„Stany prowadzą politykę z Rosją, Ukraina jest jej elementem, nie celem”. Od kulis negocjacji po Mazepę — Agnieszka Lichnerowicz i Edwin Bendyk w „Rozumieć Ukrainę”
Agnieszka Lichnerowicz i Edwin Bendyk w odcinku wideopodcastu „Rozumieć Ukrainę” Fundacji Batorego i tygodnika „Polityka” omówili jesienno-zimową eskalację rosyjskich ataków na ukraińskie miasta, w tym bezprecedensowe uderzenia w kijowskie mosty, oraz nastroje Ukraińców w najnowszym sondażu KMIS. Zrekonstruowali kilka równoległych ścieżek rozmów amerykańsko-rosyjskich, od propozycji przejęcia aktywów Łukoilu po wymianę więźniów politycznych za ulgi sankcyjne. Bendyk przekonywał, że Stany Zjednoczone, zarówno za Trumpa, jak i za Bidena, prowadzą politykę wobec Rosji, a Ukraina jest jej elementem, a nie celem. Rozmawiali też o sukcesie operacji „Vivaldi” i reformach w armii pod dowództwem gen. Mychajła Drapatego. Dużą część odcinka poświęcili hetmanowi Iwanowi Mazepie, którego pomnik ma stanąć w Kijowie w miejscu dawnego Lenina, jako kluczowi do zrozumienia dzisiejszego momentu geostrategicznego. Na koniec zastanawiali się, czy Europa potrafi włączyć Ukrainę do swojej architektury bezpieczeństwa.
Eskalacja: od Akademii Nauk po mosty
Lichnerowicz oceniła, że trwa przewidywana i zapowiadana jesienno-zimowa eskalacja. Na froncie Rosja, która dotąd posuwała się powoli, zdaniem części analityków wręcz stanęła, choć zależy to od analityka, a rosyjskie straty są rekordowe. Dlatego strategią Moskwy jest uczynienie głównych ukraińskich miast niezdatnymi do życia, co niektórzy analitycy nazywają już w pełni strategią zbrodni wojennych. Bendyk zwrócił uwagę, że atakowane są cele cywilne, w których nie sposób dopatrzyć się kontekstu wojskowego, jak choćby fabryki dronów w piwnicy: historyczny budynek Prezydium Akademii Nauk w centrum Kijowa czy centrum medyczne. Za zaskakujące uznał uderzenia w kijowskie mosty, bo dotąd na drabinie eskalacji strony wzajemnie takiej infrastruktury nie atakowały, poza ukraińskimi operacjami przeciw mostowi Krymskiemu. Widzi w tym eskalację, ale też wielką desperację Rosjan, którzy muszą się liczyć z ukraińską odpowiedzią. Ukraina ma zdolność rażenia i na razie, nie marnując ograniczonych zasobów, koncentruje się na infrastrukturze naftowej. Mówi się, że unieruchomiła już mniej więcej połowę rosyjskich mocy produkcyjnych. W pewnym momencie mogą jednak nastąpić odwetowe ataki na rosyjską infrastrukturę cywilną, w tym mosty. Pytany o wpływ na logistykę wojskową, Bendyk odpowiedział, że chodzi w większym stopniu o terror i wpływ na nastroje.
Sondaż: prawie 80 procent wierzy w zwycięstwo
Bendyk przytoczył badanie Kijowskiego Międzynarodowego Instytutu Socjologii z końca września, przeprowadzone jeszcze przed atakami na mosty. Na pytanie, kto wygra wojnę, 47 procent Ukraińców odpowiedziało „zdecydowanie Ukraina”, 32 procent „raczej Ukraina”, 5 procent „raczej Rosja”, a 2 procent „zdecydowanie Rosja”. Lichnerowicz zastrzegła, że zwycięstwo nie jest tu zdefiniowane i chodzi raczej o nastrój, a Bendyk dodał, że należy je rozumieć jako osiągnięcie celu politycznego. Prawie 80 procent jest przekonanych o zwycięstwie, choć w lipcu było to 85 procent. Zarazem 75 procent uważa, że pokój trzeba wynegocjować, co Bendyk nazwał rozsądkiem. Na pytanie o granice kompromisu 69 procent jest skłonnych co najwyżej uznać okupację de facto jako warunek rozejmu, ale na pewno nie trwałe prawne zrzeczenie się terytoriów. Gotowość do znoszenia trudów wojny wciąż utrzymuje się na wysokim poziomie. Ukraińcy są świadomi ciężkiej zimy i rosyjskiej eskalacji, a ich duch raczej się konsoliduje pod naciskiem, niż słabnie. Bendyk podkreślił, że druga odsłona eskalacji to działania przeciw przyjaciołom Ukrainy, zarówno bezpośrednio wobec społeczeństw Europy, jak i zakulisowo wobec amerykańskiej administracji.
Łukoil, więźniowie, rozejm energetyczny i Morze Czarne
Lichnerowicz zrekonstruowała kilka ścieżek, którymi Amerykanie, czy Rosjanie z pomocą Amerykanów, próbują rozruszać rozmowy, mające według obu stron być szerszym pakietem biznesowym, a nie dotyczyć tylko Ukrainy. Według „New York Timesa” Rosja wyłożyła na stół aktywa Łukoilu, także na Bliskim Wschodzie, które mogłyby trafić m.in. do Todda Boehly’ego, który dał 2 miliony dolarów (ok. 7,8 mln zł, ok. 1,8 mln euro) na wsparcie Trumpa. To przynęta: jeśli Amerykanie wymuszą na Ukrainie ustępstwa, przyjaciele Putina mogą na tym zarobić. Z kolei Simon Shuster w „The Atlantic” opisał ścieżkę zaproponowaną przez Dmitrija Muratowa, laureata Pokojowej Nagrody Nobla i redaktora naczelnego „Nowej Gaziety”, który wciąż jest w Rosji na wolności, „nie wiadomo jak długo”. Muratow, zainspirowany rozmowami Johna Coale’a z reżimem Łukaszenki, który uwalnia więźniów politycznych w zamian za zniesienie kolejnych sankcji, zwłaszcza na białoruskie nawozy, co może ulżyć Trumpowi w kampanii, podsunął Coale’owi pomysł podobnej wymiany z Rosją. Pomysł spodobał się w Waszyngtonie i Coale ma zostać specjalnym wysłannikiem do takich rozmów. Lichnerowicz uznała to za kontrowersyjne i ambiwalentne. Z jednej strony odzyskanie wolności przez ludzi jest warte kompromisów, z drugiej to mechanizm, który pozwala reżimom brać kolejnych zakładników i wymieniać ich na sankcje, a Rosji daje drogę do ich złagodzenia. Trzecią ścieżką są rozmowy w Abu Zabi o rozejmie energetycznym, czyli wstrzymaniu wzajemnych ataków na infrastrukturę energetyczną. Czwartą jest mediacja Turcji w sprawie rozejmu na Morzu Czarnym, bo ukraińskie działania na Morzu Czarnym i Azowskim zablokowały już eksport mniej więcej jednej piątej rosyjskiego zboża. Ogólna diagnoza jest jednak taka, że do wiosny przełomu nie będzie, a to wszystko są „przygrywki”.
„To estetyka, nie polityka”
Bendyk przypomniał książkę Eugeniusza Smolara „Chaos bez sojuszu” o tym, czym są dziś Stany Zjednoczone i na ile ich polityka to fanaberie Trumpa, a na ile trwała strategia. Elementy biznesowe są ewidentne, ale nie muszą być głównym mechanizmem, lecz dodatkiem i platformą rozmów, każdym możliwym kanałem. Przypomniał zaangażowanie oligarchy Romana Abramowicza w rozmowy w Stambule na początku wojny, bo biznes oligarchiczny krąży między białą, szarą i czarną strefą i otwiera dziwne możliwości komunikacji. Podkreślił, że patrzymy na to z perspektywy Polski i Ukrainy, tymczasem USA nie prowadzą polityki ukraińskiej, interesuje ich własny interes, a jego elementem zawsze jest Rosja jako gracz globalny, choćby najsłabszy. Gdy Lichnerowicz zauważyła, że w wersji Trumpa chodzi głównie o surowce i biznes, a wysłannikami są Jared Kushner i Steve Witkoff, Bendyk odparł: „to jest estetyka, nie polityka”. Trwałym elementem jest to, że Stany prowadzą politykę z Rosją, a Ukraina jest jej elementem, nie celem. Biden również nie miał polityki ukraińskiej, tylko rosyjską, i mówił, że Rosja nie powinna wygrać, ale nie, że ma przegrać, co dawało bardzo dziwny, niedookreślony cel wojny. Lichnerowicz przytoczyła analizę Abrahama Newmana, według której USA coraz bardziej przypominają dwór Ludwika XIV, na którym rywalizują koła ideologiczne, strategiczne i biznesowe, i podkreśliła, że partykularny wątek biznesowy jest bardzo istotny. Bendyk zgodził się, że nie można go pomijać, ale dodał, że realizuje on też interes strategiczny USA, choćby dywersyfikację dostępu do metali ziem rzadkich i uniezależnienie od Chin, w czym Rosja jest częścią odpowiedzi. USA mają więc interes w docelowej normalizacji stosunków z Rosją, także po to, by robić biznes w strategicznych gałęziach gospodarki. Lichnerowicz dodała, że tego rodzaju argumentami kusili też Ukraińcy. Wskazała, że ciekawy może się okazać szczyt G20, na który gospodarz Trump zaprosił Putina, a być może przyjedzie też Zełenski. Według Shustera Trump widzi w nim szansę na otwarcie rozmów, a bliski doradca Zełenskiego powiedział, że ukraiński prezydent wciąż wierzy, iż jeśli spojrzy Putinowi w oczy, znajdzie sposób, by sobie z tą sytuacją poradzić.
„Vivaldi”, Drapatyj i Oleszki
Na froncie trwa operacja „Vivaldi”, dowodzona przez gen. Andrija Biłeckiego, w której Ukraińcy odzyskali według różnych danych sto kilkadziesiąt kilometrów kwadratowych. Bendyk zauważył, że sukces wzmacnia pozycję Biłeckiego jako przyszłego gracza politycznego. Lichnerowicz podkreśliła znaczenie operacyjne: odsunięto zagrożenie od Kramatorska i Słowiańska, kluczowych ukraińskich bastionów. Bendyk nazwał operację realnym sukcesem i symbolem zmian w armii pod dowództwem gen. Mychajła Drapatego, który czyści ją ze „złogów” po Ołeksandrze Syrskim i posowieckim stylu zarządzania. Problemem Syrskiego było otaczanie się ludźmi lojalnymi, a niekoniecznie kompetentnymi, a Lichnerowicz dodała, że Drapatyj nie zarządza „mikro”, jak jego poprzednik. Drapatyj opublikował manifest przywództwa z wartościami obowiązującymi w armii. Jego zastępca ds. nowych technologii to trzydziestokilkulatek, „nowy Fedorow”, jak skomentowała Lichnerowicz, który na konferencji European Strategies w Kijowie, zapytany, czy Ukraina używa już systemów autonomicznych, tylko się uśmiechnął i odłożył mikrofon. Przy okazji „Vivaldi” mówi się też, że „logistyka to już 90 procent”. Lichnerowicz zwróciła też uwagę na katastrofę humanitarną w Oleszkach pod Chersoniem, mieście między liniami ukraińskich i rosyjskich wojsk. Zostało tam około 2000 ludzi, do których od maja nie da się dotrzeć z żadnym transportem. Zginęło wielu odważnych Ukraińców, którzy próbowali wywozić rannych i dowozić żywność, a teraz podejmowane są próby zrzutów żywności i pojedyncze ucieczki mieszkańców, przerażonych nadchodzącą zimą.
Gdzie upadł Lenin, stanie Mazepa
Pretekstem do rozmowy o hetmanie są prace nad pomnikiem Iwana Mazepy w centrum Kijowa, na bulwarze Tarasa Szewczenki niedaleko Majdanu, gdzie wcześniej stał pomnik Lenina. Zełenski powiedział, że skala tej postaci zasługuje na pełnoprawny pomnik w stolicy, a idealne miejsce istnieje od grudnia 2013 roku: „tam, gdzie upadł Lenin, mocno stanie Mazepa”. Toczą się prace administracyjne i ustalenia, kto ma go wykonać. Lichnerowicz przypomniała dwa kozackie mity ważne dla ukraińskiej pamięci. Bohdan Chmielnicki to mit genialnego dowódcy na czas wojny, ale też prawosławia związanego z Rosją, a Mazepa to symbol walki o niepodległość przeciw Rosji i integracji europejskiej. Bendyk zaznaczył, że wszystko jest bardziej złożone. Od 1620 roku, gdy hetman Petro Sahajdaczny wziął prawosławie pod polityczną ochronę, Kozaczyzna zlała się z prawosławiem przeciw skutkom Unii Brzeskiej, choć wcześniej religia nie jednoczyła tej zróżnicowanej grupy. Dla Chmielnickiego był to ważny argument, bo jego siła, jak u Kościuszki 150 lat później, opierała się na włączeniu do walki chłopów, związanych z prawosławiem i odrzucających unię, co dawało swego rodzaju religijny populizm.
Perejasław: wspólny błąd
Lichnerowicz przypomniała ugodę perejasławską z 1654 roku, w której Chmielnicki związał się z Moskwą przeciw Polsce. Bendyk dodał, że także przeciw Turcji: był to wybór najbezpieczniejszego, jak się wydawało, protektora wobec dwóch potęg zagrażających suwerenności Ukrainy. Rzeczpospolita nie chciała uznać Kozaków za podmiot polityczny, czemu przeszkadzały interesy stanowe szlachty, w tym ruskiej, a także względy gospodarcze. Bendyk nazwał to największym błędem w historii Rzeczypospolitej. Rosja była wtedy rodzącym się imperium, brutalnym, ale „jeszcze głupim”, z zacofanymi elitami, także religijnymi. Kozacy chcieli to wykorzystać i stali się czynnikiem reformującym Rosję od środka, m.in. struktury cerkwi, bo w Rosji nie było jeszcze żadnej uczelni, a Ukraina miała Kolegium Mohylańskie, kształcące duchownych wysokiej klasy. Lichnerowicz przywołała porównanie do roli Grecji w Rzymie. Przypomniała też polską opowieść, wracającą w publicystyce i u polityków, że Perejasław był strategicznym błędem Chmielnickiego, który Ukraińcy dziś naprawiają, a tak uważał również Taras Szewczenko. Bendyk odparł, że błąd był wspólny, a decyzję trzeba oceniać przez pryzmat ówczesnych możliwości. Nie wiadomo, jak by się potoczyło, gdyby Chmielnicki nie zmarł trzy lata później, a jego następcą nie został nieudolny syn. Nastąpiło 20 lat wewnętrznych sporów, po których dopiero Iwan Samojłowicz, a po nim Mazepa zaczęli odbudowywać silny hetmanat.
Buntownik o tysiącu twarzy
Lichnerowicz zauważyła, że ocena Mazepy w Ukrainie jeszcze dwie, trzy dekady temu nie była tak jednoznaczna, a dziś jest on już stałym elementem panteonu. Historycznie istnieje rosyjski obraz Mazepy, u Puszkina knującego i żądnego zemsty, oraz ogólnoeuropejska, romantyczna opowieść o szlachetnym buntowniku i tragicznym wygnańcu, która inspirowała m.in. Byrona, Słowackiego i Victora Hugo. Mazepa był związany z Warszawą, skąd wyruszył w kilkuletnią podróż po Europie Zachodniej, i bywa nazywany pierwszym sławnym ukraińskim buntownikiem. Bendyk przypomniał wspólną historię: Mazepa pochodził z ziem, które po rozejmie andruszowskim należały do Rzeczypospolitej, i przez lata był dworzaninem Jana Kazimierza. Na tym okresie opiera się dramat Słowackiego i przekazana przez Jana Chryzostoma Paska legenda o wypędzeniu go nago, przywiązanego do konia, i cudownym ocaleniu przez Kozaków, najprawdopodobniej zmyślona. Lichnerowicz odczytała fragment Słowackiego o sercu „otwartym jak przejezdna brama”, a Bendyk polecił film „Mazepa” Gustawa Holoubka, ekranizację dramatu, ze świetną obsadą, m.in. z Aleksandrą Śląską. Podkreślił, że Mazepa był znakomicie wykształcony, po Kolegium Mohylańskim i kolegium jezuickim, znał kody kulturowe prawosławne i zachodnie i podobno dziesięć języków, a politycznie był ambitnym graczem.
Złoty wiek hetmanatu
Bendyk zwrócił uwagę, że ahistorycznie patrzymy na okres po Perejasławiu, jakby Ukraina stała się częścią Rosji. Tymczasem było to w pełni samorządne państwo kozackie, z zasobami, rozwijającą się gospodarką i przemysłem oraz silną, sprawną armią, niezbędną Rosji w wojnach z Turcją i Chanatem Krymskim, które dobiegły końca dopiero za Katarzyny II. Nie był to jeszcze układ kolonialny, lecz raczej symbioza. Za Mazepy, w złotym okresie hetmanatu, powstał tzw. barok kozacki czy mazepiński, który robi dziś wrażenie w Kijowie, Czernihowie i Baturynie, siedzibie hetmana. Kwitły architektura, kultura i literatura, a poziom powszechnego wykształcenia był wyższy niż w Rzeczypospolitej czy Rosji, bo niemal w każdej wsi działała szkoła bracka prowadzona przez prawosławne duchowieństwo. Pułkownicy rządzący miastami pułkowymi kończyli kolegia w Czernihowie, Perejasławiu czy Kolegium Mohylańskie, przekształcone w Akademię, znali po kilka języków, a program kształcenia był bardzo europejski. Ukraińskie elity wpływały też na Rosję. Teofan Prokopowicz, rektor Akademii Mohylańskiej, został głównym reformatorem rosyjskiej cerkwi i twórcą filozofii samodzierżawia, wzorowanej na Anglii Henryka VIII i sprzężeniu władzy królewskiej z religią.
Połtawa, Baturyn i rosyjski wzorzec
Piotr I nie ukrywał, że chce stłumić autonomię, i według Bendyka ma to znaczenie dziś, bo powrót Mazepy zbiega się z próbą Rosji odnowienia imperialnego projektu Piotra, która, jak wszystko wskazuje, się nie powiedzie. W czasie wielkiej wojny północnej, która miała zdecydować o porządku w Europie i na świecie, Mazepa początkowo lojalnie wspierał Piotra przeciw Szwecji. Gdy jednak rosły koszty materialne i militarne, a słabła jego pozycja polityczna, w 1708 roku postawił na Karola XII i przegrał pod Połtawą. Kilka lat później Piotr oficjalnie przemianował swoje państwo na Imperium Rosyjskie, a dzieła likwidacji autonomii dokończyła Katarzyna II. W odwecie za „zdradę” Mazepy zniszczono Baturyn, wycinając w pień około dwudziestotysięczną ludność, cywilów i żołnierzy, i obracając w perzynę piękną barokową architekturę, „żeby zapamiętali Ukraińcy na zawsze”. Bendyk wskazał, że ten wzorzec się powtarzał: w 1918 roku bolszewicy wyrżnęli w Kijowie tysiące ludzi, później była Bucza, a Polacy pamiętają rzeź Pragi w 1794 roku. To momenty, w których Rosja pokazuje i ostrzega przed swoimi zamiarami. Lichnerowicz przypomniała, że Ołeksandr Usyk po zwycięstwie nad Tysonem Furym uniósł tzw. szablę Mazepy i napisał, że przez stulecia Rosja znieważała imię hetmana, a teraz wraca ono do światowej przestrzeni i otrzyma należne uznanie, bo „wszystko dopiero się zaczyna”.
Klątwa, konstytucja Orłyka i refeudalizacja
Po Połtawie Mazepa uciekł z Karolem XII i resztkami kozackiej armii, zmarł w Benderach w 1709 roku i został pochowany w Galaczu. Rok później jego towarzysz Pyłyp Orłyk ogłosił konstytucję określającą ustrój państwa kozackiego, którą Ukraińcy nazywają pierwszą konstytucją, na pewno w tej części świata. Mit Mazepy szybko podchwycili najwięksi twórcy: Byron, Hugo, Słowacki, Wolter i Delacroix. Wolter w historii Karola XII pisał wiele o Ukrainie, Mazepie i Kozakach w kontekście wolności, a we Francji powstało wiele książek na ten temat. Państwo kozackie fascynowało ustrojem, podobnie jak Polska, ale także tym, że nie był to system dziedziczny i stanowy, lecz bardziej merytokratyczny. Problemem była późniejsza refeudalizacja. Elity kozackie odkryły, że wygodnie byłoby uczynić z chłopów, sojuszników Chmielnickiego, siłę roboczą i przywrócić pańszczyznę. Mazepa negocjował jej ograniczenie do dwóch dni w tygodniu, ale sam był największym właścicielem ziemskim, z około 200 tysiącami poddanych, choć, jak zastrzegł Bendyk, „nie rozliczamy przywódców rewolucji francuskiej, amerykańskiej i ukraińskiej”. Refeudalizacja ułatwiła upadek, bo za Katarzyny dużą część elity łatwo przekupiono obietnicą wejścia do szlachty rosyjskiej. Lichnerowicz zauważyła, że podobne procesy pogrążyły Polskę, a Bendyk dodał, że Ukraińcy wskazują na tę równoległość: hetmanat skończył się w 1764 roku, a pierwszy rozbiór Polski nastąpił w 1772 roku. Piotr I od 1708 roku prowadził też operację informacyjną: cerkiew patriarchatu moskiewskiego obłożyła Mazepę klątwą, odnawianą co roku, według Lichnerowicz do dziś. Prawosławny Kościół Ukrainy i Kościół greckokatolicki jej nie uznają, a gest Usyka był krytykowany przez część prawosławnych, co jest testem, „w której cerkwi jesteś”. Przywracanie pamięci Mazepy zaczął prezydent Wiktor Juszczenko, upamiętniając też bitwę pod Połtawą. Lichnerowicz przytoczyła badanie Ratingu: wiosną 2014 roku 30 procent Ukraińców oceniało hetmana negatywnie, a nieco ponad 40 procent pozytywnie, natomiast w 2022 roku negatywnie już tylko 8 procent, a pozytywnie trzy czwarte. Bendyk polecił najnowszą biografię „Mazepa. Bohater ukraińskiej historii o tysiącu twarzy” autorstwa ukraińskiego historyka. Przypomniał, że klątwę na Mazepę rzucił też Teofan Prokopowicz, który wybrał cara i budowę samodzierżawia, co jest kłopotliwe w dzisiejszej ukraińskiej debacie o dekolonizacji. Oksana Zabużko interpretuje to jako strategiczny wybór elit bardziej rozwiniętych kulturalnie, niczym Greków w barbarzyńskim Rzymie, którzy od czasów Rusi Kijowskiej mieli strategię i „ograli od środka” głupią Rosję, zyskując dostęp do Morza Czarnego i konsolidację terytorium, „no teraz mamy jakiś kłopot”. Bendyk polecił też książkę Tarasa Czuchliba „Ukraina kozacka i szlachecka Polska. O sojuszach i wojnie”, pokazującą m.in., jak ważna była rola Kozaków w bitwie pod Wiedniem, którą Polacy przypisują sobie jako głównemu aktorowi.
Pięć punktów geostrategicznego momentu
Na koniec Lichnerowicz przedstawiła pięć punktów, które jej zdaniem pozwalają zrozumieć obecny moment. Po pierwsze, w Europie zrozumiano już, że to długa wojna na wyczerpanie, pozycyjna, technologiczna i przemysłowa. Po drugie, Ukraina jest laboratorium wojny przyszłości, a więc partnerem i źródłem know-how i technologii. Po trzecie, trwa dyskusja o zdolności Europy do autonomii strategicznej, bo amerykańskie wsparcie słabnie strukturalnie, nie tylko z powodu Trumpa. Po czwarte, Europa powoli przyjmuje do wiadomości rosyjskie zagrożenie hybrydowe i konwencjonalne, choć nie potrafi dobrze nazwać tego momentu, co ma znaczenie dla wyobraźni i komunikacji: Rosja jest na wojnie z Europą, atakuje ją i osłabia. Po piąte, główne państwa europejskie uważają już Ukrainę za element architektury bezpieczeństwa całej Europy, niezależnie od tego, czy skończy się to pełnym członkostwem w Unii i jaka będzie relacja z NATO. Bendyk wyraził nadzieję, że tak będzie, ale uznał za najważniejsze odkrycie zasadniczo rozbieżnych interesów strategicznych Europy i USA. Do pełnoskalowej wojny obie strony postrzegały Rosję jako państwo, z którym można rozmawiać jak mocarstwo z mocarstwem. Po inwazji USA, choć wsparły Ukrainę, nie zmieniły przekonania, że kiedyś trzeba się będzie z Rosją dogadać, a Europa je straciła. Przywołał Francję: Nicolas Sarkozy był prorosyjski i gotów sprzedawać Rosji technologie wojskowe i okręty, dopiero François Hollande wycofał zgodę, a Emmanuel Macron do końca udawał, że można rozmawiać. Dziś francuskie kręgi strategiczne są przekonane, że nawet wygrana Marine Le Pen nie zmieni wektora strategicznego Francji, która wie, że Rosja jest zagrożeniem, a podobnie dzieje się w Niemczech. Skoro cele polityczne są rozbieżne, nie można liczyć na USA tak jak wtedy, gdy cel był wspólny. Nie znaczy to, że artykuł 5 nie będzie obowiązywał, ale nie wiadomo, jak, bo nigdy go nie testowano poza jednym przypadkiem po 11 września 2001 roku. Wtedy to m.in. Polska pomogła USA w Afganistanie i w Iraku, w wojnie, którą Bendyk nazwał nielegalną, o czym Trump nie chce pamiętać.
Ukraina jako element architektury, ale pod warunkami
Bendyk podkreślił, że by Ukraina stała się elementem architektury bezpieczeństwa, musi spełnić wiele warunków. Nie wystarczy mówić, że potrzebujemy jej kompetencji zbrojnych i technologicznych, bo do ich działania potrzebna jest funkcjonująca gospodarka i zdolność utrzymania państwa i społeczeństwa. Lichnerowicz przytoczyła teksty ukraińskiego ekonomisty we francuskiej prasie, porównującego Ukrainę do Kalifornii, dawnego Dzikiego Zachodu, miejsca innowacji. Bendyk przestrzegł przed takimi wyobrażeniami, bo sami Ukraińcy powiedzą, że nie są oazą nowych technologii. To raczej miejsce implementacji i wynajdywania nowych zastosowań tego, co istnieje, „zaawansowanego brykolażu”, a nie rozwoju nowych mikroprocesorów. Całość zadziała tylko wtedy, gdy Ukraina będzie zintegrowana z Unią, a nie tylko z architekturą bezpieczeństwa. Tymczasem działają stare unijne schematy, „nie ma drogi na skróty”, a gdyby dziś odbywała się ratyfikacja, w większości państw nie przeszłaby. Lichnerowicz zauważyła, że w Kijowie pojawiają się już plakaty z hasłem „zbliżenie z Europą tak, członkostwo nie”. Bendyk odpowiedział, że nastroje są wciąż zdecydowanie proeuropejskie, ale zwątpienie rośnie, a błędem był sam Zełenski, który rozbudził emocje „bredniami” o możliwym wejściu do Unii w 2027 roku. Dezinformacja bierze się z czegoś: gdy prezydent i elita mówią, że coś jest możliwe, a wiadomo, że nie jest, budzą emocje, które ktoś wykorzysta. Nazwał to strategicznym błędem i dużą niekompetencją obozu władzy. Z drugiej strony państwa europejskie muszą, jeśli chcą bezpiecznej przyszłości, znaleźć sposób na włączenie Ukrainy, który ją zmodernizuje i pomoże zwalczyć korupcję, na czym zależy samym Ukraińcom, ale jeśli priorytetem ma być bezpieczeństwo, debata o rolnictwie musi wyglądać inaczej. Lichnerowicz przypomniała, że Kijów zapowiada, iż nie zgodzi się na warunkowe członkostwo bez rolnictwa. Bendyk ironizował, że chcemy, by Ukraińcy byli gotowi za nas umierać, ale rolnictwa już nie, bo nie wystawimy się na konkurencję. Przypomniał, że jeszcze rok temu w Polsce nie było przekonania, iż potrzebujemy Ukrainy jako elementu systemu bezpieczeństwa, bo wierzono, że gwarantem są NATO i „wieczna miłość” USA, „a szczególnie teraz miłość Nawrockiego do Trumpa”. Polska dopiero odkrywa, że jednak potrzebuje Ukrainy. Przełożenie tego na rozwiązania instytucjonalne, jak wspólne operacje na Bałtyku czy Morzu Czarnym, jest bardzo złożone, bo państwa NATO nie chcą bezpośredniego konfliktu z Rosją, a Ukraina w nim jest, więc trzeba szukać rozwiązań, które nie doprowadzą do eskalacji. Lichnerowicz zakończyła pytaniem, jaką granicę wyznaczy Europa po dwóch ostatnich atakach na statki cywilne na wodach neutralnych i bułgarskich i na ile będzie udawać, że to przypadek, a także do czego doprowadzi eskalacyjna jesień i zima.
Materiał „Strategia USA a wojna w Ukrainie. Kulisy negocjacji Donald Trump – Putin | Rozumieć Ukrainę” dostępny na kanale Rozumieć Ukrainę na YouTube. Podcast realizowany jest przez Fundację im. Stefana Batorego i tygodnik „Polityka”. Opublikowany 7 października 2026.










