Pajączkowska wraca do Charkowa. „Odległość 30 kilometrów do granicy z Rosją widać tutaj na każdym kroku”

Dziennikarka Karolina Pajączkowska po raz kolejny odwiedziła Ukrainę, tym razem wyruszając z Kijowa — który nocą był celem rosyjskich nalotów — w kierunku Charkowa. To miasto, w którym spędziła niemal rok, stało się punktem wyjścia do szerszej relacji z frontu i życia cywilnego na wschodzie Ukrainy.

Charków — symbol oporu

Przed wojną Charków liczył nawet półtora miliona mieszkańców. 24 lutego 2022 roku grupa komandosów Specnazu wkroczyła do miasta, przekonana, że zajmie je w kilka godzin. Do obrony stanęły oddziały obrony terytorialnej, weterani z Donbasu i jednostka specjalna Kraken. Decydująca bitwa rozegrała się 27 lutego — ukraińskie oddziały doszczętnie zniszczyły szkołę na ulicy Szewczenki, w której zabarykadował się Specnaz. Rosjanie w odwecie zaczęli bombardować Sałtiwkę — najbardziej wysuniętą w stronę Rosji dzielnicę Charkowa, zamieszkaną przez 300 tysięcy ludzi.

Pajączkowska wróciła do tej dzielnicy i skonfrontowała obrazy z reportażu sprzed lat z dzisiejszą rzeczywistością. Elewacje zostały odnowione, część zniszczeń naprawiona — ale ślady ostrzału wciąż są widoczne. Tola — jeden z mieszkańców, który nie ewakuował się — sam remontuje mieszkanie od 2022 roku. Wszyscy sąsiedzi wyjechali. Samochodem dostał odłamkami. Nową maskę wymieni po wojnie.

Ksiądz Wojtek i polska parafia

Jednym z rozmówców Pajączkowskiej jest ksiądz Wojtek, bohater jej wcześniejszych reportaży. Polska parafia w Charkowie przez lata koordynowała pomoc humanitarną — łącznie ponad 150 tirów z dostawami trafiło stąd na cały wschód Ukrainy, m.in. do Zaporoża, Dniepru, Sum i Donbasu. Dziś ta pomoc się skończyła. Ksiądz przyznaje, że złożyło się na to kilka czynników — cztery lata to długo, a narastająca w Polsce niechęć do Ukraińców, spowodowana m.in. gloryfikacją przez Kijów sprawców zbrodni wołyńskiej, zniechęca zarówno Polaków, jak i Europejczyków do dalszego angażowania się.

Charków to również miejsce pamięci Polaków zamordowanych podczas II wojny światowej — z pomnikiem i obeliskiem upamiętniającym ofiary bezimiennych mogił. Delegacje polskie przestały tu przyjeżdżać — granica z Rosją jest raptem 20 kilometrów dalej, a w okolicę bez przerwy spadają drony.

Sprzeczności wojny

Pajączkowska zwraca uwagę na uderzający kontrast między zniszczeniami a oznakami normalnego życia. W centrum Charkowa działa galeria handlowa, park Szewczenki w sobotnie popołudnie jest pełen ludzi — i równocześnie w tle słychać wybuchy. Wolontariuszka, z którą rozmawia dziennikarka, tłumaczy to jako „walkę o normalność” — chodzenie do pracy i na zakupy to forma oporu, dowód, że miasto się nie poddaje. Chwilę wcześniej galeria była zamknięta z powodu alarmu przeciwlotniczego.

Front i Donbas

Pajączkowska dociera również do miejscowości Wasylkiwka w obwodzie dniepropietrowskim, gdzie rozmawia z żołnierką. Dynamika działań wojennych się zmienia — coraz większą rolę odgrywają naziemne i powietrzne drony. Przed wjazdem do Donbasu dziennikarze zostali ostrzeżeni, że lepiej nie mówić tam po polsku — za wskazanie wolontariusza czy dziennikarza płaci się kilka tysięcy hrywien, za wskazanie żołnierza nawet kilkaset tysięcy. Izjum to ostatnie miejsce przed Donbasem. Co dalej — zależy od sytuacji na froncie.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *