Pilis o odkryciach na Wołyniu: „Zabijali ich młotami do uboju zwierząt”

Mariusz Pilis, dyrektor programowy wPolsce24, był gościem Tadeusza Płużańskiego bezpośrednio po powrocie z Wołynia, gdzie relacjonował trwające prace ekshumacyjne prowadzone przez Instytut Pamięci Narodowej w Ostrówkach i Woli Ostrowieckiej.

Wrażenia z miejsca zbrodni

Pilis przyznał, że jechał na Wołyń już po wcześniejszej wizycie w Hucie Pieniackiej, spodziewając się podobnych przeżyć. Podkreślił jednak, że to, czego doświadczył tym razem, „absolutnie przerasta” tamto doświadczenie – oglądanie zidentyfikowanego dołu, otwartego grobu i pierwszych etapów ekshumacji zrobiło na nim ogromne wrażenie. Przyznał, że nigdy wcześniej nie znalazł się w sytuacji oglądania czaszek i szczątków ludzkich, znajdujących się w zupełnym nieładzie.

Opisał teren, na którym prowadzone są prace – w Ostrówkach mowa jest o dawnym gospodarstwie Aleksandra Strażyca, choć obecnie nie ma tam żadnych zabudowań, tylko wysokie chaszcze, pokrzywy i słoneczniki. W Woli Ostrowieckiej, gdzie znajduje się pierwszy odkryty dół objęty aktualnymi pracami, teren jest w zasadzie zalesiony – gęsty zagajnik z pojedynczymi starymi drzewami owocowymi, otoczony nieużytkami.

Rola jednego ocalałego świadka

Pilis podkreślił, że odnalezienie i zidentyfikowanie miejsca pochówku było możliwe dzięki jednej osobie – jedynemu ocalałemu z masakry przeprowadzonej pod koniec sierpnia 1943 roku przez UPA i okolicznych mieszkańców, sąsiadów mordowanych Polaków. Bez świadectwa tego człowieka, jak zaznaczył, poszukiwania najprawdopodobniej zakończyłyby się fiaskiem – nie byłoby nikogo, kto mógłby wskazać lokalizację zbrodni.

Opisał mechanizm mordu – w pobliżu dołu stała stodoła, do której spędzano mężczyzn, każąc im się rozebrać pod pretekstem rzekomych badań lekarskich przed wcieleniem do jednostki UPA. Rozebranych ofiary wyprowadzano tylnymi wrotami stodoły i tam zabijano – drągami, siekierami oraz specjalnymi młotami, o których Pilis dowiedział się od dr. Leona Popka. Jak wyjaśnił, były to narzędzia przypominające kształtem młot, ale zakończone ostrą, piramidalną końcówką – dr Popek określił je jako młoty przeznaczone przedwojennie do uboju zwierząt. Pilis poszukał w internecie archiwalnych zdjęć podobnych narzędzi, by móc zobrazować widzom ich wygląd.

Metody porównywalne z nazistowskimi

Płużański, komentując relację gościa, zwrócił uwagę na podobieństwo opisanej metody – zwabienia ofiar pod pretekstem rekrutacji – do praktyk niemieckich nazistów, przywołując analogię z fałszywymi zaproszeniami „pod prysznic” w Auschwitz. Zaznaczył, że ukraińscy nacjonaliści, sami służący w jednostkach niemieckich, przejmowali te same wzorce w mordach na Polakach. Podkreślił, że najbardziej tragicznym elementem jest stosowanie tych samych narzędzi wobec dzieci, wskazując na obecność w dole mniejszych czaszek.

Pilis potwierdził, że wśród szczątków dostrzegł mniejsze czaszki, które mogą należeć zarówno do kobiet, jak i dzieci – zastrzegł jednak, że dopóki nie zbada ich dokładnie medyk z Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu, nie da się tego jednoznacznie stwierdzić. Ta identyfikacja będzie prawdopodobnie przedmiotem dalszych badań w najbliższym tygodniu.

Stan prac ekshumacyjnych

Płużański przywołał aktualną liczbę wydobytych szczątków. Pilis doprecyzował, że do soboty wieczorem odnaleziono szczątki 32 osób – zastrzegł jednak, że ze względu na całkowity bezład, w jakim leżą kości, trudno mówić o dokładnej liczbie ofiar w bardziej precyzyjny sposób. Podkreślił, że sposób złożenia ciał w dole zdecydowanie różni się od metod stosowanych przez Niemców czy Sowietów, gdzie istniała pewna „technologia” układania zwłok pozwalająca zmieścić ich jak najwięcej – tutaj ciała po prostu wrzucano bezładnie, co archeolodzy na miejscu interpretują jako dowód pośpiechu sprawców. To właśnie ten pośpiech, jak zaznaczył Pilis, umożliwił ucieczkę jednemu z planowanych do zamordowania i zachowanie świadectwa o istnieniu tego miejsca.

Reakcja Zełenskiego i kontrowersyjny wpis

Płużański przywołał oświadczenie prezydenta Wołodymyra Zełenskiego opublikowane na platformie X, w którym zadeklarował pełną współpracę z Polską, w tym otwarcie archiwów oraz pomoc w prowadzeniu poszukiwań i ekshumacji, a także zbliżenie obu narodów. Zestawił to jednak z przywołanym w programie wpisem młodego Ukraińca mieszkającego w Polsce, sugerującym potrzebę powtórzenia zbrodni wołyńskiej wobec braku, jego zdaniem, wyciągniętych z historii wniosków.

Zapytany, czy tego typu poglądy są powszechne na Ukrainie, Pilis odpowiedział, że osobiście nie spotkał się z takimi reakcjami bezpośrednio na miejscu. Zaznaczył, że w Galicji Wschodniej (obecne obwody lwowski i tarnopolski) wyczuwał pewien chłód i dystans, natomiast na Wołyniu odczuł raczej milczącą świadomość i zrozumienie sytuacji. Opisał rozmowy z nielicznymi napotkanymi mieszkańcami odizolowanego terenu – po pokazaniu im zdjęć z prac ekshumacyjnych, reagowali milczeniem połączonym z wyrażeniem nadziei, że sytuacja ta w końcu obróci się w dobro, że będzie można o tym otwarcie mówić i godnie pochować ofiary wciąż pozbawione grobów.

Skala wciąż nieodnalezionych ofiar

Pilis przypomniał, że w samych Ostrówkach i Woli Ostrowieckiej łączna liczba ofiar mordu przekracza tysiąc osób, z czego wciąż brakuje szczątków około 350–360 osób – dane te opiera na wieloletnich badaniach dr. Leona Popka, zajmującego się tą sprawą od lat i osobiście zaangażowanego w nią również z powodów rodzinnych – jego bliscy zginęli z rąk ukraińskich nacjonalistów. Według przekazów, którymi dysponuje dr Popek, w okolicy powinno znajdować się jeszcze około 35 podobnych miejsc kryjących masowe groby – zostały one opisane, ale nie zostały jeszcze wskazane fizycznie, co pozostaje zadaniem do wykonania.

Płużański zwrócił uwagę, że ekshumacje w Woli Ostrowieckiej i Ostrówkach formalnie rozpoczęto już w 1992 roku, wyrażając nadzieję, że dalsze prace nie potrwają kolejnych dekad.

Konkretny postulat wobec deklaracji Zełenskiego

Odnosząc się ponownie do oświadczenia prezydenta Ukrainy sprzed dwóch dni, Pilis ocenił, że najbardziej wartościowym elementem tej deklaracji jest zapowiedź przyspieszenia procedur związanych z identyfikacją miejsc pochówku, ekshumacjami i godnym pochówkiem ofiar. Podkreślił, że to konkret, którego realizacja zależy w pewnym stopniu od strony polskiej – możliwe jest składanie kolejnych wniosków i sprawdzanie, jak są traktowane przez stronę ukraińską. Przypomniał, że dotychczas, na przestrzeni trzydziestu lat, zgodę wydano jedynie na cztery prace ekshumacyjne – tempo to Płużański określił jako przerażające i tragiczne, wyrażając nadzieję, że słowa Zełenskiego zostaną w końcu wprowadzone w życie.


Rozmowę przeprowadził Tadeusz Płużański. Materiał „»Zabijali ich młotami do uboju zwierząt«. Potworne odkrycie polskich badaczy na Wołyniu. M.Pilis.” dostępny na kanale wPolsce24 na YouTube, liczącym 543 tys. subskrybentów. Opublikowany 20 lipca 2026.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *