Czy Rosja przygotowuje kolejną fazę eskalacji? Maciej Korowaj o działaniach Kremla
Rosja zwiększa liczbę działań prowadzonych wobec państw wschodniej flanki NATO, ale – według podpułkownika Macieja Korowaja – nie należy analizować ich jako zbioru przypadkowych incydentów. W rozmowie z Grzegorzem Ślubowskim były oficer wywiadu omawia rosyjskie działania przy granicy z Estonią, aktywność dronów nad Bałtykiem i w pobliżu Polski, rolę Białorusi, ataki na ukraińską infrastrukturę transportową oraz procesy zachodzące wewnątrz rosyjskiego systemu władzy. Jego zdaniem istotne jest przede wszystkim to, jak poszczególne działania łączą się ze sobą i jaką reakcję wywołują po stronie NATO.
Rosyjskie ograniczenia przy granicy z Estonią
Rozmowa rozpoczyna się od rosyjskich ograniczeń wprowadzonych w pasie granicznym z Estonią. Grzegorz Ślubowski zwraca uwagę, że dotyczą one zaledwie około 5 kilometrów wzdłuż granicy i ograniczają możliwość przemieszczania się pomiędzy większymi ośrodkami, w tym miejscowościami i wsiami. Prowadzący podkreśla, że nie jest to stan wyjątkowy, choć w taki sposób przedstawiały sprawę niektóre polskie media.
Maciej Korowaj zwraca uwagę na strukturę odpowiedzialną za ochronę rosyjskiej granicy. Jest ona podporządkowana Federalnej Służbie Bezpieczeństwa, a więc nie chodzi o odrębną formację działającą poza strukturami FSB. W jego ocenie szczególne znaczenie mają jednak nie tylko same ograniczenia, ale czas i miejsce ich wprowadzenia.
Korowaj zauważa, że obowiązywanie ograniczeń przypada na okres bezpośrednio przed wyborami i częściowo obejmuje także czas po nich. Geograficznie dotyczą one wyłącznie rosyjskiej granicy z Estonią. Dlatego – jego zdaniem – komunikat należy odczytywać jako element szerszej komunikacji skierowanej również do państw NATO, a nie jako odrębne wydarzenie dotyczące wyłącznie lokalnego ruchu granicznego.
Rozmówca cofa analizę do lipca 2026 roku. Wskazuje na działania dywersyjne i informacyjne, projekcję siły oraz różnego rodzaju uderzenia i sygnały pojawiające się w pobliżu granic Rumunii, Mołdawii i Polski. Do tej grupy dodaje obecne działania w rejonie Narwy. Jego zdaniem wszystkie te wydarzenia powinny być analizowane łącznie, jako kaskada mniejszych i większych zdarzeń, także oddalonych od siebie geograficznie.
Siedem domen rosyjskiej „nowej wojny”
Ślubowski pyta, po co Rosja prowadzi taką aktywność. Wymienia drony w pobliżu polskiej granicy, drona nad Bałtykiem oraz działania przy granicy estońskiej. Jednocześnie zaznacza, że nie uważa za prawdopodobny klasyczny rosyjski atak na Polskę z użyciem dużych zgrupowań wojsk.
Korowaj odpowiada, że w klasycznym wymiarze wojny trudno obecnie zakładać rosyjską operację przeciwko Polsce, ponieważ duża część rosyjskich zasobów pozostaje związana wojną w Ukrainie. Jednocześnie wskazuje, że według jego interpretacji rosyjska koncepcja „nowej wojny” obejmuje znacznie więcej niż klasyczne działania militarne.
Korowaj dzieli te działania na 7 domen:
- sabotaż,
- lotnictwo i drony, czyli działania w obszarze „małego” i „dużego nieba”,
- walkę elektroniczną i zakłócanie sygnału GPS,
- cyberprzestrzeń,
- dezinformację i walkę informacyjną,
- działania na granicach oraz morzu,
- sygnalizację wojskową i nuklearną.
W jego analizie istotne jest również stopniowanie sygnałów. Najniższy poziom stanowią wypowiedzi ekspertów, które nie wymagają praktycznie żadnych zasobów. Wyżej znajdują się komunikaty polityków, a następnie sygnały pochodzące od samego Putina. Kolejny poziom wymaga już wykorzystania konkretnych zasobów – wojska, dronów, rakiet czy struktur działających przy granicach.
Korowaj podkreśla, że jego analiza opiera się na tym, co można obserwować w otwartej przestrzeni informacyjnej. Służby wywiadowcze państw NATO mają natomiast dostęp do znacznie większego zestawu informacji i narzędzi pozwalających monitorować działania znajdujące się poniżej progu jawności.
Od 1,3 do 3 wskaźników tygodniowo
Szczególnie istotny jest przedstawiony przez Korowaja monitoring. Jak mówi, 27 sierpnia przeszedł z analizy miesięcznej na tygodniową i obserwował sytuację do 20 września. Wcześniej w siedmiu analizowanych domenach pojawiało się średnio około 1–2 wskaźników tygodniowo, przy czym rozmówca mówi o poziomie około 1,3 wskaźnika.
W ostatnim analizowanym okresie liczba ta wzrosła do około 3 wskaźników tygodniowo. Co więcej, wcześniejsze sygnały były jego zdaniem rozproszone i niewielkie, natomiast później pojawiła się większa koncentracja zdarzeń.
Korowaj zwraca uwagę na jeszcze jeden szczegół: działania przestały ograniczać się do przestrzeni informacyjnej. Pojawiły się zdarzenia wymagające realnego wykorzystania rosyjskich zasobów – w jego przykładach musi gdzieś uderzyć rakieta albo dron, muszą zostać uruchomione konkretne działania rosyjskich służb.
Jednocześnie zauważa, że wcześniejszym sygnałom często towarzyszyły działania sabotażowe i dywersyjne, podczas gdy obecnie jest ich mniej. I właśnie tutaj pojawia się jeden z najważniejszych znaków zapytania całej rozmowy.
Korowaj nie wie, dlaczego tych działań jest obecnie mniej. Rozważa trzy możliwości. Pierwsza zakłada, że rosyjskie zasoby zostały wykorzystane podczas pierwszej fazy i obecnie są zamrożone w oczekiwaniu na właściwy moment nacisku. Druga – że Rosja odbudowuje zasoby, które zostały zużyte. Trzecia – że zasoby rzeczywiście się wyczerpały albo rosyjskie służby mają większe problemy z ich wykorzystaniem, ponieważ kontrwywiady państw NATO uszczelniły swoje zdolności.
Korowaj wyraźnie zaznacza, że z jego perspektywy nie da się tego obecnie rozstrzygnąć. Faktem pozostaje natomiast mniejsza liczba widocznych działań dywersyjnych przy jednoczesnym utrzymywaniu presji w pozostałych domenach.
Jego zdaniem może to oznaczać przygotowanie do bardziej kosztownych działań, które – w przypadku uruchomienia – mogłyby spowodować znacznie większe szkody, także z ofiarami cywilnymi.
Właśnie w tym miejscu pojawiają się dwa określenia używane przez Korowaja: „operacja kaskadowa” oraz „operacja matrioszka”. Jego zdaniem Rosja ma obecnie warunki, aby w razie decyzji politycznej zagrać znacznie ostrzej.
Dron na polskim wybrzeżu. Test czy wypadek?
Ślubowski przechodzi następnie do drona wyłowionego na polskim wybrzeżu. Przypomina zamieszanie informacyjne dotyczące jego pochodzenia. Początkowo pojawiały się informacje, że był rosyjski, później część polskich przekazów wskazywała nawet na polskie pochodzenie urządzenia.
Korowaj przedstawia własną hipotezę: jego zdaniem najbardziej prawdopodobne jest, że Rosja testowała północną trasę dla swoich dronów, która mogłaby zostać wykorzystana podczas ewentualnej eskalacji na Bałtyku.
Według jego interpretacji polskie wybrzeże może być pod tym względem atrakcyjne, ponieważ główna uwaga polskiej obrony powietrznej jest przyciągana przez wydarzenia wzdłuż granicy polsko-ukraińskiej. Tymczasem na wybrzeżu znajdują się szczególnie wrażliwe obiekty, między innymi porty i huby energetyczne.
Korowaj uważa, że testowane mogły być proste i tanie modele dronów. Ich zadaniem miało być sprawdzenie warunków lotu, zasięgu oraz możliwości prowadzenia takiej operacji. Według jego interpretacji dron miał również przesłać informacje, a następnie ulec samozniszczeniu.
Właśnie ten element jest istotnym szczegółem. Korowaj twierdzi, że urządzenie miało głowicę niezbyt dużą, ale wystarczającą do całkowitego zniszczenia prostej konstrukcji. Samozniszczenie miało utrudnić późniejsze ustalenie, czym dokładnie był obiekt, nawet gdyby jego szczątki zostały wyłowione.
Do autodestrukcji jednak nie doszło. Według Korowaja dron mógł zostać uszkodzony przez warunki pogodowe, wodować, a następnie zostać znaleziony na polskim wybrzeżu.
Jednocześnie rozmówca nie uważa, że samo pojawienie się drona było celową prowokacją. Określa je raczej jako „wypadek rosyjski przy pracy”.
Rosyjska dezinformacja po nieudanym teście
Kolejny etap historii miał rozegrać się już w przestrzeni informacyjnej. Korowaj twierdzi, że po pojawieniu się informacji o incydencie rosyjska infosfera bardzo szybko zaczęła zaprzeczać, że dron należał do Rosji.
Według jego relacji doszło nawet do cyfrowej zmiany oznaczeń urządzenia. Następnie do polskiej przestrzeni informacyjnej miała zostać wprowadzona narracja, że dron był polski, między innymi dlatego, że w pobliżu znajdował się poligon wykorzystywany do szkolenia polskich systemów obrony powietrznej.
Korowaj przyznaje, że początkowo również polskie media przekazały zniekształcony obraz sytuacji. Później – według jego wiedzy – przeprowadzono audyt informacji i przywrócono właściwy tok ustaleń.
Pada przy tym bardzo charakterystyczne stwierdzenie: wielu analityków miało „połknąć rosyjski haczyk”. Korowaj interpretuje to jako przykład działania nastawionego przede wszystkim na ograniczenie skutków nieudanego testu, a niekoniecznie jako operację mającą od początku wywołać szeroką destrukcję informacyjną.
Jednocześnie efekt uboczny miał być istotny: osłabienie zaufania do przekazów telewizji i państwowych agencji informacyjnych.
Test północnej trasy nie zakończył się sukcesem
Ślubowski pyta, jak Korowaj ocenia sam test. Odpowiedź jest jednoznaczna w ramach jego własnej hipotezy: praktycznie nie wypadł on dobrze.
Problemem mają być przede wszystkim jesienne i zimowe warunki na Bałtyku. Pogoda ogranicza możliwość prowadzenia operacji i zmniejsza dostępne „okno uderzeniowe”.
Korowaj analizuje przy tym Kaliningrad. Z jednej strony z tego obszaru można byłoby stosunkowo szybko prowadzić operacje przeciwko Bałtykowi, z drugiej jednak – jego zdaniem – Kaliningrad jest jednym z najbardziej przejrzystych dla natowskiego rozpoznania obszarów rosyjskich. Przygotowania prowadzone tam pod progiem wojny mogłyby zostać stosunkowo łatwo przypisane Rosji.
Dlatego Korowaj wskazuje na Białoruś i przestrzeń litewską, szczególnie korytarz suwalski, jako potencjalnie bardziej interesujący kierunek. Według przedstawionej przez niego hipotezy drony mogłyby być wystrzeliwane z Białorusi, następnie przechodzić krótkim odcinkiem przez rejon korytarza, a później lecieć nad Kaliningradem w stronę Bałtyku.
W dalszej części trasy mogłyby wykorzystywać infrastrukturę znajdującą się w Kaliningradzie, w tym stacje BTS, które – według Korowaja – mogłyby pomagać w utrzymywaniu trajektorii lotu.
Nie wiadomo, ile dronów faktycznie uczestniczyło w testach. Korowaj uważa jednak, że mogło ich być kilka lub nawet więcej, ponieważ test tylko jednego urządzenia nie byłby jego zdaniem miarodajny. Część mogła zostać zniszczona w ramach samozniszczenia, a jeden egzemplarz został wyłowiony w Polsce.
W jego ocenie wykrycie drona oznaczało niepowodzenie testu. Jednocześnie Rosja szybko miała wykorzystać to niepowodzenie do ograniczenia jego skutków. Nie oznacza to jednak, że kierunek bałtycki przestał być interesujący.
Korowaj wskazuje wręcz na znaczenie tego, czego nie widać. W jego ocenie Rosja może obecnie koncentrować uwagę NATO na Estonii i granicy polsko-ukraińskiej, podczas gdy Kaliningrad, Litwa i Bałtyk pozostają relatywnie spokojne.
Jego pytanie jest proste: co by było, gdyby o znalezieniu drona nikt nie wiedział? Wówczas obserwowalibyśmy nacisk rosyjskich dronów przy granicy polsko-ukraińskiej oraz działania na północy, przy Estonii, ale nie mielibyśmy informacji o dodatkowym kierunku bałtyckim. Ta „cisza” również może być elementem kalkulacji.
Białoruś jako rosyjska zasłona
Ślubowski pyta, czy Białoruś rzeczywiście należy traktować jako państwo jednoznacznie uczestniczące w rosyjskich planach, czy też możliwe jest inne odczytanie zachowania Łukaszenki.
Korowaj odpowiada, że Białoruś jest kluczowa dla rosyjskiej projekcji siły. Z jej terytorium możliwe jest prowadzenie operacji na północ, zachód i południe. Jako przykład wskazuje rosyjskie uderzenie w kierunku Kijowa z lutego 2022 roku.
Według Korowaja Łukaszenka nie ma dużego pola manewru w relacjach z Kremlem. Musi utrzymywać odpowiednią narrację oraz funkcjonowanie własnych służb, jednocześnie próbując zabezpieczyć własną pozycję.
Ostatnie ćwiczenia białoruskich służb wewnętrznych i armii, połączone z alarmowym podnoszeniem gotowości bojowej, Korowaj interpretuje jako działania mające dwa cele.
Pierwszym jest przygotowanie się na ewentualną rosyjską eskalację i późniejszą reakcję NATO. Jeśli doszłoby do przekroczenia progu wojny i NATO zdecydowałoby się na działania odwetowe, Białoruś – jako ważna przestrzeń rosyjskiej projekcji militarnej – mogłaby znaleźć się wśród obszarów potencjalnych uderzeń.
Drugim celem ma być stworzenie zasłony dla rosyjskich działań. Dron może zostać uznany za białoruski, który „zerwał się ze smyczy” podczas ćwiczeń. Podobnie ruchy wojskowe białoruskiej armii utrudniają zewnętrznym obserwatorom ustalenie, które działania są rzeczywiście białoruskie, a które mogą być związane z Rosją.
Dron nad Litwą i szczelność białoruskiej obrony powietrznej
Korowaj odnosi się również do drona, który przeleciał przez Białoruś i znalazł się nad Litwą, gdzie jeden z takich obiektów został zestrzelony.
Według przedstawionej przez niego wersji badania wskazywały, że dron mógł zostać wcześniej zagłuszony przez stronę ukraińską. Korowaj uważa jednak za trudne do przyjęcia założenie, że następnie przeleciał przez całą Białoruś zupełnie niezauważony.
Powodem jest – w jego ocenie – stosunkowo szczelny system białoruskiej obrony powietrznej przy granicach NATO. Korowaj twierdzi, że białoruskie systemy mają niski próg radiolokacyjny i dobrze wykrywają środki napadu powietrznego. Zastrzega, że sytuacja po stronie ukraińskiej może wyglądać inaczej, choć także tam w ostatnich latach rozbudowano system radiolokacyjny.
Dlatego jego zdaniem przelot mógł być niekontrolowany, ale jednocześnie mógł być inspirowany.
W tym samym kontekście Korowaj omawia działania Łukaszenki. Jego zdaniem białoruski przywódca próbuje budować sobie polityczne alibi. Ma temu służyć między innymi zwalnianie więźniów politycznych oraz kontakty ze Stanami Zjednoczonymi.
Korowaj interpretuje te działania jako próbę zabezpieczenia Łukaszenki przed ewentualnymi konsekwencjami rosyjskiej eskalacji. Według jego hipotezy białoruski przywódca zakłada, że USA odegrałyby kluczową rolę w przypadku odpowiedzi na eskalację, dlatego chce utrzymywać kanały komunikacji z Waszyngtonem.
W ocenie Korowaja wszystkie te działania Łukaszenki są kolejnym wskaźnikiem, że coś może się wydarzyć. Jednocześnie pokazują jego zdolność do balansowania pomiędzy różnymi interesami w celu zachowania własnej władzy i uniknięcia sytuacji, w której to on zostanie obciążony odpowiedzialnością za działania Rosji.
Dlaczego Rosja uderza przy polskiej granicy?
Ślubowski wraca do dronów, które uderzyły w pociąg i w pobliżu przejścia granicznego po ukraińskiej stronie granicy z Polską. Podkreśla, że podobne działania Rosja prowadziła wcześniej przy granicy ukraińsko-rumuńskiej i ukraińsko-mołdawskiej.
Korowaj umieszcza te wydarzenia w koncepcji rosyjskiej „nowej wojny”. Jego zdaniem Rosjanie mieli już dojść do wniosku, że Ukrainy nie da się pokonać wyłącznie w Ukrainie, przynajmniej przy obecnym poziomie zaangażowania. Dlatego Rosja ma szukać sposobów zwiększenia presji poza samym polem walki.
Korowaj określa swoją interpretację rosyjskiego sposobu działania mianem „wojny zrównoważonej”. Chodzi o prowadzenie działań wystarczająco intensywnych, aby stopniowo degradować możliwości przeciwnika, ale jednocześnie na tyle ograniczonych, żeby nie niszczyć własnych zdolności i nie uruchamiać pełnego potencjału obronnego drugiego państwa.
Jeżeli taki model nie pozwala szybko osiągnąć celów, konflikt przechodzi w fazę długotrwałą, której zadaniem jest dalsze osłabianie zaatakowanego państwa. Według Korowaja Ukraina podniosła Rosji próg kosztów prowadzenia wojny. Dlatego Moskwa ma szukać rozwiązań poza Ukrainą.
Jednym z nich ma być izolacja Ukrainy.
Zboże, Odessa, Dunaj i polska kolej
Korowaj wskazuje na strategiczną izolację pola walki poprzez ograniczenie ukraińskich możliwości eksportowych. Zwraca uwagę na ataki na porty w Odessie i porty na Dunaju, szczególnie w okresie żniw.
Jak tłumaczy, zboże jest surowcem o stosunkowo niskiej wartości w przypadku długotrwałego przechowywania. Ukraina nie ma wystarczających możliwości magazynowania tak dużych ilości, a przechowywanie w silosach jest kosztowne. Dlatego po zbiorach musi ono zostać szybko wyeksportowane.
Jeżeli transport morski zostaje utrudniony, pozostaje między innymi transport kolejowy. Jest on mniej wydajny i droższy, a główne trasy prowadzące dalej z Ukrainy biegną przez Polskę. Dlatego – według Korowaja – przeniesienie rosyjskiego wysiłku z rejonu Odessy oraz granic rumuńskiej i mołdawskiej również na obszar Polski jest logiczną konsekwencją tej strategii.
W tym miejscu pojawia się jeden z najbardziej technicznych, ale zarazem ciekawych fragmentów rozmowy. Korowaj podkreśla, że nie chodzi przede wszystkim o same pociągi. Składy można stosunkowo szybko zastąpić. Znacznie większym problemem są lokomotywy, a szczególnie lokomotywy manewrowe.
To one pozwalają przestawiać składy i udrażniać węzły kolejowe. Ich wyłączenie może więc ograniczyć przepustowość całego węzła, nawet jeśli większość infrastruktury pozostanie nietknięta.
Korowaj twierdzi, że właśnie dlatego atak przy polskiej granicy był szczególnie interesujący. Jego zdaniem uderzenie w jedną lokomotywę manewrową mogło znacząco ograniczyć zdolność konkretnego węzła do obsługiwania dużej liczby składów.
Jeden mały dron może w takim przypadku wywołać efekt nieproporcjonalnie większy niż koszt samego ataku.
Białoruskie nadajniki i 40 kilometrów od trójstyku
Do ataku kolejowego ponownie wraca wątek Białorusi. Korowaj twierdzi, że bez białoruskiego wsparcia prowadzenie takiej operacji byłoby znacznie trudniejsze. Chodzi o możliwość retransmisji sygnału dla drona.
Rozmówca odwołuje się również do nagrania rosyjskich wojsk bezpilotowych pokazującego atak na lokomotywę manewrową przy składzie towarowym. Według Korowaja znaczenie mają znajdujące się na terytorium Białorusi nadajniki, których ponowne uruchomienie miało zostać potwierdzone przez szefa ukraińskiego wywiadu wojskowego.
Atak przeprowadzony około 40 kilometrów od trójstyku granic Polski, Białorusi i Ukrainy Korowaj interpretuje jako wskazówkę dotyczącą zasięgu tej infrastruktury.
Jego zdaniem właśnie dzięki niej rosyjskie drony mogą stosunkowo skutecznie operować przy przejściach granicznych położonych bliżej Białorusi. Obszary znajdujące się dalej, w kierunku Słowacji czy Węgier, są natomiast – według jego oceny – obecnie trudniejsze do osiągnięcia przez rosyjskie drony. Mogą być jednak potencjalnie dostępne dla rakiet balistycznych i manewrujących.
„Efekt flagi” i polityczne wykorzystanie zagrożenia
Ślubowski zauważa, że Rosja działa na wielu poziomach, ale nadal nie doszło do bezpośredniego ataku na Polskę. W tym kontekście pyta o wypowiedzi premiera Donalda Tuska dotyczące groźby wojny i o krytykę tych słów ze strony opozycji.
Korowaj odpowiada, że konflikt prowadzony poniżej progu wojny może być bardzo atrakcyjny politycznie, ponieważ wywołuje tzw. efekt flagi. W sytuacji realnego zagrożenia społeczeństwo może skupiać się wokół władz odpowiedzialnych za bezpieczeństwo.
Jednocześnie zaznacza, że kwestie bezpieczeństwa stały się polityczną amunicją zarówno dla rządu, jak i opozycji. Jego zdaniem właśnie na tym polega jeden z elementów rosyjskiej strategii: utrzymywanie szarej strefy poniżej progu otwartej wojny pozwala wykorzystywać zagrożenie do pogłębiania wewnętrznych podziałów.
Korowaj podkreśla jednak bardzo wyraźnie, że premier ma znacznie lepszy dostęp do informacji niż on sam. Szef rządu ma do dyspozycji krajowe służby wywiadowcze, informacje ze wspólnoty wywiadowczej NATO oraz własnych analityków. Z tego powodu Korowaj nie przedstawia swojej oceny jako wiedzy porównywalnej z informacjami, które mogą znajdować się na biurku premiera.
W jego interpretacji powstaje jednak szczególny dysonans: z jednej strony rząd posiada znacznie więcej „sensorów” pozwalających oceniać zagrożenie, a z drugiej strony politycy mają naturalną skłonność do wykorzystywania kwestii bezpieczeństwa do budowania przewagi nad przeciwnikami.
Rosja – według Korowaja – może wykorzystywać właśnie tę słabość demokracji. Nie musi sama tworzyć wszystkich polskich podziałów. Wystarczy, że znajdzie istniejące już różnice i wykorzysta je do dalszej polaryzacji.
Francja: wspólny front mimo politycznych podziałów
Ślubowski zestawia tę sytuację z Francją. Przywołuje wspólne wystąpienie Marine Le Pen i Jordana Bardelli, którzy – mimo ostrego konfliktu z prezydentem Emmanuelem Macronem – mieli jasno sprzeciwić się możliwości narzucania Francji przez Rosję sposobu prowadzenia polityki.
Prowadzący zastanawia się, czy jednym z powodów mogło być przejmowanie przez Rosję aktywów francuskich przedsiębiorstw działających wcześniej na rosyjskim rynku. Wśród przykładów wymienia Auchan.
Korowaj rozwija ten wątek i mówi o przejmowaniu zasobów dwóch dużych francuskich koncernów. W transkrypcji pojawia się nazwa „Marco Rochon” oraz Nestlé; rozmówca twierdzi, że aktywa zostały przekazane nowo utworzonej spółce zarządzanej przez oficera rosyjskiego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych powiązanego z grupą określaną jako „partia adiutantów” przy Kremlu.
Korowaj zwraca uwagę na jeszcze jeden szczegół: wystąpienie francuskiej opozycji miało być poprzedzone spotkaniem władz i opozycji, podczas którego przedstawiono sytuację na wschodniej flance NATO.
W jego ocenie różnica polega więc nie na braku konfliktów politycznych we Francji, lecz na tym, że w sprawach bezpieczeństwa opozycja została dopuszczona do procesu informacyjnego i decyzyjnego. Dzięki temu – według Korowaja – możliwe było późniejsze wspólne stanowisko wobec Rosji.
Rozmówca przyznaje zarazem, że w Polsce brakuje podobnego mechanizmu. Opozycja może popierać działania rządu, ale – w jego ocenie – powinna być traktowana poważnie i uczestniczyć w procesie dotyczącym bezpieczeństwa, zamiast ograniczać się do politycznej walki o wykorzystanie „efektu flagi”.
Rosyjskie wybory: ważniejsze od partii są powiązania
W drugiej części rozmowy Ślubowski przechodzi do rosyjskich wyborów do Dumy. W jego relacji zdecydowanie wygrała partia władzy, a wybory były obciążone zarzutami o fałszerstwa. Jednocześnie prowadzący zaznacza, że nawet bez nich ugrupowanie rządzące prawdopodobnie wygrałoby wybory, choć być może nie z takim wynikiem.
Korowaj uważa, że sam wynik procentowy nie jest najważniejszym elementem analizy. Jeżeli wybory mają coś powiedzieć o przyszłości rosyjskiego systemu, trzeba przede wszystkim sprawdzić kto wszedł do Dumy, z kim jest powiązany i jaki blok oligarchiczny reprezentuje.
Według jego interpretacji w Rosji nie należy patrzeć wyłącznie na formalny podział na Jedną Rosję i koncesjonowaną opozycję. Przedstawiciele różnych ugrupowań mogą funkcjonować w obrębie tych samych bloków oligarchicznych.
Korowaj mówi wprost, że sam nadal analizuje, kto dokładnie znalazł się w Dumie, z jakimi osobami i rodzinami jest powiązany oraz jakie bloki polityczno-biznesowe uzyskały wpływy.
Duma ma być w tym ujęciu miejscem, w którym grupy oligarchiczne mogą przedstawiać swoje interesy, proponować zmiany prawne i próbować wpływać na decyzje. Ostatecznie jednak – według Korowaja – bez zgody administracji prezydenckiej i Putina zasadnicze decyzje nie zapadną.
Putin nie chce teraz eskalacji? Teza Korowaja
W tym miejscu pojawia się jeden z najważniejszych wątków całej rozmowy.
Korowaj stawia tezę, że Putinowi obecnie nie zależy na eskalacji. Według niego przedłużający się konflikt daje rosyjskiemu prezydentowi możliwość przebudowywania systemu politycznego i gospodarczego.
Wojna oraz przedstawianie sytuacji jako zagrożenia ze strony Zachodu pozwalają – w jego ocenie – swobodniej przetasowywać rosyjskie elity. Majątki można przejmować, przesuwać pomiędzy grupami, odbierać jednym oligarchom i przekazywać innym. Korowaj uważa, że wojna stwarza warunki, w których znacznie trudniej jest wewnętrznym przeciwnikom blokować takie działania.
Jednocześnie sytuacja w rosyjskim systemie ma być paradoksalna. Część grup może być zainteresowana eskalacją, ponieważ pozwala ona utrzymać status quo stworzone przez wojnę. Inni mogą liczyć na to, że nieudana eskalacja osłabi Putina, ponieważ odpowiedzialność za jej wynik spadłaby przede wszystkim na niego.
Korowaj przypomina w tym kontekście bunt Jewgienija Prigożyna. Kilkuset najemników było w stanie doprowadzić do poważnego kryzysu i pokazać, że rosyjski aparat państwowy może zostać sparaliżowany.
Według Korowaja Putin musi więc najpierw zabezpieczyć własną administrację. Im większe zagrożenie zewnętrzne i im większy konflikt, tym ważniejsze staje się to, aby osoby odpowiedzialne za funkcjonowanie państwa pozostawały lojalne wobec prezydenta.
W efekcie – jak przedstawia to Korowaj – część rosyjskiego systemu naciska na eskalację, podczas gdy Putin ma budować zabezpieczenia pozwalające mu przeprowadzić ewentualną eskalację bez utraty władzy.
„Partia adiutantów” Putina
Ślubowski dopytuje, czym właściwie jest określana w rozmowie „partia adiutantów”. Korowaj zaznacza, że nie jest to jego własne określenie, lecz nazwa używana przez niektórych analityków.
Według jego opisu chodzi o grupę byłych ochroniarzy Putina oraz osób bardzo silnie związanych z administracją prezydenta. Ich pozycja polityczna i gospodarcza jest związana z utrzymaniem władzy Putina, dlatego mają być zainteresowani wzmacnianiem własnych wpływów.
Korowaj przedstawia ich jako grupę, która stopniowo przejmuje wpływy w strukturach siłowych, politycznych, a także gospodarczych. Jego określenie jest mocne: „Putin chce zbudować swoich oligarchów”.
W jego interpretacji Putin przeszedł długą drogę. Początkowo miał być człowiekiem wyniesionym do władzy w ramach układu wielu grup oligarchicznych. Z czasem, po kolejnych wojnach i zmianach wewnętrznych, sam stał się głównym rozgrywającym.
Korowaj porównuje Putina do cokołu, na którym opiera się cały system. Osoby związane z prezydentem mają więc wiedzieć, że jeżeli ten „cokół” zostanie zniszczony, nie ma pewności, kto będzie w stanie przejąć jego rolę.
Jednocześnie Putin ma przygotowywać więcej niż jednego potencjalnego następcę. Korowaj mówi o kilku osobach, które w odpowiednim momencie mogłyby przejąć władzę, zachowując jednocześnie mechanizmy stworzone przez obecnego prezydenta. Jako wcześniejszy przykład tego rodzaju rozwiązania przywołuje relację Putina z Dmitrijem Miedwiediewem.
Aleksiej Dumin – człowiek od operacji specjalnych i potencjalny następca?
Ślubowski na zakończenie przypomina Aleksieja Dumina, o którym rozmówcy rozmawiali już wcześniej jako o potencjalnym następcy Putina. Prowadzący wskazuje na informacje pojawiające się w rosyjskich niezależnych mediach dotyczące możliwego odejścia Aleksandra Bortnikowa ze stanowiska szefa FSB oraz sprawy biznesmena Trabera.
Według relacji Ślubowskiego Traber, wcześniej związany z Putinem, miał zostać zatrzymany przez FSB, a następnie zwolniony. Prowadzący sugeruje, że mogło to być związane z wpływami Dumina.
Korowaj przedstawia Dumina jako osobę, która od lat funkcjonuje na styku rosyjskiego aparatu bezpieczeństwa, polityki i gospodarki. Według jego relacji Dumin w 2008 roku, wspólnie z generałem Siergunem, miał uczestniczyć w tworzeniu koncepcji „nowej wojny” i reformowaniu rosyjskich struktur siłowych.
W 2010 roku miały powstać rosyjskie służby sformatowane właśnie pod prowadzenie operacji tego rodzaju. Korowaj przypisuje Duminowi również udział w operacji krymskiej. Według jego opisu Dumin odpowiadał za działania na Krymie, podczas gdy FSB prowadziła operacje w Donbasie.
Korowaj przedstawia go jako człowieka mającego kontakty zarówno w polityce, jak i na styku rosyjskiego państwa i świata przestępczego. W tym kontekście ponownie pojawia się Prigożyn. Według rozmówcy Dumin miał odegrać rolę w zatrzymaniu marszu jego ludzi na Moskwę oraz doprowadzeniu do porozumienia pomiędzy Prigożynem a Putinem.
Konsekwencją miało być późniejsze przeniesienie części ludzi Prigożyna na Białoruś. Korowaj dodaje, że Dumin miał również dobre kontakty z Łukaszenką i przypomina jego rolę w wydarzeniach białoruskich z 2020 roku.
W ocenie Korowaja takich przykładów wpływu Dumina jest wiele. Twierdzi on, że ludzie związani z nim trafiają na coraz wyższe stanowiska, a sam Dumin budował swoje zaplecze nie tylko na szczycie, lecz również od dołu – poprzez regionalne struktury FSB.
W regionach mają pojawiać się osoby z przeszłością w FSO lub silnie związane z grupą określaną jako „partia adiutantów”. Korowaj sugeruje, że na czele tego środowiska może znajdować się właśnie Dumin.
Tula, Szojgu i powrót do Kremla
Korowaj przypomina również wcześniejszy konflikt Dumina z Siergiejem Szojgu. Po tej rywalizacji Dumin miał zostać skierowany na stanowisko gubernatora obwodu tulskiego.
Rozmówca przedstawia to jako rodzaj politycznego odsunięcia, ale jednocześnie zauważa, że Tula znajduje się niespełna 200 kilometrów od Moskwy i otrzymywała bardzo silne wsparcie z budżetu federalnego. Według Korowaja za czasów Dumina region miał rozwijać się szczególnie intensywnie, a on sam miał zbudować tam silną pozycję.
Mimo wcześniejszej roli w operacji krymskiej i – według Korowaja – współtworzeniu rosyjskiej koncepcji projekcji agresji Dumin nie pozostał jednak na stanowisku regionalnym.
Wrócił do Moskwy jako adiutant prezydenta, zajmując się między innymi kwestiami gospodarczymi związanymi z przemysłem zbrojeniowym. Korowaj zestawia tę pozycję z wcześniejszym zakresem obowiązków innych bliskich współpracowników Putina, w tym Nikołaja Patruszewa.
Dla Korowaja jest to kolejny dowód na rosnące znaczenie Dumina w rosyjskim systemie. Jego zdaniem Dumin jest przedstawiany jako człowiek skuteczny, lojalny i zdolny do realizowania trudnych operacji, a jego zaplecze systematycznie rośnie.
Ostateczna teza Korowaja jest taka, że Aleksiej Dumin może być jednym z ludzi przygotowywanych do przejęcia w przyszłości części lub całości obecnej konstrukcji władzy. Nie wskazuje jednak, że jest to przesądzone. W rozmowie przedstawia go jako jednego z potencjalnych następców, których Putin ma sobie przygotowywać.
Rozmowa kończy się stwierdzeniem, że wiele kluczowych procesów w Rosji odbywa się poza oficjalnym przekazem i nie zawsze jest widocznych z zewnątrz. Korowaj podkreśla, że właśnie te działania „pod powierzchnią” rosyjskiego systemu warto obserwować.
Źródło: Kanał Otwarty. Materiał: „Putin sprawdza cierpliwość NATO, MACIEJ KOROWAJ o rosyjskich prowokacjach i ryzyku dalszej eskalacji”. Kanał: Kanał Otwarty, 225 tys. subskrybentów. Data publikacji: 22 września 2026 r.










