Czy Rosja może otworzyć nowy front w Naddniestrzu? Kamil Całus o mołdawskim parapaństwie zależnym od gazu i szeryfa
Piotr Pogorzelski rozmawiał z Kamilem Całusem z Ośrodka Studiów Wschodnich o sytuacji Naddniestrza — separatystycznego regionu Mołdawii — w kontekście wojny rosyjsko-ukraińskiej, jego zależności gospodarczej od Rosji, roli lokalnego holdingu Szeryf oraz szans na reintegrację z Mołdawią.
Geneza „niepodległości” Naddniestrza
Całus wyjaśnił, że obchodzone 2 września święto 36-lecia niepodległości Naddniestrza w istocie upamiętnia moment ogłoszenia w 1990 roku niezależności od Mołdawskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej w ramach Związku Radzieckiego, a nie faktycznej suwerenności państwowej. Zaznaczył, że naddniestrzańscy politycy, w tym pierwszy tak zwany prezydent Igor Smirnow, chętnie podkreślali, że Naddniestrze nigdy nie opuściło Związku Radzieckiego — to Związek Radziecki opuścił Naddniestrze. Faktyczną, choć wciąż nieuznawaną niepodległość regionu utrwaliła dopiero wojna naddniestrzańska z 1992 roku, w której Rosja wsparła lokalnych separatystów za pomocą stacjonującej tam XIV Armii, pomagając odeprzeć siły mołdawskie próbujące przywrócić konstytucyjny porządek.
Gospodarcza zapaść Naddniestrza po wybuchu pełnoskalowej wojny
Całus ocenił, że Naddniestrze, obok samej Ukrainy, jest jedną z większych ofiar rosyjskiej decyzji o inwazji. W ciągu trzech lat od 2023 roku PKB regionu spadło, według oficjalnych danych naddniestrzańskich, o 25 procent, podobnie jak produkcja przemysłowa, a eksport zanotował jeszcze głębszy spadek. Ekspert wskazał, że warunki życia w Naddniestrzu, wcześniej porównywalne lub nawet lepsze niż w Mołdawii właściwej — z wyższymi pensjami i emeryturami — pogorszyły się na tyle, że średnia pensja w regionie jest obecnie dwukrotnie niższa niż na prawym brzegu Dniestru. Skutkiem tego jest bezprecedensowa migracja zarobkowa z Naddniestrza do Mołdawii — liczba osób zarejestrowanych w mołdawskim ZUS jako pracujące na lewym brzegu wzrosła z około 6–7 tysięcy w 2023 roku do 23 tysięcy obecnie, co odpowiada około 15 procentom całej naddniestrzańskiej siły roboczej.
Zamknięcie granicy ukraińskiej i utrata korupcyjnego kanału handlowego
Całus wyjaśnił, że jedną z głównych przyczyn zapaści gospodarczej było zamknięcie przez Ukrainę granicy z Mołdawią na odcinku naddniestrzańskim, poza wyjątkami humanitarnymi. Wcześniej Naddniestrze przepuszczało przez terytorium Ukrainy znaczną część swojego handlu — zarówno dlatego, że Ukraina była ważnym partnerem handlowym, jak i dlatego, że stanowiła najprostszą drogę do Rosji. Ekspert opisał funkcjonujący wcześniej mechanizm nadużyć, w ramach którego towary formalnie tranzytowane przez Ukrainę do Mołdawii w rzeczywistości trafiały do Naddniestrza z pominięciem ceł — proceder ten, jak zaznaczył, wynikał w dużej mierze z korupcji po stronie ukraińskiej, szczególnie w obwodzie odeskim, oraz z braku zainteresowania Ukrainy udostępnianiem Mołdawii pełnych danych celnych czy dopuszczeniem mołdawskich celników na własne posterunki.
Po zamknięciu granicy cały handel Naddniestrza musiał zacząć przechodzić przez terytorium Mołdawii właściwej, co po raz pierwszy umożliwiło Kiszyniowowi kontrolę nad przepływem towarów i — od początku 2024 roku — objęcie ich mołdawskimi cłami, likwidując nieuczciwą przewagę konkurencyjną firm naddniestrzańskich.
Koniec darmowego rosyjskiego gazu
Kluczowym ciosem dla gospodarki regionu było, według Całusa, zaprzestanie przez Ukrainę tranzytu rosyjskiego gazu od 1 stycznia 2025 roku, po wygaśnięciu kontraktu z Gazpromem. Naddniestrze przez dekady otrzymywało bezpłatnie około 6 milionów metrów sześciennych gazu dziennie — więcej niż zużywała cała Mołdawia właściwa (2 miliony metrów sześciennych). Gaz ten napędzał rozbudowany przemysł regionu oraz elektrownię Cuciurgan, która produkowała tanią energię elektryczną, sprzedając do 80 procent zapotrzebowania Mołdawii właściwej za realną gotówkę. Całus podkreślił, że dzięki tej sytuacji Naddniestrze funkcjonowało w dwóch światach jednocześnie — korzystało z darmowego rosyjskiego gazu jako formy politycznego wsparcia Moskwy oraz z preferencyjnego dostępu do rynku unijnego, jaki wynegocjowała dla siebie Mołdawia, co generowało gigantyczne zyski, a mieszkańcy Naddniestrza płacili nawet dziesięciokrotnie mniej za energię i gaz niż mieszkańcy Mołdawii właściwej.
Po miesięcznej przerwie w dostawach na początku 2025 roku, gdy gaz przestał całkowicie płynąć przez terytorium Ukrainy, wypracowano mechanizm pośredni — gaz kupowany jest obecnie na wolnym rynku przez węgierską spółkę MET za pieniądze od firm z Dubaju powiązanych z Rosją, a następnie przekazywany przez Mołdawię do Naddniestrza. Całus zaznaczył, że region przetrwał tę pierwszą, całkowitą przerwę w dostawach dzięki wyjątkowo łagodnej zimie — mieszkańcy nie odczuli dotkliwie braku ogrzewania, a elektrownia Cuciurgan wytwarzała wówczas prąd z zapasów antracytu sprowadzonego wcześniej z Donbasu, zgromadzonych na pobliskiej hałdzie. Obecny mechanizm dostarcza jednak o 40–50 procent mniej gazu niż region potrzebuje, jest droższy, a Rosja coraz wyraźniej sygnalizuje, że dotychczasowy bezpłatny mechanizm musi się skończyć. W efekcie deficyt budżetowy Naddniestrza sięga obecnie 40 procent rok do roku.
Holding Szeryf jako faktyczny właściciel regionu
Całus wyjaśnił, że mimo trudnej sytuacji gospodarczej regionu, znaczne bogactwo jest widoczne, lecz skoncentrowane w rękach holdingu Szeryf — korporacji założonej przez byłych milicjantów z Wiktorem Guszanem na czele, która od około dekady faktycznie rządzi Naddniestrzem. Jako przykład ekspert wskazał ogromny kompleks sportowy FC Szeryf Tyraspol między Benderami a Tyraspolem, nieproporcjonalnie wielki w stosunku do liczącego około 300 tysięcy mieszkańców regionu, a także kiczowatą siedzibę firmy w centrum Tyraspola. Znaczna część zysków Szeryfa jest transferowana poza Naddniestrze — Guszan mieszka w Niemczech i prowadzi legalne biznesy zarejestrowane na terenie Unii Europejskiej.
Całus ocenił, że wobec zapaści dotychczasowego modelu ekonomicznego opartego na darmowym gazie, głównym źródłem finansowania utrzymującego Naddniestrze przy życiu jest obecnie sam Guszan, zmuszony przez Moskwę do „spłacania długu” za dekady czerpania korzyści z rosyjskiego wsparcia — co określił jako typowy mechanizm rosyjskiej polityki wobec oligarchów.
Integracja handlowa z Unią Europejską mimo politycznej zależności od Rosji
Ekspert ocenił, że pod względem handlowym Naddniestrze jest obecnie niemal w pełni zintegrowane z Unią Europejską, a jedynym istotnym elementem wiążącym region gospodarczo z Rosją pozostaje gaz. Mołdawia właściwa stanowi około 30 procent całego handlu zagranicznego Naddniestrza i jest jego głównym partnerem handlowym. Coraz więcej mieszkańców regionu — pracowników, studentów, a ostatnio także emerytów — przenosi się na prawy brzeg Dniestru, częściowo także z obawy przed rozlaniem się konfliktu rosyjsko-ukraińskiego na ich terytorium. Całus przywołał sondaż think tanku Watchdog, według którego około 30 procent Naddniestrzan uznaje Rosję za jedno z kluczowych zagrożeń dla ich bezpieczeństwa — nie jako bezpośredniego agresora, lecz jako źródło obecnej sytuacji. Ten sam sondaż wskazuje, że 52–53 procent mieszkańców regionu opowiada się już za zjednoczeniem z Mołdawią właściwą, co ekspert odczytał jako efekt zmęczenia przeciągającym się stanem zawieszenia i braku perspektyw, zwłaszcza dla młodych ludzi.
Dlaczego Mołdawia nie spieszy się z reintegracją
Całus ocenił pytanie o gotowość samych Mołdawian do przyjęcia Naddniestrza za kluczowe i rzadko zadawane. Wskazał, że mołdawska klasa polityczna przez ponad trzy dekady nie przygotowywała społeczeństwa na ewentualne zjednoczenie, w efekcie czego przeciętny Mołdawianin nie czuje silnego związku z mieszkańcami Naddniestrza, traktując ich raczej jako sąsiadów zza rzeki niż rodaków. Dodatkowo w społeczeństwie mołdawskim panuje przekonanie, że Naddniestrzanie przez lata korzystali z rosyjskich subsydiów — niższych taryf energetycznych, braku VAT-u, wyższych emerytur — nie ponosząc przy tym kosztów, co rodzi napięcia, np. wobec naddniestrzańskich studentów korzystających z budżetowych miejsc na mołdawskich uczelniach.
Ekspert wskazał na kilka konkretnych obaw utrudniających proces reintegracji: kwestię praw wyborczych mieszkańców Naddniestrza (posiadających już obywatelstwo mołdawskie w liczbie około 320 tysięcy osób — czyli praktycznie wszystkich mieszkańców regionu — z czego około 220 tysięcy ma równolegle obywatelstwo rosyjskie, a około 200 tysięcy ukraińskie, przy czym te grupy się częściowo pokrywają), potencjalną zmianę układu politycznego po włączeniu do elektoratu dużej, potencjalnie prorosyjskiej grupy wyborców, a także ryzyko tzw. naddniestrzanizacji Mołdawii — obawę, że przyłączenie regionu z jego skorumpowanymi strukturami i rosyjską infiltracją mogłoby cofnąć mołdawski proces reform antykorupcyjnych o dekady. Omawiając rozważany w mołdawskich kręgach eksperckich pomysł czasowego odebrania praw wyborczych mieszkańcom Naddniestrza po ewentualnym zjednoczeniu — co byłoby niezgodne z konstytucją i standardami europejskimi — Całus przywołał precedens Gagauzji, tureckojęzycznego, prorosyjskiego regionu na południu Mołdawii, które również funkcjonowało jako parapaństwo w latach 1990–1994 i przechodziło podobny okres przejściowy właśnie z obawy przed tym, jak jego mieszkańcy zagłosują w pierwszych wyborach po reintegracji. Całus zwrócił uwagę, że z tych powodów rządząca w Mołdawii proeuropejska partia PAS nie spieszy się z rozwiązywaniem kwestii naddniestrzańskiej, licząc raczej na przejęcie tego procesu przez aktora zewnętrznego, najchętniej Unię Europejską.
Charakter rosyjskiej kontroli nad regionem
Całus określił Naddniestrze jako rosyjski protektorat polityczny — Rosja broni jego niezależności na arenie międzynarodowej, powołując się na ochronę rosyjskojęzycznej ludności, stosując retorykę analogiczną do tej używanej wobec Ukrainy, państw bałtyckich czy Azji Centralnej. Wyjaśniając, dlaczego Rosja w ogóle utrzymuje ten kosztowny, deficytowy region, ekspert porównał ten mechanizm do sytuacji z czasów zimnej wojny — inwestycji w Berlin Zachodni czy całe Niemcy Wschodnie, gdzie finansowe koszty nie miały się nigdy zwrócić, a chodziło wyłącznie o utrzymanie przewagi propagandowej lub militarnej w najbardziej wysuniętych przyczółkach.
Opisał stacjonujący w regionie od 1992 roku kontyngent wojsk rosyjskich, liczący około 1500 żołnierzy, z czego jedynie 50–200 to Rosjanie z Rosji (głównie kadra oficerska) — resztę stanowią miejscowi mieszkańcy Naddniestrza posiadający rosyjskie paszporty, dla których służba w tym kontyngencie jest atrakcyjną, dobrze płatną i bezpieczną alternatywą wobec służby w armii naddniestrzańskiej.
Ekspert wyjaśnił, że rosyjska kontrola nad regionem koncentruje się na strukturach siłowych — miejscowe MSW i odpowiednik KGB są podporządkowane Moskwie, podobnie jak stanowisko tak zwanego ministra spraw zagranicznych Witalija Ignatiewa, będącego rosyjskim nominatem. Natomiast cała pozostała administracja, łącznie z prezydentem, parlamentem i premierem, wywodzi się ze struktur holdingu Szeryf, co prowadzący Piotr Pogorzelski żartobliwie określił jako „sen libertarianina” — korporację, która posiada państwo. Całus rozwinął tę myśl, nazywając Naddniestrze rodzajem rosyjskiego protektoratu feudalnego, w którym — nietypowo — to peryferie w pewnym sensie eksploatują centrum, a nie odwrotnie, jak w klasycznych relacjach kolonialnych, generując dla Moskwy koszty utrzymania podobne do wysuniętej bazy wojskowej.
Logistyka i realna wartość bojowa rosyjskiego kontyngentu
Całus podkreślił, że rotacja żołnierzy rosyjskiego kontyngentu w Naddniestrzu faktycznie nie zachodzi od 2014 roku, odkąd Mołdawia, korzystając z precedensu ukraińskiego, przestała wpuszczać rotujących żołnierzy przez swoje terytorium, a Ukraina zaprzestała przepuszczania konwojów wojskowych. Przywołał przy tym incydent z ambasadorem nieuznawanej Osetii Południowej, wcześniej deportowanym z Mołdawii, który mimo to ponownie pojawił się na uroczystościach w Naddniestrzu, co wskazuje na możliwe luki w szczelności granicy. Ekspert ocenił jednak, że kontyngent rosyjski nie ma realnej wartości bojowej — korzysta z przeterminowanej amunicji ze składów z czasów zimnej wojny, a jego stan techniczny i zaopatrzeniowy jest, jego zdaniem, tragiczny, przez co nie stanowi wyzwania nawet dla stosunkowo słabej armii mołdawskiej.
Obawy Mołdawii przed eskalacją
Całus ocenił, że Mołdawianie nie obawiają się bezpośrednio rosyjskiej armii w Naddniestrzu, lecz raczej rozlania się konfliktu na ich terytorium — na przykład w wyniku poważnego incydentu wokół rosyjskiego kontyngentu, co mogłoby sprowokować rosyjski odwet, nawet w postaci symbolicznego ataku na Kijów. Przywołał anegdotę krążącą wśród mołdawskich rozmówców na początku wojny, według której Mołdawia nie boi się wojny, ponieważ w razie ataku po prostu by się poddała — zaznaczając jednak, że po doświadczeniach takich jak zbrodnie w Buczy Mołdawianie zdają sobie dziś sprawę, że nawet bierność nie gwarantuje bezpieczeństwa.
Wzmocnienie mołdawskiej armii
Ekspert ocenił, że zdolności obronne Mołdawii znacząco wzrosły od 2022 roku, choć wyjściowy poziom był, jego zdaniem, dramatycznie niski — budżet armii wynosił wówczas jedynie około 20 milionów dolarów, a siły zbrojne dysponowały głównie artylerią i pododdziałami zmotoryzowanymi, bez czołgów czy lotnictwa. Inspirowani przykładem ukraińskiego oporu, Mołdawianie zaczęli unowocześniać swoją armię przy wsparciu Unii Europejskiej (budżet wsparcia sięgający około 120 milionów euro, obejmujący coraz częściej także broń ręczną, nie tylko sprzęt nieśmiercionośny) oraz sojuszników — Niemcy dostarczyły transportery opancerzone Piranha, Polska przekazała samoloty z bronią ręczną, amunicją i kamizelkami, a Stany Zjednoczone — pojazdy terenowe Humvee. Efekty tej modernizacji były, jego zdaniem, widoczne podczas dużej defilady wojskowej zorganizowanej z okazji Dnia Niepodległości Mołdawii 27 sierpnia.
Rosyjskie prowokacje dronowe
Całus potwierdził, że rosyjskie drony regularnie przelatują nad terytorium Mołdawii od początku wojny, a Rosja świadomie ignoruje suwerenność mołdawskiej przestrzeni powietrznej, wiedząc, że kraj ten — w przeciwieństwie do państw członkowskich NATO, takich jak Polska — nie jest w stanie skutecznie na to reagować. Zaznaczył, że dopiero od dwóch lat Mołdawia dysponuje radarami pozwalającymi śledzić takie incydenty, a zdolność do zestrzeliwania dronów wciąż jest w budowie. Ocenił, że tego typu prowokacje służą Rosji do podsycania nastrojów strachu wykorzystywanych następnie przez siły prorosyjskie w Mołdawii, przedstawiające rządzącą, prozachodnią koalicję jako podmiot wciągający kraj w konflikt z Rosją. Komentując ten mechanizm, Całus posłużył się żartobliwą metaforą, porównując sposób, w jaki prorosyjskie siły w Mołdawii przedstawiają Rosję opinii publicznej, do niekontrolowanego małżonka-alkoholika — z jednej strony bliskiego i lubianego, z drugiej strony wymagającego daleko posuniętej ostrożności, by nie sprowokować go do przemocy.
Materiał opracowali i przedstawili Piotr Pogorzelski oraz Kamil Całus z Ośrodka Studiów Wschodnich w podcaście „Czy Rosja może otworzyć nowy front?” z cyklu „Po prostu Wschód” na kanale YouTube Polskiego Radia (270 tys. subskrybentów), opublikowanym 5 września 2026 roku.




