Z trzech dni zrobiły się lata. Wolontariusz o cenie pomagania Ukrainie — Damian Skrzypczyk w Polskim Radiu dla Ukrainy

Damian Skrzypczyk z Fundacji Kordon, który od początku pełnoskalowej wojny wielokrotnie wyjeżdżał z pomocą do Ukrainy, był gościem programu „Temat Dnia” w Polskim Radiu dla Ukrainy, w cyklu „Polska Pomaga”. Prowadzący zapowiedział, że chce zapytać nie tylko o logistykę i skalę pomocy, ale przede wszystkim o emocje, odpowiedzialność i cenę, jaką płacą wolontariusze. Przypomniał, że ludzie tacy jak jego gość zamiast odwracać wzrok, wsiadają do samochodów z pomocą humanitarną i jadą do Ukrainy, nie mając gwarancji bezpiecznego powrotu. Bywają świadkami rosyjskich ostrzałów, pomagają rannym, ewakuują cywilów i docierają tam, dokąd instytucje państwowe nie zawsze są w stanie dotrzeć.

Trzy dni, które zamieniły się w lata pomocy

Pytany o życie przed wojną, wolontariusz opowiedział, że miał wówczas czteroletniego syna i zajmował się stolarką, rozwijając fach, którego niedawno się nauczył. Prowadził spokojne życie, ale z natury zawsze ciągnęło go do pomagania innym: gdy znajomi potrzebowali wsparcia, jego numer był jednym z pierwszych, pod które dzwonili. Jak sam zauważył, może to mieć związek z ADHD, zaangażowaniem i potrzebą działania zamiast siedzenia w miejscu. Nie spodziewał się jednak, że dotrze do miejsca, w którym jest dziś. Wyjaśnił, że wpadł w to jak ryba w wodę. Znajomi z Kościoła Ewangelickiego zapytali go, czy nie pojechałby na trzy dni do Lwowa, by wozić ludzi do granicy i przez nią. Zgodził się i zabrał dwóch przyjaciół, z którymi później wspólnie założyli organizację. Te trzy dni szybko okazały się początkiem czegoś znacznie dłuższego. Na granicy zobaczyli tłumy kobiet i dzieci w kolejkach. Wielu z nich, także dzieci, było zupełnie nieprzygotowanych do stania w kolejce po 8–10 godzin, zarówno pod względem ubioru, jak i najbardziej podstawowych rzeczy.

Baza na przejściu w Korczowej

Skrzypczyk opowiedział, że część grupy, którą stworzyli na przejściu granicznym w Korczowej, zajmowała się przygotowywaniem ciepłych posiłków, często nawet zupek chińskich, oraz herbaty. Zbierali i zwozili koce, które rozdawano oczekującym. Gdy ludzie przekraczali już granicę, część koców do nich wracała, dzięki czemu mogli przekazać je kolejnym osobom w kolejce. Obsługiwali stronę ukraińską, prowadząc własne stanowisko w strefie między polską a ukraińską częścią przejścia. Za zgodą ukraińskich pograniczników mieli tam bazę, która z jednego namiotu rozrosła się do dwóch, a potem trzech, w miarę jak rosła skala ich działań.

Drony i jazda pod siatkami

Prowadzący zapytał, jak wojna wygląda dziś z perspektywy kogoś, kto regularnie tam wraca. Wolontariusz odpowiedział, że wiele się zmieniło. Gdy na przejściu granicznym przestała być potrzebna pomoc, zaczęły się wyjazdy w głąb Ukrainy. Obecne wyjazdy są zupełnie inne niż kiedyś, bo wolontariusze zderzają się z masą dronów i muszą jeździć pod siatkami ochronnymi. Zaznaczył, że sam nie wyjeżdża już tak regularnie. Choć fundacja nadal jeździ do Ukrainy, on stara się organizować więcej pomocy w Polsce, zwłaszcza że coraz trudniej ją zdobyć. Ocenił, że na froncie jest dziś trudniej niż wcześniej ze względu na liczbę dronów i zmasowane ataki: nad Chersoniem pojawia się często ponad 500 dronów jednego dnia. Pytany o emocje w takich chwilach, przyznał, że przez pierwsze mniej więcej dwie godziny dostosowuje się do sytuacji i otoczenia, a po głowie chodzą mu wtedy myśli związane ze strachem. Ma jednak za sobą wiele wyjazdów i stara się myśleć pozytywnie. Fundacja działa coraz bardziej profesjonalnie i jest coraz lepiej przygotowana, a znajomość procedur na wypadek konkretnych sytuacji pozwala uporządkować myśli. Wolontariusze jeżdżą zwykle 10–15 kilometrów od linii frontu. To ostrzeliwane miasta, ale nie sam front, więc ryzyko nie jest aż tak duże, choć, jak przyznał, z pewnością większe niż wypadek na polskiej autostradzie.

Procedury przed wyjazdem na front

Skrzypczyk opisał, jak wolontariusze przygotowują się do wyjazdów. Już w Polsce starają się wysypiać i nie zarywać nocy, by dojechać na czas, i wolą raczej zaczekać. Samochód przygotowują tak, by bliżej frontu mieć pod ręką kamizelkę kuloodporną i indywidualne apteczki, które łatwo założyć. Dzień przed wyjazdem przeglądają apteczki i sprawdzają, czy wszystko jest na miejscu. Przy obecnej liczbie dronów ważne jest, by w strefie przyfrontowej, pod siatkami, siedzieć w samochodzie już przygotowanym, niezależnie od tego, czy jest gorąco. Trzeba mieć na sobie kamizelkę, apteczkę i podręczną torbę z najważniejszymi dokumentami, bo zdarzają się chwile, gdy trzeba natychmiast opuścić pojazd.

Od logistyki do pierwszej pomocy psychologicznej

Pytany o charakter pracy fundacji, rozmówca wyjaśnił, że na początku skupiali się głównie na logistyce i przewożeniu ludzi, którzy nie chcieli jechać dalej sami. Jeździli do cywilów i uczestniczyli w ewakuacjach. Z czasem zaczęli rozwijać się w dziedzinie pierwszej pomocy psychologicznej. Większość członków fundacji to trenerzy pierwszej pomocy psychologicznej, więc odwiedzając ośrodki, przekazują tę wiedzę grupom uchodźców wewnętrznych, a przede wszystkim personelowi, czyli osobom, które opiekują się nimi na co dzień i mają z nimi bezpośredni kontakt. Uważają za ważne, by samemu się rozwijać i uczyć innych, jak działać w trudnych sytuacjach. Fundacja wspiera przede wszystkim cywilów i dzieci, często jeździ do ośrodków dla osób przesiedlonych wewnętrznie, a także pomaga medykom, organizując zbiórki i pozyskując środki.

Artyści przeciw podziałom

Prowadzący zapytał o nowy projekt fundacji i o to, czy ma on związek z napiętymi obecnie relacjami polsko-ukraińskimi. Skrzypczyk przyznał, że fundację, która mocno wspiera Ukrainę, boli obecna sytuacja polityczna i konflikty na ulicach polskich miast, z którymi jej członkowie całkowicie się nie zgadzają. To dla nich sygnał, by przy okazji przygotowywanej dużej akcji zadziałać również w tym obszarze. Zapowiedział, że więcej informacji pojawi się pod koniec wakacji. Akcja ma połączyć polskich i ukraińskich artystów, zbudować między nimi mosty i przełożyć się na realną pomoc. Z jednej strony fundacja chce zebrać środki na konkretne wsparcie, z drugiej bardzo zależy jej na wymiarze propagandowym, czyli na pokazaniu, że polscy artyści nie zapominają o Ukrainie i są z nią solidarni. Wolontariusz wyraził nadzieję, że w ogólnym rozrachunku wpłynie to na postawę Polaków. Zastrzegł, że nie chodzi o wszystkich, bo media zazwyczaj wyciągają na pierwszy plan najtrudniejsze wątki.

Dzieci, dla których ostrzał stał się codziennością

Pytany, co najbardziej zaskakuje go w spotkaniach z ludźmi przy froncie, Skrzypczyk odpowiedział, że w przypadku cywilów najbardziej absurdalne jest dla niego to, jak lata i miesiące wojny sprawiły, że ludzie potrafią funkcjonować w takich warunkach. Przytoczył przykład dziewczynki, która rozmawiając przez telefon, na pytanie, co tak u niej hałasuje, odpowiedziała spokojnie, że to znowu latają samoloty i coś zestrzeliwują albo ostrzeliwują. W środku jest przestraszona, ale ponieważ to jej codzienność, traktuje to jako normalność. Wolontariusz podkreślił, że w tym nie ma żadnej normalności i z czasem z pewnością odbije się to traumą na większości ludzi, zwłaszcza najmłodszych. Przeraża go, że wojna trwa tak długo, a ludzie nie mają wyjścia i muszą przyzwyczaić się do takich warunków. Zapytany, co czuje jako ojciec, przyznał, że cierpienie i tragedia dzieci w Ukrainie były prawdopodobnie głównym powodem jego tak silnego zaangażowania, bo nie potrafił sobie z tym poradzić wewnętrznie, i to mocno pchało go do kolejnych wyjazdów. Zdarza mu się wyobrażać sobie własnego syna na miejscu tych dzieci i zastanawiać, jak sam by się zachował. Na pytanie prowadzącego, czy bycie rodzicem zwiększa wrażliwość, odpowiedział twierdząco. Od kiedy został ojcem, stał się znacznie bardziej wrażliwy, co zauważa nawet podczas oglądania filmów. Nie wie, jak postąpiłby w takiej sytuacji, bo nie każdy ma możliwość wyjazdu w bezpieczniejsze miejsce. Odczuwa jednak ogromne współczucie i chęć wsparcia, by każda kropla pomocy, a najlepiej jak najwięcej takich kropli, ułatwiła tym ludziom życie.

Obrazy, z których nie da się wybrać jednego

Zapytany o historię, która zmieniła jego spojrzenie na wojnę i życie, wolontariusz przyznał, że trudno mu wskazać jedną sytuację. Wpłynął na niego raczej cały czas spędzony w Ukrainie i mnogość obrazów. Wspomniał dzieci i kobiety ogrzewające się przy beczkach na dworcu we Lwowie oraz ludzi mieszkających w domach z wybitymi oknami, zastąpionymi płytami OSB albo samą folią. Opowiedział o zimowych projektach, w ramach których wiercono otwory, by zainstalować w środku piecyki typu koza. Za tym wszystkim stoją pytania, jak przeżyć bez prądu, bez ogrzewania i bez wody pitnej. Takich scen było mnóstwo i, jak stwierdził, jest ich chyba po prostu za dużo, by wybrać jedną.

Skąd napięcia wobec Ukraińców

Prowadzący zapytał, dlaczego w polskim społeczeństwie panuje dziś tak napięta atmosfera i czy osoby, które nigdy nie były na froncie, nie rozumieją cierpienia ludzi. Skrzypczyk zastrzegł, że jego opinia może nie być w pełni logiczna, ale jego zdaniem atmosfera jest od pewnego czasu budowana politycznie. Wydarzyły się sytuacje, które obie strony mogły rozegrać lepiej. Ocenił też, że grupa, o której tak często słychać w mediach i mediach społecznościowych, to w jego przekonaniu ludzie mniej inteligentni i mniej rozwinięci, a całe zjawisko napędzają polityczne piętnowanie i brak wiedzy. Opowiedział, że niedawno próbował sprawdzić liczby, bo często pada argument, ile Polska pomogła i ile wydała na Ukraińców, zasiłki i pomoc dla Ukrainy. Według jego wyliczeń od 2022 roku wydano około 41 miliardów, a przyrost PKB Polski od tego czasu przekracza 300 miliardów, co daje procentowo około 12 procent. Zwrócił uwagę, że w opinii publicznej często pada pytanie, ile Polska daje Ukraińcom, a rzadko, ile Ukraińcy dają Polsce, skoro jest ich tu tak wielu. Dodał, że na przykład procentowo Gruzini dopuszczają się w Polsce więcej złych czynów, ale jest ich mało, więc takich sytuacji jest mniej. Za istotną przyczynę uznał brak edukacji, który nie pozwala spojrzeć na sprawę z innej strony, a także brak wyrozumiałości i empatii. Prowadzący zapytał, czy ludziom brakuje też chęci. Wolontariusz przyznał, że w jego otoczeniu są sami ludzie chętni do pomocy, ale zdarza mu się spotykać inne osoby. Takie spotkanie na niedawnym weselu skłoniło go właśnie do sprawdzenia danych, by mieć konkretne argumenty dla ludzi, którym brakuje empatii i wyrozumiałości. Pytany, czy wrócił później do rozmówcy, odparł, że nie miał okazji, ale jest przygotowany na kolejną taką rozmowę.

Cena wolontariatu: załamanie i powrót z balansem

Prowadzący zapytał, czy człowiek o dużej sile i odwadze ma prawo się załamać. Skrzypczyk opowiedział, że miał taki moment. Pierwsze trzy dni zamieniły się w dwa tygodnie, potem wrócił na tydzień, wyjechał znowu na dziesięć dni i więcej czasu spędzał poza domem niż w nim. Poza synem, któremu poświęcał czas, mógł sobie na to w miarę pozwolić, choć z punktu widzenia rozwoju zawodowego i budowania własnej działalności nie było to najrozsądniejsze. Po półtora roku intensywnych wyjazdów zdał sobie sprawę, że skończyły mu się oszczędności, a zdobycie zleceń nie było łatwe. Pojawiły się też problemy ze snem, bo napatrzył się na wiele trudnych scen. Pod koniec kwietnia 2022 roku wolontariusze znaleźli się pod ostrzałem w Mikołajowie i zobaczyli tam rannych oraz ludzi, którym nie dało się już pomóc. Z czasem kolejne wyjazdy i sytuacje sprawiły, że miał poważne kłopoty ze snem i budził się w nocy. Zrobił więc całkowitą przerwę od wyjazdów, by stanąć na nogi zawodowo, życiowo i psychicznie. Potem wrócił do wyjazdów, ale z balansem, którego na początku mu zabrakło, i jeździ rzadziej. Przywołał powiedzenie, że czasem lepiej mądrze stać niż głupio chodzić. Zapytany, czy stoi mądrze, odpowiedział, że mądrzej, ale nie jest jeszcze w stanie z pełną świadomością powiedzieć, że mądrze.

Wsparcie rodziny

Pytany o reakcję bliskich, wolontariusz wyjaśnił, że był wtedy sam, a synowi poświęcał mniej więcej połowę tygodnia, dzieląc się opieką z byłą żoną. Rodzice i brat zawsze go wspierali. Uważa ich za ludzi empatycznych i wrażliwych, którzy nigdy nie wypominali mu, że jeździ na Ukrainę, zamiast naprawić im krany czy skosić trawę na działce. Czuli, że to, co robi, jest potrzebne. Przypuszcza, że wynika to także z tradycji rodzinnej, bo w jego rodzinie jest osoba odznaczona Orderem Virtuti Militari, która w czasie II wojny światowej działała w Warszawie. Jego zaangażowanie wydawało się więc naturalne, a zamiast rzucania kłód pod nogi czuł z ich strony dumę i satysfakcję.

Telefony, na które czeka się z niepokojem

Prowadzący zapytał, czy jest telefon, którego wolontariusz boi się podczas wyjazdu lub powrotu z Ukrainy. Skrzypczyk przyznał, że nie potrafi jednoznacznie odpowiedzieć. Gdy prowadzący doprecyzował pytanie, wspomniał sytuację, gdy będąc w Ukrainie, otrzymał wiadomość o problemach zdrowotnych ojca. Zespół zdecydował wtedy o zrealizowaniu tylko minimum planu i natychmiastowym powrocie. Zwykle jeżdżą po dwóch kierowców na pojazd, więc jeden może spać, a drugi prowadzić, dlatego wrócili szybko. Gdy sam jest w Polsce, a członkowie fundacji i wolontariusze jadą w strefę przyfrontową, czuje się za nich odpowiedzialny i stara się trzymać rękę na pulsie. Nie zawsze udaje się jednak dodzwonić, zwłaszcza teraz, gdy sygnały są masowo zagłuszane, i wtedy można tylko obgryzać paznokcie i czuć się bezradnym.

Wdzięczność jako motor działania

Na zakończenie prowadzący zauważył, że ostatnio często mówi się o wdzięczności, a niektórzy twierdzą nawet, że jest jej za dużo, i zapytał, za co gość jest najbardziej wdzięczny. Skrzypczyk odpowiedział, że dziękuje Panu Bogu za to, że do tej pory nic złego się nie wydarzyło. Jest też wdzięczny, że nigdy nie spotkało go nic nieprzyjemnego ze strony ukraińskich obywateli. Zawsze widzi ich wdzięczność i jest ona dla niego motorem działania, podobnie jak poczucie satysfakcji i bycia potrzebnym. Prowadzący podsumował, że rozmawiał z bardzo odważnym człowiekiem, który nadal pomaga Ukrainie i nie poddał się presji internetowych botów i hejterów.


Materiał „Pod ostrzałem w Ukrainie. Wolontariusz opowiada, co zobaczył na froncie” opublikowany w ramach cyklu „Polska Pomaga” w programie „Temat Dnia” Polskiego Radia dla Ukrainy na kanale Polskie Radio dla Zagranicy – Redakcja Polska (8,26 tys. subskrybentów) na YouTube, 1 października 2026.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *