Wołodymyr Zełenski ugiął się w sporze z Polską w sprawie zbrodni wołyńskiej i po raz kolejny pod presją ukraińskiej ulicy w sprawie dymisji ministra obrony oraz głównodowodzącego armią. O całej serii politycznych błędów prezydenta Ukrainy, które kosztowały go utratę poparcia, mówiła Arleta Bojke w komentarzu dla Kanału Zero.
Czy Zełenski straciłby władzę bez wojny
Bojke otworzyła materiał pytaniem, czy gdyby nie trwająca wojna z Rosją, Zełenski wciąż byłby prezydentem Ukrainy — i czy gdyby hipotetyczne wybory prezydenckie odbyły się teraz, w ogóle by w nich wystartował i wygrał. Zaznaczyła, że im dłużej te wybory są odwlekane, tym więcej wysiłku prezydent musi wkładać w utrzymanie się przy władzy — nie spada z konia, ale coraz mocniej musi trzymać się siodła. Podkreśliła, że coraz częściej słyszy od zaprzyjaźnionych Ukraińców, także tych mieszkających w Kijowie, że nie rozumieją decyzji Zełenskiego — co jej zdaniem świadczy o wyraźnym pogorszeniu jego społecznego słuchu.
Fedorow ważniejszy niż Syrski
Bojke oceniła, że Zełenski nie zrozumiał, jak ważną postacią dla Ukraińców stał się 35-letni Mychajło Fedorow — ważniejszą niż generał Ołeksandr Syrski. Przypomniała, powołując się na wcześniejszy komentarz Marii Stepan, że to właśnie konflikt między obydwoma panami zmusił prezydenta do wyboru, a on postawił na Syrskiego — jak się okazało, błędnie.
Bojke podkreśliła, że przez długi czas mogło się wydawać, iż to sam Zełenski, obejmujący władzę w wieku 48 lat, spoza układów, jako aktor, w którego nikt nie wierzył, jest twarzą nowego pokolenia ukraińskiej polityki. Tymczasem Fedorow, mający dziś 35 lat, w ukraińskim rządzie zasiadał od 2019 roku — najpierw jako 28-letni minister cyfryzacji, potem jako minister obrony, łącznie siedem lat w rządzie państwa prowadzącego wojnę. To on jest uważany za głównego architekta gruntownej cyfryzacji Ukrainy, w tym systemu Dija — odpowiednika polskiego mObywatela, ale znacznie bardziej rozbudowanego, umożliwiającego natychmiastowe załatwienie praktycznie wszystkich spraw urzędowych. Bojke podkreśliła, że Ukraina jest dziś krajem bardziej zcyfryzowanym niż Polska, i to w dużej mierze zasługa Fedorowa.
Zaznaczyła, że jako minister obrony Fedorow postawił na wojnę dronową — to w dużej mierze jego zasługa, że ukraińskie drony trafiają celnie w rosyjskie rafinerie daleko poza granicami kraju, powodując problemy z dostawami paliwa i faktyczne odcięcie Krymu od szlaków zaopatrzenia. Bojke wspomniała własne spotkanie z Fedorowem podczas targów dronowych we Lwowie w zeszłym roku, gdzie — mimo irytująco długiego oczekiwania, bo minister chciał najpierw porozmawiać ze wszystkimi wolontariuszami organizującymi wydarzenie — tłumaczył, jak szybko rozwija się na Ukrainie technologia dronowa i jak kluczowe znaczenie ma dla wojny.
Ukraiński rynek dronów rośnie w setki razy
W tym miejscu materiał przywołał wypowiedź przedstawiciela ukraińskiej branży dronowej z tamtych targów, który poinformował, że na Ukrainie działa dziś ponad 500 firm produkujących drony oraz 20–30 firm produkujących drony przechwytujące — na początku rosyjskiej inwazji takich firm było zaledwie 70, a rynek rośnie nie dziesiątki, lecz setki razy, z nowymi firmami powstającymi co tydzień. Zapytany, czy te firmy ze sobą konkurują, czy współpracują, odpowiedział, że przede wszystkim konkurują — czasem dochodzi do wykupów czy fuzji, ale celem jest utrzymanie zasad wolnego rynku. Wyjaśnił, że wprowadzono specjalny system, w którym żołnierze zamieszczają nagrania z pola walki i otrzymują za nie punkty wymienialne na drony, co tworzy konkurencję zarówno wśród oddziałów, jak i producentów — im więcej zniszczonych celów wroga, tym większe wsparcie.
Sondaże pokazały cenę błędu
Bojke oceniła, że Zełenski postawił na złego konia, a w efekcie musiał zmienić także głównodowodzącego armią, bo to jego odwołania, nie odwołania Fedorowa, domagała się ukraińska ulica. Prezydent stracił więc obu — i wciąż nie wie, jak odzyskać Fedorowa, którego wcześniej zdymisjonował, mocno go przy tym „obudowując”. Jak pisała ukraińska prasa, Zełenski zaproponował mu powrót do rządu jako ministrowi ds. technologii czy wicepremierowi — Fedorow odmówił, deklarując gotowość powrotu wyłącznie na stanowisko ministra obrony. Odrzucił też, jak donosiły zagraniczne media, oferty od amerykańskich firm, podkreślając chęć dalszej służby swojemu krajowi.
Bojke przywołała najnowszy sondaż poparcia dla ukraińskich polityków (z możliwością wskazania więcej niż jednej zaufanej osoby), w którym Zełenski zajął dopiero czwarte miejsce — przed nim uplasował się Walerij Załużny, były głównodowodzący, dziś ambasador Ukrainy w Wielkiej Brytanii, którego wysłanie na placówkę zagraniczną miało go politycznie osłabić, ale się nie udało; przed nim także Kyryło Budanow, obecny szef administracji prezydenckiej; a tuż przed samym Zełenskim — Fedorow, którego poparcie wzrosło w ciągu tygodnia o 30 procent. Bojke podkreśliła, że to bezpośredni efekt błędnej decyzji prezydenta — złej z jego punktu widzenia, choć, jak zaznaczyła, można dyskutować, czy pojawienie się nowych, konkurencyjnych polityków jest złe dla samej Ukrainy.
Spór z Polską: świadoma kalkulacja, nie pomyłka
Bojke oceniła, że nadanie jednej z ukraińskich jednostek imienia bohaterów UPA było decyzją w pełni świadomą, choć teoretycznie mogło to być niedopatrzenie urzędnicze — Zełenski uznał jednak, że skoro decyzja już zapadła, nie będzie „zginał karku” przed Polakami, tylko będzie jej bronić. Jej zdaniem był to celowy ruch mający przypodobać się nacjonalistycznym środowiskom na Ukrainie i odzyskać punkty stracone na decyzji o dymisji Fedorowa — kalkulacja, że starcie z Polską da się wygrać na wewnętrznym podwórku. Bojke opisała, jak prezydent odesłał order w nonszalancki sposób, publikując zdjęcia z poczty, i zmobilizował byłych prezydentów oraz wysokich urzędników do odesłania własnych polskich odznaczeń — na chwilę jednocząc wokół siebie Ukraińców.
Zaznaczyła jednak, że starcie z Niemcami czy Francją w sprawie UPA — organizacji kolaborującej z nazistowskimi Niemcami — okazało się trudniejsze, niż Zełenski przewidywał, bo zestawienie „nazistowska kolaboracja” działa w Europie Zachodniej jak czerwona flaga. Podkreśliła, że rezolucja Parlamentu Europejskiego, stająca jednoznacznie po stronie Polski w sprawie prawdy historycznej o zbrodni wołyńskiej, była wyjątkiem od reguły, że unijne rezolucje nie zmieniają świata — w tym wypadku stała się sygnałem, że Ukraina posunęła się za daleko. W rezultacie Zełenski ogłosił otwarcie wszystkich archiwów i zniesienie utrudnień w ekshumacjach ofiar zbrodni wołyńskiej — co, jak zauważyła Bojke, było pośrednim przyznaniem się, że wcześniej Ukraina nie była tak otwarta na te ekshumacje, jak deklarowali ukraińscy urzędnicy.
Bojke zastrzegła jednak ostrożność wobec tej zapowiedzi — ograniczenia logistyczne prac poszukiwawczych i ekshumacyjnych na Wołyniu pozostają realne, a archiwa wciąż muszą zostać faktycznie odtajnione; na razie to sama zapowiedź, łatwa do wygłoszenia, trudniejsza do zrealizowania. Mimo to oceniła to jako wymuszony krok wstecz ze strony prezydenta, będący konsekwencją jego wcześniejszej błędnej decyzji.
Napięcia społeczne bardziej niebezpieczne dla Polski niż dla Ukrainy
Bojke podkreśliła, że spór ten pozostawił po sobie napięcia społeczne między Polakami a mieszkającą w Polsce niemal dwumilionową mniejszością ukraińską — przywołała głośny przypadek wyzywania młodej Ukrainki, zaznaczając, że podobne agresywne zachowania zdarzają się też w drugą stronę. Oceniła, że te napięcia są bardziej niebezpieczne dla samej Polski niż dla Ukrainy, ponieważ to na terenie Polski, nie Ukrainy, mieszka duża mniejszość drugiej narodowości. Zauważyła, że część Ukraińców zaczęła się zastanawiać, czy bezpiecznie jest rozmawiać po ukraińsku na polskiej ulicy — co samo w sobie świadczy o podskórnie odczuwanej negatywnej emocji społecznej. Podkreśliła, że ci ludzie są przecież potencjalnymi wyborcami Zełenskiego, a wielu z nich, z którymi rozmawiała, nie rozumie, po co prezydent wchodzi w tak otwarty konflikt z krajem, w którym mieszka tak wielu jego obywateli.
Rok wcześniej: próba podporządkowania NABU
Cofając się w czasie, Bojke wskazała na początek serii poważnych błędów politycznych Zełenskiego — próbę podporządkowania sobie w lipcu ubiegłego roku instytucji antykorupcyjnych, niezależnych dotąd od administracji prezydenckiej mimo silnie scentralizowanego charakteru ukraińskiego państwa. Sejm przyjął wówczas odpowiednią ustawę, jednak ludzie wyszli na ulice, sygnalizując, że prezydent posunął się za daleko — Zełenski musiał się wycofać, a parlament uchwalił ustawę odwołującą poprzednią, przywracając niezależność organów antykorupcyjnych.
Bojke przypomniała, że afera korupcyjna, na której tropie były te urzędy, dotknęła najbliższych współpracowników prezydenta, aż po byłego już szefa jego administracji Andrija Jermaka, zwanego „Zielonym Kardynałem” — mówiono o nim, że na Ukrainie nic nie dzieje się bez jego wiedzy, a sam Zełenski długo powtarzał, że z Jermakiem przyszedł i z nim odejdzie. Ostatecznie, pod naporem ulicy, musiał się jednak od niego odciąć. Jego miejsce zajął Kyryło Budanow — wcześniej szef ukraińskiego wywiadu wojskowego, także postrzegany jako potencjalny rywal prezydenta. Bojke oceniła, że Zełenski uznał, iż lepiej trzymać potencjalnych wrogów blisko siebie, stąd nominacja Budanowa na stanowisko szefa administracji, gdzie jest dla prezydenta mniej groźny niż na czele wywiadu wojskowego.
Od gwiazdy światowej polityki do arogancji na szczytach
Bojke zauważyła, że sposób prowadzenia polityki zagranicznej przez Zełenskiego można oceniać różnie — od czasów, gdy witany był jak gwiazda, broniący wolnej Europy przed parlamentami całego świata, minęło już sporo czasu, a jego świeżość i umiejętność porywania tłumów się „zużyły”. Wskazała, że prezydent zaczął być postrzegany jako arogancki na szczytach NATO i Unii Europejskiej, zrażając sobie część europejskich polityków — mimo to bilans strat i zysków pozostawał, jej zdaniem, na plusie, skoro kolejni politycy nadal odwiedzali Kijów.
Przywołała słynną awanturę w Gabinecie Owalnym z udziałem J.D. Vance’a, która zaczęła się od braku marynarki — Zełenski świadomie zdecydował się nie zakładać garnituru, konsekwentnie w tej samej stylistyce, w jakiej przemawiał wcześniej przed Kongresem USA. Spotkanie zakończyło się jego upokorzeniem, wyjazdem ukraińskiej delegacji i ostatecznie podpisaniem umowy oddającej Stanom Zjednoczonym kontrolę nad częścią ukraińskich metali ziem rzadkich w zamian za dalszą pomoc. Bojke zauważyła z ironią, że na kolejne spotkanie w Białym Domu Zełenski mimo wszystko marynarkę założył, co poddaje w wątpliwość sens wcześniejszego uporu. Podkreśliła jednak, że dopóki tego typu zachowania — stawianie się europejskim politykom i samemu Donaldowi Trumpowi — jednoczyły wokół niego Ukraińców, można je było oceniać jako skuteczne. Dopiero ostatni błąd, związany z dymisją Fedorowa, przestał jednoczyć społeczeństwo, co jasno pokazały sondaże.
Zmęczony prezydent w wyścigu bez wyznaczonej mety
Bojke zastrzegła, że nie uważa tego błędu za taki, który kosztowałby Zełenskiego prezydenturę, zwłaszcza że nie ma ustalonej daty wyborów, które prezydent może odwlekać w nieskończoność. Oceniła jednak, że to kolejna poważna turbulencja, po której musi jeszcze mocniej trzymać się siodła — i zadała pytanie, jak długo jeszcze wytrzyma w tym wyścigu, skoro widać po nim rosnące zmęczenie i coraz więcej błędów.
Na zakończenie przypomniała, że przed inwazją 24 lutego 2022 roku poparcie dla Zełenskiego wcale nie było wysokie — w hipotetycznej pierwszej turze głosowałaby na niego wówczas jedynie jedna czwarta wyborców, sondaże nie były dramatyczne, ale też niedobre. Dopiero wojna, jego decyzja o pozostaniu w Kijowie i zdolność mobilizowania światowej opinii publicznej uczyniły z niego męża stanu, który — jak podkreśliła Bojke — bez wątpienia zapisze się w historii Ukrainy jako ktoś, kto przyczynił się do zachowania jej państwowości. Zauważyła jednak, że obecne sondaże znów zbliżają się do poziomu sprzed lutego 2022 roku, i postawiła pytanie, na ile sam Zełenski zdaje sobie sprawę, że jest zmęczony, że ludzie i świat są nim zmęczeni, a na ile w grę wchodzi zasada, że władza — a władza absolutna szczególnie — deprawuje, i jak bardzo mimo wszystko będzie chciał się jej trzymać.
Materiał poprowadziła Arleta Bojke. Komentarz „NAJWIĘKSZE PORAŻKI ZEŁENSKIEGO: SPÓR Z POLSKĄ, DYMISJE, KORUPCJA” dostępny na kanale Kanał Zero na YouTube, liczącym 2,33 mln subskrybentów. Opublikowany 23 lipca 2026.