Łódki ewakuacyjne w Estonii i strach przed nieznanym — Maja Wolny w Żeby Wiedzieć

Rosjanie w krajach bałtyckich, łódki ewakuacyjne przygotowywane przez estońskich przedsiębiorców i fińskie „sisu” jako wzór gotowości na kryzys — to tematy rozmowy, jaką na kanale Żeby Wiedzieć przeprowadził Paweł Pawłowski z Mają Wolny, pisarką, podróżniczką i autorką książek „Ciała niebieskie” oraz „Pociąg do imperium”. Wolny od miesięcy podróżuje wzdłuż europejskich granic z Rosją — od Morza Barentsa po polską granicę z Obwodem Królewieckim — i w rozmowie podzieliła się obserwacjami z Estonii i Łotwy.

Inna świadomość w krajach nadbałtyckich

Pisarka podkreśliła, że państwa bałtyckie od mniej więcej roku funkcjonują w zupełnie innej świadomości niż reszta regionu. W przeciwieństwie do Polski, Finlandii czy Norwegii, Estonia i Łotwa były republikami związkowymi ZSRR, więc poziom represji i pamięci historycznej jest tam inny, a retoryka Kremla — w tym wypowiedzi rzeczniczki rosyjskiego MSZ Marii Zacharowej o rzekomej rusofobii w krajach bałtyckich — odbierana jest znacznie poważniej niż podobne komunikaty w Polsce. Według Wolny mieszkańcy na każdym szczeblu obawiają się, że wypowiedzi polityczne mogą pociągnąć za sobą realne konsekwencje, a najbardziej boją się scenariusza wojny prawnej — pozwów w trybunałach międzynarodowych mających rzekomo dowodzić łamania praw mniejszości rosyjskiej, na wzór działań Rosji, Chin i Iranu wobec Zachodu.

Pytana przez prowadzącego, czy ludzie autentycznie boją się przekazu płynącego z rosyjskiej telewizji, podróżniczka odpowiedziała, że poziom lęku jest wysoki, choć mieszkańcy regionu wypracowali sobie pewną odporność. Jako przykład podała estońskich przedsiębiorców z sektora technologicznego, którzy po 2022 roku masowo zakładali filie za granicą i zabezpieczali płynność finansową w innych walutach. Wspomniała też o mniej formalnych formach przygotowań — mieszkańcy nadmorskiej i wyspiarskiej Estonii utrzymują zacumowane łódki na wypadek konieczności szybkiej ewakuacji, deweloperzy wstrzymują inwestycje infrastrukturalne, a część firm rezygnuje z planowanych magazynów, licząc się z pogorszeniem koniunktury.

Autorka opisała też symptomatyczne zjawisko widoczne przy wschodniej granicy Łotwy: opustoszałe unijne inwestycje sprzed dekady — hotele, centra spa, kompleksy sportowe — budowane wcześniej z myślą o rosyjskich turystach, którzy po 2022 roku przestali przyjeżdżać. W ich sąsiedztwie powstają za to nowe obiekty o charakterze obronnym — składowiska betonowych zapór i innych barykad, przygotowywane na wypadek działań militarnych.

Fińskie „sisu” jako wzór gotowości

Na pytanie, czy Bałtowie są już gotowi na wojnę, Wolny odpowiedziała, że temat ten pozostaje w regionie niemal tabu — nikt nie chce mówić o tym głośno. Jej zdaniem jedynym krajem w pełni przygotowanym mentalnie, infrastrukturalnie i logistycznie jest Finlandia, co określiła jako największe zaskoczenie swoich podróży wzdłuż rosyjskiej granicy, w tym także wcześniejszej podróży przez Kazachstan.

Podróżniczka przypomniała, że Finlandia — podobnie jak znaczna część dawnej Polski — była częścią Imperium Rosyjskiego, ale jako jedyna zdołała całkowicie odciąć się od tej zależności, wyciągając wnioski z wojny zimowej 1939–1940 roku, kiedy nieliczna armia fińska stawiła opór Armii Czerwonej i wywalczyła niepodległość kraju. Z tego doświadczenia wywodzi się fińska koncepcja „sisu” — połączenie hartu ducha, spokoju, dyscypliny i samowystarczalności, czerpane, jak tłumaczyli jej rozmówcy, z bliskości z naturą. Zapytana wprost, czy Polacy mają w sobie „sisu”, nasza rozmówczyni odpowiedziała, że potencjał istnieje, ale jest rozproszony i brakuje mu tej samej dyscypliny społecznej.

Autorka zwróciła uwagę na praktyczny wymiar fińskiego przygotowania: kraj inwestuje w schrony i obronę cywilną, nigdy nie zrezygnował z obowiązkowej służby wojskowej — mimo powtarzających się w czasach pokoju politycznych prób jej zniesienia — a do służby zachęcane są także kobiety, dla których nie ma ona negatywnych konotacji, w przeciwieństwie do polskich skojarzeń z poborem sprzed lat. Podkreśliła, że fiński model służby to w praktyce także zorganizowana rezerwa zdolna do niesienia pomocy humanitarnej — od dostaw wody po logistykę na wypadek ataków dronowych czy przerwania infrastruktury.

Upadek rządu przez drona i strach przed nieznanym

Pytana, czego najbardziej obawiają się mieszkańcy terenów przygranicznych, Wolny odpowiedziała jednoznacznie: nieznanego. Jako przykład przywołała majowy kryzys polityczny na Łotwie, gdy atak dronowy na wschodnią część kraju doprowadził do upadku rządu — mimo że, jak zaznaczyła, nie był to celowy akt destabilizacji, a nowy rząd przyjął jeszcze ostrzejszy kurs antyrosyjski. Gość programu wskazała, że tego rodzaju zdarzenie jeszcze dekadę temu wydawałoby się niemożliwe, a dziś pokazuje, jak niewielki incydent może wywołać poważne konsekwencje polityczne.

Wspomniała także o licznych, choć rzadko nagłaśnianych, udaremnionych atakach hakerskich — w tym o incydencie w Norwegii, który mógł doprowadzić do zalania połowy kraju — oraz o mechanizmie powstawania teorii spiskowych i fałszywych informacji wokół tego typu zdarzeń, które w efekcie kuli śnieżnej potęgują atmosferę niepewności.

Narwa — miasto podzielone rzeką

Wolny szczegółowo opisała Narwę, estońskie miasto na granicy z Rosją, które określiła jako obowiązkowy punkt na trasie każdej wizyty studyjnej w regionie. Miasto, przedzielone rzeką Narwą, tworzy w istocie dwuczłonowy organizm z rosyjskim Iwanogrodem po drugiej stronie — obie strony patrzą na siebie z dwóch średniowiecznych twierdz stojących naprzeciw siebie, symbolizujących wieloletnie napięcie.

Podróżniczka relacjonowała, że na ulicach Narwy praktycznie nie słychać języka estońskiego — dominuje rosyjski, w sklepach, hotelach i restauracjach. Opisała też przejście graniczne, które od 2022 roku obsługuje wyłącznie ruch pieszy — wcześniej kursowały tam autobusy i samochody. Podczas jednej z wizyt zaobserwowała kilkusetosobową kolejkę osób różnych narodowości czekających na wjazd do Rosji, w tym studentów z Ameryki Południowej, dla których studia w Petersburgu — mimo ograniczeń lotniczych wynikających z sankcji — są tańsze niż w Europie Zachodniej, a uzyskany dyplom liczy się jako europejski.

Szare paszporty i status bezpaństwowca

Znaczna część mieszkańców Narwy o rosyjskim pochodzeniu nie posiada pełnego obywatelstwa estońskiego ani rosyjskiego — funkcjonuje jako tzw. bezpaństwowcy, posiadacze „szarych paszportów” dających ograniczone prawa, w tym utrudniony dostęp do zatrudnienia i podróżowania. Warunkiem uzyskania pełnego obywatelstwa estońskiego jest zdanie egzaminu z języka estońskiego — dla starszych mieszkańców zniesiono część pisemną, pozostawiając egzamin ustny. Mimo to, jak wskazała Wolny, w całej Estonii bezpaństwowcy stanowią nieco ponad 4 procent populacji, a na Łotwie niemal dwukrotnie więcej, przy czym w samej Narwie odsetek ten jest znacznie wyższy.

Autorka opisała rozmowy z osobami tego statusu — starsi mieszkańcy określają siebie jako „ludzi w zawieszeniu” między Europą a Rosją, urodzonych w Związku Radzieckim, którego już nie ma. Jej zdaniem rezygnacja z ubiegania się o obywatelstwo wynika częściowo z urażonej dumy — postrzegania egzaminu jako formy „ukorzenia się” — a częściowo z faktu, że życie w rosyjskojęzycznej społeczności lokalnej nie wymusza praktycznej potrzeby posiadania pełnych praw obywatelskich.

Pytana o plany władz estońskich wobec Narwy, Wolny wspomniała o pomyśle budowy dużego studia filmowego w regionie — swoistego lokalnego Hollywood — który miałby przyciągnąć do miasta twórców z Niemiec i Skandynawii i w ten sposób „rozcieńczyć” jednorodność narodowościową miasta, na wzór wielonarodowej społeczności studenckiej w Rydze.

Propaganda kremlowska i lokalne media w języku rosyjskim

Podróżniczka podkreśliła, że rosyjskojęzyczna diaspora w krajach bałtyckich pozostaje silnie podatna na przekaz Kremla, mimo dostępności alternatywnych źródeł informacji. Wskazała, że państwa bałtyckie zainwestowały w rozbudowaną infrastrukturę medialną w języku rosyjskim — tzw. program czwarty, publiczny kanał emitujący rzetelne informacje po rosyjsku, pozbawiony propagandy, porównywalny funkcjonalnie do Biełsatu. Mimo istnienia takiej alternatywy, część rosyjskojęzycznych mieszkańców nadal sięga po rosyjską telewizję państwową, wierząc, że to właśnie tam znajdą „prawdziwe” informacje.

Wolny przywołała też casus usunięcia w Narwie w 2022 roku pomnikowego czołgu upamiętniającego drugą wojnę światową — decyzja wywołała silny sprzeciw części mieszkańców miasta, dla których pomnik miał istotne znaczenie symboliczne, podczas gdy dla władz estońskich kojarzył się jednoznacznie negatywnie. Wspomniała również o wykrytym i skazanym w Narwie agencie rosyjskich służb, co jej zdaniem potwierdza, że region pozostaje newralgicznym punktem aktywności wywiadowczej.

Dyneburg i głos aktora demaskującego propagandę

Rozmowa przeniosła się na Łotwę, gdzie odpowiednikiem Narwy jest Dyneburg — miasto, w którym niemal połowa mieszkańców posługuje się na co dzień wyłącznie językiem rosyjskim. Autorka opisała spotkanie z łotewskim aktorem, wykształconym w petersburskim konserwatorium, którego rodzina od XVIII wieku mieszka na terenach dzisiejszej Łotwy, zachowując rosyjski jako jedyny język rodzinny. Mężczyzna — nazwisko podane w transkrypcie jako Bogdanovs — wykorzystuje media społecznościowe do satyrycznego demaskowania absurdów propagandy kremlowskiej, tworząc dialogi między swoją postacią proeuropejskiego Łotysza a karykaturą prorosyjskiego „dresiarza”. Wolny podkreśliła, że mimo znikomego zasięgu w porównaniu ze skalą problemu, jego działania spotykają się z falą hejtu, co pokazuje, jak trudne jest to zadanie.

Pytana wprost przez prowadzącego, czy opisywana postać przypomina Wołodymyra Zełenskiego, pisarka przyznała, że łączy je element aktorstwa przenoszącego się w działalność publiczną, zaznaczając jednocześnie, że łotewski aktor nie ma żadnych ambicji politycznych — jego motywacja ma charakter czysto obywatelski.

Dyneburg reportażowo opisała jako miasto skorumpowane, o silnych wpływach rosyjskich, pogrążone w ekonomicznej i estetycznej zapaści — z zaniedbaną postsowiecką zabudową, którą część mieszkańców świadomie chce zachować w niezmienionym stanie. Zaznaczyła, że wizyta w Dyneburgu wywołała u niej większe przygnębienie niż pobyt w Narwie, który określiła raczej jako wystraszający. Przypomniała przy tym, że Dyneburg jest miastem rodzinnym malarza Marka Rothki, którego rodzina wyemigrowała stamtąd, a mimo to w mieście wciąż można oglądać poświęconą mu kolekcję.

Napięcia między społecznościami

Pytana o nastawienie Łotyszy i Estończyków do rosyjskojęzycznej diaspory, Wolny opisała je jako wyraźnie negatywne, choć część rozmówców starała się unikać wrażenia ksenofobii. Wskazywała, że najczęstszym punktem krytyki jest wieloletnia tolerancja władz dla rosyjskojęzycznej edukacji — możliwość kształcenia dzieci w szkołach, gdzie estoński czy łotewski funkcjonował jedynie jako język dodatkowy, praktyka trwająca aż do 2022 roku. Przywołała przykład studenta medycyny w Rydze, który dowiedział się, że lektorat języka rosyjskiego na jego uczelni został całkowicie zlikwidowany.

Podróżniczka opisała też rozmowę z popularnym na Instagramie twórcą internetowym, występującym pod pseudonimem True Latvian, który tłumaczy łotewską kulturę i poczucie humoru zagranicznej publiczności. Według niego największym problemem w relacjach z rosyjskojęzyczną mniejszością nie jest sam język, lecz odmienny system wartości — brak przywiązania do transparentności i etyki pracy charakterystycznej dla krajów nordyckich, a zamiast tego głęboko zakorzeniona kultura nieufności wobec państwa i skłonność do korupcji.

Twórca opisywał także zjawisko powszechnego handlu wymiennego na wschodnich, biedniejszych rubieżach Łotwy, gdzie przy zarobkach rzędu 500 euro miesięcznie i cenach porównywalnych do zachodnioeuropejskich mieszkańcy radzą sobie poprzez wzajemne usługi zamiast oficjalnej gospodarki. Wolny przywołała przy tym anegdotę o lokalnym burmistrzu, który przepłacił dwukrotnie za dostawę autobusów z Czech, sprowadzając je celowo w częściach do montażu przez zaprzyjaźnioną firmę, a zapytany przez dziennikarza o luksusowy zegarek odpowiedział żartobliwie, że równie dobrze mógłby pokazać bieliznę — odpowiedź, która zyskała sympatię lokalnej opinii publicznej jako wyraz podobnego stosunku do zasad.

Solidarność bałtycka i poczucie zagrożenia

Podsumowując wątek bałtycki, autorka stwierdziła, że mieszkańcy Estonii i Łotwy liczą na solidarność Polski i Niemiec w razie kryzysu, a rozmówcy wykazywali duże zainteresowanie sytuacją w Polsce, w tym niedawnymi incydentami z rakietą i dronami. Zaznaczyła, że Bałtowie mają świadomość własnej niewielkiej skali terytorialnej i niemożności samodzielnej obrony, przez co temat NATO pojawiał się w rozmowach nieustannie. Przyznała, że rozmowy z mieszkańcami regionu wywołały u niej paradoksalne poczucie ulgi — wrażenie, że Polska znajduje się w relatywnie lepszej sytuacji niż państwa bałtyckie.

Nastroje w Rosji i „dominacja kognitywna”

W dalszej części rozmowy Wolny odniosła się do sytuacji wewnątrz Rosji, zaznaczając, że z powodu zakazu wjazdu do kraju, obowiązującego ją jeszcze przez kolejnych 17 lat, jej kontakt z rosyjskimi rozmówcami jest już znacznie ograniczony. Mimo to, na podstawie dostępnych źródeł, opisała rosyjską narrację dotyczącą trudności gospodarczych — w tym letnich problemów z dostępnością paliwa i wprowadzanych w niektórych miastach ograniczeń tankowania według parzystości numerów rejestracyjnych. Wskazała, że rosyjski koncern internetowy Jandeks szybko zareagował, wprowadzając narzędzie ułatwiające lokalizowanie stacji z dostępnym paliwem, a mieszkańcy organizowali się za pośrednictwem Telegramu, traktując kolejki z ironicznym dystansem.

Kluczowym elementem rosyjskiej narracji, jak podkreśliła, jest interpretowanie własnych trudności nie jako efektu polityki Kremla, lecz jako dowodu słuszności tezy o toczącej się „konfrontacji cywilizacyjnej” z Zachodem. Zwróciła uwagę, że w rosyjskiej publicystyce pojęcie wojny hybrydowej ustępuje dziś miejsca koncepcji „dominacji kognitywnej”, a wojna w Ukrainie bywa określana mianem „konfliktu regionalnego” i poligonu doświadczalnego Zachodu. Wskazała też na pojawiające się w rosyjskich mediach porównania obecnej sytuacji do europejskiej wojny trzydziestoletniej, rozpoczętej pozornie od lokalnego incydentu, a rozlewającej się na cały kontynent.

Podkreśliła, że tego typu retoryka sprawia, iż trudności codziennego życia nie osłabiają w rosyjskim społeczeństwie poparcia dla polityki władz, podobnie jak sankcje na dobra luksusowe nie wpłynęły dotąd na postrzeganie konfliktu przez zwykłych Rosjan.

Ekonomia wojenna, żołd i fikcyjne małżeństwa

W ostatniej części rozmowy Wolny opisała mechanizm rosyjskiej „ekonomii wojennej”, w ramach której rodziny mężczyzn podpisujących kontrakty wojskowe z rosyjskim Ministerstwem Obrony zyskują status materialny nieosiągalny wcześniej w ich otoczeniu. Zgodnie z jej relacją, przy podpisaniu kontraktu wypłacana jest jednorazowa kwota odpowiadająca w przybliżeniu wartości połowy mieszkania na prowincji, a następnie miesięczny żołd rzędu około dziesięciu tysięcy złotych, powiększany o regionalne dodatki i premie socjalne. W przypadku śmierci żołnierza rodzina otrzymuje odszkodowanie odpowiadające w przybliżeniu wartości całego mieszkania na prowincji — kwoty, jak podkreśliła, niespotykane wcześniej w historii tych rodzin od czasów Związku Radzieckiego.

Autorka zaznaczyła, że ten mechanizm finansowy prowadzi do swoistej redystrybucji klasowej w Rosji — rodziny z tradycji inteligenckiej, na przykład lekarskie, relatywnie tracą na wartości materialnej, podczas gdy rodziny wysyłające na front kilku synów wyraźnie się bogacą, co jej zdaniem neutralizuje potencjał społecznego niezadowolenia, który historycznie mógłby prowadzić do niepokojów.

Opisała także zjawisko masowo relacjonowane w rosyjskiej prasie — zawieranie fikcyjnych małżeństw w celu uzyskania wdowiego odszkodowania w razie śmierci żołnierza na froncie. Jako przykład podała przypadek 58-letniej kobiety poślubiającej trzydziestoletniego mężczyznę idącego na front, przy czym zaznaczyła, że skala i motywacje takich związków bywają różne, a procedury ślubne w Rosji zostały znacznie przyspieszone.

Kremlowski plan prawny wobec mniejszości rosyjskiej

Na zakończenie rozmowy Wolny wróciła do wątku otwierającego program — informacji, że Rosja przygotowuje dokumentację umożliwiającą wytoczenie procesów w związku z rzekomą dyskryminacją mniejszości rosyjskiej w krajach bałtyckich. Porównała ten scenariusz do wcześniejszych działań Rosji wobec Gruzji (Osetia Południowa) oraz wobec Doniecka i Ługańska, podkreślając, że tego typu narracja prawna jest dziś dodatkowo wzmacniana przez podobną retorykę stosowaną przez Iran. Zaznaczyła, że mechanizm ten polega na odwracaniu ról — Rosja, wobec której toczą się międzynarodowe postępowania, przedstawia siebie jako stronę atakowaną i broniącą się, przenosząc ten sam schemat na politykę wobec mniejszości rosyjskiej za granicą.


Rozmowę przeprowadził Paweł Pawłowski. Materiał dostępny na kanale „Żeby Wiedzieć” na YouTube, liczącym 50,9 tys. subskrybentów, pod tytułem „Szykują łódki do ucieczki! Prawda o nastrojach w Estonii i Łotwie | Maja Wolny | Żeby Wiedzieć #43″. Opublikowany 12 sierpnia 2026.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *