„Ukraina stoi w obliczu przegrania wojny” — Marek Budzisz o wizycie Witkoffa w Moskwie
Wysłannicy prezydenta USA Steve Witkoff i Jared Kushner odwiedzili w minionym tygodniu najpierw Moskwę, a następnie przez Rzeszów pociągiem udali się do Kijowa. O kulisach tej wizyty, warunkach stawianych przez Władimira Putina, narastających aferach korupcyjnych w otoczeniu Wołodymyra Zełenskiego oraz rosyjskiej strategii wywołania kryzysu energetycznego w Europie rozmawiał na kanale Historia Realna Piotr Zychowicz z Markiem Budziszem z ośrodka analitycznego Strategy&Future.
Trzygodzinne rozmowy w Moskwie i twarde stanowisko Putina
Budzisz podkreślił, że mimo trwających trzy godziny rozmów w Moskwie nic nie wskazuje na to, by wojna miała się szybko zakończyć. Doradca Putina do spraw polityki zagranicznej Jurij Uszakow oświadczył publicznie, że warunki zakończenia wojny rosyjski prezydent przedstawił już w przemówieniu dwa lata temu i strona rosyjska niczego w tej kwestii nie zmieniła. Sam Putin miał podczas spotkania podkreślać, że nie chodzi o zawarcie zawieszenia broni, lecz o rozwiązanie problemów, które doprowadziły do konfliktu — co w rosyjskiej retoryce oznacza pytania o przyszły ustrój państwa ukraińskiego oraz limity nakładane na jego zdolności do utrzymywania sił zbrojnych.
Budzisz zwrócił uwagę na symboliczny wątek poruszony przez Putina — nawiązanie do sierpniowej uroczystości pochówku szczątków Jewhena Konowalca, twórcy OUN zamordowanego przed wojną przez sowieckiego agenta. Uroczystość, zorganizowana przez Korpus Azow, miała, jak zauważył analityk na podstawie relacji fotograficznych w ukraińskiej prasie, oprawę przywodzącą na myśl pochody z pochodniami znane z czasów III Rzeszy. Zdaniem Budzisza nie chodziło Putinowi o osobistą wrażliwość historyczną, lecz o postawienie w ten sposób żądania wymiany elity rządzącej w Kijowie jako jednego z warunków zakończenia wojny.
Putin miał też szczegółowo relacjonować sytuację na froncie, wyrażając głębokie przekonanie, że Rosja wygrywa wojnę, oraz — jak wynika z tych informacji — wyznaczyć dowódcom zadanie „wyzwolenia” całego obszaru Donbasu do końca roku. W ocenie Budzisza deklaracja, że proces pokojowy musi uregulować „źródła konfliktu”, koresponduje z wcześniejszą zapowiedzią rzecznika Kremla Dmitrija Pieskowa, że same negocjacje będą długotrwałe, a nie sprawą kilku dni czy tygodni.
Analityk zwrócił uwagę na obecność w amerykańskiej delegacji urzędnika Departamentu Skarbu USA określanego mianem „cara sankcji”, który nie spotkał się z Putinem, lecz rozmawiał ze specjalnym wysłannikiem rosyjskiego prezydenta Kiriłłem Dmitrijewem — osobą wielokrotnie prowadzącą w Stanach Zjednoczonych rozmowy o wspólnych inwestycjach. Zdaniem Budzisza wpisuje się to w wątek poruszany już wcześniej przy okazji wizyty w Moskwie dyrektora CIA oraz rozmów wicepremiera i ministra finansów Ukrainy w Karolinie Północnej z sekretarzem skarbu USA Scottem Bessentem — tematem tych kontaktów miały być amerykańskie sankcje wobec Rosji, choć dokładne szczegóły uzgodnień pozostają nieznane.
Rosyjska nieustępliwość i kolejność wizyt jako sygnał polityczny
Budzisz podkreślił, że Rosja bardzo wyraźnie formułuje tezę, iż jakiekolwiek rozmowy pokojowe, nawet w drobnych kwestiach, muszą przebiegać na jej warunkach. Jako przykład wskazał atak sił rosyjskich na dwa lotniska pod Kijowem, mimo wcześniejszych plotek, że Witkoff i Kushner mogliby wykorzystać ogłoszony przez Putina trzydniowy, ograniczony do stolicy Ukrainy rozejm, by przelecieć bezpośrednio z Moskwy do Kijowa. Ostatecznie amerykańscy dyplomaci polecieli do Polski i do Kijowa dotarli pociągiem przez Rzeszów, co — zdaniem Budzisza — pokazuje, że Rosja nie zamierzała złamać blokady lotniczej Ukrainy nawet w ramach gestu dobrej woli.
Analityk zwrócił uwagę na znaczenie samej kolejności wizyt — najpierw Moskwa, potem Kijów — co kontrastuje z wielomiesięcznymi zabiegami Zełenskiego i strony ukraińskiej o to, by amerykańscy wysłannicy odwiedzili najpierw Kijów; oczekiwano ich tam przy okazji obchodów Święta Niepodległości Ukrainy, jednak wówczas do stolicy przyjechał jedynie Keith Kellogg. Kolejność wizyt sugeruje, w ocenie Budzisza, że to z Rosją omawiane są warunki zawieszenia broni, a wizyta w Kijowie służy sprawdzeniu podatności ukraińskiej elity na zarysowaną koncepcję zakończenia wojny — choć samej treści tej koncepcji nikt na razie nie zna. Uszakow i Putin mieli jedynie stwierdzić, że amerykańscy wysłannicy dobrze przygotowali się do rozmów i zaprezentowali konkretne scenariusze rozwiązań dyplomatycznych.
Zmiana pozycji Zełenskiego i koncepcja stref gospodarczych Trumpa
Budzisz zwrócił uwagę na istotną zmianę retoryczną w wystąpieniu Zełenskiego z okazji Święta Niepodległości Ukrainy — ukraiński prezydent odniósł się wówczas aprobatywnie do koncepcji Trumpa, którą jeszcze rok wcześniej odrzucał: przekształcenia Donbasu w wolną strefę rozwoju gospodarczego opartą na wspólnych projektach amerykańsko-rosyjskich. Budzisz przypomniał, że analogiczną wizję Trump snuł w tym samym czasie wobec Strefy Gazy, która miała stać się swoistym kurortem i „Eldorado Bliskiego Wschodu” — mimo upływu roku nie widać ani tego efektu w Gazie, ani skutków podobnych działań wobec Ukrainy. W zeszłym roku Zełenski odrzucał tę koncepcję, argumentując słusznie, zdaniem Budzisza, że oznaczałaby ona wycofanie wojsk ukraińskich na granicę administracyjną obwodów i oddanie ostatniej sieci ufortyfikowanych miast, pogarszając zdolności obronne Ukrainy. Dziś Zełenski odnosi się do tej samej propozycji już w tonie aprobującym, co Budzisz tłumaczy dwoma czynnikami: niepowodzeniem ogłoszonego przez Zełenskiego w czerwcu planu wymuszenia negocjacji pokojowych w ciągu 40 dni poprzez ataki na cele w głębi Rosji, oraz nadchodzącą, zapowiadającą się dramatycznie dla ludności cywilnej zimą.
Budzisz ocenił, że Ukraina, niezależnie od oficjalnej narracji i retoryki, stoi dziś w obliczu przegrywania wojny, co usztywnia stanowisko negocjacyjne Putina i jednocześnie zwiększa skłonność administracji amerykańskiej do wywierania presji na Kijów — Trump, mający na względzie zbliżające się wybory śródokresowe, chciałby zapisać na swoim koncie zakończenie kolejnej, ósmej już, jak sam deklaruje, wojny. Analityk wskazał też na przyspieszoną dekompozycję ukraińskiej elity władzy i narastające tendencje odśrodkowe, które mogą być odczytywane przez krytyków ukraińskiej polityki w Polsce jako realizacja zasady „ratuj się kto może”, biorąc pod uwagę, że kres obecnej władzy w Kijowie przestaje być scenariuszem czysto hipotetycznym.
Zapowiedź rosyjskiej presji energetycznej na Europę
Budzisz zapowiedział, że Federacja Rosyjska będzie dążyć do wywołania kryzysu energetycznego w Europie już tej jesieni i zimy, traktując sektor energetyczny jako piętę achillesową kontynentu i kluczowy czynnik bezpieczeństwa państw Europy Środkowej — wątek ten rozwinął szczegółowo w dalszej części rozmowy.
Nietrwałe zawieszenie broni i eskalacja ataków dronowych
Odnosząc się do trzydniowego, ograniczonego do Kijowa zawieszenia broni, Budzisz zrelacjonował rozmowy z przyjaciółmi w ukraińskiej stolicy, według których niektóre dzielnice miasta, zwłaszcza te z dużą koncentracją fabryk zbrojeniowych, zaczynają przypominać Warszawę z lat 1944–1945 pod względem skali zniszczeń. Rozejm nie obejmował Odessy ani północy Ukrainy, gdzie ataki trwały nieprzerwanie. Budzisz nie spodziewał się przedłużenia zawieszenia broni, oceniając, że Rosja — przekonana o bliskości zwycięstwa wobec słabnącej Ukrainy — będzie raczej zwiększać presję niż dawać wytchnienie przeciwnikowi.
Analityk wskazał na zmianę charakteru rosyjskich ataków: coraz częściej wykorzystywane są drony o napędzie turboodrzutowym (Geran-5), osiągające prędkość od 500 do 600 kilometrów na godzinę, znacznie trudniejsze do przechwycenia niż wcześniejsze generacje. W ciągu ostatniego miesiąca Rosja wystrzeliła 2500 takich dronów, wobec 1500 miesiąc wcześniej, co pokazuje wyraźną tendencję wzrostową. Zmieniła się też taktyka uderzeń — zamiast dużych grup dronów atakujących nocą, obecnie mniejsze grupy uderzają przez cały dzień, powodując, że w Kijowie poważne alarmy ogłaszane są kilkukrotnie dziennie, paraliżując funkcjonowanie urzędów i przedsiębiorstw. Budzisz podkreślił, że Putin nie musi sięgać po broń jądrową, taktyczną czy inną, ponieważ uważa dotychczasowe metody za skuteczne i prowadzące do zwycięstwa w niedalekiej perspektywie.
Analityk spodziewa się zaostrzenia rosyjskiego stanowiska negocjacyjnego — Putin wielokrotnie powtarzał, że porozumienie należało podpisać już w Stambule w 2022 roku, gdy warunki byłyby korzystniejsze dla Ukrainy, zanim okupowane obwody zostały formalnie inkorporowane do Federacji Rosyjskiej. Budzisz nie wykluczył też zaostrzenia presji na państwa europejskie — wymienił Polskę, Rumunię oraz państwa bałtyckie, przy czym w tym drugim przypadku nie chodzi o scenariusz inwazji lądowej, lecz o rosnące znaczenie portów, takich jak Kłajpeda na Litwie, jako ośrodków eksportu rosyjskiego zboża w warunkach zamknięcia Morza Czarnego — władze litewskie i łotewskie rozważają ograniczenie tego eksportu, na co Rosja może odpowiedzieć zwiększoną presją, tym bardziej że sama zmaga się z ograniczeniami eksportowymi we własnym sektorze rolniczym. Głównym celem rosyjskich działań asymetrycznych pozostają jednak, zdaniem Budzisza, Niemcy — w kontekście trwających i nadchodzących wyborów regionalnych (Saksonia-Anhalt, Meklemburgia-Pomorze Przednie, Berlin) oraz spodziewanego silnego wyniku AfD.
Finansowa dziura w budżecie Ukrainy i presja amerykańska poprzez śledztwa antykorupcyjne
Zychowicz zapytał, czy nadchodząca ciężka zima może zmusić Ukrainę do ustępstw, skoro dotąd Trumpowi nie udało się skłonić do kompromisu ani Rosji, ani Ukrainy. Budzisz wskazał na kilka wymiarów tej sytuacji. Po pierwsze, Ukrainie brakuje środków na kontynuowanie coraz bardziej zdominowanej przez systemy bezzałogowe wojny technologicznej — według szacunków obecnego ministra obrony Denysa Chmary, następcy zdymisjonowanego Mychajła Fedorowa, w budżecie państwa brakuje do końca roku 27 miliardów dolarów. Sytuację pogarsza fakt, że Zełenski nie dysponuje większością w Radzie Najwyższej — pakiet ustaw przedstawiony przez premiera (dotyczący między innymi zmian podatkowych i walki z korupcją, warunkujący pomoc unijną) nie uzyskał wymaganej większości, co miało doprowadzić prezydenta do furii i telefonicznych nacisków na deputowanych, w tym na Dawida Arachamiję, szefa frakcji Sługa Narodu — sam Arachamija ma jednak poważny problem, ponieważ Narodowe Biuro Antykorupcyjne Ukrainy (NABU) prowadzi dochodzenie w sprawie przekupstwa w parlamencie, obejmujące pięciu posłów; pobrano nawet próbki DNA od asystentów szefa frakcji w związku z odnalezionymi kopertami po przekazanych łapówkach.
Budzisz wymienił kolejne afery wstrząsające otoczeniem prezydenckim: wspomniał ponownie o Mindichgate, którego śledztwo w części dotyczącej samego Zełenskiego wciąż nie zostało zakończone, operację o kryptonimie „Forrest Gump”, operację „Temida”, która kosztowała dymisję i areszt zastępczyni szefa administracji prezydenckiej Iryny Mudrej (obecnie zwolnionej z aresztu), oraz najnowszą, określaną jako jeszcze bardziej bulwersująca, operację „Kartagina” — dotyczącą prokuratora generalnego Andrija Kostina (w transkrypcie: Krawczuka/Krawczenki), który miał stać na czele syndykatu fałszywych call center wyłudzających pieniądze od emerytów i jednocześnie legalizujących środki pochodzące z łapówek. Budzisz przypomniał w tym kontekście wcześniejsze publiczne wypowiedzi Fedorowa, mówiącego o dwudziestoprocentowej „narzucie” na ceny dostarczanego sprzętu i zaopatrzenia dla wojska — przy rocznych wydatkach rzędu kilkudziesięciu miliardów dolarów oznacza to, według analityka, ogromne kwoty wymagające prania.
Zdaniem Budzisza wysyp afer ma dwa możliwe, niewykluczające się wyjaśnienia: zwiększoną presję amerykańską (NABU i Specjalna Prokuratura Antykorupcyjna są w Kijowie postrzegane jako w znacznej mierze kontrolowane przez Amerykanów) oraz narastającą panikę w otoczeniu Zełenskiego. Wskazał, że były minister energetyki i sprawiedliwości Herman Hałuszczenko, kluczowa postać afery Mindichgate, miał zawrzeć ugodę z NABU i zacząć składać obciążające zeznania, co miało skłonić otoczenie prezydenckie do pospiesznego zorganizowania środków na jego kaucję w wysokości 150 milionów hrywien — właśnie ten wątek stał za działaniami Iryny Mudrej. Budzisz ocenił, że cały obóz władzy Zełenskiego traci sterowność, a poszczególne osoby są z niego „wyrywane” w tempie wskazującym na fazę degradacyjną, u której podłoża leży przekonanie, że wojny raczej nie da się wygrać, a ewentualne porozumienie pokojowe będzie bliższe warunkom rosyjskim niż ukraińskim — co uruchamia wśród części elit mechanizm gromadzenia zasobów finansowych na wypadek utraty władzy w nadchodzących wyborach prezydenckich i parlamentarnych.
Gorycz żołnierzy na froncie i ryzyko wewnętrznej destabilizacji
Zychowicz zwrócił uwagę na kontrast między chłodną analizą sytuacji a realiami frontowymi, pytając o odczucia żołnierzy walczących w okopach. Budzisz przywołał wpis ojca żołnierza, który zginął w ubiegłym tygodniu pod Charkowem po wejściu na minę — razem z nim ciężko ranni zostali trzej inni, dziewiętnasto- i dwudziestoletni ochotnicy. Ojciec, jeżdżący między kolejnymi pogrzebami (był już na trzech), napisał, jak trudno mu patrzeć na opublikowane przez NABU nagranie sejfów pełnych dolarów i pieniędzy pochodzących z korupcji, odnalezionych w Prokuraturze Generalnej — instytucji, która powinna stać na straży praworządności.
Budzisz ocenił, że taka gorycz może w przyszłości prowadzić do zbrojnych wystąpień, zwłaszcza biorąc pod uwagę, że według szacunków ukraińskiego MSW w rękach obywateli znajduje się około czterech milionów sztuk broni, nie licząc dronów, które łatwo przystosować do przenoszenia ładunków wybuchowych. Nie wykluczył scenariusza wewnętrznej destabilizacji, a w najdalej idącej interpretacji nawet wojny domowej — przywołał w tym kontekście strzelaninę w Kijowie na ulicy Szumskiego między funkcjonariuszami jednostki Alfa SBU (której wieloletnim dowódcą był obecny minister obrony Chmara) a żołnierzami jednostki Timur, podległej Głównemu Zarządowi Wywiadu (GUR), w wyniku której trzy osoby zostały ranne, w tym jedna ciężko.
Dlaczego Polska nie może się „odgrodzić” od problemów Ukrainy
Budzisz podkreślił, że spotyka się nawet ze strony osób uważanych przez niego za inteligentne z ironicznymi uwagami w rodzaju „i nadal chce pan unii polsko-ukraińskiej?”. Przestrzegł przed rosnącą w Polsce popularnością postawy izolacjonistycznej — przekonania, że problemy Ukrainy „nas nie obchodzą” i można się od tego upadającego państwa odgrodzić. Ocenił taką postawę jako groźną z punktu widzenia polskiego interesu narodowego, ponieważ Polska graniczy z Ukrainą i problemy tam narastające nieuchronnie do niej dotrą — porównał to do niemożności zatrzymania rosyjskich dywersantów przejeżdżających przez terytorium Polski w drodze do realizacji operacji zleconych przez FSB w innych krajach, jak Niemcy, co potwierdzają śledztwa polskie i niemieckie. Stabilizacja Ukrainy leży więc w polskim interesie nie tylko ze względu na hipotetyczną perspektywę udziału w jej odbudowie, ale przede wszystkim dlatego, że mniej wewnętrznych problemów w Ukrainie oznacza mniejszy wzrost przestępczości i mniejszy wpływ tamtejszego świata przestępczego na sytuację w Polsce.
Zychowicz zauważył, że po zakończeniu wojny wielu zdemobilizowanych żołnierzy przyjedzie do Polski do swoich rodzin, co może wiązać się z ryzykiem wzrostu przemocy domowej i przestępczości — Budzisz odpowiedział wprost, że ani polska policja, ani służby nie są na to przygotowane, podobnie jak nie są przygotowane na wzrost przestępczości związanej z emigracją z Gruzji czy krajów kaukaskich, takich jak Dagestan, z uwagi na trudności z infiltracją tych hermetycznych środowisk. Przypomniał przy tym o niemieckim śledztwie w sprawie drona z głowicą bojową na lotnisku w Lipsku, w którym jednym z podejrzanych ma być obywatel Białorusi z kryminalną przeszłością, który przejechał przez Polskę — wskazał to jako przykład typowego dla FSB modus operandi polegającego na werbowaniu jednorazowych agentów spośród osób społecznie zmarginalizowanych. Zdaniem Budzisza masowy napływ zdemobilizowanych, wyszkolonych w zabijaniu i przez lata walczących żołnierzy stworzy rosyjskim służbom znacznie większe pole do rekrutacji niż dotychczas, niezależnie od indywidualnych intencji przyjeżdżających — a doświadczenie państw wychodzących z wojen pokazuje, że towarzyszy temu zazwyczaj wzrost alkoholizmu i przestępczości.
Styl Witkoffa wobec Putina
Odpowiadając na pytanie o styl, w jakim Witkoff prowadzi rozmowy z Putinem — w tym o nagranie, na którym amerykański wysłannik miał mówić rosyjskiemu prezydentowi, że będzie go wspominał we wspomnieniach jako głównego powodu satysfakcji ze swojego życia — Budzisz ocenił, że taki styl mu się nie podoba, ale nie jest to jego problem. Porównał podejście do meczu piłkarskiego: można chcieć ładnie grać i przegrać albo grać brzydko i wygrać — jego samego interesuje wygrana, a nie estetyka procesu. Zastrzegł jednocześnie, że nie ma pewności, czy tego rodzaju uległa postawa faktycznie przynosi zakładane efekty — ocenił Putina jako chłodnego i bezwzględnego gracza, którego przechytrzenie za pomocą pochlebstw uważa za naiwność, choć jednocześnie nazwał rosyjskiego prezydenta zbrodniarzem zasługującym w idealnym świecie na najsurowszą karę.
Rosyjska strategia destabilizacji europejskiego rynku energetycznego
W drugiej części rozmowy Budzisz szczegółowo omówił rosyjską strategię wywołania kryzysu energetycznego w Europie. Ocenił, że Rosja, dążąc do zakończenia wojny na własnych warunkach, uznaje brak środków finansowych za słaby punkt Ukrainy i chce wywrzeć presję na europejskich donatorów, by ci mieli mniej pieniędzy, mniej chęci i mniej technicznych możliwości wspierania Kijowa. Przywołał raport przygotowywany przez Instytut Sobieskiego i fundację Polska z Natury, który ma zostać opublikowany pod koniec miesiąca — jego autorzy stawiają tezę o istnieniu trudnego do przezwyciężenia „trójkąta” wzajemnych relacji w polityce energetycznej: bezpieczeństwa, dostępności (w tym ceny) energii oraz polityki klimatycznej, co wymaga nowego modelu myślenia państwa i wyborców o tej dziedzinie.
Budzisz przedstawił mechanizm, w jaki rosyjska taktyka wykorzystuje obecną sytuację na rynkach surowcowych: przedłużająca się wojna Stanów Zjednoczonych z Iranem, w tym zatopienie przez Amerykanów jednego z tankowców płynących w stronę wyspy Charg kluczowej dla irańskiego eksportu ropy, oraz utrzymująca się blokada Cieśniny Ormuz, skutkują niestabilnością cen surowców energetycznych, zwłaszcza gazu skroplonego. W efekcie tegoroczne letnie zakupy gazu przez europejskich traderów, normalnie tańsze i pozwalające budować rezerwy na sezon jesienno-zimowy, były mniej intensywne, ponieważ odbiorcy azjatyccy skuteczniej licytowali ceny u dostawców z Zatoki Perskiej. Zasoby magazynowe gazu w Niemczech są dziś najniższe od wybuchu wojny.
Do tego dochodzi, jak zaznaczył Budzisz, systematyczne niszczenie przez Rosję ukraińskiej infrastruktury energetycznej — nie tylko elektrowni i stacji transformatorowych, ale, jak mówił niedawno zastępca szefa wywiadu Ukrainy Wadym Skibicki, także celowe ścinanie słupów wysokiego napięcia za pomocą nowych typów dronów, co ma uniemożliwić Ukrainie ratowanie się poprzez zwiększony import prądu przez międzypaństwowe interkonektory, jak działo się to w poprzednich zimach. Budzisz przywołał też przykład ataku w Niemczech w minionym tygodniu, gdzie proste urządzenia przypominające sylwestrowe fajerwerki posłużyły do zarzucenia miedzianych drutów na linie przesyłowe najwyższych napięć, wywołując przepięcia i automatyczne wyłączenia bloków energetycznych — proces przywracania dostaw po takiej awarii trwa zwykle kilkanaście godzin.
Konsekwencją tej niestabilności są gwałtowne wahania cen na rynku energii, utrudniające zawieranie nowych kontraktów oraz planowanie biznesowe. Budzisz przywołał niemiecki przemysł motoryzacyjny — ogłoszoną w minionym tygodniu redukcję 50 tysięcy miejsc pracy i wygaszenie czterech zakładów Volkswagena — oraz badania wśród średnich niemieckich przedsiębiorstw, z których ponad 70 procent rozważa relokację poza Niemcy ze względu na zbyt wysokie ceny energii. Jako przykład rosnącej wrażliwości systemu energetycznego na zmiany klimatyczne wskazał inwestycję Google w centrum danych pod Linzem w Austrii — po pełnym uruchomieniu obiekt ten skonsumuje 4,4 terawatogodziny energii rocznie, czyli więcej niż całe dwumilionowe Wiedeń (3,2–3,4 terawatogodziny), co odpowiada 7 procentom zdolności produkcyjnych austriackiego systemu energetycznego. Google wybrał Austrię ze względu na 90-procentowy udział „zielonej” energii, opartej głównie na generacji wodnej — ta jednak jest wrażliwa na susze, takie jak niski poziom wody w Dunaju, który Budzisz obserwował osobiście podczas pobytu w Budapeszcie, gdzie wyłaniały się wraki statków z czasów II wojny światowej.
Budzisz ocenił, że Rosja liczy na to, iż destabilizacja rynku energetycznego wzmocni presję polityczną na rządy europejskie, by dążyły do szybkiego zakończenia wojny, a równolegle może posłużyć do wznowienia współpracy gospodarczej między Rosją a Niemcami — przywołał wypowiedź Putina podczas szczytu Inicjatywy Pasa i Szlaku w Biszkeku, w której rosyjski prezydent stwierdził, że Rosja nie odrzuca perspektywy takiej współpracy, choć warunkiem miałaby być wymiana obecnych niemieckich elit rządzących, niezainteresowanych, jego zdaniem, tanimi rosyjskimi surowcami. Budzisz ocenił to jako element polityki „marchewki”, mogący też wpłynąć na sytuację na Bałtyku — gdyby Niemcy istotnie chciały wznowić import rosyjskiego gazu skroplonego, musiałyby zabiegać o ograniczenie ukraińskich ataków na porty w obwodzie leningradzkim i w Ust-Łudze oraz o odejście od pomysłów zatrzymywania tankowców rosyjskiej „floty cienia” na Bałtyku.
Analityk zaznaczył, że pogłębiający się w Niemczech kryzys polityczny — po spodziewanej porażce w wyborach w Saksonii-Anhalt rząd kanclerza Friedricha Merza stanie się, jego zdaniem, rządem typu „lame duck” — czyni ten kraj bardziej podatnym na rosyjską presję. Podsumowując, ocenił, że suma tych czynników ma prowadzić zarówno do wzrostu nacisku sojuszników na władze w Kijowie, jak i do bezpośrednich ograniczeń zdolności Ukrainy do importu energii elektrycznej — zaznaczył przy tym, że infrastruktura przesyłowa, w tym interkonektory międzypaństwowe przebiegające również przez terytorium Polski i Słowacji, może stać się celem podobnych ataków sabotażowych.
Budzisz zaapelował o odejście od tradycyjnego, zideologizowanego sporu politycznego (PiS kontra anty-PiS, spory o wartości europejskie czy aborcję) na rzecz polityki bardziej technokratycznej, opartej na pragmatycznych rozwiązaniach w obszarze bezpieczeństwa energetycznego — od tego, jego zdaniem, zależeć będzie wynik przyszłej rywalizacji geostrategicznej, obserwowanej już dziś na przykładzie Ukrainy i Niemiec.
Ryzyko presji migracyjnej na polskiej granicy
Na zakończenie Budzisz przestrzegł przed scenariuszem dramatycznego kryzysu humanitarnego na Ukrainie tej zimy — w przeciwieństwie do poprzednich sezonów grzewczych, gdy zachodnia Ukraina pełniła rolę względnego sanktuarium, obecnie Rosja dysponuje już dronami dalekiego zasięgu o napędzie odrzutowym zdolnymi razić cele również w zachodniej części kraju. Przypomniał, że już zeszłej zimy z Kijowa wyjechała jedna trzecia mieszkańców, i ocenił, że w razie powtórzenia się lub pogłębienia takiego kryzysu może ponownie pojawić się presja migracyjna na polskiej granicy — zaznaczył jednak, że nastroje społeczne w Polsce są dziś zupełnie inne niż w 2022 roku, co może uczynić taki scenariusz trudnym doświadczeniem zarówno dla uchodźców, jak i dla samego państwa polskiego. Ocenił, że tych zagrożeń nie da się rozwiązać hasłem „odgrodzimy się” i powinny one już teraz być przedmiotem spokojnej, ale poważnej analizy. Zaznaczył na koniec, że Rosja jest przekonana o realizacji swoich celów wojennych niezależnie od tego, ile będzie to kosztować — otwartym pytaniem pozostaje jedynie, jaką cenę ostatecznie zapłaci Ukraina.
Materiał opublikowany w ramach kanału Historia Realna na YouTube (773 tys. subskrybentów). Rozmowę przeprowadził Piotr Zychowicz z Markiem Budziszem (Strategy&Future), premiera odcinka miała miejsce 7 września 2026 roku.










