Krystian Jachacy w programie „Wersja Frontowa” na kanale Wersja Robocza przeanalizował rozpoczętą na przełomie września i października rosyjską kampanię uderzeń w strategiczne mosty na Dnieprze w Kijowie i Zaporożu. Zapytał na wstępie, czy kampania będzie kontynuowana, czy zniknie po paru tygodniach, jak wiele podobnych rosyjskich ofensyw lotniczych i dronowych, oraz czy przyniesie jakiekolwiek wymierne skutki dla frontu. Opisał nowe odrzutowe drony Gerań z amunicją kumulacyjno-tnącą, które celują w wanty mostów podwieszanych, oraz uderzenia pociskiem manewrującym i bombami FAB. Przytoczył też ocenę rosyjskich komentatorów i ukraińskiego eksperta ds. transportu. Ocenił, że zawalenie potężnych, budowanych jeszcze w czasach radzieckich mostów jest mało prawdopodobne, a ukraińska armia poradzi sobie dzięki kolei i przeprawom pontonowym. Prawdziwym celem Rosji jest jego zdaniem ukraińska gospodarka i budżet, a koszt tych ataków poniesie ostatecznie Zachód, w tym Polska.
87 godzin alarmów i nowa amunicja na mosty
Jachacy zaczął od liczby: w poprzednim tygodniu alarmy przed bombami, rakietami i dronami trwały w Kijowie łącznie 87 godzin. Przy 168 godzinach w tygodniu oznacza to, że przez dużą część tego i poprzednich tygodni w stolicy obowiązywał alarm. Z powodu skali i długości rosyjskich nalotów w Kijowie wprowadzono nawet stopnie alarmu, żółty i czerwony, by nie sparaliżować gospodarki, w której wszyscy chowaliby się do schronów i metra, a nikt nie pracował ani nie jeździł. Autor nazwał to przystosowaniem do warunków wojennych. Przypomniał, że 30 września, gdy rozpoczęła się rosyjska kampania przeciw mostom, technologiczny doradca ds. wojny dronowej Wołodymyra Zełenskiego, którego Jachacy określił jako „pełniącego obowiązki prezydenta Ukrainy”, Serhij Beskrestnow „Flesz”, ogłosił złą wiadomość. Rosja po raz pierwszy użyła na odrzutowym dronie specjalnej amunicji kumulacyjno-tnącej, stworzonej do niszczenia słupów wysokiego napięcia i stalowych konstrukcji mostowych. W kolejnych dniach, zwłaszcza od 1 do 3 października, nowe odrzutowe Geranie uderzały najpierw w most Południowy, a potem w most Północny w Kijowie. Celowały przede wszystkim w wanty, czyli potężne liny utrzymujące konstrukcję mostu, wykonanego w podobnej technologii jak warszawski most Siekierkowski. Jachacy przypomniał, że wielokrotnie mówił na kanale, iż Rosja nie ma środków, by z kilkuset kilometrów skutecznie zawalić most. Iskander, Ch-101, a nawet Oresznik mają zbyt duży rozrzut, by z pewnością trafić w most szeroki na kilka, kilkanaście metrów. Według Zełenskiego Rosja produkuje już około 140 pocisków balistycznych typu Iskander miesięcznie, ale zużycie połowy miesięcznej produkcji, by być może uszkodzić jeden most, który można zastąpić przeprawą pontonową lub promami, przy kilkunastu mostach na Dnieprze byłoby zbyt kosztowne. Dron z odpowiednią głowicą, który uszkodzi liny, to już według autora inna kalkulacja, i z takimi dronami Rosjanie „już mogą kombinować”.
Korki wystarczą? Rosyjska ocena i rola kolei
Jachacy przytoczył wypowiedź Michaiła Onufrijenki, rosyjsko-ukraińskiego komentatora pochodzącego z Ukrainy, dla rosyjskiego portalu „Wzgliad”. Onufrijenko ocenił, że ataki udowodniły, iż logistykę na mostach przez Dniepr można zatrzymać nawet bez istotnych zniszczeń. Choć w mostach nie powstała żadna dziura, nawet w nawierzchni, transport w Kijowie się załamał: ludzie przechodzili przez mosty pieszo, wieczorem i w nocy tworzyły się kolosalne korki, a mosty wielokrotnie blokowano. Jego zdaniem znacznie zmniejszyło to liczbę pojazdów przerzucanych na lewy brzeg, a skalowanie tych działań przyniosłoby jeszcze bardziej fatalne skutki. Zastrzegł jednak, że błędne jest twierdzenie, iż most Południowy zapewniał 90 procent połączeń między brzegami, bo dotyczyło to tylko ruchu drogowego i tylko w Kijowie. Główne szlaki zaopatrzenia ukraińskiej armii, którą nazwał propagandowym rosyjskim określeniem „Siły Zbrojne Hunty Kijowskiej”, prowadzą koleją. Przepustowość dziewięciu mostów kolejowych wynosi według niego od 48 do 240 par pociągów na dobę, a pełny skład przewozi do około 40 tysięcy ton ładunku, podczas gdy ciężarówka nie więcej niż 20 ton. Jachacy zgodził się, że mosty kolejowe są być może ważniejsze niż drogowe, bo zarówno Rosjanie, jak i Ukraińcy opierają logistykę na szerokotorowej kolei. Pociągami można przewieźć znacznie więcej sprzętu pancernego i zaopatrzenia, taniej niż ciężarówkami, a zniszczone tory da się naprawić w kilka godzin. Mosty kolejowe są ponadto bardzo wytrzymałe.
„Banderol” w godzinach szczytu
4 października rosyjski pocisk manewrujący S-8000 „Banderol” uderzył w most Północny w Kijowie o 10.32 czasu kijowskiego, w środku dnia, w trakcie wzmożonego ruchu cywilnego i wojskowego, i uszkodził nawierzchnię. Jachacy porównał to do 2022 roku, gdy Ukraińcy HIMARS-ami punktowo, co pół metra, uderzali w most Antonowski, jedyny most drogowy na rosyjskim przyczółku chersońskim, co doprowadziło później do wycofania się Rosjan za rzekę jeszcze pod dowództwem gen. Siergieja Surowikina. Most w Kijowie się nie zachwiał. Służby inżynieryjne mogą położyć na nim stalową płytę, jak Rosjanie dwucentymetrową blachę w Chersoniu, i ruch może trwać dalej. Uszkodzenia jednak są, a Rosjanie badają temat. Autor przytoczył wpis z 5 października rosyjskiego kanału „Wojennaja Chronika” na Telegramie, który nazwał ciekawym, analitycznym kanałem okołowojskowym. Według jego autorów seria uderzeń w kijowskie mosty to nie tyle wstrzeliwanie się w pojedyncze obiekty, ile próba jednoczesnego rozwiązania kilku zadań. Chodzi o sprawdzenie podatności na atak, wywołanie długotrwałego efektu transportowego i zmuszenie Kijowa do przerzucenia zasobów obrony przeciwlotniczej. Mosty trudno zniszczyć jednym trafieniem zwykłego drona, ale dobrze nadają się do testowania, jak szybko reaguje obrona przeciwlotnicza, które trasy podejścia działają, jakie środki wykrywania są używane i ile zasobów Kijów musi przeznaczyć na ochronę jednego obiektu. Jachacy nazwał to „zwiadem bojem”: rosyjskie drony częściowo uszkodziły mosty i zakłóciły codzienną koordynację mieszkańców pracujących na drugim brzegu, a Rosjanie sprawdzają, czy Ukraina potrafi temu zapobiec, by być może uderzać potem w inne sektory infrastruktury krytycznej.
Zaporoże i FAB-y z rozrzutem
Kampania nie ogranicza się do Kijowa. 6 października Rosjanie po raz pierwszy uderzyli w mosty w Zaporożu, położonym zaledwie 30–40 kilometrów od linii frontu. 7 października przeprowadzili zmasowany atak bombami FAB z naprowadzaniem satelitarnym: całą ich garść zrzucono jednocześnie na most z wyspą Chortycą, jego okolice i przyczółki mostowe. Część bomb trafiła, część nie, co według autora pokazuje problem rozrzutu, z którym zmierzyłaby się każda armia. Właśnie dlatego tak strategiczne mosty lepiej zdobywać, na przykład desantem spadochronowym, jak Rosjanie w Chersoniu w lutym i marcu 2022 roku, niż je niszczyć. Mały most, „powiatowy czy gminny”, można zniszczyć i ominąć, ale mosty na tak dużej rzece jak Dniepr są potężne, a w czasach radzieckich wylano w nie ogromne masy betonu. Jachacy podkreślił, że wielu obserwatorów sądzi, iż skoro mostów dotąd nie zniszczono, to wojna jest „na niby”. Odpowiedział im wprost: ta wojna jest na serio i te mosty też są na serio.
Gospodarka, nie front
Najważniejszym skutkiem kampanii jest według autora zaburzenie ukraińskiej gospodarki. „Wojsko się wyżywi”: wykorzysta mosty kolejowe, zwłaszcza przy wysokich cenach i problemach z dostępnością benzyny i oleju napędowego, bo nie ma sensu palić paliwa w ciężarówkach, skoro jest kolej. Mogą jedynie wystąpić zakłócenia przy uszkodzeniach mostów. Większym problemem jest to, że to kolejny obszar gospodarki, w który uderza Rosja, po atakach na ukraiński internet i centra danych, a wcześniej na handel internetowy, w tym na Rozetkę, odpowiednik rosyjskiego Wildberries czy polskiego Allegro. Teraz celem są połączenia. Jachacy przytoczył wypowiedź Dmytra Bespałowa, ukraińskiego eksperta ds. planowania i modelowania transportu, dla portalu Glavred.info. Pytany o możliwą reakcję łańcuchową, Bespałow ocenił, że uderzenie w most to tylko jeden epizod w szerszej polityce terroru, obejmującej także np. atak na Narodową Akademię Nauk Ukrainy. Jeśli podzielić ją na bloki administracyjny, naukowy, edukacyjny i transportowy, atak na most logicznie wpisuje się w ten ostatni. Wróg zna ukraiński system transportowy i jego słabe punkty, więc Ukraina też musi je znać i chronić. Być może trzeba będzie, jak w czasie pandemii, redystrybuować aktywność i dokładniej planować podróże, choć przy obecnej intensywności ataków trudno powiedzieć, jak to zrobić. Jedyną pozytywną informacją jest według Bespałowa to, że całkowitego załamania transportu nie będzie. Do tego musieliby wszyscy zachowywać się tak, jakby nic się nie zmieniło, nikt nie przeszedł na pracę zdalną, nie zrezygnował z kawiarni czy kina i nadal podróżował. Gdyby całkowicie zatrzymać transport publiczny i metro, zmuszając wszystkich do jazdy samochodami, korki mogłyby trwać 3–4 godziny. Ludzie są jednak racjonalni i się dostosowują: ktoś odmówi przejazdu przez dany most z obawy przed kolejnym uderzeniem, ktoś zrezygnuje z podróży, ktoś czasowo wyjedzie z miasta. Kijów się więc nie zatrzyma, ale aktywność gospodarcza może stopniowo maleć.
Mosty raczej nie runą, ale zapłaci Zachód
Jachacy dodał, że wiele można zorganizować, na przykład przenieść pracowników na drugi brzeg Kijowa czy Zaporoża, by mieli bliżej do pracy. Ocenił, że zawalenie mostów do Dniepru jest mało prawdopodobne. Jakiś most podwieszany może się w końcu załamać albo zostać na tyle osłabiony, że wyłączy się go z ruchu, ale zniszczenie kilkunastu mostów będzie bardzo trudne. Jak to ujął: uszkodzić jakąś mechanikę w nich? Tak. Uszkodzić liny? Tak. Ale zwalić całą nawierzchnię będzie bardzo trudno. Rosjanie jednak kombinują, próbują, testują nowe drony i miejsca uderzeń, a na polu, które autor nazwał „wojną totalną”, coś zaczęło się dziać. Rosja nie odpuszcza i szuka możliwości zadania ciosu Ukrainie także w infrastrukturze nad Dnieprem. Dla ukraińskiej gospodarki to według niego katastrofa. Dniepr dzieli Ukrainę, kiedyś mniej więcej na pół, dziś, po stratach terytorialnych na wschodzie, mniej proporcjonalnie. Leżące nad rzeką ważne ośrodki historyczne, logistyczne i gospodarcze, jak Kijów i Zaporoże, będą miały duży problem, jeśli zostaną podzielone, a jeden most nie będzie działał na przykład przez tydzień. Ukraińska gospodarka już teraz ma problemy ze ściągalnością podatków. Unia Europejska i państwa NATO, „oczywiście w tym Polska”, będą więc musiały jeszcze mocniej „zrzucać się” na pensje urzędników, emerytury i żołd ukraińskich żołnierzy. „Pieniądze, pieniądze i jeszcze raz pieniądze” to według Jachacego sens uderzeń w mosty. Rosja zadaje cios nie tyle armii, co ukraińskiemu budżetowi, który pokrywa coraz mniejszą część kosztów wojny, podczas gdy zachodnie wsparcie zawsze może się urwać, jeśli któreś państwo przestanie płacić. Militarnie problem nie jest tak duży. Autor przypomniał, że Rosjanie w Chersoniu położyli most pontonowy pod niszczonym mostem Antonowskim, a Ukraińcy już planują mosty pontonowe, promy i przeprawy przez Dniepr na wszelki wypadek. Ostatecznie jednak i armia na tym ucierpi, bo będzie jeszcze bardziej „na garnuszku” Zachodu. Na koniec Jachacy zapytał widzów, czy ich zdaniem mosty runą i czy ukraińska gospodarka runie przez przepołowienie na Dnieprze.
Materiał „Krystian Jachacy: Ukraińskie mosty runą do Dniepru?” dostępny na kanale Wersja Robocza na YouTube, liczącym 5,32 tys. subskrybentów. Opublikowany 9 października 2026