Były minister obrony Ukrainy w nowym biznesie z szefem Palantira — Kozubel i Meissner w KREMLINKA SHOW
Marek Kozubel i Marek Meissner w najnowszym odcinku programu KREMLINKA SHOW omówili między innymi zamach na rosyjskiego generała, powstanie technologicznego sojuszu byłego ukraińskiego ministra obrony z szefem Palantira, ujawnioną rosyjską siatkę wpływu w Argentynie oraz strzelaninę pomiędzy funkcjonariuszami SBU a żołnierzami GUR w Kijowie.
Meissner otworzył program informacją o zamachu na generała majora Nikołaja Warpachowicza, dowódcę 22 Dywizji Lotnictwa Bombowców Ciężkich. Nieznany sprawca postrzelił go w pobliżu prywatnej rezydencji w obwodzie saratowskim, w miejscowości określanej w materiale jako Probróżdynie — padły dwa strzały z pistoletu, w głowę i w brzuch, a generał trafił w stanie krytycznym do szpitala. Meissner przypomniał, że dywizja dowodzona przez Warpachowicza była odpowiedzialna za ataki rakietowe, które prawdopodobnie doprowadziły co najmniej dwukrotnie do masakry cywilów na Ukrainie, przez co generał trafił na listę zbrodniarzy wojennych, a sam zamach nie jest w tym kontekście zaskoczeniem. Sprawca zniknął bez śladu — podobnie jak wcześniej inna osoba zamieszana w zamach na innego rosyjskiego wojskowego, która według Meissnera wyleciała do Turcji i słuch po niej zaginął, prawdopodobnie trafiła na Ukrainę lub gdzieś na Zachód. W rosyjskim segmencie internetu powstała teoria, że do takich zamachów nie wynajmuje się już przypadkowych osób, lecz specjalnie sprowadzanych z Ukrainy zabójców, dla których przygotowane są już drogi ewakuacji, być może przez Turcję. Na tę informację zareagowali rosyjscy politycy — deputowany Dumy Państwowej Żurawiew wyraził zaniepokojenie, opowiadając się jednocześnie za zaostrzeniem metod wobec Ukrainy, a komentator określany przez prowadzących jako Max Kałasznikow zasugerował ironicznie, że generał powinien po prostu podpisać kontrakt wojskowy, bo mimo wieku armia i takich potrzebuje. Kozubel ocenił, że tego typu zamachów, zarówno z użyciem broni palnej, jak i ładunków wybuchowych, można się spodziewać więcej — obaj prowadzący zgodzili się, że zjawisko zaczyna przybierać charakter regularnego cyklu.
Fedorow i szef Palantira budują wspólny biznes obronny
Głównym, zapowiadanym tematem odcinka był sojusz Michała Fedorowa, byłego wicepremiera Ukrainy oraz ministra cyfryzacji, a później też ministra obrony narodowej, z Aleksem Karpem, szefem amerykańskiej firmy Palantir. Kozubel zauważył, że o ile wokół kompetencji Fedorowa jako ministra obrony narosło ostatnio sporo wątpliwości i zarzutów o błędy, o tyle w dziedzinie nowoczesnych technologii i ich wykorzystania trudno mu odmówić kompetencji.
Meissner przypomniał, kim właściwie jest Karp i czym jest Palantir — sam Karp pełni funkcję wykonawczą, natomiast jednym z głównych inwestorów firmy jest znany, choć kontrowersyjny, multimiliarder Peter Thiel, określony przez Meissnera jako swego rodzaju filozof ruchu MAGA, którego idee częściowo przyczyniły się do jego rozwoju. Zdaniem Meissnera Fedorow wybrał bezpieczną opcję, dającą mu potencjalną karierę w Stanach Zjednoczonych, dopóki rządzi środowisko MAGA — zyskując przy tym, mówiąc językiem rosyjskim, solidną polityczną „kryszę”. Tandem Fedorow-Karp, gdyby dał o sobie znać na Ukrainie, mógłby, zdaniem Meissnera, sporo namieszać politycznie.
Kozubel przywołał w tym kontekście teorię amerykańskiego dziennikarza Dave’a Troya, związanego między innymi z Washington Spectator, który już 19 sierpnia sugerował, że Fedorow został zwerbowany przez Thiela, Karpa i Elona Muska, a celem tego działania miało być uderzenie w prezydenta Zełenskiego. Troy opublikował wpis na Twitterze wraz ze zdjęciem, które — jak zaznaczył Kozubel — nie przedstawiało faktycznego niedawnego spotkania Fedorowa z Karpem, lecz było znacznie wcześniejszą fotografią; obaj rozmówcy zwrócili jednak uwagę, że wnętrze widoczne na zdjęciu przypomina wystrój typowy dla ukraińskich budynków urzędowych, co miało dowodzić, że obaj panowie znali się i mogli współpracować już wcześniej. Troy w swoim wpisie spekulował również, że szef Służby Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU) Ołeksandr Pokład mógł prowadzić nasłuch — Kozubel przypomniał, że Pokład zajmuje się kontrwywiadem i był wcześniej łączony z byłym szefem Biura Prezydenta Andrijem Jermakiem, w kontekście nagrań ujawnionych w aferze z udziałem Tymura Mindicza, na których Jermak miał występować pod pseudonimem Alibaba — Fedorow był jedną z osób, które odwróciły się wówczas od Jermaka. Według tej niepotwierdzonej spekulacji Pokład mógł podsłuchać rozmowy świadczące o tym, że Fedorow działał przeciwko Zełenskiemu pod wpływem Muska, Thiela i Karpa, co miałoby tłumaczyć jego odwołanie jako akt swoistej zemsty. Obaj prowadzący wielokrotnie podkreślali, że jest to wyłącznie niepotwierdzona spekulacja.
Meissner nie zgodził się jednak z tą wersją, argumentując, że gdyby ukraiński wywiad rzeczywiście to wykrył, doświadczony politycznie Zełenski raczej wykorzystałby Fedorowa jako kanał komunikacyjny z ruchem MAGA, niż go odwoływał. Kozubel odpowiedział, że powody dymisji mogą być inne i bardziej związane bezpośrednio z pracą Fedorowa jako ministra obrony oraz jego planami — zwrócił uwagę, że Fedorow, idąc na spotkanie z Zełenskim i głównodowodzącym Syrskim, prawdopodobnie wiedział już wcześniej o planowanej dymisji i przygotował sobie odpowiedni briefing, co jego zdaniem osłabia wiarygodność teorii o działaniach Pokłada. Meissner dodał kontekst dotyczący samego Syrskiego, który — jak mówi się na Ukrainie — nie darzy sympatią Amerykanów, a bardziej stawia na Europejczyków, w szczególności Skandynawów, Francuzów i Brytyjczyków, unikając z kolei bliższej współpracy z Niemcami, którym zarzuca się dużo obietnic przy słabej realizacji. W tym układzie amerykańska orientacja Fedorowa pasowała bardziej jemu niż Syrskiemu, a Amerykanie — konkretnie duet Thiel i Karp — zyskali dzięki temu bezpośredni wpływ na politykę Ukrainy.
Kozubel zaznaczył, że nie należy patrzeć na sprawę wyłącznie politycznie — Fedorow może budować sobie niewielkie, ale rosnące zaplecze polityczne, mogąc jednocześnie działać jako swego rodzaju „opener” otwierający Amerykanom, a zwłaszcza Karpowi, dostęp do różnych środowisk, a przy sprzyjających okolicznościach nawet wzajemnie się z nimi finansować. Podkreślił również wymiar czysto biznesowy: powstający tandem ma zmierzać do stworzenia własnej firmy typu Defence Tech, w którą głównym inwestorem ma być Karp, a Fedorow oferuje konkretny biznes — produkcję i sprzedaż dronów oraz innych rozwiązań technologicznych, wykorzystując swoją ogromną wiedzę na temat potrzeb Ukrainy. Meissner dopytywał ironicznie, co poza samą wiedzą Fedorow mógł „zabrać” z ministerstwa, sugerując, że chodzi też o cenne dane bojowe, za którymi — jak to ujął — tęskniły takie firmy jak Anduril czy Palantir.
Kozubel przypomniał, że jeszcze w styczniu tego roku, gdy ministerstwem kierował Fedorow, ukraińskie Ministerstwo Obrony uruchomiło wspólnie z Palantirem cyfrowy ekosystem danych z pola walki (określany w rozmowie jako Brave1 Data Hub), gromadzący między innymi materiały wizualne i z termowizji oraz noktowizji, w tym obrazy dronów typu Szahed i innych obiektów — wszystko po to, by trenować modele sztucznej inteligencji w wykrywaniu, klasyfikowaniu, a docelowo automatyzacji namierzania celów, aż po wizję w pełni autonomicznego systemu, w którym jeden operator nadzorowałby działanie AI kontrolującej dziesiątki środków rażenia. Meissner zwrócił uwagę, że Palantir dysponuje już własnym, bardzo zaawansowanym rozwiązaniem typu „war room”, działającym w czasie rzeczywistym — agregującym około 500 kanałów informacyjnych podzielonych na 15 kategorii (ruchy militarne, gospodarka, incydenty cybernetyczne, trasy lotów i szlaki żeglugowe, klęski żywiołowe), z 56 warstwami mapowymi, indeksem stresu liczonym dla 31 krajów (prawdopodobnie europejskich) oraz danymi z 29 giełd, rynków towarowych i kryptowalut. System korzysta z własnego rozwiązania o nazwie OLAM jako interfejsu do sztucznej inteligencji, dostępny jest jako aplikacja desktopowa na Windows, macOS i Linux w 25 językach, a jego zabezpieczenia mają klasę wojskową — Palantir sprzedaje już podobne rozwiązania różnym państwom, mając gotowe interfejsy dla sił powietrznych, marynarki wojennej czy agencji zajmujących się klęskami żywiołowymi. Zdaniem Meissnera oficjalnie ujawniony cel nowego startupu, w którym dyrektorem ds. informatyki (CIO) ma zostać Fedorow, to połączenie istniejących danych z warstwą AI oraz uzupełnienie luki, jaką dotąd był brak stałego napływu danych z dronów wojskowych — jeśli się to uda, powstanie kompletny system typu „war room”.
Kozubel opisał możliwy model biznesowy: wykorzystanie już zebranej wiedzy bojowej i istniejących modeli AI do szybkiego przesyłania prototypów na Ukrainę, testowania ich na froncie, zbierania danych, poprawiania wersji, a następnie wchodzenia w masową produkcję i sprzedaż gotowego produktu zarówno sojusznikom, jak i samej Ukrainie. Zaznaczył przy tym, że za całym przedsięwzięciem prawdopodobnie stoi nie tylko Karp, ale też firma Anduril, która oferowała już Polsce relatywnie tanie rakiety manewrujące Barracuda 600 z głowicami o wadze 45 kilogramów. Meissner zauważył w tym kontekście, że rosyjskie drony Geran (w wersji 5 i 6) przeszły pełną ewolucję i praktycznie przestały być klasycznymi dronami, stając się w istocie mini-rakietami manewrującymi dalekiego zasięgu, co odpowiednio podnosi też ich cenę — obaj prowadzący zgodzili się, że obrona przed rakietami manewrującymi niskiego pułapu ponownie staje się kluczowym tematem.
Kozubel dodał, że podczas pobytu w Waszyngtonie Fedorow spotkał się także z przedstawicielami innych amerykańskich firm, między innymi Cerberus Capital Management i Squadra Ventures, najwyraźniej poszukując kapitału na swoje przedsięwzięcie. Zaznaczył, że oprócz samej spółki Defence Tech, w którą bezpośrednio inwestuje Karp, planowane jest też stworzenie odrębnego funduszu inwestycyjnego Defence Tech, który miałby inwestować w najbardziej obiecujące ukraińskie firmy z branży, przetestowane już w warunkach bojowych — zdaniem Meissnera oznacza to, że Karp i Thiel zapewniają sobie w ten sposób dostęp do najlepszej „śmietanki” tego rynku.
Rozmówcy odnieśli się też do wcześniejszej, odrębnej sprawy dotyczącej relacji Fedorowa z Francją i Włochami — chodziło o dostawę dla Ukrainy zmodernizowanych systemów SAMP/T NG, lepiej przystosowanych do zwalczania celów balistycznych, takich jak rosyjskie rakiety Iskander-M, planowaną najpóźniej na tegoroczną jesień. Jak wynika z relacji Kozubla, ujawniono, że to Fedorow blokował otrzymanie tego sprzętu przez Ukrainę, a Francuzi i Włosi ostatecznie zdecydowali się pominąć stworzone przez niego przeszkody biurokratyczne i dostarczyć systemy mimo wszystko. Fedorow miał tłumaczyć swoje działania tym, że Ukraińcy rzekomo bardziej zainteresowani byli analogicznym systemem niemieckim — obaj prowadzący zwrócili jednak uwagę, że Niemcy nie produkują bezpośredniego odpowiednika Patriota czy SAMP/T, a najbliższym możliwym skojarzeniem jest system IRIS-T SLM, który służy jednak do zwalczania zupełnie innych, aerodynamicznych celów, takich jak rakiety manewrujące czy samoloty, a nie celów balistycznych. Meissner przypomniał przy tym, że sam Fedorow był wcześniej wielkim zwolennikiem systemów Patriot i namawiał sojuszników do wspólnego finansowania efektorów do tych systemów dla Ukrainy, co dodatkowo osłabia spójność jego tłumaczenia. Kozubel dodał ciekawostkę historyczną: pociski IRIS-T montowane były w przeszłości na podwoziach wyrzutni Osa, tworząc skuteczny hybrydowy system, który Ukraina (jako tzw. Osa-P) oferowała nawet Polsce jeszcze przed wojną jako modernizację polskich zestawów Osa; dziennikarz Kuba Palowski z Defence24 pisał w 2022 roku, że z powodu wyczerpywania się zapasu rakiet do Osa warto byłoby zaadaptować ukraińskie wyrzutnie pod pociski systemów IRIS-T SLM — według Meissnera taka aplikacja rzeczywiście istniała.
Podsumowując wątek, Kozubel zwrócił uwagę, że powstanie sprawnie działającego systemu Palantira mogłoby znacząco usprawnić proces decyzyjny w ukraińskim wojsku, w przeciwieństwie do strony rosyjskiej, która takiego narzędzia nie ma. Meissner zastrzegł jednak, że w krajach Europy Środkowej i Wschodniej, w tym w Polsce, decyzje wojskowe pozostają w dużym stopniu zależne od szczebla politycznego, który bywa opieszały — nawet jeśli po stronie wojskowej nastąpi przyspieszenie dzięki nowym technologiom, pytaniem pozostaje, jak zareaguje na to poziom polityczny.
Rosyjska siatka wpływu w Argentynie jako poligon doświadczalny
W dalszej części programu Kozubel przedstawił sprawę przecieku 76 rosyjskich dokumentów, liczących łącznie 1430 stron, które ujawniły, jak Rosja starała się wpływać na opinię publiczną w Argentynie — po korekcie w trakcie rozmowy ustalono, że przeciek miał miejsce w kwietniu 2026 roku, natomiast same dokumenty pochodzą z okresu od stycznia do września 2024 roku. Punktem wyjścia całej siatki była organizacja o nazwie La Compañía (po rosyjsku po prostu Kompania), która — jak opisała 18 czerwca argentyńska służba wywiadowcza SIDE — zajmowała się szeroko zakrojonym oddziaływaniem na media, organizacje społeczne, w tym organizacje pozarządowe, politykę oraz kształtowanie nastrojów opinii publicznej. Nadzór nad La Compañía sprawowała rosyjska Służba Wywiadu Zagranicznego (SWR), a niektórzy łączyli tę działalność z wcześniejszymi siatkami botów i trolli powiązanymi z Jewgienijem Prigożynem — Meissner przypomniał w tym kontekście historię projektu Łachta, będącego pierwowzorem późniejszej Agencji Badań Internetowych (Internet Research Agency) i struktur wagnerowskich, którego wcześniejsza odnoga, skupiona na Afryce (Africa Politology), została następnie przeniesiona do Ameryki Południowej, gdzie Argentyna posłużyła jako pole testowe.
Kozubel przywołał wypowiedź rzecznika rządu Argentyny Manuela Adorniego z czerwca 2025 roku, według którego za operację odpowiadał obywatel Rosji określany patronimikiem Konstantynowicz — jak sprostował Kozubel, prawdziwe nazwisko tej osoby to Andriaszwili, a działał on wraz z żoną Iryną Jakowenko. Andriaszwili miał zaprzeczać twierdzeniom Adorniego, choć ten z kolei przyznał, że nie dysponuje na to dowodami. W sprawę zaangażowana była też Patricia Bullrich, pełniąca funkcję argentyńskiej ministry bezpieczeństwa w latach 2023–2025 — w połowie 2025 roku o rosyjskich działaniach dezinformacyjnych ostrzegła ją sekretarz bezpieczeństwa wewnętrznego USA Kristi Noem, wspominając między innymi o płatnościach na rzecz mediów i dziennikarzy. W tym czasie firma odpowiedzialna za operację opuszczała już Argentynę, ponieważ nie udało się osiągnąć zamierzonych celów, którymi było skonfliktowanie Argentyny z sąsiadami oraz skompromitowanie sojusznika Donalda Trumpa, prezydenta Javiera Milei. Jak zauważył Kozubel, nie udało się nawet doprowadzić do konfliktu z Chile — nowy prezydent tego kraju, urzędujący od 2026 roku José Antonio Kast, wybrał Argentynę na miejsce swojej pierwszej zagranicznej wizyty, co świadczy o utrzymującej się przyjaźni politycznej między oboma krajami.
Meissner ocenił, że SWR wybrała Argentynę na poligon doświadczalny dla gałęzi operacji skierowanej na Amerykę Południową, równolegle do odrębnej gałęzi środkowoeuropejskiej, związanej z modelem węgierskim — jego zdaniem wyraźne ślady podobnej działalności widoczne są już na Węgrzech, gdzie funkcjonowała ona pełną parą jeszcze w 2025 roku, w końcowym okresie rządów Viktora Orbána. Otwartym pytaniem pozostaje, czy to model węgierski był pierwowzorem przeniesionym później do Argentyny, czy raczej mamy do czynienia z dwoma równoległymi gałęziami rozwoju — południowoamerykańską i środkowoeuropejską — a do tego dochodzą wyraźne ślady podobnej aktywności w Afryce.
Co do samej operacji medialnej, Kozubel podał, że między czerwcem a październikiem 2024 roku umieszczono co najmniej 250 zamówionych tekstów w 23 argentyńskich portalach informacyjnych, a łączny budżet na działania medialne oraz pracę operacyjną w terenie zamknął się w przedziale od 283 do 343 tysięcy dolarów; stawki za pojedyncze publikacje wahały się od 350 do 3100 dolarów w zależności od tytułu. Autorzy tych tekstów byli fikcyjni, a towarzyszące im zdjęcia generowane przez sztuczną inteligencję. W efekcie śledztwa argentyńska agencja wywiadu SIDE zatrzymała 1 maja 2026 roku Dmitrija Nowikowa, koordynatora lokalnej komórki La Compañía. Kozubel wymienił najczęściej pojawiające się fikcyjne nazwiska autorów: Gabriel Di Taranto, Marcello Lopreatto, Juan Carlos López oraz Manuel Godzin — najbardziej zaskakujący okazał się przypadek Di Taranto, który w swoim fikcyjnym biogramie miał posiadać magisterium z komunikacji politycznej na jednym z uniwersytetów narodowych (w materiale nazwa podana niejednoznacznie, jako Avellaneda lub Lanús) — uczelnia ta oficjalnie zaprzeczyła, by kiedykolwiek miała takiego absolwenta, a także by prowadziła program studiów opisany w jego rzekomym biogramie. Meissner skojarzył ten schemat z podobnym, choć niekoniecznie związanym z Rosją, przypadkiem opisywanym w Polsce, przywołując niejasno zapamiętaną postać określaną jako Krzysztof Suwart oraz Wirtualną Polskę, zaznaczając, że mechanizm — fikcyjny autor z bogatym, zmyślonym dorobkiem — wydaje się analogiczny.
Meissner zauważył ponadto, że po śmierci Prigożyna struktury po nim przejął Junus-bek Jewkurow, choć w jego ocenie należałoby się spodziewać, że przejmie je raczej rosyjski wywiad wojskowy — tymczasem to właśnie SWR dysponowała trzema podmiotami technicznymi obsługującymi operacje informacyjne w Ameryce Łacińskiej: Social Design Agency, Structura oraz Institute for Internet Development. W tym kontekście obaj prowadzący powołali się na analizę pułkownika Macieja Korowaja, który ocenił, że Rosja za budżet niewielkiej agencji reklamowej, a może nawet mniejszy, zapewniła sobie kilkumiesięczny wpływ na całe życie publiczne Argentyny — mimo że operacja się nie powiodła, prawdziwym celem mogło być przetestowanie modelu przed jego uruchomieniem w Europie Zachodniej lub Środkowej, przy czym Korowaj (podobnie jak prowadzący) skłaniał się bardziej ku hipotezie środkowoeuropejskiej. Kluczowym efektem operacji, niezależnie od jej powodzenia w Argentynie, było zdaniem Korowaja to, że Rosja nauczyła się budować tego typu struktury oraz koordynować pracę różnych ośrodków — tych przekazujących pieniądze, tych dostarczających fałszywe „legendy” do tekstów oraz tych dostarczających odpowiednio spreparowane dane — a także maskować całość działań tak, by nie ujawniły się zbyt szybko.
Kozubel opisał samą metodę jako model „proxy influence” — z wyciekłych w kwietniu dokumentów wynika, że do operacji przypisanych było około 50 kont na Instagramie, platformie X oraz YouTube, które miały pełnić funkcję „haczyków”: publikowane przez nie treści miały być podchwytywane i dalej rozpowszechniane przez argentyńskich użytkowników, co miało uwiarygodniać cały przekaz. Meissner zestawił to z sytuacją w Europie Środkowej, przywołując dane z Litwy i Estonii mówiące o około 3000 stałych kont działających w podobny sposób tylko w Polsce, a dodatkowo w Czechach i na Słowacji — konta te mają wzmacniać i rozpowszechniać rosyjską propagandę. Zdaniem Meissnera nawet jeśli model znany z Argentyny nie działa jeszcze w Polsce na pełną skalę, wszystko wskazuje na to, że jest już przygotowywany do wdrożenia, a przypadek argentyński pokazuje zasadniczy sposób, w jaki Rosja będzie oddziaływać na opinię publiczną w całej Europie Środkowej — nie tylko w Polsce, ale też w Czechach i na Słowacji, przy czym najwyraźniejsze ślady tego modelu widoczne są na Węgrzech. Meissner zaznaczył również, że istnieją wyraźne ślady podobnej działalności w Afryce, co Kozubel skomentował, przypominając, że wśród wymienionych wcześniej fikcyjnych autorów Manuel Godzin pojawiał się już wcześniej w kontekście afrykańskim — co ich zdaniem potwierdza, że są to raczej odnogi tej samej, wspólnej operacji niż niezależne od siebie kopie. Meissner dodał, że w Kenii działa odnoga sieci, która w sposób pozornie obiektywny, lecz de facto bardzo bojowy, promuje rosyjską narrację.
Rozmówcy przeszli następnie do prognoz na najbliższą przyszłość. Kozubel zapytał, czy przeciek dokumentów może doprowadzić do ujawnienia kolejnych danych, i to nie w perspektywie roku, lecz już w najbliższych tygodniach — przypominając, że argentyńska SIDE natrafiła na ślad siatki jeszcze przed samym przeciekiem, co skłoniło Andriaszwilego i jego żonę do pośpiesznego opuszczenia kraju. Zastanawiał się, czy podobny „efekt domina” może objąć inne europejskie państwa. Meissner odpowiedział, że spodziewa się przed wyborami w 2027 roku, w tym przed wyborami w Niemczech, dużych przecieków dotyczących rosyjskich siatek wpływu, a podobne ujawnienia mogą wkrótce pojawić się także w Szwecji, trafiając do największych tytułów medialnych — częściowo inspirowane przez służby, częściowo dzięki pracy dziennikarzy śledczych, do których ktoś skieruje odpowiedni trop. Spodziewa się też prób zablokowania takich działań za pomocą mediów. Kozubel skonkludował, że w takim razie w pierwszej kolejności warto obserwować Szwecję, na co Meissner odpowiedział, że warto patrzeć szerzej na całą Skandynawię, choć osobiście, ze względu na sentyment wynikający z wcześniejszego zamieszkiwania w tym kraju, obstawia akurat Szwecję. Kozubel zgodził się, zaznaczając, że wybory w Szwecji odbędą się wcześniej niż w Polsce czy Niemczech, a niektórzy już teraz wskazują, że w Polsce zaczynają pojawiać się fikcyjni dziennikarze z twarzami generowanymi przez sztuczną inteligencję. Meissner podsumował różnicę między obydwoma modelami: środkowoeuropejski, w tym węgierski, opiera się na bardzo prostym i brutalnym przekazie, multiplikowanym przez ogromne fabryki trolli, podczas gdy model południowoamerykański i afrykański polega raczej na próbie przekupienia portali opiniotwórczych i poszczególnych dziennikarzy, by ci publikowali spreparowane materiały lub przeszli na stronę Rosji. W modelu środkowoeuropejskim informacja najpierw trafia do obiegu przez pozornie wiarygodne, nie-trollowe źródła, a dopiero potem jest masowo multiplikowana przez tysiące kont trollowych.
Strzelanina między SBU a GUR w Kijowie
Ostatnim tematem odcinka była sprawa, która zelektryzowała część polskich mediów społecznościowych, prowadząc niektórych komentatorów do przedwczesnych wniosków o rzekomej wojnie domowej na Ukrainie lub próbie wojskowego puczu — jak podkreślili obaj prowadzący, żadna z tych tez się nie potwierdziła. Chodziło o wymianę ognia pomiędzy funkcjonariuszami Służby Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU) a żołnierzami Głównego Zarządu Wywiadu Ministerstwa Obrony Ukrainy (GUR).
Kozubel przypomniał, że relacje między obiema służbami są napięte od 2015 roku, gdy w trakcie jednej z obław SBU zginęło kilku żołnierzy GUR, w tym doświadczony weteran Lisnyk, co doprowadziło wówczas do oskarżeń, jakoby SBU była sterowana przez Rosję. Kolejnym punktem zapalnym była sprawa Denysa Kiriejewa, uczestnika ukraińskiej delegacji negocjującej z Rosją na Białorusi w 2022 roku — był on w rzeczywistości agentem GUR, który mimo formalnej pracy na dwa fronty działał w interesie Ukrainy i był jednym z wielu źródeł, dzięki którym udało się ustalić termin rosyjskiej agresji 23 lutego. Mimo to został zabity przez SBU, co doprowadziło do ostrego konfliktu między ówczesnym szefem GUR Kyryło Budanowem a ówczesnym szefem SBU Iwanem Bakanowem.
Obecne wydarzenia Kozubel określił jako trzecie tego typu napięcie od 2014 roku. Zaczęło się od zniknięcia 23 sierpnia Stepana Kapunowa, zastępcy dowódcy do spraw bojowych Rosyjskiego Korpusu Ochotniczego (RDK, podporządkowanego strukturze GUR określanej jako oddział „Timur”), którego dowódcą jest Denis Kapustin, znany też pod pseudonimem Oreto. Według relacji sąsiadów Kapunowa mężczyznę obezwładniło kilku postawnych napastników, nakładając mu na głowę czarny worek. Przez tydzień nie było wiadomo, co się z nim dzieje, aż 1 września SBU ujawniła, że to ona zatrzymała Kapunowa, by wyjaśnić jego domniemane kontakty z rosyjską FSB na Telegramie, w związku z planowanym w okolicach 24 sierpnia (dnia niepodległości Ukrainy) zamachem na przebywającego na Ukrainie czeczeńskiego działacza niepodległościowego Achmeda Zakajewa, określanego w materiale również jako rosyjski opozycjonista.
Kozubel opisał dalszy przebieg wydarzeń na podstawie relacji, jaką dowódca RDK Denis Kapustin przedstawił dziennikarce Ukraińskiej Prawdy Tetianie Danyłence (będącej też żoną generała Andrija Biłeckiego, dowódcy Trzeciego Korpusu). Według Kapustina 2 września wezwany do Kapunowa adwokat, obecny podczas czynności przypominających wizję lokalną połączoną z przesłuchaniem, poinformował innych żołnierzy korpusu o miejscu przetrzymywania kolegi, co skłoniło ich do przyjazdu w celu jego „odbicia” — decyzję tę Kozubel określił jako poważny błąd, który zapoczątkował całą serię dalszych wydarzeń. W nocy z 1 na 2 września SBU przewiozła Kapunowa do budynku przy ulicy Jurija Szumskiego w kijowskiej dzielnicy Bereźniaki, gdzie napotkano problem z dodatkowym zamkiem, do którego zatrzymany nie miał kluczy — to właśnie wtedy, według relacji Kapustina, miał paść pierwszy strzał. Kapustin twierdził, że wcześniej udało się dogadać z SBU w sprawie wypuszczenia zatrzymanych osób rano, jednak około godziny 8:40 pod budynkiem pojawili się kolejni, uzbrojeni członkowie korpusu, ubrani niejednolicie, bez mundurów, część nawet w klapkach, choć w kamizelkach kuloodpornych i z bronią — Kapustin określił tę broń jako zabawkową, a dokładniej jako repliki ASG, co Meissner skomentował, zaznaczając, że repliki airsoftowe projektuje się właśnie tak, by jak najwierniej przypominały prawdziwą broń, co czyni argument o „zabawkowym” charakterze sytuacji mało przekonującym.
SBU i obecna na miejscu policja nie były w stanie ocenić sytuacji, a około godziny 8:40 doszło do wymiany ognia. Według relacji Kapustina funkcjonariusze SBU nie strzelali bezpośrednio w jego ludzi, lecz w ziemię, jednak rykoszety raniły trzech żołnierzy korpusu — dwóch lekko, jednego poważnie, w tętnicę nogi; pojawiły się nawet informacje o jego śmierci w szpitalu, jednak mężczyzna przeżył. Napięcie podsyciła dodatkowo publikacja zastępcy Kapustina do spraw politycznych, Aleksandra Fortuny, który 2 września opublikował ostry wpis wymierzony w SBU, określając funkcjonariuszy jednostki specjalnej Alfa mianem „Alfonsów” — Kapustin ocenił później, że wpis był niepotrzebny i nie odzwierciedlał ani jego stanowiska, ani stanowiska całego korpusu. Meissner zauważył, że po całym zajściu pojawiły się głosy domagające się rozwiązania korpusu i kwestionujące lojalność jego członków, podczas gdy sam Kapustin wyraźnie stara się ratować zarówno korpus, jak i całą inicjatywę.
Kozubel przyznał rację Meissnerowi, dodając, że część weteranów, nie tylko z SBU, ale też z samego GUR, uważa, iż podwładni Kapustina zdecydowanie przesadzili — Kijów, mimo codziennych ostrzałów, leży daleko od linii frontu, a uzbrojony najazd w celu odbicia zatrzymanego kolegi, który mógł być zatrzymany zgodnie z prawem, wygląda na poważne nadużycie. Zaznaczył, że tego typu incydenty przy aresztowaniach ukraińskich żołnierzy czy oficerów zdarzały się dotąd rzadko, przywołując wcześniejszy przypadek aresztowania byłego już dowódcy 155 Brygady Zmechanizowanej, oskarżanego o niecywilizowane traktowanie relacji z mieszkańcami rodzimej wioski. Mimo incydentu Kapustinowi udało się dojść do porozumienia z SBU — jak zaznaczył Kozubel, sam Kapustin nie miał większych zastrzeżeń do obecnego szefa SBU Ołeksandra Pokłada, podkreślając raczej potrzebę większej wzajemnej wymiany informacji między służbami, co jego zdaniem mogłoby zapobiec podobnym incydentom w przyszłości — przyznał jednak, że jego ludzie mogli być zdenerwowani ponad tygodniową niepewnością co do losu kolegi, choć sięgnięcie po broń było mimo wszystko przesadą.
Meissner podsumował sprawę dwoma spostrzeżeniami: analitycy szwedzkich służb specjalnych mieli ocenić, że tego typu wydarzenia świadczą o słabym przywództwie w służbie, w której do nich dochodzi, co skutkuje nadmierną samodzielnością personelu — w tym przypadku miałoby to dotyczyć SBU. Z kolei dziennikarz Jurij Butusow miał już wiosną ostrzegać, że Rosyjski Korpus Ochotniczy ma zbyt dużą autonomię, a jego relacje z ukraińskim dowództwem są zbyt luźne. Kozubel przyznał, że coś w tym jest — pojawiły się informacje, że następca Budanowa, generał Iwaszczenko, rozważał uregulowanie statusu korpusu, ponieważ Budanow stworzył szereg oddziałów bojowych, niekiedy typowo frontowych, jak Kraken, których podporządkowanie strukturze wywiadowczej nie do końca licuje z jej właściwymi zadaniami — dziennikarze podają jednak, że nowy dowódca GUR nie planuje rozwiązania korpusu, co potwierdził krótko również jeden z uczestników nagrania.
Kozubel dodał, że wciąż otwarte pozostaje pytanie, po co uzbrojeni żołnierze korpusu w ogóle poruszali się po Kijowie — nawet jeśli była to broń typu ASG, funkcjonariusze SBU i policji nie mieli możliwości tego wiedzieć, więc otwarcie ognia było zrozumiałe. Podkreślił, że SBU i policja mają pełne prawo poruszać się uzbrojone po stolicy, natomiast korpus takiego prawa nie ma, chyba że wykonuje autoryzowany przemarsz lub zadanie bojowe wymagające przejścia przez miasto — a w takim wypadku powinien nosić mundury i oznaczenia identyfikujące jego członków, a nie cywilne ubrania czy dresy.
3 września ukraińskie Państwowe Biuro Śledcze (DBR) postawiło zarzuty dwóm osobom, po jednej z każdej służby — żołnierzowi korpusu, powiązanemu z GUR, zarzucono zamach na życie funkcjonariusza organów ścigania, a funkcjonariuszowi SBU przekroczenie uprawnień służbowych. Zełenski określił całą sytuację jako haniebną i zażądał wyjaśnień zarówno od Pokłada, jak i od generała Iwaszczenki — Kozubel ocenił jednak, że pytania powinny paść przede wszystkim pod adresem samego Kapustina, ponieważ dowództwo GUR najwyraźniej nie miało bezpośredniego udziału w decyzji jego żołnierzy, choć wciąż powinno odpowiadać za to, co robią oni w Kijowie. Meissner porównał sytuację do „gorącego kartofela” — korpus jest, jego zdaniem, politycznie niezwykle potrzebny, mimo braku znaczenia czysto wojskowego, więc pomimo politycznych deklaracji nie zostanie faktycznie rozwiązany.
Kozubel zgodził się z tą oceną, dodając, że SBU dysponuje dowodami w postaci zrzutów ekranu z rozmów prowadzonych przez Kapustina na Telegramie. Zwrócił też uwagę na rozbieżności w relacjach samego Kapustina — dzień po uwolnieniu (a nie „odbiciu”) przez SBU udzielił on wywiadu Julii Zabelinej, znanej z demaskowania politycznych przekrętów na Ukrainie dziennikarce kanału Radia NV na YouTubie, twierdząc, że funkcjonariusze SBU trzymali go w kajdankach i bili — tego samego dnia w rozmowie z Danyłenko miał jednak przyznać, że lekarze nie stwierdzili u niego żadnych obrażeń ani śladów po kajdankach, co pokazuje rozbieżności nawet wewnątrz samego korpusu.
Na koniec obaj prowadzący odnieśli się do możliwego motywu domniemanego kontaktu Kapustina z rosyjskimi służbami w sprawie Zakajewa. Kozubel zauważył, że nie jest to teza bezpodstawna, ponieważ Zakajew dąży do niepodległości Czeczenii (Iczkierii) od Rosji, a członkowie rosyjskiego, nacjonalistycznego korpusu raczej nie zgodziliby się na odpadnięcie jakichkolwiek fragmentów rosyjskiego imperium — dążą raczej do jego zachowania w obecnym kształcie, z wyjątkiem części okupowanych terytoriów, w tym być może Ukrainy i Białorusi. Meissner dodał istotną nieścisłość, na którą zwrócili uwagę ukraińscy dziennikarze — sam Władimir Putin nie jest szczególnie zainteresowany wyeliminowaniem Zakajewa, znacznie bardziej zależy na tym przywódcy Czeczenii Ramzanowi Kadyrowowi, co rodzi pytanie, z kim naprawdę mógł się kontaktować Kapustin. Kozubel skwitował to, sugerując, że sugeruje to raczej udział Czeczenów lojalnych wobec Kadyrowa niż bezpośrednio Rosjan.
Materiał opublikowany na kanale KREMLINKA SHOW (104 tys. subskrybentów) na YouTube pod tytułem „Kozubel & Meissner – Poważny problem dla Rosji. Gigant technologiczny zawiera sojusz z Fedorowem.”, premiera 4 września 2026.










