Dulkiewicz i Leningrad. Andrzej Talaga: wojna staje się dla Rosji wygodniejsza niż pokój

Andrzej Talaga z Warsaw Enterprise Institute, stały komentator „Kanału Otwartego”, w rozmowie z Grzegorzem Ślubowskim analizował, dlaczego mit Wielkiej Wojny Ojczyźnianej pozostaje fundamentem legitymizacji współczesnej Rosji, jak dalece społeczeństwo i gospodarka rosyjska zostały podporządkowane machinie wojennej, oraz dlaczego — jego zdaniem — Władimirowi Putinowi dziś łatwiej i bezpieczniej jest kontynuować wojnę niż z niej wyjść.

Wypowiedź Dulkiewicz o Leningradzie i mit założycielski Rosji

Punktem wyjścia rozmowy była wypowiedź prezydent Gdańska Aleksandry Dulkiewicz z uroczystości rocznicowych na Westerplatte, w której przypomniała ona o blokadzie Leningradu jako jednym z najtragiczniejszych oblężeń w historii, wspominając o niemal 900 dniach głodu i mrozu sięgającego minus 40 stopni. Ślubowski zapytał, czy tego typu odwołania nie wpisują się mimowolnie w narrację rosyjskiej propagandy o Wielkiej Wojnie Ojczyźnianej.

Talaga w pełni się z tym zgodził, oceniając, że wszelkie odwołania do II wojny światowej w kontekście armii sowieckiej są niebezpieczne, niezależnie od intencji mówiącego, ponieważ fakty historyczne rzucają inne światło na te wydarzenia. Wyjaśnił, że dramatyczne sceny głodu w oblężonym Leningradzie w dużym stopniu wynikały z decyzji sowieckich władz partyjnych i wojskowych, które zakładały, że miasto i tak zostanie przejęte przez Niemców, więc nie opłaca się go ratować — obliczenie to się jednak nie sprawdziło, bo Niemcom nie udało się zdobyć miasta. Talaga zwrócił uwagę, że przywoływanie akurat Leningradu, a nie na przykład równie tragicznego oblężenia Budapesztu czy zdobycia Królewca przez Armię Czerwoną (gdzie zginęła cała ludność cywilna, a grobów do dziś nie odnaleziono), automatycznie daje pretekst do wykorzystania tego w propagandzie rosyjskiej.

Ślubowski, przywołując własne, kilkuletnie doświadczenie mieszkania w Sankt Petersburgu, potwierdził, że pamięć o blokadzie jest w tym mieście żywa i autentyczna, ale zaznaczył, że towarzyszą jej także relacje o działaniach NKWD i aresztowaniach w tym samym okresie, co potwierdza tezę, że władzom radzieckim zależało przede wszystkim na nieoddaniu miasta.

Talaga podkreślił, że kult Leningradu jest dziś instrumentalnie wykorzystywany — przykładowo nazwa Okręgu Wojskowego została zmieniona z Petersburskiego na Leningradzki, mimo że to właśnie z tego okręgu może w przyszłości wyjść ewentualne uderzenie na Zachód. Ślubowski dodał, że petersburski sąd wydał wyrok uznający blokadę Leningradu za zbrodnię przeciwko ludzkości, wymieniając wśród odpowiedzialnych narodów — obok Niemców i Finów, faktycznie biorących udział w oblężeniu — również Polaków, co obaj rozmówcy ocenili jako czysto instrumentalne wykorzystanie historii, motywowane bieżącą polityczną wrogością wobec Polski.

Talaga ocenił, że mit zwycięstwa w II wojnie światowej jest mitem założycielskim władzy Putina, dającym Rosji poczucie prawa do własnej strefy wpływów — w tym wobec Polski — na zasadzie „to my was wyzwoliliśmy”, mimo że narracja ta pomija kluczową rolę pomocy w ramach Lend-Lease oraz otwarcia frontów zachodnich odciążających Wehrmacht. Ocenił, że taka narracja trafia na podatny grunt u około 20 procent społeczeństwa rosyjskiego, przy około 1 procencie odpornych i reszcie raczej obojętnej — ale mimo to jest skuteczna, bo społeczeństwo rosyjskie jako całość nie sprzeciwia się wojnie. Zwrócił uwagę na obserwowaną w rosyjskich mediach militarystyczną edukację dzieci, ubieranych w mundury nawiązujące do czasów wojny i noszących symbolikę sowiecką jako symbol zwycięstwa, a nie komunizmu.

Armia jako fundament państwa: analogia do Prus Fryderyka Wielkiego

Talaga postawił tezę, że współczesna Rosja przypomina Prusy Fryderyka Wielkiego, gdzie to armia była organem konstytuującym państwo, a nie odwrotnie — całe terytorium i struktury były podporządkowane utrzymaniu wojska. Zwrócił uwagę, że około 40 procent budżetu Rosji jawnie idzie na obronność, a rzeczywista skala wydatków jest ukrywana poprzez przesunięcie części kosztów (np. uzbrojonej Gwardii Narodowej) do innych kategorii budżetowych, takich jak „bezpieczeństwo wewnętrzne”.

Ślubowski przywołał głosy sprzeciwu wewnątrz rosyjskiego establishmentu — mera Moskwy Siergieja Sobianina, który ostrzegał przed skutkami całkowitego podporządkowania kraju wojsku, patrząc z perspektywy bogatej stolicy. Talaga dodał do tego głos prezes Banku Centralnego Rosji Elwiry Nabiullinej, ostrzegającej, że gospodarka nie wytrzyma długo w obecnym trybie wojennym, oraz opisał mechanizm wywłaszczania rosyjskich oligarchów pod pretekstem „strategicznego znaczenia” ich firm — nowy dekret pozwala skonfiskować niemal dowolne przedsiębiorstwo, jeśli nie jest w stanie samodzielnie zapewnić sobie ochrony przed ukraińskimi dronami. Określił to jako proces wymiany starych, może niedostatecznie lojalnych „bojarów” na nowych, bardziej brutalnych „oprycznikow”.

Straty armii rosyjskiej i walka o ludzi między wojskiem a przemysłem

Odnosząc się do strat rosyjskich, Talaga przywołał dane brytyjskiego wywiadu, według których zginęło około 500–600 tysięcy żołnierzy rosyjskich, a kolejne 800 tysięcy zostało rannych — łącznie 1,4 miliona ludzi, czyli więcej, niż liczyła cała armia rosyjska przed wojną (ponad 800 tysięcy). Mimo to ocenił, że armia rosyjska wciąż funkcjonuje i jest w stanie werbować rocznie około 400 tysięcy ludzi, głównie z najbiedniejszych regionów kraju, gdzie wynagrodzenia i odszkodowania wojenne stanowią prawdziwą fortunę. W lipcu 2026 roku Putin podpisał dekret zwiększający docelową liczebność wojsk do 1,5 miliona żołnierzy.

Talaga opisał zjawisko konkurencji o młodych mężczyzn między armią a przemysłem zbrojeniowym — obie strony oferują dziś atrakcyjne wynagrodzenia (np. wojsko 15 tysięcy dolarów, przemysł zbrojeniowy 8 tysięcy), co skłania część młodych ludzi do wyboru bezpieczniejszej pracy w fabryce. Podkreślił, że problemem Rosji nie jest brak chętnych do wojny, lecz fatalna demografia ograniczająca całkowitą pulę dostępnych ludzi. Zaznaczył też, że sama motywacja finansowa nie wystarczyłaby, gdyby żołnierze nie wierzyli jednocześnie w propagandową narrację o „nowej wojnie ojczyźnianej” przeciwko całemu Zachodowi, a nie tylko Ukrainie — przywołując analogię do koalicji państw uczestniczących w ataku na ZSRR podczas II wojny światowej (Niemcy, Rumunia, Włochy, Finlandia, dywizja hiszpańska) jako precedens dla dzisiejszej narracji o „całej Europie” atakującej Rosję.

Front w impasie i presja na Zachód

Talaga ocenił, że Rosja znajduje się dziś w impasie strategicznym — potrzebuje znaczącego zwycięstwa (najlepiej pełnej kapitulacji Ukrainy, ewentualnie zajęcia całego Donbasu), by móc ogłosić sukces własnemu społeczeństwu. Wyjaśnił, że mimo utrzymania pełnych stanów osobowych rosyjskich brygad (w przeciwieństwie do niedoborów po stronie ukraińskiej), rzeczywista siła bojowa dostępna Rosji na innych kierunkach jest bardzo ograniczona — około 80 procent potencjału bojowego kraju jest zaangażowane na Ukrainie. Ocenił to jako paradoksalnie korzystne dla NATO: dopóki Rosja walczy w Ukrainie, prawdopodobieństwo bezpośredniej konfrontacji z Sojuszem pozostaje niskie.

Zwrócił jednak uwagę, że z dodatkowych 200 tysięcy nowych etatów wojskowych, około 180 tysięcy ma trafić nie na front ukraiński, lecz do Okręgów Leningradzkiego i Moskiewskiego — czyli jednostek skierowanych przeciwko NATO, obecnie budowanych z nisko wartościowych bojowo poborowych i niedosprzętowionych. Ocenił, że osiągnięcie pełnej zdolności bojowej tych jednostek zajmie Rosji od 5 do nawet 10–15 lat, co daje Zachodowi „okienko czasowe” na rozbudowę własnych zdolności obronnych.

Odnosząc się do możliwej kolejnej fali mobilizacji w Rosji, Talaga ocenił, że Putin może mówić prawdę, zaprzeczając takim planom — wojsko zmobilizowane jest mniej wartościowe niż zawodowe, a skoro Rosję stać na opłacanie 400 tysięcy rekrutów rocznie, mobilizacja nie jest jej rzeczywiście potrzebna. Ocenił też krążące doniesienia o rzekomym przygotowywaniu nowej ofensywy na Kijów jako mało wiarygodne wobec braku widocznej koncentracji sił na Białorusi. Zamiast tego spodziewa się raczej prób zastraszenia państw zachodnich poprzez ograniczone incydenty hybrydowe — takie jak niedawne ataki na lotnisko w Lipsku czy podpalenia w Skarżysku-Kamiennej, Włoszech i Bułgarii — mające zniechęcić Zachód do dalszego wspierania Ukrainy. Ocenił jednak te działania jako amatorskie i mało skuteczne w porównaniu np. z profesjonalnym zamachem na czeskie składy amunicji z 2014 roku, spekulując, że możliwe są poważniejsze prowokacje, np. w regionach Łatgalii czy Narwy, gdzie mieszka duża mniejszość rosyjska — choć ocenił skuteczność takiego zastraszania Zachodu jako niską, powołując się na rozmowy z zachodnimi (m.in. belgijskimi) specjalistami ds. bezpieczeństwa, którzy dziś, w przeciwieństwie do sytuacji sprzed 10–15 lat, otwarcie deklarują gotowość włączenia się w obronę już od pierwszego dnia ewentualnej wojny.

Ślubowski zauważył jednak, że ta solidarność wcale nie jest tak jednoznaczna, jak sugerowałaby ocena Talagi — przywołał kontrowersyjną wypowiedź byłego ministra obrony Mariusza Błaszczaka (PiS) z programu Bogdana Rymanowskiego, w której Błaszczak zasugerował, że gdyby Estonia została zaatakowana, Polska mogłaby jej nie pomóc, zastrzegając jednak, że sama wypowiedź nie była do końca jednoznaczna.

Kto płaci za wojnę: tajemnica finansowej samowystarczalności Rosji

Talaga podkreślił, że kluczowym elementem przewagi Rosji jest jej zdolność do samodzielnego finansowania wojny — w przeciwieństwie do Ukrainy, uzależnionej od zachodnich dotacji. Zdementował powszechne przekonanie, że Chiny finansują rosyjski wysiłek wojenny, zaznaczając, że Pekin nie udziela Moskwie żadnych korzystnych pożyczek, dostarczając jedynie technologie podwójnego zastosowania (głównie półprzewodniki) — dokładnie tak samo, jak dostarcza je Ukrainie przez Polskę. Ocenił, że sankcje gospodarcze działają, zwłaszcza w obszarze wysokich technologii, ale skala rosyjskiego przemytu jest zbyt mała wobec faktycznych potrzeb kraju.

Podał ciekawy fakt historyczny: mimo sowieckiego embarga na eksport tytanu, amerykański samolot zwiadowczy SR-71 „Blackbird” został zbudowany właśnie z przemyconego rosyjskiego tytanu — ilustrując, że przemyt zawsze funkcjonuje, ale nigdy w wystarczającej skali, by przełamać embargo. Zaznaczył, że wobec braku globalnej solidarności sankcyjnej (Indie, Chiny, Brazylia, RPA swobodnie handlują z Rosją, często w kryptowalutach lub rublach), a także biorąc pod uwagę parytet siły nabywczej zamiast nominalnych kwot w dolarach, realne rosyjskie wydatki obronne (nominalnie około 190 miliardów dolarów) odpowiadają w rzeczywistości sumie 400–500 miliardów dolarów — zbliżając się do łącznych wydatków europejskich (560 mld) i zaczynając realnie konkurować z potencjałem Zachodu.

Zmiana doktryny wojskowej i zniszczenie zdolności do wielkiej wojny konwencjonalnej

Talaga zwrócił uwagę na niepokojącą zmianę w rosyjskiej strukturze wojskowej — odejście od modelu małych, zwinnych grup batalionowych na rzecz dywizji, korpusów i armii, czyli struktur przygotowanych do prowadzenia dużej wojny konwencjonalnej, a nie działań ekspedycyjno-antypartyzanckich. Zaznaczył jednak, że praktyczna zdolność do wykorzystania tych struktur została poważnie naruszona przez wojnę w Ukrainie — konflikt ten sprowadził walkę do starć niewielkich grup po dwóch-trzech żołnierzy, kompromitując całą wcześniejszą taktykę i strategię wielkich związków operacyjnych. Dodatkowo Ukraińcy skutecznie wyeliminowali wielu doświadczonych wysokich oficerów rosyjskich, zdolnych do dowodzenia dużymi jednostkami — co, jego zdaniem, daje Zachodowi kolejny, kilkuletni okres przewagi, zanim Rosja na nowo nauczy się prowadzić wielką wojnę konwencjonalną.

Talaga zaznaczył, że nie jest to sprzeczne z rozwojem wojsk dronowych w krajach takich jak Polska — nawet jeśli w perspektywie 10–20 lat drony mogą zostać zastąpione przez broń laserową wysokich energii (Bundeswehra wycofała się już z długoterminowych inwestycji w wojska dronowe z tego właśnie powodu), to w krótkiej perspektywie, wobec niepewności co do momentu ewentualnego konfliktu, Polska i inne kraje frontowe muszą inwestować w zdolności antydronowe już teraz.

Dlaczego wojna jest dla Putina wygodniejsza niż pokój

Talaga rozwinął tezę, że reżim Putina jest dziś w praktyce uzależniony od stanu wojny — pozwala ona uzasadniać niekonwencjonalne metody kontroli społeczeństwa, dyscyplinowania elit i konfiskowania majątków niewystarczająco lojalnych oligarchów. Porównał podejście Putina do postaci Lorda Farquaada z filmu „Shrek”, gotowego zaakceptować dowolną liczbę ofiar w imię własnych celów — zaznaczając, że społeczeństwo rosyjskie jest wyjątkowo odporne na straty, częściowo dlatego, że giną głównie ludzie spoza Moskwy i Petersburga.

Zwrócił uwagę na fundamentalny strach osobisty Putina — w przeciwieństwie do dawnej zasady, że „król nie zabija króla” (Micheil Saakaszwili zapewnił obalonemu Eduardowi Szewardnadze spokojną willę, a nie więzienie), współczesna rosyjska polityka poszła znacznie dalej niż nawet uwięzienie Julii Tymoszenko na Ukrainie. Przywołał opisywaną w rosyjskiej telewizji rozmowę premiera Indii Narendry Modiego z Putinem, w której Modi nalegał na zakończenie wojny — reakcja Putina, według relacji, była wyraźnie nerwowa, co Talaga zinterpretował jako dowód, że koniec wojny oznaczałby dla niego koniec władzy, a być może i życia.

Talaga dodał, że skoro reżim potrzebuje wojny, by uzasadniać dyscyplinowanie społeczeństwa i konfiskaty majątków, pod uwagę mogą być brane różne warianty jej kontynuowania — nie tylko na Ukrainie. Wskazał, że rozważane są nawet scenariusze uderzenia na Armenię lub Mołdawię (ta druga wymagałaby przebicia się przez terytorium Ukrainy), niekoniecznie w celu realnego podboju, lecz po to, by utrzymać machinę wojenną w ruchu i społeczeństwo zdyscyplinowane. Porównał to wprost do sytuacji Iranu, konkludując, że łatwiej jest dziś prowadzić wojnę niż z niej wyjść — i to zarówno łatwiej, jak i bezpieczniej z punktu widzenia samego reżimu.

Rola Chin: wasalizacja, nie sojusz

Talaga zdecydowanie odrzucił tezę o chińskim wsparciu finansowym dla Rosji, opisując relację chińsko-rosyjską jako stopniową wasalizację Moskwy przez Pekin. Jako przykład podał politykę gazową — Chiny celowo dywersyfikują dostawy, traktując Rosję jako jednego z wielu dostawców, a nie kluczowego partnera, i odmawiają płacenia za gaz cen wyższych niż te oferowane Białorusi, mimo rosyjskich nalegań na budowę gazociągu Siła Syberii 2. Ocenił to jako relację dyktatu hegemona wobec wasala, korzystną dla Chin, które osiągają swoje cele strategiczne bez angażowania się bezpośrednio w wojnę.

Co mogłoby zmienić kurs Rosji

Zapytany, co mogłoby przełamać obecny militarystyczny kurs Rosji, Talaga wskazał dwa czynniki: klęskę na polu walki (którą ocenił jako mało prawdopodobną) oraz poważny kryzys gospodarczy wywołany sankcjami i brakiem szerokiego wsparcia międzynarodowego, mogący doprowadzić do niepokojów społecznych. Zaznaczył jednak, że Zachód nie pozostaje bezczynny — obserwowana dziś skala remilitaryzacji Europy (w tym Niemiec, planujących wydatki rzędu 200 miliardów dolarów rocznie i armię liczącą pół miliona żołnierzy z rezerwami) nie miała miejsca od czasów zimnej wojny.

Ocenił, że obecne „okienko możliwości” dla Rosji — czyli okres, w którym miałaby ona jeszcze relatywną przewagę nad wciąż odbudowującym się Zachodem — zamknie się w ciągu najbliższej dekady, kiedy to również europejskie zdolności obronne osiągną pełną dojrzałość. Wskazał trzy dodatkowe czynniki sprzyjające obecnie Rosji: brak jedności Zachodu (napięcia handlowe USA z Kanadą, spór o Grenlandię), niepewność co do przyszłego zaangażowania Ameryki, oraz rosnące zaangażowanie potencjału USA na Pacyfiku wobec Chin, dysponujących dziś gospodarką odpowiadającą około 70 procentom PKB Stanów Zjednoczonych — w porównaniu do zaledwie 30 procent łącznego potencjału państw Osi podczas II wojny światowej.

Talaga podkreślił niezastąpioną rolę USA jako „mózgu i systemu nerwowego” NATO — nie chodzi o same oddziały bojowe, lecz o system dowodzenia, wywiadu i koordynacji sił, bez którego pozostałe kraje członkowskie stają się „ślepe i głuche”, jak pokazało niedawne, dwudziestoczterogodzinne wstrzymanie przez Amerykanów danych wywiadowczych dla Ukrainy.

Czy możliwa jest inna Rosja?

Odpowiadając na pytanie Ślubowskiego o rosyjską opozycję i potencjał demokratycznej alternatywy, Talaga określił opozycję jako „ginący gatunek”, nie wierząc w możliwość powstania demokratycznej Rosji ze względu na brak jakiejkolwiek tradycji demokratycznej w tym kraju. Przypomniał jednak niuanse historyczne — Rosja prowadziła też politykę propolską (koncepcja unii dualistycznej za czasów Aleksandra I) oraz w istocie stworzyła współczesne narody kaukaskie (języki czeczeński, inguski, osetyjski), rozwijając ich kulturę jako kontrę wobec islamu. Zaznaczył, że historia rosyjska naprzemiennie oscylowała między okresami reform (Aleksander I, Aleksander II) a brutalnego zamordyzmu (Mikołaj I, Aleksander III).

Ocenił, że obecny kurs militarystyczny jest w dużej mierze reakcją na traumę chaosu i upokorzenia lat 90. — rozpad terytorialny, powstawanie faktycznie niezależnych regionów (Kałmucja, Jakucja), rabunkową prywatyzację i słabość władzy centralnej (przywołując przy tym barwny przykład gruzińskiego księcia Abaszydze rządzącego Adżarią). Talaga zaznaczył, że silna władza mogła rozwinąć się w dwóch kierunkach — wewnętrznych reform gospodarczych albo agresywnego militaryzmu — i to ten drugi ostatecznie zwyciężył za rządów Putina.

Spekulując o przyszłości, Talaga rozważył możliwość, że następca Putina mógłby przyjąć model bardziej zbliżony do „oświeconego autokraty” — wskazując, że w rosyjskim establishmencie, w tym wśród merów dużych miast czy przedstawicieli dużego biznesu obawiających się sankcji i utraty zagranicznego majątku, istnieje realne zaplecze dla takiej alternatywy wobec dalszej militaryzacji.

Klęska celów strategicznych wojny

Na zakończenie rozmowy Ślubowski zauważył, że działania Putina okazały się przeciwskuteczne wobec pierwotnych celów wojny — zamiast osłabić NATO, doprowadziły do przystąpienia Finlandii i Szwecji do Sojuszu oraz zamiany Bałtyku w morze wewnętrzne NATO. Talaga zgodził się z tą oceną, przywołując myśl Carla von Clausewitza, że wynik wojny rzadko odpowiada jej pierwotnym celom — te bowiem ewoluują w miarę trwania konfliktu. Ocenił, że dziś kluczowym celem Kremla jest już nie realizacja pierwotnych ambicji strategicznych, lecz przetrwanie samego reżimu — a z tej perspektywy dalsze trwanie wojny leży w interesie władzy bardziej niż pokój.


Rozmowę przeprowadził Grzegorz Ślubowski. Materiał ukazał się na kanale Kanał Otwarty (224 tys. subskrybentów) na YouTube, opublikowany 2 września 2026 roku.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *