Lachowski: Konstantynówka pod kontrolą Rosjan, więc mowa o zwycięstwie Ukrainy to nadinterpretacja

Nowe

Czy Wołodymyr Zełenski rzeczywiście nie lubi Polaków, dlaczego Ukraińcy mimo serii błędów prezydenta wciąż w większości chcą na niego głosować, i jak bardzo płonące rosyjskie rafinerie realnie wpływają na przebieg wojny — o tym z Mateuszem Lachowskim, autorem kanału Korespondent.pl, mieszkającym od czterech i pół roku głównie w Ukrainie, rozmawiała Arleta Bojke w programie „Świat od zera”.

Czy Zełenski się „zużył” jako projekt polityczny

Bojke otworzyła rozmowę tezą, że Zełenski, dawniej postrzegany na Ukrainie jako bohater zdolny jednoczyć naród, po ostatnim błędzie związanym z dymisją ministra obrony pokazuje, że popełnia coraz więcej pomyłek i „zużywa się” jako projekt polityczny. Lachowski zaznaczył, że trudno jednoznacznie ocenić, czy to kwestia zużycia, czy raczej zmiany jego otoczenia — przypomniał, że rok wcześniej doszło już do podobnych, choć mniej licznych protestów, gdy Zełenski próbował podporządkować sobie Narodowe Biuro Antykorupcyjne (NABU) i Prokuraturę Antykorupcyjną. To właśnie wtedy prezydent zdecydował się odwołać Andrija Jermaka, swojego wieloletniego wiceprezydenta i najbliższego współpracownika, zwanego „Zielonym Kardynałem”, o którym mówiono, że na Ukrainie nic nie dzieje się bez jego wiedzy.

Lachowski zauważył, że według Ukraińskiej Prawdy Jermak, mimo toczącej się przeciwko niemu sprawy o korupcję, ponownie doradza prezydentowi — co jest kontrowersyjne, biorąc pod uwagę, że jeszcze w maju publicznie afiszował się bransoletką monitorującą podczas rozprawy o ograniczenie wolności. Wyjaśnił, że odejście Jermaka spowodowało realne problemy, ponieważ to on zapewniał prezydentowi większość parlamentarną — partia Zełenskiego, powstała na fali sukcesu serialu „Sługa Narodu” w 2019 roku, nigdy nie była monolitem, a sam prezydent, jak twierdzi znajomy Lachowskiego z tej partii, ma zwyczaj odcinać kontakt z politykami szkodzącymi mu wizerunkowo.

Nie koniec, ale poważny sygnał ostrzegawczy

Bojke zapytała wprost, czy Zełenski się „skończył” i czy Ukraina zaczyna wygrywać wojnę. Lachowski odpowiedział przecząco na oba pytania. Wskazał, że prezydent wciąż cieszy się wysokim zaufaniem społecznym i w sondażach preferencji wyborczych pozostaje na pierwszym miejscu z ponad 20 procentami poparcia — mimo że w osobnym sondażu dotyczącym zaufania społecznego znalazł się dopiero na czwartym miejscu. Wyjaśnił tę pozorną sprzeczność: pytania o zaufanie i pytania o to, na kogo ktoś zagłosowałby, to całkowicie różne kategorie, a Ukraińcy dodatkowo uwzględniają w swoich odpowiedziach kontekst — czy wybory odbyłyby się w trakcie wojny, czy po zawieszeniu broni. Z jego rozmów wynika paradoks: większość ludzi, mimo krytyki bieżącej polityki, deklarowała, że w trakcie trwającej wojny zagłosowałaby właśnie na Zełenskiego, bo daje on gwarancję ciągłości państwa, a największym lękiem Ukraińców jest to, że może być gorzej.

Lachowski podkreślił emocjonalny kontekst tych deklaracji — nie ma dziś na Ukrainie rodziny, która nie straciłaby kogoś na wojnie, a liczba świeżych grobów z ukraińskimi flagami rośnie każdego dnia.

Fedorow jako nagły rywal z 15-procentowym poparciem

Bojke zwróciła uwagę, że Ukraińcy już dwukrotnie skutecznie wymusili na Zełenskim zmianę decyzji — najpierw w sprawie organów antykorupcyjnych, a teraz w sprawie ministra obrony, choć w tym drugim przypadku sytuacja jest bardziej złożona: prezydent musiał wybierać między generałem Syrskim a Mychajłem Fedorowem, wybrał Syrskiego, społeczeństwo zażądało odwrotnie, więc zdymisjonował Syrskiego, ale wciąż negocjuje z Fedorowem. Lachowski ocenił, że trudno uznać to za zaplanowaną grę, ponieważ Zełenski stracił na tym wizerunkowo zbyt wiele — stworzył sobie w ten sposób realnego rywala politycznego, trzydziestopięcioletniego Fedorowa, którego poparcie w sondażu zaufania skoczyło w ciągu kilku dni o 20-30 punktów procentowych.

Wyjaśnił też ciekawy niuans mentalności ukraińskiej — część społeczeństwa obawia się przejęcia władzy przez wojskowych po zakończeniu wojny, dlatego fakt, że Fedorow nie jest wojskowym, a mimo to był mocno zaangażowany w wysiłek wojenny, czyni go dla wielu bardziej akceptowalnym kandydatem. Zaznaczył, że Fedorow odrzucił wszystkie inne proponowane mu stanowiska, deklarując gotowość powrotu wyłącznie na urząd ministra obrony — trzy stanowiska, jego zdaniem kluczowe dla obrony Ukrainy, to prezydent, głównodowodzący i minister obrony.

Czy Zełenski nie lubi Polaków

Bojke zapytała wprost, czy zdaniem Lachowskiego, który osobiście przeprowadził z Zełenskim dwa wywiady, prezydent Ukrainy żywi jakąś osobistą niechęć do Polaków. Lachowski przywołał tegotygodniową rozmowę z Mychajłem Podoliakiem, najbliższym doradcą prezydenta, pochodzącym ze Lwowa i dobrze znającym polską specyfikę — Podoliak zaprzeczył istnieniu takiej niechęci, choć Lachowski zastrzegł, że mógł po prostu skłamać. Ocenił jednak, że nie sądzi, by chodziło o osobistą awersję.

Wyjaśnił swoją interpretację genezy całej sytuacji: Zełenski otrzymał sygnał od współpracowników, że może zyskać na zbliżeniu ze środowiskiem wojskowym i nacjonalistycznym — elektoratem, który nigdy go nie popierał i podczas wyborów w 2019 roku nazywał go wręcz „rosyjskim agentem”. W obliczu problemów z większością parlamentarną po odejściu Jermaka i zbliżających się w przyszłym roku wyborów Zełenski postanowił umocnić poparcie, sięgając po temat polityki historycznej, w tym sprawę Panteonu — tematu leżącego „w lodówce” od lat, teraz wyciągniętego, by wzmocnić patriotyczne morale.

Problem demograficzny jako klucz do zrozumienia mobilizacji

Lachowski powiązał tę decyzję z głębszym, systemowym problemem — Ukraina od lat nie mobilizuje mężczyzn poniżej 25. roku życia, ponieważ najmłodsze pokolenie ma, zgodnie z oficjalną polityką, dbać o powojenną demografię i dzietność. Ujawnił anegdotę od znajomej współpracującej z fundacją bliską otoczeniu prezydenta — Zełenski miał przy każdym spotkaniu pytać, co zrobić, by Ukraińcy wracali do kraju, świadomy katastrofalnej sytuacji demograficznej: liczba ludności spadła z poziomu porównywalnego z Polską sprzed wojny do szacunków między 23 a 27 milionów.

W tym kontekście przywołał kluczową informację na najbliższe miesiące — zapowiadaną na wrzesień rosyjską mobilizację, mającą objąć pół miliona żołnierzy, co przy obecnym zaangażowaniu 700 tysięcy żołnierzy na froncie mogłoby diametralnie zmienić sytuację militarną.

Polska na drugim planie wobec zachodnich mediów

Bojke zapytała o wcześniejsze wrażenie bagatelizowania polskich mediów przez ukraińską stronę na początku wojny, gdy Ukraińcy zakładali, że Polska i tak zawsze będzie po ich stronie, a większą uwagę poświęcali Francuzom, Niemcom czy Hiszpanom. Lachowski częściowo to potwierdził, ale wskazał też na czynnik skali — globalne media jak BBC czy CNN dysponują całymi placówkami z kilkoma dziennikarzami, podczas gdy on sam pracował zwykle w pojedynkę z operatorem. Przyznał jednak, że biorąc pod uwagę zaangażowanie Polski na początku inwazji, traktowanie polskich mediów było niewspółmierne do tego wkładu.

Przywołał moment eskalacji — wywiad Zełenskiego udzielony po odesłaniu orderu prezydentowi Karolowi Nawrockiemu, w którym prezydent Ukrainy w jego ocenie świadomie „dolał oliwy do ognia”, bagatelizując Polskę i samego Nawrockiego. Wyjaśnił to specyficzną taktyką kijowską w konfliktach — Ukraina nie cofa się, lecz idzie na zwarcie, prezentując się jako „dumny, walczący naród”, co Lachowski wielokrotnie krytykował, przewidując dodatkowo, że relacje pogorszą się jeszcze bardziej jesienią, w miarę zbliżania się do wyborów, gdy politycy po obu stronach będą wykorzystywać wzajemne niechęci kosztem zwykłych ludzi.

Osobiste wrażenia z wywiadów z Zełenskim

Lachowski podzielił się bezpośrednimi obserwacjami z dwóch przeprowadzonych wywiadów — w Kijowie oraz w Warszawie. Opisał, że przed włączeniem kamer prezydent zachowywał się kulturalnie wobec całej ekipy, w tym operatorów i dźwiękowców, bez oznak wywyższania się. Podczas warszawskiego spotkania Zełenski otwarcie przyznał, że jest bardzo zmęczony przed kolejnym, intensywnym dniem pełnym spotkań dyplomatycznych. Lachowski ocenił, że po czterech i pół roku kierowania państwem w warunkach wojny widać po prezydencie oznaki psychicznego wykończenia, co może tłumaczyć część jego ostatnich decyzji — zaznaczył jednak wyraźnie, że nie odczuwa u niego negatywnego nastawienia do Polski, przywołując liczne, ciepłe spotkania z prezydentem Andrzejem Dudą i premierami Donaldem Tuskiem oraz Mateuszem Morawieckim, które osobiście obserwował w Kijowie.

Przywołał również sondaż pokazujący, że stosunek Polaków do samego Zełenskiego jest znacznie bardziej negatywny niż do zwykłych Ukraińców — co odczytał pozytywnie, jako dowód, że Polacy odróżniają politykę od zwykłych ludzi.

Nastroje na ukraińskiej ulicy wobec Polski

Bojke dopytała, czy eskalacja na szczeblu politycznym przełożyła się na odczuwalne pogorszenie nastrojów na ukraińskiej ulicy. Lachowski zaprzeczył — nikt go osobiście nie zaczepiał ani nie reagował negatywnie, choć miał kilka dyskusji z żołnierzami-znajomymi w mediach społecznościowych na temat historii, w tym Wołynia, którego temat, ze względu na własne rodzinne doświadczenia, traktuje poważnie. Zaznaczył, że podobnie jak w Polsce istnieją politycy i publicyści żerujący na antyukraińskich nastrojach, tak i na Ukrainie funkcjonują osoby budujące poparcie na retoryce antypolskiej, jak Wołodymyr Wiatrowycz. Porównał ich wprost do polskiego polityka Grzegorza Brauna, któremu, jak zaznaczył dobitnie, nigdy by nie podał ręki — podkreślając, że sam ma rodzinne korzenie związane zarówno z ofiarami Wołynia, jak i zbrodni katyńskiej.

Zagrożenie rosyjską prowokacją jesienią

Lachowski wskazał realny powód poprawy relacji polsko-ukraińskich — narastające od miesięcy ostrzeżenia, powtarzane m.in. przez premiera Donalda Tuska oraz wicepremiera Władysława Kosiniaka-Kamysza, o możliwej dużej rosyjskiej prowokacji wymierzonej w kraje bałtyckie lub Polskę, prawdopodobnie z wykorzystaniem przechwyconych i przystosowanych ukraińskich dronów. Wyjaśnił kilka możliwych motywacji Rosji: zmobilizowanie własnego społeczeństwa przed wrześniowymi wyborami do Dumy, osłabienie partnerstwa Ukrainy z NATO poprzez wymuszenie na sojusznikach presji na Kijów, przetestowanie reakcji Donalda Trumpa i NATO oraz podsycanie antyukraińskich nastrojów w europejskim roku wyborczym (Niemcy, Francja, Polska).

Czy płonące rosyjskie rafinerie realnie zmieniają wojnę

Bojke zapytała wprost, czy zdaniem Lachowskiego Ukraina zaczyna wygrywać wojnę. Lachowski odpowiedział przecząco, przywołując konkretny dowód przeciwny — Rosjanie zajęli Konstantynówkę, choć kosztem wielkich strat i w bardzo powolnym tempie, co samo w sobie podważa tezę o odzyskiwaniu inicjatywy przez stronę ukraińską. Bojke zapytała, czy spektakularne ukraińskie ataki dronowe na rosyjskie magazyny i rafinerie — w dużej mierze zasługa Fedorowa, którego „konikiem” były drony unowocześniane niemal w czasie rzeczywistym — realnie dają Ukraińcom przewagę, czy to głównie zjawisko medialne. Lachowski odpowiedział, że ataki te zdecydowanie poprawiają morale, zwłaszcza w kontraście do rosyjskich nalotów na Kijów, gdzie coraz częściej brakuje pocisków przeciwlotniczych do przechwytywania rosyjskiej balistyki — świadomość, że Rosjanie też stoją w kolejkach i chowają się w schronach, daje Ukraińcom psychologiczne poczucie wzajemności cierpienia.

Wyjaśnił szerszą strategię ukraińskiego kierownictwa, powołując się na dwuletnią już rozmowę z Podoliakiem — celem uderzeń w głąb Rosji jest wywarcie presji na Władimira Putina poprzez pokazanie zwykłym Rosjanom, że wojna ich bezpośrednio dotyczy, licząc, że to skłoni go do ustępstw negocjacyjnych. Odwołał się do koncepcji Carla von Clausewitza o „szwerpunkcie” — punkcie ciężkości przeciwnika: Rosja uderza w zmęczenie ukraińskiego społeczeństwa, Ukraina uderza w rosyjską gospodarkę i poczucie bezpieczeństwa. Zastrzegł jednak stanowczo, że nie należy mówić o żadnym przełomie na rzecz Ukrainy — Rosja wciąż dysponuje przewagą liczebną, Ukraina jest silnie uzależniona od europejskiej pomocy gospodarczej, a wynik ewentualnej wrześniowej rosyjskiej mobilizacji pozostaje niewiadomą. Podkreślił, po czterech latach spędzonych blisko frontu, głęboki respekt wobec nieprzewidywalności wojny — nikt 24 lutego 2022 roku nie przewidział ani obrony Ukrainy, ani dzisiejszych płonących rafinerii pod Moskwą.

Zaskoczenie reakcją Parlamentu Europejskiego

Bojke zasugerowała, że Zełenski liczył, iż Europa zignoruje „polskie problemy z historią”. Lachowski to potwierdził, powołując się na nieoficjalne informacje od ukraińskich polityków — prezydent i jego otoczenie rzeczywiście nie spodziewali się rezolucji Parlamentu Europejskiego, traktując temat sprzed 80 lat jako odległy i niezrozumiały w kontekście bieżących strat wojennych. Wskazał na dodatkowy problem interpretacyjny — Ukraińcy mówią zwykle o trzydziestu tysiącach ofiar Wołynia (podczas gdy profesor Grzegorz Motyka, do którego Lachowski się odwołuje, szacuje straty polskie na sto tysięcy, a ukraińskie na dziesięć-piętnaście tysięcy w ramach odwetu), próbując zrównać skalę obu tragedii jako rodzaj „sąsiedzkich porachunków”. Zaznaczył przy tym, że wbrew ukraińskim twierdzeniom o niemożności imiennego udokumentowania ofiar, takie badania — z konkretnymi nazwiskami — faktycznie przeprowadzili historycy Władysław i Ewa Siemaszko.

Niezrozumienie wynikające z odmiennego doświadczenia historycznego

Lachowski zilustrował mechanizm tego niezrozumienia anegdotą od rosyjskiego znajomego, który skomentował sprawę Katynia słowami, że Rosja zamordowała półtora miliona własnych oficerów, więc dwadzieścia tysięcy Polaków nie robi na nich wrażenia. Podobnie, jego zdaniem, Ukraińcy — pamiętający miliony poległych w Armii Czerwonej i tragedię Babiego Jaru — postrzegają skalę Wołynia jako relatywnie odległą historię. Zaznaczył, że Zełenski, pochodzący z Krzywego Rogu na wschodzie Ukrainy, ma do tego tematu inne, bardziej zdystansowane podejście niż mieszkańcy zachodniej Ukrainy.

Wspomnienie z mszy w Łucku

Lachowski przywołał osobiste wspomnienie z mszy upamiętniającej ofiary Wołynia w Łucku, na której obecni byli Zełenski i ówczesny prezydent Andrzej Duda — stał w niewielkiej odległości od obu prezydentów. Zełenski uczestniczył w nabożeństwie jedynie przez około 15 minut, po czym wyjechał do Kijowa. Lachowski zinterpretował to nie jako lekceważenie, lecz jako efekt niedostatecznie asertywnej polskiej dyplomacji — brakuje mu, jego zdaniem, jasnego komunikowania Ukraińcom, że pewne gesty w sprawie pamięci historycznej to nie prośba, lecz absolutna konieczność, tak jak wcześniej z trudem wynegocjował to prezydent Aleksander Kwaśniewski, przekonując Łeonida Kuczmę do udziału w obchodach 60. rocznicy zbrodni w 2003 roku.

Czy świadomość Wołynia na Ukrainie rośnie

Bojke zapytała, czy cała ta awantura zwiększyła ukraińską świadomość społeczną zbrodni wołyńskiej. Lachowski ocenił, że temat pozostaje wciąż marginalny — nie jest nauczany w szkołach, a część ukraińskich historyków, jego zdaniem, wciąż zniekształca tę historię. Za pozytywny skutek uznał jednak coś innego — polska postawa na początku 2022 roku sprawiła, że wielu Ukraińców zaczęło darzyć Polskę autentyczną sympatią, co skłoniło część z nich do większej otwartości na temat ekshumacji i pochówków. Podkreślił dramatyzm braku pochówków żołnierzy ukraińskich poległych na obecnej wojnie — rodziny czekają na ciała lub chowają puste groby.

Proces identyfikacji poległych i kulisy pracy dokumentalisty

Bojke podzieliła się własnym doświadczeniem z odwiedzin kostnicy w Kijowie, gdzie wolontariusze identyfikowali ciała żołnierzy z frontu po fragmentach ciał i tatuażach, próbując skontaktować się z rodzinami i zebrać materiał DNA. Lachowski dodał, że w przeciwieństwie do Ukraińców Rosjanie nie prowadzą podobnej ewidencji swoich poległych — po prostu zbierają i wysyłają ciała, często podając nieprawdziwe liczby. Podzielił się osobistą dygresją o montowanym właśnie filmie dokumentalnym o ewakuacji ciała zmarłego kolegi spod Bachmutu, opisując realia frontu niemożliwe do oddania w żadnym filmie — zapach, dźwięk i przerażenie, których żadna inscenizacja nie odda.

Ocenił, że rosnąca wrażliwość społeczna wobec kwestii pochówków — nie znał nikogo sprzeciwiającego się ekshumacjom — może się przełożyć na większą otwartość Ukraińców również w sprawie ekshumacji ofiar Wołynia, choć zastrzegł, że sam konflikt zbrojny w niewielkim stopniu wpłynął na wzrost świadomości o samej zbrodni wołyńskiej z powodu braku wspólnego stanowiska historycznego. Podkreślił znaczenie kontynuowania dialogu — powołując się ponownie na profesora Motykę — jako jedynej drogi do najpierw ekshumacji, a dopiero potem szerszej polityki historycznej.

Rosja jako wspólny mianownik relacji polsko-ukraińskich

Na pytanie o „światełko w tunelu” po ostatniej deeskalacji, Lachowski wskazał na kluczowy mechanizm: politycy obu krajów są, jak to ujął, „hojrakami” (odważnymi) tylko do momentu, gdy nie pojawia się realne zagrożenie ze strony Rosji — a to zagrożenie, w postaci planowanej prowokacji, jednoczy oba narody, ponieważ badania społeczne konsekwentnie pokazują, że Polaków i Ukraińców łączy wspólne poczucie zagrożenia rosyjskiego. Podkreślił ponownie, że przeciętna Ukrainka pracująca w Polsce nie ma nic wspólnego z polityką Zełenskiego i sama zapewne dowiedziała się o Wołyniu dopiero w Polsce — co, jak przyznał, świadczy o zakłamanej ukraińskiej polityce historycznej, ale nie powinno obciążać zwykłych ludzi.

Zakończenie: strach przed syreną w Warszawie

Kończąc rozmowę, Lachowski podkreślił własną perspektywę jako Polaka — nigdy nie zapomina o swojej tożsamości narodowej i pewnych rzeczy w kwestiach historycznych po prostu nie jest w stanie zaakceptować. Zaznaczył jednak, że kluczowe pozostaje bezpieczeństwo — wyznał, że w swojej pracy nosi w sobie lęk przed usłyszeniem syreny alarmowej w Warszawie zamiast w Kijowie, i że najważniejsze jest, by rosyjski reżim został zatrzymany i „wybił sobie zęby” na Ukrainie.


Rozmowę przeprowadziła Arleta Bojke z Mateuszem Lachowskim, autorem kanału Korespondent.pl. Materiał „CO UKRAIŃCY MÓWIĄ O POLAKACH? PROBLEMY ZEŁENSKIEGO I PŁONĄCA ROSJA” z cyklu „Świat od zera” #115 dostępny na kanale Kanał Zero na YouTube, liczącym 2,33 mln subskrybentów. Opublikowany 24 lipca 2026.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *