Ukraina znika z mapy? Rękas i Jankowski o froncie, BRICS i ofensywie Huti

Tomasz Jankowski i Konrad Rękas w programie „Raport z frontów” omawiają sytuację na froncie ukraińsko-rosyjskim, rosyjskie ataki na ukraińską infrastrukturę, doniesienia o możliwej mobilizacji w Rosji oraz znaczenie uderzeń w pobliżu granicy z Polską. Następnie przechodzą do szczytu BRICS w New Delhi, w którego końcowym dokumencie — według prowadzących — zabrakło odniesienia do wojny na Ukrainie, a także do ofensywy ruchu Huti w Jemenie i jej potencjalnych konsekwencji dla Arabii Saudyjskiej, Chin, Europy i światowych szlaków handlowych.

Liman: sukces Ukrainy, ale bez przełomu

Program rozpoczyna się od wydarzeń w rejonie Limana. Jankowski zwraca uwagę na duży chaos informacyjny dotyczący sytuacji na froncie i krytycznie odnosi się do sposobu przedstawiania wydarzeń przez polskojęzyczne media.

Według jego relacji media miały ogłosić duży sukces strony ukraińskiej po ataku, w wyniku którego Rosjanie zostali odrzuceni od Limana. Jankowski zaznacza jednak, że Rosjanie wcześniej nie zajęli samego miasta. Dlatego — w jego ocenie — można mówić o pewnym sukcesie terytorialnym Ukrainy, ponieważ rosyjskie oddziały zostały odsunięte o kilkanaście kilometrów, ale nie o przełomie na froncie.

Jego zdaniem działania te mogą co najwyżej opóźnić rosyjskie natarcie na Słowiańsk. Rosjanie mają mieć obecnie trudniejszy dostęp do miasta od północy, ale jednocześnie nadal się do niego zbliżają.

Jankowski odnosi się również do komentarzy pojawiających się w polskim internecie, przede wszystkim wśród tak zwanych OSINT-owców, według których wydarzenia pod Limanem miały oznaczać przełom porównywalny z kolejną operacją kurską. Jego zdaniem taka narracja może przede wszystkim służyć przekonywaniu odbiorców, że wojna nie jest jeszcze przegrana i że należy nadal ją finansować.

Rękas zwraca uwagę na — jego zdaniem — powtarzający się schemat opisywania działań obu stron. Kiedy rosyjska armia posuwa się naprzód, jej zdobywanie kolejnych miejscowości ma być przedstawiane jako zajmowanie nieznaczących strategicznie wiosek. Natomiast każdy ukraiński ruch militarny ma być przedstawiany jako sukces o znaczeniu strategicznym.

W tym kontekście Rękas również odnosi się do porównywania obecnej sytuacji z drugą operacją kurską. Uważa, że analogia jest o tyle trafna, że pierwsza operacja kurska — w jego ocenie — nie przyniosła żadnego istotnego efektu strategicznego dla sytuacji na froncie ukraińsko-rosyjskim.

Operacja kurska i problemy z zasobami

Jankowski dodaje, że pierwsza operacja kurska miała również pozbawić armię ukraińską części zdolności ofensywnych ze względu na zasoby, które zostały tam wykorzystane.

Jednocześnie zaznacza, że nie można twierdzić, iż pod Limanem nie wydarzyło się nic. W Rosji pojawiła się bowiem krytyka dotycząca przede wszystkim niewystarczających zasobów ludzkich na froncie. Według Jankowskiego właśnie tego rodzaju wydarzenia są następnie wykorzystywane przez osoby domagające się przeprowadzenia w Rosji mobilizacji.

Jankowski odrzuca jednak pojawiające się informacje o przygotowywanej po wyborach mobilizacji. Według niego nic nie wskazuje na to, aby rosyjskie władze szykowały obecnie takie działanie.

Zastrzega przy tym, że nie twierdzi, iż mobilizacji w Rosji nie będzie nigdy. Chodzi mu wyłącznie o aktualną sytuację i o to, że ostatnie działania rosyjskich władz nie wskazują na przygotowania do mobilizacji. Według jego interpretacji temat ten był wykorzystywany podczas wyborów do wywoływania niepokojów, a potencjalnie również do obniżania poparcia dla rządzącej formacji.

Jankowski dodaje, że narracja o możliwej mobilizacji może również powodować w Polsce poczucie zagrożenia.

Rękas podkreśla natomiast, że wojna nie jest — według jego obserwacji — jednym z głównych tematów rosyjskiej kampanii wyborczej. W Rosji dyskusja ma koncentrować się przede wszystkim na kwestiach bytowych i socjalnych. Jeżeli pojawia się wojna, to właśnie w tym kontekście.

Według Rękasa nie jest to więc dla rosyjskich polityków kategoria „życia i śmierci”, jak mogłoby wynikać z części zachodnich przekazów. Jankowski dodaje, że istnieje pewien konsensus co do konieczności osiągnięcia celów rosyjskiej operacji wojskowej, choć poszczególne środowiska mogą różnić się w ocenie strategii.

Orechów i możliwe przerzucenie ukraińskich sił

Prowadzący przenoszą następnie uwagę na inny odcinek frontu — okolice Orechowa, miejscowości prowadzącej w kierunku Zaporoża.

Jankowski wskazuje, że niedobory zasobów dotyczą również strony ukraińskiej, choć w zupełnie innym miejscu. Według jego oceny sytuacja pod Limanem może być związana z wydarzeniami w rejonie Orechowa, ponieważ Ukraińcy mogli skierować do mini-kontrofensywy pod Limanem jednostki, które wcześniej odpowiadały za obronę innych odcinków.

Zdaniem Jankowskiego Rosjanie mogli ten ruch zauważyć i wykorzystać. Wskazuje na wydarzenia wokół Orechowa, o których program informował już wcześniej. Zastrzega, że ze względu na sprzeczne informacje nie jest w stanie ze stuprocentową pewnością określić stanu ukraińskiej obrony. Według różnych źródeł mogła ona zostać osłabiona, rozproszona albo podzielona, a rosyjskie oddziały pojawiły się w rejonie miasta.

Jankowski nie chce jeszcze przesądzać, że Rosjanie zdobyli Orechów. Zwraca jednak uwagę, że w ostatnich tygodniach rosyjskie wojska znajdowały się kolejno w miejscowościach sąsiadujących z Orechowem, a następnie miały znaleźć się już w samym mieście. Jak ocenia, jak na tempo tej wojny jest to bardzo szybki rozwój wydarzeń.

Rękas uważa natomiast, że niezależnie od tego, czy można bezpośrednio porównywać sytuację pod Limanem i Orechowem, należy zwrócić uwagę na polityczne znaczenie ukraińskich działań kontrofensywnych w obwodzie donieckim.

Według jego interpretacji w ewentualnych negocjacjach dotyczących zakończenia lub przerwania wojny nie ma mowy o pozostawieniu Ukrainie jakiejkolwiek części ziemi donieckiej. Dlatego podejmowanie tam działań kontrofensywnych ma być — w jego ocenie — politycznie jałowe, ponieważ nie przekłada się na możliwe przyszłe rozstrzygnięcie negocjacyjne.

Rękas zwraca jednocześnie uwagę na rosyjską aktywność w kierunku Zaporoża. Jego zdaniem nawet powolne przesuwanie się Rosjan oznacza, że w ewentualnych rozmowach wojennych po stronie rosyjskiej pojawiają się kolejne elementy, które mogą być wykorzystywane negocjacyjnie.

Jankowski dodaje, że obwód zaporoski miał być — przynajmniej według wcześniejszych informacji — częściowo wyłączony z koncepcji zamrożenia linii frontu. Tymczasem jego zdaniem rosyjskie działania pokazują, że Moskwa nie zamierza tej linii po prostu zamrażać.

Strzelanina SBU i wywiadu wojskowego. Problemem był rosyjski język

W programie pojawia się również dalszy ciąg sprawy opisywanej tydzień wcześniej — strzelaniny pomiędzy SBU a ukraińskim wywiadem wojskowym.

Jankowski określa ten wątek żartobliwie jako „Michałka”, czyli poboczny, mniej istotny element programu, ale zwraca uwagę na kolejny ciąg wydarzeń. Rzeczniczka do spraw języka Olena Iwanowa miała domagać się wyciągnięcia konsekwencji wobec uczestników strzelaniny.

Powodem nie miało być jednak samo strzelanie do siebie. Chodziło o to, że — jak wynikać ma z nagrań — przedstawiciele obu stron podczas incydentu posługiwali się językiem rosyjskim.

Jankowski komentuje, że może to wiele mówić o współczesnej Ukrainie. Rękas odpowiada ironicznym porównaniem do sytuacji, w której człowiek dowiaduje się o skutkach określonego poglądu dopiero wtedy, gdy sam „uderzy się młotkiem w palec”.

Czy rosyjskie ataki rzeczywiście zbliżają się do granicy Polski?

Następny temat dotyczy rosyjskich ataków na infrastrukturę w zachodniej części Ukrainy i pytania, czy można je interpretować jako sygnał skierowany do Warszawy.

Jankowski pyta, czy rzeczywiście mamy do czynienia ze zbliżaniem się rosyjskich ataków do granicy Polski oraz czy działania te należy odczytywać jako komunikat wobec polskich władz.

Prowadzący odpowiadają, że nie. Jankowski przypomina, że kilka tygodni wcześniej przewidywali podobny rozwój sytuacji w związku z rosyjską strategią.

Według źródeł ukraińskich, na które się powołuje, od początku września zaatakowano kolejnych kilkanaście stacji benzynowych. Ataki miały miejsce również w pobliżu granicy z Polską, ale jednocześnie obejmowały inne regiony Ukrainy. W Kijowie miały zostać zniszczone trzy stacje, a podobne działania odnotowano także w obwodzie żytomierskim.

Zdaniem Jankowskiego wyciąganie pojedynczego wydarzenia z całej serii ataków może służyć tworzeniu wrażenia, że wojna nieuchronnie zbliża się do Polski. W jego interpretacji jest to również sposób na wywoływanie poczucia zagrożenia i zainteresowanie polskiego społeczeństwa wojną.

Rękas przedstawia natomiast szerszą koncepcję rosyjskich działań jako „wojnę o szyny”, a dokładniej — „wojnę o komunikację”. Jego zdaniem, gdyby Rosja rzeczywiście chciała realizować cel przypisywany jej przez część polityków i głównonurtowych mediów, czyli wysyłać Polsce bezpośredni komunikat, skala działań przeciwko infrastrukturze mogłaby być znacznie większa.

Jednocześnie Rękas wskazuje na rosyjskie ataki na ukraińskie porty pełnomorskie oraz systemy komunikacyjne związane z Dnieprem. Według jego oceny działania te mają w znacznym stopniu utrudniać ukraiński eksport i wyjście na Morze Czarne.

Przedstawia to jako realizowaną od dłuższego czasu strategię uderzania w cały system komunikacyjny i transportowy Ukrainy.

Około 300 stacji benzynowych i prawie 100 hrywien za litr

Jankowski przypomina, że jeszcze dwa tygodnie wcześniej informował widzów, iż ataki na stacje benzynowe nie wywołały na Ukrainie kryzysu paliwowego. Według niego sytuacja zaczęła się jednak zmieniać.

Powołując się na źródła ukraińskie, mówi o około 300 wyłączonych stacjach benzynowych. Jednocześnie cena paliwa miała wzrosnąć do poziomu zbliżonego do polskiego — niemal 100 hrywien za litr.

Jankowski przelicza tę kwotę na około 8–9 zł. Następnie przypomina, że przed rozpoczęciem rosyjskiej operacji wojskowej paliwo na Ukrainie kosztowało około 30–35 hrywien za litr.

Rękas żartuje, że takich cen nie pamiętają już chyba nawet polscy kierowcy. Jankowski odpowiada, że „żaden premier” nie zdążył nawet takich cen obiecać w III RP.

„Wojna o szyny” i 492 trafione lokomotywy

W dalszej części Jankowski wraca do kwestii infrastruktury kolejowej. Jego zdaniem również tutaj polskie media miały wyjmować pojedyncze wydarzenia z szerszego kontekstu.

Jako przykład wskazuje informację o ostrzelaniu pociągu relacji Kijów–Warszawa oraz sugestie, że Rosjanie mogli w ten sposób polować na zachodnich przywódców.

W przestrzeni medialnej miał pojawić się również fake news, że w pociągu znajdował się Boris Johnson. Później pojawiały się informacje o szefach wywiadów i innych zachodnich politykach.

Jankowski przywołuje w tym kontekście dane „Ukraińskiej Prawdy”, podkreślając, że nie jest to źródło moskiewskie. Według przytaczanych przez niego informacji od początku rosyjskiej operacji wojskowej Rosjanie mieli trafić 492 lokomotywy.

Szczególnie istotna ma być dynamika z 2026 roku. Na przełomie sierpnia i września miało dojść do 200–250 takich trafień, czyli — według prowadzącego — niemal połowy wszystkich przypadków przywołanych wcześniej.

Jankowski zaznacza, że Ukraina próbuje naprawiać uszkodzony tabor, ale „Ukraińska Prawda” ma wskazywać, iż jest to proces długi i kosztowny. W warunkach wojennych naprawa takiej infrastruktury nie jest prosta, co — zdaniem Jankowskiego — może tłumaczyć rosyjską koncentrację na tego rodzaju celach.

Sprawny tabor kolejowy Ukrainy miał być jeszcze przed lutym 2022 roku szacowany na około 1500–2000 jednostek, przy czym cały tabor był liczniejszy. Na tej podstawie Jankowski ocenia, że wyłączonych może być około 25 proc. lokomotyw, a być może nawet 30–35 proc.

Jednocześnie wyraźnie zaznacza, że są to szacunki oparte na danych sprzed rozpoczęcia pełnoskalowej wojny.

„Polonocentryzm” i pociąg Kijów–Warszawa

Jankowski zauważa, że w przypadku ataku na pociąg Kijów–Warszawa łatwo może pojawić się źle rozumiany „polonocentryzm”. Nie chodziło przecież — jak sugeruje — o specjalnie polski cel.

Rękas rozwija tę myśl, mówiąc ironicznie, że narracja wyglądała momentami tak, jakby był to pociąg pełen Polaków, których Putin postanowił zamordować.

Następnie zwraca uwagę na drugi popularny wątek: „atak na pociąg polityków”. Według niego politycy rzeczywiście podróżowali koleją, ale nie tym konkretnym pociągiem. W przestrzeni medialnej pojawiały się różne nazwiska. Rękas wymienia między innymi Borisa Johnsona, Carla Bildta i Davida Petraeusa oraz doradcę prezydenta Francji.

Prowadzący zauważają również, że w polskim internecie miała pojawić się specyficzna reakcja na informacje o potencjalnych ofiarach. Według Rękasa część komentujących cieszyła się z możliwości, że niektórzy zachodni politycy mogą przestać przyjeżdżać na Ukrainę.

Szczególne emocje miał wywołać Boris Johnson. Rękas ironizuje, że gdyby rzeczywiście znajdował się w ostrzelanym pociągu, pojawiłyby się pytania o stan jego spodni oraz o to, czy w takim razie warto było wcześniej zabraniać Ukrainie zawarcia pokoju.

Jankowski dorzuca własny żart: mówi, że odetchnął z ulgą, gdy okazało się, że chodzi o Petraeusa, a nie o polskiego polityka Ryszarda Petru.

Karpacz, Sikorski i „pokonamy Rosjan”

Po przerwie prowadzący przechodzą do wydarzeń, które ich zdaniem praktycznie nie pojawiły się w polskojęzycznych mediach.

Jankowski wspomina weekendowe forum w Karpaczu. Jak przyznaje, sam nie zwróciłby na nie większej uwagi, gdyby nie obecność ich wspólnego znajomego.

Następnie pojawia się temat wypowiedzi Radosława Sikorskiego. Jankowski określa wydarzenie ironicznie jako forum „jałtańskie”, organizowane przez ukraińskiego oligarchę Wiktora Pinczuka.

Według prowadzących Sikorski mówił tam o pokonaniu Rosjan, co — jak twierdzą — miało wywołać śmiech nie tylko w Rosji, lecz również na Ukrainie i Zachodzie.

Rękas określa to jako kolejny przypadek, w którym polski minister spraw zagranicznych stał się bohaterem memów. Jankowski żartuje przy tym, że minister sprawiedliwości również nie ma pod tym względem lepiej, po czym zapowiada, że temat ten będzie omawiany w innych programach.

Szczyt BRICS w New Delhi i zniknięcie Ukrainy z dokumentu

Następnie prowadzący przechodzą do szczytu BRICS w New Delhi. Jankowski zaznacza, że wydarzenie samo w sobie zasługiwałoby na osobny program, ale koncentruje się na jego znaczeniu dla wojny na Ukrainie.

Przypomina, że w poprzednich latach końcowe dokumenty szczytów BRICS odnosiły się do konfliktu ukraińskiego.

W 2024 roku podczas szczytu w Kazaniu dokument miał zawierać stanowisko dotyczące chińsko-brazylijskiego planu pokojowego. Jankowski określa go jako stosunkowo kompromisowy i przypomina wcześniejsze omawianie tego dokumentu na kanale.

Rok później, podczas szczytu w Rio de Janeiro, dokument końcowy miał przypominać stanowiska poszczególnych uczestników inicjatywy dotyczące Ukrainy.

Tymczasem w New Delhi — według Jankowskiego — temat Ukrainy w końcowym dokumencie BRICS w ogóle się nie pojawił. To właśnie ten fakt staje się jednym z najważniejszych elementów wyjaśniających tytuł programu „Ukraina znika z mapy”.

Chiny, Indie i brak stanowiska w sprawie Ukrainy

Rękas zwraca uwagę, że brak Ukrainy w dokumencie trzeba analizować w szerszym kontekście. W tym samym czasie Chiny miały przedstawić bardzo mocne stanowisko dotyczące pokoju na Bliskim Wschodzie.

Według Rękasa pokazuje to, gdzie znajduje się obecnie ciężar zainteresowania geopolitycznego i gospodarczego państw BRICS, a szczególnie Chin i Indii.

Wskazuje również na premiera Indii Narendrę Modiego, który — według przedstawionej przez Rękasa interpretacji — potwierdził swoje wsparcie dla chińskiej inicjatywy dotyczącej Bliskiego Wschodu.

Brak Ukrainy w dokumencie może być zatem — jak mówi Rękas — odczytywany jako swego rodzaju carte blanche dla Rosji.

Jankowski przedstawia kilka konkurencyjnych interpretacji tej sytuacji. Według jednej z nich pozostałe państwa BRICS nie umieściły stanowiska dotyczącego Ukrainy dlatego, że byłoby ono zbyt negatywne wobec Moskwy, a Rosja mogłaby je zablokować.

Jankowski przypisuje taką interpretację środowiskom, które określa jako „neokońskie jastrzębie” w Polsce, Europie Zachodniej i szerzej w świecie euroatlantyckim.

Druga interpretacja zakłada, że brak stanowiska oznaczał po prostu zielone światło dla Rosji i uznanie kwestii ukraińskiej za sprawę wewnętrzną rosyjską.

Pojawia się również trzecia hipoteza: brak stanowiska miałby służyć temu, aby nie drażnić Stanów Zjednoczonych. Jankowski przyznaje, że nie do końca rozumie tę ostatnią interpretację.

Jankowski nie odrzuca jednak żadnej z tych hipotez. Rękas rozwija natomiast własne rozumienie sytuacji. Według niego Rosjanom przydałoby się stanowisko BRICS wspierające ich pozycję w negocjacjach.

Nie chodziłoby jednak — jego zdaniem — o negocjacje z Ukrainą. Rękas stwierdza wprost, że „Ukraina tu jest tylko przedmiotem”, a zasadniczym kierunkiem rozmów byłyby relacje rosyjsko-amerykańskie.

„Nowy Ład Światowy” i Ukraina jako kwestia wewnętrzna

Rękas zaznacza, że trudno byłoby prowadzić jedynie wyrywkowe negocjacje dotyczące Ukrainy, ponieważ — jego zdaniem — Chiny konsekwentnie zmierzają w kierunku rozmów dotyczących znacznie szerszego układu międzynarodowego.

Mówi o negocjacjach dotyczących „Nowego Ładu Światowego”, obejmujących przede wszystkim kwestie globalne, w tym korytarze komunikacyjne. Jak wskazuje, dla Chin właśnie te szlaki mają szczególne znaczenie.

W jego ocenie pozostawienie Ukrainy całkowicie na uboczu głównego procesu może oznaczać uznanie jej za kwestię wewnętrzną, a w najgorszym wariancie — za sprawę bilateralną w relacjach rosyjsko-amerykańskich.

Jankowski przypomina przy okazji wcześniejsze prognozy, zgodnie z którymi BRICS miał się rozpaść, a jego członkowie mieli być coraz bardziej skonfliktowani z Rosją. W jego ocenie wydarzenia temu przeczą.

Rękas wskazuje wręcz na dalszą ekspansję organizacji. Według niego podczas szczytu w New Delhi rozmawiano również o możliwości przyłączania kolejnych państw, które nie zamierzają oglądać się na Stany Zjednoczone.

Szczególne znaczenie ma w tym kontekście Zatoka Perska. Rękas wskazuje na rozmowy dotyczące dalszej ekspansji BRICS w tym regionie oraz na Zjednoczone Emiraty Arabskie, które określa jako byłego głównego sojusznika USA w regionie. Według jego oceny Stany Zjednoczone są z tego obszaru stopniowo wypierane.

Jemen: ofensywa Huti zmienia znaczenie konfliktu

Ostatni temat programu dotyczy Jemenu i ofensywy ruchu Huti.

Jankowski przypomina wcześniejsze materiały programu, w których pokazywano mapy konfliktu wewnętrznego w Jemenie. Huti mieli nadal kontrolować mniejszą część terytorium kraju, jeśli patrzeć wyłącznie na powierzchnię zajmowaną na mapie.

Jednocześnie chodzić ma o część Jemenu zamieszkaną przez zdecydowaną większość ludności — według Jankowskiego około 70–80 proc. mieszkańców.

Kluczowym elementem nie jest jednak sama wielkość terytorium kontrolowanego przez Huti. Najważniejsze ma być pytanie, czy ruch ten jest w stanie zablokować cieśninę Bab al-Mandab.

Jankowski twierdzi, że po krótkiej, ale skutecznej ofensywie sytuacja uległa zasadniczej zmianie. Huti nie musieli zdobywać ogromnych obszarów terytorialnych, ponieważ ich działania miały doprowadzić do praktycznego zmonopolizowania dostępu do strategicznej cieśniny.

Według prowadzącego można już — z jego perspektywy — mówić o kontroli Huti nad Bab al-Mandab. Początkowo ruch miał stosować stosunkowo łagodną zasadę, blokując jedynie statki saudyjskie. Jankowski określa jednak sytuację jako geopolityczną katastrofę dla regionu.

Bab al-Mandab, szlaki handlowe i interes Chin

Rękas interpretuje wydarzenia w Jemenie przez pryzmat geopolitycznego znaczenia punktów przesyłowych.

Przypomina, że przez stulecia kontrola nad tego rodzaju miejscami była jednym z elementów brytyjskiej polityki, a później w dużej mierze została przejęta przez Stany Zjednoczone. Chodzi nie tylko o rozmieszczenie baz czy możliwość oddziaływania na potencjalnych przeciwników, ale przede wszystkim o kontrolowanie tras przepływu towarów i handlu.

Według Rękasa przez Bab al-Mandab przepływa około 8,7 proc. światowego handlu.

Znaczenie cieśniny ma dodatkowo rosnąć w kontekście transportu paliwowego, zwłaszcza przy potencjalnym zablokowaniu cieśniny Ormuz.

Rękas zwraca również uwagę na znaczenie szlaków transportowych na południu Półwyspu Arabskiego. Według jego interpretacji działania Huti dały im możliwość wpływania na główny saudyjski szlak transportowy.

Jednocześnie Morze Czerwone ma znaczenie nie tylko jako kanał transportu paliw. Rękas podkreśla, że przez ten akwen do Europy trafiają również chińskie towary, w tym samochody i elektronika.

Jego zdaniem kontrola Bab al-Mandab oznacza więc możliwość zainteresowania Pekinu, ponieważ chodzi o jeden z istotnych elementów chińskich szlaków eksportowych.

Arabia Saudyjska odcięta od eksportu ropy?

Jankowski zwraca uwagę na konsekwencje sytuacji dla Arabii Saudyjskiej.

Według danych przywołanych przez prowadzącego około 65–75 proc. eksportu saudyjskiej ropy trafia do Azji, przy czym udział Chin ma wynosić około 20 proc. Jankowski zaznacza, że udział Azji wzrósł również w związku z konfliktem na Bliskim Wschodzie.

Prowadzący przypomina także, że Huti mieli być w stanie przeprowadzić masowy atak dronów na główny rurociąg prowadzący saudyjską ropę do alternatywnego korytarza transportowego.

Według przedstawionej przez Jankowskiego oceny Arabia Saudyjska ma w takiej sytuacji zostać pozbawiona możliwości zarówno eksportowania ropy, jak i jej wewnętrznego transportu. Podkreśla przy tym, jak duża część dochodów Arabii Saudyjskiej pochodzi z sektora naftowego.

Jankowski komentuje sytuację słowami: „Przelicytował trochę ten młody król.”

Rękas doprecyzowuje, że chodzi o następcę tronu i osobę kierującą saudyjską polityką. Jego zdaniem popełniono poważny błąd strategiczny, zakładając, że jeśli sytuacja stanie się bardzo trudna, Stany Zjednoczone przyjdą Arabii Saudyjskiej z pomocą.

Według Rękasa działania Huti miały zweryfikować to założenie. Donald Trump miał stwierdzić, że nie weźmie udziału w interwencji, która musiałaby mieć charakter lądowy, ponieważ same naloty na Huti nie wystarczyłyby do rozwiązania problemu.

Chiny mogą zwiększyć zakupy w Rosji

Na koniec Jankowski stawia pytanie o konsekwencje sytuacji dla Chin. Skoro transport ropy z Arabii Saudyjskiej jest utrudniony, Chiny mogą — według prowadzących — zwiększyć zakupy w Rosji.

Rękas uważa, że taki rozwój wydarzeń może dodatkowo zwiększyć zainteresowanie Pekinu zakończeniem lub rozwiązaniem kwestii ukraińskiej.

Jednocześnie wskazuje na konsekwencje dla Europy. W jego ocenie państwa europejskie, jeżeli chcą utrzymywać dobre relacje z Chinami, będą musiały w pewnym momencie również odbudować relacje gospodarcze z Rosją.

Program kończy się szerszą konkluzją Jankowskiego: niezależnie od tego, w której części świata rozwija się konflikt zbrojny, jego konsekwencje mają obecnie charakter globalny. Według prowadzących wydarzenia na Ukrainie, w Rosji, w ramach BRICS oraz na Bliskim Wschodzie należy analizować jako powiązane ze sobą elementy większego układu geopolitycznego.


Źródło: Wbrew Cenzurze. Materiał: „Ukraina znika z mapy”. Prowadzący: Tomasz Jankowski i Konrad Rękas. Kanał: Wbrew Cenzurze, 38,1 tys. subskrybentów. Data premiery: 17 września 2026 r.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *