Konarski, odnosząc się do gotowości społeczeństwa do obrony kraju, ocenił krytycznie postawę Polaków, wskazując, że większość dziś bardziej interesuje się wakacjami „pod palmami” niż myśleniem w kategoriach patriotycznych, mimo intensywnej debaty o polityce historycznej. Wyraził sceptycyzm co do gotowości do realnych poświęceń na rzecz wolności kraju, podkreślając, że o wyborze modelu obronności (np. między rozwojem sił pancernych a dronami) powinni decydować eksperci wojskowi i branżowi, nie politycy — postulując formę „okrągłego stołu” ekspertów w celu wypracowania wspólnego stanowiska.

Jankowski rozwinął ten wątek, przywołując badania wskazujące, że najchętniej do wojska zgłaszają się mieszkańcy małych miejscowości i wsi, podczas gdy mieszkańcy dużych miast, zarabiający na rozwiniętym biznesie, w razie realnego zagrożenia mieliby — jego zdaniem — możliwość ucieczki za granicę, np. do posiadanych domów w Hiszpanii, pozostawiając obronę kraju mieszkańcom prowincji.

Kryzys w służbie zdrowia

Na zakończenie programu, w krótszym bloku, Jankowski zapytał gości o sytuację w polskiej służbie zdrowia. Biskup ocenił, że obecna dymisja minister zdrowia „wisi w powietrzu”, a reforma systemu na razie jest w fazie przeczekiwania — wyraził nadzieję na zmianę sytuacji jesienią, zaznaczając, że jeśli minister sobie nie poradzi, zostanie zastąpiona przy najbliższej rekonstrukcji rządu.

Konarski ocenił, że system ochrony zdrowia w Polsce jest od dekad „nieodrobioną lekcją” wszystkich sił politycznych bez wyjątku, obciążającą zarówno rządzących, jak i opozycję. Wskazał, że w polskiej historii politycznej dostrzega tylko dwóch polityków z realną, przemyślaną koncepcją reformy służby zdrowia — profesora Jacka Żochowskiego oraz profesora Zbigniewa Religę — którym jednak zabrakło czasu i zdrowia na jej wdrożenie, podczas gdy pozostałe próby podejmowali, jego zdaniem, głównie amatorzy pozbawieni realnej koncepcji rozwoju systemu. Ocenił, że ta siła polityczna, której uda się przeprowadzić rzeczywistą reformę ochrony zdrowia, zyska szansę na przedłużenie swojej władzy.


Prof. Wawrzyniec Konarski i prof. Bartłomiej Biskup byli gośćmi Grzegorza Jankowskiego na kanale polsatnews.pl (505 tys. subskrybentów). Odcinek opublikowano 9 lipca 2026.


You may also like

Strona 1 z 75
Strona 1 z 75

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *