„Przekroczyliśmy czerwoną linię” — Szeligowski o kryzysie polsko-ukraińskim w Polskim Radiu dla Zagranicy

Daniel Szeligowski, koordynator programu Europa Wschodnia w Polskim Instytucie Spraw Międzynarodowych, był gościem Przemysława Pawełka w studiu Polskiego Radia dla Zagranicy. Rozmowa dotyczyła kondycji państwowości ukraińskiej w 35. rocznicę niepodległości, przyczyn kryzysu w relacjach polsko-ukraińskich wywołanego decyzją o nadaniu jednostce wojskowej imienia UPA i odebraniem Wołodymyrowi Zełenskiemu Orderu Orła Białego, a także tego, co mogłoby doprowadzić do rzeczywistej normalizacji stosunków między oboma krajami.

Stan państwowości ukraińskiej i cel z czasów Piłsudskiego

Pawełek otworzył rozmowę pytaniem o kondycję państwa ukraińskiego w momencie, gdy Ukraina obchodzi 35. rocznicę uchwalenia deklaracji niepodległości przez Radę Najwyższą Ukraińskiej SRR, a pełnoskalowa wojna trwa już 4,5 roku. Szeligowski ocenił sytuację jako niejednoznaczną: z jednej strony pozycja Ukrainy jest relatywnie dobra, ponieważ niepodległość mimo wojny trwa, z drugiej — nie jest to pozycja tak silna, jak chcieliby tego sami Ukraińcy. Podkreślił, że państwo to w paradoksalny sposób okrzepło w trakcie wojny — umocniło się zarówno na arenie międzynarodowej, jak i wewnętrznie — i na stałe wpisało się w mapę Europy oraz w mentalną mapę zachodnioeuropejskich partnerów, co jeszcze w 2022 roku nie było oczywiste. Zaznaczył też, że polskie decyzje z początku wojny, m.in. brak gotowości do sponsorowania ukraińskiej partyzantki, wynikały z niepewności, czy obrona Ukrainy w ogóle się powiedzie, i że powszechna dziś pewność co do przetrwania Ukrainy wcale nie była wtedy oczywista. Zwrócił uwagę, że Ukraina to wciąż młoda, 35-letnia państwowość, której nie da się w pełni rozwinąć w ciągu trzech dekad, a dodatkowym czynnikiem będzie postępująca wymiana pokoleniowa polityków, przy czym nie jest przesądzone, czy ta państwowość rozwinie się w kierunku pożądanym z polskiej perspektywy. Przywołał w tym kontekście cytat z listu Józefa Piłsudskiego z 1920 roku, pisanego w czasie, gdy wojska polskie zbliżały się do Kijowa — Piłsudski pisał wówczas, że celem jest stworzenie niezależnej państwowości ukraińskiej, która oddzielałaby Polskę od Rosji. Szeligowski podkreślił, że choć wtedy się to nie udało, cel ten pozostaje kluczowym elementem polskiej strategii od ponad stu lat, niezależnie od tego, czy Ukraina rozwinie się na wzór zachodniego liberalizmu, czy pójdzie inną drogą ustrojową.

Czynniki decydujące o przetrwaniu niepodległości i kruszenie się koalicji

Pytany o czynniki decydujące o utrzymaniu niepodległości Ukrainy w kolejnych latach, Szeligowski zakwestionował samo pojęcie samowystarczalności wojskowej — zaznaczył, że żadne państwo na świecie, łącznie ze Stanami Zjednoczonymi, nie jest w pełni samowystarczalne militarnie, ponieważ zawsze potrzebuje sojuszników, a Ukrainie taka samowystarczalność nie jest potrzebna, dopóki istnieje koalicja państw widząca w pomocy Ukrainie własny interes. Odniósł się też do wewnętrznych problemów Ukrainy — korupcji i przyzwyczajeń sięgających początków państwowości — zaznaczając, że wojna działa na te problemy dwojako: z jednej strony sprzyja przeprowadzaniu radykalnych reform, z drugiej wprowadza nowe nieprawidłowości i sprzyja utajnianiu życia publicznego przed obywatelami, co z kolei sprzyja zachowaniom korupcjogennym wśród polityków. Podsumował, że z polskiego punktu widzenia kluczowe pozostaje, by Ukraina obroniła się przed Rosją, a rozwiązywanie pozostałych problemów będzie mogło nastąpić później. Zaznaczył przy tym, że koalicja państw wspierających Ukrainę nie jest źródłem nieograniczonych zasobów i z różnych powodów politycznych zaczyna się kruszyć, a strona ukraińska sama czasem utrudnia sobie sytuację, nie doceniając, że prowadzenie polityki prowsparcia Ukrainy — czy to bieżącej pomocy, czy długofalowych planów przystąpienia do NATO i Unii Europejskiej — wymaga poparcia społeczeństw państw wspierających, co w Kijowie bywa ignorowane i generuje długofalowe koszty.

Geneza kryzysu: order Orła Białego i jednostka imienia UPA

Zapytany wprost o przebieg kryzysu wywołanego nadaniem przez prezydenta Zełenskiego jednostce wojskowej imienia UPA i reakcją polskiego prezydenta, który odebrał ukraińskiemu prezydentowi order Orła Białego, Szeligowski ocenił, że doszło do nawarstwienia się nierozwiązanych od dawna problemów, które w pewnym momencie „wybuchły w twarz”. Jego zdaniem stosunki polsko-ukraińskie przekroczyły czerwoną linię, po której powrót do stanu sprzed kryzysu nie jest już możliwy — obecnie doszło jedynie do swoistej deeskalacji i uspokojenia sytuacji, ale sam problem pozostaje nierozwiązany i zawieszony w próżni, co oznacza, że w każdej chwili może wrócić ze zwiększoną siłą. Zaznaczył, że w krótkim okresie Ukraina, postawiona pod ścianą, będzie dążyć do wygaszenia sporu, natomiast w długiej perspektywie działają strukturalne siły pchające Ukrainę na kurs kolizyjny z Polską. Opisał to, co roboczo określił jako „ideę prezydenta Zełenskiego” — projekt polityczny budowany wokół dwóch elementów, wokół których prezydent konstruuje nowy sojusz taktyczny na ukraińskiej scenie politycznej przed przyszłymi wyborami. Pierwszym elementem jest idea narodowa, obejmująca m.in. panteon bohaterów narodowych, wątek Wołynia (w tym postulat umieszczenia w panteonie dowódców wojskowych związanych z tymi wydarzeniami) oraz populistyczny suwerenizm w duchu „nikt nam nie będzie mówił, kogo mamy szanować”. Drugim elementem jest idea europejska — postulat przyspieszonej ścieżki przystąpienia Ukrainy do Unii Europejskiej, który zdaniem Szeligowskiego nie ma formalnych podstaw, a nawet gdyby miał, nie leżałby w polskim interesie, ponieważ Polska opowiada się za akcesją dopiero po spełnieniu wszystkich standardowych kryteriów.

Historia a polityka pamięci, brak konsensusu na Ukrainie

Szeligowski wprowadził rozróżnienie między historią a polityką pamięci, oceniając, że w kwestiach czysto historycznych Polska i Ukraina prawdopodobnie się nie dogadają, co jego zdaniem nie musi być problemem. Inaczej jednak ocenił kwestię polityki pamięci, rozumianej jako decyzje podejmowane na szczeblu centralnym, takie jak nadanie jednostce wojskowej imienia UPA — w tym obszarze uznał, że kompromis jest konieczny, bo inaczej spór historyczny będzie stale powracał. Zaznaczył, że na Ukrainie nie ma jednolitego stanowiska wobec Polski, i ocenił, że prezydent Zełenski trafnie wyczuwa, iż konflikt z Polską przynosi mu wewnętrzne korzyści polityczne — pokazuje siebie jako twardego obrońcę interesu narodowego, co przekłada się na wzrost sondaży, podobnie jak analogiczne zjawisko występuje w Polsce. Jednocześnie przywołał wypowiedź generała Kyryła Budanowa, obecnie szefa kancelarii prezydenta Ukrainy, który w jednym z wywiadów miał zaznaczyć, że jeśli Ukraina chce wygrać wojnę i potrzebuje partnerów, musi uwzględniać interesy tych partnerów — co Szeligowski odczytał jako pośredni sygnał skierowany do samego Zełenskiego.

Czy Polska jest kluczowym partnerem Ukrainy?

Odnosząc się do przekonania prezydenta Zełenskiego, że Polska nie odgrywa kluczowej roli w koalicji wspierającej Ukrainę, Szeligowski przyznał mu rację — zaznaczył, że Polska nie jest w stanie z dnia na dzień dostarczyć stu rakiet do systemów Patriot ani przekazać dziesięciu–piętnastu miliardów dolarów w razie problemów budżetowych Kijowa. Zaznaczył jednak, że Polska dysponuje dużym potencjałem do szkodzenia Ukrainie, z którego świadomie nie korzysta, i że im gorsza sytuacja międzynarodowa Ukrainy, tym relatywnie większego znaczenia nabiera Polska — np. w kontekście rosyjskich blokad na Morzu Czarnym i potrzeby uzgadniania tranzytu eksportowego przez terytorium Polski. To sprawia, zdaniem Szeligowskiego, że stronie ukraińskiej ostatecznie bardziej opłaca się wygaszać spór niż go eskalować.

Kampania prezydencka jako źródło sporu

Szeligowski ocenił, że Ukraina od dawna, praktycznie od formalnego zakończenia kadencji prezydenckiej Zełenskiego w 2024 roku, funkcjonuje w trybie nieoficjalnej kampanii prezydenckiej. Wyraził przekonanie, że prezydent wciąż rozważa start w przyszłych wyborach, przygotowuje się do nich i konsultuje z potencjalnymi kontrkandydatami. Ocenił, że spór z Polską nie był pierwotnie zamierzonym elementem polityki zagranicznej, lecz efektem kalkulacji wewnętrznej — próbą przypodobania się prawicowej części sceny politycznej i środowisku wojskowemu — który później, gdy „mleko się rozlało”, okazał się politycznie korzystny. Jako precedens przywołał kłótnię w Białym Domu między Zełenskim a Donaldem Trumpem, po której — mimo zakłopotania także w Kijowie, w tym u ambasador Oksany Markarowej — nikt publicznie nie skrytykował prezydenta, uruchamiając mechanizm jednoczenia się społeczeństwa wokół głowy państwa, co krótkoterminowo przełożyło się na wzrost notowań sondażowych.

Co powstrzymuje normalizację

Zapytany, co musiałoby się wydarzyć, by relacje polsko-ukraińskie faktycznie się poprawiły, Szeligowski zastrzegł, że obecny stan nie jest normalizacją, lecz próżnią, w której obie strony znalazły chwilową stabilność, przestając „kopać pod sobą” — ocenił sytuację jako złą, bo napięć jest wiele, ale obie strony udają, że ich nie ma. Za pierwszy i najważniejszy krok do rozwiązania każdego problemu uznał samo jego dostrzeżenie, zarzucając partnerom w Kijowie przekonanie, że kryzys w relacjach z Polską jest problemem „wymyślonym” przez stronę polską, co jego zdaniem gwarantuje, że spór będzie wracał. Postulował stworzenie nieformalnego mechanizmu wczesnego ostrzegania i rozwiązywania sporów, zanim eskalują do szczebla premiera czy prezydenta, przywołując jako przykłady wcześniejsze kryzysy wokół zboża i historii, które eskalowały właśnie dlatego, że reagowano na nie zbyt późno. Skrytykował jednocześnie pomysł szerokiego dialogu eksperckiego z udziałem środowisk intelektualnych zaangażowanych w relacje polsko-ukraińskie od dwóch–trzech dekad, oceniając go jako fatalny scenariusz — jego zdaniem znaczna część tego środowiska w Kijowie już się skompromitowała i nie powinna być włączana w przyszły dialog. Zaznaczył przy tym, że nie wiadomo, kiedy zakończy się obecna faza przedwyborcza na Ukrainie — może to nastąpić za pół roku, rok lub dwa lata — ale nie podziela przekonania, że normalizacja relacji musi poczekać na koniec kampanii, zastrzegając jednak, że kluczowe pozostaje pytanie, co obie strony są gotowe zaoferować w negocjacjach, a oczekiwanie jednostronnego, zero-jedynkowego rozwiązania sporu zostanie odrzucone przez każdego przyszłego prezydenta Ukrainy, niezależnie od tego, czy będzie nim Budanow, Załużny, Fedorow czy ktokolwiek inny.

Rekomendacje dla Polski i wizja paktu o nieagresji

Pytany, co konkretnie może zrobić Polska, by poprawić relacje, Szeligowski wskazał przede wszystkim na potrzebę powstrzymania się od eskalacji przez obie strony, zaznaczając, że nieprzemyślane wypowiedzi polityków, ekspertów i dziennikarzy generują duże zasięgi w internecie, zwłaszcza po stronie ukraińskiej, gdzie posty z zarzutami wobec Polski i Polaków notują większe zasięgi niż relacje z ataków na rosyjskie bazy logistyczne czy doniesienia o wsparciu od partnerów. Ocenił, że w ten sposób powstała swoista nisza polityczna, którą naturalnie ktoś będzie chciał zagospodarować — zjawisko to, jego zdaniem, w Polsce pojawiło się nieco wcześniej. Poza powstrzymaniem się od zaogniania sporu wskazał na potrzebę poważnej rozmowy i ustalenia priorytetów przez obie strony, tak by kwestie drugo- i trzeciorzędne nie przesłaniały spraw kluczowych z punktu widzenia strategicznych interesów Polski. Na pytanie, czy Polska jest przygotowana do takiego dialogu, ocenił, że strona polska jest w tym względzie lepiej przygotowana niż ukraińska — ze względu na wielowiekową tradycję polskiej myśli politycznej dotyczącej Ukrainy, w przeciwieństwie do krótkiej historii ukraińskiej państwowości i innych bieżących priorytetów Kijowa, co skutkuje większą improwizacją po stronie ukraińskiej. Podsumował swoją rekomendację w dwóch punktach: po pierwsze nie szkodzić, po drugie rozmawiać, zastrzegając, że nawet ta pierwsza, jego zdaniem niezmienna rekomendacja, w praktyce okazuje się trudna do zrealizowania. Na zakończenie przedstawił wizję możliwego rozwiązania sporu w postaci swoistego polsko-ukraińskiego paktu o nieagresji — wypracowania modus vivendi i reguł gry regulujących relacje dwutorowo, w którym ogół stosunków funkcjonowałby na zasadzie naprzemiennej konkurencji i współpracy, natomiast kwestie historyczne, w których porozumienie nie jest możliwe, zostałyby świadomie wydzielone i „wyłączone” z głównego nurtu relacji. Ocenił, że samo wypracowanie takiego rozwiązania byłoby ogromnym postępem, choć zastrzegł, że będzie to bardzo trudne do osiągnięcia.


Rozmowę przeprowadził Przemysław Pawełek w Polskim Radiu dla Zagranicy. Materiał pt. „Polska i Ukraina na kursie kolizyjnym? Zełenski, UPA i kryzys w relacjach” opublikowany został na kanale „Polskie Radio dla Zagranicy – Redakcja Polska” (8,17 tys. subskrybentów) 24 sierpnia 2026.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *