Paweł Lisicki o atakach na rosyjskie rafinerie, reakcji Rosji i słowach Sikorskiego

Paweł Lisicki w materiale opublikowanym na kanale Tygodnik DoRzeczy omawia eskalację wojny rosyjsko-ukraińskiej oraz sposób, w jaki – w jego ocenie – przedstawiają ją polscy politycy i media. Punktem wyjścia jest atakowanie przez Ukrainę rosyjskich rafinerii i innych celów w głębi Rosji, a także późniejsze rosyjskie działania wobec infrastruktury komunikacyjnej na Ukrainie. Lisicki przekonuje, że między tymi wydarzeniami istnieje bezpośredni związek przyczynowo-skutkowy, który jego zdaniem jest pomijany w polskiej debacie publicznej. Szczególnie dużo miejsca poświęca wypowiedziom Radosława Sikorskiego dotyczącym możliwości szybkiego pokonania Rosji w przypadku jej ataku na NATO.

Eskalacja jako konsekwencja kolejnych ataków

Lisicki rozpoczyna od stwierdzenia, że polscy politycy, na czele z premierem Donaldem Tuskiem, zaczęli mówić o narastającej eskalacji konfliktu. Jego zdaniem samo zjawisko jest niewątpliwe, jednak w polskich mediach i wypowiedziach polityków przedstawiane jest przede wszystkim jako rezultat działań Rosji. Lisicki uważa natomiast, że eskalacja jest skutkiem działań obu stron, przy czym szczególne znaczenie przypisuje coraz intensywniejszym ukraińskim atakom na rosyjskie rafinerie położone w głębi Rosji.

Według niego należało się spodziewać, że Rosja odpowie na takie działania mocniej. Dla zobrazowania tej tezy Lisicki odwołuje się do historii konfliktów, wskazując na wojnę żydowską przeciwko Rzymowi. Przywołuje początkowe sukcesy powstańców, rozbicie jednego z rzymskich legionów, a następnie reakcję silniejszej strony, która skierowała do walki większe siły pod dowództwem Wespazjana. W jego narracji późniejsze zniszczenie Jerozolimy jest przykładem sytuacji, w której działania słabszej strony spotykają się z coraz silniejszą reakcją przeciwnika.

Lisicki przenosi tę analogię na współczesną wojnę. Jego zdaniem zachęcanie Ukrainy do dalszej walki bez wskazywania ograniczeń jej możliwości może prowadzić do kolejnych ofiar. Przekonuje, że państwa deklarujące się jako przyjaciele Ukrainy powinny – według jego oceny – namawiać ją do szukania porozumienia, jeżeli uznają, że konfliktu nie da się zakończyć militarnym zwycięstwem nad Rosją.

Jednocześnie twierdzi, że państwo powinno przede wszystkim kierować się własnym interesem. W odniesieniu do Polski przedstawia pogląd, że gdyby była ona państwem suwerennym i jej władze kierowały się interesem narodowym, mogłaby ograniczyć dalsze zaangażowanie w konflikt. Następnie przechodzi do ostrej oceny polskiej polityki zagranicznej, twierdząc, że Polska nie jest suwerenna i wykonuje polecenia środowisk, które określa mianem „globalistów” w Brukseli i poza Europą. Jest to ocena i interpretacja samego Lisickiego.

Rafinerie, ceny paliw i reakcja Rosji

Lisicki wskazuje również na Donalda Trumpa, którego – mimo własnej wcześniejszej krytyki – przedstawia jako polityka dostrzegającego związek pomiędzy atakami na rosyjskie rafinerie a wzrostem cen paliw, ropy i innych surowców. Jego zdaniem wzrost cen może w dłuższej perspektywie wpływać na gospodarki państw zachodnich, w tym Polski.

W tym kontekście komentuje wypowiedzi Donalda Tuska dotyczące ataku na pociąg w pobliżu polskiej granicy. Podkreśla, że zdarzenie miało miejsce po stronie ukraińskiej i zarzuca polskim mediom przedstawianie ataku na połączenie Kijów–Warszawa w sposób sugerujący bezpośrednie zagrożenie dla Polski.

Szczególną uwagę zwraca przy tym na fakt, że jednym z pasażerów pociągu był były premier Wielkiej Brytanii Boris Johnson. Lisicki zastanawia się, dlaczego Rosja przez długi czas pozwalała zachodnim politykom podróżować do Kijowa bez atakowania wykorzystywanych przez nich połączeń.

Według Lisickiego można to tłumaczyć na kilka sposobów. Pierwszy zakładałby prowadzenie przez Rosję działań dyplomatycznych i pozostawienie otwartej możliwości porozumienia. Drugi – że rosyjskie władze świadomie powstrzymywały się od atakowania określonych kanałów komunikacyjnych, licząc na możliwość wpłynięcia w ten sposób na władze w Kijowie i doprowadzenia do rozmów. Trzecia możliwość, przedstawiana przez Lisickiego, zakłada zmianę rosyjskiej kalkulacji po nasileniu ukraińskich ataków na terytorium Rosji.

W jego ocenie właśnie wtedy Rosja miała rozpocząć ataki również na połączenia, które wcześniej pozostawały względnie bezpieczne. Dotyczy to między innymi tras kolejowych wykorzystywanych do komunikacji pomiędzy Zachodem a Kijowem.

„Wy walczcie, my będziemy pomagali”

Lisicki krytycznie opisuje zachodni przekaz kierowany do Ukrainy. Według niego zachodni politycy zachęcają Ukraińców do dalszej walki, przedstawiając ją jako walkę nie tylko w obronie własnego państwa, ale również w interesie Europy i Zachodu.

W tym kontekście przywołuje hasła dotyczące wspólnych wartości oraz przekonanie, że Ukraińcy powinni walczyć także w imieniu innych państw. Następnie wskazuje na wypowiedzi kilku amerykańskich generałów, które – według jego relacji – miały dotyczyć zwiększenia mobilizacji i kierowania na front również kobiet. Lisicki komentuje to ironicznie, przeciwstawiając zachodnie zachęty do walki sytuacji państw, których obywatele nie są bezpośrednio wysyłani na ukraiński front.

Sprowadza ten argument do stwierdzenia: „My będziemy pomagali, wy będziecie ginęli”. Jego zdaniem media są w stanie przykryć tę różnicę pomiędzy osobami ponoszącymi bezpośredni koszt wojny a państwami wspierającymi Ukrainę za pomocą sloganów i odpowiednio prowadzonej narracji.

Tusk i „eskalacja ze strony Rosji”

W dalszej części Lisicki wraca do wypowiedzi Donalda Tuska o rosyjskiej eskalacji. Zwraca uwagę, że wcześniej doszło do szeregu ukraińskich ataków na cele w głębi Rosji, przeprowadzanych z wykorzystaniem zachodniej broni i przy wsparciu zachodnich państw.

Jednocześnie krytykuje polskie media za sposób przedstawiania ukraińskich uderzeń. Wskazuje na informacje o coraz większym zasięgu ataków i na pozytywny sposób ich opisywania. Jego zdaniem pomijany jest przy tym drugi element – możliwość rosyjskiej odpowiedzi.

Lisicki twierdzi, że im silniejsze jest przekonanie Rosji, iż ukraińskie ataki są możliwe dzięki pomocy konkretnych państw zachodnich, tym większe może być ryzyko, że rosyjskie działania zostaną rozszerzone również na cele związane z państwami wspierającymi Ukrainę. To właśnie w tym kontekście umieszcza wypowiedzi Tuska o eskalacji.

W ostrych słowach ocenia również polityków europejskich i brytyjski rząd, wskazując na dostarczanie Ukrainie uzbrojenia umożliwiającego atakowanie coraz bardziej odległych celów w Rosji. Następnie zarzuca im, że po rosyjskiej odpowiedzi przedstawiają ją jako wydarzenie pojawiające się bez wcześniejszego kontekstu.

Wiceminister Czesław Mroczek i ataki na przejścia graniczne

Lisicki przywołuje również wypowiedź wiceministra spraw wewnętrznych Czesława Mroczka. Według przytoczonej przez niego relacji Mroczek mówił o ataku na przejście graniczne po ukraińskiej stronie, w rejonie granic z Mołdawią i Rumunią, oraz o spodziewanej eskalacji rosyjskich działań wobec przejść granicznych, ich okolic i pociągów.

Lisicki wykorzystuje tę wypowiedź do przedstawienia własnej krytyki przekazu polskich władz. Jego zdaniem komunikat sprowadza się do przedstawiania rosyjskich działań jako eskalacji terroru, podczas gdy wcześniejsze ukraińskie ataki na cele rosyjskie zostają pominięte.

W jego ocenie szczególne znaczenie ma wskazywanie, że zdarzenia miały miejsce „po stronie ukraińskiej”. Pyta przy tym, jak wyglądałaby narracja polityczna i medialna, gdyby podobny atak wydarzył się po stronie polskiej.

CIA, tajny raport i narracja o rosyjskim zagrożeniu

Kolejnym elementem przedstawianym przez Lisickiego jest informacja o wizycie szefa CIA w Warszawie i przekazaniu Donaldowi Tuskowi tajnego raportu. Według relacji Lisickiego raport miał ostrzegać przed możliwością wystąpienia w kolejnych miesiącach różnych wydarzeń związanych z rosyjskimi prowokacjami.

Lisicki nie przedstawia w tym miejscu dodatkowych szczegółów dokumentu, lecz wykorzystuje tę informację jako kolejny przykład tego, co określa mianem jednostronnego przekazu. Według niego kolejne komunikaty mają przekonywać polską opinię publiczną, że Rosja zwiększa skalę działań, wykorzystuje metody terrorystyczne i że Polska staje się coraz bardziej bezpośrednim celem.

„Putin wysyła sygnał, że jest gotów zabijać naszych obywateli”

W tym kontekście Lisicki przywołuje również tytuł opublikowany przez „Gazetę Wyborczą” dotyczący ataku na pociąg z Kijowa do Warszawy. Relacjonuje go jako przekaz, według którego Putin miał wysyłać sygnał gotowości do zabijania polskich obywateli.

Lisicki interpretuje ten przekaz inaczej. Jego zdaniem ataki na połączenia komunikacyjne należy rozpatrywać w kontekście infrastruktury wykorzystywanej przez Ukrainę do prowadzenia wojny. Zwraca uwagę, że konflikt trwa już od kilku lat, a jego zdaniem Rosja dopiero stosunkowo niedawno zaczęła atakować tego rodzaju cele.

Według jego argumentacji ma to być związane z tym, że dopiero w ostatnich miesiącach Ukraina, dzięki zachodnim dostawom rakiet, dronów i informacji wywiadowczych, zaczęła prowadzić bardziej zdecydowane ataki na cele znajdujące się w głębi Rosji.

Lisicki przypomina przy tym własne wcześniejsze komentarze dotyczące dyskusji o dostarczaniu Ukrainie rakiet o większym zasięgu. Wskazuje na brytyjskie pociski określane w materiale jako „Skalp” oraz inne drony. Twierdzi także, że skuteczność ukraińskich ataków wynika nie tylko z samego zasięgu uzbrojenia, lecz również z wykorzystywania zachodnich danych wywiadowczych.

Według jego relacji zachodni doradcy i oficerowie mają znajdować się zarówno na miejscu, jak i działać z zewnątrz, uczestnicząc w koordynowaniu ataków na rosyjskie cele. Są to twierdzenia przedstawione przez Lisickiego w omawianym materiale.

Media głównego nurtu i przykład generała Ireneusza Nowaka

W dalszej części Lisicki skupia się na polskich mediach głównego nurtu, szczególnie na mediach określanych przez niego jako lewicowo-liberalne. Wymienia „Gazetę Wyborczą”, Onet, Wirtualną Polskę oraz TVN i twierdzi, że prezentują one podobną narrację dotyczącą rosnącego zagrożenia ze strony Rosji.

Jednocześnie zaznacza, że jego zdaniem media prawicowe nie eksponują tego przekazu równie mocno, ponieważ obecnie rządzi przeciwna im strona polityczna. Dodaje jednak, że gdyby u władzy znajdowało się ich środowisko polityczne, według niego podobna narracja mogłaby wyglądać tak samo.

Jako kolejny przykład przywołuje wywiad w „Rzeczpospolitej” z gen. Ireneuszem Nowakiem, dotyczący analizy trasy pocisku manewrującego, który kilka miesięcy wcześniej wleciał na terytorium Polski. Lisicki relacjonuje, że z analizy miało wynikać, iż pocisk prawdopodobnie nie miał alternatywnego celu na terytorium Ukrainy.

Według przytoczonej przez niego wypowiedzi gen. Nowak miał powiedzieć, że jest w 80 proc. przekonany, iż działanie było celowe. Lisicki podważa znaczenie takiego poziomu pewności, a następnie zwraca uwagę, że generał miał oczekiwać na informacje polskich służb specjalnych. W sposób ironiczny interpretuje tę sytuację, sugerując, że skoro 80 proc. pewności pozostawia 20 proc. niepewności, to właśnie te brakujące informacje mają pochodzić od służb.

Od narracji o zagrożeniu do przekazu o konieczności wojny

Według Lisickiego wszystkie te elementy składają się na jeden przekaz: Polska ma zostać przekonana, że Rosja coraz bardziej eskaluje, atakuje coraz dalej i wkrótce może zaatakować również Polskę.

W jego interpretacji z takiego sposobu przedstawiania wydarzeń wynika kolejny krok: skoro Polska jest rzekomo coraz bardziej zagrożona, pojawia się argument, że „najlepszą obroną jest atak”. Lisicki przedstawia jako hipotetyczny ciąg takiej narracji: Rosja ma już atakować polskich obywateli, Polska ma być kolejnym celem, a w konsekwencji powinna odpowiedzieć i włączyć się bezpośrednio do wojny.

Jednocześnie podkreśla, że jest to jego zdaniem przekaz medialny, propagandowy i polityczny, a nie opis formalnej decyzji Polski o przystąpieniu do wojny. Twierdzi jednak, że właśnie za pomocą takiej narracji można przygotowywać społeczeństwo do zaakceptowania coraz większego zaangażowania w konflikt.

Lisicki określa ten proces jako zmasowaną akcję propagandowo-polityczną, której celem – według jego interpretacji – ma być przygotowanie polskiego społeczeństwa do udziału w wojnie prowadzonej na Ukrainie.

Radosław Sikorski i deklaracja o szybkim pokonaniu Rosji

Następnie Lisicki przechodzi do wypowiedzi ministra spraw zagranicznych i wicepremiera Radosława Sikorskiego. Zwraca uwagę na jego pozycję w polskiej polityce, a także na – jak relacjonuje – rosnące zainteresowanie jego osobą jako potencjalnym następcą Donalda Tuska.

W tym kontekście przytacza wypowiedź Sikorskiego, według której w przypadku rosyjskiego ataku na NATO Rosja zostałaby bardzo szybko pokonana. Sikorski miał wskazywać na ogromną przewagę NATO w zakresie lotnictwa, nawet bez uwzględniania potencjału Stanów Zjednoczonych.

Lisicki komentuje tę wypowiedź ironicznie, wymieniając państwa NATO i przedstawiając ją jako wizję błyskawicznego pokonania Rosji. Następnie stawia pytanie, co właściwie miałoby oznaczać „pokonanie” Rosji. W swoim komentarzu rozwija hipotetyczny scenariusz obejmujący atak na Obwód Królewiecki, działania wojsk NATO oraz uderzenia rakietowe na Petersburg i Moskwę.

Nie jest to opis planu przedstawionego przez Sikorskiego, lecz rozwinięcie jego wypowiedzi dokonane przez Lisickiego w ramach komentarza do słów ministra.

Rafinerie jako element strategii Sikorskiego

Lisicki zwraca następnie uwagę na dalszą część wypowiedzi Sikorskiego, dotyczącą ukraińskich ataków na rosyjskie rafinerie. Według przytoczonej przez niego wypowiedzi Ukraina powinna koncentrować się na takich uderzeniach.

Sikorski miał wskazywać, że jeżeli Ukraina byłaby w stanie wyłączyć połowę rosyjskich rafinerii w ciągu 6 miesięcy, druga połowa mogłaby zostać wyłączona przez Zachód w ciągu 6 tygodni.

Lisicki reaguje na tę deklarację bardzo krytycznie. Twierdzi, że pomija ona – w jego ocenie – zależność pomiędzy atakami na rosyjską infrastrukturę energetyczną a wzrostem cen paliw i surowców. Jego zdaniem konsekwencje ekonomiczne takich działań mogą dotknąć również Polskę.

W dalszej części Lisicki personalizuje swoją krytykę, twierdząc, że Sikorski jako osoba poruszająca się w otoczeniu zapewniającym mu obsługę i ochronę przed bezpośrednimi skutkami wzrostu cen może nie odczuwać ich w taki sposób jak zwykli obywatele. Następnie opisuje świat, w którym – według jego oceny – funkcjonuje minister, jako „globalistyczny”.

Ryzyko eskalacji nuklearnej

Jednym z najważniejszych elementów dalszej argumentacji Lisickiego jest kwestia broni nuklearnej. Odnosząc się do słów Sikorskiego o możliwości pokonania Rosji bez udziału Stanów Zjednoczonych, Lisicki wskazuje na rosyjski potencjał nuklearny.

Twierdzi, że gdyby państwa europejskie rozpoczęły bezpośrednie ataki na rosyjskie cele, w tym rafinerie, należałoby liczyć się z odpowiedzią. W jego ocenie szczególne znaczenie miałaby możliwość wykorzystania przez Rosję broni atomowej lub nuklearnej.

Lisicki przedstawia przy tym własny scenariusz, według którego Polska mogłaby stać się jednym z pierwszych celów ze względu na swoje położenie i potencjalne znaczenie w prowadzeniu działań wojennych. Zwraca uwagę, że konsekwencje takiej eskalacji nie rozgrywałyby się w perspektywie kilku miesięcy, lecz – w jego ocenie – mogłyby pojawić się w ciągu godzin.

Jednocześnie twierdzi, że Rosja użyłaby broni nuklearnej w sytuacji, w której uznałaby, że jest śmiertelnie zagrożona. Jest to prognoza i ocena przedstawiona przez Lisickiego, a nie informacja o oficjalnej rosyjskiej decyzji czy doktrynie przywołanej w materiale.

„Idiotyzm czy zdrada?”

Wobec wypowiedzi Sikorskiego Lisicki formułuje następnie najbardziej ostre oceny całego materiału. Określa go jako człowieka „skrajnie niebezpiecznego” i przywołuje sformułowanie „idiotyzm czy zdrada”, pytając, jak można – jego zdaniem – przedstawiać konflikt w taki sposób bez uwzględniania jego konsekwencji.

Lisicki podkreśla jednocześnie, że nie jest w stanie przewidzieć dokładnego przebiegu ewentualnej wojny. Wskazuje na możliwość wystąpienia katastrofalnych skutków oraz na znaczenie nie tylko liczby żołnierzy, uzbrojenia i lotnictwa, lecz także woli społeczeństw do prowadzenia wojny.

Według jego oceny po stronie rosyjskiej i ukraińskiej taka wola jest widoczna, natomiast nie dostrzega jej w państwach zachodnich ani w Polsce.

Dwa scenariusze interpretowane przez Lisickiego

W dalszej części Lisicki przedstawia dwa możliwe wyjaśnienia wypowiedzi Sikorskiego. Pierwsze jest ironiczne i zakłada, że minister może funkcjonować w świecie oderwanym od realnych konsekwencji wojny, który Lisicki porównuje do gier komputerowych.

Drugi scenariusz jest znacznie dalej idącą interpretacją. Lisicki sugeruje, że może chodzić o świadome działanie zachodnich „globalistów”, którzy – według jego twierdzenia – mają uważać, że Ukraina przegrywa wojnę i dlatego chcą doprowadzić do bezpośredniego konfliktu Polski z Rosją. W jego ocenie miałoby to pozwolić na podtrzymanie wojny i uniknięcie przyznania się do porażki dotychczasowej polityki.

Są to przypisywane Lisickiemu interpretacje dotyczące motywacji polityków i określonych środowisk. W materiale nie przedstawia on dowodów potwierdzających istnienie takiego planu.

Ceny surowców i sytuacja gospodarcza

Lisicki rozszerza następnie temat o sytuację na rynku surowców. Twierdzi, że w wyniku wojny na Bliskim Wschodzie i sytuacji w rejonie Zatoki Perskiej dostawy surowców zostały w dużym stopniu ograniczone. Jednocześnie – według jego wypowiedzi – ataki na rosyjskie rafinerie powodują zmniejszenie ilości ropy i gazu dostępnych na Zachodzie.

Jego zdaniem skutkiem są gwałtownie rosnące ceny oraz ryzyko poważnych problemów gospodarczych. Przedstawia możliwość wystąpienia szerokiego kryzysu gospodarczego, który miałby być kolejnym argumentem przeciwko dalszej eskalacji.

Lisicki ponownie wskazuje na Donalda Trumpa. Według jego relacji były prezydent USA miał wezwać Wołodymyra Zełenskiego do zaprzestania ataków na rosyjskie rafinerie, ponieważ dostrzega ich wpływ na światową gospodarkę. Lisicki przedstawia to jako dowód na to, że również Trump zauważa zależność pomiędzy tymi atakami a konsekwencjami ekonomicznymi.

„Eskalować, żeby Putin się przestraszył”

Lisicki wraca następnie do wcześniejszych wypowiedzi Radosława Sikorskiego i przywołuje jego słowa z wywiadu dla „Financial Times”, w których minister miał mówić o konieczności eskalowania działań, aby Władimir Putin się przestraszył.

W ocenie Lisickiego jest to element tej samej logiki: skoro Rosja jest przedstawiana jako coraz większe zagrożenie, a jej działania mają dotyczyć również polskich obywateli i połączeń komunikacyjnych, społeczeństwo może zostać przekonane, że dalsze czekanie nie ma sensu i należy odpowiedzieć działaniami militarnymi.

Jednocześnie Lisicki twierdzi, że rosyjskie działania są nie tyle początkiem eskalacji, ile reakcją na wcześniejsze działania ukraińskie. Podkreśla, że jeżeli kolejne ataki będą kontynuowane, spodziewa się dalszej odpowiedzi Rosji.

Trump jako możliwy czynnik ograniczający eskalację

Pod koniec materiału Lisicki ponownie odnosi się do Donalda Trumpa. Twierdzi, że jego apel do Zełenskiego o natychmiastowe zakończenie ataków na rosyjskie rafinerie może mieć znaczenie dla dalszego rozwoju sytuacji.

Jednocześnie wyraża wątpliwość, czy apel zostanie wykonany. Według niego brak takiej reakcji oznaczałby możliwość dalszego pogarszania się sytuacji, ponieważ kolejne ukraińskie ataki mogą prowadzić do kolejnych rosyjskich odpowiedzi.

Lisicki nie przedstawia przy tym własnej pewnej prognozy rozwoju wydarzeń, lecz mówi o obawie przed dalszą eskalacją.

Krytyka polskich polityków i społeczeństwa

W końcowej części Lisicki krytycznie ocenia polskich polityków, szczególnie obecnie rządzących. Stwierdza, że ich działania są konsekwencją faktu, iż zostali wybrani przez społeczeństwo.

Następnie krytykuje poziom wiedzy historycznej części wyborców, twierdząc, że może być ona ograniczona do znajomości gier komputerowych lub amerykańskich filmów wojennych. Jego zdaniem właśnie brak wiedzy historycznej i naiwność społeczeństwa mogą ułatwiać politykom wykorzystywanie określonych narracji.

Materiał kończy się tezą Lisickiego, że politycy są częścią – jak to określa – „prowojennej, gigantycznej, globalistycznej struktury”, która może prowadzić społeczeństwa w kierunku coraz większego poczucia zagrożenia. Cała ta interpretacja pozostaje jego oceną przedstawioną w komentarzu.


Materiał „Minister Sikorski pokonałby Moskwę od razu. Jak podżegają media” ukazał się na kanale Tygodnik DoRzeczy (132 tys. subskrybentów) 14 września 2026 roku. Autorem komentarza jest Paweł Lisicki.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *