Polskie elity żyją w fantazji o amerykańskich gwarancjach bezpieczeństwa — Świdziński w „Racji Stanu”

Albert Świdziński ze Strategy & Future, autor książki „Nasza bomba”, był gościem Wojciecha Mulika w programie „Racja Stanu”. Rozmowa dotyczyła nuklearnego rozdania między Stanami Zjednoczonymi, Rosją i Europą, wiarygodności amerykańskich gwarancji bezpieczeństwa, ewentualnej polskiej ścieżki do broni jądrowej oraz szerszego kontekstu negocjacji amerykańsko-rosyjskich prowadzonych przez wysłanników Steve’a Witkoffa i Jareda Kushnera.

Broń jądrowa jako stały temat rozmów USA–Rosja

Mulik zapytał, czy w trakcie rozmów między Amerykanami a Rosjanami pojawia się wątek odstraszania nuklearnego i ewentualnych żądań ze strony Rosji. Świdziński ocenił, że temat broni jądrowej jest integralną częścią tych rozmów, zwracając uwagę, że obecnie nie obowiązuje już żadne porozumienie kontrolujące zbrojenia ani pozwalające na wzajemną weryfikację arsenałów nuklearnych między Rosją a Stanami Zjednoczonymi. Wskazał na wyraźną tendencję do odbudowy pewnej dozy zaufania i stabilności strategicznej między obiema stronami, choć Amerykanie chcieliby włączyć w te rozmowy również Chiny, co Pekin uznaje za sprzeczne z własnymi interesami. Podkreślił, że mowa jest też o sposobie, w jaki Amerykanie realizują zobowiązania sojusznicze wobec Europy poprzez rozszerzone odstraszanie nuklearne, czyli obietnicę użycia broni jądrowej w obronie sojuszników. Zaznaczył jednak, że między Stanami Zjednoczonymi a Rosją istnieje ogromna dysproporcja na korzyść Rosji w zakresie niestrategicznych zdolności nuklearnych — szacowana na co najmniej siedmio-, a prawdopodobnie nawet dziesięciokrotną przewagę Rosji, wynikającą z regularnego korzystania przez Moskwę z gróźb użycia broni jądrowej, praktykowanego już od aneksji Krymu w 2014 roku, a nie tylko od pełnoskalowej inwazji w 2022 roku.

Mulik zapytał, jaka mogłaby być odpowiedź Zachodu, gdyby Rosja wprost zażądała od europejskich krajów i Amerykanów oddalenia sił nuklearnych od swoich granic. Świdziński ocenił, że obecnie Rosjanom bardziej zależy na utrzymaniu dotychczasowego status quo — czyli funkcjonowania amerykańskiej broni jądrowej w Europie w ramach programu NATO Nuclear Sharing — niż na jego zmianie, a Amerykanie również nie wykazują zainteresowania modyfikacją tego układu. Przywołał wypowiedzi przedstawicieli administracji amerykańskiej, w tym Elbridge’a Colby’ego, którego określił jako jedną z niewielu osób w obecnej administracji będących realnymi ekspertami, a nie wyłącznie politykami z otoczenia Donalda Trumpa. Świdziński ocenił, że sugestie Amerykanów o zachowaniu parasola nuklearnego przy jednoczesnym wycofywaniu obecności konwencjonalnej z Europy są wewnętrznie sprzeczne — bez fizycznej obecności wojsk na miejscu obietnica użycia broni jądrowej w obronie sojuszników staje się jeszcze mniej wiarygodna niż zazwyczaj.

Paradoks broni jądrowej: potrzebują jej słabi, mogą mieć ją silni

Mulik przywołał paradoks opisany w książce Świdzińskiego: broń jądrowa jest najbardziej potrzebna państwom słabym, ale w praktyce mogą ją posiadać jedynie państwa silne, i zapytał, gdzie w tym układzie znajduje się Polska. Świdziński umieścił Polskę pomiędzy tymi dwiema skrajnościami, zauważając, że w polskiej debacie publicznej temat broni jądrowej praktycznie nie istniał — pojawiały się jedynie pozorowane dyskusje eksperckie dotyczące np. konkretnych typów uzbrojenia zdolnego przenosić głowice, porównał to do dyskusji o tym, z czego zrobione są koszulki piłkarzy zamiast o taktyce meczowej. Wyjaśnił, posługując się metaforą, że państwa silne fizycznie nie potrzebują broni palnej tak bardzo jak państwa słabe, a Polska znajduje się w sytuacji, w której najbardziej prawdopodobny przeciwnik — Rosja — jest od niej silniejszy konwencjonalnie, historycznie usposobiony ofensywnie, a płaski teren między granicą wschodnią a Warszawą (niecałe 200 kilometrów) nie łagodzi tego zagrożenia geograficznie, w przeciwieństwie np. do cieśniny tajwańskiej. Ocenił, że jeśli wiarygodność NATO jako organizacji obronnej będzie dalej słabnąć, broń jądrowa może stać się dla Polski oczywistą odpowiedzią na brak alternatywnych gwarancji bezpieczeństwa.

Czy pojedyncza głowica daje bezpieczeństwo

Mulik zapytał, czy posiadanie głowicy niezdolnej przetrwać pierwsze uderzenie byłoby realnym odstraszaniem, czy jedynie kosztownym symbolem. Świdziński przyznał, że nie ma na to jednoznacznej odpowiedzi — pojedyncza, podatna na zniszczenie głowica może wręcz zwiększać zagrożenie, kusząc przeciwnika do natychmiastowej neutralizacji programu, zanim zostanie on rozwinięty. Wskazał jednak na funkcjonujące w amerykańskiej myśli strategicznej przekonanie o tzw. egzystencjalnym odstraszaniu, według którego sam fakt wejścia w posiadanie broni jądrowej zmienia status międzynarodowy państwa. Przywołał przykład Korei Północnej z 2006 roku, gdy kraj ten, mimo nieudanego testu nuklearnego i nieudanej próby rakiety balistycznej, nie został zaatakowany przez Stany Zjednoczone — nawet za administracji George’a W. Busha, uznawanej za jedną z bardziej jastrzębich, z Johnem Boltonem jako doradcą. Zaznaczył, że mimo tego teoretycznego „egzystencjalnego odstraszania” historia pokazuje, iż państwa dążące do pełnej wiarygodności odstraszania rozbudowują swoje arsenały, dążąc do zdolności rażenia kluczowych centrów populacyjnych przeciwnika, a nie zadowalają się minimalnym, rudymentarnym arsenałem.

Trzy strategie zdobywania broni jądrowej

Świdziński przedstawił trzy zidentyfikowane w literaturze strategie proliferacji: „sprint” (jawne, szybkie dążenie do broni jądrowej bez prób ukrywania programu, zastosowane przez ZSRR, USA i w pewnym momencie Francję — możliwe głównie przed powstaniem restrykcji prawa międzynarodowego i dla państw niezagrożonych bezpośrednio, jak Francja osłonięta przez Niemcy Zachodnie), próbę „ukrycia” programu (Korea Południowa i Tajwan próbowały tego w latach 60. i 70., ale zostały zmuszone przez USA do rezygnacji groźbą porzucenia; Syria i Irak zostały zaatakowane odpowiednio przez Izrael w 2007 i 1981 roku; jedynym w pełni udanym przypadkiem ukrycia programu do końca była Republika Południowej Afryki, która pod koniec lat 70. i 80. zbudowała 6,5 ładunku nuklearnego) oraz „rozwój pod kryszą” nieformalnego patrona bezpieczeństwa — strategię zastosowaną ze stuprocentową skutecznością przez Izrael i Pakistan (patronem były USA) oraz Koreę Północną (patronem Chiny). Świdziński zaznaczył, że w przypadku Polski, pozostającej w formalnym sojuszu z USA, taka droga byłaby wyjątkowo trudna, ponieważ polska broń jądrowa zamykałaby Rosji drogę ekspansji na zachód, co czyniłoby ją wyjątkowo niekorzystną z perspektywy Moskwy.

Zależność mentalna polskich elit od Amerykanów

Świdziński ocenił, że decyzja o nuklearyzacji jest decyzją podejmowaną samodzielnie, bez pytania kogokolwiek o zgodę, a sam fakt, że w Polsce dyskutowano, „czy Amerykanie na to pozwolą”, świadczy o braku mentalnej gotowości do takiej debaty. Przywołał sytuację, gdy krótko po premierze jego książki zarówno prezydent Karol Nawrocki, jak i premier Donald Tusk odnieśli się publicznie do tematu broni jądrowej, co wywołało międzynarodowy rezonans, prowadzący do ponownego zapytania o tę kwestię Elbridge’a Colby’ego, który jasno zanegował poparcie Amerykanów dla takiego scenariusza.

Mulik zwrócił uwagę na przykład Ukrainy, która była bezpieczna, dopóki dysponowała potencjałem nuklearnym, a po Memorandum Budapesztańskim i rozbrojeniu otrzymała gwarancje, które okazały się bezwartościowe. Świdziński zaznaczył, że Ukraina nigdy nie miała pełnej operacyjnej kontroli nad tą bronią, jednak podkreślił szerszą prawidłowość: przywódcy, którzy zrezygnowali z ambicji nuklearnych (Muammar Kaddafi, Baszszar al-Asad, Saddam Husajn) w większości nie przeżyli, podczas gdy ci, którym udało się zdobyć broń jądrową, jak Kim Dzong Un, kontynuują swoje rządy — co czyni broń jądrową, jego zdaniem, najlepszym ubezpieczeniem od egzystencjalnego zagrożenia i rozbiorów.

Odnosząc się do historii Niemiec Zachodnich z lat 50. i 60., które podobnie rozważały własną broń jądrową obawiając się porzucenia przez Amerykanów, Świdziński przywołał szczególnie dosadny epizod tego sporu: mimo że to Sowieci dopuścili się wobec Niemców wschodnich fali gwałtów pod koniec II wojny światowej, Amerykanie — ustami sekretarza stanu, którego zidentyfikował jako Walta Rostowa — otwarcie grozili Niemcom Zachodnim, że w razie prób zdobycia własnej broni jądrowej zostaną pozostawieni samym sobie wobec tych samych Sowietów.

Strategia hedgingu jako droga dla Polski

Odpowiadając na pytanie, co Polska mogłaby zrobić, mając formalny sojusz z USA uniemożliwiający otwartą nuklearyzację, Świdziński przedstawił koncepcję „hedgingu ubezpieczeniowego” — strategii polegającej na sygnalizowaniu Amerykanom niezadowolenia z obecnego poziomu bezpieczeństwa i żądaniu konkretnych ustępstw (np. rozmieszczenia większej liczby żołnierzy na wschodniej flance, przesmyku suwalskim) przy jednoczesnym rozwijaniu realnych, wyspowych zdolności podwójnego zastosowania — takich jak rakiety dalekiego zasięgu, zdolności wzbogacania materiału rozszczepialnego czy systemy świadomości sytuacyjnej — co skracałoby czas potencjalnej maksymalnej wrażliwości państwa, gdyby zdecydowało się przejść do faktycznego programu nuklearnego.

Zapytany, czy przy odpowiednio skompresowanym czasie ekspozycji na zagrożenie można by ufać nawet szerokim amerykańskim gwarancjom, Świdziński dosadnie zauważył, że nie da się mieć ciastka i jednocześnie je zjeść — nie można jednocześnie budować broni jądrowej i pozostać w pełni bezpiecznym w formalnym sojuszu z USA. Porównał to wprost do sytuacji zachodniego wsparcia dla wojny na Ukrainie: nie istnieje scenariusz, w którym gra się o pełną stawkę, nie ponosząc żadnego realnego ryzyka. Zaznaczył, że w warunkach formalnego członkostwa w NATO Amerykanie zablokowaliby taki program, sięgając po groźbę porzucenia — analogicznie do sytuacji Niemiec Zachodnich po ujawnieniu tzw. planu Radforda, przewidującego wycofanie sił konwencjonalnych USA z Europy przy zachowaniu parasola nuklearnego.

Odnosząc się do faktu, że Polska nie uczestniczy aktywnie w programie NATO Nuclear Sharing, Świdziński ocenił to jako czytelny sygnał, że odpowiedź Amerykanów na polskie prośby jest już znana — przywołał wypowiedź wiceministra Pawła Zalewskiego potwierdzającą sprzeciw USA, a wcześniej podobną, choć rzadszą reakcję odmowną ze strony rzecznika Rady Bezpieczeństwa Narodowego za administracji Bidena, Johna Kirby’ego. Wyjaśnił, że samo NATO Nuclear Sharing nie oznacza dzielenia się bronią jądrową — broń pozostaje pod pełną kontrolą USA aż do wybuchu tzw. ogólnej wojny (general war), pojęcia celowo niezdefiniowanego, by uniknąć automatyzmu decyzyjnego, a nawet w razie jej użycia w ramach NATO to nie władze państwa-gospodarza decydują o sposobie i miejscu użycia broni.

Rakiety dalekiego zasięgu jako pierwszy krok

Mulik zapytał, jaki powinien być pierwszy krok polskiego hedgingu — Nuclear Sharing, francuska osłona nuklearna, infrastruktura i kadry, czy zdolność szybkiego przejścia od opcji do programu. Świdziński wskazał jednoznacznie na konieczność rozwoju własnych zdolności rażenia dalekiego zasięgu — zwłaszcza niemanewrujących rakiet balistycznych o zasięgu tysiąca do trzech tysięcy kilometrów, trudnych do skutecznego zwalczania, czego dowodem jest doświadczenie izraelskiej obrony przeciwko irańskim atakom. Podkreślił, że kontrola nad środkami dalekiego zasięgu wiąże się bezpośrednio z samodzielnością decyzyjną państwa co do eskalacji konfliktu — sojusznicy zazwyczaj niechętnie patrzą na przekazywanie takich zdolności mniejszym partnerom, czego przykładem był zakaz posiadania przez Koreę Południową rakiet o zasięgu przekraczającym 300 kilometrów, obowiązujący do 2017 lub 2018 roku. Zilustrował tę niechęć mocarstw do utraty kontroli nad decyzją o eskalacji przykładem z zupełnie innego regionu: przywołał wypowiedź sekretarza stanu USA Marca Rubio, według którego Stany Zjednoczone musiały samodzielnie zaatakować Iran, ponieważ wiedziały, że Izrael i tak to zrobi, a Iran w odwecie uderzyłby również w Amerykę — co pokazuje, jak niekomfortowa jest dla wielkiego mocarstwa sytuacja, w której to inny podmiot faktycznie decyduje o rozpoczęciu wojny, w którą i tak zostanie ono wciągnięte.

Ocenił, że Ukraina, dysponująca dziedzictwem sowieckiej wiedzy rakietowej (w tym z Dniepru, historycznego centrum konstruowania rakiet balistycznych) oraz energetyką nuklearną, jest realnym kandydatem do rozwoju własnego programu, zwłaszcza że jej elity — w przeciwieństwie do polskich — doświadczyły już bezpośredniego starcia z egzystencjalnym zagrożeniem, co przejawia się m.in. w asertywnych działaniach ukraińskiego wywiadu, w tym operacjach likwidacyjnych na terenie Europy Zachodniej.

Francuski parasol nuklearny i jego ograniczenia

Mulik zapytał o wartość ewentualnej francuskiej oferty rozszerzenia parasola nuklearnego na sojuszników w Europie. Świdziński zaznaczył, że Emmanuel Macron explicite stwierdził, iż propozycja ta nie ma stanowić ekwiwalentu gwarancji amerykańskich. Ocenił, że wiarygodność takich gwarancji jest dziś niższa niż w czasach zimnej wojny, ponieważ wówczas ewentualne podbicie całej Europy Zachodniej przez ZSRR realnie zagrażałoby bezpieczeństwu samych Stanów Zjednoczonych, uzasadniając ryzyko użycia broni jądrowej w jej obronie — dzisiejsza Rosja nie jest zdolna do podboju całej Europy, co sprawia, że koszt realizacji takich gwarancji (dla Francji czy USA) znacząco przewyższa realne ryzyko ze strony Rosji, czyniąc je mniej wiarygodnymi.

Odstraszanie przez ukaranie kontra odstraszanie przez odmowę

Mulik zapytał, czy NATO powinno mocniej rozwijać odstraszanie przez ukaranie zamiast przez odmowę. Świdziński ocenił, że odstraszanie przez odmowę — czyli fizyczne uniemożliwienie przeciwnikowi osiągnięcia celów, np. przez zestrzeliwanie rakiet i dronów — jest obecnie ekonomicznie i technicznie bardzo trudne, ze względu na ogromną dysproporcję kosztów między środkami ataku a środkami obrony (jak systemy Patriot). Wskazał, że znacznie skuteczniejszym podejściem jest odstraszanie przez ukaranie, czyli demonstrowanie zdolności do wyrządzenia przeciwnikowi realnych szkód i narzucenia mu kosztów, choć zastrzegł, że interesy całego NATO nie zawsze pokrywają się z interesem samej Polski, dla której odstraszanie przez ukaranie byłoby zdecydowanie korzystniejsze.

Malejące groźby nuklearne Rosji i fantazje polskich elit

Mulik zauważył, że mimo pogłębiającego się poczucia słabości amerykańskich gwarancji na świecie (m.in. po wojnie USA z Iranem), w ostatnich miesiącach słychać najmniej rosyjskich gróźb nuklearnych wobec Europy od lat, i zapytał o przyczynę tego zjawiska. Świdziński ocenił, że Rosjanie prawdopodobnie uznali konsekwencje użycia broni jądrowej (reakcję Chin, wspólnoty międzynarodowej i globalnego Południa) za nieproporcjonalnie wysokie względem potencjalnych korzyści, zwłaszcza że nie ma pewności, iż Ukraińcy poddaliby się nawet w obliczu takiej groźby — czego dowodem jest determinacja obrony Bachmutu, mimo zrównania go z ziemią bez użycia broni jądrowej. Dodał, że Rosjanie zauważają, iż mogą osiągać swoje cele bez konieczności grożenia bronią jądrową, obserwując pękanie transatlantyckiej jedności, a jednocześnie nie chcą, by temat broni jądrowej trafiał na czoło debaty publicznej w Polsce.

Odnosząc się do bieżącej polityki bezpieczeństwa, Świdziński zauważył zjawisko, które określił jako fascynujący fenomen psychologiczny: mimo że Stany Zjednoczone realnie wycofały pięć tysięcy żołnierzy z Polski, w polskiej debacie publicznej funkcjonuje przekonanie o stałej, ultrabezpiecznej obecności amerykańskiej — mimo że taka decyzja formalnie nigdy nie zapadła, co określił jako funkcjonowanie w „aparacie fantazji polskich polityków”.

Broń jądrowa a niższe progi agresji

Mulik zapytał, na którym etapie eskalacji broń jądrowa ma realne znaczenie, biorąc pod uwagę, że rosyjski szantaż działa już poniżej progu wojny — poprzez sabotaże, ataki dronowe czy presję na Bałtyku. Świdziński zaznaczył, że broń jądrowa chroni skutecznie przed agresją mającą na celu zniszczenie państwowości (rozbiory), lecz nie chroni przed niższymi formami agresji — czego dowodem są dziesięciolecia ograniczonych starć zbrojnych między Indiami a Pakistanem, gdzie mimo incydentów granicznych nie dochodzi do pełnoskalowej inwazji lądowej ze względu na egzystencjalne ryzyko dla słabszego z rywali.

Co, gdyby artykuł 5 okazał się pusty

Mulik przywołał niedawną amerykańską grę wojenną (odbytą w Pentagonie), w której hipotetycznie doszło do ofiar w Rumunii bez zdecydowanej reakcji USA, wstrząsając obecnymi na niej dziennikarzami, i zapytał, jak potwierdzenie „pustki” artykułu 5 powinno wpłynąć na polskie myślenie o programie jądrowym. Świdziński odpowiedział, że powinno to bezpośrednio wpłynąć na taką debatę, przywołując prognozy Johna F. Kennedy’ego i CIA z początku lat 60., zakładające, że w ciągu 10–15 lat broń jądrową będzie posiadać nawet 25 państw. Ocenił, że brak tak szerokiej proliferacji jest wynikiem dwóch specyficznych okresów historii — powojennego dążenia supermocarstw do zarządzania status quo po kryzysach berlińskim i kubańskim, a następnie okresu nadmiaru bezpieczeństwa gwarantowanego przez USA po zakończeniu zimnej wojny. Ocenił, że oba te okresy się skończyły, a obecny deficyt bezpieczeństwa skłania kolejne państwa — w tym potencjalnie Koreę Południową, Japonię i Polskę — do samodzielnego poszukiwania rozwiązań, zaznaczając, że Polska regularnie pojawia się jako przykład w amerykańskich debatach eksperckich na temat proliferacji.

Reakcja na książkę i rola polskich elit

Zapytany na koniec, czego nauczyła go reakcja świata polityki na książkę „Nasza bomba”, Świdziński ocenił, że niewiele to realnie zmieniło — obecne polskie elity polityczne, we wszystkich koalicjach rządzących od początku III Rzeczypospolitej, nie wykazują zestawu cech (asertywności, akceptacji ryzyka, gotowości do podmiotowości na arenie międzynarodowej) niezbędnych do podjęcia takiej decyzji bez uprzedniego, traumatycznego doświadczenia porównywalnego z ukraińskim. Ocenił, że temat został „oswojony” w typowy dla polskiej debaty publicznej sposób — poprzez kilka minut medialnego szumu, po czym zamarł bez realnych konsekwencji. Odnosząc się do pytania o rolę wojska w ewentualnym procesie decyzyjnym, zaznaczył, że kluczowe jest raczej ustalenie, czy polskie siły zbrojne mają realne ambicje wpływania na politykę państwową, czy funkcjonują wyłącznie jako wykonawca poleceń władz cywilnych — pozostawiając to pytanie otwarte.


Materiał „NEGOCJACJE USA I WARUNKI ROSJAN. CZY POLSKA JEST BEZPIECZNA? | ŚWIDZIŃSKI, MULIK | RACJA STANU #3″ opublikowany został na kanale „Racja Stanu i Goniec” na YouTube 9 września 2026.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *