Nie o terytoria, a o zmianę „projektu Ukrainy” toczy się wojna — twierdzi Krzysztof Warecki

Jerzy Karwelis rozmawiał z Krzysztofem Wareckim, redaktorem „Myśli Polskiej”, o narastających spekulacjach dotyczących możliwego przesilenia w wojnie na Ukrainie — zarówno na poziomie międzynarodowych negocjacji, jak i wewnętrznej sytuacji politycznej w Kijowie.

Coraz większy chaos wewnętrzny na Ukrainie

Karwelis otworzył rozmowę pytaniem, czy rzeczywiście zmienia się „paradygmat” tej wojny, zaznaczając, że trudno to ocenić na podstawie oficjalnych informacji, ponieważ obie strony konfliktu prowadzą, jego zdaniem, jednostronną propagandę wojenną, co utrudnia wyciągnięcie obiektywnych wniosków. Warecki ocenił, że coraz większy chaos zaczyna panować wewnątrz Ukrainy, wskazując na kumulację kilku zjawisk: przymusową mobilizację, zjawisko określane jako „busyfikacja” (łapanki mężczyzn w wieku poborowym), a także strzelaninę w Kijowie między dwiema ukraińskimi służbami — SBU i wywiadem wojskowym GUR. Przywołał też komentarze ukraińskich obserwatorów, którzy, jak twierdził, obawiają się szerszego oporu społecznego wobec przymusowej mobilizacji, ponieważ ludzie mają już dość presji psychicznej.

Odnosząc się do pytania Karwelisa o wyniki badań sugerujące, że naród ukraiński wciąż chce walczyć, Warecki zakwestionował wiarygodność i metodologię takich badań, sugerując, że mogą one same być elementem propagandy. Ocenił, dość kategorycznie, że gdyby Ukraińcy rzeczywiście chcieli kontynuować wojnę w obecnej sytuacji, byłoby to dla niego zaskakujące, biorąc pod uwagę, że — jego zdaniem — wojna jest przez Ukrainę przegrywana, a jedynym pytaniem pozostaje, jak długo potrwa „agonia tego państwa”. Jako dowód wskazał na zniszczenie 90 procent powierzchni magazynowej i centrów logistycznych wskutek rosyjskich ataków rakietowych i dronowych, skutkujące pustymi półkami w sklepach (zastępowanymi, jak stwierdził, głównie alkoholem), a także narastające problemy psychologiczne wynikające z częstych alarmów przeciwlotniczych, o których – jak zaznaczył – donoszą sami Ukraińcy w internecie.

Czy grozi wojna domowa?

Karwelis zapytał, czy strzelanina między SBU a GUR może być sygnałem szerszej „wojny gangów o władzę nad społeczeństwem”, ewentualnie zapowiedzią wojny domowej. Warecki uznał to za możliwe, wiążąc to ze zjawiskiem, które określił jako „forsowną banderyzację” państwa ukraińskiego, zapoczątkowaną — jego zdaniem — przez USA po wydarzeniach 2014 roku, zaznaczając jednak, że społeczeństwo ukraińskie niekoniecznie w pełni podziela tę ideologię, i że zna wielu Ukraińców otwarcie się od niej dystansujących.

Odpowiadając na uwagę Karwelisa, że bierność wobec władzy oligarchów niekoniecznie oznacza sympatię do banderyzmu, Warecki wskazał na czynnik zastraszenia społeczeństwa, które — po przekroczeniu pewnej granicy — może przerodzić się w całkowitą obojętność. Za symptom napięcia uznał wspomnianą strzelaninę między służbami, krytykując przy tym polskie media za, jego zdaniem, pominięcie istotnej wypowiedzi głównego uczestnika tych wydarzeń — osoby, która miała zostać porwana 23 sierpnia przez SBU, a której uwolnienie ujawniono dopiero 1 września. Warecki, powołując się na relację opublikowaną na portalu Ukraińska Prawda, przytoczył twierdzenie tej osoby, że została zmuszona do złożenia obciążających zeznań wobec pełniącego obowiązki szefa SBU generała Ołeksandra Pokłada oraz szefa kancelarii prezydenta Kyryła Budanowa, w tym do nagrania wymuszonego oświadczenia o rzekomych powiązaniach z rosyjską FSB — co według relacji tej osoby oraz jej adwokata było nieprawdą, wymuszoną pod presją. Ocenił, że domniemana akcja „antyterrorystyczna” przeciwko rzekomej rosyjskiej siatce sabotażowej w rzeczywistości nie miała miejsca, a całe wydarzenie wygląda raczej na wewnętrzne porachunki między służbami.

Karwelis podsumował ten wątek pytaniem, czy Warecki sugeruje, że wojna może się zakończyć w nieoczekiwany sposób, gdy „gangi oligarchiczne złapią się za łby”. Warecki odpowiedział, że pieniądze odgrywają tu istotną rolę, ale ocenił, że faktyczne zakończenie wojny zależy od momentu, w którym Rosja uzna, że osiągnęła swoje cele.

Cele Rosji: nie terytoria, lecz zmiana „projektu Ukrainy”

Odnosząc się do uwagi Karwelisa, że jeden z deklarowanych celów Rosji — denazyfikacja — najwyraźniej się nie powiódł, Warecki przywołał wypowiedź rzecznika Kremla Dmitrija Pieskowa, według którego warunki przedstawione przez Władimira Putina w czerwcu 2024 roku pozostają aktualne. Zakwestionował powszechne w mediach przekonanie, że wojna toczy się przede wszystkim o terytoria, twierdząc, że w istocie chodzi o zmianę „projektu Ukrainy” z wrogiego na przyjazny lub co najmniej neutralny wobec Rosji. Podkreślił, powołując się na wielokrotne wypowiedzi Putina i Siergieja Ławrowa, że dla Rosji kluczowe jest też „ustalenie pierwotnych przyczyn konfliktu” — a bez spełnienia tego warunku Moskwa nie zaakceptuje żadnego rozwiązania jako trwałego zakończenia wojny, lecz jedynie jako jej zamrożenie, czego — jak zaznaczył — Rosja nie chce.

Motywacje Donalda Trumpa: interesy gospodarcze

Pytany o obecny stan relacji amerykańsko-ukraińskich, Warecki zasugerował, że kluczem do zrozumienia polityki Donalda Trumpa jest uważne słuchanie jego wypowiedzi o „robieniu dobrych interesów” — przywołując jego niedawną wypowiedź w Białym Domu, w której amerykański prezydent, pytany o busyfikację na Ukrainie, miał stwierdzić, że Rosja to duży, bogaty kraj, w którym można robić świetne interesy. Ocenił, że głównym celem administracji Trumpa jest wejście, a najlepiej przejęcie kontroli nad rosyjską gospodarką, przywołując również wcześniejszy 28-punktowy plan pokojowy Trumpa z listopada poprzedniego roku, zawierający punkt dotyczący eksploatacji zasobów Arktyki.

Warecki określił Trumpa jako osobę kierującą się czysto merkantylną, cyniczną kalkulacją, wyrażając przy tym współczucie wobec Ukraińców, których — jego zdaniem — Zachód najpierw wciągnął w konflikt z Rosją, wchodząc w sferę jej bezpieczeństwa, a po nieudanej próbie destabilizacji władzy w Moskwie każe teraz spłacać koszty wojny, powołując się na wypowiedzi Trumpa domagającego się zwrotu 300 miliardów dolarów przekazanych przez administrację Bidena. Porównał sytuację Ukrainy do żołnierzy wysłanych do walki przez dowódcę, który po nieudanej operacji każe im zwrócić koszty finansowania, mimo że walczyli w jego interesie — oceniając, że Ukraina walczy przede wszystkim w interesie zachodnich oligarchów i miliarderów dążących do eksploatacji zasobów Wschodu.

Odpowiadając na pytanie, czy Trump rzeczywiście chce zakończyć wojnę, Warecki stwierdził, że zależy mu przede wszystkim na eksploatacji bogactw naturalnych Ukrainy i Rosji, i że zakończy wojnę, jeśli będzie to służyć temu celowi. Przywołał podpisaną w maju 2025 roku umowę amerykańsko-ukraińską dotyczącą eksploatacji ukraińskich złóż mineralnych, w tym pierwiastków ziem rzadkich, zaznaczając, że jej realizacja wymaga zakończenia działań wojennych. Ocenił, że skoro nie udało się obalić władz w Moskwie i osadzić przychylnej Zachodowi „marionetki” na Kremlu, alternatywnym rozwiązaniem dla Trumpa jest zamrożenie konfliktu na obecnej linii kontaktu bojowego.

Rosja nie zaakceptuje zamrożenia bez spełnienia swoich warunków

Karwelis zauważył, że według wcześniejszych słów Wareckiego Rosja dąży raczej do budowy nowej, stabilnej architektury bezpieczeństwa regionu niż do zwykłego zamrożenia konfliktu, co rodzi ewidentny konflikt interesów między Moskwą a Waszyngtonem. Warecki potwierdził tę sprzeczność, oceniając, że jedynym sposobem na realne zatrzymanie wojny byłoby zaprzestanie przez Zachód pomocy wojskowej dla Ukrainy i „przeprojektowanie” jej w sposób akceptowalny dla Rosji — czego Moskwa na obecnym etapie nie zaakceptuje, obawiając się, że niespełnienie warunków demilitaryzacji i denazyfikacji doprowadzi do powtórki konfliktu za dekadę. Ocenił, że wojna będzie trwać, dopóki nie dojdzie do takiej zmiany, wskazując na rosyjską strategię „izolacji pola walki” — odcinania wschodniej Ukrainy od zaopatrzenia wojskowego i paliwowego poprzez niszczenie stacji benzynowych i składów paliw, z zapowiedzią kolejnych ataków na podstacje energetyczne zasilające infrastrukturę obronną, co uderzy też w ludność cywilną. Przywołał też przyspieszenie postępów rosyjskich w ostatnich dwóch tygodniach w obwodach dniepropetrowskim, charkowskim i sumskim, określając całą wojnę jako „wojnę na wyczerpanie”, w której zwycięży strona, która wcześniej się nie wyczerpie.

Cywile jako cel: zmiana charakteru wojny

Karwelis zwrócił uwagę na ewoluujący charakter działań wojennych — od ataków na cele wojskowe po coraz wyraźniejsze uderzenia w ludność cywilną, sugerujące grę na osłabienie morale. Warecki zdecydowanie to potwierdził, oceniając, że nadchodząca zima będzie dla Ukraińców wyjątkowo trudna, biorąc pod uwagę brak ogrzewania i możliwości przygotowania posiłków w mieszkaniach — nazywając taką perspektywę „rujnującą”. Zaznaczył jednocześnie, że rosyjskie społeczeństwo również odczuwa zmęczenie wojną, która pod względem czasu trwania przewyższyła już dla Rosjan II wojnę światową.

Na pytanie Karwelisa, czy nie da się dłużej „pojechać” na narracji obwiniającej wyłącznie Putina za trudy wojny, Warecki ocenił, że taka narracja się wyczerpuje. Przywołał w tym kontekście ukraińską kampanię dronową wymierzoną w rosyjskie rafinerie i centra logistyczne, prowadzoną intensywnie od kwietnia, oceniając, że wywołała ona bolesną odpowiedź ze strony Rosji, mimo że — jego zdaniem — żadna rosyjska rafineria czy zakład przetwórczy nie zostały trwale wyłączone z użytku, a firmy takie jak sieć Wildberries otrzymały od państwa nowe powierzchnie magazynowe w miejsce zniszczonych. Wskazał, że według jego danych Rosjanie zestrzeliwują 95–97 procent ukraińskich dronów, co ogranicza realny wpływ tych ataków na rosyjską gospodarkę i obronność, podczas gdy odwrotne straty zadawane przez Rosję są dla Ukrainy znacznie bardziej dotkliwe, zwłaszcza po wyczerpaniu zapasów drogich rakiet do systemów Patriot oraz nieskuteczności dotychczasowych dronów przechwytujących wobec nowych, szybszych rosyjskich dronów z napędem odrzutowym, które dodatkowo manewrują w sposób trudny do przewidzenia dla ukraińskiej obrony przeciwlotniczej.

Warecki ocenił otwarcie, że Ukraina przegrywa wojnę, i że najkorzystniejszym dla niej rozwiązaniem byłoby obecnie przyjęcie warunków Rosji, które — jego zdaniem — będą i tak korzystniejsze niż te oferowane przez Trumpa, dążącego, jak to ujął, do „złupienia” Ukrainy, traktując Ukraińców i mieszkańców Europy Wschodniej ogólnie jako „mięso armatnie” i „bydło do eksploatacji” z perspektywy zachodnich elit. Zaznaczył, że terytoria formalnie włączone już do konstytucji Federacji Rosyjskiej są, jego zdaniem, nie do odzyskania, przypominając przy tym własną interpretację historii negocjacji — twierdząc, że kwestia terytorialna stała się priorytetem Rosji dopiero po załamaniu się rozmów w Turcji w 2022 roku, gdy, jak stwierdził, przybyły do Kijowa ówczesny premier Wielkiej Brytanii Boris Johnson miał nakłaniać Ukraińców do kontynuowania walki zamiast przyjęcia porozumienia — a nadrzędnymi celami Rosji pozostają, jego zdaniem, wciąż neutralizacja, denazyfikacja i demilitaryzacja Ukrainy.

Alternatywa: pokój z Rosją czy „układ” z Trumpem

Karwelis zauważył z zaskoczeniem, że Warecki przedstawił jako realną alternatywę dla pokoju z Rosją odrębny scenariusz „układu z Trumpem” — Warecki wyjaśnił, że sam osobiście wybrałby porozumienie z Rosją, argumentując geograficzną nieuchronnością sąsiedztwa. Zasugerował, że plan amerykańsko-europejski może zakładać faktyczne (nie prawne) pozostawienie Rosji zdobytych terenów przy jednoczesnym wprowadzeniu na pozostałą część Ukrainy sił rozjemczych i utworzeniu strefy zdemilitaryzowanej — co porównał złośliwie do stworzenia swoistego „bantustanu” możliwego do gospodarczej eksploatacji przez Zachód, analogicznie, jego zdaniem, do tego, co miało się stać z polskim przemysłem po transformacji ustrojowej. Zestawił to z alternatywną, jego zdaniem bardziej prawdopodobną wizją rosyjską, w której Ukraina uzyskałaby status zbliżony do Białorusi, stając się swoistym trzecim elementem związku rosyjsko-białoruskiego.

Odpowiadając na wątpliwość Karwelisa co do realnego wpływu Trumpa na Ukrainę, biorąc pod uwagę rosnącą rolę finansową Unii Europejskiej w miejsce malejącego zaangażowania USA, Warecki zaznaczył, że mimo wszystko to Europa Zachodnia płaci za dostawy broni faktycznie wysyłane przez Amerykanów, co wciąż daje Waszyngtonowi istotne przełożenie. Sformułował przy tym tezę, że dotychczasowa ukraińska kampania dronowa przeciwko Rosji była w praktyce prowadzona rękami Ukraińców, lecz w interesie Amerykanów i Brytyjczyków — jej celem miało być nie tyle wymuszenie na Rosji ustępstw przy stole negocjacyjnym, ile zmęczenie rosyjskiego społeczeństwa i doprowadzenie do porażki partii Putina w nadchodzących wyborach do Dumy Państwowej. Ocenił, że skoro Rosja nie przyjmie żadnych warunków poza tymi przedstawionymi przez Putina w 2024 roku, obejmującymi ustalenie „pierwotnych przyczyn konfliktu”, to bez tego nie dojdzie do żadnego rozejmu ani porozumienia pokojowego.

Eksport ukraińskich kompetencji wojskowych na świat

Karwelis zapytał o zjawisko, które określił jako swoisty „narodowy produkt eksportowy” Ukrainy — oferowanie własnych doświadczeń bojowych i usług kinetycznych innym krajom, na przykład Arabii Saudyjskiej, mimo zmęczenia własną wojną. Warecki ocenił, że w obecnych, „nieracjonalnych” realiach geopolitycznych wszystko jest możliwe, przywołując przykład wysłania ukraińskiej ekipy do Zjednoczonych Emiratów Arabskich w celu zwalczania irańskich dronów, co — jak zaznaczył — nie powiodło się najlepiej. Docenił jednocześnie realną wartość ukraińskich doświadczeń bojowych, krytykując polskie przygotowania obronne jako wciąż nastawione na wcześniejszy, przestarzały model wojny opierający się na dużej liczbie czołgów i mobilnego sprzętu, łatwego do zniszczenia przez współczesne drony.

Wyraził jednak wątpliwość co do rzeczywistej motywacji ukraińskich władz przy eksportowaniu takich usług, sugerując, że mogą za tym stać znaczące, niejawne korzyści finansowe dla samego Zełenskiego, i kwestionując, czy rządzący Ukrainą w ogóle utożsamiają się z interesem własnego państwa, biorąc pod uwagę skalę panującej tam, jego zdaniem, korupcji i chaosu. Argumentował, że gdyby faktycznie kierowali się dobrem kraju, dążyliby do dyplomatycznego rozwiązania konfliktu, który — jego zdaniem — leżał w interesie zachodnich oligarchów rolno-przemysłowych, kontrolujących już znaczną część ukraińskiej ziemi. Odniósł się też do kwestii zablokowanego eksportu zboża przez ukraińskie porty i trwających rozmów o umowie tranzytowej z Polską, wyrażając obawę, powołując się na doświadczenia wcześniejszej, zakończonej niepowodzeniem umowy tego typu, że towar mógłby utknąć jedynie na granicy.

Wizja europejskiego NATO z Ukrainą jako siłą konwencjonalną

Karwelis przedstawił hipotetyczny scenariusz analityczny, w którym militaryzująca się Unia Europejska, a konkretnie Francja i Wielka Brytania, dostarczałyby finansowanie i parasol atomowy dla nowej struktury bezpieczeństwa, podczas gdy siły konwencjonalne zapewniałaby Ukraina — pytając, czy Warecki podziela te obawy, żartobliwie określając taki scenariusz mianem „Forda ze Łęczycy” (czyli substytutu o niższej jakości). Warecki potwierdził, że Ukraina odgrywa istotną rolę w tej geopolitycznej układance, wyrażając niezrozumienie dla kierunku obranego przez Europę, którą — jego zdaniem — bardziej opłacałoby się prowadzić handel i normalne interesy z Rosją.

Ocenił, że Rosja świadomie nie da się wciągnąć w pułapki prowokacji zastawiane, jego zdaniem, przez Brytyjczyków i szerzej Zachód, ponieważ znajduje się obecnie w korzystnym dla siebie „algorytmie zwycięstwa” i nie ma interesu w otwieraniu dodatkowych frontów konfliktu z państwami NATO, na przykład poprzez prowokacyjny atak na Estonię. Przywołał w tym kontekście domniemaną prowokację związaną z incydentem w Lipsku, sugerując analogię do wcześniejszej sprawy krateru po wybuchu na polskim polu (bez podania konkretnej nazwy miejscowości), w obu przypadkach wskazując na natychmiastowe przypisywanie odpowiedzialności Rosji bez przedstawienia twardych dowodów, oraz na fakt, że w obu sytuacjach domniemane miejsce zdarzenia zostało bardzo szybko zabezpieczone lub zasypane, a strona ukraińska od razu oferowała pomoc ekspercką w dochodzeniu — co obaj rozmówcy uznali za podejrzanie powtarzający się schemat, sugerujący możliwość działań „pod fałszywą flagą” i konieczność zachowania czujności przez polskie społeczeństwo, by nie dać się wciągnąć w cudzy konflikt.

Zakończenie rozmowy

Karwelis podsumował rozmowę stwierdzeniem, że temat pozostaje rozwojowy, zapowiadając kolejne wspólne odcinki, na co Warecki odpowiedział, że „codziennie coś się dzieje” na Ukrainie, nie zawsze w dobrym kierunku. Na zakończenie programu Karwelis przypomniał widzom o możliwości wsparcia kanału za pośrednictwem serwisu Patronite, zaznaczając, że przychody z reklam na YouTube są ograniczane, oraz podsumował, że mimo pesymistycznego wydźwięku rozmowy jej celem nie było życzenie Ukrainie porażki, lecz przedstawienie sytuacji w kontrze do, jego zdaniem, jednostronnej narracji propagandowej dominującej w polskich mediach, deklarując nadzieję, że widzowie kanału opowiadają się za pokojem.


Źródło: YouTube, kanał „Tygodnik DoRzeczy” (132 tys. subskrybentów), program „Przesilenie na Ukrainie. Wreszcie?”, rozmowa Jerzego Karwelisa z Krzysztofem Wareckim, 31 910 wyświetleń, publikacja: 8 września 2026.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *