Rosja naciska na Słowiańsk i Kramatorsk, Putin liczy na zmęczenie Zachodu — Płk Lewandowski w „Kanale Otwartym”

Nowe

Płk Piotr Lewandowski, wykładowca Szkoły Przywództwa Instytutu Wolności, był gościem Igora Janke w programie „Kanał Otwarty”. Rozmowa dotyczyła aktualnej sytuacji na froncie ukraińskim, ze szczególnym uwzględnieniem kierunku słowiańsko-kramatorskiego, a także wewnętrznych problemów Ukrainy, perspektyw dyplomatycznych oraz stanu polskiego bezpieczeństwa i przygotowań obronnych. Janke wspomniał, że rekrutacja do Szkoły Przywództwa potrwa jeszcze dwa tygodnie, do 27 września, zachęcając widzów do zapisów. Lewandowski dodał, że oprócz samych zajęć w ramach szkoły prowadzona jest również inicjatywa szkoleń integracyjno-terenowych, mających zwiększać zdolności proobronne uczestników w warunkach zbliżonych do rekreacyjnych – najbliższy weekend miał być okazją do drugiej edycji takiego szkolenia.

Ogólny obraz frontu

Lewandowski rozpoczął od zastrzeżenia, że wycinkowa prezentacja pojedynczych odcinków frontu nie daje pełnego obrazu sytuacji, dlatego omówił ją kierunek po kierunku. W obwodzie chersońskim, gdzie linię kontaktu wojsk rozdziela Dniepr, sytuacja pozostaje względnie statyczna od lat, choć – jak zaznaczył – nie oznacza to spokoju dla mieszkańców miasta, permanentnie atakowanego przez ukraińskich operatorów dronów; ostatnio rosyjskie siły powietrzne zbombardowały prawdopodobnie ostatnią działającą w mieście elektrociepłownię, co ocenił jako element przygotowania Ukrainy do zimy. Wskazał, że Chersoń systematycznie się wyludnia, co – jego zdaniem – jest celowym efektem rosyjskich działań zmierzających do uczynienia z miasta martwej stolicy obwodu, jedynej stolicy obwodowej, jaką Federacji Rosyjskiej udało się na krótko zająć podczas inwazji. Żadna ze stron nie ma obecnie zdolności do sforsowania tej szerokiej przeszkody wodnej, a walka toczy się dystansowo – Ukraińcy odpowiadają rozmieszczaniem oddziałów wyspecjalizowanych w zwalczaniu rosyjskich operatorów dronów, odpowiedzialnych, jak zaznaczył, za udokumentowane geolokalizacyjnie zbrodnie wojenne.

W obwodzie zaporoskim, jak ocenił Lewandowski, dzieje się mniej komentowane, lecz ciekawe rzeczy. Ukraińska obrona na zachód od Huliajpola, atakowana między innymi przez rosyjską 127. Dywizję Strzelców Zmotoryzowanych oraz brygady piechoty morskiej, została skutecznie zatrzymana, choć pojawiają się sygnały, że może zacząć się chwiać – ocenę utrudnia rozległa strefa ziemi niczyjej, wynikająca z rosnącego nasycenia obu stron jednostkami dronowymi. Mniej korzystnie dla Ukrainy przebiega natomiast sytuacja na południowy zachód od Huliajpola, w rejonie Orichowa, gdzie – jak wskazał Lewandowski – toczy się walka o kluczową drogę rokadową. Wieś Mała Tokmaczka na podejściach do miasta, ogłaszana przez rosyjskiego generała Walerija Gierasimowa jako zdobyta już trzykrotnie, jest obecnie prawdopodobnie przynajmniej częściowo pod kontrolą rosyjską, a Rosjanie wdarli się także do samego Orichowa, przenikając między ukraińskimi pozycjami i konsolidując zdobyte punkty. Ukraińcy skierowali tam odwody, choć – jak zauważył Lewandowski – są one już „wyskrobane z dna możliwości”; ocenił, że jeśli rosyjskie dowództwo Grupy Armii „Południe” przesunie tam wysiłek z gorzej rokującego Huliajpola, może dojść do przełamania frontu na tym kierunku.

W obwodzie dniepropietrowskim Ukraińcy odnieśli wcześniej sukces w operacji zaczepnej prowadzonej od lutego, wykorzystując moment, w którym firma SpaceX odłączyła nielegalnie pozyskane przez Rosjan terminale Starlink, co czasowo zdezorganizowało rosyjską łączność, szczególnie istotną dla operatorów dronów. Wykorzystując również fakt, że kierunek ten miał dla Rosjan charakter pomocniczy i nie dysponowały tam dużymi odwodami, Ukraińcy przesunęli front o 8–18 kilometrów w ciągu około pięciu miesięcy; obecnie zmiany na tym odcinku są już kosmetyczne. Na kierunku pokrowskim celem Grupy Armii „Centrum” pozostaje opanowanie Dobropola, kolejnego istotnego węzła logistycznego – Lewandowski ocenił, że mimo rosyjskich postępów samo miasto nie jest jeszcze zagrożone, dzięki mocnej ukraińskiej pozycji obronnej opartej o infrastrukturę przemysłową.

Główny front: kierunek słowiańsko-kramatorski

Lewandowski podkreślił, że Słowiańsk i Kramatorsk pozostają głównym celem rosyjskiej kampanii wiosenno-letniej, realizowanym jednocześnie na kilku kierunkach operacyjnych przez Grupę Armii „Południe”, wspieraną z lewego skrzydła przez Grupę Armii „Centrum”, a z prawego przez Grupę Armii „Zachód”. Wskazał, że utrata Dobropola odcięłaby dalsze skrzydło obrony na kierunku słowiańsko-kramatorskim, co czyni ten wątek pośrednio powiązanym z głównym natarciem. Kluczowym zadaniem bliższym dla Rosjan było zdobycie Konstantynówki, które – choć nastąpiło – długo nie przekładało się na pełną kontrolę nad miastem, ponieważ ukraińskie siły utrzymywały północne przedmieścia, a kilkuosobowe grupy szturmowe swobodnie przenikały nawet do centralnej części miasta, dezorganizując rosyjskie próby konsolidacji pozycji. Obecnie Rosjanie znajdują się, według Lewandowskiego, na końcowym etapie konsolidacji okupacji Konstantynówki, skąd prowadzi droga w stronę Kramatorska i Słowiańska.

Na pytanie Janke o realność takiego scenariusza Lewandowski ocenił ten kierunek jako mało prawdopodobny do osiągnięcia sukcesu operacyjnego w obecnej kampanii, ponieważ teren – przez Ołeksijewo-Drużkiwkę i Drużkiwkę aż po Kramatorsk i Słowiańsk – jest niemal całkowicie zurbanizowany, a walki w takim terenie zawsze przebiegają najwolniej. Ocenił, że Rosjanie zdają sobie z tego sprawę i angażują tam znaczne siły głównie po to, by wiązać ukraińskie odwody, co – jak zaznaczył – im się udaje. Rzeczywiste powodzenie Rosjanie osiągnęli natomiast na wschód i zachód od tego kierunku bezpośrednio z Konstantynówki – w rejonie miejscowości Torśke doszło do przełamania ukraińskiej obrony liczonego w kilometrach, a Rosjanie dążą obecnie do poszerzenia tego włamania, między innymi poprzez oskrzydlanie miejscowości Raj-Ołeksandriwka. Lewandowski zwrócił uwagę, że po upadku Sivierska otworzył się kolejny kierunek uderzenia – od wschodu, przez były rejon zalesiony Las Serebriański w obwodzie charkowskim – co ostatecznie doprowadziło do zagrożenia zarówno Kramatorska (z kierunku Konstantynówki), jak i Słowiańska (z kierunku wschodniego), gdzie czołówki rosyjskie znajdują się już około 9 kilometrów od miasta, a grupy infiltrujące nawet około 4 kilometrów. Zaznaczył, że kluczowy w tym kontekście stał się Liman – jego ewentualny upadek pozwoliłby Rosjanom na silne uderzenie na Słowiańsk z kierunku wschodniego, co jego zdaniem oznaczałoby, że walki toczyłyby się już w samym mieście.

Kontratak pod Limanem

Janke zauważył, że wbrew obawom Liman nie tylko nie upadł, ale Ukraińcy odnieśli tam znaczące sukcesy, częściowo okrążając rosyjskie zgrupowanie. Lewandowski przyznał, że patrząc na ostatnie trzy miesiące, Rosjanom po ponadpółrocznych walkach udało się wedrzeć do samego Limanu, częściowo oskrzydlonego również od północy – co skłaniało go wcześniej do pesymistycznych ocen co do losu miasta. Jednostki III Korpusu Azowskiego nie tylko wyparły Rosjan z Limanu, lecz uderzyły również od północy na to oskrzydlenie, faktycznie przeskrzydlając rosyjskie ugrupowanie i grożąc odcięciem jego części. Lewandowski zaznaczył, że nie ma co do tego wątpliwości, ponieważ potwierdzają to również rosyjscy blogerzy wojskowi. Ocenił, że za sukcesem stoi sztab III Korpusu – jego zdaniem jeden z najsprawniej działających sztabów szczebla korpusu w armii ukraińskiej – który przeprowadził skoordynowane uderzenie na kilku niewielkich taktycznych kierunkach, uderzając najgłębiej w podstawę rosyjskiego włamania na północ od Limanu. Strona ukraińska mówi o odcięciu części sił rosyjskich, Rosjanie temu zaprzeczają, jednak w ocenie Lewandowskiego chodzi o niewielkie siły, liczone w setkach żołnierzy – niemniej ich odcięcie uniemożliwiło Grupie Armii „Zachód” osiągnięcie sukcesu na tym styku z Grupą Armii „Południe”.

Lewandowski wyjaśnił, że sukces ten był możliwy, ponieważ rosyjska Grupa Armii „Zachód” – w której skład wchodzi między innymi 6. Armia Ogólnowojskowa i 1. Gwardyjska Armia Pancerna, jedyna armia pancerna Federacji Rosyjskiej – jest zbyt rozciągnięta operacyjnie: prowadzi działania pod Dworiczną, wzdłuż rzeki Oskoł oraz na kierunku limańskim wspomagającym w rejonie Kupiańska, nie dysponując wystarczającymi siłami, by zbudować przewagę na wszystkich tych kierunkach jednocześnie. Zaznaczył przy tym, że nie uważa rosyjskich dowódców za niekompetentnych – po prostu brakuje im odwodów do swobodnego manewru, co ukraińskie dowództwo skutecznie wykorzystało. Skorygował przy tym popularną narrację, według której zmiana na stanowisku naczelnego dowódcy (objęcie go przez generała Ołeksandra Drapatego) miałaby tłumaczyć poprawę sytuacji – operacja pod Limanem rozpoczęła się jeszcze za generała Ołeksandra Syrskiego, więc jest kontynuacją wcześniej obranej strategii, a nie efektem zmiany dowództwa.

Odpowiedzią Rosjan na te niepowodzenia miały być doniesienia o okrążeniu ukraińskich sił w obwodzie charkowskim, gdzie działa rozproszona Grupa Armii „Zachód” oraz utworzona wcześniej, w czasie ukraińskiego uderzenia na obwód kurski, grupa nazywana obecnie Grupą Armii „Północ”. Lewandowski opisał, jak Rosjanie wykorzystali fakt, że wzdłuż granicy ukraińsko-rosyjskiej, na odcinkach liczących dziesiątki kilometrów, obronę prowadziły głównie jednostki Ukraińskiej Straży Granicznej – choć, jak zaznaczył, są to obecnie pełnowartościowe formacje lekkiej, a nawet ciężkiej piechoty, jak brygada „Forpost” dysponująca bronią ciężką i artylerią. Prowadząc natarcie na kilka kierunków – w tym na miejscowości Biła Kołodiaź (obronioną przez Ukraińców) i Wełykyj Burłuk (również nieopanowaną) – Rosjanie ostatecznie wykonali manewr okrążający, tworząc występ, w którym rosyjska strona twierdzi, że okrążono około 4,5 tysiąca ukraińskich żołnierzy. Lewandowski ocenił, że nie ma materiałów z geolokalizacją potwierdzających pełne okrążenie, choć zagrożenie jest realne – świadczą o tym ukraińskie kontrataki mające na celu odblokowanie lub zapobieżenie okrążeniu sił wydzielonych z co najmniej sześciu jednostek Straży Granicznej i dwóch brygad zmechanizowanych. Ocenił jednak, że liczba 4,5 tysiąca jest zawyżona, ponieważ przy takiej sile rosyjski postęp na tym kierunku byłby niemożliwy. W obwodzie sumskim, jak dodał, dzieje się relatywnie niewiele, przy czym stroną bardziej aktywną pozostaje Rosja.

Czy Ukraińcy odzyskują inicjatywę

Odpowiadając na pytanie Janke, czy opisywane wydarzenia świadczą o zmianie trendu na froncie, Lewandowski ocenił, że pokazują one zdolność Ukraińców do działań zaczepnych na poziomie taktyczno-operacyjnym – rozbicie jednego z kierunków uderzenia na Słowiańsk i Kramatorsk było istotne, choć nie kluczowe, ponieważ dotyczyło kierunku skrzydłowego, a nie głównego. Kluczowe pozostaje niedopuszczenie do głębokiego oskrzydlenia odcinka uderzenia z Konstantynówki oraz rozwinięcia sukcesu po upadku Sivierska od południowego wschodu i wschodu na Słowiańsk – tu, jak zaznaczył, nie widać znaczących prób odzyskania inicjatywy przez Ukraińców, a jedynie kontrataki uniemożliwiające konsolidację rosyjskiego ugrupowania. Ocenił się jako pesymistyczny co do zdolności ukraińskich sił zbrojnych do znaczącej zmiany sytuacji na poziomie operacyjnym, nie mówiąc już o strategicznym. Zaznaczył, że kluczowym, trudnym do przewidzenia czynnikiem pozostaje skuteczność ukraińskich uderzeń na rosyjską logistykę na średnim dystansie (do 200 kilometrów) – wcześniej skuteczna na kierunku zaporoskim, obecnie osłabiona wskutek zwiększania przez Rosjan odporności zaplecza na ataki dronów pośredniego zasięgu. Podkreślił, że informacje obu stron są tak przesycone propagandą, że nawet cenieni przez niego zachodni analitycy zachowują dużą ostrożność w ocenach.

Strzelanina między SBU a HUR w Kijowie

Janke zapytał o incydent, do którego doszło od czasu poprzedniej rozmowy z Lewandowskim – wymianę ognia między funkcjonariuszami Służby Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU) a Głównym Zarządem Wywiadu Ministerstwa Obrony (HUR, w transkrypcie określanym jako „CHUR”), do której miało dojść na ulicach Kijowa. Lewandowski sprecyzował, że nie nazwałby tego „walkami” – funkcjonariusz SBU postrzelił funkcjonariusza HUR, po czym doszło do faktycznej wymiany ognia, choć nie na skalę filmowej strzelaniny. Ocenił, że nie można jednak lekceważyć samego zdarzenia, ponieważ stanowi ono objaw głębszej choroby systemowej: obie służby, kluczowe dla zwalczania działań Rosji, wymknęły się częściowo spod pełnej kontroli państwa. Wyjaśnił, że SBU – choć formalnie służba kontrwywiadowcza – stała się w pełni militarną formacją prowadzącą skuteczne operacje bojowe, w tym operacje bezzałogowe w powietrzu i na morzu w głębi Rosji, czego przykładem jest głośna Operacja „Pajęczyna”, zainicjowana właśnie przez SBU. Podobnie działa HUR, przy czym Lewandowski od dawna sceptycznie oceniał praktykę podporządkowywania HUR jednostek cudzoziemskich (legionów), ponieważ działania wywiadu wojskowego z definicji balansują na granicy prawa międzynarodowego lub je przekraczają, co w połączeniu z rosnącą samodzielnością obu służb rodzi ryzyko wymknięcia się spod kontroli.

Bezpośrednim powodem incydentu było, jak wyjaśnił Lewandowski, aresztowanie przez SBU zastępcy dowódcy Legionu Rosyjskich Dysydentów (RDK) – formacji wcześniej wykorzystywanej propagandowo przez HUR w akcjach na terenie Rosji – pod zarzutem współpracy z Federacją Rosyjską, z wątkiem korupcyjnym i czeczeńskim w tle. HUR uznał zatrzymanego za „swojego człowieka” i odmówił zgody na aresztowanie, co doprowadziło do konfrontacji. Lewandowski potwierdził, że jest to objaw poważniejszego problemu – Kijów ma trudności z pełną kontrolą nad obiema formacjami, prowadzącymi bardzo szeroki zakres operacji, i ocenił, że po zakończeniu wojny Ukraina, a być może i Polska, będą mieć z tym problem w odniesieniu do wielu funkcjonariuszy tych służb.

Korupcja i sprawa NABU

Janke nawiązał do równoległego wątku korupcyjnego, przypominając włamanie funkcjonariuszy antykorupcyjnego biura NABU do Prokuratury Generalnej Ukrainy, i zapytał, jak to możliwe, że państwo prowadzące skuteczną wojnę zmaga się jednocześnie z walką między własnymi służbami oraz podejrzeniami korupcyjnymi wobec najważniejszych instytucji. Lewandowski wskazał, że informacje o korupcji w ukraińskiej prokuraturze na wszystkich szczeblach pojawiają się od początku wojny, a znacząca grupa prokuratorów przeszła na stronę rosyjską na terenach okupowanych. Ocenił jednak, że NABU realizuje dokładnie te zadania, do których zostało powołane, cieszy się wysokim zaufaniem społecznym (próba podporządkowania go gabinetowi prezydenckiemu zakończyła się demonstracjami), a dodatkowo działa pod parasolem amerykańskiego FBI, które w dużej mierze je tworzyło i pilnuje, gdzie trafiają amerykańskie środki – co sprawia, że dla NABU nie ma „świętych krów”.

Czy widać sygnały zamrożenia wojny

Janke zapytał o krótkotrwałe zawieszenie broni, które miało towarzyszyć wizytom wysłanników Donalda Trumpa w Rosji i na Ukrainie, oraz o ewentualne sygnały zbliżającego się porozumienia. Lewandowski odpowiedział, że nie dostrzega takich sygnałów – w wymiarze militarnym czeka na to, co wydarzy się pod koniec roku, czyli na ile Rosja zdoła uzupełnić poniesione straty osobowe, by kontynuować ofensywę; zaznaczył, że zjawisko „krótkiej kołdry” kadrowej dotyczy obu stron, choć po stronie ukraińskiej jest ono jeszcze wyraźniejsze. W wymiarze dyplomatycznym ocenił, że Kreml i Putin wciąż wierzą w możliwość wygrania wojny – nie chodzi bowiem o zdobycie samego Donbasu, lecz o przejęcie kontroli nad całą Ukrainą i przebudowę światowego porządku, w tym pozycji Federacji Rosyjskiej. Wskazał, że Rosja godzi się na potwierdzone straty rzędu około 240 tysięcy poległych (dane z mediów lokalnych, prawdopodobnie zaniżone) oraz na najniższy od 20 lat wolumen przerobu ropy naftowej właśnie w imię tego szerszego celu, a nie samego wyzwolenia Donbasu – dlatego oferta ograniczona wyłącznie do ustępstw terytorialnych nie odpowiada faktycznym rosyjskim celom wojennym.

Malejące wsparcie Zachodu i rachuby Kremla

Janke zwrócił uwagę na politykę Stanów Zjednoczonych, które zawiesiły pomoc sprzętową, kontynuując wsparcie wywiadowcze, a także na relacjonowane przez niego niedawno wybory lokalne w Saksonii-Anhalt, gdzie AfD odniosła spektakularny sukces (blisko 44 proc. poparcia) i opowiada się za wstrzymaniem pomocy dla Ukrainy oraz wznowieniem współpracy gospodarczej i energetycznej z Rosją, w tym uruchomieniem gazociągów Nord Stream 1 i 2. Zapytał, czy rosnące w Niemczech i całej Europie zmęczenie tematem Ukrainy nie daje Putinowi pola do wykorzystania. Zauważył przy tym, że skoro Moskwa uważnie śledzi to, co dzieje się w Niemczech (wypowiedzi polityków AfD) oraz we Francji (wypowiedzi polityków związanych z Marine Le Pen), a także wypowiedzi polskich polityków, w tym byłego ministra obrony i jego partyjnego kolegi z poprzedniego rządu, to nie sprzyja to budowaniu w Moskwie przekonania, że atak na sojusznika się nie opłaca.

Lewandowski, przyznając, że rzeczywiście to nie pomaga, zastrzegł, że nie chce oceniać politycznie tych decyzji, ale wskazał, na co z pewnością liczy Kreml: na to, że nastroje społeczne w wielu krajach staną się na tyle antyukraińskie – wzmacniane również nastrojami antyimigranckimi – że partie w rodzaju AfD wykorzystają to politycznie, a wsparcie dla Ukrainy formalnie nie ustanie, lecz stanie się niewystarczające, co w perspektywie około dwóch lat pozwoli Rosji wygrać wojnę. Ocenił, że Putin nie liczy na przełamanie frontu przy obecnym poziomie wsparcia, lecz właśnie na taki zwrot polityczny, zwłaszcza w Niemczech i Francji.

Odnosząc się do sytuacji w Polsce, Janke zapytał o ocenę decyzji rządu o przekazaniu Ukrainie 50 milionów euro pomocy oraz o to, czy Polska powinna uczestniczyć w tzw. koalicji chętnych. Lewandowski ocenił, że polska pomoc powinna polegać przede wszystkim na przekazywaniu Ukrainie systemów uzbrojenia planowanych do wprowadzenia w polskiej armii, tak by zostały przetestowane w realnych warunkach bojowych, co dałoby Polsce cenną informację zwrotną – wyraził natomiast dystans wobec przekazywania pomocy wyłącznie w gotówce.

Spór o artykuł 5 i rolę Polski wobec państw bałtyckich

Janke przywołał kontrowersję wokół wypowiedzi byłego ministra obrony Mariusza Błaszczaka, który zapytany w radiu, czy Polska powinna wysłać wojska w razie ataku na Litwę, Łotwę lub Estonię, odpowiedział w sposób niejednoznaczny, co wywołało burzliwą dyskusję w Sejmie – w jej trakcie minister Przemysław Czarnek miał odpowiedzieć posłowi Platformy Obywatelskiej, by ten „sam sobie tam pojechał”. Zapytał Lewandowskiego, czy takie wypowiedzi – zwłaszcza w kontekście deklaracji zaufania, jakim państwa bałtyckie darzą Polskę, potwierdzonych podczas wspólnej z Kanałem Otwartym „Misji Bałtyk” – nie osłabiają wiarygodności odstraszania, mimo że sondaże pokazują ponad 70 proc. poparcia Polaków dla pomocy sojusznikom.

Lewandowski, zastrzegając krytyczny dystans wobec poziomu polskiej debaty politycznej w ogóle, ocenił, że zapisy artykułu 5 traktatu północnoatlantyckiego się zdezaktualizowały, ponieważ odnoszą się do zupełnie innej rzeczywistości i pozostawiają zbyt duży margines uznaniowości – jego zdaniem należałoby je zweryfikować i sprecyzować, zamiast oceniać wyłącznie odpowiedzi polityków na niejasne pytania. Podkreślił, że odpowiedź na ewentualny atak na państwo bałtyckie powinna mieć charakter sojuszniczy (natowski), a nie wyłącznie polski – Polska nie może oczekiwać pomocy od Francji, Niemiec czy Wielkiej Brytanii, jeśli sama deklarowałaby brak zaangażowania wobec Litwy, Łotwy czy Estonii. Zwrócił przy tym uwagę, że mimo upływu lat od szczytu NATO w Madrycie, na którym przyjęto koncepcję sił szybkiego reagowania (100 tysięcy żołnierzy w wysokiej gotowości, docelowo 300 tysięcy), realizacja tych planów wciąż napotyka trudności w wielu krajach członkowskich, w tym w Polsce, Niemczech, Francji i Wielkiej Brytanii. Zaznaczył, że choć nie może szczegółowo omawiać planów ewentualnościowych ze względu na obowiązujące go do końca życia zobowiązania wynikające z dawnego dostępu do informacji niejawnych, NATO prowadzi ćwiczenia scenariuszowe – kluczowe jest jednak nie to, w co wierzą obywatele państw sojuszniczych, lecz w co uwierzy Federacja Rosyjska, która – jego zdaniem – nie jest w stanie wygrać wojny z całym NATO, choć pytaniem otwartym pozostaje koszt takiego zwycięstwa dla infrastruktury i odbudowy kraju.

Odpowiadając na pytanie, czy Polska powinna utrzymywać stałą obecność wojskową na przykład na Litwie, Lewandowski ocenił, że obecnie nie, ponieważ polska armia przechodzi proces przezbrojenia i nie stać jej na wyłączenie całej brygady z tego procesu; zasugerował natomiast, że rolą Polski – ze względu na bezpośrednie sąsiedztwo z Białorusią i Rosją oraz buforową rolę Ukrainy – powinno być przede wszystkim umożliwienie wejścia do walki jednostkom NATO-wskim z krajów niegraniczących bezpośrednio z Rosją i Białorusią, a więc bezpieczniejszych niż Polska. Ocenił krytycznie sposób formułowania pytań w debacie publicznej, argumentując, że sam polski żołnierz powinien przede wszystkim bronić Polski, a jednocześnie Polska powinna pomagać sojusznikom – oba stwierdzenia są prawdziwe i nie stoją w sprzeczności, jednak brak precyzyjnie określonej, aktualnej doktryny bezpieczeństwa państwa (ostatnio pisanej jeszcze przed wojną) utrudnia sformułowanie jasnej odpowiedzi na pytanie o konkretną rolę Polski w takim scenariuszu.

500-tysięczna armia i wewnętrzna krytyka NATO

Janke zapytał o deklarację ministra obrony Władysława Kosiniaka-Kamysza, złożoną w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej”, dotyczącą dążenia do stworzenia półmilionowej armii, oraz o to, czy przy obecnej demografii jest to realne. Lewandowski ocenił, że przy 38 milionach obywateli Polskę stać na taką liczebność sił zbrojnych, a argumenty demograficzne uznał za bezzasadne – wskazana struktura miałaby obejmować około 200 tysięcy żołnierzy zawodowych, 50 tysięcy Wojsk Obrony Terytorialnej oraz 250 tysięcy aktywnej rezerwy. Zaznaczył, że kluczowym pytaniem nie jest sama liczebność, lecz zdolność do utrzymania i uzupełniania potencjału sprzętowego, ludzkiego i szkoleniowego w trakcie trwania ewentualnego konfliktu.

Odnosząc się do funkcjonowania NATO, Lewandowski skrytykował praktykę certyfikowania zdolności sojuszniczych na podstawie jednostek złożonych doraźnie z wielu innych, mniejszych pododdziałów – przywołując przykład kraju, który miał wystawić na ćwiczenia batalion czołgów, a w praktyce skompletował go z sześciu batalionów pochodzących z dwóch brygad. Ocenił, że o takich praktykach otwarcie piszą media w Hiszpanii i Niemczech, i zaproponował utworzenie w ramach NATO niezależnego departamentu kontroli, przeprowadzającego niezapowiedziane ćwiczenia weryfikujące realne zdolności jednostek dedykowanych do sił międzynarodowych. Odniósł się także do pozytywnych zmian zachodzących w polskim wojsku – wskazał na powstanie Inspektoratu Wojsk Bezzałogowych oraz Dowództwa Transformacji, przejmującego nadzór nad ośrodkami szkolenia i tworzącego koncepcję jednostki eksperymentalnej – zastrzegając jednocześnie, że nie jest w stanie ocenić skuteczności i tempa wdrażania tych zmian, gdyż wymaga to szerszej wiedzy eksperckiej.

Odporność społeczeństwa i edukacja młodzieży

Janke zwrócił uwagę, że problemem pozostaje nie tylko stan sił zbrojnych, lecz też brak systemowego przygotowania całego społeczeństwa – w przeciwieństwie do modelu fińskiego, opartego na wysokim poziomie zaufania obywateli do państwa i systemie odporności całego kraju. Lewandowski ocenił, że najlepszą miarą stanu tej odporności jest właśnie poziom zaufania społeczeństwa do skuteczności władz – a ten pozostaje w Polsce bardzo niski, co świadczy o tym, że państwo nie działa adekwatnie do oczekiwań społecznych; przeciętny Polak, jak zaznaczył, nie czuje się przygotowany nawet na kryzys o charakterze militarnym, nie mówiąc już o wojnie. Podkreślił, że budowanie takiego zaufania musi dotyczyć trwałych struktur państwa, niezależnych od aktualnie rządzącej partii.

Odnosząc to do edukacji, Lewandowski – deklarujący bieżący kontakt z młodzieżą w ramach własnej działalności dydaktycznej – ocenił, że świadomość zagrożeń wśród młodych Polaków, którzy w chwili rosyjskiej inwazji mieli 13–14 lat i dorastali w realiach toczącej się wojny, praktycznie się nie zwiększyła, ponieważ polskie państwo zrobiło bardzo niewiele, by przygotować to pokolenie do funkcjonowania w nowej rzeczywistości. Zestawił to z przykładem Finlandii, która na stulecie odzyskania niepodległości zbudowała rozbudowane centrum edukacji obronnej społeczeństwa, podczas gdy w Polsce – jak ironicznie zauważył – powstały jedynie ławki. Podkreślił, że kluczowa jest mądra edukacja młodzieży budująca postawy proobronne poprzez uświadomienie, że to właśnie ona będzie w przyszłości tworzyć struktury bezpieczeństwa państwa, a nie jedynie z nich korzystać – przy czym, jak zaznaczył, dotyczy to nie tylko młodzieży, lecz całego społeczeństwa, w tym przedsiębiorców i menedżerów. Krytycznie ocenił hierarchię tematów w głównym nurcie debaty publicznej, w której – jak zauważył – więcej emocji wywołują spory o to, czy w szkołach należy mówić o onanizmie czy wprowadzać posiłki roślinne, niż pytania o to, czy szkoły dysponują agregatami prądotwórczymi i schronami dla młodzieży; dodał jednak, że szkoła, w której prowadzi klasy mundurowe, niedawno otrzymała taki agregat.

Program zakończył się zaproszeniem Janke do udziału w Szkole Przywództwa Instytutu Wolności, w której Lewandowski prowadzi zajęcia, oraz podziękowaniem dla widzów.


Rozmowę przeprowadził Igor Janke. Materiał „Płk Piotr Lewandowski: Rosja napiera na Słowiańsk i Kramatorsk. Putin czeka na zmęczenie Zachodu” opublikowany został na kanale „Kanał Otwarty” na YouTube, liczącym 224 tys. subskrybentów, jako premiera, 12 września 2026.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *