Raport Specjalny: seria błędów Zełenskiego doprowadziła do najgorszego możliwego momentu na zmianę dowódcy
Zdymisjonowanie generała Ołeksandra Syrskiego, nominacja Mychajła Drapatego na naczelnego dowódcę Sił Zbrojnych Ukrainy, eskalujący spór z burmistrzem Kijowa Witalijem Kliczką oraz seria politycznych błędów, które doprowadziły do tej sytuacji — o tym w Raporcie Specjalnym rozmawiali prowadzący kanału Martinn z prof. Danielem Boćkowskim oraz prof. Krzysztofem Chochowskim.
Wojna Zełenskiego z Kijowem
Prowadzący otworzył program tezą, że obecny kryzys można właściwie nazwać wojną Zełenskiego z własną stolicą — drugim, tym razem niemal nokautującym ciosem, po którym prezydent musiał ugiąć się przed społeczeństwem. Zaznaczył, że Ukraina poniosła w tym sporze z Polską więcej wizerunkowych strat wobec Europy niż zysków, a do tego doszła kolejna wymiana ciosów między Kliczką a Zełenskim oraz — w ostatnich 24 godzinach — wstrząsająca decyzja o odwołaniu Syrskiego, przyjęta przez większość armii z ulgą.
Chochowski ocenił obecną sytuację jako walkę polityczną o utrzymanie własnej „kamaryli” — dworskiej koterii, która mimo trwającej wojny zaczyna ocierać się o degrengoladę, zwłaszcza w kontekście afer korupcyjnych, które próbował ukrócić zdymisjonowany minister obrony. Zaznaczył, że nie chce tego nazywać czynnikiem decydującym o jego odwołaniu, ale z pewnością był to jeden z powodów. Zwrócił uwagę na równoległy proces otwarcia rozmów o stowarzyszeniu z Unią Europejską, dla której walka z korupcją jest kluczowym kryterium, a Ukraina żyje przecież z zagranicznych pieniędzy — nikt nie pożycza ani nie daruje środków po to, by dziesięć procent trafiało do kieszeni wąskiej grupy zaufanych ludzi prezydenta. Ocenił to jednocześnie jako pozytywny symptom rodzącego się na Ukrainie społeczeństwa obywatelskiego, patrzącego władzy na ręce — zastrzegł jednak, że wojna wymaga priorytetowego traktowania frontu wewnętrznego, bo protesty społeczne mogą rozłożyć państwo od środka, potwierdzając rosyjską narrację o państwie upadłym i skorumpowanych elitach. Przywołał tu analogię do rewolucji październikowej — Rosja, mimo zwycięstwa w I wojnie światowej po stronie koalicji, rozpadła się od wewnątrz.
Zełenski przelicytował po sukcesie z Polską
Boćkowski przedstawił własną, nieco przewrotną interpretację — jego zdaniem Zełenski przelicytował, ponieważ wydawało mu się, że dobrze poszło mu w sporze z Polską, co dało mu poczucie, że jest „na topie”, i postanowił przy okazji „upiec drugą pieczeń”. Zwrócił uwagę na dziwny sposób przeprowadzenia rekonstrukcji rządu — brak informowania rządu o zmianach, wcześniejsza dymisja premier, która jeszcze kilka dni wcześniej przebywała w Gdańsku, co samo w sobie stanowiło sygnał lekceważący wcześniejsze ustalenia z Polską. Ocenił, że cała sytuacja wymknęła się spod kontroli — ludzie zdenerwowali się nie tyle samą sprawą ministra obrony, ile powtarzającym się schematem „wywalam wszystkich i robię wszystko od nowa”, co szczególnie rozwścieczyło frontowych oficerów i dowódców, tym bardziej że Syrski toczył równolegle własny spór z Budanowem, a Fedorow rzucił hasło bliskie niesubordynacji.
Boćkowski podkreślił, że Fedorow był symbolem odmiennego podejścia do mobilizacji — w przeciwieństwie do systemu prowadzonego przez Syrskiego, przypominającego, jego zdaniem, metody rosyjskie, budzącego skrajnie niskie zaufanie do armii. Wskazał również na sygnały płynące z Waszyngtonu, Francji i Wielkiej Brytanii, gdzie zachodni partnerzy zaczęli otwarcie wyrażać frustrację brakiem stabilności partnerów do rozmów — skoro co chwila ktoś, z kim ustalono konkretne sprawy, odpada. Ocenił, że presja ulicy, połączona z naciskiem z zewnątrz, zmusiła Zełenskiego do działania — nie mógł jednak po prostu odpuścić Fedorowa, bo świadczyłoby to o jego słabości, dlatego próbował go umocować gdzie indziej, decydując się ostatecznie na poświęcenie Syrskiego, którego mógł stracić najmniejszym kosztem politycznym.
Sondaże: Zełenski wciąż na prowadzeniu, ale niepewnie
Prowadzący przywołał sondaż udostępniony przez Piotra Kaszuwarę, według którego w hipotetycznych wyborach prezydenckich Zełenski prowadzi z wynikiem około 22 procent, drugi jest Załużny z 14,9 procent, a trzeci Fedorow z około 13,4-13,5 procent. Boćkowski ocenił, że taki wynik mógł utwierdzić Zełenskiego w przekonaniu, że jest bezpieczny i nie straci zbyt wiele. Przywołał też sondaż zaufania, w którym Załużny osiąga 70 procent, Fedorow 65, Budanow 62, a sam Zełenski poniżej 60 procent.
Krwawa cena rotacji żołnierzy
Boćkowski zwrócił uwagę na jeszcze jeden aspekt sporu Fedorow-Syrski — kwestię wycofywania żołnierzy z linii frontu dopiero po siedmiu-ośmiu miesiącach nieprzerwanej służby, co ocenił jako praktykę wręcz zbrodniczą wobec tych, którzy to przetrwali — tacy ludzie, jego zdaniem, nie powinni być dopuszczani z powrotem do linii bardzo długo, jeśli nie chce się mieć do czynienia z żołnierzami z maksymalnymi zaburzeniami psychiki.
Symbol postępu kontra „rzeźnik”
Prowadzący zauważył, że nikt nie płakał po zdymisjonowanej premier, ale za młodym Fedorowem społeczeństwo stanęło murem, wychodząc na ulice pod bombami przez sześć dni z rzędu. Chochowski wyjaśnił to prostym kontrastem — Fedorow kojarzył się z postępem, brakiem korupcji i próbą stworzenia spójnego systemu mobilizacji, podczas gdy Syrski był powszechnie nazywany „rzeźnikiem”. Ten kontrast anioła i diabła, jak to ujął, silnie przemawiał do ludzi.
Boćkowski dodał, że mimo wszystko Załużny nadal cieszy się bardzo dużym poparciem, a obecny moment jest dla Ukrainy najtrudniejszy — pytanie, czy inwestowanie głównie w drony i technologię zamiast w artylerię i ciężkie uzbrojenie jest rozsądne, pozostaje otwarte, bo oba są potrzebne. Zaznaczył jednak, że Ukraina prowadzi obecnie operacje dronowe na skalę, o jakiej Rosji się nigdy nie śniło, przekraczając przy tym kolejne czerwone linie rosyjskich doktryn wojskowych, w tym nuklearnej — nawet Białoruś została częściowo zaszantażowana groźbą wyłączenia dostaw energii.
11 problemów Fedorowa jako pośredni zarzut wobec Zełenskiego
Prowadzący przypomniał, że jedenaście problemów wskazanych przez Fedorowa to zarzuty wymierzone formalnie w Syrskiego, ale pośrednio także w samego prezydenta — sami żołnierze mówią wprost, że kto miał układy u Syrskiego, mógł dostać wszystko, a kto był dla niego persona non grata, musiał liczyć się z brakiem zaopatrzenia. Boćkowski przyznał, że Syrski wprowadził przynajmniej pewną przejrzystość w niektórych zamówieniach, ale społeczeństwo miało prawo być wściekłe, bo kolejne roszady polegały wyłącznie na tym, że ta sama ekipa utrzymywała się przy władzy niezależnie od siły stawianych jej zarzutów. Ocenił, że gra Zełenskiego skierowana na Europę i Polskę mogła mu się wydawać korzystna, ale część społeczeństwa i deklaracje Rady Europy oraz Unii Europejskiej zmusiły go do wycofywania się rakiem, choć bez formalnego odwołania podjętych decyzji.
Kliczko pyta o obronę Kijowa
Boćkowski wskazał, że wypowiedzi burmistrza Kliczki są uzasadnioną reakcją na sytuację, w której balistyka rosyjska staje się coraz trudniejsza do obrony — Kliczko pyta wprost, gdzie jest technologia obronna, czym miasto ma się bronić i czy jest bezbronne. Prowadzący ocenił te słowa jako bezpośrednie uderzenie w osłabiony ostatnio korpus otoczenia Zełenskiego. Chochowski zastrzegł jednak, że nie przesadzałby z oceną skuteczności obrony — mało które państwo dysponuje dziś zasobami pozwalającymi skutecznie bronić się tak długo przed taką skalą ataków rakietowych, może z wyjątkiem Stanów Zjednoczonych, choć nawet atak na Katar pokazał, że niekoniecznie.
Wojna surowcowa i mobilizacja uchodźców
Chochowski zaproponował ramę „wojny surowcowej” — kto wytrzyma dłużej z zasobami, ten nie przegra. Zwrócił uwagę na zmieniające się stanowisko Unii Europejskiej wobec ukraińskich uchodźców podlegających mobilizacji — piąty rok wojny sprawia, że dawni piętnasto- czy szesnastolatkowie są dziś pełnoletni, a część z nich, jak zauważył, wchodzi w konflikty z prawem w Polsce i bywa odstawiana na granicy prosto do wojska. Zastrzegł jednak pytanie, czy z takiego poborowego wyjdzie skuteczny żołnierz, czy tylko „mięso armatnie” — wiele zależy od jakości ośrodków szkoleniowych, jak choćby te prowadzone przez trzeci korpus azowski, gdzie proces szkolenia jest, jego zdaniem, prowadzony poważnie. Boćkowski dodał, że Ukraińcom brakuje tak bardzo ludzi, że nie mogą pozwolić sobie na bezsensowne straty wynikające z głupiego dowodzenia, bo kolejnych rekrutów może po prostu zabraknąć.
Bezsensowna śmierć pod Konstantynówką
Chochowski przywołał konkretny przykład złego dowodzenia po stronie ukraińskiej — wysłanie dwóch żołnierzy wyłącznie po to, by w centrum Konstantynówki zawiesić flagę, po czym obaj zostali pojmani przez Rosjan. Zapytał retorycznie, jaki to miało sens. Boćkowski ocenił to jako głupotę tożsamą z podobnymi działaniami po stronie rosyjskiej — ktoś chciał sobie coś udowodnić, bo potrzebny był materiał propagandowy, a ta mentalność, jego zdaniem, wciąż jest w armii nie do wyrwania.
Kto stoi za Fedorowem
Prowadzący zapytał wprost, kto stoi za Fedorowem. Chochowski odpowiedział jednoznacznie — znaczna część społeczeństwa myśląca prodemokratycznie i prozachodnio, ponieważ w państwie niebędącym autokracją nikogo nie da się zmusić do wyjścia na ulicę; ludzie wyszli sami, bez odgórnie zorganizowanych list uczestnictwa, w przeciwieństwie do dawnych sowieckich pochodów pierwszomajowych. Prowadzący zauważył, że Fedorow był ministrem obrony dopiero od stycznia, a mimo to w ciągu sześciu miesięcy pokazał, że da się działać inaczej. Chochowski potwierdził, dodając, że Fedorow zagroził interesom korupcyjnym grup skupionych wokół Zełenskiego oraz jego ministrów, doradców i „szarych eminencji”.
Technokrata z kontaktami, których nie miał sam Zełenski
Boćkowski dodał ważny kontekst — Fedorow był prezentowany jako technokrata ze świetnymi kontaktami zagranicznymi, mogący, jak to ujęto, „zadzwonić do szefa Tesli” — a świat, który daje Ukrainie pieniądze, ma dość tego, że są one „rąbane” bez żadnej kontroli. Wprowadzenie przez niego przejrzystych przepisów, przy jednoczesnym napływie coraz większych środków, w tym niekoniecznie znaczonych funduszy z państw Zatoki Perskiej, sprawiło, że Europa zaczęła w końcu widzieć, dokąd trafiają pieniądze — Boćkowski nie wykluczył, że popłynęły wtedy nieformalne sygnały ostrzegawcze do Zełenskiego, że przeciągnął strunę. Zauważył również, że Zełenski systematycznie eliminuje wszystkich, którzy mogliby stać się alternatywnym kanałem komunikacji z Zachodem, jeśli nie są nim on sam — Fedorow, dysponujący własnymi, niezależnymi kontaktami, naturalnie zagrażał tej kontroli. Ocenił, że część zagranicznych partnerów ma już dość sposobu, w jaki Zełenski rozgrywa całą sytuację, koncentrując absolutnie wszystko w jednych rękach — co, jak zaznaczył, nie jest właściwe w czasie wojny prowadzonej przez demokratyczne państwo.
Sylwetka nowego naczelnego dowódcy
Prowadzący przedstawił szczegółową biografię Mychajła Drapatego — żołnierza walczącego z Rosją od 2014 roku w strukturach operacji antyterrorystycznej na Donbasie, dowódcy jednego z batalionów 72. Brygady, uczestnika obrony Mariupola, skąd wyprowadził żołnierzy z okrążenia. Zaznaczył, że Rosja natychmiast po jego nominacji wydała wezwanie do jego aresztowania z niesprecyzowanych zarzutów karnych, umieszczając go na liście osób przeznaczonych do wywiezienia, najpewniej na pokazowy proces. Przypomniał, że Drapatyj wcześniej podał się do dymisji po zbombardowaniu ośrodka szkoleniowego, biorąc na siebie odpowiedzialność za śmierć trzynastu żołnierzy — co przyniosło mu szacunek armii, mimo że wcale nie musiał tego robić. Później jako szef Teatru Północnego skutecznie dowodził dwoma odcinkami frontu, doprowadzając do zatrzymania rosyjskiej ofensywy pod Charkowem w 2024 roku oraz do udanej ofensywy pod Kupiańskiem, zakończonej okrążeniem sił rosyjskich w mieście.
Najgorszy możliwy moment na zmianę dowódcy
Prowadzący przywołał ocenę pułkownika Piotra Lewandowskiego, przygotowaną dla Wirtualnej Polski — to najgorszy możliwy moment na wymianę dowódcy frontowego, ponieważ Rosjanie są u szczytu operacji ofensywnej w rejonie Konstantynówki i Słowiańska, prowadząc działania na wielu sektorach frontu jednocześnie. Chochowski, przyznając, że nie ma porównywalnej wiedzy eksperckiej co pułkownik, zadeklarował, że podziela ten pogląd, w dużej mierze opierając się na jego autorytecie.
Boćkowski zgodził się z oceną niefortunności momentu, zaznaczając jednocześnie, że w przypadku Ukrainy nie istnieje dobry moment na wymianę naczelnego dowódcy — ten konkretny wynika jednak z serii błędów samego prezydenta, który rozwalił stabilność państwa w najbardziej krytycznym momencie, dodatkowo wywołując niezadowolenie społeczne i podważając zaufanie do siebie i do dowództwa. Ocenił, że zostawienie Syrskiego na stanowisku pogłębiłoby kryzys morale na froncie, ale mianowanie Drapatego w tak trudnym momencie to w istocie ratowanie własnego „tyłka” przez Zełenskiego, nie ratowanie samego Drapatego — jeśli nowemu dowódcy się nie uda, wyśle to fatalny sygnał, że nawet frontowiec niczego nie potrafi zmienić. Zauważył, że Budanow, ogłaszając nominację, podziękował Syrskiemu za „wspaniałą” służbę, chwaląc jednocześnie Drapatego jako szybko podejmującego decyzje trzeźwego fachowca, którego zna od dawna — pytanie jednak, czy nowy dowódca, mimo wiedzy, nie będzie musiał najpierw stoczyć wewnętrznej wojny ze starą generalicją odziedziczoną po Syrskim, zamiast skupić się na samej linii frontu, zwłaszcza że Konstantynówka wydaje się już stracona, a odpowiedzialność za to spadnie teraz na kogoś innego niż Syrski.
Trudny szczebel strategiczny
Prowadzący przywołał kolejną ocenę Lewandowskiego — Drapatyj to wybitnie uzdolniony dowódca taktyczny i operacyjny, ale pytanie brzmi, jak poradzi sobie na szczeblu strategicznym, dziedzicząc sztab i dowódców mianowanych przez Syrskiego, których nie da się wymienić w tydzień. Boćkowski dodał, że żeby wymienić dowódcę, trzeba go skądś wziąć — a nie da się ściągnąć go bezpośrednio z frontu, więc w praktyce Drapatyj został „wrzucony na minę”, z pełną świadomością, że w razie niepowodzenia Zełenski będzie mógł powołać się na wolę ludu (vox populi) i zapytać retorycznie, co dalej.
Chochowski dodał uczciwie, że to wszystko są błędy Zełenskiego, które dało się skorygować wcześniej, mniejszym kosztem — porównał sytuację do jazdy samochodem bez sprawnych hamulców, gdzie jedyną opcją pozostaje hamowanie nogą, jak dawniej robili to jaskiniowcy na rowerach bez hamulców.
Zadyma z UPA jako narzędzie konsolidacji władzy
Chochowski przedstawił własną interpretację decyzji o nadaniu jednostce imienia bohaterów UPA — jego zdaniem był to celowy ruch, mający na celu wyłącznie konsolidację władzy Zełenskiego wokół flagi i sztandaru, w momencie, gdy Polska stała na czele silnej koalicji (z Bułgarią, Czechami, Słowacją, Węgrami), zdolnej samodzielnie zablokować akcesję Ukrainy do Unii Europejskiej, nawet gdyby poparły ją Niemcy i Francja. Ocenił, że ten „koń” Zełenskiego „zbyt mocno zagalopował się” i stracił orientację w terenie, co ma realne konsekwencje — jak choćby brak Polski w koalicji antybalistycznej.
Chochowski jednak zastrzegł, że nie płakałby nad tym „rozlanym mlekiem” — kluczowe pozostaje to, że Unia Europejska stanowi stabilne zaplecze finansowe Ukrainy, a bez pieniędzy z Banku Światowego, Unii czy innych zachodnich źródeł Ukraina przestałaby istnieć w ciągu dwóch miesięcy. Boćkowski przyznał mu rację, dodając, że Unia coraz bardziej świadoma swojej roli finansowej nie będzie pompować pieniędzy „w ciemno”, zwłaszcza gdy premier, z którą prowadzi rozmowy, zostaje nagle odwołana. Zwrócił uwagę na równoległe procesy dyplomatyczne — Amerykanie skupieni na Iranie, planowane spotkanie Ławrowa z Rubio — sugerując, że Zełenski bałaganem wewnętrznym mógł chcieć odwrócić uwagę od niewygodnych pytań o reformę mobilizacji i realną koncepcję dalszych działań na froncie.
Wojna powietrzna przykrywa sytuację na lądzie
Boćkowski zauważył z niepokojem, że wymiana ciosów powietrznych między Ukrainą a Rosją — palące się magazyny i rafinerie — skutecznie przykrywa uwagę opinii publicznej wobec tego, co dzieje się na lądzie, co jest korzystne z punktu widzenia ukraińskiej propagandy, bo unika pytań o realne straty i sensowność zdobywania niewielkich terenów tak wysokim kosztem żołnierzy.
Reformatorska passa Drapatego
Prowadzący zaznaczył, że Drapatyj sam deklarował uznanie dla innowacyjnego podejścia Fedorowa jako ministra obrony, wskazując przy tym, że to właśnie na jego odcinkach frontu — charkowskim i kupiańskim — wprowadzano największe reformy, w tym pierwszą jednostkę dronowo-szturmową (475. Pułk „Kod 92″) oraz brygadę „Chartija”, pierwszą wdrażającą drony lądowe. Przywołał także opinię Marii Piechowskiej z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych, wyrażoną w wywiadzie dla Interii, że Drapatyj nie będzie pionkiem Zełenskiego, gdyż nie jest osobą powiązaną z polityką — postawił jednak pytanie, czy mimo to nie stanie się „niewolnikiem Bankowej”. Chochowski odpowiedział, że kluczowe jest pytanie, kto go powołuje i odwołuje, bo to daje odpowiedź na pytanie o jego niezależność.
Boćkowski sprostował interpretację Piechowskiej — jego zdaniem Zełenski nie tyle „zorientował się”, że popełnił błąd, ile nie liczył się z tak silnym oporem społecznym. Podkreślił, że dla Zełenskiego Fedorow był po prostu „technokratą”, podczas gdy dla żołnierzy liniowych symbolizował ważne, praktyczne wartości — inicjatywę, oszczędzanie ludzkiego życia dzięki dronom — kompletnie nieistotne dla grupy żyjącej z ogromnych zamówień na ciężki sprzęt, które w prostych słowach mogły odpowiadać technokracie: „nie wtrącaj się, bo nie odróżniasz kalibrów”.
Nieudana ofensywa jako przestroga
Chochowski przypomniał nieszczęsną ukraińską ofensywę napędzaną społecznymi oczekiwaniami podsycanymi przez polityków, w tym samego Zełenskiego, która zakończyła się dużymi stratami. Prowadzący uzupełnił, że Załużny, już jako ambasador w Wielkiej Brytanii, otwarcie przyznał, że operacja była wynikiem nacisków politycznych. Boćkowski dodał, że częściowo naciskał także Zachód, chcący pokazać efektowne wykorzystanie przekazanego sprzętu, zanim ukraińscy żołnierze zdążyli się nauczyć skutecznie się nim posługiwać w ramach spójnego systemu sieciocentrycznego — porównał to do wystawienia trzech łuczników przeciwko przeciwnikom rzucającym kamieniami: skuteczne, ale tylko do czasu.
Co dalej z Fedorowem
Na zakończenie prowadzący zapytał, co Zełenski zrobi teraz z samym Fedorowem. Chochowski zaznaczył ostrożność wobec Drapatego — historia zna wiele przypadków świetnych dowódców niższego szczebla, którzy nie sprawdzali się po awansie, więc trzeba dać mu czas, także na przełamanie oporu „twardych karków” w odziedziczonym sztabie. Co do Fedorowa, ocenił, że powinien otrzymać specjalne pełnomocnictwa do wprowadzania szeroko pojętych innowacji — Boćkowski potwierdził, że formalnie Zełenski najpewniej przygotowuje dla niego właśnie taką, technokratyczną funkcję, w której sprawdzi się najlepiej, o ile minister obrony nie będzie mu przeszkadzał, a nowy naczelny dowódca będzie z nim współpracował. Zastrzegł jednak, że doświadczenie zdobyte przez jednostki dowodzone wcześniej przez Drapatego musi zostać przekazane mniej doświadczonym jednostkom liniowym, by realnie przełożyło się na skalę całej armii.
Chochowski przypomniał przy tym problem braku rotacji żołnierzy po sześciu-ośmiu miesiącach służby, prowadzący do stanu porównywalnego z powrotem z obozu koncentracyjnego lub z niewoli — co uznał za bezpośrednie zaniedbanie dotychczasowego dowództwa ukraińskiego. Prowadzący dodał paradoks zgłoszony przez samego Fedorowa — brygady operacyjne nie wiedzą nawet, jakie oddziały są ich rdzennym trzonem, bo bataliony i kompanie są bez przerwy przenoszone pod inne dowództwo, co tworzy chaos dowodzenia. Chochowski skwitował to rosyjskim powiedzeniem o biciu „nie palcami, tylko pięścią” — całą brygadą, nie pojedynczymi plutonami.
Podsumowując, prowadzący ocenił, że przed generałem Drapatym stoi prawdziwa lawina wyzwań w wyjątkowo złym momencie. Boćkowski dodał gorzko, że Drapatyj został „wrzucony na chama” w miejsce, w którym w tym momencie nie powinien się znaleźć — wszystko, co pójdzie źle, zostanie zapisane na jego konto, jakby Zełenski chciał w ten sposób udowodnić, że wspaniali dowódcy liniowi nie nadają się do dowodzenia całą armią. Zauważył jednak, że społeczeństwo i część dowódców, którzy stanęli za swoim ministrem obrony, prawdopodobnie już nie dadzą się tak łatwo ponownie „wcisnąć w ziemię” — zrozumieli, że w niektórych przypadkach kombinacje polityczne prowadzą prosto na miny, za które później ktoś inny zapłaci polityczną cenę.
Prowadzący zakończył program pytaniem, co zrobią Rosjanie, by od razu podważyć kompetencje nowego dowódcy — ocenił, że próba dyskredytacji i dalszego obniżenia morale armii ukraińskiej jest logicznym posunięciem, którego należy się spodziewać.
Rozmowę przeprowadził prowadzący kanału Martinn z prof. Danielem Boćkowskim oraz prof. Krzysztofem Chochowskim. Materiał „Raport Specjalny, Problemy Zełenskiego, w Kijowie Wrze” dostępny na kanale Martinn na YouTube, liczącym 56,6 tys. subskrybentów. Opublikowany 24 lipca 2026.










