Nominacja generała Mychajła Drapatego na nowego naczelnego dowódcę Sił Zbrojnych Ukrainy, kulisy politycznej rozgrywki wokół Mychajła Fedorowa oraz rosnące napięcia w relacjach polsko-ukraińskich, w tym głośny incydent z udziałem deportowanego z Polski Ukraińca — to główne tematy rozmowy Kamili Baranowskiej i Grzegorza Ślubowskiego w Kanale Otwartym.
Kim jest Mychajło Drapatyj
Ślubowski przypomniał widzom archiwalne nagranie z 2012 roku, gdy Drapatyj, wówczas major, dowodził batalionem wozów pancernych w Mariupolu. Jego kolumna, nazywana dziś „latającymi BMP”, przedarła się wtedy do posterunku policyjnego otoczonego przez siły rosyjskich separatystów — epizod ten, jak zaznaczył prowadzący, przyczynił się do jego dzisiejszej popularności na Ukrainie.
Ślubowski podkreślił, że Drapatyj cieszy się w ukraińskim wojsku bardzo dużą popularnością i jest chwalony przez polityków bez względu na przynależność partyjną — pozytywnie wypowiadał się o nim między innymi Petro Poroszenko. Prowadzący przywołał też inny epizod z Mariupola, gdy żołnierze bili mu brawo za wyprowadzenie części sił z okrążenia, co dodatkowo ugruntowało jego reputację. Ślubowski zwrócił uwagę na szerszy trend, w którym popularni wojskowi na Ukrainie coraz częściej wchodzą do polityki i można się spodziewać, że będą obejmować kolejne stanowiska.
Zełenski między Fedorowem a Syrskim
Baranowska przypomniała, że Fedorow, mimo trwających na Ukrainie protestów domagających się jego powrotu, nie spieszy się z przyjęciem oferowanego mu stanowiska — miał otrzymać od Zełenskiego propozycję teki wicepremiera do spraw cyfryzacji, ale ją odrzucił. Zaznaczyła, że dla Fedorowa, wcześniej ministra cyfryzacji przygotowującego się do objęcia resortu obrony, byłaby to w pewnym sensie degradacja.
Ślubowski ocenił, że Fedorow poczuł własną siłę polityczną, natomiast Zełenski w odpowiedzi wykonał swego rodzaju unik — zdymisjonował generała Ołeksandra Syrskiego, pozostającego w konflikcie z Fedorowem i oskarżanego o reprezentowanie starych, jeszcze sowieckich nawyków w armii, po czym mianował stosunkowo młodego, 42-letniego Drapatego, uchodzącego na Ukrainie za bohatera. Baranowska przypomniała, że jeszcze niedawno sam Zełenski tłumaczył, iż rozważa wymianę Syrskiego, ale nie może dokonać dymisji jednocześnie szefa MON-u i głównodowodzącego — teraz jednak, jak zauważyła, okazało się to możliwe, wystarczyło jedynie odpowiednio długo utrzymujące się protesty społeczne.
Ślubowski ocenił Zełenskiego jako polityka bardzo cynicznego, wskazując, że Syrski był dla niego człowiekiem lojalnym, i to głównie z tego powodu prezydent zwlekał z jego dymisją. Wyraził wątpliwość, czy Drapatyj — należący już do innego pokolenia — okaże się równie lojalny wobec prezydenta. Ocenił, że głównym celem działań Zełenskiego, w tym wszystkich ostatnich zmian kadrowych i dymisji premier, jest koncentracja własnej władzy — nigdy dotąd żaden ukraiński prezydent nie miał w jego ocenie tak dużej władzy, choć nigdy też Ukraina nie mierzyła się z pełnoskalową wojną. Zwolennicy Zełenskiego, jak zaznaczył prowadzący, tłumaczą tę koncentrację władzy właśnie wymogami wojennej sytuacji.
Baranowska dodała, że jej zdaniem Zełenski myśli już strategicznie o okresie powojennym i w jego postawie widać dziś więcej kalkulacji politycznej niż postawy lidera skupionego wyłącznie na bieżącej obronie kraju. Ślubowski przyznał jej rację, oceniając, że głównym celem prezydenta jest dziś wygranie wyborów i utrzymanie władzy — tym bardziej że afery korupcyjne, w które był pośrednio uwikłany, zostały w jego ocenie w praktyce zatrzymane w pół kroku. Przypomniał, że na nagraniach z głośnej afery Midas pojawia się postać określana jako „Wowa”, którą niektórzy utożsamiają z samym Zełenskim, choć nigdy nie postawiono mu wprost zarzutu udziału w schematach korupcyjnych. Ślubowski ocenił, że środowisko polityczne, z którym prezydent doszedł do władzy, jest w dużej mierze skorumpowane, i wyraził nadzieję — zastrzegając niepewność co do jej słuszności — że pokolenie polityków i wojskowych takich jak Drapatyj może być pod tym względem inne.
Konflikt Syrski-Fedorow nie jest czarno-biały
Ślubowski przestrzegł przed uproszczonym postrzeganiem konfliktu między Syrskim a Fedorowem jako prostego starcia dobra ze złem. Przypomniał, że Syrski jest również bohaterem wojennym, uznawanym za obrońcę Kijowa przed Rosjanami i zasłużonym generałem, mimo że w obecnej narracji medialnej bywa przedstawiany głównie jako osoba kojarzona z korupcją. Wyraził niepewność, czy obecna zmiana kadrowa rzeczywiście przyniesie realną poprawę, czy jest kolejnym elementem trudnej do jednoznacznej oceny gry politycznej.
Baranowska zauważyła, że różnica wieku między obu generałami — 61 lat Syrskiego wobec 42-43 lat Drapatego — czyni tę zmianę przynajmniej wizerunkowo znaczącą, po czym zapytała, czy decyzja o dymisji Syrskiego wynikała z politycznego pragmatyzmu Zełenskiego, czy raczej z jego słabości i ugięcia się pod naporem protestów. Ślubowski przychylił się do drugiej interpretacji, porównując sytuację do wcześniejszej próby likwidacji Narodowego Biura Antykorupcyjnego (NABU) w kontekście afery Mindicza, znanej też jako afera Midas — również wtedy Zełenski, w obliczu protestów w kraju i na Zachodzie, wycofał się ze swojej decyzji. Ocenił, że prezydent świadomie korzysta dziś z fali popularności ludzi postrzeganych jako przeciwnicy starego układu korupcyjnego, czego przykładem jest właśnie nominacja Drapatego.
Czy Zełenski sam buduje sobie rywali
Baranowska zapytała, czy nominowanie popularnych postaci, takich jak wcześniej Fedorow, nie stanowi dla samego Zełenskiego zagrożenia — skoro w podobny sposób wypromowany został już jeden potencjalny kontrkandydat w wyborach. Ślubowski przypomniał, że głównym dotychczasowym kontrkandydatem był Walerij Załużny, którego Zełenski skutecznie odsunął, wysyłając go poza granice kraju. Ocenił, że obecna sytuacja przypomina „ucieczkę do przodu” — prezydent nie ma dziś wyjścia i musi zdystansować się od osób kojarzonych negatywnie ze starym układem, jednocześnie starając się wygasić trwające protesty. Zaznaczył, że sam Fedorow, będący niegdyś wychowankiem Zełenskiego, wcale nie ułatwia mu tego zadania — wyczuwając własną siłę polityczną, nie jest skłonny do kompromisów i nie dąży do wygaszenia protestów. Baranowska skomentowała to jako zrozumiałe z politycznego punktu widzenia — skandowanie własnego nazwiska na ulicach musi być dla Fedorowa politycznie budujące.
Teoria o oligarchach w tle
Ślubowski zwrócił uwagę na szerszy kontekst ukraińskiej polityki, w której historycznie ogromną rolę odgrywali oligarchowie dysponujący własnymi partiami, stacjami telewizyjnymi i wpływowymi ludźmi w strukturach państwa. Przypomniał, że sam Zełenski przez długi czas pozostawał związany z oligarchą Ihorem Kołomojskim, który finansował jego kampanię wyborczą i był twórcą serialu „Sługa Narodu”, co przełożyło się na zwycięstwo wyborcze — po dojściu do władzy Zełenski całkowicie odsunął jednak Kołomojskiego od wpływów, doprowadzając ostatecznie do jego uwięzienia. Ślubowski przywołał krążące teorie, według których to właśnie Kołomojski może dziś stać za częścią wydarzeń związanych z Fedorowem, próbując w ten sposób pozbyć się polityka, którego sam wcześniej wypromował. Zaznaczył, że cała sytuacja może mieć „drugie i trzecie dno”, a nic na Ukrainie nie jest tak proste i jednoznaczne, jak może się wydawać z zewnątrz.
Baranowska zasygnalizowała już w tym miejscu rozmowy wątek relacji polsko-ukraińskich, do którego prowadzący mieli wrócić w dalszej części programu — oceniła, że Zełenski częściowo gra wizerunkowo, próbując sprawiać wrażenie ustępstw wobec Polski, faktycznie jednak nie wycofując się z kluczowych dla Polski kwestii. Jako przykład wskazała decyzję o otwarciu archiwów oraz zgodę na ekshumacje, które jej zdaniem stanowią gest bardziej wizerunkowy niż realne ustępstwo. Ślubowski zaproponował odłożenie tego wątku na później, zaznaczając, że najpierw warto wrócić do sytuacji na froncie, ponieważ to właśnie wojna pozostaje głównym czynnikiem kształtującym zarówno ukraińską politykę wewnętrzną, jak i stosunek Polski do Ukrainy.
Rozmowy dyplomatyczne i sytuacja na froncie
Ślubowski przeszedł do wątku międzynarodowego, przypominając o półgodzinnym spotkaniu Marco Rubio z Siergiejem Ławrowem na Filipinach, poświęconym potencjalnym rozmowom pokojowym, a także o równoległej wizycie Steve’a Witkoffa i Jareda Kushnera w Kijowie, gdzie prowadzili rozmowy z Zełenskim.
Baranowska zwróciła uwagę na równoległe wydarzenia w samej Rosji — kolejne ukraińskie ataki dronowe wywołały pożary magazynów logistycznych, co jej zdaniem, prawdopodobnie przy wsparciu amerykańskim, ma przypominać Rosjanom, że skutki wojny odczuwalne są także na ich własnym terytorium. Zwróciła uwagę na wymowny zbieg okoliczności czasowy — w tym samym okresie, gdy doszło do spotkania Rubio z Ławrowem, Rosjanie wydali oświadczenie, w którym Ławrow określił dostawy broni dla Ukrainy jako niedopuszczalne, co Baranowska odczytała jako przestrogę wobec Amerykanów.
Ślubowski wyraził sceptycyzm co do szans na przełom w rozmowach pokojowych, oceniając, że żadna ze stron obecnie nie uważa się za przegrywającą wojnę, a co za tym idzie — żadna nie jest skłonna do ustępstw. Ocenił, że Władimir Putin nie zgodzi się na rezygnację z niezajętej jeszcze części Donbasu, wokół której toczy się główna gra, a Zełenski również nie pójdzie na ustępstwa, tym bardziej że Ukraińcy skutecznie bombardują cele w głębi Rosji, co dodatkowo pokazuje słabości rosyjskiej obrony przeciwdronowej. Baranowska zauważyła, że wcześniej Ukraińcy nie mieli pełnej swobody w prowadzeniu tego typu ataków — obecnie wygląda na to, że otrzymali na nie „zielone światło”, najpewniej przy logistycznym udziale Amerykanów, jak przypuszczał Ślubowski.
Ślubowski zaznaczył, że Rosjanie wciąż liczą na ustępstwa, jakie Donald Trump miał im rzekomo obiecać podczas spotkania na Alasce w Anchorage, jednak Zełenski nie jest obecnie skłonny do żadnych ustępstw, ponieważ front pozostaje praktycznie w miejscu — Rosjanie posuwają się naprzód bardzo wolno, jeśli w ogóle, a jednocześnie sami ponoszą realne straty i doświadczają rosnącego niezadowolenia społecznego w efekcie ukraińskich uderzeń na własnym terytorium.
Baranowska przywołała oficjalne stanowisko Rosji wyrażone przez Ławrowa po spotkaniu z Rubio, mówiące o gotowości do politycznego i dyplomatycznego rozwiązania konfliktu, oraz komentarz samego Rubio, określającego rozmowę jako dobrą i szczerą, z deklaracją gotowości odegrania konstruktywnej roli w zakończeniu wojny. Oceniła te wypowiedzi jako czysto dyplomatyczne, niewiążące i pozbawione realnej treści, na co Ślubowski dodał krótko, że to „nowomowa, która nic nie zmienia”.
Deportowany Ukrainiec i awantura z policją
Ślubowski przeszedł do wątku krajowego, zapowiadając materiał wideo pokazujący nagraną i opublikowaną na platformie X sytuację, w której obywatel Ukrainy w bardzo niekonwencjonalny sposób rozmawiał z polskim policjantem. Z nagrania wynikało, że mężczyzna kwestionował uprawnienia i sposób prowadzenia interwencji przez funkcjonariuszy, odmawiał podania danych, domagał się obecności tłumacza mimo komunikowania się po polsku, a w pewnym momencie doszło do fizycznej szarpaniny, gdy odmówił współpracy i reagował agresywnie na próby zatrzymania go przez policję.
