Ostrówki, Wola Ostrowiecka i nieosądzeni sprawcy. Historia zbrodni od rozkazu do ekshumacji

6 sierpnia 1945 roku, o godzinie 10 rano, w sali Sowieckiego Sądu Wojskowego w Kijowie rozpoczął się proces Jurija Stelmaszczuka, pseudonim „Rudyj”, dowódcy UPA z Kowelszczyzny. Na sali nie było prokuratora, obrońcy ani świadków. Przed składem orzekającym znajdował się jeden oskarżony, doprowadzony pod konwojem.

Po odczytaniu aktu oskarżenia Stelmaszczuk przyznał się do winy. Miał jednak jedno zasadnicze zastrzeżenie: nie kwestionował faktu masowych mordów, lecz liczbę ofiar. Według jego zeznań podległe mu oddziały miały zabić nie 5000, ale 15 000 Polaków. Jak wynikało z jego wyjaśnień, druga liczba miała odnosić się do całego Wołynia.

Jednocześnie ten sam człowiek podczas procesu przedstawiał się jako przeciwnik mordowania Polaków. Twierdził, że od początku sprzeciwiał się rozkazom i próbował odwlekać ich wykonanie. Powstaje więc zasadnicze pytanie: skoro rzeczywiście stawiał opór, jak doszło do wydania konkretnego rozkazu, wyznaczenia terminu operacji i wskazania dowódców odpowiedzialnych za poszczególne rejony?

Historia dwóch polskich wsi — Ostrówek i Woli Ostrowieckiej — pozwala prześledzić ten łańcuch krok po kroku. Pozwala też sprawdzić, co stało się z ludźmi, którzy mieli znajdować się na kolejnych szczeblach dowodzenia, oraz dlaczego niemal żaden z nich nie odpowiedział przed sądem za zagładę mieszkańców tych miejscowości.

Ostrówki i Wola Ostrowiecka przed 30 sierpnia 1943 roku

Ostrówki i Wola Ostrowiecka były polskimi miejscowościami położonymi w rejonie Lubomla. Przed wojną funkcjonowały tam normalne społeczności lokalne.

W Woli Ostrowieckiej mieszkało blisko 900 osób w około 120 domach. Ostrówki liczyły prawie 700 mieszkańców w niemal 100 gospodarstwach. 30 sierpnia 1943 roku obie miejscowości przestały istnieć jako polskie wsie.

Rekonstrukcja wydarzeń przedstawiona w materiale opiera się przede wszystkim na protokole powojennego procesu Stelmaszczuka. To istotne zastrzeżenie, ponieważ jego zeznania były składane przez człowieka oskarżonego o udział w zbrodniach i walczącego przed sowieckim sądem o życie. Jego relację należy zatem traktować jako linię obrony, a nie automatycznie jako obiektywny zapis wydarzeń.

Według Stelmaszczuka wszystko zaczęło się w czerwcu 1943 roku w lesie pod Kołkami. Tam Kłym Sawur, przedstawiany jako dowódca UPA na Wołyniu, miał wydać mu rozkaz zniszczenia wszystkich Polaków w okręgu kowelskim.

Stelmaszczuk twierdził, że on i pozostali przedstawiciele lokalnego dowództwa sprzeciwili się temu poleceniu. Według jego relacji Sawur zagroził im sądem polowym. Stelmaszczuk miał następnie zwrócić się do swojego zwierzchnika, który — według jego własnych zeznań — uznał rozkaz za wypaczenie na miejscu. Nie podjął jednak jednoznacznej decyzji, co pozwoliło jedynie odsunąć wykonanie rozkazu w czasie.

Rozkaz miał zostać odroczony, ale akcje już trwały

W czasie, gdy Stelmaszczuk miał prowadzić swoje negocjacje ze zwierzchnikami, jeden z jego pododdziałów, Kureń Hołbenki, zdążył już spalić polską kolonię.

To ważny szczegół, ponieważ pokazuje, że przemoc wobec polskiej ludności nie zaczęła się dopiero 30 sierpnia. Działania przeciwko polskim osadom trwały już wcześniej, zanim — według relacji Stelmaszczuka — ustalono ostateczny termin większej operacji.

W sierpniu Sawur miał ponownie pojawić się u Stelmaszczuka. Tym razem towarzyszył mu Oleh, kolejny dowódca UPA na Wołyniu. Obaj mieli ponownie zażądać wykonania rozkazu.

Stelmaszczuk twierdził, że jeszcze raz odmówił. Jako argument miał wskazywać m.in. na fakt, że Polacy pomagali jego ludziom. W materiale pojawia się przy tym istotne zastrzeżenie: rzeczywiście zachowały się świadectwa Ukraińców, którzy ostrzegali polskich sąsiadów i ukrywali ich przed napastnikami.

Druga odmowa miała jednak być ostatnią. Według protokołu Stelmaszczuk ostatecznie stwierdził, że dalsze odmawianie nie było już możliwe. Opór, o którym mówił podczas procesu, zakończył się więc zgodą na wykonanie operacji.

Stelmaszczuk dzieli okręg na trzy rejony

Według własnych zeznań Stelmaszczuk po wyrażeniu zgody podzielił Okręg Kowelski na trzy części i przydzielił dowódców odpowiedzialnych za poszczególne rejony.

Rejon Hołopski otrzymał Hołbenko, który wcześniej miał już wykazać się gorliwością w działaniach przeciwko polskiej ludności.

W samym Kowlu zadanie likwidacji Polaków miało przypaść Służbie Bezpieczeństwa OUN.

Najważniejszy dla historii Ostrówek i Woli Ostrowieckiej rejon Lubomelski, wraz z obszarem przy Burzanszczyźnie, otrzymał Iwan Kłymczak, pseudonim „Łysy”.

Trzeci rejon — Turzyski — otrzymał Porfiry Antoniuk, pseudonim „Sosenko”, przysłany z Okręgu Wołyńskiego.

Protokół sądowy wskazywał wspólny termin operacji: od 25 do 30 sierpnia 1943 roku.

Na papierze łańcuch odpowiedzialności był więc już kompletny. Według relacji Stelmaszczuka prowadził od Sawura, przez niego samego i Oleha, do poszczególnych dowódców rejonów. W przypadku Ostrówek kluczową postacią stał się Iwan Kłymczak „Łysy”. Znane były osoby, którym przydzielono zadania, obszary działania oraz termin operacji.

Dlaczego jeden z rejonów nie wykonał rozkazu?

Według Stelmaszczuka akcja została wykonana we wszystkich rejonach poza Turzyskim.

Tam Sosenko przekazał wykonanie rozkazu podwładnemu o pseudonimie „Beskiet”. Ten jednak nie ruszył do działania, gdy dowiedział się, że w okolicy znajduje się uzbrojony polski oddział liczący około 1500 ludzi.

W materiale pojawia się więc bardzo istotny szczegół: operacja miała zostać zatrzymana tam, gdzie sprawcy musieliby liczyć się ze zbrojnym oporem. Nie wynika z tego, że dowódca zrezygnował z powodów moralnych.

Stelmaszczuk przyznał również przed sądem, że osobiście wydał rozkaz palenia polskich zabudowań po zakończeniu akcji.

500 ludzi rusza na polskie wsie

Wieczorem 29 sierpnia 1943 roku oddział liczący około 500 ludzi ruszył w stronę polskich wsi.

Wcześniej uczestnicy operacji spędzili dzień w ukraińskiej wsi Powapy. Jeden z uczestników, Filip Rybaczuk, miał po wojnie zeznać, że miejscowi mieszkańcy przynosili napastnikom jedzenie.

Według tej relacji jedli pieczone kurczaki, a na placu odbywały się tańce.

Wieczorem oddział ruszył dalej. O świcie 30 sierpnia dotarł pod Wolę Ostrowiecką.

Na miejscu napastnicy mieli podzielić się na grupy. Jak opisywał po wojnie sowieckiemu śledczemu Wasyl Sikorski, część z nich była uzbrojona w siekiery, część w karabiny, a inni mieli pełnić funkcję wartowników.

Ich zadaniem było otoczenie wsi szczelnym kordonem, aby uniemożliwić mieszkańcom ucieczkę.

Sygnałem do rozpoczęcia ataku miały być trzy czerwone rakiety wystrzelone w niebo.

Ten sam obraz — błyski rakiet na horyzoncie — zapamiętała Maria Pendel, Polka, która przeżyła rzeź.

Zabijanie, rabunek i palenie Woli Ostrowieckiej

Po wejściu napastników do wsi rozpoczęło się zabijanie.

Według przedstawionych w materiale zeznań niewielkie, dwu- lub trzyosobowe grupy uzbrojone w siekiery chodziły od domu do domu i pukały do drzwi.

Filip Rybaczuk miał zeznać, że słyszał dochodzące ze wsi krzyki, płacz i modlitwy.

Po kilku godzinach, kiedy w domach i wokół nich znajdowały się już ciała, rozpoczął się rabunek. Sprawcy zabierali żywność i dobytek mieszkańców. Następnie rozpoczęło się palenie zabudowań.

Napastnicy mieli przynieść ze sobą zapałki. Według relacji niektórzy nie chcieli podpalać domów. W takich przypadkach mieli strzelać do budynków, aby wywołać pożar.

Ostrówki: mieszkańcy zwabieni na „zebranie”

W sąsiednich Ostrówkach mechanizm miał wyglądać inaczej.

Mieszkańców zebrano podstępem na placu przy szkole. Mieli zostać poinformowani, że chodzi o ważne zebranie.

Następnie część mieszkańców, w tym mężczyzn i dzieci, zaprowadzono do wcześniej przygotowanych dołów w pobliżu kościoła. Tam zostali rozstrzelani.

Opis tego mechanizmu pochodził z relacji jednego z napastników, Omelana Zeniuka. Według materiału jego powojenne zeznania były zgodne ze wspomnieniami ocalałych Janiny i Czesława Kuwałków.

Sowieckiemu śledczemu w sierpniu 1944 roku zeznawał także Stepan Redesza, dowódca niższego szczebla UPA.

Według jego relacji operacja wymierzona w pięć polskich wsi zgromadziła ponad 500 uzbrojonych członków UPA oraz ponad 1000 ludzi miejscowej siatki OUN, uzbrojonych m.in. w siekiery.

Zapytany, czy sam zabijał, Redesza miał odpowiedzieć, że z rozkazu jego plutonu zabito wielu Polaków, ale on osobiście nikogo nie zabił.

Co stało się z ludźmi z łańcucha rozkazu?

Po wojnie można prześledzić losy części osób, które pojawiają się w dokumentach. Problem polega na tym, że ich historia bardzo rzadko kończy się przed sądem.

Porfiry Antoniuk „Sosenko”, dowódca rejonu Turzyskiego, nie doczekał końca wojny. Zginął w marcu 1944 roku, ale nie z rąk Sowietów ani Polaków.

Wyrok śmierci wydał na niego sąd polowy UPA.

Oficjalnym zarzutem były samowolne rozmowy z Niemcami. Nie zabójstwa Polaków.

Iwan Kłymczak „Łysy”, któremu przypadł rejon Ostrówek, zginął najprawdopodobniej 12 września 1944 roku podczas walki z oddziałem sowieckim. Materiał zaznacza, że inne źródła podają inne daty i okoliczności jego śmierci.

Jego ciało miało następnie zostać wystawione na szubienicy w Szacku.

Hołbenko, który rozpoczął działania jeszcze przed wyznaczonym terminem, zginął 27 grudnia 1944 roku podczas starcia z NKWD na Hutorze Jamy.

Kłym Sawur, któremu Stelmaszczuk przypisywał wydanie pierwotnego rozkazu, zginął 12 lutego 1945 roku podczas operacji wojsk wewnętrznych NKWD pod Orzewem.

Cztery osoby z opisywanego łańcucha zginęły zatem jeszcze przed procesem Stelmaszczuka.

Żadna z tych śmierci nie była wynikiem procesu dotyczącego zbrodni w Ostrówkach.

Ślady urywają się

W przypadku Oleha ślad prowadzi do 1947 roku, kiedy NKWD aresztowało jego żonę. Samego Oleha w dalszych dokumentach już nie ma.

Po zwierzchniku z Kołek, według materiału, nie pozostało nawet pewne nazwisko.

Po Beskiecie, który nie ruszył na uzbrojonych Polaków, również nie ma dalszego śladu.

Po Stepanie Redeszy pozostał protokół przesłuchania z sierpnia 1944 roku.

Rybaczuk, Sikorski i Zeniuk zeznawali sowieckim śledczym po wojnie. W przypadku niektórych z nich przesłuchania nastąpiły dopiero po wielu latach. Sikorski, który jako jedyny z tej grupy miał wprost przyznać się do zabijania, stanął przed sądem. Materiał nie podaje jednak znanych wyroków dotyczących pozostałych wykonawców.

Jedyny człowiek z łańcucha przed sowieckim sądem

Pod koniec stycznia 1945 roku oddział NKWD miał odciąć konną ochronę od sań, na których znajdował się chory na tyfus Jurij Stelmaszczuk.

To on stał się jedynym człowiekiem z opisywanego łańcucha dowodzenia, który trafił przed sowiecki trybunał.

6 sierpnia 1945 roku rozpoczął się jego proces. Postępowanie było prowadzone za zamkniętymi drzwiami.

Skład orzekający tworzyli przewodnicząca Barankowa oraz członkowie Jeszczenko i Kolesnik. Sekretarzem była Słamczyńska.

Stelmaszczuk był rocznikiem 1920, pochodził z Korszewa. W czasie zimowego śledztwa przeszedł ciężki tyfus.

Liczba 15 tysięcy ofiar, którą odnotowano w aktach, pochodziła z jego własnego przesłuchania z 20 lutego, przeprowadzanego w czasie choroby.

Pod strażą znajdował się od 9 czerwca. Akt oskarżenia otrzymał dopiero 4 sierpnia, zaledwie dwa dni przed rozprawą.

Linia obrony Stelmaszczuka

Podczas procesu Stelmaszczuk twierdził, że od początku sprzeciwiał się zabijaniu Polaków.

Utrzymywał również, że dzięki jego pomocy Sowieci schwytali Kłyma Sawura oraz że napisał odezwę wzywającą do złożenia broni.

O godzinie 11:25 sąd zarządził dziesięciominutową przerwę.

W ostatnim słowie Stelmaszczuk miał mówić o wielu niewybaczalnych zbrodniach, które popełnił, ale jednocześnie przypisywał ich źródło wychowaniu w nienawiści do Związku Sowieckiego.

O 12:40 sędziowie udali się na naradę. Po godzinie wrócili na salę.

O 13:40 ogłoszono wyrok.

Sąd zapisał 5000 zabitych Polaków

Ustalenia faktyczne trybunału były jednoznaczne co do tego, co — według sądu — wydarzyło się 29 i 30 sierpnia 1943 roku.

W dokumencie zapisano, że oddziały podległe Stelmaszczukowi zabiły 5000 polskich mieszkańców, zagrabiły ich bydło i spaliły zabudowania.

I tutaj pojawia się najważniejszy paradoks całej sprawy.

Te ustalenia dotyczące polskich ofiar nie stały się podstawą prawną skazania Stelmaszczuka za mordowanie polskich cywilów.

Sąd zastosował art. 54.1a i 54.11 Kodeksu karnego Ukraińskiej Socjalistycznej Republiki Sowieckiej, dotyczące zdrady ojczyzny oraz działalności w organizacji antysowieckiej.

W całym wyroku ani razu nie pojawiają się nazwy Ostrówki ani Wola Ostrowiecka.

Karą była śmierć przez rozstrzelanie.

Wyrok zapadł bez orzeczenia o konfiskacie mienia i bez prawa do kasacji. O 13:50 posiedzenie zostało zamknięte.

Cały proces trwał 3 godziny i 50 minut.

Wyrok, który nie nazwał Ostrówek

Stelmaszczuk został więc skazany, a sowiecki trybunał zapisał w ustaleniach faktycznych 5000 polskich ofiar.

Jednocześnie nie był to osobny proces dotyczący zagłady Ostrówek i Woli Ostrowieckiej.

Nazwy obu miejscowości nie znalazły się w wyroku. Pięć tysięcy Polaków pozostało zbiorczą liczbą w sprawie prowadzonej przeciwko Stelmaszczukowi za zdradę Związku Sowieckiego.

To właśnie dlatego stwierdzenie, że „sprawca został osądzony za Ostrówki”, byłoby zbyt daleko idącym uproszczeniem. Z dokumentu wynika coś bardziej złożonego: sąd uwzględnił śmierć tysięcy Polaków w opisie czynów, ale podstawą prawną skazania były przestępstwa przeciwko państwu sowieckiemu.

Co pozostało po Ostrówkach i Woli Ostrowieckiej?

Po dawnych polskich wsiach zostały pola, łąki i cmentarz.

W 1990 roku dawni mieszkańcy przyjechali tam po raz pierwszy po latach. Miejsce dawnego kościoła rozpoznali po kępie bzów, cegłach fundamentów oraz dębowym krzyżu misyjnym z 1937 roku.

30 sierpnia stał się datą powracającą w historii tego miejsca.

30 sierpnia 1992 roku, po pierwszych pracach ekshumacyjnych, pochowano szczątki co najmniej 324 osób. Wśród nich znajdował się Władysław Kuwałek, którego szkielet odnaleziono w zasypanej studni.

Kolejny pogrzeb odbył się 30 sierpnia 2011 roku.

W latach 1992, 2011 i 2015 odnaleziono i godnie pochowano szczątki łącznie 674 osób. W 2026 roku ukraińskie władze wydały zgodę na kolejne prace, a w kwietniu specjaliści IPN zlokalizowali dwa groby zbiorowe i jeden grób pojedynczy.

Ekshumacje w 2026 roku

Tegoroczne prace trwały od 13 lipca do 7 sierpnia.

Ekshumacje przeprowadzono w trzech miejscach: w zbiorowym dole śmierci na terenie dawnego gospodarstwa Aleksandra Strażyca w Woli Ostrowieckiej, przy dawnej szkole w Ostrówkach oraz w pojedynczym grobie w pobliżu cmentarza.

Odnaleziono szczątki 55 osób, w tym 26 dzieci.

Największy dół śmierci znajdował się na terenie dawnego gospodarstwa Aleksandra Strażyca. Znaleziono tam 48 ciał, w tym 24 dzieci.

Kolejne sześć osób odnaleziono w mogile zbiorowej przy dawnej szkole w Ostrówkach. Jedna ofiara — kobieta — znajdowała się w pojedynczym grobie.

Ofiary pochowano bez trumien, w przypadkowych pozycjach. Zabezpieczono materiał kostny do badań DNA.

Na większości szczątków, przede wszystkim na czaszkach, ujawniono obrażenia odpowiadające opisom sposobów zadawania śmierci podczas zbrodni z sierpnia 1943 roku oraz wynikom wcześniejszych badań sądowo-medycznych.

Przy szczątkach znaleziono również przedmioty osobiste: medaliki, krzyżyki i różańce, a także setki elementów cywilnej odzieży — guziki, klamry, sprzączki, paski i fragmenty obuwia.

IPN prowadził również poszukiwania w kolejnych miejscach na tak zwanym Trupim Polu. Nie znaleziono tam kolejnych szczątków.

Według listy ofiar sporządzonej przez historyków nadal nieznane pozostają miejsca pochówku około 300 osób.

30 sierpnia 2026 roku — pogrzeb po 83 latach

30 sierpnia 2026 roku, dokładnie w 83. rocznicę zbrodni, odbył się pogrzeb 55 odnalezionych ofiar.

Uroczystość odbyła się w miejscu dawnej wsi Ostrówki. Wzięli w niej udział przedstawiciele polskich i ukraińskich władz, rodziny dawnych mieszkańców, duchowieństwo oraz osoby zaangażowane w poszukiwanie i identyfikację ofiar.

Symbolika daty jest szczególna. Tego samego dnia, 83 lata wcześniej, rozpoczęła się zagłada obu polskich miejscowości. W 2026 roku tego samego dnia pochowano część odnalezionych ofiar.

Jednocześnie nie był to koniec poszukiwań. Według IPN około 300 mieszkańców Ostrówek i Woli Ostrowieckiej wciąż czeka na odnalezienie i godny pochówek.

Kto więc odpowiadał za zagładę?

Dokumenty pozwalają odtworzyć określony łańcuch osób, ale nie wszystkie jego ogniwa można przedstawić z takim samym stopniem pewności.

W przypadku pierwotnego rozkazu kluczowym źródłem jest zeznanie Jurija Stelmaszczuka, który przypisywał jego wydanie Kłymowi Sawurowi. Sam Stelmaszczuk twierdził później, że sprzeciwiał się rozkazowi, jednak według jego własnej relacji ostatecznie zgodził się na jego wykonanie, podzielił Okręg Kowelski na rejony i wskazał odpowiedzialnych dowódców.

W rejonie Ostrówek odpowiedzialność operacyjna miała przypaść Iwanowi Kłymczakowi „Łysemu”. Dalej pojawiają się ludzie uczestniczący bezpośrednio w akcji, wśród nich osoby, których powojenne zeznania pozwoliły odtworzyć przebieg ataku.

Jednocześnie czterech ludzi z tego łańcucha zginęło jeszcze w czasie wojny, nie odpowiadając przed sądem za zagładę tych dwóch wsi. Kolejne osoby znikają z dokumentów albo pozostawiają po sobie jedynie protokoły przesłuchań.

Jurij Stelmaszczuk jako jedyny z tego łańcucha trafił przed sowiecki trybunał. Został skazany na śmierć, ale nie w procesie, którego przedmiotem była konkretnie zagłada Ostrówek i Woli Ostrowieckiej. Sąd odnotował 5000 polskich ofiar, lecz prawnie rozliczał Stelmaszczuka za zdradę Związku Sowieckiego i działalność w organizacji antysowieckiej.

Dlatego odpowiedź na pytanie, kto odpowiedział za zagładę polskich wsi na Wołyniu, jest znacznie bardziej skomplikowana niż wskazanie jednego nazwiska.

Z zachowanych materiałów można odtworzyć łańcuch dowodzenia i osoby uczestniczące w operacji. Można wskazać relacje świadków, zeznania uczestników, ustalenia sowieckiego trybunału oraz wyniki współczesnych ekshumacji.

Nie można jednak powiedzieć, że cały ten łańcuch został po wojnie rozliczony sądownie za Ostrówki i Wolę Ostrowiecką.

W przypadku tych dwóch wsi odpowiedzialność poszczególnych osób została więc częściowo zachowana w dokumentach i zeznaniach, ale nie znalazła pełnego odpowiednika w postępowaniach sądowych.

I właśnie dlatego historia tych miejsc nie kończy się na sowieckim wyroku z 1945 roku. Nadal trwa poszukiwanie szczątków ofiar, których miejsca pochówku pozostają nieznane.

Źródło materiału

Podstawą artykułu jest materiał kanału Wymazane Kresy „Kto odpowiedział za zagładę polskich wsi na Wołyniu?” oraz wskazane w nim źródła historyczne. W części dotyczącej prac ekshumacyjnych z 2026 roku wykorzystano również aktualne komunikaty Instytutu Pamięci Narodowej.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *