Wielowieyska w Dzieje się: politycy licytują się, kto pomógł Ukrainie mniej, a Szacki mówi wprost — to żenujące

Nowe

Dominika Wielowieyska rozmawiała w podcaście „Dzieje się” (TOK FM, wyborcza.pl, Polityka Insight, Radio ZET) z Karoliną Lewicką i Wojciechem Szackim o sporze wokół przekazania Ukrainie pocisków do systemu Patriot, napięciach między rządem a Pałacem Prezydenckim, obawach przed rosyjskimi prowokacjami w rocznicę rzezi wołyńskiej oraz o tym, czy prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski świadomie lekceważy Polskę.

Spór o pociski Patriot i szczyt NATO w Ankarze

Wielowieyska otworzyła rozmowę od przypomnienia, że wybuchła awantura po tym, jak Polska – na prośbę Stanów Zjednoczonych i NATO – przekazała Ukrainie pięć pocisków do systemu Patriot. Sprawę ujawnił Krzysztof Bosak, jeden z liderów Konfederacji, po czym do krytyki przyłączył się PiS wraz z prezydentem Karolem Nawrockim i jego ministrami. Wicepremier i szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz ocenił zarzuty jako niesprawiedliwe, argumentując, że skoro sojusznicy w ramach wspólnych uzgodnień poprosili Polskę o taki gest, odmowa byłaby szkodliwa dla polskiej racji stanu.

Podsumowując wyniki szczytu NATO w Ankarze – opierając się częściowo na ocenach wicepremiera i szefa MSZ Radosława Sikorskiego – Wielowieyska wskazała, że szczyt pokazał jedność sojuszu: Donald Trump nie zapowiadał wyjścia USA z Paktu Północnoatlantyckiego, co uspokoiło uczestników, a dodatkowo zgodził się, by Ukraina mogła produkować własne rakiety do systemów Patriot, oceniając to jako korzystne również dla Europy. Zwróciła jednak uwagę, że Polska żyje w cieniu ostrzeżeń – nie tylko krajowych polityków, ale też zachodnich wywiadów i mediów – przed rosyjskimi prowokacjami, przypominając, że Rosja uchwaliła prawo dające jej formalną podstawę do interwencji w obronie „interesów mniejszości rosyjskiej” w innych krajach, co kieruje uwagę w stronę państw bałtyckich. Jako przykładowy scenariusz przywołała, za członkami rządu Donalda Tuska, możliwość podrzucenia na terytorium Polski dronów lub innej broni ukraińskiej produkcji, przechwyconej wcześniej i wysłanej przez Rosję, co wymaga dużej odporności na dezinformację.

Karolina Lewicka: awantura o Patrioty jako dowód zaniku polskiej racji stanu

Lewicka zauważyła na wstępie, żartobliwie, że w Ankarze to Donald Trump „szalał” akurat w sprawie Iranu, cytując jego słowa o zaprzestaniu rozmów „z tymi bydlakami”. Odnosząc się do potencjalnej rosyjskiej prowokacji, zapytała retorycznie, dlaczego to Polska, a nie kraje bałtyckie, miałaby stać się jej celem – odpowiedziała, że wynika to z silnej polaryzacji politycznej w Polsce oraz napięć na linii Warszawa–Kijów, co mogłoby zostać wykorzystane przez część polskich polityków (wskazała na Grzegorza Brauna i część Konfederacji) do forsowania narracji o „prowokacji rosyjsko-ukraińskiej” mającej wciągnąć Polskę w wojnę.

Przechodząc do sporu o Patrioty, przywołała słowa, jakie Józef Piłsudski miał skierować do socjalisty Kazimierza Dłuskiego, wysyłając go na konferencję wersalską pilnować Romana Dmowskiego: nakaz dbania o interes kraju nawet wbrew osobistym uprzedzeniom. Oceniła, że hasło to powinno zostać oprawione w ramki zarówno w kancelarii premiera, jak i prezydenta, ponieważ cała awantura o Patrioty dowodzi, że polska racja stanu przestała być priorytetem.

Lewicka skrytykowała dwie postaci: Marcina Przydacza, formalnie szefa Biura Polityki Międzynarodowej prezydenta, którego – jej zdaniem – bardziej pochłania walka polityczna niż sprawy zagraniczne; przypomniała, że to on natychmiast podbił i wzmocnił temat ujawniony przez Bosaka, mimo że – według jej informacji – polski rząd odstąpił nawet swoją kolejkę w amerykańskich fabrykach produkujących pociski, a rząd później zarzucił Przydaczowi kłamstwo. Drugą postacią był Mariusz Błaszczak, były szef MON z zarzutami prokuratorskimi za ujawnienie fragmentu planu obronnego „Warta” w 2023 roku – Lewicka oceniła jako obłudne jego oburzenie odtajnieniem materiałów przez obecny rząd, w kontekście konferencji Kosiniaka-Kamysza, na której porównano donacje na rzecz Ukrainy za rządów PiS i obecnej koalicji.

Skrytykowała też mechanizm działania Pałacu Prezydenckiego – najpierw insynuacje Przydacza, a gdy rząd ujawniał fakty, rzecznik Rafał Leśkiewicz określał je jako informacje niejawne, podczas gdy politycy PiS (Przemysław Czarnek, Mateusz Morawiecki) jednocześnie domagali się pełnej jawności. Zaniepokoiła ją również postawa samego rządu, w tym Adama Szłapki i Magdaleny Sobkowiak-Czarneckiej, którzy z satysfakcją podkreślali, że obecna pomoc dla Ukrainy jest mniejsza niż za PiS – oceniła to jako niebezpieczną licytację, kto pomaga mniej. Zauważyła też, że Nawrocki zyskuje politycznie na gestach antyukraińskich, więc podobną strategię chce realizować Przemysław Czarnek.

Wielowieyska uzupełniła, że według wicepremiera Kosiniaka-Kamysza (wypowiedź u Moniki Olejnik) informacje o donacjach za czasów PiS były w swoim czasie publikowane na stronie prezydenta Andrzeja Dudy, a Rosjanie i tak zdążyli zaobserwować sprzęt pojawiający się na froncie od lutego 2022 roku.

Wojciech Szacki: klasa polityczna nie zdała egzaminu

Szacki ocenił, że polska klasa polityczna nie zdała egzaminu w tej sprawie, gubiąc z oczu priorytety w pogoni za zasięgami i sondażowymi słupkami – najważniejszym interesem Polski jest, jego zdaniem, wspieranie Ukrainy, a licytacja polityków obu stron, kto pomógł mniej, była jego zdaniem żenująca. Przywołał konferencję prasową Mateusza Morawieckiego pod Sejmem, na której były premier przekonywał, że przekazywał Ukrainie głównie przestarzały sprzęt („żelastwo”, „wraki”) – Wielowieyska dodała złośliwie, że widziała, jak podczas tej konferencji Michał Dworczyk spuszczał głowę ze wstydu.

Szacki zauważył, że wyliczenia obecnej minister Sobkowiak-Czarneckiej, pokazujące spadek pomocy w porównaniu z czasami PiS, również nie są powodem do dumy, ponieważ w interesie polskiej racji stanu leży silna, zdolna do dalszej walki Ukraina. Wyraził niepokój, że politycy wyczuwają rosnące nastroje antyukraińskie w społeczeństwie, co budzi jego obawy przed zbliżającą się kampanią wyborczą w 2027 roku.

Jako promyki nadziei ze szczytu w Ankarze wskazał godzinną rozmowę prezydentów Zełenskiego i Nawrockiego, po której pojawiły się – jak na te okoliczności – niezłe komunikaty o wspólnym zagrożeniu ze strony Rosji, mimo utrzymujących się trudnych kwestii historycznych, a także spokojną postawę Donalda Tuska, który – według jego rozmówców – nie wziął udziału w licytacji, kto pomógł mniej, i zachowuje właściwą hierarchię priorytetów.

Kulisy sporu Pałac–rząd o wiedzę prezydenta

Wielowieyska wyjaśniła mechanizm sporu: Nawrocki faktycznie wiedział o decyzji dotyczącej Patriotów, ponieważ prowadzone były rozmowy z szefem NATO, ale dopóki informacja pozostawała niejawna, otoczenie prezydenta się tym nie przejmowało. Gdy Bosak ją ujawnił, Pałac Prezydencki, obawiając się politycznych konsekwencji, skoncentrował całą energię na dowodzeniu, że prezydent nie brał udziału w podejmowaniu tej decyzji.

Lewicka doprecyzowała, że Pałac konsekwentnie utrzymywał również, iż prezydent nie miał samej informacji, nie tylko że nie decydował. Wielowieyska zauważyła jednak, że na pewnym etapie przedstawiciele Pałacu przestali twierdzić, że nie mieli informacji – przywołała wpis szefa BBN Bartosza Grodeckiego, z którego, mimo zapewnień o braku odpowiedzialności BBN, wynikało, że informacja jednak do nich dotarła. Lewicka zacytowała słowa Kosiniaka-Kamysza, że o każdej donacji informowany jest prezydent, obecnie Nawrocki, wcześniej Duda – dodając, że sama nie zna trybu, w jakim miałoby się to odbywać.

Wielowieyska podsumowała, że Przydacz „wpakował się w kłopoty” – najpierw dołączył do krytyki Bosaka, a później, pytany, jak to możliwe, by szef Biura Polityki Międzynarodowej prezydenta nie wiedział o rozmowach Nawrockiego z szefem NATO, uparcie twierdził, że nic o tym nie wiedział – co, jej zdaniem, oznacza albo że nic nie znaczy w kancelarii, albo że wprowadza opinię publiczną w błąd.

Szacki przypomniał też kuriozalną wymianę wpisów na X między prezydentem a szefem MON, do której doszło podczas samego szczytu w Ankarze, mimo że obaj panowie znajdowali się w tym samym miejscu – Kosiniak-Kamysz zarzucił otoczeniu prezydenta kłamstwo, informując o spotkaniach z udziałem przedstawicieli prezydenta, na których omawiano te kwestie, na co Nawrocki odpisał, że uczestnictwo w spotkaniach nie oznacza podejmowania ustaleń. Wielowieyska zauważyła, że prezydent nie zaprzeczył jednak, iż informację usłyszał.

Dla kontrastu Wielowieyska przytoczyła nieoficjalną relację jednego z członków rządu, według którego na samym szczycie NATO strona rządowa i prezydencka grały „do jednej bramki”, a rzekome napięcia między europejskimi przywódcami a Donaldem Trumpem są w dużej mierze teatrem politycznym – w rzeczywistości wszyscy zabiegali o rozmowę z amerykańskim prezydentem, a np. Niemcy i USA ściśle współpracują w sektorze zbrojeniowym niezależnie od głośnych deklaracji. Szacki dodał, że do łask Trumpa wróciła też Giorgia Meloni, na co Lewicka zażartowała, że podczas powitania robiła przy tym „miny naprawdę przedniej jakości”.

Lewicka wróciła jeszcze do wypowiedzi Grodeckiego, który twierdził, że decyzje o przekazywaniu sprzętu podejmowane są w trybie niejawnym, bez udziału prezydenta czy BBN, zestawiając to z wypowiedzią Cezarego Tomczyka, według którego już 17 lutego i 24 marca, na Komitecie Bezpieczeństwa, w obecności przedstawicieli BBN, przekazano informacje o donacjach, a 9 kwietnia szef Służby Kontrwywiadu Wojskowego w szesnastostronicowym piśmie poinformował o wszystkich szczegółach szefa Kancelarii Prezydenta Zbigniewa Boguckiego. Wielowieyska skwitowała to ironicznie jako „zabawę w piaskownicy” – rząd poinformował o fakcie dokonanym, co nie jest tym samym co konsultacje, ale spór uznała za jałowy.

Lewicka przywołała jeszcze inny „front” tej samej „piaskownicy” – PiS zaczął przypominać wypowiedzi europosła Mirosława Mencena z jesieni 2022 roku, wzywającego wówczas do przekazywania Ukrainie jeszcze większej ilości sprzętu. Zauważyła, że Mencen, zaskoczony obecną atmosferą niechęci wobec pomocy Ukrainie, tłumaczył się, że jako niebędący wówczas posłem nie miał dostępu do tajnych raportów o stanie polskiej armii i poznał je dopiero po wyborach 2023 roku, zapewniając, że gdyby wiedział wcześniej, nigdy by takich słów nie użył. Szacki skwitował to ironiczną puentą, że w tej sprawie jedynym wiarygodnym politykiem pozostaje Grzegorz Braun.

Obawy przed rosyjską prowokacją w rocznicę Rzezi Wołyńskiej

Wielowieyska przeszła do tematu zbliżającej się rocznicy rzezi wołyńskiej, w której obchodach – zaplanowanych na dzień po nagraniu – miał wziąć udział prezydent Karol Nawrocki. Poinformowała o silnej mobilizacji służb i obawach przed rosyjskimi prowokacjami mającymi podgrzać atmosferę wydarzenia. Zwróciła uwagę na komunikat ambasady Federacji Rosyjskiej – na który jej uwagę zwrócił jeden z członków rządu – w którym Rosja ogłosiła, że sama będzie „uroczyście obchodzić” rocznicę rzezi wołyńskiej, argumentując to tym, że wśród ofiar byli także obywatele Związku Sowieckiego, gdyż od 1 listopada 1939 roku mieszkańcy zajętych przez ZSRR terenów – zarówno Polacy, Żydzi, jak i Ukraińcy – formalnie stali się obywatelami sowieckimi. Wielowieyska oceniła to jako groteskowe, biorąc pod uwagę, że później nastąpiła okupacja niemiecka. Poinformowała też o fałszywkach dotyczących rzezi wołyńskiej rozsyłanych w sieci, przygotowanych – jak przestrzegała – przez rosyjskie służby w celu podkręcenia atmosfery, porównując sytuację do powojennego hasła propagandowego „bądź czujny, wróg jest aktywny”. Lewicka skomentowała to gorzko ironicznym pytaniem, czy Rosja zajmie się też upamiętnieniem ofiar Wielkiego Głodu.

Szacki, pytany o przewidywania, wskazał na zapowiedziany udział Grzegorza Brauna w obchodach, a Lewicka dodała, że w niedzielę odbędzie się też Marsz Wołyński w Warszawie, co Szacki sprostował jako „Marsz Korony”. Wyraził nadzieję, choć bez pewności, że tym razem nie dojdzie do przemocy, przypominając, że Braun wielokrotnie pokazywał, iż nie stroni od niej jako formy działalności publicznej. Wielowieyska dodała, że lipiec obfituje w rocznice trudnych wydarzeń, przypominając zbliżającą się rocznicę Jedwabnego, na której obchodach również zapowiedział się Braun – przypomniała, że w przeszłości dochodziło tam do skandalicznych ekscesów zorganizowanych właśnie przez niego.

Szacki podkreślił, że Rzeź Wołyńska wymaga godnego upamiętnienia, a trwająca ekshumacja ofiar daje nadzieję na formę słownego zadośćuczynienia ze strony ukraińskiej przed ewentualną akcesją Ukrainy do UE. Ocenił jednak, że komunikat rosyjskiej ambasady jasno pokazuje, iż to Rosji i jej sojusznikom w Polsce zależy na tym, by rocznica dzieliła i jątrzyła, zamiast zamykać rany – wyraził nadzieję na spokojne obchody, obawiając się jednak kolejnych awantur. Wielowieyska zaapelowała o zdecydowaną, ale profesjonalną reakcję policji w razie ewentualnych incydentów.

Historia sporu o UPA i krytyka ukraińskiej historiografii

Lewicka przypomniała, że problem nie jest nowy – 9 kwietnia 2015 roku, podczas wizyty prezydenta Bronisława Komorowskiego w Kijowie, ukraiński parlament uchwalił ustawę uznającą członków UPA za bojowników o niepodległość Ukrainy (projekt wniósł Jurij Szuchewycz, syn dowódcy UPA Romana Szuchewycza) – określiła to jako polityczny policzek wymierzony ówczesnemu polskiemu prezydentowi. Przywołała ocenę ówczesnego szefa IPN Łukasza Kamińskiego, że Polska już wtedy liczyła się z taką formą uznania dla UPA ze strony Kijowa. Dodała, że trzy lata temu, przy 80. rocznicy Rzezi Wołyńskiej, gdy rzecznik MSZ Łukasz Jasina zasugerował, że prezydent Zełenski powinien wziąć większą odpowiedzialność za tę kwestię, ambasador Ukrainy w Polsce odpowiedział, że wszelkie próby narzucania Ukrainie stanowiska w sprawie wspólnej przeszłości są niedopuszczalne i godne ubolewania – co pokazuje, że temat ma długą historię.

Lewicka poleciła wpis pisarza Szczepana Twardocha, który – pytany o swój stosunek do obecnej awantury – ocenił, że za bezradność polskiej polityki historycznej odpowiadają pośrednio Niemcy: zmuszone przez Amerykanów i Rosjan do bezwarunkowego uznania win z okresu II wojny światowej, podobnie jak bezwarunkowo skapitulowały w 1945 roku, a od lat 60. i wczesnych 70. same rozliczały się z okresu 1935–1945. Dzięki temu polska polityka historyczna wobec okupacji niemieckiej rozwijała się w komfortowych warunkach, ponieważ żadna polska ofiara III Rzeszy nie była kwestionowana. Obecnie Polska ma natomiast do czynienia z partnerem asertywnym, który nie przeprasza za Wołyń w podobny sposób.

Lewicka wskazała na dodatkowy, poważny problem – przywołując uwagę historyka i publicysty Andrzeja Brzezieckiego – że mimo iż Polska ma swoje ciemne karty (Jedwabne, szmalcownictwo, pogrom kielecki), polscy historycy wykonali w tych sprawach rzetelną pracę naukową, podczas gdy ukraińska historiografia nie osiągnęła jeszcze podobnego poziomu w kwestii Rzezi Wołyńskiej. Jako dowód przywołała rozmowę, jaką prof. Grzegorz Motyka przeprowadził w 2023 roku z byłym szefem ukraińskiego IPN Wołodymyrem Wiatrowiczem – oceniła wypowiedzi Wiatrowicza jako skandaliczne i pozbawione oparcia w faktach: twierdzenie o „symetrii” zbrodni po obu stronach, zaprzeczanie, jakoby decyzję o czystce podjęto na najwyższym szczeblu OUN-UPA (co – jak zaznaczyła – zostało krok po kroku obalone przez Motykę), oraz przedstawianie polskich akcji odwetowych jako rzekomo „prewencyjnych”, a nie odwetowych.

Jako trzeci problem Lewicka wskazała, że część polskich sił politycznych zaczęła nieświadomie „współbrzmieć z Kremlem” – przywołała wypowiedź rzeczniczki rosyjskiego MSZ Marii Zacharowej, która stwierdziła, że wielokrotnie ostrzegała Polskę przed „ukraińskimi nazistami”, a Polska nie słuchała i teraz ponosi tego konsekwencje. Skomentowała to gorzko ironicznie, sugerując, że PiS być może żałuje dziś, że nie potraktował ostrzeżeń Zacharowej poważnie w 2021 czy 2022 roku, i pytając retorycznie, czy może warto się teraz do niej zwrócić o radę.

Czy Zełenski celowo lekceważy Polskę

Kończąc rozmowę w części otwartej, Wielowieyska podzieliła się nieoficjalną relacją z kręgów rządowych: Zełenski ma świadomie lekceważyć Polskę, nie chcąc być traktowany jako „młodszy brat” prowadzony za rękę – to, że Polska nie uczestniczyła w ważnych rozmowach, takich jak te w Londynie, miało wynikać z tego, że sama Ukraina tego nie chciała. W rządzie panuje przekonanie, choć Wielowieyska zastrzegła, że nie jest pewna, czy w pełni uzasadnione, że Zełenski nie zależy obecnie na dobrych relacjach z Polską i niespecjalnie martwi go wzrost nastrojów antyukraińskich w polskim społeczeństwie – miałby wręcz zakładać, że pogarszająca się atmosfera skłoni ukraińskich obywateli do powrotu do kraju. Wielowieyska zauważyła ryzykowność tej tezy, pytając retorycznie, czy chodziłoby o powrót do kraju „upadłego powojennego”, ale oceniła, że Zełenski wydaje się dziś nieskłonny do ustępstw w jakiejkolwiek sprawie, co mogłoby świadczyć o świadomej strategii politycznej.

Zapowiadając drugą część odcinka dostępną w aplikacji TOK FM, dotyczącą kulis decyzji w ochronie zdrowia po aferze w szpitalu południowym oraz dalszych losów Rafała Trzaskowskiego, Wielowieyska zakończyła część otwartą podcastu.


Materiał podcastu „Dzieje się” (Radio TOK FM, wyborcza.pl, Polityka Insight, Radio ZET) na YouTube. Premiera 10 lipca 2026.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *