Wypartowicz we Wprost: zmiany kadrowe na Ukrainie to nie przypadek, a droga Zełenskiego do jednowładztwa

Nowe

Dymisja generała Ołeksandra Syrskiego, nominacja Mychajła Drapatego na nowego naczelnego dowódcę Sił Zbrojnych Ukrainy oraz szeroko zakrojona rekonstrukcja rządu wywołały na Ukrainie falę protestów społecznych i pytania o to, czy prezydent Wołodymyr Zełenski dąży do skupienia pełni władzy w swoich rękach. O tych zmianach, ich wpływie na relacje polsko-ukraińskie oraz o szansach na zakończenie wojny z Rosją rozmawiała Anna Mokrzanowska z Bartłomiejem Wypartowiczem, analitykiem portalu Defence24 zajmującym się tematyką wschodnią, w programie „Rozmowa Wprost”.

Dlaczego Syrski musiał odejść

Mokrzanowska przypomniała, że ostatnie decyzje kadrowe Zełenskiego wywołały protesty w wielu ukraińskich miastach — demonstranci domagali się zarówno powrotu na stanowisko zdymisjonowanego ministra obrony Fedorowa, jak i dymisji dotychczasowego szefa ukraińskiej armii Ołeksandra Syrskiego. Ten drugi postulat został spełniony 21 lipca, gdy Zełenski ogłosił nominację Mychajła Drapatego na nowego dowódcę sił zbrojnych.

Wypartowicz ocenił tę decyzję jako bardzo przemyślaną. Wyjaśnił, że protesty, które wybuchły po ogłoszeniu rekonstrukcji rządu i odwołaniu Fedorowa, koncentrowały się głównie na dwóch żądaniach: przywróceniu Fedorowa na stanowisko ministra obrony oraz odwołaniu skonfliktowanego z nim Syrskiego. Analityk wskazał, że konflikt między obiema postaciami miał charakter głębszy niż personalny — Syrski reprezentował, jego zdaniem, podejście bliższe postsowieckiemu, stawiając w przyszłej wojnie na siłę lądową, wojska ciężkie i masę ludzką, podczas gdy Fedorow forsował wizję zrobotyzowanego państwa, w którym linię frontu w dużej mierze obsadzają systemy bezzałogowe.

Wypartowicz przywołał także konkretne decyzje z okresu dowodzenia Syrskiego, które uznał za błędne — w tym bardzo długą obronę Sołedaru i Bachmutu, prowadzoną przy spóźnionych ewakuacjach zarówno mieszkańców, jak i samych żołnierzy, co przełożyło się na wysokie straty osobowe Sił Zbrojnych Ukrainy. Wspomniał również o skandalach ujawnionych w ostatnich miesiącach przez ukraińskie media, w tym o sytuacji w jednostce Skała, gdzie rekruci trafiali na front bezpośrednio po podstawowym szkoleniu i ginęli w dużej liczbie, a dowódca jednostki miał wykorzystywać podległych mu żołnierzy do prywatnych porachunków — zlecając porwanie i zabójstwo osób, których motocykle przeszkadzały jego żonie pod domem.

Fedorow: nagroda czy sposób na kontrolę rywala

Mokrzanowska zwróciła uwagę, że sam Fedorow nie krył zadowolenia ze zmian na czele armii, gratulując Drapatemu nominacji na Telegramie, a jednocześnie otrzymał od Zełenskiego propozycję innego, bardziej technicznego stanowiska w rządzie — nie resortu obrony. Zapytała, czy decyzja o przywróceniu Fedorowa do struktur władzy wynika z ugięcia się pod naporem protestów, chęci wzmocnienia rządu, czy raczej z próby kontrolowania potencjalnego rywala politycznego przed ewentualnymi wyborami.

Wypartowicz wskazał na tę ostatnią interpretację jako najbardziej prawdopodobną. Zaznaczył, że Fedorow jest obecnie jednym z najpopularniejszych polityków na Ukrainie — według sondaży cieszy się największym zaufaniem społecznym i najmniejszą nieufnością, choć te dwa wskaźniki nie zawsze idą w parze. Jego zdaniem Zełenski chce po prostu usadzić Fedorowa na jakimkolwiek stanowisku, by ten mu nie zagrażał, a jednocześnie wyciszyć trwające protesty. Wypartowicz podkreślił przy tym realne kompetencje Fedorowa jako osoby bardzo technicznej, odpowiedzialnej między innymi za inicjatywę Brave1 oraz szereg działań na rzecz rozwoju bezzałogowych rozwiązań dla ukraińskiej armii — jego zdaniem byłoby stratą dla Ukrainy, gdyby taką osobę przejęła zagraniczna firma.

Droga do jednowładztwa

Wypartowicz przedstawił jednak własną, odmienną od większości komentatorów interpretację całej sytuacji, zapowiadając, że czas potwierdzi jej trafność — jego zdaniem wszystkie te zmiany stanowią przede wszystkim wzmocnienie pozycji samego Zełenskiego. Przypomniał, że proces rozpoczął się od niespodziewanego odwołania premier Julii Swyrydenko, po czym doszło do rekonstrukcji całego rządu — dając prezydentowi możliwość wyznaczenia na jej następcę osoby w pełni sterowalnej.

Udało się też wyłonić większość składu Rady Ministrów, choć nie zatwierdzono jeszcze nowych ministrów obrony i spraw zagranicznych. Na pełniącego obowiązki ministra obrony wyznaczono Chmarę, wcześniej kierującego ukraińskim SBU — czyli osobę, jak ocenił Wypartowicz, dotąd niewygodną dla Zełenskiego i jego otoczenia, przesuniętą z kluczowej służby specjalnej, by na jej czele mogła stanąć osoba bardziej podporządkowana prezydentowi.

Zmiany w Ministerstwie Spraw Zagranicznych, zdaniem analityka, dopiero nadejdą, a same wymienione dotąd roszady nie oznaczają zakończenia procesu — kolejnym krokiem, jego zdaniem, będzie przebudowa kierownictwa Rady Najwyższej oraz komisji parlamentarnych, mająca na celu przejęcie kontroli nad kluczowymi obszarami legislacji przez ludzi lojalnych wobec prezydenta.

Kto ma dziś realny wpływ na Zełenskiego

Pytany o najbliższe otoczenie prezydenta, Wypartowicz wskazał na dwie osoby o największym wpływie na jego decyzje. Pierwszą jest Kyryło Budanow, były szef ukraińskiego wywiadu wojskowego, obecnie szef Kancelarii Prezydenta — bliski Zełenskiemu i cieszący się dużym szacunkiem społecznym. Drugą, zdaniem analityka, pozostaje Andrij Jermak — mimo formalnego zwolnienia ze stanowiska w trakcie afery „Midas” Wypartowicz ocenił, że jego wpływ na politykę wewnętrzną prezydenta wcale nie zmalał, a być może nawet wzrósł, ponieważ obecnie, przy mniejszej formalnej odpowiedzialności, może działać skuteczniej w sposób nieformalny.

Spadające poparcie i protesty przeciwko jednowładztwu

Mokrzanowska zapytała, jak zmieniało się postrzeganie Zełenskiego przez ukraińskie społeczeństwo — od statusu bohatera na początku wojny, przez rekordowe poparcie w sondażach, po ostatnie badania, w których poważnym rywalem prezydenckim okazywali się Walerij Załużny czy nawet Fedorow.

Wypartowicz ocenił, że notowania Zełenskiego z każdym miesiącem spadają coraz szybciej, a punktem zwrotnym była próba podporządkowania sobie niezależnych instytucji antykorupcyjnych — NABU i SAPO. Wcześniej spadki poparcia były powolne, rzędu jednego procenta w ciągu kilku miesięcy, jednak po tamtej sytuacji słupki zaczęły spadać znacznie szybciej. Wypartowicz spodziewa się, że najbliższe badania opinii publicznej pokażą spadek poparcia prezydenta o pięć do dziesięciu procent względem ostatniego sondażu.

Podkreślił przy tym, że obecne protesty na ukraińskich ulicach nie dotyczą wyłącznie odwołania Fedorowa — część demonstrantów sprzeciwia się szerzej rozumianym decyzjom Zełenskiego i próbie budowy jednowładztwa, a niektórzy deputowani, świadomi tego kierunku zmian, aktywnie zachęcają swoich zwolenników do udziału w protestach w obronie całego systemu politycznego, nie tylko pojedynczego stanowiska.

Perspektywy integracji europejskiej

Wypartowicz połączył ten wątek z tempem integracji europejskiej Ukrainy, oceniając, że reformy mające przybliżyć kraj do Unii Europejskiej są obecnie w dużej części wstrzymane. Jego zdaniem realne otwarcie i zamknięcie wszystkich negocjacyjnych klastrów w perspektywie najbliższych piętnastu lat jest mało prawdopodobne, a bardziej realnym scenariuszem pozostaje jakaś forma stowarzyszenia z Unią — dająca pewne korzyści bez pełnych wymogów członkostwa, co analityk ocenił jako rozwiązanie korzystniejsze dla Ukrainy niż pełna akcesja, ponieważ ukraińskie elity zdają sobie sprawę, że szybkie wejście zarówno do UE, jak i do NATO nie jest realne, i w związku z tym zabezpieczają przede wszystkim własne interesy.

Relacje z Polską: Wołyń i spór o symetryzację historii

Zapytany o wpływ zmian kadrowych na relacje z Polską, Wypartowicz ocenił, że większość z nich ma charakter czysto wewnętrzny i będzie miała na te relacje wpływ marginalny. Wyjątkiem, jego zdaniem, jest nowy premier Korecki — z racji wcześniejszej, bliskiej współpracy z Polską (w tym roli, jaką odegrał przy umowach między Naftohazem a Orlenem podpisywanych w ostatnich dwóch latach) oraz dobrej znajomości języka polskiego, co może ułatwiać zrozumienie polskiej wrażliwości. Wypartowicz zaznaczył jednak, że reszta kluczowego kierownictwa — w tym minister spraw zagranicznych Andrij Sybiha oraz Kancelaria Prezydenta odpowiedzialna za znaczną część polityki wobec Polski — pozostaje bez zmian, co oznacza brak zmiany długofalowego podejścia.

Odniósł się także do zapowiedzianego przez Zełenskiego odtajnienia archiwów SBU dotyczących zbrodni wołyńskiej, wyrażając wątpliwość co do samego sformułowania — jego zdaniem te akta były już dostępne od trzech, czterech lat, więc trudno mówić o odtajnieniu czegoś, co nie było tajne; bardziej trafne byłoby, jego zdaniem, mówienie o szerszym udostępnieniu materiałów. Wskazał również na plany zwiększenia finansowania ukraińskiego Instytutu Pamięci Narodowej, co jego zdaniem realnie oznacza większe możliwości dla ukraińskich historyków do kształtowania narracji historycznej w sposób jeszcze bardziej symetryzujący winy obu stron, a być może nawet bardziej drastyczny niż obecne stanowisko prezentowane choćby przez Wołodymyra Wiatrowycza. Wypartowicz ocenił, że spór o Wołyń będzie się ciągnął jeszcze długo, ponieważ ani strona polska, ani ukraińska nie wykazują obecnie gotowości do ustępstw — a bez ustępstwa którejś ze stron porozumienie pozostanie nieosiągalne.

Nadanie jednostce imienia bohaterów UPA — kalkulacja czy przesada

Mokrzanowska zapytała o decyzję Zełenskiego o nadaniu jednej z ukraińskich jednostek imienia bohaterów UPA, która wywołała w Polsce falę krytyki, dopytując, czy prezydent nie docenił skali reakcji, czy była to świadoma kalkulacja na użytek wewnętrzny.

Wypartowicz jednoznacznie wskazał na drugą opcję. Ocenił, że reakcja świata zewnętrznego nie interesuje Zełenskiego, ponieważ ten funkcjonuje w dużej mierze we własnym świecie — decyzja o nazwie miała znaczenie przede wszystkim dla części społeczeństwa o poglądach nacjonalistycznych, a jej celem było pokazanie, że na prawo od Zełenskiego politycznie nie ma już nikogo. Analityk ocenił, że ewentualna reakcja Polski czy społeczności międzynarodowej nie miała dla tej kalkulacji większego znaczenia, ponieważ realne możliwości odpowiedzi są ograniczone — polska decyzja o odebraniu orderów uznał za symboliczną wojnę, która niczego nie rozwiązuje ani nie deeskaluje sytuacji. Podkreślił, że żadne z możliwych działań międzynarodowych, w tym wyrażenie ubolewania przez Unię Europejską, nie wpłynie realnie na sytuację, a bardziej drastyczne kroki — na przykład ograniczenie dostaw uzbrojenia dla Ukrainy w odpowiedzi na nazwę jednostki wojskowej — byłyby, jego zdaniem, nielogiczne i naraziłyby państwo, które by je podjęło, w tym hipotetycznie Polskę, na miano nierozważnego partnera w oczach zachodnich sojuszników wspierających Ukrainę.

Wypartowicz umieścił obecne napięcia w szerszym kontekście historycznym relacji polsko-ukraińskich, przypominając, że zaczęły się one zaostrzać w 2023 roku — po wystąpieniu Zełenskiego na forum ONZ, blokadzie granicy oraz protestach przewoźników i rolników. Po okresie względnej stabilizacji doszło do kolejnego zaostrzenia, a jego zdaniem powrót relacji do poziomu określanego jako normalny — nie dobry, lecz normalny — zajmie kilka lat, nie miesięcy.

Spór o polską pomoc dla Ukrainy

Mokrzanowska przywołała pomysł Przemysława Czarnka dotyczący ograniczenia polskiego wsparcia dla Ukrainy, na co natychmiast zareagował Jarosław Kaczyński, podkreślając, że strategicznym celem Polski pozostaje pomoc Ukrainie w obliczu zagrożenia ze strony Rosji. Zapytała, czy tego typu pomysły mogłyby zyskać szersze poparcie i czy byłyby sensowne z punktu widzenia polskiego bezpieczeństwa.

Wypartowicz ocenił, że tego rodzaju postulaty mogłyby liczyć na uznanie jedynie w środowisku Grzegorza Brauna, którego elektorat i jego liczebność są, jego zdaniem, powszechnie znane — żaden poważny polityk nie powinien traktować takich wezwań poważnie. Zauważył, że Czarnek najwyraźniej sam zdał sobie sprawę z przesady w swoich wypowiedziach, skoro po reprymendzie ze strony Kaczyńskiego złagodził ton swoich komentarzy dotyczących Ukrainy i pomocy dla niej. Wypartowicz określił tego typu podejście jako „wylewanie dziecka razem z kąpielą”, niestosowne w polityce poważnego państwa, które powinno kierować się własnym interesem.

Podkreślił, że wspieranie broniącej się Ukrainy leży w bezpośrednim interesie Polski, ponieważ odsuwa zagrożenie ze strony Rosji o lata — obecnie Rosja nie jest w stanie zaatakować na pełną skalę Polski ani państw bałtyckich, między innymi dlatego, że milion rosyjskich żołnierzy pozostaje zaangażowanych w wojnę na Ukrainie, a środki napadu powietrznego, w przeciwieństwie do amunicji strzeleckiej, wymagają wielotygodniowej lub wielomiesięcznej produkcji, co znacząco utrudnia ich gromadzenie na potrzeby ewentualnego nowego frontu. Wskazał też na ukraińskie ataki na cele w głębi Rosji — rafinerie i zakłady przetwórstwa przemysłowego — oraz na faktyczną izolację Krymu, gdzie brakuje paliwa, benzyny i gazu, a rosyjska władza nie do końca wie, jak sobie z tym problemem poradzić. Ocenił dosadnie, że ktokolwiek twierdzi, iż nie warto osłabiać Rosji jako odwiecznego wroga Polski, po prostu nie ma racji — zastrzegając, że być może wyraził to zbyt mocno, ale czasami taki dobitny język jest, jego zdaniem, potrzebny.

Czy wojna może się wkrótce skończyć

Na zakończenie Mokrzanowska zapytała o szanse na zakończenie wojny i zawarcie porozumienia między Ukrainą a Rosją. Wypartowicz ocenił, że na ten moment nic na to nie wskazuje. Jego zdaniem rozmowy pokojowe stałyby się realne dopiero w sytuacji, gdyby jedna ze stron uzyskała drastyczną przewagę militarną na froncie — obecnie ani Ukraina, ani Rosja nie mają takiej przewagi, a niepodważalne zwycięstwo militarne byłoby jedynym czynnikiem zdolnym skłonić stronę przegraną do rozmów.

Nawet gdyby pominąć kwestię militarną i rozważać scenariusz czysto dyplomatyczny, konieczna byłaby wola obu stron do zawarcia pokoju — a zdaniem Wypartowicza obecnie ani Rosji, ani Ukrainie taki pokój się nie opłaca, z różnych, złożonych powodów, których pełne wyliczenie zajęłoby, jego zdaniem, kolejne dwie godziny rozmowy. Wskazał, że Rosja rozpoczyna wszelkie rozmowy od dwóch niezmiennych założeń: uznania nowo włączonych obwodów za integralną część Federacji Rosyjskiej oraz żądania demilitaryzacji i „denazyfikacji” Ukrainy — od tych warunków Rosja, jego zdaniem, nie odstąpi. Z drugiej strony Ukraina nie zaakceptuje warunków pokoju wiążących się z formalnym oddaniem Krymu, Zaporoża czy Doniecka, ponieważ byłoby to równoznaczne z polityczną śmiercią dla każdego polityka, który podpisałby taki dokument, i społecznym ostracyzmem dla całego ugrupowania politycznego, które by się na to zdecydowało. Wypartowicz ocenił, że ukraińskie społeczeństwo pozostaje na tyle zdeterminowane do dalszej walki i wciąż wierzy w zwycięstwo, że tego typu ustępstw ze strony Ukrainy nie należy się obecnie spodziewać.

Zastrzegł jednak na koniec swoją główną obawę — że Ukraina może w pewnym momencie zacząć przegrywać wojnę na wyniszczenie, a wtedy zabraknie już czasu na negocjowanie ustępstw i konieczne będzie szybkie podpisanie pokoju, jeśli kraj będzie chciał zachować choćby resztki własnej państwowości.


Rozmowę przeprowadziła Anna Mokrzanowska z Bartłomiejem Wypartowiczem, analitykiem portalu Defence24. Materiał „ZEŁENSKI GRA NA NACJONALISTÓW? DECYZJA, KTÓRA WYWOŁAŁA BURZĘ” dostępny na kanale Wprost na YouTube, liczącym 82,7 tys. subskrybentów. Opublikowany 23 lipca 2026.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *