Tadeusz Iwański, Iwona Wiśniewska i Andrzej Wilk z Ośrodka Studiów Wschodnich przeanalizowali historię Krymu, jego znaczenie dla obu stron konfliktu rosyjsko-ukraińskiego oraz militarne perspektywy ewentualnego odzyskania półwyspu przez Ukrainę.
Od Imperium Osmańskiego do przekazania Ukrainie w 1954 roku
Tadeusz Iwański przypomniał, że Krym trafił pod panowanie rosyjskie pod koniec XVIII wieku w wyniku wojen Imperium Rosyjskiego z Imperium Osmańskim i od tego czasu pozostawał częścią kolejnych wcieleń państwa rosyjskiego, z krótkimi przerwami — między innymi w czasie ukraińskich walk wyzwoleńczych z lat 1918–1920, gdy część półwyspu znajdowała się pod kontrolą Ukraińskiej Republiki Ludowej, oraz podczas okupacji niemieckiej w czasie II wojny światowej. Przełomowym momentem było przekazanie Krymu Ukraińskiej Socjalistycznej Republice Radzieckiej w 1954 roku przez Nikitę Chruszczowa — decyzja ta, choć nie zmieniała faktu pozostawania obu republik w ramach jednego państwa sowieckiego, na trwałe wpłynęła na przyszły status półwyspu.
Iwański przywołał kilka teorii tłumaczących tę decyzję. Najbardziej przekonującą wydaje mu się teoria rocznicowa — rok 1954 przypadał na trzechsetną rocznicę Ugody Perejasławskiej, w wyniku której hetman Bohdan Chmielnicki poddał kozackie państwo pod protekcję Imperium Rosyjskiego, kierując się zarówno względami klasowymi (wojna z polską szlachtą), jak i religijnymi (obrona prawosławia jako trzeciego Rzymu, którym mieniła się wówczas Moskwa). Gest Chruszczowa wpisywał się w propagandową narrację o „zjednoczeniu” Ukrainy z Rosją i stanowił kulminację obchodów trwających od początku 1954 roku. Inne teorie wskazują na osobiste związki Chruszczowa z Ukrainą, gdzie przez lata pełnił funkcję pierwszego sekretarza republikańskiej partii komunistycznej, a poparcie tamtejszego aparatu partyjnego pomogło mu przejąć władzę po śmierci Stalina, a także na praktyczne względy administracyjne związane z budową Kanału Północnokrymskiego, nawadniającego pola uprawne wodą z Dniepru — włączenie Krymu do struktur ukraińskich, silnie zbiurokratyzowanego jak całe państwo sowieckie, miało pozwolić ominąć przeszkody administracyjne i przyspieszyć realizację tej inwestycji. Iwański przyznał, że prawdopodobnie wszystkie te czynniki odegrały pewną rolę, ale motyw ideologiczno-propagandowy wydaje mu się najlepiej udokumentowany w ówczesnych materiałach propagandowych.
Krym w niepodległej Ukrainie i rosnące znaczenie po 2014 roku
Iwański zaznaczył, że dyskusja o przynależności Krymu odżyła po 1991 roku, a traktat o przyjaźni między Ukrainą a Rosją udało się podpisać dopiero w 1997 roku — jedną z przeszkód była właśnie kwestia Krymu i stacjonującej tam Floty Czarnomorskiej. Mimo pojawienia się ruchów separatystycznych młode państwo ukraińskie poradziło sobie z nimi bezkrwawo, przyznając półwyspowi ograniczoną autonomię — co Iwański ocenił jako istotny sukces, częściowo umożliwiony przez zaangażowanie Rosji w pierwszą wojnę czeczeńską. Autonomia ta miała jednak charakter głównie formalny — trudno było ją poszerzyć do stopnia stanowiącego realny problem polityczny — i przez kolejne lata nie zagrażała integralności terytorialnej Ukrainy.
Iwański zwrócił uwagę, że etnicznie Ukraińcy nie stanowili na Krymie większości, a najbardziej proukraińską siłą byli w rzeczywistości Tatarzy krymscy, którzy na własnym doświadczeniu — deportacji z 1944 roku pod pretekstem rzekomej kolaboracji z Niemcami — poznali naturę władzy radzieckiej. Ukraińcy mieszkający na półwyspie byli, jego zdaniem, mentalnościowo zupełnie inni niż ci z kontynentalnej, zwłaszcza zachodniej Ukrainy — silnie zsowietyzowani, zrusyfikowani i obojętni wobec kwestii niepodległości państwowej. Czyniło to Krym potencjalnym punktem zapalnym w razie rosyjskiej ingerencji w sprawy wewnętrzne Ukrainy — tym bardziej, że rosyjska obecność wojskowa pozostawała nieproporcjonalnie duża po niesymetrycznym podziale Floty Czarnomorskiej, w którym strona rosyjska uzyskała zdecydowanie więcej, a nakłady finansowe obu stron były zupełnie nieporównywalne.
W 2014 roku Putin wykorzystał te uwarunkowania, wysyłając na półwysep tzw. zielone ludziki — żołnierzy bez oznaczeń, którzy bez rozgłosu, w milczeniu i spokoju obstawili kluczowe budynki w Symferopolu, w tym lotnisko i siedzibę parlamentu krymskiego. Iwański wspominał, że dla obserwatorów była to wówczas zupełnie nowa taktyka, budząca powszechne zdumienie i pytania, z czym właściwie ma się do czynienia. Podkreślił, że znaczenie Krymu dla Ukraińców od tego momentu systematycznie rośnie, co potwierdzają badania opinii publicznej — o ile przed wojną około 60 procent Ukraińców uważało odzyskanie Krymu za priorytet, o tyle obecnie odsetek ten przekracza 80 procent. Mentalnie Krym coraz silniej integruje się z ukraińską świadomością narodową i terytorialną, mimo że gospodarczo przed wojną odpowiadał jedynie za 3–5 procent PKB Ukrainy — jego znaczenie było przede wszystkim symboliczne, jako popularna destynacja turystyczna prezentowana we wszystkich materiałach promocyjnych kraju.
Iwański zauważył też zmianę w podejściu do kwestii językowej — przed 2014 rokiem Ukraińcy odwiedzający Krym naturalnie posługiwali się tam rosyjskim, traktując to jako coś oczywistego i normalnego, częściowo z obawy przed antagonizowaniem rosyjskojęzycznej społeczności lokalnej; nawet jeśli ktoś dostrzegał w tym problem, nie było jasne, co można byłoby z tym zrobić, a próba „ukrainizacji” Krymu byłaby zadaniem bardzo trudnym. Im dalej jednak posuwa się rosyjska kontrola nad półwyspem, tym silniejszy, odwrotny do zamierzonego efekt wywołuje to w społeczeństwie ukraińskim — Krym staje się coraz bardziej widoczny na mentalnej mapie kraju.
Krym jako fundament władzy Putina i źródło korzyści dla oligarchów
Iwański podkreślił, że Krym ma też fundamentalne znaczenie dla samej Rosji — na akcji „Krym Nasz” z 2014 roku Putin w dużej mierze zbudował swoje polityczne dziedzictwo. Symboliczne znaczenie półwyspu dla Rosji sięga chrztu Rusi (książę Włodzimierz Wielki ochrzcił się najpierw w Chersonezie Taurydzkim na Krymie, dopiero potem ochrzcił mieszkańców Kijowa), wielkiej wojny krymskiej oraz oblężenia Sewastopola podczas II wojny światowej — miasta, które w rosyjskiej i wcześniej radzieckiej nomenklaturze funkcjonuje jako „miasto-bohater”. Zdaniem Iwańskiego z tych wszystkich powodów Rosjanie prędzej zrezygnowaliby z Donbasu niż z Krymu.
Iwona Wiśniewska opisała, jak znaczenie Krymu dla Rosji wzrosło jeszcze po nałożeniu zachodnich sankcji w 2014 roku. Represje wymierzone w kluczowych przedstawicieli elity putinowskiej, przede wszystkim Arkadija Rotenberga i Jurija Kowalczuka — bliskich przyjaciół prezydenta i bankierów zarządzających, jak można przypuszczać, częścią jego aktywów — sprawiły, że przejęty przez Rosję półwysep posłużył Kremlowi jako forma rekompensaty dla osób dotkniętych sankcjami. Hasło „Krym nasz”, niezwykle popularne wśród rosyjskiego społeczeństwa i skutkujące wzrostem poparcia dla Putina, elita putinowska potraktowała dosłownie — znacjonalizowane wcześniej przedsiębiorstwa i majątek ukraiński na Krymie w dużej mierze sprywatyzowano, a beneficjentami byli właśnie Kowalczuk i Rotenberg. Kowalczuk przejął między innymi liczne sanatoria i kurorty, a dodatkowo kolejne winnice o światowej renomie, dobrze znane jeszcze z czasów Związku Radzieckiego — w tym słynną winnicę Massandra, wraz z którą za bezcen przejął jedną z największych na świecie kolekcji win, gromadzoną tam od ponad stu lat.
Wiśniewska wskazała też na drugi filar polityki Kremla wobec Krymu — demonstrację, zarówno wobec własnego społeczeństwa, jak i wobec Zachodu oraz Ukrainy, że półwysep staje się faktyczną częścią Rosji. Służyły temu inwestycje infrastrukturalne łączące Krym z Rosją kontynentalną: budowa mostu krymskiego (realizowana przez Rotenberga, kosztem około 4 miliardów dolarów), mostu energetycznego oraz gazociągu zasilającego wybudowane na półwyspie elektrownie gazowe. Wszystkie te inwestycje finansowano z budżetów państwowych koncernów rosyjskich lub bezpośrednio z budżetu federalnego, a beneficjentami zamówień publicznych ponownie były osoby z bliskiego otoczenia prezydenta. Krym dał też najbogatszym Rosjanom możliwość korzystania z luksusowych jachtów i rezydencji nadmorskich w momencie, gdy porty śródziemnomorskie stały się dla nich mniej dostępne wskutek sankcji — każdy z oligarchów zainwestował we własną rezydencję z dostępem do morza, co w praktyce oznaczało niemal całkowitą prywatyzację linii brzegowej kosztem lokalnych mieszkańców.
Koszty aneksji i problemy społeczne
Koszt przyłączenia Krymu do Rosji szacowano na około 900 miliardów rubli, czyli wówczas 12 miliardów dolarów — środki te trafiły na inwestycje infrastrukturalne oraz bezpośrednie dotacje i subsydia dla budżetów Krymu i Sewastopola, funkcjonujących jako dwa odrębne podmioty administracyjne. Wiśniewska podkreśliła, że w efekcie Krym stał się jednym z najbardziej dotowanych regionów Rosji — transfery z budżetu federalnego stanowiły około 78 procent dochodów budżetu półwyspu, co oznaczało, że region był w praktyce finansowany bezpośrednio z podatków pozostałych obywateli rosyjskich. Mimo to poziom życia mieszkańców pozostawał wyraźnie poniżej średniej rosyjskiej — emerytury wprawdzie wzrosły w porównaniu z okresem ukraińskim, ale jednocześnie znacząco podniosły się ceny, zwłaszcza przed ukończeniem mostu krymskiego, gdy większość towarów trzeba było dostarczać drogą morską, co podnosiło zarówno koszty energii, jak i wszelkich produktów.
Poważnym problemem dla mieszkańców stał się też deficyt wody, wynikający z odcięcia dopływu z Kanału Północnokrymskiego zasilanego wodą z Dniepru — niedobory szczególnie dotykały rolnictwo i nasilały się latem, ograniczając dostęp do wody całym wsiom i miastom. Wiśniewska zwróciła przy tym uwagę na uderzającą dysproporcję: te same ograniczenia w żaden sposób nie dotykały rosyjskiej elity, która bez przeszkód zasilała wodą swoje rezydencje na południowym wybrzeżu oraz należące do niej winnice — tam problemów z wodą po prostu nie było. Problemy z deficytem wody powróciły ze zdwojoną siłą po wysadzeniu tamy w Nowej Kachowce.
Wiśniewska zwróciła też uwagę na spadek popularności Krymu jako destynacji turystycznej po rozpoczęciu pełnoskalowej inwazji — rosyjskie władze zamknęły jedenaście lotnisk na południu kraju, pozostawiając czynne jedynie Soczi, do którego samoloty z Moskwy muszą teraz nadkładać drogi, przelatując nad terytorium Kazachstanu, co wydłuża i podraża koszty przelotu. Dodatkowym czynnikiem zniechęcającym turystów są coraz częstsze, odnotowywane zwłaszcza od połowy poprzedniego roku ataki dronowe na infrastrukturę wojskową półwyspu, mimo dostępności zarówno mostu kolejowego, jak i samochodowego. W efekcie w 2022 roku liczba turystów spadła o około jedną trzecią względem roku poprzedniego — choć, jak zastrzegła Wiśniewska, był to jeszcze rok w dużej mierze pandemiczny, a nie szczyt sezonu podróżniczego. W roku, w którym nagrywano materiał, sezon dopiero się rozpoczynał, ale przedstawiciele branży turystycznej alarmowali, że nawet 70 procent dostępnych miejsc noclegowych pozostawało niezarezerwowanych — jak podsumowała Wiśniewska, nie wiadomo dokładnie, ilu Rosjan ostatecznie odwiedzi półwysep w danym sezonie, ale skala problemu stanowi już teraz poważny cios dla regionu, dla którego turystyka od zawsze była gospodarczym fundamentem.
Ograniczone znaczenie militarne i trudna droga do odzyskania
Andrzej Wilk ocenił, że znaczenie Krymu w kontekście obecnie toczącej się wojny jest niewielkie i ma charakter pomocniczy — jego zdaniem dla Rosji dużo istotniejsza z punktu widzenia prowadzonej agresji jest obecność wojskowa na Białorusi, dająca znacznie szersze możliwości oddziaływania różnymi rodzajami uzbrojenia na terytorium Ukrainy, podczas gdy możliwości wykorzystania Krymu z tej perspektywy są mocno ograniczone.
Wilk postawił przy tym retoryczne pytanie: w jakiej sytuacji znalazłaby się Rosja, gdyby musiała prowadzić atak na Ukrainę wyłącznie z terytorium samego Krymu? Jego odpowiedź brzmiała, że nawet przy wsparciu lotniczym i morskim półwysep zupełnie nie nadaje się do rozwijania ofensywy lądowej w głąb kontynentalnej Ukrainy — jak to ujął, Ukraińcy mogliby wówczas Rosjanom „zafundować Termopile”. Podkreślił ważny niuans: nie chodzi już, jak to bywało przez wieki, o pojedynczy wąski przesmyk perekopski, lecz o dwie drogi wyprowadzające z półwyspu — obie jednak wąskie, w części nie w pełni lądowe, łatwe do zniszczenia i przerwania, co uniemożliwiłoby rosyjskim wojskom swobodne rozwinięcie sił: żołnierze i sprzęt po prostu by się tam nie zmieścili. Wilk zaznaczył też wprost, że sam Krym pozostaje terytorium Ukrainy, obecnie okupowanym.
Prawdziwe znaczenie Krymu dla Rosji, jak podkreślił Wilk, wynika z jego roli w kontrolowaniu sytuacji na Morzu Czarnym, w tym dostępu przez Cieśniny Tureckie — to nie Krym jest potrzebny do prowadzenia wojny na Ukrainie, lecz odwrotnie: wojna na Ukrainie jest Rosji potrzebna, by w pełni wykorzystać strategiczne walory Krymu jako bastionu kontrolującego Morze Czarne. Kluczowe znaczenie ma przy tym utrzymywane od wiosny 2022 roku lądowe połączenie z półwyspem przez części obwodów chersońskiego, zaporoskiego i donieckiego — w czasie pokoju wystarczała Rosji kontrola nad Cieśniną Kerczeńską, jednak wojna pokazała, jak kruche jest to połączenie (co potwierdził chociażby jeden odnotowany incydent), co czyni utrzymanie korytarza lądowego priorytetem dla Moskwy w razie myślenia o konflikcie w szerszych, długofalowych kategoriach.
Odzyskanie Krymu przez Ukrainę będzie zależało, zdaniem Wilka, od dwóch czynników — politycznego i militarnego. Na Zachodzie panuje zgoda co do tego, że Rosja musi opuścić Ukrainę i że kraj ten musi odzyskać utracone terytoria, natomiast nie ma jednomyślności, czy dotyczy to również Krymu. Wynika to między innymi z tego, jak sama Rosja postrzega półwysep — jako newralgicznie ważny, integralnie własny — co rodzi w Stanach Zjednoczonych i Europie Zachodniej powszechne przekonanie, że jakakolwiek próba odbicia Krymu mogłaby dla Rosji stanowić uzasadnienie nawet do użycia broni jądrowej.
Pod względem militarnym Ukraińcy musieliby najpierw odciąć Krym skuteczną kontrofensywą, a następnie zmierzyć się z jednymi z najbardziej rozbudowanych linii obronnych w konfliktach zbrojnych od czasów II wojny światowej — w zależności od kierunku, w obwodzie donieckim są to dwie główne linie obrony złożone z różnych warstw, a w obwodzie zaporoskim i częściowo chersońskim aż trzy takie linie. Wysadzenie tamy w Kachowskiej Elektrowni Wodnej częściowo zmieniło tę sytuację, zalewając w zdecydowanej mierze tereny kontrolowane przez Rosję i praktycznie zmywając jedną z linii obronnych w obwodzie chersońskim — powstał tam pas ziemi niczyjej o szerokości od kilku do kilkunastu kilometrów, a warunki obrony Rosjan wyraźnie się pogorszyły; stracili też, bez możliwości ewakuacji, część składów amunicji i wyposażenia wojskowego. Mimo to Rosjanie zachowują kolejne linie obronne aż do samej nasady Półwyspu Krymskiego, a zdjęcia satelitarne pokazują, że budują umocnienia również na samym półwyspie. Wilk podkreślił, że przełamanie tych pozycji wymagałoby od Ukrainy znacznie większego zaangażowania, ofiar oraz zdecydowanie większych dostaw ciężkiego sprzętu, amunicji i wsparcia z Zachodu — zwłaszcza amunicji artyleryjskiej i wzmocnienia wsparcia ogniowego, ponieważ umocnionych pozycji rosyjskich nie da się zniszczyć samymi czołgami, bojowymi wozami piechoty czy atakującą piechotą; do tego potrzebne jest albo lotnictwo, albo ciężka artyleria, których Ukraina wciąż ma zbyt mało w stosunku do rzeczywistych potrzeb.
Materiał „Krym. Historia, znaczenie dla konfliktu Rosja-Ukraina, perspektywy na przyszłość”, kanał OSW – Ośrodek Studiów Wschodnich (274 tys. subskrybentów), 10 lipca 2023.