Marcin Kuśmierczyk analizuje kolejne zbliżenie Stanów Zjednoczonych z Rosją. Prezydent Donald Trump wywiera bezpośrednią presję na Ukrainę, sugerując, że powinna ona zmienić prezydenta, i grozi ograniczeniem sprzedaży uzbrojenia. Jednocześnie Waszyngton kupuje od Rosjan diesel i znosi część sankcji. Komentator pyta, co za tym stoi, dlaczego Trump tak postępuje i jakie perspektywy otwierają się przed Moskwą.
Zbliżenie Waszyngtonu z Moskwą w kolejnym cyklu amerykańskich prób zakończenia wojny
Kuśmierczyk zaznacza, że dotychczasowa historia amerykańskich prób rozwiązania wojny na Ukrainie każe zachować umiar w reakcji na każdy ruch Waszyngtonu, bo sytuacja może się szybko zmienić. Szerszy trend jest jednak z polskiego punktu widzenia co najmniej niepokojący. Od mniej więcej dwóch lat tak zwane negocjacje pokojowe tkwią według niego w zaklętej spirali zdarzeń. Ameryka naciska na Ukrainę i zbliża się do Rosji, ktoś publikuje punkty i dokument, który ma być bazą ostatecznego rozwiązania, Ukraińcy domagają się gwarancji bezpieczeństwa, a z czasem staje się jasne, że Rosjanie grają na czas i w istocie nie chcą żadnego porozumienia. Amerykanie godzą się z Ukraińcami i nadal udostępniają im dane wywiadowcze, wszystko się jakoś zabliźnia, po czym grożą Rosji potężnymi, jak ironizuje komentator, absolutnie strasznymi sankcjami, aż cały cykl się resetuje.
Komentator ostrzega przed pokusą machnięcia ręką, że to już było. Każdy taki cykl zmienia jego zdaniem dynamikę zdarzeń, wprowadza do negocjacji nowe wątki i przybliża końcowy rezultat, o którym wiadomo coraz więcej. Za pierwszym razem działania Amerykanów wyciągnęły Rosję z politycznej izolacji, czego ukoronowaniem było spotkanie Putina z Trumpem. Teraz prowadzą one do wyrwania Rosji z zachodniej izolacji gospodarczej, bo Stany Zjednoczone chcą kupować rosyjskie paliwo.
Autor przyznaje, że można wysunąć słuszny argument, iż trudno winić Amerykanów, skoro Europejczycy od lat po wybuchu wojny kupują rosyjskie surowce. Przypomina jednak, że trzeba brać pod uwagę także stan zależności, tendencje i dynamikę. Europa wychodzi z głębokiej zależności od rosyjskich surowców energetycznych, być może zbyt wolno, ale trajektoria jest czytelna, a udział tych surowców maleje. Ameryka natomiast od nich nie zależy. Produkuje znacznie więcej diesla, niż zużywa, jest jego eksporterem netto i mimo to kupuje go od Rosji. Zdaniem Kuśmierczyka działania USA nie mają większego sensu z punktu widzenia polityki międzynarodowej, bo nie są nastawione na osiągnięcie celów w tym obszarze. Jeśli mogą przynieść rezultat, to na polu polityki wewnętrznej, choć i tu komentator przyznaje, że jest sceptyczny.
Wybory połówkowe, niepopularna wojna z Iranem i ceny paliw jako tło decyzji Trumpa
Na początku listopada, 3 listopada, w Stanach Zjednoczonych odbędą się wybory połówkowe. Władza Trumpa nad amerykańskim systemem politycznym była do tej pory rzadko ograniczana, a jeśli już, to najczęściej przez sądownictwo, na przykład niekorzystne dla administracji wyroki Sądu Najwyższego. Kongres z republikańską większością uznał przywództwo prezydenta, rzadko wchodzi w spór kompetencyjny i rzadko kontestuje jego działania. Może się to zmienić, jeśli co najmniej jedną izbę przejmą demokraci, a według komentatora na to się zanosi. Szczegółowo wybory chce omówić w osobnym materiale, a tu skupia się na tym, dlaczego Trump traci poparcie i ciągnie za sobą Partię Republikańską.
Kuśmierczyk wskazuje dwie powiązane przyczyny. Pierwszą jest niepopularna wojna z Iranem, a drugą idące za nią wzrosty cen: inflacja, wyższe stopy procentowe i droższe paliwa. Wojna jest szczególnie niepopularna w koalicji, która wyniosła Trumpa do władzy, bo oznacza wprost złamanie jednej z kluczowych obietnic wyborczych, hasła America First, które zakładało koniec angażowania zasobów w niepotrzebne wojny, na przykład na Bliskim Wschodzie. Według komentatora zniechęci to do głosowania istotną część konserwatywnej bazy wyborczej. Inflacja w postaci wyższych cen diesla uderza z kolei przede wszystkim w rolników, a dane są jednoznaczne: wśród farmerów Trump traci najwięcej.
W tym kontekście otwarcie na Rosję jest zdaniem autora zagrywką sprytną, choć niekoniecznie wyjątkowo przebiegłą. Po pierwsze Trump pokazuje, że pochyla się nad problemem rolników i robi wszystko, nawet rozmawia z Rosjanami, żeby ceny diesla spadły. Po drugie stałym elementem retoryki prezydenta i znacznej części obozu republikańskiego, zwłaszcza administracji, było twierdzenie, że wyższe ceny na amerykańskich stacjach wynikają nie z wojny na Bliskim Wschodzie, lecz z ukraińskich ataków na Rosję. Z początku można było to wyśmiewać, ale narracja była forsowana na tyle długo, że, jak ocenia komentator, była przygotowaniem gruntu pod obecne działania. Po trzecie Trump ogłosił rozejm energetyczny między Rosją a Ukrainą. Kuśmierczyk podkreśla, że nie ma mowy o realnym zawieszeniu broni w sferze energetycznej, szczególnie w obliczu zimy, gdy obie strony, a przede wszystkim Rosjanie, będą uderzać w ukraińską energetykę. Ukraińskie ataki na rosyjskie rafinerie uderzają przy tym w amerykańskie interesy.
Ukraińskie ataki na rafinerie jako kozioł ofiarny i dane o spadku rosyjskiego eksportu diesla
Według autora Trump tworzy w ten sposób iluzję i odwraca uwagę od niepopularnej wojny z Iranem, przekierowując ją na ukraińskie ataki na Rosję. Według ironicznego streszczenia komentatora przekaz prezydenta sprowadza się do tego, że Trump pochyla się nad problemem wyborców i robi, co może, a szkodzą im wredni Ukraińcy, którzy w dodatku nadal postępują wbrew woli Waszyngtonu. Ponieważ odwoływanie się do ukraińskiego kozła ofiarnego kieruje przekaz do tej samej grupy wyborców, która mogła zostać zniechęcona interwencją na Bliskim Wschodzie, ich złość zostaje przekierowana z administracji na coś zewnętrznego. Administracja pokazuje się zaś jako siła, która stara się ulżyć tej grupie w cierpieniu. Kuśmierczyk zastrzega, że nie wie, czy ta sztuczka zadziała i czy uda się zmobilizować wyborców do głosowania, a odpowiedź przyniosą już wkrótce wybory.
Komentator zadaje przy tym pytanie, czy Ukraińcy rzeczywiście odpowiadają za ograniczoną podaż diesla na rynkach. Do pewnego stopnia tak. Powołuje się na opracowanie BBC, według którego w 2025 roku Rosja eksportowała około 810 tys. baryłek oleju napędowego dziennie, a do września 2026 roku wielkość ta spadła do około 140 tys. baryłek dziennie, czyli o około 670 tys. baryłek na dobę. Autor nazywa ten spadek kolosalnym i dowodem na skuteczność ukraińskich uderzeń w rafinerie. Zaznacza jednak, że po pierwsze dziura w podaży jest jeszcze większa na kierunku bliskowschodnim. Po drugie, i to uważa za najważniejsze, Ukraińcy atakując rosyjskie rafinerie odpowiadają na agresję, uderzając w portfel i możliwości gospodarcze państwa-agresora. Bliskowschodnie zamieszanie jest natomiast efektem działań Stanów Zjednoczonych, które nie były konieczne i których dało się uniknąć.
Rosja w grze mocarstwowej i niebezpieczna dla Polski dynamika negocjacji
Najważniejszą konsekwencją działań Trumpa jest zdaniem Kuśmierczyka to, że do procesu negocjacji zostały już formalnie i konkretnie wprowadzone wątki podłączenia Rosji do zachodniego obiegu gospodarczego i tego, na jakich zasadach Ameryka będzie pośredniczyć w relacjach gospodarczych Rosji z Zachodem. Ocenia to jako bardzo niebezpieczną dynamikę. Od początku, jak mówi, było jasne, że według tej administracji wyjście z wojny wymaga zaproponowania Rosji układu gospodarczego, który będzie dla niej zadowalający. W grze, której przedmiotem jest Europa, Rosja jest traktowana jako czynnik w klasycznej rozgrywce mocarstw, zwłaszcza gdy w tle są Chiny. Ameryka nie jest przy tym związana poprzednim układem systemowym.
Komentator dopuszcza, że Stany Zjednoczone mogą chcieć postawić Rosji granicę, na przykład symbolicznie, przez stałą obecność amerykańskich żołnierzy w Polsce. Przypomina jednak, że skoro Ameryka oferuje Rosji coś, czego nie musi oferować, czyli ponowne podłączenie do rynków międzynarodowych, to w mocarstwowej grze, gdy będzie musiała pójść na ustępstwa, będą nimi często domniemane prawo do dominacji w Europie Wschodniej. Zasięg i zakres tej dominacji będą przedmiotem negocjacji, ale samo wejście w taką rozgrywkę jest dla Polski, jak mówi, niepokojące.
Autor widzi w tym także możliwy klucz do rosyjskiego postępowania. Front właściwie od miesięcy stoi w miejscu, a koszty wojny są ogromne: ludzkie, sprzętowe, finansowe, surowcowe i polityczne. Kuśmierczyk pyta więc, dokąd to prowadzi, ile jeszcze zasobów musi zużyć Rosja, by dopiąć co najwyżej jakiś obwód na krańcu Ukrainy, i czy gra jest warta świeczki. Być może obecny proces pokazuje, że dopóki wojna trwa, a stosunki polityczne, gospodarcze i bezpieczeństwa w regionie nie są ustabilizowane, Rosja grając na relacje z Ameryką i bazując na cyklach wyborczych jest w stanie uzyskać znacznie więcej niż na froncie. Komentator spodziewa się, że w kolejnym takim cyklu granica zostanie przesunięta jeszcze dalej, bardziej zgodnie z rosyjskimi celami politycznymi dotyczącymi dominacji w tej części kontynentu.
Presja na Ukrainę, wojna informacyjna i ryzyko kryzysu humanitarnego w zimie
W najbliższych dniach i tygodniach Kuśmierczyk spodziewa się dalszej amerykańskiej presji na miękkie lub bardziej bezpośrednie podłączanie Rosji do zachodnich rynków energetycznych: zniesienia sankcji, przymykania oka na flotę cieni i politycznej ochrony rosyjskich rafinerii. Przyznaje, że trudno było przypuszczać, iż do tego dojdzie, ale dziś wprost pada już żądanie, by Ukraina przestała je atakować. Spór medialny przypomina mu lustrzane odbicie konfrontacji Zełenskiego z Trumpem i Vance’em w Gabinecie Owalnym, tyle że teraz strony odpowiadają sobie w wywiadach. Zełenski mówi, że czuje się zdradzony i że Ukraina prawdopodobnie traci bardzo ważnego partnera. Trump, jak ocenia komentator, mówi w czasie kampanii wyborczej wiele dziwnych rzeczy, więc nie warto przywiązywać wagi do konkretnych wypowiedzi. Przypomina, że na wiecu stwierdził niedawno, iż może powiedzieć największą głupotę, a słuchacze i tak będą klaskać. Wyraźnie jednak widać przedbiegi przed większym dealem gospodarczym albo próbą wdrożenia rozwiązania gospodarczego między Ameryką a Rosją, w którym przedmiotem byłaby Europa, a Ukraina miałaby zostać rozegrana.
Autor zaznacza, że obecna faza to wojna informacyjna o percepcję zachodniego odbiorcy, więc różne nagłówki i doniesienia często odbiegają od rzeczywistości. Z dużą stanowczością można natomiast powiedzieć, że Amerykanie grają ograniczeniem Ukrainie dostępu do informacji wywiadowczych i sprzętu, chcąc pokazać jej zależność od Waszyngtonu. To, jak ocenia, ryzykowna gra, w którą Ameryka weszła już raz i niewiele ugrała, więc dziwi go, że wchodzi na tę ścieżkę ponownie. Jeśli pokaże Ukrainie, jak jest zależna, a Ukraina i tak nie będzie spolegliwa, Stany Zjednoczone pokażą brak sprawczości i przyspieszą procesy, które mają zmniejszyć zależność od nich. W końcowym układzie sił Ameryka może mieć wtedy do powiedzenia mniej, a nie więcej.
Nie zmienia to jednak tego, że Ukraina, według komentatora, jest w absolutnie fatalnej sytuacji. Wchodzi w zimę w rozpędzającej się kłótni ze Stanami Zjednoczonymi, ewentualnie bez danych wywiadowczych i ostrzeżeń przed nalotami. Może to doprowadzić do głębokiego kryzysu humanitarnego, a nawet uchodźczego tej zimy.
Erozja zaufania do Ameryki w Europie i mechanizm PURL
Kolejnym ważnym wątkiem jest wymiar europejski. Kuśmierczyk przewiduje postępującą erozję zaufania do Stanów Zjednoczonych, bo każdy deal z Rosją forsowany ponad głowami Europejczyków będzie uznany za rozgrywanie Europy, i jego zdaniem słusznie. Europa jest w pewnym sensie zmuszona do działań reaktywnych. Komentator zwraca uwagę na informację, która pojawiła się w chaosie informacyjnym: w ramach gróźb wobec Ukrainy, jeśli nie przestanie atakować rosyjskich rafinerii, wymieniane jest zatrzymanie mechanizmu o skrótowej nazwie PURL. W jego ramach Europejczycy płacą za sprzęt kupowany w Stanach Zjednoczonych i przekazywany Ukrainie.
Jeśli, jak mówi, może zapaść polityczna decyzja o wstrzymaniu sprzedaży uzbrojenia ze względu na porozumienie gospodarcze z Rosją, to pojawia się pytanie, w jakim świetle stawia to opieranie budowy własnych zdolności obronnych na amerykańskim sprzęcie w obawie przed Rosją. Taka dynamika nie służy percepcji amerykańskiego przemysłu zbrojeniowego ani wiarygodności sojuszniczej Ameryki, a w Europie tej wiarygodności na pewno nie wzmacnia. Amerykańską skłonność do ustępstw wobec Rosji Moskwa uzna za słabość i nie zejdzie ze swoich żądań, przede wszystkim tych dotyczących naszej części kontynentu. Ukraina, wobec której zależności są wykorzystywane jako dźwignia, będzie chciała od Ameryki się uniezależniać, a w Europie jeszcze mocniej pogłębi się kryzys zaufania, co zdaniem autora pokazują już badania opinii publicznej.
Kuśmierczyk podsumowuje, że w sferze międzynarodowej trudno znaleźć korzyść dla Stanów Zjednoczonych z ostatnich ruchów Trumpa. Czy walka o wyborców i o władzę w kraju jest warta szafowania wizerunkiem Ameryki w taki sposób, każdy musi rozstrzygnąć samodzielnie, ale z punktu widzenia Polski ta dynamika jest jego zdaniem niezwykle niebezpieczna.
Komentarz przedstawił Marcin Kuśmierczyk. Materiał „Trump grozi Ukrainie, dogaduje się z Putinem” dostępny na kanale „Polityka Zagraniczna | Marcin Kuśmierczyk” na YouTube, liczącym 144 tys. subskrybentów. Opublikowany 15 października 2026.