Lwów 1918–1919: jak zaczęła się wojna polsko-ukraińska — kanał Historia 360
Wojna polsko-ukraińska z lat 1918–1919 to konflikt kojarzony przede wszystkim z obroną Lwowa i bohaterską postawą broniącej miasta polskiej młodzieży — ale, jak podkreśla autor materiału opublikowanego na kanale „Historia 360″, to pozornie niewielkie, bo trwające jedynie pół roku starcie zbrojne między dwoma nowo powstającymi państwami położyło fundamenty nie tylko pod przyszłe granice Polski, lecz także pod całość relacji polsko-ukraińskich, które oddziałują na oba społeczeństwa do dziś.
Korzenie konfliktu w Galicji austro-węgierskiej
Autor wskazuje, że nowoczesna forma konfliktu polsko-ukraińskiego zaczęła się kształtować w XIX wieku w monarchii austro-węgierskiej. Polacy oraz Ukraińcy — dopiero budujący wówczas podwaliny swojej nowoczesnej tożsamości narodowej — żyli obok siebie w Królestwie Galicji i Lodomerii, jednej z prowincji Austro-Węgier, i już od połowy XIX wieku coraz wyraźniej rywalizowali o wpływy polityczne, społeczne i kulturowe.
Zdaniem twórcy materiału to właśnie zabór austriacki, a nie rosyjski — mimo że większość Polaków i Rusinów zamieszkiwała tereny Cesarstwa Rosyjskiego — stał się zarzewiem przyszłego konfliktu. W Rosji silna rusyfikacja uniemożliwiała rozwój zarówno myśli polskiej, jak i ukraińskiej czy rusińskiej, podczas gdy Austriacy nie germanizowali Słowian w porównywalnym stopniu, co pozwoliło obu narodom rozwijać własną kulturę. Galicja jako autonomiczny region austriackiej części monarchii, tzw. Przedlitawii, posiadała własny sejm we Lwowie — to właśnie tam ścierały się oba żywioły narodowe.
Autor przypomina, że mimo braku własnej państwowości obu narodów konflikt był już wówczas mocno zaogniony. Polacy początkowo próbowali przekonać Rusinów do wspólnej walki o niepodległość w formule Rzeczpospolitej Trojga Narodów, jednak pomysł ten nie spotkał się z entuzjazmem strony ukraińskiej, która widziała w Polakach zagrożenie dla budowy własnej niezależności. Jak zaznacza narrator, brak przymusowej asymilacji sprawił, że to właśnie w Austrii — mimo mniejszej niż w Rosji liczby Ukraińców — rodziły się podwaliny nowoczesnego narodu ukraińskiego, co tłumaczy również, dlaczego Ukraińcy tak zawzięcie walczyli później o Lwów, czasem utożsamiając go z ukraińskością silniej niż intuicyjnie bliższy im Kijów. Skalę napięcia dobrze ilustruje fakt, że w 1908 roku ukraiński anarchista dokonał skutecznego zamachu na życie gubernatora Galicji, Polaka Andrzeja Potockiego — choć, jak zastrzega autor, po stronie ukraińskiej nie brakowało też osób dążących do porozumienia, choć było ich stosunkowo niewiele.
Mozaika etniczna Galicji Wschodniej
Powołując się na austriacki spis powszechny z 1910 roku, według którego Galicję zamieszkiwało około 5 milionów 300 tysięcy osób, autor zwraca uwagę na złożoność struktury etnicznej regionu. Spis nie pytał o narodowość, a jedynie o wyznanie i używany język, co rodzi istotne trudności interpretacyjne — proste przyporządkowanie wyznania rzymskokatolickiego do Polaków, a greckokatolickiego do Ukraińców, jest błędne. Wynikało to z dwóch przyczyn: po pierwsze, w procesie polonizacji ukraińskich Rusinów zmiana tożsamości narodowej często wyprzedzała zmianę wyznania, przez co istniała spora grupa greckokatolickich Polaków; po drugie, samo wyznanie greckokatolickie czy prawosławne nie musiało świadczyć o ukraińskim pochodzeniu — wielu jego wyznawców określało się po prostu jako Rusini lub przedstawiciele odrębnych grup etnicznych, takich jak Łemkowie, Bojkowie czy Hucułowie, których Ukraińcy uważali za część własnego narodu, choć większość przedstawicieli tych grup by się z tym nie zgodziła.
Autor podkreśla, że mimo tych zastrzeżeń w skali całej Galicji Wschodniej większość ludności stanowili Ukraińcy, jednak w miastach — a zwłaszcza we Lwowie — układ ten się odwracał: po Polakach drugą co do wielkości grupą narodową byli Żydzi, Ukraińców natomiast było tam bardzo niewielu.
Wybuch pierwszej wojny światowej i sprawa polska
W atmosferze narastającej nieufności i chaosu wybuchła pierwsza wojna światowa, przynosząc zniewolonym narodom Europy nadzieję na własną państwowość. Autor przypomina, że 5 listopada 1916 roku Cesarstwo Niemieckie i Austro-Węgry wydały wspólny manifest dwóch cesarzy, zapowiadający powstanie po wojnie niepodległego państwa polskiego związanego z państwami centralnymi — bez sprecyzowania jednak jego granic. Był to, jak zaznacza narrator, pierwszy przypadek przedstawienia sprawy polskiej na forum międzynarodowym w trakcie wojny.
Sytuacja Polaków nie układała się jednak korzystnie. W 1918 roku, mimo powolnego tworzenia struktur państwowych z Radą Regencyjną na czele, podpisany został tzw. Traktat Chlebowy — układ między Niemcami, Austro-Węgrami a Ukraińską Republiką Ludową, powstałą po rewolucji w Rosji i prowadzącą wówczas wojnę o niepodległość z Rosją bolszewicką. W zamian za wsparcie militarne Ukraina zaoferowała państwom centralnym, cierpiącym z powodu blokady morskiej, milion ton zboża, uzyskując w zamian tereny Chełmszczyzny, część Podlasia oraz autonomię ukraińską na terenach Galicji Wschodniej wymuszoną na Austriakach. Ustalona w ten sposób granica Polski, jak zaznacza autor, nie napawała Polaków optymizmem, co skłoniło ich do przesunięcia nadziei na odzyskanie niepodległości w stronę Ententy.
Wybuch walk o Lwów
7 października 1918 roku, w obliczu zbliżającej się klęski państw centralnych, Rada Regencyjna ogłosiła niepodległość Polski. W odpowiedzi władze Lwowa 11 października wysłały do Warszawy list zapewniający o poparciu dla sprawy polskiej i chęci przyłączenia się do nowo tworzonego państwa. Autor opisuje, jak w tym samym czasie rozpadająca się monarchia austro-węgierska rodziła liczne rady robotnicze i rządy tymczasowe — 16 października cesarz Karol I wydał manifest o federalizacji monarchii, co okazało się już spóźnioną reformą. Równolegle we Lwowie uformowała się Ukraińska Rada Narodowa, ogłaszając powstanie państwa ukraińskiego w Galicji jako części federalnej Austro-Węgier i odrzucając roszczenia Rady Regencyjnej do Galicji Wschodniej.
1 listopada 1918 roku Ukraińcy ogłosili powstanie Zachodnioukraińskiej Republiki Ludowej i jednocześnie dokonali ataku na Lwów, przejmując jego kluczowe punkty niemal bez oporu ze strony polskich organizacji konspiracyjnych, takich jak Polska Organizacja Wojskowa. Autor tłumaczy to małą liczebnością sił polskich w mieście, wewnętrznym skłóceniem polskich organizacji zbrojnych oraz lepszym przygotowaniem strony ukraińskiej. Mimo to w mieście zaczęły formować się pierwsze punkty oporu, skupione między innymi wokół szkoły imienia Henryka Sienkiewicza — tak rozpoczęła się wojna polsko-ukraińska. 13 listopada Ukraińska Rada Narodowa ogłosiła niepodległość Zachodnioukraińskiej Republiki Ludowej również względem równolegle istniejącego państwa ukraińskiego ze stolicą w Kijowie, które w międzyczasie przekształciło się z Ukraińskiej Republiki Ludowej w Hetmanat pod władzą Pawła Skoropadskiego po kwietniowym zamachu stanu.
Autor opisuje chaotyczną sytuację w mieście, gdzie poszczególne dzielnice często przechodziły z rąk do rąk. 3 listopada do Lwowa dotarły trzy sotnie Legionu Ukraińskich Strzelców Siczowych, zwiększając liczbę ukraińskich żołnierzy do około 2300 i pozwalając im opanować m.in. strategicznie ważny Dworzec Główny. Sytuację pogarszała obecność licznych maruderów i przestępców grabiących magazyny żywności oraz składy kolejowe. Po pierwszych dniach chaosu linia frontu ustabilizowała się, wzniesiono barykady i zapory, choć nie zmniejszyło to liczby ofiar — Polacy cierpieli na brak broni, którą często zdobywali na przeciwniku, a w obronie miasta brało udział wielu cywilów ze wszystkich warstw społecznych, w tym w szczególności niepełnoletnia młodzież lwowska, upamiętniona później jako Orlęta Lwowskie. Zdaniem autora bez jej poświęcenia miasto zostałoby prawdopodobnie zdobyte przed nadejściem polskiego wsparcia.
Pogrom lwowski
Autor przypomina, że odzyskanie Lwowa przez Polaków nie zakończyło cierpień jego mieszkańców. W dniach 22–24 listopada 1918 roku w dzielnicy żydowskiej doszło do wydarzeń, które przeszły do historii jako pogrom lwowski — rabowano sklepy i mieszkania, podpalano budynki oraz dopuszczano się aktów przemocy wobec ludności żydowskiej. W chaosie pierwszych dni po odbiciu miasta trudno było odróżnić żołnierzy od uzbrojonych cywilów, dezerterów i zwykłych przestępców wykorzystujących bezprawie do grabieży.
Tłumacząc genezę wydarzeń, autor przypomina, że po przejęciu miasta przez wojska ukraińskie w dzielnicy żydowskiej utworzono milicję żydowską, mającą chronić miejscową ludność i utrzymywać porządek — jej działania do dziś budzą kontrowersje, ponieważ według części relacji jej członkowie brali udział w walkach po stronie ukraińskiej lub przekazywali informacje wojskom ukraińskim, podczas gdy część społeczności żydowskiej starała się zachować neutralność. Po wkroczeniu wojsk polskich atmosfera w mieście była napięta — krążące pogłoski o współpracy części Żydów z Ukraińcami, w połączeniu z chaosem wojennym i obecnością licznych kryminalistów wypuszczonych wcześniej z więzień oraz dezerterów z armii austro-węgierskiej, doprowadziły do wybuchu rozruchów. Polskie dowództwo próbowało przywrócić porządek, wprowadzając patrole i stan wyjątkowy, jednak działania te okazały się spóźnione. Autor zaznacza, że do dziś historycy nie są zgodni co do zakresu odpowiedzialności za pogrom — część badaczy wskazuje na niewystarczającą reakcję i bierność polskiego dowództwa, inni podkreślają rolę grup przestępczych wykorzystujących chaos wojenny oraz anarchię towarzyszącą wycofywaniu się wojsk ukraińskich.
Oblężenie Lwowa trwa
Jak zaznacza narrator, wyzwolenie miasta nie oznaczało końca jego oblężenia — Lwów wciąż był otoczony z trzech stron przez wojska ukraińskie, a dowództwo Ukraińskiej Armii Halickiej stacjonowało zaledwie 25 kilometrów od miasta. Polacy natychmiast zaczęli organizować w mieście nowe oddziały Wojska Polskiego, wcielając je do sformowanego wcześniej pod dowództwem generała Tadeusza Rozwadowskiego Naczelnego Dowództwa Wojsk Polskich na Galicję Wschodnią, zwanego potocznie Armią Wschód, a liczącego początkowo około 1300 żołnierzy. Autor podkreśla, że mimo skromnej liczebności był to oddział istotny, ponieważ na całym froncie polsko-ukraińskim brakowało wówczas żołnierzy, a znaczną ich część stanowili ochotnicy — każdy doświadczony żołnierz zawodowy był na wagę złota.
Dotarcie do samego Lwowa również nie było proste: jedyna trasa kolejowa prowadziła przez Przemyśl, zajęty na początku listopada przez Ukraińców, którzy wycofali się z miasta 12 listopada po 24 godzinach walk. Z powodu szerzącej się epidemii grypy hiszpanki polskie wojska wyruszyły na Lwów dopiero 19 listopada, docierając na miejsce dzień później — od tego momentu inicjatywa przeszła na stronę polską, a dowódca wojsk ukraińskich, pułkownik Hnat Stefaniw, zdecydował się wycofać z miasta w obawie przed okrążeniem.
Ukraińcy nie zrezygnowali jednak z odbicia Lwowa. Na początku grudnia ponownie podeszli pod Przemyśl, ostrzeliwując miasto artyleryjsko, a w dniach 11–16 grudnia toczyły się krwawe walki o pobliskie miejscowości kluczowe dla jego obrony — ostatecznie atak odparto. Autor przypomina, że przy tak niewielkiej liczbie żołnierzy po obu stronach trudno było utrzymać stały front, co prowadziło do chaosu i częstego przechodzenia wiosek z rąk do rąk. 27 grudnia rozpoczęła się ofensywa Armii Halickiej, a już dzień później Ukraińcom udało się przerwać dostawy prądu i wody do Lwowa oraz zablokować trasy zaopatrzeniowe — miasto znalazło się w pełnym pierścieniu oblężenia. Na początku 1919 roku i przez cały styczeń toczyły się zażarte walki o utrzymanie łączności zaopatrzeniowej miasta z resztą kraju, jednak nie przyniosły one rozwiązania — linia kolejowa Przemyśl–Lwów wielokrotnie przechodziła z rąk do rąk.
Misja pokojowa Ententy i przełom wiosną 1919 roku
Autor zwraca uwagę na dodatkowy czynnik komplikujący sytuację Ukraińców — od wschodu postępowała wówczas ofensywa bolszewicka, która 3 stycznia zajęła Charków, co skłoniło Zachodnioukraińską Republikę Ludową i Ukraińską Republikę Ludową do formalnego zjednoczenia. Luty 1919 roku przyniósł jednak przełom w samych walkach o Lwów: od 15 lutego trwała ukraińska operacja Wowczuchowska, mająca opanować linię kolejową Przemyśl–Lwów, w której Ukraińcy początkowo mieli wyraźną przewagę. Sytuację zmieniła interwencja Komisji Międzysojuszniczej dla Polski, powołanej przez Ententę w celu doprowadzenia do rozejmu — ostateczne rozstrzygnięcia dotyczące przynależności Galicji miały zapaść dopiero na konferencji pokojowej w Paryżu. Misji udało się doprowadzić do podpisania tymczasowego rozejmu 24 lutego.
Jak relacjonuje autor, w toku negocjacji strona polska proponowała granicę wzdłuż linii Bugu i Świcy, natomiast delegacja ukraińska domagała się linii rozgraniczenia wzdłuż Sanu. Przywódca misji, generał Joseph Barthélemy, zaproponował kompromisową linię demarkacyjną, zbliżoną do propozycji polskiej, z wyjątkiem przekazania stronie ukraińskiej miasta Stryj i okolic oraz udziału we wpływach z wydobycia ropy naftowej w zagłębiu drohobyckim. Ukraińska Republika Ludowa odrzuciła te ustępstwa, podtrzymując żądanie granicy na Sanie, co doprowadziło do wstrzymania rozmów i wznowienia działań zbrojnych na początku marca, ponownie skoncentrowanych na linii kolejowej Przemyśl–Lwów.
19 marca 1919 roku dowództwo Armii Wschód objął generał Wacław Iwaszkiewicz, zastępując generała Rozwadowskiego, który został mianowany szefem polskiej misji wojskowej przy Naczelnym Dowództwie Aliantów we Francji. W tym czasie sformułowano kolejną propozycję rozejmu, opartą na linii demarkacyjnej zaproponowanej przez Louisa Bothę, przywódcę brytyjskiej misji wojskowej — południowoafrykańskiego polityka, współzałożyciela Partii Południowoafrykańskiej wraz z Janem Smutsem. Propozycję tę odrzucił Roman Dmowski, przywódca polskiej delegacji na konferencję pokojową w Paryżu, ze względu na przekazanie stronie ukraińskiej zagłębia borysławskiego.
Przełom przyniosła dopiero wiosna 1919 roku wraz z przybyciem do Polski z Francji doświadczonej, dobrze wyposażonej 35-tysięcznej Błękitnej Armii generała Józefa Hallera, skierowanej na front lwowski. Ofensywa rozpoczęła się w połowie maja — Haller dysponował wówczas około 50 tysiącami żołnierzy wobec około 44 tysięcy po stronie ukraińskiej. Po ciężkich walkach doszło do przełamania frontu i odwrotu wojsk ukraińskich, a trwające ponad pół roku oblężenie Lwowa dobiegło końca. Autor przywołuje fragment rozkazu pochwalnego generała Hallera skierowanego do uczestników majowej ofensywy 1919 roku w Galicji Wschodniej, w którym dowódca podkreślał przełamanie linii nieprzyjacielskiej i wyrażał wiarę w doprowadzenie do ostatecznego zwycięstwa.
Ostatnie walki i dziedzictwo konfliktu
Autor zaznacza, że wbrew powszechnemu przekonaniu wojna nie zakończyła się wraz z odblokowaniem Lwowa, choć siły ukraińskie nie były już w stanie się podnieść. Doszło jeszcze do ostatniej ukraińskiej ofensywy — tzw. ofensywy czortkowskiej — podjętej po tym, jak Ukraińcy odrzucili kolejną propozycję linii demarkacyjnej, uznając ją za polską grę na zwłokę. Po kilku dniach walk atak załamał się, a Wojsko Polskie odbiło utracone tereny, wypychając przeciwnika za rzekę Zbrucz. Doprowadziło to do przyłączenia się Ukraińskiej Armii Halickiej do walki z nadciągającymi bolszewikami, likwidacji Zachodnioukraińskiej Republiki Ludowej oraz do rozejmu polsko-ukraińskiego, wymuszonego rosnącym zagrożeniem ze strony Rosji bolszewickiej. Autor zapowiada, że z tego wspólnego zagrożenia narodzi się później sojusz polsko-ukraiński między Józefem Piłsudskim a Symonem Petlurą — kontrowersyjny epizod, który zapowiada omówić w odrębnym materiale.
Rola polskiego lotnictwa
W dalszej części materiału autor skupia się na często pomijanym aspekcie wojny — polskim lotnictwie. Nowo tworzone, otoczone przez wrogów państwo polskie od początku swojego istnienia rozpoczęło organizację wojsk lotniczych. To właśnie na froncie ukraińskim doszło do pierwszego w polskiej historii lotu bojowego — 5 listopada 1918 roku samolot zbombardował pod Lwowem oddział Strzelców Siczowych. Polskie siły powietrzne wspierały walki wojsk lądowych, rzadko wchodząc w bezpośredni kontakt z lotnictwem ukraińskim i ograniczając się głównie do bombardowań, lotów rozpoznawczych oraz funkcji łącznikowych — to właśnie samolotem do oblężonego Lwowa dotarł dowódca Armii Wschód generał Rozwadowski. Autor wskazuje, że Polacy dysponowali głównie samolotami pochodzącymi z państw centralnych, takimi jak niemieckie Albatrosy C-12 czy austriackie Lloydy C.V, a po zawarciu rozejmu z Ukrainą wszystkie eskadry przeniesiono do walk z bolszewikami.
Podsumowanie
Lipiec 1919 roku przyniósł formalny koniec wojny polsko-ukraińskiej, choć — jak zaznacza autor — nie oznaczał końca trudnych relacji obu narodów. Twórca materiału podkreśla, że starał się przedstawić kontrowersyjny, wciąż po ponad stu latach wywołujący silne emocje temat możliwie obiektywnie, bez podejmowania próby oceny, do kogo powinna była należeć Galicja — region, który, jak przypomina, był w tamtym czasie skrajnie niejednorodny etnicznie, przez co żadne z możliwych rozwiązań nie mogło być idealne.
Materiał opublikowany na kanale „Historia 360″ na YouTube, liczącym 715 subskrybentów, pod tytułem „TU zaczął się konflikt polsko-ukraiński”. Opublikowany 20 sierpnia 2026.

