Donbas czarną dziurą dla Rosjan? Dr Marek Kozubel o sytuacji strategicznej, awansach Bileckiego i Prokopenki oraz mołdawskim tranzycie

Dr Marek Kozubel w rozmowie z Pawłem Jeżowskim na kanale KREMLINKA SHOW przeanalizował sytuację strategiczną na froncie rosyjsko-ukraińskim, awanse generałów Andrija Bileckiego i Denysa Prokopenki, mocne słowa separatystycznego działacza Pawła Gubariewa o rosyjskiej mobilizacji oraz ograniczone możliwości mołdawskiego tranzytu jako alternatywy dla zablokowanego eksportu przez Morze Czarne.

Dwie mapy, ta sama linia frontu

Kozubel rozpoczął od zestawienia mapy frontu z lutego 2024 roku z mapą z 30 sierpnia 2026 roku, argumentując, że mimo 2,5 roku walk ogólny zarys terytorium kontrolowanego przez obie strony zmienił się nieznacznie — a przez pewien czas Rosja utraciła nawet fragment własnego terytorium w wyniku ukraińskiego wtargnięcia do obwodu kurskiego. Ocenił to jako dowód, że Rosja nie zrealizowała swojego podstawowego celu, czyli podboju całego Donbasu, mimo utrzymywania inicjatywy strategicznej przez większość tego okresu.

Straty ludzkie: rosnąca dysproporcja na niekorzyść Rosji

Kozubel przywołał dane brytyjskiego wywiadu wojskowego (Defence Intelligence), według których do 24 lutego 2024 roku Rosja straciła 350 tysięcy zabitych i rannych, co pokrywa się z ówczesnym szacunkiem ukraińskiego Sztabu Generalnego (385 230 wyłączonych z walki). Zaznaczył jednak, że w kolejnym okresie — od lutego 2024 do 30 sierpnia 2026 — ukraiński Sztab Generalny podaje już łączne straty rosyjskie na poziomie 1 102 970 osób, czyli około trzy razy wyższe tempo strat niż w pierwszych dwóch latach wojny.

Przywołał też artykuł „The Guardian”, według którego w lipcu 2026 roku rosyjskie uzupełnienia wyniosły 30 tysięcy żołnierzy przy stratach wyższych o 6 tysięcy, oraz — jako uzupełnienie, które „nie przebiło się” do polskich mediów — wypowiedź ukraińskiego pułkownika Pawła Palisy z zamkniętego briefingu dla dziennikarzy, według której straty rosyjskie w lipcu (zabici i trwale okaleczeni) wyniosły 43 tysiące, przy 37 tysiącach uzupełnień — również różnica około 6 tysięcy na niekorzyść Rosji. Kozubel zwrócił uwagę na możliwe wyjaśnienie rozbieżności między obiema liczbami uzupełnień (30 a 37 tysięcy) — prawdopodobnie różne metodologie liczenia kontraktowych i rezerwistów wysyłanych bezpośrednio z rosyjskiej, stopniowo „wydrenowanej” armii rezerwowej, wcześniej spekulowanej jako potencjalne zaplecze do otwarcia nowego frontu na Czernihów lub Kijów.

Kozubel przywołał też szacunek Tarasa Czmuta, prezesa fundacji Come Back Alive, według którego pożądany dla Ukrainy stosunek strat wynosił pod koniec dowodzenia generała Załużnego 4 do 1 na korzyść Ukrainy, podczas gdy obecnie niektóre szacunki mówią już o stosunku 8 do 1, a lokalnie, jak w Kupiańsku, nawet kilkanaście do jednego.

Straty sprzętowe: czołgi kontra lotnictwo

Kozubel przedstawił szczegółowe dane o stratach sprzętowych: od lutego 2024 roku przypada 49% wszystkich rosyjskich strat czołgów (co oznacza, że pierwsze dwa lata inwazji były pod tym względem cięższe), 53% strat wozów opancerzonych, 81% strat artylerii, 58% strat systemów obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej oraz aż 91% strat nieopancerzonych samochodów, ciężarówek i cystern. Zwrócił uwagę na odwrotną tendencję w lotnictwie — na omawiany okres przypada zaledwie 1,4% zadeklarowanych strat w samolotach i 8,5% w śmigłowcach, co wskazuje na utrzymującą się przewagę Rosji w tym obszarze.

Awanse Bileckiego i Prokopenki: ocena pozytywna

Zapytany przez Jeżowskiego o nominacje generałów Andrija Bileckiego i Denysa Prokopenki na dowódców większych zgrupowań operacyjnych odpowiedzialnych za obronę Donbasu, Kozubel ocenił tę decyzję pozytywnie. Wskazał, że obaj wykazali się nie tylko skutecznością bojową (zdolność do obrony i odzyskiwania terenu), ale też umiejętnościami sztabowymi i organizacyjnymi — obaj potrafili zaprowadzić porządek w jednostkach, którymi pierwotnie nie dowodzili, awansując od dowodzenia batalionem/pułkiem (Bilecki w III Brygadzie Szturmowej „Azow”, Prokopenko w Gwardii Narodowej) do dowodzenia całymi korpusami. Zastrzegł, że wciąż nie wiadomo dokładnie, jak zostanie podzielony front między nich (np. kwestia Konstantyniwki), oraz podkreślił, że nadanie im dowództwa nad wieloma korpusami nie oznacza przekształcenia ich w „prywatną armię” — podlegli im żołnierze nie staną się automatycznie „azowcami”. Wspomniał też o generale Nikolju, wywodzącym się z wojsk lądowych, skutecznym w obronie Czernihowa w 2022 roku oraz w rejonie Pokrowska w kolejnych latach.

Bilans sił: gdzie przewagę ma Ukraina, gdzie Rosja

Kozubel podsumował rozkład przewag: Rosja ma przewagę liczebną i w dostępie do uzupełnień, ale Ukraina przewyższa ją w efektywności zadawania strat. W artylerii Rosja ma przewagę liczebną, lecz niższą efektywność. W dronach, rozpoznaniu i walce radioelektronicznej Ukraina ma umiarkowaną przewagę. W atakach dalekiego zasięgu Rosja przewyższa Ukrainę liczbą rakiet balistycznych, ale Ukraina przoduje w atakach dronowych typu „deep strike”. Zaznaczył, że nowy minister obrony Ukrainy Jewhen Chmara podkreślił zwiększoną skuteczność zestrzeliwania rosyjskich dronów z napędem odrzutowym (typu Geran/Shahed), potwierdzoną nawet przez krytycznie nastawionych ukraińskich milblogerów (np. Mirosznikowa) — Ukraina dysponuje już czterema typami systemów przechwytujących te cele.

Głównym słabym punktem Ukrainy pozostają rakiety balistyczne (Oniks, Iskander-M), do których zwalczania potrzebne są efektory typu PAC-3 do systemów Patriot — Rosja może wyprodukować do 1300 rakiet balistycznych w tym roku, a Europa ma ograniczone możliwości uzupełnienia zapasów przechwytujących (dodatkowe PAC-3 od USA, nowe rakiety francuskiego SAMP/T, niepewny terminowo szwedzki projekt Freja). Jeżowski dodał, że Ukraina dysponuje ograniczoną liczbą rakiet balistycznych ATACMS, wykorzystywanych głównie do uderzeń na rosyjskie zaplecze — jak niedawny atak na Biełgorod, w którym trafiono elektrociepłownię.

Niesymetryczna kampania: ataki na centra handlowe

Kozubel i Jeżowski polemizowali z tezą francuskiego analityka OSINT Clémenta Molina, według którego ukraińska kampania uderzeń na rosyjskie centra e-commerce (Wildberries, Ozon) była błędem, bo sprowokowała symetryczną odpowiedź Rosji. Obaj rozmówcy zakwestionowali tę symetrię: Rosja niszczy praktycznie każdy zidentyfikowany magazyn niezależnie od jego faktycznego związku z wojskiem (od 2022 roku, z przykładami jak centrum handlowe w Krzemieńczuku czy skład amunicji w Myłem pod Buczą), podczas gdy Ukraina celuje wybiórczo w centra e-commerce, które mogą się rozszerzyć w przyszłości na sieci spożywcze typu Magnit czy Lenta. Jeżowski zwrócił uwagę, że paradoksalnie to Rosja jest w gorszej sytuacji, bo jej sieci spożywcze są znacznie większe niż rozproszone ukraińskie, więc potencjalne straty byłyby dla niej dotkliwsze.

Gubariew: mobilizacja jako zagrożenie dla stabilności Rosji

Kozubel omówił wywiad separatystycznego działacza Pawła Gubariewa (związanego niegdyś z Igorem Girkinem) dla dziennikarza Pawła Iwanowa. Gubariew potwierdził, że mobilizacja jest rosyjskiej armii pilnie potrzebna, głównie z powodu ogromnych strat w Donbasie, ale ostrzegł, że nowa fala poborowych — rekrutowanych już nie zachętami finansowymi, lecz przymusem — obejmie przedstawicieli rosyjskiej klasy średniej: ludzi wykształconych, z rodzinami i biznesami, mniej skłonnych do bezrefleksyjnego wykonywania rozkazów prowadzących do „mięsnych szturmów”. Gubariew wyraził obawę przed powtórką rewolucji lutowej 1917 roku, którą — jak przypomniał — przeprowadzili głównie zbuntowani żołnierze pod wodzą oficerów czasu wojny, cywilów z awansu, a nie zawodowych wojskowych.

Kozubel zrelacjonował też przywołane przez Gubariewa drastyczne przykłady poniżania żołnierzy rosyjskich przez własnych oficerów w celu wymuszenia posłuszeństwa, w tym przypadki zmuszania do picia moczu, obok wcześniej znanych praktyk jak przywiązywanie do drzew czy organizowanie walk między żołnierzami. Gubariew ocenił, że nadciągające natarcie na Słowiańsk i Kramatorsk stanie się dla rosyjskich żołnierzy „czarną dziurą”, w której będą się dusić własną krwią — stąd tytuł materiału. Kozubel przywołał też komentarz innego rosyjskiego blogera wojennego, Maksyma Kałasznikowa, według którego planowana jesienna mobilizacja (rzędu 300 tysięcy) nie będzie „wielkim zwycięstwem”, lecz „ostatnią konwulsją” wojny.

Mołdawia: 10 procent rozwiązania

W ostatniej części rozmowy Kozubel ocenił, że mołdawski tranzyt zboża, uzgodniony 12 sierpnia 2026 roku (z mocą wsteczną od 10 sierpnia) i publicznie uzasadniony przez prezydent Maię Sandu względami bezpieczeństwa Mołdawii (obawa przed rosyjską ekspansją przez Naddniestrze, gdyby Ukraina upadła), nie jest w stanie realnie zastąpić zablokowanego eksportu morskiego. Powołując się na dane Reutersa i dyrektora kolei mołdawskich Olega Tofilata, wskazał, że infrastruktura kolejowa przez Mołdawię do rumuńskiego portu w Konstancy ma przepustowość 4,5 miliona ton rocznie, ale Ukraina uzyskała zgodę jedynie na przewóz 600 tysięcy ton łącznie do końca 2026 roku — podczas gdy realna potrzeba przekierowania ładunku wynosi około 6 milionów ton. Oznacza to, że Mołdawia może przejąć zaledwie około 10 procent potrzebnego wolumenu, a dodatkowym utrudnieniem pozostaje różnica rozstawu torów (mołdawski 1520 mm vs. rumuński 1435 mm).


Materiał opublikowany na kanale KREMLINKA SHOW (104 tys. subskrybentów) na YouTube, 1 września 2026 roku.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *