Terror wobec cywilów w Kramatorsku i Pryłukach, Nord Stream pod amerykańską flagą i polskie okręty w Ormuzie — Piotr Zychowicz na żywo w Historii Realne

Piotr Zychowicz poświęcił piątkową transmisję na żywo na kanale Historia Realna przede wszystkim rosyjskim atakom na cywilów: uderzeniu bomby lotniczej w autobusy w Kramatorsku i pocisku w blok mieszkalny w Pryłukach. Zastanawiał się, czy to celowa kampania terroru, czy skutek nieprecyzyjnego rosyjskiego uzbrojenia. Szeroko omówił doniesienia o rozmowach amerykańsko-rosyjskich w sprawie wejścia amerykańskiego inwestora do Nord Streamu oraz informacje „Polityki” o możliwym udziale polskich okrętów w operacji w cieśninie Ormuz, uzależnianym jego zdaniem od budowy Fort Trump. Mówił też o panice wokół polskich szkół, sporze Ukrainy z Koreą Południową, słowach Marca Rubia o ryzyku rozlania się wojny, sprzecznych sygnałach z Waszyngtonu w sprawie Iranu, zamieszkach we Francji, transakcjach giełdowych Donalda Trumpa, zapowiadanej transmisji egzekucji sprawcy masakry w Fort Hood i nieudanej egzekucji w Tennessee. Zaznaczył, że ze stu informacji wybrał dla widzów 16 lub 17. W części pytań i odpowiedzi przekonywał, że prezydent Karol Nawrocki powinien rozmawiać z Władimirem Putinem.

„Jednomyślność to była w PRL-u”

Na początku transmisji Zychowicz odpowiedział widzowi, który napisał, że nie zawsze się z nim zgadza, ale docenia, że tematy przedstawiane są tak, iż można podjąć polemikę i wyrobić sobie zdanie. Autor podziękował i podkreślił, że właśnie o to chodzi w Historii Realnej: nie o to, by wszyscy się ze sobą zgadzali, bo „jednomyślność to była w PRL-u”, lecz o dyskusję, na której polega piękno debaty publicznej. Na pytanie innego widza, czy Jacek Bartosiak widzi jeszcze jakąkolwiek szansę dla Polski przy takich politykach, odpowiedział krótko: „To Jacka trzeba by spytać”.

Panika wokół szkół jako „wojna hybrydowa Polaków przeciw własnemu państwu”

Zanim przeszedł do geopolityki, Zychowicz odniósł się do paniki wokół polskich szkół, która, jak przyznał, go „wkurzyła”. Przypomniał dwa poważne ataki: w Leszczydole-Nowinach w powiecie wyszkowskim 15-letni uczeń zaatakował nożem pracowników szkoły, zabijając woźną i raniąc dyrektora oraz nauczycielkę, a w Ostrołęce inny uczeń zaatakował w ten sam sposób dziewięć osób. Obu sprawców zatrzymano. Potem w komunikatorach i internecie zaczęły krążyć absurdalne plotki o „krwawym piątku” i rzekomym wyzwaniu wśród młodzieży, a niektórzy nagrywali „debilne filmiki” w kominiarkach z bronią. Zychowicz przytoczył komunikat policji, według którego nic nie wskazuje na istnienie takiego „challenge’u”, z apelem o spokój i ostrzeżeniem, że celowe wywoływanie paniki grozi odpowiedzialnością karną. Uznał, że to typowe działania wymierzone w odporność państwa polskiego, podważające zaufanie do państwa i systemu edukacji. Zaznaczył, że nie ma pretensji do przestraszonych rodziców, ale ostro skrytykował jedną ze stacji telewizyjnych, która jego zdaniem bez odpowiedzialności za bezpieczeństwo i zdrowie psychiczne ludzi nakręcała psychozę paskami informacyjnymi, sugerując, by nie posyłać dzieci do szkoły. Ocenił, że stacja, która nie lubi rządu, chciała w ten sposób uderzyć w rząd, wykorzystując dzieci i obawy rodziców. Przypomniał, że skontrolowano 10 tysięcy placówek oświatowych. Nazwał całą sytuację elementem wojny hybrydowej, którą w tym przypadku „prowadzą Polacy przeciwko własnemu państwu”, i zaapelował: „bądźmy normalni”. W części pytań i odpowiedzi wrócił do tematu: wspomniał o doniesieniach Onetu o kolejnych próbach wnoszenia noży, przewidział, że sądy rodzinne będą miały dużo pracy z „gagatkami”, a widz z Łomianek opisał niemal puste szkoły z radiowozami przed każdą. Zychowicz powtórzył, że surowo powinni zapłacić ci, którzy panikę rozkręcali.

Kramatorsk i Pryłuki: celowy terror czy „dziadowski” sprzęt?

Zychowicz przypomniał, że Kramatorsk to obok Słowiańska jedno z dwóch niezdobytych jeszcze przez Rosjan miast obwodu donieckiego, ostrzeliwane od początku wojny. Tak krwawego ataku nie było tam jednak od początku wojny, gdy rakieta lub bomba uderzyła w przystanek autobusowy, również w Kramatorsku. Tym razem bomba lotnicza, najprawdopodobniej kierowana bomba typu KAB, trafiła w pętlę autobusową przy ulicy Jubilejnej, w pobliżu kliniki stomatologicznej, gdzie stały dwa autobusy miejskie pełne pasażerów. Autor opisał nagrania: wypaloną trawę, wybite szyby w całej okolicy, płonące autobusy, kłęby czarnego dymu i ciała, z których podmuch zerwał ubrania lub które spłonęły. Nazwał to apokalipsą. Bilans wynosił 33 zabitych i 18 rannych i rósł przez noc. Wołodymyr Zełenski stwierdził, że Rosja w ten sposób „świętuje” urodziny Putina, który dwa dni wcześniej, 7 października, skończył 74 lata. Zychowicz postawił pytanie, czy to zamierzona kampania terroru powietrznego, mająca złamać opór Ukraińców i skłonić ich do nacisku na władze w sprawie ustępstw, czy też, jak chcą Rosjanie i ich zwolennicy, po czym się poprawił i przeprosił, bo nie tylko oni tak twierdzą, rosyjski sprzęt jest „dziadowski”, a pociski bywają zakłócane, źle zaprogramowane lub zawodzą i spadają na cele cywilne. Zwolennicy tezy o celowej kampanii mają według niego mocny argument w postaci ataku z poprzedniego dnia na Pryłuki w obwodzie czernihowskim. Pocisk trafił nocą, bez ostrzeżenia, w pięciopiętrowy blok, gdy mieszkańcy spali, niszcząc 30 mieszkań i wybijając szyby w okolicznych szkołach, przedszkolach i sklepach. Miejsce odwiedzili Zełenski i, jak powiedział autor, brytyjski minister spraw zagranicznych Ed Miliband, którzy złożyli tam maskotki. Zginęło 22 osoby, w tym pięcioro dzieci, z których troje miało rok, a jedno zginęło razem z matką i babcią. Rannych zostało 54 osoby, w tym siedmioro dzieci. Ukraińcy mówią o jednym z najpodlejszych uderzeń reżimu Putina, a Zychowicz skomentował, że jeśli tak dalej pójdzie, Rosja „zaraz osiągnie standardy Izraela”. Podkreślił, że niezależnie od tego, czy ataki są intencjonalne, czy wynikają z nieprecyzyjności, ludzie giną w wyniku agresji Putina, więc odpowiedzialność ponosi rosyjskie kierownictwo z prezydentem na czele. W tym kontekście za „bardzo niesmaczną” uznał wizytę byłego kanclerza Niemiec Gerharda Schrödera u Putina z okazji jego urodzin. Putin miał „przypadkiem” zauważyć, że Schröder jest w Moskwie jako członek rady nadzorczej sieci supermarketów Hyper Globus, i zaprosić go do siebie, a panowie zrobili sobie zdjęcie przy kominku, przybijając sobie piątkę. Zychowicz ironizował, że skoro Schröder był niedawno kanclerzem, w Niemczech musiał panować „niezły bajzel”.

Noc szahedów, blackout w Kijowie i apel Kliczki

Kolejnej nocy Rosja przeprowadziła poważny atak powietrzny, głównie dronami: na Ukrainę wysłano około 136 szahedów, z czego aż 93 odrzutowe, a zestrzelono 114 środków napadu powietrznego, w tym 77 szahedów. Zychowicz podkreślił, że pokazuje te dane, by uświadomić widzom, jak wygląda prawdziwa wojna i że obrona przeciwlotnicza to podstawowy system, w który Polska powinna się zaopatrzyć. Potwierdził, że jak co noc poderwano polskie myśliwce, które później wróciły na lotniska. Dzień wcześniej Rosjanie zaatakowali jeden z najważniejszych obiektów energetycznych Kijowa, co wywołało wielki blackout, a nagrania pokazywały ludzi schodzących w całkowitej ciemności do metra. Mer Kijowa Witalij Kliczko zaapelował do mieszkańców, by na zimę opuścili miasto, bo system energetyczny może nie wytrzymać. Zychowicz zadał pytanie, jaki procent ewakuujących się kijowian przyjedzie przezimować do Polski i być może zostanie tu na zawsze, nazywając je „absolutnie zasadniczym”. Jako wiadomość na plus dla Ukrainy podał ukraiński rekord w polowaniu na rosyjską logistykę: we wrześniu na kluczowych trasach zaopatrzeniowych trafiono lub zniszczono 770 pojazdów i ciężarówek, a od maja łącznie około 3 tysięcy. Głównym miejscem tych scen pozostaje „autostrada śmierci” między Rosją a Krymem przez obwód zaporoski wzdłuż Morza Azowskiego.

Korea Południowa odwołuje ambasadora

Korea Południowa odwołała swojego ambasadora z Kijowa, co Zychowicz nazwał pójściem „na ostro” i kolejną eskalacją sporu. Odniósł się do komentarza widza o „honorze koreańskich samurajów”, zauważając, że to daleka analogia, bo samurajowie to Japonia, ale ludzie z tamtej części świata są dumni i nie dają sobie „w kaszę dmuchać”. Przypomniał, że Zełenski „zrobił świństwo” Koreańczykom z Południa, ujawniając przekazanie ich służbom dwóch pojmanych żołnierzy północnokoreańskich, co miało pozostać tajemnicą. Według autora Seul obawia się teraz odwetu, na przykład uprowadzenia własnych żołnierzy. Prezydent Lee Jae-myung mówi o głębokim rozczarowaniu i żąda wyjaśnień oraz przeprosin. Stanowisko Kijowa, że dyplomacja powinna wziąć górę nad emocjami, Zychowicz streścił po swojemu: „jesteśmy otwarci na dialog, odczepcie się od nas”.

Nord Stream: „Ribbentrop-Mołotow 2.0” z amerykańskim stemplem

Za „prawdziwą bombę” Zychowicz uznał doniesienia Reutersa, że przedstawiciele USA i Rosji, Jared Kushner i doradca Putina Kiriłł Dmitrijew, wstępnie omawiali na spotkaniach w Moskwie i Nowym Jorku wejście amerykańskiego inwestora do spółki Nord Stream w celu późniejszej sprzedaży rosyjskiego gazu do Europy. Amerykanie, inwestując w rurociąg i dając mu „swój stempel”, zarabialiby ogromne pieniądze, a Europejczykom trudno byłoby protestować przeciw gazowi dostarczanemu przez Amerykę. Dotyczy to zwłaszcza Polski, a także Ukrainy, głównych hamulcowych projektu. Autor przypomniał, że minister Radosław Sikorski nazwał kiedyś Nord Stream paktem Ribbentrop-Mołotow 2.0, czyli handlem tanimi surowcami ponad głową Polski. Zauważył, że wcześniej USA cieszyły się z embarga na rosyjski gaz, bo droższy amerykański LNG, przypływający m.in. do Świnoujścia, wypierał tańszy rosyjski. Teraz Amerykanie „przeliczyli” i uznali, że mogą zarobić na rosyjskim gazie, biorąc „ze 20 procent”, taniej niż przewożąc LNG przez Atlantyk. Według Zychowicza wpisuje się to w szerszy problem: Amerykanie „przebierają nóżkami” do resetu z Rosją, czego dowodem było spotkanie na Alasce, a wojna w Ukrainie przeszkadza Trumpowi w robieniu z Moskwą interesów. Przypomniał, że gdy Anglosasi robią interesy z Rosją, dzieje się to zwykle kosztem Polski, jak w Teheranie i Jałcie. Ameryce zależy na dużym rynku i na odciągnięciu Rosji od Chin, a Polska nie będzie miała nic do powiedzenia. Polskich polityków, którzy wierzą, że relacje z USA opierają się na wspólnocie wartości, a Polska jako „wierny giermek” będzie podawać Ameryce strzały przeciw Moskwie, nazwał „frajerami” i „marzycielami fruwającymi między chmurami”. Stwierdził, że Polska jest pionkiem na szachownicy i przy takim dealu nawet nie piśnie, bo liczą się „interesy, interesy i jeszcze raz interesy”. Przytoczył niemieckiego deputowanego Zielonych Michaela Kellnera, który ostrzegł przed „brudnym interesem”, za który zapłaci Europa, a zyskami podzielą się Amerykanie i Rosjanie. Zauważył jednak, że w Niemczech pomysł trafi na podatny grunt, bo tani rosyjski gaz napędzał niemiecką gospodarkę, a bez niego dostała ona zadyszki. Przypomniał, że 51 procent udziałów w Nord Streamie ma Gazprom, który mógłby je sprzedać, a pozostałymi inwestorami są Niemcy oraz kapitał francuski i holenderski, o czym mało kto wie. Kushner i Dmitrijew mieli też rozmawiać o sprzedaży zagranicznych aktywów Łukoilu, w tym stacji i rafinerii. Zychowicz ostrzegł, że Polska, „wisząc na klamce Trumpa” tak jak kiedyś na klamce Churchilla, może boleśnie z niej spaść, gdy trzasną drzwi. W części pytań i odpowiedzi odpowiedział widzowi, że Niemcy nie zablokują transakcji, bo Amerykanie kupiliby udziały od Gazpromu, a wolnego obrotu akcjami nikt nie zabroni. Dodał, że Nord Stream poprowadzono pod Bałtykiem właśnie po to, by Polska nie pobierała opłat tranzytowych. Inny widz przypomniał, że w latach 90. gazociąg miał biec przez Polskę, ale Polska go nie chciała.

Polskie okręty w Ormuzie w zamian za Fort Trump?

Zychowicz omówił artykuł Marka Świerczyńskiego w tygodniku „Polityka” pod tytułem „Polacy wesprą amerykańską operację”. Według niego na prośbę USA Polska rozważa udział w operacji zabezpieczającej cieśninę Ormuz, a analizy polityczne i przygotowania wojskowe nabrały tempa we wrześniu wraz z przyspieszeniem rozmów o stałej bazie amerykańskich wojsk w Polsce. Misja miałaby mieć ściśle ochronny charakter i nie byłaby powiązana z trwającą operacją „Epic Fury”, a do zatoki mógłby popłynąć m.in. niszczyciel min ORP Kormoran II. Zychowicza niepokoi to, że Amerykanie chcą wciągnąć Polskę w kolejną, jak to ujął, „wariacką” wojnę na Bliskim Wschodzie, wywołaną na życzenie Izraela. Przypomniał, że Polska płaciła już krwią za „kompletnie bezsensowne” amerykańskie awantury w Afganistanie i Iraku, tracąc w Afganistanie, jak pamiętał, 44 żołnierzy, a po ucieczce Amerykanów cała ta krew „poszła w piach”. Najbardziej niepokoi go jednak, że Fort Trump, choć jeszcze nie powstał, już służy Amerykanom jako „lewar”. Jego zdaniem USA widzą desperację i naiwność polskich polityków, którzy uznali, że baza automatycznie oznacza bezpieczeństwo, i są gotowi wyłożyć na nią z własnych pieniędzy 17 miliardów, a potem płacić amerykańskim żołnierzom 15 tysięcy dolarów (ok. 58,7 tys. zł, ok. 13,4 tys. euro) rocznie ponad żołd, „żeby tylko tutaj siedzieli, żarli steki i umawiali się na randki z polskimi dziewczynami”. Skrytykował brak jakiejkolwiek gry i niewskazywanie Amerykanom, że oni też korzystają na obecności w Polsce. Wątpi też, by baza w Żaganiu, pod Szczecinem czy przy granicy z Niemcami gwarantowała, że USA będą walczyć w obronie Polski, i nazwał żądania Waszyngtonu de facto szantażem. Sam „spuściłby ich na drzewo”, ale obawia się, że politycy ulegną, Fort Trump i tak nie powstanie, a polscy żołnierze pojadą na Bliski Wschód „sprzątać po Amerykanach i Izraelczykach”. W części pytań i odpowiedzi widz zwrócił uwagę na zbliżające się wybory połówkowe w USA: Demokraci mogą odzyskać izby Kongresu i kontrolę nad wydatkami, a ruch MAGA traci poparcie przed wyborami prezydenckimi w 2028 roku. Zychowicz skwitował, że w kontekście Fort Trump to dość słaba informacja.

Rubio, Miami i dylemat końca wojny

Zychowicz przytoczył sondaż, według którego prawie co trzeci Polak uważa, że prezydent Karol Nawrocki powinien spotkać się z Putinem na szczycie G20 w Miami, i zgodził się z tą opinią. Za bardzo niepokojące uznał słowa sekretarza stanu USA Marca Rubia w Lizbonie, że impas w wojnie zwiększa ryzyko jej rozszerzenia na państwa NATO przez nasilenie sabotażu i ataków, które mogą przekształcić wojnę dwóch państw w znacznie szerszy konflikt regionalny. Odnotował też, że w Miami mieli spotkać się przedstawiciele europejscy i ukraińscy z Amerykanami, by omówić nowe pomysły zakończenia wojny, i stwierdził, że trzeba to załatwić przed zimą, bo im dłużej wojna trwa, tym większe ryzyko sabotażu i wlotów rakiet w Polsce. W części pytań i odpowiedzi przyznał, że jest w tej sprawie „kompletnie rozerwany”. Z ludzkiego punktu widzenia, patrząc na zniszczone autobusy i zabite dzieci, chciałby końca wojny. Za jej zakończeniem przemawia też to, że Rosja zyskuje zdolność zadawania bólu państwom wspierającym Ukrainę, więc w Polsce też mogą zginąć ludzie. Przeciw przemawia to, że Ukraina ściera rosyjską machinę wojenną, a „jak tam się kotłuje, to się nie będzie kotłować u nas”. Ogłosił ankietę wśród widzów z pytaniem, czy zakończenie wojny leży w interesie Polski. Zgodził się z widzem, że po wojnie Ukraina będzie rywalem Polski, w kwestii zboża, transportu, funduszy unijnych, pieniędzy na odbudowę i historii, choć uznał, że twierdzenie o wspólnym interesie Polski z Rosją idzie za daleko.

Iran: plany ataku i zapewnienia Trumpa

Zychowicz zwrócił uwagę na „dwugłos” z Waszyngtonu. Według Axiosa Pentagon przygotował plany intensywnej, trzydniowej operacji przeciw Iranowi: zmasowanego uderzenia dronowo-rakietowego na infrastrukturę energetyczną, centra dowodzenia Korpusu Strażników Rewolucji i inne obiekty wojskowe, z przerzutem kolejnego lotniskowca. Autor nazwał to stałą taktyką USA od początku wojny 28 lutego: „najpierw pałą po łbie, potem marchewka przed nosem” i tak w kółko, i przyznał, że na takie wieści już ziewa. Jednocześnie Trump napisał na Truth Social, że choć Iran jest w bardzo złej sytuacji gospodarczej i militarnej, USA nie zaatakują go przed wyborami do Kongresu 3 listopada, prowadzą z nim konstruktywne rozmowy, a Iran nie będzie miał broni jądrowej. Zychowicz przyznał, że doświadczenie skłania go, by Trumpowi nie wierzyć. W części pytań i odpowiedzi odnotował wpis Trumpa, że dzięki eskorcie amerykańskiej marynarki eksport z Zatoki Perskiej przez Ormuz stopniowo wraca, a blokada irańskich portów jest szczelna. Ocenił, że gdyby ta presja miała skruszyć reżim, już by to zrobiła, a po pół roku „zabawy w chowanego i w ciuciubabkę” między „Trampino” a ajatollahami to ci drudzy mają więcej kart. Na wpis widza, że Trump wygrał, odpowiedział, że Trump już wiele razy ogłaszał zwycięstwo, z którego nic nie wynikało.

Turkmenistan, Morze Kaspijskie i ukraińska asertywność

Putin poleciał do Turkmenistanu, gdzie powitano go czerwonym dywanem, dziećmi w strojach narodowych, kwiatami oraz chlebem i solą, w klimacie dobrze znanym z poradzieckiej obrzędowości. Oprócz szczytu WNP odbyło się tam spotkanie pięciu państw nadkaspijskich w sprawie ratowania poziomu Morza Kaspijskiego, które, jak pokazują zdjęcia satelitarne, zamienia się w kałużę. Zychowicz uśmiechnął się, czytając słowa ukraińskiego ministra rolnictwa, że Ukraina nie zgodzi się na członkostwo w Unii Europejskiej, jeśli obejmą ją limity sprzedaży produktów rolnych do państw członkowskich. Docenił tę asertywność: Polska, aspirując do NATO i UE, stawiała się w pozycji petenta i błagała o przyjęcie, a po akcesji wielu polityków uznało, że nastąpił koniec historii i myśleć będą za nich Waszyngton i Bruksela. „Ostro grają chłopaki”, skwitował.

Francja, Rijad i Hutowie

Z Francji Zychowicz przekazał wieści, że sceny są już „nie dantejskie, ale apokaliptyczne”. Lewicowy polityk, którego autor oskarża o podburzanie Afrykańczyków do demolowania miast, ogłosił po starciach na placu Bastylii, że plac „został odbity”. Zychowicz opisał wtargnięcie, jak to ujął, „afrykańskich hord”, porównał je do Rzymu zalewanego przez Hunów, a starcie z policją do bitwy średniowiecznych armii jak w filmie „Braveheart”. Jeden z protestujących napisał na pomniku „ACAB”. Lewica jest zachwycona „buntem ludu”, a zwykli Francuzi zaciskają pięści i będą głosować na Marine Le Pen, która jego zdaniem i tak nic nie zmieni. Szczególnie oburzyli go uczniowie, którzy według francuskiej prasy przynoszą na protesty piły mechaniczne i ścinają drzewa wokół szkół, co nazwał nieodwracalnym wandalizmem. Z przekąsem skomentował, że „przyszli inżynierowie i lekarze z Afryki Subsaharyjskiej” protestują przeciw złym warunkom nauki, ścinając drzewa. Na lotnisku w Rijadzie dron trafił duży, prawdopodobnie pasażerski samolot stojący na płycie, na szczęście pusty. Według Zychowicza to dowód, że Hutowie nie zwalniają tempa mimo saudyjskiej operacji, która miała odbić cieśninę i Sanę, a Zatoka Perska, „podpalona przez Trumpa”, wciąż płonie. W części pytań i odpowiedzi potwierdził, że widział nagrania saudyjskich sił niszczących konwoje Hutich dronami, myśliwcami i bronią precyzyjną, co wygląda jak wojna w Ukrainie na pustyni, a nawet bardzo drastyczne filmy z rozjeżdżaniem ich Humvee.

Trump na giełdzie, egzekucja na żywo i kobieta, która przeżyła

Zychowicz omówił doniesienia, że Trump 18 sierpnia kupił akcje SpaceX za od miliona do pięciu milionów dolarów (ok. 3,9–19,6 mln zł, ok. 0,9–4,5 mln euro), a dwa dni później podpisał memorandum ułatwiające komercyjne starty kosmiczne, co podniosło wartość firmy Elona Muska. Kupił też akcje Meta za 25 milionów dolarów (ok. 97,8 mln zł, ok. 22,3 mln euro) i Microsoftu za 6 milionów dolarów (ok. 23,5 mln zł, ok. 5,4 mln euro) tuż przed spotkaniem z przedsiębiorcami technologicznymi w Białym Domu. Autor nazwał to insider tradingiem i przypomniał, że prof. Bogdan Góralczyk mówił chyba o dwóch miliardach zarobionych przez Trumpa w czasie prezydentury. Biały Dom zaprzecza konfliktowi interesów. Pentagon zapowiedział, że egzekucję Nidala Hasana, byłego psychiatry armii, który w 2009 roku zabił 12 lub 13 osób w Fort Hood w Teksasie, będzie można oglądać na żywo w internecie. Ma się odbyć 3 grudnia przez pluton egzekucyjny, po raz pierwszy od około 60 lat w amerykańskiej armii. Prawnicy skazanego zapowiadają apelacje, ale sekretarz Pete Hegseth zapewnia, że ludzie będą mogli to obejrzeć. Zychowicz odmówił komentarza. Wrócił też do sprawy Christiny Pike z Tennessee, która przeżyła egzekucję pentobarbitalem. Przy okazji zastanawiał się, kto w ogóle nadaje lekom i takim substancjom nazwy, które trudno wypowiedzieć. Kobieta odzyskała przytomność i zapytała personel szpitala, gdzie jest i kim są. Według Zychowicza nie był to cud, lecz ktoś „spartaczył robotę”, wstrzykując substancję pod skórę zamiast do żyły. Zauważył, że jej prawnicy mówili wcześniej o śmierci mózgowej. Jej adwokat Randy Spivey powiedział, że jest zła i zdezorientowana, ale wie, że próbowano ją stracić, i pytała m.in. o rodzinę ofiary. Pike ma 50 lat i w 1995 roku jako osiemnastolatka brutalnie zamordowała koleżankę z ośrodka dla nieletnich. Ma zapalenie płuc, zakrzep w ramieniu, nie może przełykać i nadal jest przykuta kajdankami do łóżka. Zychowicz uznał, że mogliby jej to przynajmniej darować. Odnotował nagłówek „do trzech razy śmierć”, sugerujący ponowienie egzekucji, i powtórzył, że kara powinna być natychmiastowa, a nie odwlekana jak w amerykańskim systemie. Widz przypomniał, że podobne przypadki już były, a egzekucje ponawiano po roku. Inny poprawił go, że pentobarbital to nazwa związku chemicznego, a nie leku.

Awaria w Norwegii jako ostrzeżenie

Z ostatniej chwili Zychowicz przekazał informację o awarii sieci komórkowej Telenor, która sparaliżowała łączność telefoniczną w Norwegii do tego stopnia, że przestały działać numery alarmowe policji, pogotowia i straży, a w całym kraju stanął ruch pociągów. Uznał to za ważną lekcję: społeczeństwa opierają się na sieci komórkowej, w telefonach są GPS, banki i inne usługi, więc przeciwnik, który ją wyłączy, sparaliżuje całą Polskę. Mniej istotne jest, czy to sabotaż, a ważniejsze, jak chronić system i mieć rozwiązania alternatywne.

„Gdybym był Nawrockim”. Jak rozmawiać z Putinem

Najwięcej emocji w części pytań i odpowiedzi wywołała kwestia ewentualnego spotkania Nawrockiego z Putinem w Miami. Zychowicz stwierdził, że jako prezydent nie uciekałby i nie chował się „jak mała dziewczynka w pomieszczeniu na szczotki”, gdy Putin pojawi się na wspólnym zdjęciu, jak zapowiadał minister Marcin Przydacz. Załatwiłby spotkanie albo „capnąłby” Putina na korytarzu. Nawiązując do niedawnego sparingu prezydenta z bokserem i rady Jacka Bartosiaka o „pojedynku na spojrzenia”, zażartował, że ścisnąłby Putinowi rękę tak, że trzeszczałyby kości, i ostrzegł, że za kolejny dron przy granicy, pożar fabryki w Skarżysku-Kamiennej czy sabotaż na kolei Rosja zapłaci w Królewcu. Tak według niego rozmawialiby z Putinem Erdoğan, Netanjahu, którego nazwał twardym zawodnikiem, choć wiadomo, co o nim myśli, i Trump. Spotyka się z nim Trump, Zełenski marzy o przyjeździe do Miami, a Polska uważa, że nie spotyka się „ze złymi ludźmi”. Zychowicz nazwał to dziecinadą i łzawym romantyzmem. Podkreślił, że Polska ma poważne interesy w Europie Środkowo-Wschodniej, Rosja jest jednym z rozgrywających w regionie, więc trzeba z nią rozmawiać i jasno komunikować czerwone linie, co jest ABC realizmu politycznego. Uciekanie przed Putinem po korytarzach G20 upokarza, a jeśli Nawrocki ma się tak zachowywać, niech nie jedzie wcale. Sam prezydent zrobiłby to chętnie, ale jest „otoczony błaznami”. Przypomniał, że Niemcy, najbliższy sojusznik Polski i główny partner handlowy, rozmawiają z Rosją, a ich minister spraw zagranicznych spotkał się z rosyjskim na marginesie szczytu w Nowym Jorku, i nic się nie stało. Kanał komunikacji z Moskwą dałby Polsce kartę przetargową wobec Ukrainy, która „w ogóle się z Polską nie liczy”, bo wie, że Polska nie ma alternatywy. Gdyby Polska rozmawiała z Rosją, Ukraińcy nie pozwoliliby sobie na takie „numery” jak nadanie jednostce wojskowej imienia bohaterów UPA. Przyznał rację widzowi, że Nawrocki tego nie zrobi, bo ucierpiałby jego obóz: przy spotkaniu Nawrockiego z Putinem „zawyje” „Gazeta Wyborcza”, a przy spotkaniu Sikorskiego z Ławrowem media prawicowe. Zaproponował więc żartem spotkanie we czwórkę, Putina, Ławrowa, Nawrockiego i Sikorskiego, u siebie na wsi, z grillem, grzybobraniem, psem, kotem i jagodziankami. Na uwagę, że Putin nie rozmawiałby z polskimi „pionkami”, odpowiedział, że w tym właśnie problem. Gdyby Polska była poważnym graczem jak Turcja, która nie ma dużo więcej pieniędzy, Putin by się z nią liczył, ale z wasalem, który oddał suwerenność Ameryce, nie ma po co rozmawiać, skoro można pogadać z szefem. Przywołał układ Sikorski–Majski z lipca 1941 roku, podpisany na żądanie Churchilla mimo sowieckiej agresji i zbrodni sprzed dwóch lat, jako przykład zachowania wasala, i stwierdził, że polscy politycy nie uczą się na błędach. Zgodził się z widzem, że Polska powinna zabiegać o lepsze relacje z Chinami i Indiami, a nie mieszać się w cudze wojny. Przestrzegł też przed przekonaniem, że wystarczy przeczekać Trumpa, bo jego zdaniem Trump jest skutkiem, a nie przyczyną strukturalnych zmian na świecie.

Izrael, Palestyna i inne pytania widzów

Pytany przez czytelnika swojej książki „Izrael na wojnie”, czy Żydzi nie wrócili do Palestyny jako ziemi historycznie i kulturowo swojej, Zychowicz odpowiedział, że syjoniści rozważali najpierw m.in. Ugandę, Argentynę, Amerykę i Synaj, a Palestynę wybrali jako kolebkę judaizmu. Przedstawił swoją tezę, że wyznawcy dawnego judaizmu nigdy stamtąd nie odeszli, po przybyciu Arabów przyjęli islam, a potomkami starożytnych Żydów są dzisiejsi Palestyńczycy, przybysze w ramach ruchu syjonistycznego byli zaś jego zdaniem „kolonizatorami” z Polski, Węgier czy Ameryki, których przodkowie przyjęli judaizm. Odesłał do lektury całej książki. Na pytanie widza, czy Polska powinna wspierać Palestynę, czy „stać po stronie morderców, bo USA tak chce”, odpowiedział, że odpowiedź zawiera się w samym pytaniu. Uchylił się od oceny nowej ustawy o cyfryzacji jako formy cenzury, bo jej nie czytał. Nie wiedział nic o dronie, który według widza zniknął z map pod Lublinem, ani o ukraińskim samolocie rządowym stojącym od dawna na lotnisku w Krakowie. Wspomniał o śmierci laborantki zarażonej dżumą w Irkucku, której matka oskarża władze Rosji o brak pomocy. Widz poinformował go o reglamentacji kazachskiego węgla w składach i wzroście ceny z 2 tysięcy do 2,4 tysiąca złotych za tonę w dwa tygodnie, a inny przewidywał spekulację cenami węgla, jak rok wcześniej pelletem. Na pytanie, dlaczego Charles de Gaulle nie został zaproszony do Jałty, odpowiedział: z tego samego powodu, co Stanisław Mikołajczyk. Pomysł zaproszenia na transmisję prezydenta Nawrockiego, „historyka do historyka”, uznał za kuszący, ale sprzeczny z zasadą kanału, by nie zapraszać polityków. Na zarzut, że atakowi w Jarosławiu poświęcił cały odcinek, a atakom nożowników w polskich szkołach tylko kilka minut, „bo tamten był Ukraińcem”, odpowiedział, że sprawa z Jarosławia nabrała wymiaru politycznego i międzynarodowego. Wypowiadali się o niej politycy, specjalne oświadczenie wydał Zełenski, a według pierwszych doniesień sprawca był ukraińskim weteranem z traumą frontową, co wpisywało się w zagrożenie napływem po wojnie dziesiątek tysięcy straumatyzowanych, obytych z bronią mężczyzn do żon w Polsce. Ataki nastolatków w szkołach nie są natomiast tematem geopolitycznym, a cały odcinek z miniaturką o „fali ataków w szkołach” tylko podsycałby panikę. Wspomniał też, że kanał został zdemonetyzowany właśnie przy odcinku o Jarosławiu.

Kot, pies, wesele i Bieniek o 20.00

Transmisja miała też lżejsze momenty. Zaczęła się od ulgi, że „mamy dźwięk”, bo telefon autora znów sparował się z komputerem i przechwytywał audio. Zychowicz pokazał widzom kotkę, „królową live’ów”, która doszła do zdrowia po usunięciu wszystkich zębów. Wyjaśnił, że psa, owczarka niemieckiego z dysplazją, pokazać nie może, bo nie chodzi po schodach i czeka na dole. Żartował, że jego telefon milczy godzinami, a dzwoni wyłącznie w trakcie transmisji. Wyjaśnił, że robi transmisje tylko wtedy, gdy dzieje się coś ważnego, bo nie chce mówić dla samego mówienia, i dlatego dzień wcześniej odpuścił. Na zaproszenie na wesele odpowiedział, że na gitarze basowej gra tylko dwa utwory, „Smoke on the Water” i „Running Free” Iron Maiden, ale może zjeść, wypić i złożyć życzenia, a widzowie proponowali mu rolę wodzireja lub „wujasa”. Przy propozycjach nowych nazw dla wpłat zamiast „trumpków” zażartował, że „Nawrocek” byłby niepoważny wobec głowy państwa, ale skoro otoczenie prezydenta sprzedaje zegarki „Nawroki”, to chyba by się nie obraził. O „glapkach”, od prezesa NBP Adama Glapińskiego, powiedział, że nie wie, czy by sobie tego życzył. Trzymał kciuki za widza, który stracił pracę i jechał na rozmowę kwalifikacyjną, podkreślając, że społeczność Historii Realnej trzyma się razem. Cieszył się z przekroczenia 5 tysięcy widzów i zachęcał do lajków. Na początku przypomniał debatę profesorów Lewickiego i Góralczyka w Poznaniu, która zbliżała się do 300 tysięcy wyświetleń, zapowiedział niedzielną premierę o 18.00 oraz drugą część swojej książki „Polacy”. Na koniec zaprosił na wieczorną rozmowę o 20.00 z gen. Mieczysławem Bieńkiem, wracającym na kanał po dłuższej przerwie, o stanie Wojska Polskiego, obronie przeciwlotniczej, przeciwdziałaniu sabotażowi, cyberbezpieczeństwie, zakupach i dronach.


Materiał „Terror wobec cywilów. Ukraina wytrzyma? Polscy żołnierze pojadą do Zatoki Perskiej?— Piotr Zychowicz” dostępny na kanale Historia Realna na YouTube, liczącym 775 tys. subskrybentów. Transmisja na żywo z 9 października 2026.


You may also like

Strona 1 z 126
Strona 1 z 126

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *