W 202. odcinku podcastu „Przez Świat na Fazie” popularny polski podróżnik dotarł na Wołyń — do Kisielina, Pawliwki i Ostrówek — miejsc, które w 1943 roku stały się sceną jednych z najkrwawszych mordów rzezi wołyńskiej. Towarzyszył mu ksiądz Jan, polski duchowny od ponad 30 lat pracujący na Ukrainie, oraz pani Aleksandra — Ukrainka, której ojciec zaznaczył na drzewie miejsce masowej mogiły, by kiedyś mogli je odnaleźć Polacy.
Kisielin — kościół, który przetrwał
Kisielin to jedno z nielicznych miejsc, gdzie zachowały się ruiny polskiego kościoła i gdzie ludobójstwo ma swój widoczny ślad. 11 lipca 1943 roku — podczas Krwawej Niedzieli — oddziały UPA zaatakowały wiernych wychodzących z mszy. Około 80 osób schroniło się pod dachem kościoła, lecz zostało wyciągniętych i rozstrzelanych. Druga grupa — blisko 200 osób — zabarykadowała się na piętrze plebanii i przez 11 godzin odpierała ataki. Przeżyli. Tutejszy ksiądz dostał kulę w policzek i do końca życia stracił słuch na lewe ucho. Na tablicy upamiętniającej widnieją nazwiska ofiar w każdym wieku — od niemowląt po osoby w wieku 77 lat.
Pawliwka — pomnik Kwaśniewski-Kuczma
W Pawliwce stoi pomnik pojednania polsko-ukraińskiego, odsłonięty przez prezydentów obu krajów. Naprzeciwko ukraińskiego cmentarza, na którym spoczywają współcześni żołnierze polegli na froncie, znajduje się stary polski cmentarz z zachowanymi resztkami nagrobków. 11 lipca 1943 roku, podczas mszy w miejscowym kościele Świętej Trójcy, UPA wrzuciła granaty, a przy wyjściu czekał karabin maszynowy. Zginęło około 200 osób. Na cmentarzu stoją grobowce rodzinne — na jednym z nich wypisane są imiona i wiek: Alicja — 9 lat, Zofia — 15 lat, Maria — 6 lat, Ania — 6 miesięcy. Nigdzie na nagrobkach nie jest napisane, że zginęli z rąk UPA.
Ostrówki i Wola Ostrowiecka — trupie pole
W Ostrówkach 30 sierpnia 1943 roku — półtora miesiąca po Krwawej Niedzieli — UPA wymordowała mieszkańców, którzy nie uciekli, bo miejscowi Ukraińcy uspokajali ich, że lipiec był tylko incydentem. Faza dotarł na tzw. trupie pole — miejsce masowej mogiły, do którego bez terenówki i miejscowego przewodnika nie sposób trafić. Ekshumacje przeprowadzono, szczątki pochowano na miejscowym cmentarzu. Czaszki ofiar nosiły ślady charakterystycznych trójkątnych otworów — jak ustalono, były to ślady po młotach do uboju bydła.
Kluczową postacią w historii tego miejsca jest pani Aleksandra — Ukrainka, której ojciec wyciął krzyż na sośnie, zaznaczając miejsce mogiły, by kiedyś móc pokazać je Polakom. Tak właśnie się stało. Za tę odwagę otrzymała medal od prezydenta Andrzeja Dudy. Sama zbiera grzyby w tym lesie, ale uczy dzieci, żeby nie zbierały nic z miejsc, gdzie zginęli Polacy. „Bo to są ich łzy” — mówi. „To grzech.”
Ksiądz Jan — 30 lat na Ukrainie
Ksiądz Jan pochodzi z okolic Rybnika. Na Ukrainie pracuje od ponad 30 lat, prowadzi ośrodek Caritas, w którym w 2025 roku gościło 1807 osób — wdowy po żołnierzach, dzieci z rodzin dotkniętych wojną, młodzież z frontowych rejonów. Ośrodek przechowuje również dwa konie uratowane z Charkowa. Ksiądz Jan uczestniczył we wszystkich ekshumacjach prowadzonych w tym rejonie — jako kapelan, towarzyszący wydobywaniu szczątków.
Opowiada o zmianach, jakie zaszły na przestrzeni lat. Na początku Ukraińcy licznie przychodzili na polskie uroczystości upamiętniające ofiary rzezi — śpiewali razem „Mazurek Dąbrowskiego”. Rok później nikt nie przyszedł, nawet miejscowy ksiądz prawosławny — ktoś ich od tego odwiódł. „To była czyjaś praca” — ocenia ksiądz Jan.
Pani Tamara — świadek historii
Najbardziej poruszającym momentem odcinka jest spotkanie z panią Tamarą — starszą kobietą o polsko-ukraińskich korzeniach, której rodzice zginęli w rzezi. Miała wtedy rok. Dziadek i prababcia przejechali wozem przez lasy pełne partyzantów — i zabrali ją. Jej mama, nauczycielka, mieszkała w czeskiej kolonii i nie dojechała do wsi, bo sąsiad odmówił podwiezienia. Ocaliło ją to. Siostryczka, która poszła z mamą, zginęła razem z nią.
„Mnie nie szukali, bo myśleli, że skoro w rodzinie jest dwoje dzieci — oboje zginęły” — tłumaczy pani Tamara. Przez lata chodziła od domu do domu w wiosce, pytając, czy ktoś pamięta jej rodziców. Nikt nic nie wiedział. Gdy pytała, kto to zrobił, słyszała: „To byli Rosjanie.”
„Jak tak można? Tyle literatury, tyle wszystkiego. Czy was nie interesuje, że całe wioski zostały wymordowane?” — pyta ze łzami w oczach. Wnuki — jedno w Polsce, drugie w Ameryce — już nie wrócą. „Ukraina zabrała Polaków. Zginął ojciec. A na miejsce jednego Polaka oddałam dwoje — wnuczkę i wnuka. I nie chcę, żeby wracali. Bo ich nikt tu nie rozumie.”
Pytanie o groby i przyszłość
Faza i ksiądz Jan rozmawiają o tym, ile miejsc pochówku wciąż pozostaje nieodnalezionych. Całe pole, w którym siedzą rozmówcy, było kiedyś miejscem mordu. Procedury są skomplikowane — każdy wniosek rozpatrywany jest oddzielnie, zezwolenia ważne są przez rok. Bez ekshumacji — bez imion i nazwisk — nie ma prawdziwego pojednania. „Każdy człowiek zasługuje na pochówek. Dopóki tego nie będziemy mogli robić, Ukraina nie wejdzie do Unii” — mówi Faza wprost.
Faza kończy odcinek słowami: „Miejsce grozy i pamięci, której Polska jako naród nigdy nie powinna zaniechać.”