Generał Roman Polko, były dowódca Jednostki Wojskowej GROM, był gościem Miłosza Plocha w podcaście „Granice Bezpieczeństwa” na kanale Fakt. Rozmowa dotyczyła jakości komunikacji państwa w sytuacjach zagrożenia, obrony cywilnej i lekcji płynących z Ukrainy, zaufania Polaków do służb i instytucji, wojny kognitywnej prowadzonej przez Rosję, napięć polsko-ukraińskich oraz szczytu NATO w Ankarze.
„Bądźmy w alercie” — puste hasło zamiast konkretów
Ploch otworzył rozmowę, przywołując wypowiedź ministra koordynatora służb specjalnych Tomasza Siemoniaka o konieczności bycia „w alercie” wobec poważnego zagrożenia, potwierdzonego również przez sojuszników. Zapytał Polko, jako osobę spoza polityki, co takie hasło konkretnie oznacza.
Polko odpowiedział ironicznie, że „uwielbia” takie stwierdzenia — przypominają mu komunikat Rządowego Centrum Bezpieczeństwa po ataku dronowym na Polskę: „zagrożenie z powietrza, zachowaj szczególną ostrożność, czekaj na dalsze komunikaty”, na podstawie którego później postawiono zarzuty dzieciakom ze Świdnicy, że nie przerwały gry w piłkę po usłyszeniu syren — mimo że, jak sami relacjonowali, zaczęli grać ostrożniej. Podkreślił, że jeśli minister przekazuje coś ludziom, powinien dawać konkretne komunikaty, czego oczekuje, a nie rzucać ogólnikowe hasła aktualne od 2022 roku. Przywołał własne doświadczenie z pierwszej misji w Jugosławii, gdzie podczas wymiany ognia otrzymywał od przełożonych powtarzane w kółko zalecenie „zachować szczególną ostrożność” — w końcu poprosił, by dali mu z tym spokój, bo lepiej ocenia sytuację na miejscu niż oni. Ocenił, że od rządzących oczekuje się jednoznacznych instrukcji, nie kolejnych spotkań i konferencji, które — jak to ujął, nawiązując do amerykańskiej instrukcji sabotażu z lat 60. — same w sobie sabotują budowanie bezpieczeństwa poprzez mnożenie ciał doradczych i debat zamiast działania.
Obrona cywilna: punkty schronienia, nie schrony
Polko ocenił, że zaniedbaną przez lata obronę cywilną trzeba budować od podstaw, opierając się na samorządności lokalnej, przy czym z Warszawy (Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji) powinny płynąć nie tylko pieniądze, ale konkretne wytyczne. Wskazał na wzorce skandynawskie i ukraińskie: nie tyle klasyczne schrony, co punkty schronienia budowane i utrzymywane przy wsparciu państwa przez lokalne społeczności — z agregatami, rotowanym paliwem, zapasami wody i żywności. Skrytykował uproszczone podejście ministra Kosiniaka-Kamysza, sprowadzające przygotowanie do zakupu gotowego plecaka ewakuacyjnego w markecie — co daje złudne poczucie bezpieczeństwa, bo inne zagrożenia dotyczą małego miasteczka, inne warszawskiej „patodeweloperki”, a jeszcze inne terenów przygranicznych.
Ploch dopytał, czy komunikacja powinna schodzić na poziom lokalny — burmistrzów, prezydentów miast. Polko potwierdził, wskazując, że Ukraina pokazała, iż gotowość do wojny musi obejmować całe społeczeństwo, nie tylko armię. Ocenił, że Polska przegrywa wojnę kognitywną — po ataku dronowym na Polskę 40 proc. komentarzy w mediach społecznościowych obwiniało Ukraińców, 19 proc. polski rząd i służby, a tylko 24 proc. wskazywało na Rosjan. Skrytykował też oficjalną instrukcję bezpieczeństwa zalecającą „włączanie radia i telewizora” — najmłodsze pokolenie korzysta głównie z internetu.
Ploch zwrócił uwagę na doświadczenie powodzi w Polsce, gdy na dotkniętych terenach zabrakło zasięgu internetu, pytając, czy stąd rekomendacja radia jako sygnału odpornego na odcięcie. Polko odpowiedział, że ukraińskie „punkty niezłomności” mają zapewniony prąd, ciepło, wodę i internet jednocześnie — MSWiA powinno odpowiedzieć na pytania, co robić przy braku prądu czy wody, jak się lokalnie organizować, a także kiedy resort przejmie odpowiedzialność za granicę, skoro wojsko nie jest od blokowania ruchu uchodźców, tylko od obrony przestrzeni powietrznej. Skrytykował absurdalność angażowania 10 tysięcy żołnierzy WOT do patrolowania torów kolejowych, gdy infrastrukturę tę w XXI wieku powinno się zabezpieczać elektronicznie — ocenił to jako działanie czysto pokazowe.
Lokalne centra bezpieczeństwa i strzelnice
Polko przywołał przykład likwidacji wojskowego centrum rekrutacyjnego w Tychach (mieście, w którym akurat przebywał), przenoszonego na obrzeża aglomeracji mimo już istniejących problemów z dotarciem do obywateli. Zaproponował, by w każdej gminie czy powiecie powstały miejsca edukacji lokalnych społeczności w zakresie bezpieczeństwa, wykorzystujące potencjał weteranów, byłych policjantów i strażaków — z ewentualną „wisienką na torcie” w postaci strzelnicy w każdym powiecie, pomysłu ministra Michała Dworczyka z poprzedniego rządu, który Polko ocenił jako bardzo dobry: nie tyle sama strzelnica, co miejsce spotkań i edukacji, budujące lokalną wspólnotę na wzór krajów skandynawskich (wydających instrukcje bezpieczeństwa po polsku już od lat 80. XX wieku) czy dawnego modelu wzajemnej pomocy sąsiedzkiej z czasów PRL.
Zaufanie do instytucji: straż pożarna wysoko, samorząd i wojewoda nisko
Ploch przywołał raport „Odporni” przygotowany przez firmę Ringier Axel Springer, według którego Polacy najbardziej ufają Straży Pożarnej, następnie wojsku i Żandarmerii Wojskowej, natomiast najgorzej oceniają przygotowanie wojewody, premiera i samorządu — instytucji teoretycznie najbliższych obywatelowi. Polko ocenił to jako efekt nadmiernej biurokratyzacji administracji, przywołując rozmowę ze śp. ministrem Maciejem Wąsikiem [w transkrypcie: „ministrem Stasiakiem” — najprawdopodobniej błąd rozpoznania mowy], któremu miał powiedzieć, że w Krajowej Szkole Administracji Publicznej nie uczy się, jak działać szybko i skutecznie, tylko jak długo procedować. Ocenił, że Straż Pożarna cieszy się sympatią, bo nie jest represyjna i silnie zakorzeniona lokalnie (Ochotnicze Straże Pożarne) — podobny model współpracy widzi w parafiach i proboszczach organizujących wspólnoty lokalne. Zaproponował budowę podobnych, nieformalnych struktur wokół bezpieczeństwa: miejsc spotkań, które budują zaufanie, utrudniają anonimową dywersję i „zabijają strach” poprzez aktywność — bo strach, jego zdaniem, bierze się z bezradności i bezczynności.
Strach jako broń Rosji
Ploch przywołał z tego samego raportu dane, że 59 proc. Polaków czuje się dziś mniej bezpiecznie niż rok temu, a najczęstszą odpowiedzią na pytanie, kiedy ostatnio myśleli o zagrożeniu, był „ostatni tydzień” — mimo to zaufanie do wojewody czy samorządu pozostaje niskie. Polko ocenił to jako porażkę w wojnie kognitywnej — celem Kremla jest zasianie strachu, by zwiększyć skłonność Europy do wymuszania na Ukrainie kapitulacji, poprzez powtarzane katastroficzne prognozy (np. o zajęciu Warszawy w dwa dni) formułowane przez „geopolityków żyjących z książek, które mają straszyć Polaków” — porównał to do paniki wywołanej słuchowiskiem „Wojna światów” w USA w latach 30. Zaapelował o karmienie ludzi informacją, nie strachem, przywołując własne doświadczenie z misji w Jugosławii w 1992 roku: ludzie zaangażowani w konkretne działanie nie mają czasu się bać, bo aktywność eliminuje panikę.
Rosyjskie prowokacje i ostrzeżenia Sikorskiego
Ploch przywołał wcześniejszą wypowiedź wicepremiera Radosława Sikorskiego dla CNN, ostrzegającą przed wojskowymi prowokacjami Rosji, pytając o konkretne formy zagrożenia. Polko wymienił: cyberataki, działania dywersyjne, werbowanie agentów wpływu, podpalenia, zakłócanie sygnałów GPS — Polska jest już dziś realnie atakowana hybrydowo, nie jest „całkowicie bezpieczna”. Ocenił, że nasilenie tych działań Rosja planuje w kontekście narastającego konfliktu społecznego między Polakami a Ukraińcami — pod fałszywą flagą łatwo o prowokacje pogłębiające ten podział, realizujące klasyczną zasadę „dziel i rządź”, odciągającą uwagę od realnych celów strategicznych Kremla. Podkreślił, że dziś realnym zagrożeniem nie jest „banderowska Ukraina”, tylko spadające bomby i rosyjskie działania dywersyjne prowadzone pod obcą flagą, by winą obarczyć Ukraińców.
Wypowiedzi Budanowa i „krew i złom” Morawieckiego
Ploch przytoczył wypowiedź szefa biura prezydenta Ukrainy Kyryła Budanowa, że „nie należy rozmawiać z nami za pomocą ultimatów” i że skoro Ukraina nie przyjęła ultimatum od silniejszej Rosji, nie przyjmie go też od Polski. Polko ocenił to jako przykład „pożytecznych idiotów” po obu stronach — zarówno w Polsce, jak i na Ukrainie — działających populistycznie dla własnych słupków sondażowych, wbrew bezpieczeństwu własnych państw. Przywołał opinię byłego dowódcy sił amerykańskich w Europie generała Bena Hodgesa, że najlepszą bronią Polski przeciw Rosji jest sama Ukraina, oraz krytycznie ocenił słowa premiera Mateusza Morawieckiego, który miał powiedzieć, że Ukraińcy dali „swoją krew”, a Polska tylko „złom” — porównując to do hipotetycznego szyderstwa z polskich żołnierzy walczących w 1939 roku bez realnej pomocy sojuszników. Skrytykował też pojawiające się w mediach społecznościowych głosy sugerujące, by Polska przyłączyła się do rosyjskiej „denazyfikacji” Ukrainy, oceniając to jako kopanie grobu samym sobie.
Polko zaznaczył, że prawda historyczna o zbrodniach UPA na Polakach pozostaje prawdą, podobnie jak zbrodnie hitlerowców na Francuzach, ale bieżące zagrożenia wymagają dziś priorytetu, a kwestie historyczne powinny być przedmiotem pracy wspólnych komisji historycznych, dążących do zamknięcia rozdziałów przeszłości, nie do pogłębiania podziałów.
„Najgorszy etap dopiero nadejdzie” — krytyka braku deeskalacji
Ploch zwrócił uwagę, że mimo apeli ekspertów o deeskalację, politycy realnie tego nie robią, przywołując świeżą wypowiedź Budanowa, że najtrudniejszy etap relacji polsko-ukraińskich dopiero nadejdzie. Polko odpowiedział analogią wojskową: można wygrać wszystkie bitwy, a przegrać wojnę — jedynym beneficjentem eskalacji konfliktu polsko-ukraińskiego jest kremlowska Rosja, a wspominany przez niego Miedwiediew wprost cieszy się z podsycania sporu. Ocenił, że eskalacja historyczna osłabi skłonność Polski do pomocy Ukrainie, co z kolei uczyni Ukrainę mniej bezpieczną, a w razie jej upadku zagrożenie przeniesie się na terytorium Polski — dlatego trzeba myśleć strategicznie, nie skupiać się na pojedynczych „pożytecznych idiotach” na stanowiskach. Zasugerował, że zarówno Zełenski, jak i jego otoczenie czują się zagrożeni nadchodzącymi wyborami i rosnącą popularnością potencjalnych rywali (przywołał wcześniejszą „dyscyplinującą rozmowę” z generałem Załużnym), co skłania ich do populistycznych wypowiedzi.
Szczyt NATO w Ankarze
Ploch zapytał o teatralne powitanie Trumpa na szczycie NATO w Ankarze, sugerujące przyjęcie na wzór monarszy. Polko wyjaśnił, że Trump jako lider najsilniejszego kraju Sojuszu musi być traktowany z pewną dyplomatyczną ostrożnością — porównał to do obchodzenia się z „rozkapryszonym dzieckiem” domagającym się uwagi (Pokojowa Nagroda Nobla, Grenlandia), chwaląc sekretarza generalnego NATO Marka Rutte za sprawne radzenie sobie z tą dynamiką. Podkreślił, że nie można dopuścić, by jeden lider, niezależnie jak długo pozostanie u władzy, zniszczył budowany dekadami sojusz.
Spór o Patrioty i krytyka Czaputowicza
Ploch przywołał wypowiedź byłego ministra spraw zagranicznych Jacka Czaputowicza w TVN24, że polskie stanowisko wobec przekazania rakiet Patriot Ukrainie jest sprzeczne z linią NATO, i że w momencie, gdy wszyscy się mobilizują, Polska zachowuje się, jakby wstydziła się swojego wsparcia — co jest szczególnie niekorzystne w kontekście szczytu w Ankarze. Polko zgodził się z tą oceną w stu procentach — przypomniał, że Polska była dotąd dumna z roli lidera wsparcia dla Ukrainy (jak podkreślał premier Morawiecki), a dziś tę rolę przejęły m.in. Niemcy, które więcej przekazały Rumunii i wcześniej same wysłały Ukrainie systemy Patriot. Podkreślił, że siłą Polski jest zdolność do współdziałania w NATO i UE oraz bliskie relacje z Ukrainą jako krajem frontowym, dostarczającym cennych doświadczeń bojowych i informacji wywiadowczych.
Ploch zauważył, że wstrzymano też przekazanie Ukrainie MiG-ów, a Polska podobno nie otrzymała w zamian oczekiwanych informacji o praktycznym działaniu dronów na polu walki. Polko ocenił, że tego typu ustalenia nie powinny być przedmiotem debaty publicznej i medialnej, tylko dyskrecjonalnych rozmów w „zaciszu gabinetów” — wyraził nadzieję na odbudowę zerwanej komunikacji. Podkreślił zasadę wzajemności w ramach kolektywnej obrony NATO: Polska przekazała Ukrainie rakiety Patriot za zgodą USA i na prośbę szefa NATO, ale też sama otrzymuje wsparcie — niemieckie baterie Patriot, holenderskie i brytyjskie obecności przy granicy — i nie powinna patrzeć „tylko na czubek własnego nosa”.
Ploch zapytał o zapowiedź ministra Kosiniaka-Kamysza dotyczącą serwisowania pocisków do Patriotów w Polsce. Polko ocenił to jako bardzo pozytywny sygnał, podkreślając wagę krajowego serwisu i produkcji sprzętu (wzorem Korei Południowej) obok zakupionego uzbrojenia amerykańskiego, wskazując na unijny program SAFE jako kluczowy dla budowy własnych, niezależnych zdolności technologicznych — analogicznie do przełomu, jakiego dokonała Ukraina w technologii dronowej.
Spór premiera i prezydenta Czech jako przestroga
Na zakończenie Ploch przywołał sytuację w Czechach, gdzie skłóceni premier Andrej Babiš i prezydent Petr Pavel polecieli na szczyt NATO w Ankarze dwiema oddzielnymi delegacjami z tego samego lotniska, nie mogąc dogadać się, kto ma reprezentować kraj. Polko ocenił to jako fatalny sygnał, świadczący o niedojrzałości elit — sparafrazował przy tym Józefa Piłsudskiego, mówiącego o politykach nadających się co najwyżej do „prowadzenia kur do szczania”. Zgodził się z sugestią Plocha, że taki rozdźwięk jest idealną pożywką dla rosyjskich trolli chcących pogłębić chaos, przypominając przy okazji, że Czechy i Słowacja, podobnie jak w wewnętrznych sporach, nie wywiązują się z artykułu 3. traktatu NATO — ich wydatki obronne sięgają ok. 2 proc. PKB, podczas gdy państwa bałtyckie i Polska osiągnęły już ok. 5 proc.
Gen. Roman Polko, były dowódca GROM, był gościem Miłosza Plocha w podcaście „Granice Bezpieczeństwa” na kanale Fakt (410 tys. subskrybentów). Odcinek opublikowano 10 lipca 2026.