Czy Polska jest gotowa na wojnę? Polski ochotnik walczący na Ukrainie o dronach, szkoleniu i przygotowaniu państwa

Rozmowa z Adamem, polskim ochotnikiem, który przez trzy lata walczył na Ukrainie, dotyczy doświadczeń z pola walki, zmian w sposobie prowadzenia wojny oraz przygotowania Polski do ewentualnego konfliktu. Adam, wcześniej żołnierz Legii Cudzoziemskiej, od kwietnia 2022 roku służył na Ukrainie, gdzie wykonywał m.in. zadania rozpoznawczo-dywersyjne, szturmowe, przeciwpancerne, przeciwlotnicze i związane z walką radioelektroniczną. Po odniesieniu ran wrócił na front jako oficer sztabu w komórce rozpoznania i wywiadu. Obecnie zajmuje się szkoleniami dla Wojska Polskiego i przekazywaniem doświadczeń z Ukrainy.

W rozmowie poruszono m.in. wpływ dronów i systemów rozpoznania na współczesne pole walki, problemy związane z polskim systemem szkolenia, obronę cywilną, mobilizację społeczeństwa, wojnę informacyjną, morale żołnierzy oraz napięcia polsko-ukraińskie.

Pierwszy kontakt z frontem i przeciążenie sensoryczne

Adam opowiedział, że na Ukrainę trafił w kwietniu 2022 roku. Początkowo działał na odcinku charkowskim, gdzie dowodził grupą rozpoznawczo-dywersyjną wykonującą zadania za liniami przeciwnika, związane m.in. z kierowaniem ogniem i organizowaniem zasadzek. Po ofensywie kupiańskiej jego grupa przeszła przede wszystkim do działań szturmowych. Adam zajmował się także zadaniami przeciwpancernymi i przeciwlotniczymi oraz walką radioelektroniczną. Latem 2023 roku ponownie działał jako szturmowiec, a podczas walk na odcinku bachmuckim został poważnie ranny. Po kilkumiesięcznej rehabilitacji wrócił do służby jako oficer sztabu w komórce rozpoznania i wywiadu.

Pytany o największe zaskoczenie po wejściu na front, wskazał na przeciążenie sensoryczne. Jego zdaniem liczba i intensywność bodźców, przede wszystkim eksplozji, przekracza możliwości człowieka przyzwyczajonego do warunków pokojowych. Początkowo może to prowadzić do paraliżu, który wynika nie tylko ze strachu, ale również z konieczności przetwarzania ogromnej ilości informacji w bardzo krótkim czasie.

Adam zwrócił również uwagę na wpływ strachu przed śmiercią na proces podejmowania decyzji. Jak relacjonował, człowiek znajdujący się pod ogromną presją może uważać swoje decyzje za racjonalne, podczas gdy po ustąpieniu stresu dostrzega, że były one przede wszystkim próbą zwiększenia szans na przeżycie. Według niego zaakceptowanie tego mechanizmu jest jednym z warunków nauczenia się działania mimo strachu.

Rozmówca porównał doświadczenie żołnierza na Ukrainie do warunków znanych z I wojny światowej, wskazując na znaczenie długotrwałego ostrzału artyleryjskiego. Różnicą jest natomiast współczesna obecność dronów, które mogą polować na żołnierzy z powietrza. Adam wspominał, że w pewnym momencie wolał znajdować się za linią przeciwnika niż po własnej stronie frontu, ponieważ po swojej stronie był narażony na ciągły ostrzał artyleryjski.

Czy można przygotować żołnierza na doświadczenie wojny?

Według Adama można częściowo przygotować żołnierzy do funkcjonowania pod ostrzałem. Jako przykład podał szkolenie na poligonie z wykorzystaniem głośnych dźwięków oraz symulacji ostrzału artyleryjskiego. Szczególną uwagę zwrócił na konieczność uczenia żołnierzy rozpoznawania dźwięku nadlatującego pocisku.

Twierdził, że od kilku lat mówi o tym podczas kontaktów z Wojskiem Polskim, ale nie słyszał, aby taki element szkolenia został szerzej wprowadzony. Jego zdaniem pocisk lecący w kierunku żołnierza brzmi inaczej niż pocisk oddalający się od niego, a charakterystyczny dźwięk może pomóc w ocenie sytuacji i podjęciu decyzji, czy kontynuować marsz, schować się, położyć lub szukać osłony.

Jednocześnie Adam podkreślił, że żadne szkolenie nie zastąpi motywacji żołnierza. W jego ocenie człowiek idący na wojnę musi rozumieć, dlaczego podejmuje ryzyko i czego broni. W tym kontekście wskazał na znaczenie edukacji społecznej, rozumienia wartości ojczyzny, wolności i prawa do samostanowienia.

Wojna dronów nie oznacza końca wojsk pancerno-zmechanizowanych

Jednym z głównych tematów rozmowy była zmiana charakteru współczesnego pola walki. Adam wyjaśniał, że klasyczne natarcie pancerno-zmechanizowane ma doprowadzić do przełamania linii przeciwnika, wejścia w jego głębię operacyjną i rażenia znajdujących się tam celów. Problemem jest jednak obecna skala możliwości wykrywania i rażenia przemieszczających się kolumn.

Według rozmówcy głębokość wykrywania oraz rażenia kolumn zmechanizowanych może obecnie sięgać około 50 kilometrów. Podkreślał, że podobne możliwości istniały już wcześniej, jednak obecnie środki umożliwiające wykrywanie i rażenie są znacznie tańsze. W jego ocenie powoduje to poważny problem ekonomiczny dla prowadzenia klasycznych operacji.

Drugim problemem jest rozminowanie. Adam wskazywał, że przy głębokich polach minowych, obserwacji prowadzonej przez drony i ciągłym ostrzale przeprowadzenie klasycznego rozminowania przy użyciu trałów staje się niezwykle trudne. Jego zdaniem przez cztery lata wojny żadnej ze stron nie udało się skutecznie przeprowadzić tego typu operacji na większą skalę.

Rozmówca zgodził się, że sytuacja przypomina pod pewnymi względami problemy znane z I wojny światowej, kiedy rozwój środków rażenia i rozpoznania utrudnił prowadzenie skutecznych działań ofensywnych. Jego zdaniem przewaga technologiczna nie wystarcza jednak sama w sobie. Kluczowe znaczenie ma również koordynacja wszystkich elementów systemu.

„Dzisiaj nie walczy żołnierz z żołnierzem, tylko system z systemem”

Adam określił współczesne działania wojenne jako konfrontację całych systemów. Jego zdaniem pojedynczy żołnierz z karabinem jest tylko końcowym elementem rozbudowanej struktury, która musi zapewnić mu dostarczenie amunicji, żywności, informacji o przeciwniku, ochronę i możliwość działania w odpowiednim miejscu oraz czasie.

W tym ujęciu nawet bardzo dobrze wyszkolony pojedynczy żołnierz nie jest w stanie samodzielnie przeciwstawić się systemowi dysponującemu rozpoznaniem, efektorami i środkami rażenia. Adam posłużył się przykładem filmowego Rambo, wskazując, że współczesne pole walki nie daje możliwości samodzielnego funkcjonowania poza całym systemem wsparcia.

Jego zdaniem człowiek znajdujący się na froncie jest zależny od działania wielu innych elementów. Musi wiedzieć, skąd nadchodzi przeciwnik, gdzie może się przemieścić i w którym momencie powinien zaatakować, ale wcześniej cały system musi umożliwić mu dotarcie na miejsce i przetrwanie.

Polska inwestuje w efektory, ale brakuje rozpoznania

W dalszej części rozmowy Adam odniósł się bezpośrednio do przygotowań Wojska Polskiego. Jego zdaniem istnieje ryzyko, że Polska przygotowuje się do wojny sprzed kilku lat, a nawet do konfliktów odpowiadających wcześniejszym realiom technologicznym.

Jako przykład wymienił inwestowanie w środki rażenia, w tym wyrzutnie HIMARS i pociski JASSM, przy jednoczesnym — jego zdaniem — niedostatecznym rozwoju systemów rozpoznania. Pytał, w jaki sposób będą wyznaczane cele dla artylerii i innych systemów, jeżeli nie będzie odpowiednich sensorów.

W przypadku artylerii, jak argumentował, konieczne jest rozpoznanie prowadzone przez drony i możliwość korygowania ognia w czasie rzeczywistym. Zwrócił również uwagę na problem zakłócania GPS, który według jego relacji występuje na dużej części frontu ukraińskiego.

Adam krytycznie odniósł się także do konstrukcji części współczesnych systemów przeciwpancernych i czołgów. Wskazał, że pociski takie jak Spike, Javelin czy TOW-2 zostały zaprojektowane w taki sposób, aby atakować czołg z góry, podczas gdy zasadnicza część pancerza czołgów jest skoncentrowana z przodu. W jego ocenie problem ten został dawno rozwiązany przez producentów uzbrojenia przeciwpancernego, natomiast konstrukcje czołgów nie zostały w podobnym stopniu dostosowane.

Problem integracji sensorów i efektorów

Kolejnym problemem, na który wskazał Adam, jest brak — w jego ocenie — odpowiednio zintegrowanego systemu świadomości sytuacyjnej. Chodzi o połączenie środków obserwacji, rozpoznania i uzbrojenia w jeden system pozwalający maksymalnie skrócić czas pomiędzy wykryciem celu a jego rażeniem.

Jak tłumaczył, w takim modelu człowiek jest obecnie potrzebny na każdym etapie: przy obsłudze sensora, podejmowaniu decyzji w sztabie i uruchamianiu efektora. Wskazał rozwiązania stosowane na Ukrainie, które mają łączyć dużą liczbę sensorów i efektorów w jeden system.

Jego zdaniem w Polsce poszczególne jednostki funkcjonują natomiast jako odrębne ekosystemy, a problem nie ogranicza się wyłącznie do braków sprzętowych. Według Adama brakuje przede wszystkim systemu, który spinałby istniejące elementy w jedną całość i skracał czas od wykrycia celu do jego zniszczenia.

„Betonoza” i krytyka sposobu szkolenia

Rozmówcy przeszli następnie do pytania, czy Wojsko Polskie wyciąga właściwe wnioski z wojny na Ukrainie. Adam przyznał, że pozytywnym elementem jest rozpoczęcie szkolenia żołnierzy w zakresie zwalczania dronów, ale jego zdaniem strzelanie do drona z karabinka jest rozwiązaniem awaryjnym, a nie systemowym.

Jako przykład podał walkę radioelektroniczną. W jego ocenie Polska potrzebuje nie tylko zagłuszania, ale również systemów pozwalających wykrywać źródła emisji radiowej. Podkreślał, że radar może wykryć drona, ale niekoniecznie pozwala ustalić położenie operatora. Z tego powodu — według jego argumentacji — skuteczna walka z systemami bezzałogowymi wymaga także zdolności do wykrywania ich operatorów.

Adam porównał sytuację do zwalczania pocisków balistycznych. W jego ocenie najdroższym sposobem rozwiązania problemu jest niszczenie pocisku już w powietrzu, podczas gdy bardziej efektywne byłoby oddziaływanie na magazyny, produkcję i środki przenoszenia.

Zapytany bezpośrednio o „betonozę” w Wojsku Polskim, odpowiedział, że jego zdaniem żołnierze oraz młodsza kadra oficerska i podoficerska są zmotywowani, natomiast znacznie bardziej krytycznie ocenia najwyższe szczeble dowodzenia. Użył określenia „imitacja pracy”, wskazując na brak — jego zdaniem — wystarczających fortyfikacji na wschodniej granicy, odpowiedniego systemu świadomości sytuacyjnej oraz zdolności rozpoznania wojskowego.

Jednocześnie Adam zaznaczył, że nie chce wchodzić w szczegóły techniczne dotyczące rozwiązań, które przedstawiał podczas swoich szkoleń dla kadry wojskowej. Twierdził, że odbiór tych uwag był zazwyczaj pozytywny, ale nie przekładało się to później na konkretne działania.

Publikowanie informacji o wojsku jako problem kontrwywiadowczy

Osobny wątek dotyczył bezpieczeństwa informacji. Adam wskazał na publikowanie zdjęć i informacji dotyczących wojskowego personelu oraz sprzętu. Jako przykład podał bazę lotniczą w Łasku i publikację informacji związanych z pojawieniem się tam F-35.

W jego ocenie przeciwnik może wykorzystać informacje dostępne publicznie do identyfikowania konkretnych osób i ustalania ich miejsc działania. Wskazał również na publikowanie zdjęć żołnierzy wojsk specjalnych przez Biuro Bezpieczeństwa Narodowego, które uznał za przykład niewystarczającej świadomości zagrożeń.

Rozmówca zwrócił uwagę, że jednostki wojskowe od szczebla brygady wzwyż prowadzą aktywność w mediach społecznościowych. Jego zdaniem może to ułatwiać rozpoznanie personelu — od imienia i nazwiska po wygląd, a przy dodatkowej obserwacji także miejsce pobytu.

Adam twierdził ponadto, że nad polskimi jednostkami wojskowymi od dłuższego czasu pojawiają się niezidentyfikowane drony. Jego zdaniem problemem jest brak środków umożliwiających ustalenie położenia ich operatorów. Wskazał przy tym na możliwość wykorzystania rozpoznania do identyfikacji konkretnych osób i późniejszego zaatakowania ich przy użyciu drona FPV.

Ocena kadry dowódczej i elastyczność szkolenia

Na pytanie o świadomość kadry dowódczej Adam odpowiedział bardzo krytycznie. Jednocześnie zaznaczył, że nie chce wyciągać wniosków dotyczących przyczyn takiego stanu bez odpowiednich danych. Ocenia natomiast rezultaty działań lub ich brak i na tej podstawie twierdzi, że problem jest bardzo poważny.

W rozmowie przywołano wcześniejsze wystąpienie generała Komornickiego, który według prowadzącego krytykował polski system szkolenia za niedostosowanie do współczesnego charakteru wojny. Adam nie chciał jednoznacznie oceniać aktualnych zmian, ponieważ informacje, które otrzymuje od żołnierzy pozostających w służbie, są dla niego informacjami z drugiej ręki.

Zwrócił jednak uwagę na problem centralizacji procesu szkoleniowego. Według jego relacji dowódcy niższego szczebla mają ograniczone możliwości szybkiego dostosowania szkolenia swoich ludzi do zmieniających się metod prowadzenia walki, ponieważ muszą uzyskiwać zgodę wyższych szczebli. Jego zdaniem struktura hierarchiczna naturalnie powoduje wolniejszą reakcję na górze niż na dole, dlatego system powinien szczególnie uważnie słuchać doświadczeń z niższych szczebli.

Wojna hybrydowa i przygotowanie Polski

Rozmówcy zastanawiali się również, czy Polska przygotowuje się do konfliktu hybrydowego, który nie musi oznaczać natychmiastowego pełnoskalowego starcia. Wskazywano na możliwość działań dotyczących infrastruktury, przemysłu, informacji, edukacji czy systemów komunikacyjnych.

Adam odpowiedział, że nie wie, w jakim stopniu przygotowuje się do tego samo wojsko, natomiast jego zdaniem część organów państwa podejmuje działania w tym kierunku. Ocenił ten kierunek pozytywnie, ale nie był w stanie jednoznacznie powiedzieć, czy Wojsko Polskie odpowiednio analizuje takie zagrożenia.

W kontekście doświadczeń ukraińskich prowadzący wspomniał również o modelu, w którym oficerowie i podoficerowie mają posiadać więcej niż jedną specjalizację. Adam uznał taką elastyczność za potrzebną. Jego zdaniem na współczesnym polu walki żołnierz musi być przygotowany do wykonywania różnych zadań, a oficer powinien rozumieć nie tylko własną specjalność, ale również sposób działania innych elementów systemu.

Dotyczy to m.in. lotnictwa, obrony przeciwlotniczej, dronów i artylerii. W ocenie rozmówcy im lepiej żołnierz rozumie swoje miejsce w całym systemie, tym skuteczniej może wykorzystywać jego elementy do ochrony siebie i podlegających mu ludzi.

Czy polskie społeczeństwo jest przygotowane?

W dalszej części rozmowy pytanie zostało przeniesione z poziomu wojskowego na państwowy i społeczny. Prowadzący zapytał, czy Polacy są świadomi tego, jak bardzo może zmienić się ich życie w przypadku wojny, również w sytuacji działań hybrydowych.

Adam uważa, że poziom społecznej świadomości zagrożeń rośnie. Jego zdaniem nie nadąża za tym jednak aktywność centralnych organów państwa. Jak argumentował, instytucje państwowe powinny dostrzegać zagrożenia wcześniej niż społeczeństwo.

Szczególnie krytycznie wypowiedział się o budowie obrony cywilnej. Według jego obserwacji odpowiedzialność za ten proces jest przesuwana na możliwie najniższe szczeble administracji, podczas gdy obrona cywilna powinna być — jego zdaniem — budowana centralnie i według spójnego systemu.

Adam pytał również o praktyczną znajomość lokalizacji schronów oraz o to, czy obywatele wiedzą, co powinni zrobić w pierwszych minutach konfliktu. Jego zdaniem cywil powinien być przygotowany nie tylko do uniknięcia pierwszego uderzenia, ale również do wykonania konkretnego zadania.

Mobilizacja to nie tylko powołanie do wojska

W ocenie Adama konieczna jest również analiza przepisów dotyczących mobilizacji. Jak podkreślał, mobilizacja nie powinna być rozumiana wyłącznie jako ubranie człowieka w mundur, wyposażenie go w broń i wysłanie na front.

Powinna obejmować również przemysł i społeczeństwo. Rozmówca wskazywał na potrzebę takiego planowania, aby w czasie mobilizacji nie pozbawić państwa niezbędnych zdolności, np. poprzez objęcie mobilizacją osób wykonujących kluczowe zadania w innych służbach.

Jego zdaniem zagrożenie wciąż jest niedoceniane, a część społeczeństwa nadal liczy na to, że konflikt Polski ominie i nie będzie konieczności ponoszenia kosztów związanych z obroną kraju.

Prowadzący zestawił tę sytuację z rozwiązaniami stosowanymi w Finlandii, Szwecji i państwach bałtyckich, wskazując m.in. na litewskie rozwiązania dotyczące powszechnego szkolenia wojskowego. W rozmowie pojawiło się pytanie, czy podobny model powinien zostać zastosowany w Polsce.

Adam: ludność cywilna będzie potrzebna podczas wojny

Adam odpowiedział, że przy obecnym poziomie liczebności polskich sił zbrojnych w przypadku agresji lądowej Polska nie byłaby w stanie pokryć całego frontu. Z tego powodu szkolenie ludności cywilnej uznał za konieczne.

Jego zdaniem społeczeństwo powinno być przygotowane na możliwość mobilizacji i nie należy przedstawiać wojny jako zadania, które w całości może zostać wykonane przez zawodową armię. Twierdził, że przy niedostatecznym przygotowaniu cywile mogą zostać zmobilizowani już podczas konfliktu, bez wcześniejszego przeszkolenia.

W tym kontekście podkreślał również znaczenie ćwiczeń obrony cywilnej. Same schrony, procedury i systemy nie wystarczą, jeżeli ludzie nie będą wiedzieli, jak z nich korzystać.

Zapytany o formę ewentualnego powrotu obowiązkowej służby wojskowej, Adam nie opowiadał się za prostym odtworzeniem dawnej „Zetki”. Według niego współczesne państwo potrzebuje znacznie szerszego modelu szkolenia, który uwzględniałby również inżynierów potrzebnych w przemyśle obronnym, instruktorów obrony cywilnej, personel medyczny i kierowców.

„Nie mamy strategii bezpieczeństwa narodowego” — ocena rozmówcy

Pytany o ogólny poziom przygotowania Polski do wojny, Adam stwierdził, że jego zdaniem problem zaczyna się na poziomie strategicznym. W rozmowie powiedział, że Polska nie ma strategii bezpieczeństwa narodowego ani strategii obronnej, a w konsekwencji — jego zdaniem — trudno mówić o spójnych planach wojskowych opartych na dokumentach wyższego szczebla.

Adam zakwestionował również argument, że część planów może istnieć, ale nie jest publicznie znana. Według niego plany wojskowe muszą wynikać z szerszej koncepcji bezpieczeństwa państwa, obejmującej m.in. system zaopatrzenia i produkcji amunicji.

W rozmowie zwrócono uwagę, że w warunkach wojennych dostawy od sojuszników mogłyby nie wystarczyć, szczególnie jeżeli jednocześnie inne państwa byłyby zaangażowane w swoje konflikty i musiałyby wykorzystywać własne zapasy.

Rosyjska wojna informacyjna

Kolejny blok rozmowy dotyczył rosyjskich działań informacyjnych i psychologicznych. Adam oceniał ich skuteczność na podstawie wpływu, jaki — jego zdaniem — mają na nastroje społeczne.

Rozmówca twierdził, że zmiana już uformowanej opinii jest znacznie trudniejsza niż przekonanie osoby, która wcześniej nie miała wyrobionego stanowiska. W tym kontekście wskazywał na potrzebę aktywnego działania w infosferze oraz wzmacniania spójności społecznej.

Jego zdaniem państwo powinno również analizować rosyjskie działania psychologiczne i odpowiadać na nie własnymi działaniami informacyjnymi. Jednocześnie przyznał, że ograniczone budżety struktur wywiadowczych i bezpieczeństwa wewnętrznego mogą utrudniać prowadzenie takich działań.

Postulat przeniesienia wojny hybrydowej na terytorium Rosji

Prowadzący zapytał Adama o hasło, które pojawiało się wcześniej w działalności Stowarzyszenia Niklot — aby przenieść wojnę hybrydową na terytorium Rosji, również z wykorzystaniem metod kinetycznych, ataków dronowych i zamachów.

Adam odpowiedział, że jego zdaniem Rosja od kilku lat przedstawia konflikt jako wojnę z NATO i że w takiej sytuacji nadmierne unikanie eskalacji może być przez przeciwnika interpretowane jako słabość. W dalszej części rozmowy argumentował, że jeżeli celem jest wpływanie na decyzje rosyjskiego kierownictwa, trzeba oddziaływać na grupę osób podejmujących decyzje.

W tym kontekście rozmówca wypowiedział się również o możliwości fizycznej likwidacji osób odpowiedzialnych za prowadzenie wojny. Była to jego własna ocena przedstawiona podczas rozmowy, a nie informacja o realizowanym przez Polskę programie czy decyzji władz.

Czy Polska w razie wojny będzie musiała walczyć głównie własnymi siłami?

Zapytany, czy w przypadku pełnoskalowego konfliktu Polska mogłaby być zmuszona do prowadzenia zasadniczej części walki własnymi siłami, Adam odpowiedział twierdząco. Zastrzegł jednocześnie, że Polska miałaby sojuszników, ale w jego ocenie główna część wysiłku wojennego mogłaby spaść na samą Polskę.

Wskazał na przykład Ukrainy, która mimo szerokiego wsparcia zachodniego ponosi zasadniczy koszt ludzki wojny. Według Adama nie można odzyskać ludzi, którzy zginęli, a w wojnie obronnej w pierwszej kolejności giną osoby najbardziej zdecydowane do obrony swoich rodzin i kraju.

Rozmówca mówił także o swoich kontaktach z rosyjskimi jeńcami. Podkreślał, że podczas rozmów z nimi traktował ich jako ludzi, a nie tylko przeciwników. Przywołał sytuację, w której jeden z poddających się Rosjan miał zacząć płakać po otrzymaniu wody i papierosa, twierdząc, że został lepiej potraktowany niż przez swoich.

Adam bardzo ostro opisywał własne doświadczenia związane z wojną, mówiąc o skali przemocy i cierpienia, których — w jego ocenie — osoba wychowana w warunkach wolnego świata nie jest w stanie w pełni sobie wyobrazić.

Czy polska konsolidacja społeczna może zostać osłabiona?

W rozmowie pojawiło się również pytanie o odporność społeczeństwa na działania informacyjne oraz możliwość pojawienia się osób wspierających przeciwnika w przypadku wojny.

Adam uważał, że w każdym społeczeństwie liczącym dziesiątki milionów ludzi pojawią się osoby zachowujące się w sposób szkodliwy dla państwa. Jednocześnie wskazał przykład Ukrainy sprzed 2022 roku, gdzie — jak relacjonował — wiele osób deklarowało, że w przypadku wojny wyjedzie z kraju.

Przywołał historię swojego znajomego z Charkowa, nauczyciela matematyki, który przed wojną nie miał doświadczenia wojskowego. Po rozpoczęciu rosyjskiej inwazji i zobaczeniu zniszczenia budynku mieszkalnego miał dojść do wniosku, że Rosjanie nie przyjechali jedynie po to, aby podporządkować sobie Ukrainę, ale aby niszczyć życie jej mieszkańców.

Adam wyciągał z tego przykład różnicy między deklaracjami składanymi w czasie pokoju a zachowaniem człowieka, którego rodzina i miejsce życia zostają bezpośrednio zagrożone. W jego ocenie Polska również może zareagować inaczej w sytuacji rzeczywistego zagrożenia niż w czasie pokoju.

Rola nacjonalizmu i identyfikacji z państwem

Prowadzący, przedstawiając Stowarzyszenie Niklot jako organizację nacjonalistyczną, zapytał o znaczenie nacjonalizmu dla konsolidacji społeczeństwa ukraińskiego oraz o to, czy podobnego elementu brakuje w Polsce.

Adam odpowiedział, że jego zdaniem problemem jest przede wszystkim zbyt słaba identyfikacja części społeczeństwa z własnym państwem. Wskazywał, że w przypadku wojny emigracja nie musi oznaczać znalezienia takiego samego poziomu bezpieczeństwa i praw, jaki obywatel posiada we własnym kraju.

Przywołał również opinię poznanego przez siebie człowieka z Azowa, według którego nacjonalizm powinien być rozumiany przede wszystkim jako działanie „za swoimi”, a nie przeciwko innym. Adam połączył ten wątek z wartością ojczyzny, wolnością oraz prawami obywatelskimi.

Jego zdaniem współczesne społeczeństwa Zachodu znajdują się w wyjątkowej sytuacji pod względem poziomu wolności i praw jednostki. W jego ocenie utrzymanie tego stanu zależy również od zdolności społeczeństw do jego obrony.

Azow, ochotnicy i znaczenie motywacji

W dalszej części prowadzący przywołał relację ukraińskiego oficera pochodzenia rosyjskiego, który miał twierdzić, że bez ochotniczych formacji nacjonalistycznych w 2014 roku Ukraina mogła stracić większą część Donbasu. Rozmówcy rozmawiali w tym kontekście o stanie ukraińskiej armii w pierwszej fazie wojny.

Adam stwierdził, że za jedne z najlepszych jednostek ukraińskich uważa 3. Brygadę Szturmową oraz brygadę Azow. Podkreślał przy tym nie tylko znaczenie motywacji, ale także wieku i zdolności do adaptacji ochotników.

Jego zdaniem młody człowiek, który dobrowolnie trafia na wojnę, może być bardziej skłonny do aktywnego działania niż osoba trafiająca do wojska wyłącznie w ramach mobilizacji. Jednocześnie Adam podkreślał, że od żołnierza oczekuje się przede wszystkim wykonywania zadań wojskowych, a nie zarządzania państwem.

Kontrowersyjna symbolika na froncie

Rozmowa zeszła również na kontrowersyjną symbolikę wykorzystywaną przez niektóre ukraińskie jednostki. Adam argumentował, że symbol używany przez młodego ochotnika nie zawsze musi oznaczać pełną znajomość czy akceptację ideologii, z którą historycznie jest kojarzony.

Wskazywał, że młody człowiek może przejąć symbolikę od starszego kolegi albo środowiska, nie analizując dokładnie jej historycznego i ideologicznego znaczenia. W jego ocenie łatwo jest przypisać komuś określoną ideologię wyłącznie na podstawie używanego znaku, podczas gdy motywacja konkretnego żołnierza może być zupełnie inna.

Prowadzący zaznaczył jednocześnie, że nie zamierza bronić symboliki Totenkopfów, która w Polsce ma jednoznaczne skojarzenia. Zwrócił jednak uwagę na możliwość funkcjonowania symboli jako elementów grupowej identyfikacji, bez pełnej znajomości ideologii stojącej za ich historycznym znaczeniem.

W rozmowie pojawił się także przykład osoby określającej się jako „banderowiec”, która jednocześnie deklarowała miłość do Polaków i traktowanie ich jako braci. Prowadzący zauważył, że przy pełnej znajomości ideologii Stepana Bandery takie deklaracje mogą pozostawać ze sobą w sprzeczności. Adam odpowiedział, że trudno oczekiwać od każdego zmobilizowanego człowieka pełnej wiedzy historycznej czy ideologicznej.

Napięcia polsko-ukraińskie widziane przez żołnierzy

Pod koniec rozmowy pojawił się temat obecnych napięć społecznych w relacjach polsko-ukraińskich. Adam ocenił je jako bardzo poważny problem, choć zastrzegł, że nie zna wystarczająco dużej grupy polskich żołnierzy, aby formułować miarodajną opinię na temat całego środowiska.

W przypadku żołnierzy ukraińskich jego zdaniem napięcia są źródłem niepokoju, ponieważ mają oni świadomość uzależnienia od pomocy Polski. Adam zwrócił uwagę, że część informacji o znaczeniu polskiej pomocy może nie docierać do polskiego społeczeństwa, ponieważ pozostaje ona widoczna przede wszystkim na froncie.

Jego zdaniem należałoby ograniczać konflikty polsko-ukraińskie przynajmniej do czasu zakończenia wojny. Uważał, że eskalowanie sporów w obecnej sytuacji może działać na korzyść Rosji.

Czy Polacy mieliby takie samo morale jak Ukraińcy w 2022 roku?

Ostatnie pytania dotyczyły bezpośrednio możliwości wybuchu wojny w Polsce oraz zachowania polskich żołnierzy i społeczeństwa.

Zapytany, czy w przypadku wojny podobnej do tej, która rozpoczęła się w Ukrainie w lutym 2022 roku, Polska i Polacy wykazaliby takie samo morale i determinację jak Ukraińcy, Adam odpowiedział przecząco. Jako główny powód wskazał — w jego ocenie — niewystarczające przygotowanie i liczebność polskich sił zbrojnych do przyjęcia pierwszego uderzenia.

Według niego, jeżeli pierwsze uderzenie doprowadziłoby do poważnego ograniczenia zdolności operacyjnych armii, mogłoby to przełożyć się na morale całego państwa. Rozmówca brał również pod uwagę możliwość czasowej utraty części terytorium Polski.

Jednocześnie Adam zaznaczył, że jego zdaniem młodsi żołnierze i niższa kadra dowódcza mają większą świadomość zagrożeń niż najwyższe szczeble hierarchii. Twierdził, że regularnie słyszy od żołnierzy obawy dotyczące tego, co mogłoby wydarzyć się podczas pełnoskalowego konfliktu.

Brak zaufania do dowódcy może mieć konsekwencje

Adam zwrócił szczególną uwagę na znaczenie zaufania między żołnierzem a dowódcą. Wspominał przypadki z Ukrainy, w których brak zaufania prowadził do sytuacji, gdy żołnierze meldowali wykonanie zadania, mimo że faktycznie zatrzymali się wcześniej.

Jego zdaniem żołnierz, który uzna, że został pozostawiony na śmierć, może już nigdy nie odzyskać pełnego zaufania do dowódcy. W konsekwencji będzie działał bardziej asekuracyjnie, unikając zadań wymagających szczególnie wysokiego poziomu ryzyka i zaufania do całego systemu.

Prowadzący zapytał w tym kontekście o możliwość odmowy wykonania rozkazu. Przywołał doświadczenia ukraińskie z 2014–2015 roku i działania psychologów wojskowych wobec jednostek, w których występowały problemy z wykonywaniem zadań.

Adam odpowiedział, że w dużej armii takie sytuacje z pewnością będą się zdarzały, choć trudno przewidzieć ich skalę. Jednocześnie podkreślił, że wierzy w polskich żołnierzy.

Na zakończenie powiedział, że sam byłby gotowy pójść z nimi na pierwszą linię, jeżeli uznałby, że właśnie tam może zrobić najwięcej. Podkreślił jednak, że jego wiara w możliwości polskich żołnierzy jest jednym elementem, natomiast dostępne mu dane mogą — w jego ocenie — wskazywać na poważne problemy systemowe.

Rozmowa zakończyła się podziękowaniami dla rozmówcy i widzów.


Źródło: Stowarzyszenie Niklot, „Czy jesteśmy gotowi na wojnę? Rozmowa z Adamem, polskim ochotnikiem na Ukrainie”, rozmowa z Adamem, 14 września 2026 r. Materiał trwa 55 minut i 53 sekundy.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *