Robert Cheda, major wywiadu w stanie spoczynku, oficer Agencji Wywiadu, przedstawił na kanale Jana Pińskiego obszerną analizę pogarszających się relacji Ukrainy z sąsiadującymi państwami oraz malejącej gotowości Zachodu do dalszego wspierania jej militarnie.
Ukraina skłócona z sąsiadami z własnej winy
Cheda otworzył wystąpienie tezą, że Ukraina jest skłócona z większością swoich sąsiadów na własne życzenie — tam, gdzie nie chodzi o zaszłości historyczne, przeszkodą w normalizacji relacji jest ukraiński nacjonalizm i wynikająca z niego polityka wobec mniejszości narodowych. Wskazał też, że nie pomaga działalność zorganizowanych grup przestępczych z Ukrainy, przemycających do Europy papierosy, drewno i ludzi. Ocenił, że polityka historyczno-etniczna Kijowa jest jedną z przyczyn rosnących wpływów rosyjskich na Słowacji, Węgrzech, w Rumunii, a ostatnio także w Czechach.
Kraje wycofujące się z pomocy wojskowej
Cheda poinformował, że przed szczytem NATO w Ankarze lub podczas niego o zamknięciu lub odmowie dalszej pomocy wojskowej dla Ukrainy poinformowały Holandia, Słowacja, Czechy i Bułgaria, a stanowisko to podtrzymały Węgry. Bułgaria miała wprost oświadczyć, że nie ma już możliwości dalszego pomagania — podobnie Holandia i Czechy. Zaznaczył, że dotyczy to donacji uzbrojenia i sprzętu wojskowego, zarówno narodowych, jak i wspólnych, przy czym kraje te kurtuazyjnie zadeklarowały utrzymanie pomocy humanitarnej i uchodźczej. Wcześniej o niemożności utrzymania pomocy w dotychczasowym wymiarze poinformowały też Szwecja i Finlandia.
Podał, że sam szczyt zatwierdził 140 mld wsparcia dla Ukrainy, choć pełny komunikat i stanowiska poszczególnych państw nie były jeszcze w pełni znane. Wskazał, że premier Czech Andrej Babiš oświadczył, iż jego kraj nie będzie uczestniczył we wspólnym sponsorowaniu uzbrojenia dla Ukrainy, podobne stanowisko zajęła Słowacja. Ocenił zmianę stanowiska Czech jako szczególnie kłopotliwą dla Ukrainy, ponieważ oznacza faktyczny koniec czeskiej „inicjatywy amunicyjnej” — zainicjowanego dwa lata temu programu koordynacji zamówień i poszukiwania dostawców amunicji, dzięki któremu na Ukrainę trafiły setki tysięcy pocisków kalibru 155 mm.
Cheda wyjaśnił wycofywanie się dotychczasowych sponsorów przede wszystkim brakiem sprzętu do przekazania — Bułgaria, mimo wcześniejszych 15 pakietów pomocy, miała oświadczyć na szczycie, że nie dysponuje już wolnym sprzętem ani amunicją. Zwrócił uwagę, że w podobnej sytuacji jest Polska, która do 2025 roku wysłała, według danych gov.pl, 46 pakietów broni, sprzętu i amunicji, a od tego czasu doszły m.in. dostawy kilku rakiet do systemów Patriot.
Dlaczego pomoc słabnie: propaganda sukcesu, komercjalizacja, względy finansowe
Cheda wskazał na kilka przyczyn malejącej gotowości do pomocy. Po pierwsze, ukraińska propaganda konsekwentnie promuje wizerunek Ukrainy jako niemal zwycięzcy wojny z Rosją, co wpływa na odbiór kraju przez zachodnich darczyńców. Przywołał opinie ekspertów wojskowych, według których Ukraina radzi sobie dziś samodzielnie lepiej niż na wcześniejszych etapach wojny, budując własny, wysokotechnologiczny przemysł zbrojeniowy — drony powietrzne, morskie i lądowe, uzbrojone pojazdy bezzałogowe, tworzące na niektórych odcinkach frontu nawet 60-kilometrową „martwą strefę”, w której obecność człowieka automatycznie kończy się śmiercią od uderzenia dronowego.
Po drugie, Cheda zauważył, że Ukraina przenosi współpracę zbrojeniową z Zachodem na poziom komercyjny — produkuje w Europie, na koszt środków unijnych i natowskich, drony i komponenty na własne potrzeby, jednocześnie zaczynając eksportować uzbrojenie i żądając za nie od Europy pieniędzy, co ocenił jako kontrast wobec oczekiwanej wdzięczności za dotychczasowe wsparcie budżetowe i wojskowe.
Wskazał, że dostrzegł to również premier Donald Tusk, który przed szczytem NATO sformułował apel do polskiej delegacji — nominalnie skierowanej ogólnie, ale w praktyce adresowanej do prezydenta Karola Nawrockiego jako jej szefa — by ten był w Ankarze ostrożny i umiarkowany w deklarowaniu dalszego polskiego wkładu finansowego w pomoc dla Ukrainy.
Po trzecie, Cheda wskazał na czynnik czysto polityczny: Ukraina najlepiej dogaduje się z dwoma państwami aspirującymi do roli europejskich mocarstw — Francją, a zwłaszcza Niemcami, wskazywanymi przez sąsiadów Ukrainy jako główny sponsor jej integracji europejskiej „na chama”. Zdaniem Chedy sąsiedzi sprzeciwiający się przyspieszonej akcesji Ukrainy do UE odpowiadają w efekcie: skoro Berlin i Paryż są głównymi promotorami tego procesu, niech Berlin utrzymuje Ukrainę Zełenskiego.
Zełenski jako „zdolny uczeń Putina” w polityce dzielenia Europy
Cheda ocenił, że Wołodymyr Zełenski dawno przekroczył granice standardowych relacji dyplomatycznych, traktując Ukrainę jak mocarstwo dyktujące Europie warunki — domagając się dalszego utrzymania i chcąc wejść do Unii Europejskiej z pominięciem standardowego procesu akcesyjnego, jednocześnie torpedując, jego zdaniem, polskie przywództwo w regionie Europy Środkowo-Wschodniej. Ocenił, że Zełenski robi z Europy zakładnika swojej wewnętrznej polityki, stosując szantaż w postaci przekazu: „jeśli Rosja pokona Ukrainę, Europa będzie następna” — argument, który Cheda uznał za merytorycznie słuszny, ale wykorzystywany instrumentalnie do wymuszania dalszej pomocy.
Ocenił, że odpowiedzią regionu Europy Środkowej na tę presję jest coraz mocniejsze pytanie: kto pomoże nam, Europie, jeśli to Rosja zaatakuje bezpośrednio? Szczególnie istotne na wschodniej flance NATO i granicy UE. Wniosek, jaki z tego wyciągnął, brzmi: Europa musi pomóc sobie sama, a pomoc dla Ukrainy nie może odbywać się kosztem własnych zdolności obronnych — konieczna jest rozbudowa własnego przemysłu zbrojeniowego na potrzeby państw europejskich, zwłaszcza wschodniej flanki, a nie wyłącznie na potrzeby Ukrainy.
Cheda ocenił, że to właśnie z powodu malejącej pomocy Zełenski, sfrustrowany, gra kartą Niemiec i Francji, obrażając się jednocześnie na Polskę za rzekomo zbyt małą hojność — przypomniał, że Zełenski w przeszłości otwarcie żądał od Polski (nie prosił, lecz żądał) samolotów MiG oraz kolejnych transz pomocy, choć z żądania samolotów ostatecznie się wycofał z przyczyn wewnętrznych, budując odgórny nacjonalizm. Zaznaczył, że Węgry i Słowacja od dawna nie przekazują Ukrainie broni i amunicji za darmo, ale wyłącznie na zasadach komercyjnych.
Czesi: niezapomniana rzeź wołyńska i Czesi Wołyńscy
Cheda przeszedł do szczegółowego omówienia historycznych podstaw konfliktów Ukrainy z poszczególnymi sąsiadami, zaczynając od Czech. Przypomniał XIX-wieczne osadnictwo czeskie na Wołyniu, tworzące enklawy tzw. Czechów Wołyńskich. Podczas rzezi wołyńskiej UPA nie mordowała Czechów masowo (ok. 400 ofiar), ale celowo i systematycznie niszczyła ich gospodarstwa — paliła wsie po uprzednim ich splądrowaniu. Podkreślił, że Czesi Wołyńscy pomagali wówczas Polakom, ukrywając ich przed sprawcami ludobójstwa i współtworząc z nimi zbrojną samoobronę na wzór polskiej.
Wskazał, że potomkowie Czechów Wołyńskich, repatriowanych po II wojnie światowej przez Stalina głównie do Czech, pamiętają te krzywdy i poprzez swoje organizacje domagają się od Ukrainy odszkodowań za zniszczone mienie i zabitych oraz przeprosin za pośrednictwem rządu czeskiego — argumentując, że Ukraina jako prawny spadkobierca Ukraińskiej SRR ponosi prawną i moralną odpowiedzialność za czystki etniczne UPA.
Słowacja i Węgry: kwestia Rusi Zakarpackiej
Cheda omówił nierozwiązaną kwestię Rusi Zakarpackiej — po rozbiorze Czechosłowacji w marcu 1939 roku teren ten zajęły Węgry, a po wojnie Stalin anektował go i włączył do sowieckiej Ukrainy. Ze względu na liczne mniejszości słowacką i węgierską na tym obszarze Bratysława i Budapeszt domagają się dla nich ochrony praw mniejszości na wzór standardów europejskich, nie kwestionując przy tym granic — z wyjątkiem, jak zaznaczył Cheda, premiera Węgier Viktora Orbána, który miał wspólnie z Jarosławem Kaczyńskim rozważać scenariusz, w którym w razie zwycięstwa Rosji armia węgierska objęłaby, analogicznie do Polski na Wołyniu i Podolu, zbrojny patronat nad Rusią Zakarpacką z ramienia NATO lub UE — scenariusz, który się nie zmaterializował.
Wskazał, że Węgrzy domagają się nadania mniejszości węgierskiej autonomii kulturalnej, w tym prawa do nauczania własnego języka i statusu urzędowego dla języka węgierskiego na Rusi Zakarpackiej, na co Ukraina odpowiedziała w 2017 roku restrykcyjną ustawą językową, ograniczającą prawa językowe i kulturalne wszystkich mniejszości, w tym polskiej — prowadzącą do zamykania węgierskich i słowackich szkół oraz ośrodków kultury na Zakarpaciu.
Cheda opisał też, jak w 2017 roku na Rusi Zakarpackiej pojawiła się zalegalizowana przez Ukrainę formacja nawiązująca do UPA — Korpus Ukraińskiej Powstańczej Armii, ochotnicze bataliony podlegające MSW, utworzone jeszcze w okresie agresji rosyjskiej z 2014 roku, działające za przyzwoleniem najpierw Petra Poroszenki, a potem Zełenskiego. Formacje te demonstrowały „ukraińskość” regionu, dopuszczając się aktów przemocy i strzelanin, a pod pozorem obrony integralności terytorialnej faktycznie przejmowały od zorganizowanej przestępczości intratne szlaki przemytnicze — papierosów (Cheda oszacował zyski z jednego przemyconego do Wielkiej Brytanii czy Niemiec tira na 500 tys. do 1,5 mln euro), nielegalnie wycinanego drewna eksportowanego do UE, a obecnie także przerzutu ludzi unikających poboru do ukraińskiej armii, przy współudziale skorumpowanych funkcjonariuszy służby celnej i granicznej.
Rumunia: oficjalnie wzorowo, w tle spór o Bukowinę
Cheda ocenił relacje ukraińsko-rumuńskie jako oficjalnie wzorowe — Rumunia zawarła w 2026 roku układ o strategicznym partnerstwie z Ukrainą, a Zełenski spotykał się z rumuńskim kierownictwem. Wskazał na praktyczne znaczenie tej współpracy: na granicy rumuńsko-ukraińskiej funkcjonuje drugi po Rzeszowie-Jasionce ważny hub logistyczny dla pomocy materialnej dla Ukrainy, a rumuńskie silosy zbożowe służą do przechowywania i eksportu ukraińskiego zboża na cały świat.
Zaznaczył jednak, że pod powierzchnią tych relacji tlą się silne rumuńskie resentymenty dotyczące Bukowiny Czerniowieckiej — terytorium, które Rumunia zdobyła na krótko niepodległej Ukrainie na początku lat 20. XX wieku, a następnie przekazała Polsce (granica polsko-rumuńska przebiegała wówczas przez ten obszar). Wskazał, że na Bukowinie mieszka liczna mniejszość rumuńska, o której prawa upomina się rumuńskie społeczeństwo, podczas gdy Ukraina, mimo formalnych zobowiązań do implementacji europejskiego prawa mniejszościowego, systematycznie te prawa ogranicza.
Rosnący nacjonalizm i konsolidacja władzy Zełenskiego
Cheda ocenił, że Zełenski celowo podsyca odgórnie budowany nacjonalizm ukraiński, czego dowodem są antypolskie wypowiedzi Kyryła Budanowa przy okazji kolejnej rocznicy rzezi wołyńskiej, a także decyzja Lwowskiej Rady Obwodowej o ogłoszeniu lat 2026-2027 czasem narodowej pamięci o Romanie Szuchewyczu.
Podsumował, że po wojnie Ukraina pozostanie skłócona z Polską, Słowacją, Węgrami i Czechami, a w mniejszym stopniu także z Rumunią. Ocenił, że Zełenski konsoliduje wokół siebie społeczeństwo poprzez nacjonalizm, licząc na wzrost notowań i utrzymanie władzy w powojennych wyborach prezydenckich, jednocześnie świadomie antagonizując region Europy Środkowej z zachodnią częścią UE i NATO — wykorzystując fakt, że Europa Zachodnia w dużej mierze nie zna historii konfliktów etnicznych i ludobójstwa na Wołyniu. Podsumował, że w tym sensie ukraiński prezydent jest, jego zdaniem, „zdolnym uczniem” Władimira Putina w strategii dzielenia i skłócania Europy.
Robert Cheda, major wywiadu w stanie spoczynku, wystąpił na kanale Jana Pińskiego (365 tys. subskrybentów). Odcinek opublikowano 9 lipca 2026.