Ślubowski zaznaczył, że pokazany fragment stanowił jedynie część całej, znacznie dłuższej i bardzo nieprzyjemnej awantury, podczas której mężczyzna miał w pewnym momencie wyciągnąć nożyczki, co skłoniło policjanta do polecenia ich schowania i zapięcia kabury. Baranowska dopytywała, w jakim celu miałby posiadać przy sobie nożyczki, sugerując możliwą samoobronę, jednak Ślubowski nie potrafił wskazać racjonalnego wytłumaczenia całej sytuacji — ocenił, że w przypadku standardowej interwencji związanej ze złym zaparkowaniem samochodu nie ma w zasadzie o czym dyskutować, a mężczyzna sam wywołał całą eskalację.
Ślubowski poinformował, że mężczyzna został ostatecznie deportowany z Polski i miał być weteranem wojny na Ukrainie, wyrażając jednocześnie uznanie dla polskiego policjanta za zachowaną w tej sytuacji cierpliwość i opanowanie. Baranowska zauważyła, że w pewnym momencie było słychać rosnącą irytację funkcjonariusza, na co Ślubowski odpowiedział, że policjant miał do tego pełne prawo, a cała sytuacja była całkowicie zbędna i niezrozumiała. Baranowska podsumowała, że kłótnie z policją w sytuacjach, w których nie ma się racji, są złym pomysłem niezależnie od narodowości osoby się kłócącej, zaznaczając jednocześnie, że wydarzenie to nakłada się na i tak już trudny okres w relacjach polsko-ukraińskich.
Trauma wojenna jako możliwe wyjaśnienie
Ślubowski przedstawił własną hipotezę dotyczącą zachowania mężczyzny, opierającą się na jego wieloletnich obserwacjach mentalności postsowieckiej — zarówno rosyjskiej, jak i ukraińskiej. Zaznaczył, że długo mieszkał w Rosji i często bywał na Ukrainie, gdzie policja bywa postrzegana zupełnie inaczej niż w Polsce — jako instytucja, wobec której trzeba się bronić lub przed którą trzeba uciekać, a nie jako instytucja pomocna. Ocenił, że mężczyzna, jako osoba wracająca z frontu, mógł nieświadomie przenieść na sytuację cywilną poczucie własnej władzy i odmiennych reguł, do jakich przywykł w zupełnie innym środowisku wojennym — co, jego zdaniem, mogło zadziałać jako mechanizm czysto psychologiczny.
Baranowska nawiązała do wcześniejszej rozmowy przeprowadzonej w Kanale Otwartym z badaczką Marią Piechowską z magazynu „Pismo”, zajmującą się społecznym aspektem zachowań ukraińskiego społeczeństwa. Piechowska zwracała uwagę, że po zakończeniu wojny do Polski może napłynąć znacząca liczba weteranów z nieprzepracowanymi traumami wojennymi, dołączających do swoich rodzin, w tym żon już mieszkających w Polsce — Baranowska oceniła obecną sytuację jako możliwy zapowiednik tego, jak mogą wyglądać przyszłe skutki społeczne takiego zjawiska. Ślubowski wyraził nadzieję, że taki scenariusz się nie zrealizuje, podkreślając jednocześnie, że opisane zachowanie pozostaje jednoznacznie naganne.
Statystyki incydentów wobec Ukraińców w Polsce
Ślubowski przywołał dane statystyczne, według których w Polsce rośnie liczba zgłaszanych ataków wobec Ukraińców — z około 270 przypadków w poprzednim roku do wzrostu o około 30 procent w roku bieżącym. Baranowska doprecyzowała, że w samej pierwszej połowie roku odnotowano 180 zgłoszeń, co przy ekstrapolacji odpowiadałoby wspomnianemu wzrostowi, a zgłoszenia dotyczyły najczęściej pobić, przypadków hejtu oraz znieważania słownego — tę ostatnią kategorię określiła jako trudną do jednoznacznej oceny ze względu na jej płynność definicyjną.
Ślubowski ocenił, że sytuacja na linii polsko-ukraińskiej staje się niebezpieczna w obu kierunkach, apelując o zachowanie zdrowego rozsądku i niepodsycanie napięć. Podkreślił, że w Polsce nie ma obecnie żadnej dużej fali nienawiści wobec Ukraińców, a statystyki, mimo rosnącego trendu, wciąż wskazują na przypadki jednostkowe w skali całej mieszkającej w Polsce społeczności ukraińskiej — zastrzegł przy tym, że nie wiadomo, w jakim stopniu wszystkie zgłoszenia zostały już zweryfikowane jako prawdziwe. Zaznaczył, że incydenty jednostkowe zdarzają się z obu stron, o czym świadczy właśnie zaprezentowane wcześniej nagranie z udziałem deportowanego mężczyzny.
Wypowiedzi Wiatrowycza i apel o rozdzielenie polityków od zwykłych ludzi
Ślubowski przywołał wypowiedź Wołodymyra Wiatrowycza, byłego szefa ukraińskiego Instytutu Pamięci Narodowej, obecnie polityka związanego z Petrem Poroszenką, który porównał działania Polski do działań Rosji, posługując się narracją antykolonialną, zgodnie z którą Ukraina wychodzi z „kolonialnego poddaństwa”, czego — jak twierdzi Wiatrowycz — Polacy rzekomo nie rozumieją. Baranowska przypomniała, że podobną w wymowie wypowiedź miał na koncie sam Zełenski, która odbiła się szerokim echem podczas jego wystąpienia na forum ONZ. Ślubowski ocenił jednak, że Zełenski nie posuwa się w swojej retoryce tak daleko jak Wiatrowycz, którego określił jako wyjątkowy pod tym względem — z autentycznymi, jego zdaniem, antypolskimi emocjami, niezależnie od tego, czy stanowią one element świadomej kalkulacji politycznej.
Prowadzący zgodnie zaapelowali, by tego rodzaju wypowiedzi polityków nie rzutowały na ocenę zwykłych Ukraińców mieszkających w Polsce, którzy niekoniecznie podzielają poglądy głośnych komentatorów politycznych i częstokroć nie interesują się nimi wcale.
Nadchodzące wybory jako czynnik ryzyka
Baranowska, zapytana o własny stosunek do przyszłości relacji polsko-ukraińskich, określiła się jako pesymistka, wskazując na zbliżającą się kampanię wyborczą jako czynnik, który — jej zdaniem — będzie sprzyjał politycznemu wykorzystywaniu i podsycaniu nastrojów, zarówno antyukraińskich, jak i kontrujących je przykładów z drugiej strony, bez względu na długofalowy interes Polski.
Ślubowski ocenił, że obecny proces stanowi w istocie kończenie się okresu nierealistycznej „romantyzacji” stosunków polsko-ukraińskich, co jego zdaniem jest zjawiskiem zdrowym, choć wymagającym zachowania odpowiedniej miary. Baranowska zwróciła uwagę, że retoryka „korekty” stosunków bywa jednak łączona wprost z nakręcaniem nastrojów antyukraińskich, na co Ślubowski odpowiedział, przywołując ponownie statystyki, że obecna skala zjawiska wciąż nie jest szczególnie duża.
Baranowska zaznaczyła jednak, że sam trend jest wyraźny, przywołując wcześniej cytowany w programie sondaż CBOS, według którego po raz pierwszy ponad połowa Polaków — 52 procent — sprzeciwia się przyjmowaniu uchodźców z Ukrainy. Ślubowski przyznał, że trudno się temu dziwić, oceniając to jako naturalny efekt zachodzącej korekty w relacjach — zastrzegł jednak, że nigdzie nie jest dobra przesada i nie można działać wbrew interesowi państwa. Podkreślił, że kluczowe jest, by politycy obu stron nie podbijali napięć nierealnymi twierdzeniami, oceniając, że obecnie robią to bardziej politycy ukraińscy, czego przykładem pozostaje retoryka Wiatrowycza porównującego Polaków do Rosjan.
Baranowska odpowiedziała na to, przywołując argument formułowany także przez część polskiej prawicy — że to Zełenski jako pierwszy dokonał eskalacji konfliktu, nadając ukraińskiej jednostce wojskowej imię bohaterów UPA, z czego się nie wycofał ani za co nie przeprosił. Zaznaczyła jednak, że poszukiwanie odpowiedzi na pytanie, kto zaczął spór, traci dziś praktyczne znaczenie — istotniejsze jest myślenie o tym, jak wyjść z obecnej sytuacji i zminimalizować ryzyko uczynienia jej przedmiotem nadchodzącej kampanii wyborczej, choć oceniła to jako mało realne.
Ślubowski zamknął rozmowę wyrażeniem nadziei, że politycy obu krajów będą kierować się interesem swoich państw, a nie osobistymi ambicjami czy sympatiami, co pozwoliłoby relacjom polsko-ukraińskim wrócić do stanu pełnej normalności.
Rozmowę przeprowadzili Kamila Baranowska i Grzegorz Ślubowski. Materiał „Nowy głównodowodzący na Ukrainie, deportowany Ukrainiec ubliżający policji” dostępny na kanale Kanał Otwarty na YouTube, liczącym 221 tys. subskrybentów. Opublikowany 24 lipca 2026.