„Powinniśmy szykować się na kolejną dużą falę uchodźców”. Zima może wypchnąć Ukraińców do Polski — Michał Olszewski, Wiktoria Bieliaszyn i Miłosz Gocłowski w „Dzieje się na świecie”

Michał Olszewski z „Gazety Wyborczej” rozmawiał w wideopodcaście „Dzieje się na świecie” z Wiktorią Bieliaszyn z „Gazety Wyborczej” i Miłoszem Gocłowskim z Radia ZET o najważniejszych wydarzeniach tygodnia. Najwięcej miejsca poświęcili Ukrainie. Zmasowany nalot na Kijów w czasie wizyty kanclerza Friedricha Merza złamał niepisaną regułę, że podczas wizyt ważnych gości rosyjskie ataki ustają. Według przecieków z otoczenia Kremla Putin postawił sobie za cel rzucenie Ukrainy na kolana w najbliższych miesiącach. Gocłowski przewidział, że Polska powinna szykować się na kolejną dużą falę uchodźców, a Bieliaszyn porównała sytuację w okupowanych Oleszkach do blokady Leningradu. Dziennikarze rozmawiali też o wyborach na Łotwie i rosnącej sile partii prorosyjskich, o kryzysie mieszkaniowym, który doprowadził do przedterminowych wyborów w Hiszpanii, o gwałtownych protestach uczniów we Francji, o zaskakującym wyniku pierwszej tury wyborów w Brazylii i o nieudanej egzekucji Christy Pike w USA.

Nalot w czasie wizyty Merza

Olszewski zapytał na początek, czy wizyta Friedricha Merza w Kijowie 4 października była pomocowa, czy humanitarna, bo skład niemieckiej delegacji nie pozwalał tego jasno ocenić. Gocłowski odpowiedział, że była pomocowa, humanitarna i gospodarcza jednocześnie: Merz zapewnił Ukrainę o dalszej pomocy, a przywiózł kolejne kontrakty, także w sprawie wspólnej ukraińsko-niemieckiej produkcji zbrojeniowej. Najważniejsze było dla niego jednak co innego. Przez blisko pięć lat wojny wizyta ważnej osoby w Kijowie oznaczała, że mieszkańcy mogli na chwilę odetchnąć, bo w mieście był spokój. Tym razem, zaraz po przyjeździe Merza, doszło do gigantycznego nalotu na stolicę, w którym uszkodzony został most Północny, jedna z czterech głównych przepraw przez Dniepr. To już drugi lub trzeci taki przypadek, a według Gocłowskiego trudno to nawet nazywać działaniami hybrydowymi, skoro są niezliczone naruszenia granic i przestrzeni powietrznej przez rosyjskie drony, wybuchy dronów w Mołdawii i Rumunii oraz ataki na statki ze zbożem na Morzu Czarnym. Olszewski przypomniał, że podobnie było podczas wizyty szefa polskiego MSZ Radosława Sikorskiego.

Plan Putina: Ukraina na kolanach

Bieliaszyn zauważyła, że Moskwa regularnie wzywa europejskie placówki dyplomatyczne do ewakuacji z Ukrainy, a Polska ostatnio zapowiedziała, że jej ambasada zostaje w Kijowie. Powołując się na przecieki z otoczenia Kremla, publikowane m.in. przez „Meduzę”, stwierdziła, że Putin postawił sobie za cel rzucenie Ukrainy na kolana w najbliższych miesiącach. Mają temu służyć trzy czynniki: nadchodząca zima, po poprzedniej, wyjątkowo ciężkiej, nasilające się ataki na Ukrainę i ataki na państwa NATO. Celem jest, by Ukraińcy zwątpili w sens dalszej obrony i zaczęli naciskać na władze, by rozmowy z Rosją do czegoś doprowadziły, a NATO zaprzestało wspierania Ukrainy. Linie, które Kreml jest gotów przekraczać, wyraźnie się przesuwają i trudno powiedzieć, gdzie dziś przebiega czerwona linia.

Paraliż Kijowa i zima

Olszewski przypomniał, że wcześniej zaatakowano most Południowy, którym kursuje metro łączące oba brzegi, a most Północny to jedna z kluczowych przepraw dla ruchu w całej centralnej Ukrainie. Gocłowski uznał to za kolejny przykład tego, jak Rosja prowadzi wojnę, uderzając przede wszystkim w ludność cywilną. Dodał, że wciąż wyłączane są też most metra i most Patona, co paraliżuje Kijów, który i tak od tygodni działał „na pół gwizdka”, bo przy każdym alarmie metro staje na odcinkach naziemnych. Niezadowolenie społeczne rośnie. Poprosił, by wyobrazić sobie Warszawę z wyłączonymi wszystkimi mostami, a Kijów jest przecież znacznie większy. Gocłowski, który niedawno był w Kijowie, rozmawiał z merem Witalijem Kliczką o awaryjnym planie na wypadek ataków na energetykę, do których prędzej czy później dojdzie. Infrastruktura jest już mocno naruszona, w niektórych dzielnicach są problemy z ogrzewaniem i ciepłą wodą, więc po kolejnych ostrzałach w części miasta „na tysiąc procent” zrobi się zimno. Spodziewa się powtórki z ubiegłego roku, „pewnie plus”. Przygotowywane są plany ewakuacji, zwłaszcza północnej dzielnicy Trojeszczyna, przenoszenia mieszkańców do ogrzewanych rejonów i stawiania namiotów-ogrzewalni dla ludzi, którzy będą mieli w mieszkaniach ujemne temperatury. Jego zdaniem to nie wystarczy, a Polska powinna przygotowywać się na kolejną dużą falę uchodźców, bo jeśli Rosja zrealizuje choć część zapowiedzi, ludzie wyjadą, „bo inaczej zamarzną”.

Oleszki jak blokada Leningradu

Bieliaszyn, która utrzymuje kontakt z przyjaciółmi i dziennikarzami w Kijowie, przyznała, że problemy narastają we wszystkich atakowanych miastach. Najgorzej jest w Oleszkach, niewielkiej, okupowanej przez Rosjan miejscowości nad Dnieprem niedaleko Chersonia, która przeżywa katastrofę i kojarzy jej się z blokadą Leningradu, choć to oczywiście inna skala. Cywile są odcięci od świata, a próba wyjścia w poszukiwaniu jedzenia grozi śmiercią od drona lub na polu minowym. Gocłowski dodał, że mężczyznom grozi też mobilizacja do rosyjskiej armii. Według Bieliaszyn trudno uwierzyć, że w XXI wieku, niemal w centrum Europy, ludzie umierają z głodu, bo pomoc humanitarna nie może tam dotrzeć. Rosjanie obwiniają o to „kijowski reżim”, czy, jak dodał Olszewski, „kijowski neonazistowski reżim”. Ukraina wskazuje natomiast, że Rosjanom nie zależy na wypuszczeniu mieszkańców, bo przerzucają tam siły. Rosyjscy żołnierze w cywilu chodzą między ludźmi, zajmują ich domy, odbierają resztki jedzenia i wykorzystują cywilów jako żywą tarczę. W Kijowie i innych miastach takiej sytuacji nie ma, ale ludzie znów będą musieli mierzyć się z ograniczeniami dostaw prądu i ciepła, a poprzednia zima w Ukrainie była jeszcze surowsza niż w Polsce. Bieliaszyn zgodziła się, że można spodziewać się przybycia nowych uchodźców, choć niekoniecznie fali.

Uderzenia także we Lwów

Gocłowski zauważył, że gdyby ataki dotyczyły tylko Kijowa, fala mogłaby nie być duża, bo wiele osób wyjechałoby na zachód Ukrainy. Według najnowszych informacji ukraińskiego wywiadu uderzenia w energetykę mają jednak objąć też Odessę, Charków i Lwów. Jeśli zostaną zniszczone elektrownie i elektrociepłownie na zachodzie kraju, dokąd przez lata uciekali Ukraińcy, ludzie nie pojadą na jeszcze zimniejszy wschód, lecz do Polski. Olszewski zastanawiał się, jak Polacy przywitają kolejną falę uchodźców, i obawia się, że nie będzie to schemat z 2022 roku.

Merz: pomoc i interesy

Olszewski przyznał, że ma dużo szacunku dla Merza, który mierzy się z fundamentalną krytyką wewnętrzną swojej polityki wobec Ukrainy, a mimo to pojechał do Kijowa i zadeklarował dalsze wsparcie. Nie oburza go też to, co w Polsce bywa uznawane za nietakt: że kanclerz jedzie nie tylko z pomocą, ale i „dobijać biznesów”. Gocłowski nazwał to typowym niemieckim pragmatyzmem, by „przy jednym ogniu dwie pieczenie upiec”, i przypomniał, że niemiecka pomoc jest gigantyczna: obietnica tysiąca pocisków Patriot i duże ilości amunicji. Olszewski dodał obietnicę 350 milionów euro (ok. 1,53 mld zł) dla sektora energetycznego. Gocłowski podkreślił, że teraz ważniejsza jest kwestia wojskowa, w tym niemieckie drony szybkiego reagowania zdolne zwalczać nową, bardzo groźną rosyjską broń, czyli drony odrzutowe. Ukraina mówi, że ma już na nie plan i część zestrzeliwuje, m.in. z użyciem sztucznej inteligencji i broni wielkokalibrowej, która oblicza ich trajektorię. W zamian Ukraina ma się „odwdzięczyć” kolejnymi kontraktami. Gocłowski zwrócił też uwagę na słabo zauważony wątek: Wołodymyr Zełenski napisał o rozmowie z Donaldem Tuskiem, podziękował za ostatni pakiet pomocy i zapowiedział spotkanie, bo o niektórych sprawach nie da się rozmawiać przez telefon. Przewiduje podobny modus operandi: Polska przekaże pomoc wojskową, zakłada, że amunicję do F-16, a w zamian dostanie coś gospodarczego albo kolejny krok w sprawie ekshumacji i pamięci historycznej. Bieliaszyn zauważyła, że w Polsce nie brakuje polityków, którzy głośno domagają się udziału w odbudowie Ukrainy, więc Merz jej nie oburza. Przypomniała, że kanclerz odegrał ogromną rolę w przełamaniu niemieckiego sentymentu do Rosjan i odmiennej wrażliwości na udział narodu rosyjskiego w II wojnie światowej. Dodała, że gra też na własny elektorat, bo sukcesów w polityce wewnętrznej ma niewiele, a zaufanie do niego spada.

Łotwa: proeuropejskie zwycięstwo i prorosyjski cień

W niedzielnych wyborach parlamentarnych na Łotwie zwyciężyła Zjednoczona Lista Andrisa Kulbergsa, partia centrowa i proeuropejska, przy najniższej od 1991 roku frekwencji i rekordowym poparciu dla zwycięzcy. Gocłowski podkreślił, że to także partia proukraińska, więc Łotwa utrzyma kurs pomocy Ukrainie, wspierania NATO i silnej wspólnoty państw bałtyckich, wbrew prognozom o konieczności dogadywania się z populistami lub partiami prorosyjskimi. Uznał to za wynik bardzo korzystny dla Polski. Bieliaszyn zgodziła się co do Ukrainy, ale zaznaczyła, że to partia centroprawicowa, więc w kwestiach obyczajowych, praw mniejszości, praw kobiet, przemocy domowej i praw osób LGBT będą tarcia, a rząd będzie bardziej prawicowy niż poprzedni. Zwróciła też uwagę, że drugie i trzecie miejsce zajęły partie oskarżane o prorosyjskość. Pierwsza to prawicowo-populistyczna „Łotwa na Pierwszym Miejscu”, która potępia rosyjską agresję, ale zabiega o głosy rosyjskojęzycznych mieszkańców, stanowiących jedną trzecią kraju, i wstrzymuje się od ostrzejszych wypowiedzi o wojnie. Druga, „Suwerenna Władza”, jest według niej właściwie prorosyjska, ma powiązania z Rosją i sprzeciwia się dalszej pomocy dla Ukrainy. Olszewski dodał, że ma zostać otoczona kordonem sanitarnym. Gocłowski wyliczył, że obie partie zdobyły blisko 25 procent głosów, a Bieliaszyn, że będą miały 32 mandaty.

Język rosyjski znika z łotewskiej telewizji

Olszewski zauważył, że nawet łotewscy komentatorzy, którzy nie chcą mieć nic wspólnego z Rosją, uważają, iż władze zbyt mocno przykręcają śrubę rosyjskojęzycznej mniejszości. Gocłowski przyznał, że ma z tym problem, bo nie wie, czy to przesada, czy prewencja przed powtórką z Ukrainy, która przez lata nie odcięła się grubą kreską od radzieckiej historii i symboliki, nie wspierała wystarczająco języka ukraińskiego i pozwalała rosnąć w siłę siłom prorosyjskim. Olszewski przypomniał, że od 1 stycznia 2027 roku w łotewskiej telewizji publicznej nie będzie języka rosyjskiego poza sytuacjami nadzwyczajnymi, jak ogłoszenie stanu wyjątkowego. Stacje komercyjne mogą go używać, a sam Olszewski przyznał, że z tego powodu nie płacze. Zwrócił też uwagę, że państwa bałtyckie walczą z rosyjską dezinformacją znacznie radykalniej niż Polska. Bieliaszyn odparła, że Łotysze jednak „trochę zabraniają”, przypominając przypadek opozycyjnej rosyjskiej telewizji Dożd, która dostała azyl na Łotwie, ale straciła licencję, gdy zaczęła po rosyjsku komentować sprawy łotewskie. Podkreśliła, że dla jednej trzeciej społeczeństwa rosyjski jest pierwszym językiem, a łotewski jest wyuczony albo, u starszego pokolenia, nieznany. Ci ludzie, ukształtowani w państwie unijnym i wartościach odległych od kremlowskich, nie mają na kogo głosować: partie proeuropejskie ograniczają ich prawa językowe, a te, które ich bronią, chcą zaprzestania pomocy dla Ukrainy. Dawni wyborcy partii „Zgoda”, która zbierała głosy rosyjskojęzycznych, szukają nowych reprezentantów, ale oba dostępne wybory są złe. Gocłowski uznał, że stąd zapewne niska frekwencja, i zwrócił uwagę na kolejne zagrożenie: to woda na młyn rosyjskiej propagandy. Olszewski przytoczył słowa Putina sprzed dwóch tygodni z Międzynarodowego Forum Zjednoczonych Kultur w Petersburgu, że Rosja jest świadoma łamania praw rosyjskojęzycznych w krajach bałtyckich, ale reaguje w sferze humanitarnej. Gocłowski stwierdził, że to „kropka w kropkę” te same słowa, które pamięta z 2021 roku, sprzed pełnoskalowej inwazji na Ukrainę. Spodziewa się, że wkrótce nie będzie już mowy o wojnie hybrydowej, lecz o przedsmaku regularnej wojny z krajami bałtyckimi lub całym NATO, z kolejnymi incydentami, kontrolowanymi aktami dywersji i nalotami dronów, bo skoro Rosji nie idzie w Ukrainie, może spróbować w krajach bałtyckich.

„Czarno na białym”: lekcja z Rygi

Olszewski przyznał, że zazdrości Łotyszom programu „Czarno na białym”, który od 2023 roku pokazuje w mediach publicznych, jak Rosja manipuluje Łotyszami, wpływa na wybory, oszukuje i straszy. W Polsce czegoś takiego nie widzi. Bieliaszyn dodała, że najbardziej prorosyjski łotewski polityk Aleksejs Rosļikovs za powielanie kremlowskiej narracji musiał uciec z kraju, podczas gdy w Polsce wciąż można swobodnie powtarzać kremlowską propagandę. Zapytała, czy to dobre rozwiązanie, gdy „za pięć minut wojna”. Gocłowski pochwalił łotewskie jastrzębie podejście i przypomniał, że obecny i zapewne przyszły premier Łotwy mówi, iż trzeba przestać nazywać to wojną hybrydową i powiedzieć wprost, że Rosja atakuje NATO.

Hiszpania: emerytka, która może obalić premiera

Olszewski zwrócił uwagę, że Pedro Sáncheza nie zmiotły ze sceny skandale korupcyjne, zarzuty, że jego najbliżsi współpracownicy kupczyli stanowiskami i wynajmowali luksusowe prostytutki, ani kryzys w Ceucie, o którym służby podobno były uprzedzone. Może go natomiast odsunąć od władzy polityka mieszkaniowa w przedterminowych wyborach 29 listopada. Gocłowski przypomniał sprawę 87-letniej emerytki Mari Carmen, która wywołała gigantyczne protesty. W Hiszpanii brakuje 700 tysięcy mieszkań, a ta liczba jest zapewne niedoszacowana, bo działa szara strefa najmu poza serwisami takimi jak Booking czy Airbnb. Kobieta zajmowała mieszkanie od lat 50., ostatnio płacąc 500 euro (ok. 2,2 tys. zł) czynszu. Gdy budynek kupiła firma inwestycyjna, prawo pozwoliło podnieść czynsz do 2500 euro (ok. 10,9 tys. zł), a po zmianach stanęło na 1700 euro (ok. 7,4 tys. zł), więcej niż cała jej emerytura. Gocłowski uważa, że to kamyczek, który już wywołał lawinę, i nic nie wskazuje, by Sánchez pozostał premierem, chyba że wykona genialny ruch strategiczny. Pytana, dlaczego mieszkania, a nie korupcja czy szturm 60 tysięcy nielegalnych imigrantów na Ceutę na przełomie lipca i sierpnia, Bieliaszyn odpowiedziała, że to proces długofalowy. Hiszpanie długo znosili nieudolność rządu, który od 2023 roku nie przyjął pełnego budżetu, a słaba lewicowa koalicja wymaga od Sáncheza ciągłego ręcznego dogadywania się. Mieszkania dotykają niemal wszystkich, młodych i klasę średnią, a prawica chętnie podłączyła do tego migrację, twierdząc, że mieszkań brakuje, bo władze przyjmują „wszystkich jak leci”. Zarówno prawica, jak i lewica przyznają, że problem istnieje, ale chcą go rozwiązać inaczej, a Hiszpanie nie wierzą, by Sánchez po ośmiu latach rządów coś zmienił. Sondaże dają przewagę Partii Ludowej i Voxowi. Olszewski dodał, że prawica zachowała się pryncypialnie, odrzucając w parlamencie doraźne dekrety Sáncheza osłabiające prawo eksmisyjne, wzmacniające prawa lokatorów i ograniczające fundusze inwestycyjne. Gocłowski zauważył, że lewica wspiera jednocześnie „okupas”, którzy zajmują mieszkania, gdy właściciel wyjedzie na urlop. Nazwał wybory „ucieczką do przodu” Sáncheza, ostatnią szansą na skrócenie kadencji i zdobycie większości obietnicami. Wątpi w jego zwycięstwo, choć przyznał, że to dobry strateg i świetny kampanier. Bieliaszyn dodała, że Sánchez próbuje przedstawić wybory jako wybór między progresywną Hiszpanią a powrotem prawicy, która w Hiszpanii źle się kojarzy. Gocłowski oddał mu sprawiedliwość: rekordowo niskie bezrobocie i rosnąca gospodarka, choć kosztem wydatków na zbrojenia, przez co hiszpański premier nie jest lubiany ani w Waszyngtonie, ani w kwaterze głównej NATO.

Francja: uczniowie na barykadach

Olszewski zestawił względnie pokojowe protesty w Hiszpanii, mimo prób wdzierania się do komisariatów i starć w Walencji, z francuskimi, gdzie rannych zostało co najmniej 300 policjantów, miasta są zdemolowane, a na ulicach stoją barykady. Gocłowski zażartował, że w cieplejszej Hiszpanii „nie chce się”, a we Francji widzi zmianę pokoleniową i przyznał, że jest „niesamowicie dumny” z młodych Francuzów, którzy walczą o swoje prawa: niedofinansowane szkoły, brak nauczycieli i ogromne podziały społeczne między regionami. Olszewski dodał, że protesty zaczęły się od szlachetnego gestu uczniów wspierających nauczycieli, przeciw starzejącej się kadrze, chaosowi w planach zajęć i cięciom godzin, ale wymknęły się spod kontroli. Bieliaszyn przyznała, że z zawodowego „skrzywienia”, przy nietypowych protestach tuż przed wyborami, gdy kończy się epoka Macrona i może dojść do władzy Marine Le Pen, a w protesty zaangażowane są ruchy skrajnie lewicowe, zawsze sprawdza, czy nie ma tam ręki Kremla. Zaznaczyła, że oficjalnie służby nie potwierdziły rosyjskiego śladu, ale sytuacja cieszy Kreml. Przyczyną protestów był budżet z cięciami, z których władze teraz się wycofują. Prawica mówi, że władze nie panują nad sytuacją, a lewica, że państwo degraduje instytucje publiczne. Eskalacja wzmocni skrajną prawicę, a przedłużająca się pokojowa destabilizacja skrajną lewicę, a wzmacnianie skrajności jest Moskwie zawsze na rękę: chętniej popiera skrajną prawicę, ale „ze skrajną lewicą też sobie poradzi”. Olszewski przyznał, że patrząc na Francję i Hiszpanię, widzi wiele podobnych problemów w polskim szkolnictwie i mieszkalnictwie. Gocłowski nie patrzy na to tak czarno, ale przypomniał, że we Francji wszystko zaczęło się od klasy maturalnej, której zabrakło nauczyciela, co może się zdarzyć i w Polsce, choć nie wiadomo, czy protesty rozlałyby się na cały kraj. Dodał, że w trakcie nagrania miał się zaczynać kulminacyjny moment protestów. Bieliaszyn ostrzegła, że jeśli do uczniów dołączą studenci i związki zawodowe, protest osiągnie niespotykaną od lat skalę. Olszewski przyznał się do „niepoprawnego pesymizmu”, patrząc na starzejącą się kadrę, brak pielęgniarek szkolnych i coraz większe klasy, a Gocłowski zażartował, że z powodu demografii w Polsce zabrakłoby protestujących. Olszewski zauważył, że polska kultura społecznego oporu jest mniej radykalna, i może dlatego polskie ulice tak często nie płoną.

Brazylia: niespodzianka Bolsonaro

Olszewski odnotował dużą niespodziankę w pierwszej turze wyborów w Brazylii. Eksperci nie stawiali na Flávia Bolsonaro, syna Jaira Bolsonaro, który odbywa karę 27 lat aresztu domowego za próbę podważenia legalności wyborów, a ten pokonał urzędującego prezydenta Lulę, który zdawał się w ogóle nie spodziewać porażki i podszedł do niej z dezynwolturą. Gocłowski dodał, że Lula wręcz nie przyznaje się do przegranej, mówiąc o nowym otwarciu. Nazwał Bolsonaro „brazylijskim Trumpem” i ocenił, że wynik wpisuje się w światowy trend zwycięstw kandydatów prawicowych, choć sondaże dawały wygraną Luli. Sprawdził też brazylijskich bukmacherów: od 1985 roku nie zdarzyło się, by kandydat z drugiego miejsca w pierwszej turze wygrał wybory. Olszewski zauważył, że różnica wynosi zaledwie dwa, trzy punkty procentowe. Bieliaszyn zwróciła uwagę, że do urn nie poszło 20 procent obywateli albo oddali puste lub nieważne głosy, co jak na Brazylię jest dużo, więc wiele może się jeszcze wydarzyć. Trump kibicuje Bolsonaro, bo mają podobny światopogląd, a Bolsonaro zapowiada wspólną walkę z kartelami narkotykowymi, co może umocnić amerykańską dominację w Ameryce Łacińskiej. Olszewski przypomniał, że brazylijska klasa polityczna i sądownicza irytuje Trumpa i Elona Muska, bo próbowała okiełznać serwis X: nałożono grzywnę, a gdy nie została zapłacona, sędzia zamknął serwis. Podkreślił, że Brazylia jest dla Polski istotna i będzie coraz ważniejsza, m.in. ze względu na umowy handlowe z Unią Europejską.

Christa Pike i makabra amerykańskiej kary śmierci

Na koniec dziennikarze rozmawiali o sprawie Christy Pike, skazanej na śmierć w Tennessee, która ponad 30 lat spędziła w celi śmierci. Olszewski przypomniał, że to nie jedyny taki przypadek: dwa dni przed egzekucją uniewinniono mężczyznę, który po 41 latach w celi śmierci został oczyszczony badaniami DNA. Egzekucja Pike za pomocą silnych barbituranów nie zadziałała, prawdopodobnie przez nieprawidłowe wstrzyknięcie, i kobieta żyje. Bieliaszyn zaznaczyła, że to nie pierwszy przypadek, gdy leki nie zadziałały. Lekarze prognozują u Pike trwałe uszkodzenie mózgu, a władze zamierzają powtórzyć egzekucję w 2027 roku. Przypomniała, że Joe Biden wprowadził moratorium, a Trump zapowiadał odejście od tej „słabej” polityki i karanie śmiercią terrorystów i największych wrogów państwa, i rzeczywiście działa: skoro leki zawodzą, znalazł inny sposób, rozstrzelanie. Tuż przed nagraniem pojawiła się informacja o planowanym rozstrzelaniu sprawcy masowego zabójstwa w bazie wojskowej w Teksasie w 2009 roku. Olszewski mówił o szczegółach tak makabrycznych, że wymykają się komentarzowi: Pike miała podnieść się na łóżku i śmiać, a w innym stanie skazany, którego egzekucja była zaniedbana, sam wskazywał lekarzowi, w którą żyłę ma wbić igłę. Gocłowski przypomniał, że zastrzyki miały zastąpić krzesło elektryczne, które też wielokrotnie zawodziło, a teraz powtarza się to samo: źle założony wenflon, źle dobrana dawka trucizny, kolejna dawka i skazana wstająca ze śmiechem. Nie potrafi sobie wyobrazić, że Ameryka widzi te obrazy, a Trump mówi, że karę śmierci należy stosować szerzej, także wobec handlarzy ludźmi i narkotyków. Bieliaszyn zauważyła, że poparcie Amerykanów dla kary śmierci jest dziś najniższe w historii, ale wciąż oscyluje wokół 50 procent, podczas gdy w Polsce większość byłaby zapewne przeciw. Przyznała, że ratując się czarnym humorem, pomyślała, iż wizyty amerykańskich dyplomatów w Mińsku „obróciły się” w złą stronę, bo Białoruś to jedyny kraj w Europie, gdzie kara śmierci jest możliwa. Olszewski przypomniał, że karę śmierci wykonuje 27 stanów, i zastanawiał się nad psychologią, która każe zamieniać dożywocie, największą torturę, na karę śmierci. Gocłowski uznał, że czekanie na egzekucję przez dekady może być większą karą niż sama egzekucja, a ta historia powinna Amerykanów raczej przestrzegać. Olszewski zacytował dane organizacji Death Penalty Information Center, według których od 1973 roku oczyszczono w USA z zarzutów 203 osoby niesłusznie skazane na śmierć. Gocłowski fatalistycznie zażartował, że jeśli Trump wprowadzi szybkie rozstrzeliwanie zaraz po wyroku, nie będzie już kogo uniewinniać. Olszewski podkreślił, że częścią tej makabry jest sam Trump, który pytany o nieudaną egzekucję powiedział najpierw, że to „ciekawa sytuacja”, a potem, że to „dosyć proste”, co nazwał dezynwolturą przekraczającą wszelkie wyobrażenie. Bieliaszyn wspomniała, że mignęła jej informacja o pomyśle odkurzenia krzeseł elektrycznych, choć nie była pewna, czy to nie satyra. Olszewski odpowiedział, że chyba jeszcze nie, choć gama metod pozbawiania życia w poszczególnych stanach jest bardzo szeroka.


Materiał „Najgorsze dopiero przed Ukrainą? Putin ma konkretny plan” dostępny na kanale Radia TOK FM i Radia ZET na YouTube. Opublikowany 6 października 2026.


You may also like

Strona 1 z 127
Strona 1 z 127

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *