Leszek Sykulski — geopolityk i publicysta prowadzący kanał Leszek Sykulski, środowisko narodowo-konserwatywne — przeprowadził 26 czerwca 2026 roku transmisję na żywo, w której skomentował wyniki konferencji URC w Gdańsku, wykluczenie Polski z formatu negocjacji pokojowych postulowanego przez Niemcy, groźby ukraińskiego żołnierza pod adresem Polski, systemową — jego zdaniem — dyskryminację Polaków na Ukrainie oraz plan Komisji Europejskiej dotyczący przyspieszonej integracji Ukrainy z UE.
Niemcy wykluczają Polskę z negocjacji powojennych
Sykulski zwrócił uwagę na artykuł w niemieckim tygodniku Der Spiegel, według którego kanclerz Friedrich Merz — ten sam, który w kwietniu bieżącego roku ogłosił partnerstwo strategiczne z Ukrainą — uważa, że Niemcy, Francja i Wielka Brytania najlepiej nadają się do tego, by pewnego dnia dla Europy negocjować z Rosjanami, Ukraińcami i Amerykanami powojenny porządek. Sykulski podkreślił, że w tym sformułowaniu nie ma mowy o Polsce. Powojenny porządek miałby być kształtowany przez sześć państw: grupę E3 — Niemcy, Francję i Wielką Brytanię — plus Stany Zjednoczone, Ukrainę i Rosję.
Szczególnie wymowne jest — ocenił Sykulski — że artykuł ukazał się po spotkaniu formatu E5 w Berlinie 24 czerwca, w którym oprócz grupy E3 uczestniczą też Włochy i Polska, i w którym Polskę reprezentował premier Tusk. A mimo to Niemcy w swoim czołowym tygodniku publicznie sugerują, że to nie Polska, lecz E3 będzie negocjować powojenny porządek. Sykulski ocenił to jako kolejne potwierdzenie marginalizacji Polski przez Niemcy — i jako wpisujące się w schemat, o którym mówił już wcześniej: Niemcy dążą do odnowienia dialogu petersburskiego z Rosją ponad głowami Warszawy, zacieśniają relacje z Ukrainą ponad głowami polskich decydentów i działają w sposób coraz bardziej agresywnie antypolski w swoich mediach.
Dodał, że Polska przez kilka dekad nie była w stanie uczynić z Grupy Wyszehradzkiej realnego narzędzia dyplomatycznego — a dziś Słowacja i Węgry mają zupełnie inne zdanie na temat wspierania Ukrainy, Polska jest przez samych Ukraińców marginalizowana, a Niemcy wypychają ją ze stołu rozmów o przyszłości Europy. To jest — ocenił — wynik bezmyślnej i bezwarunkowej polityki wobec Ukrainy.
Konferencja URC — kabaret i popis uległości, nie sukces
Sykulski bardzo ostro ocenił wyniki konferencji w Gdańsku, nazywając wczorajszy obrazek smutnym, a całe wydarzenie tragifarą i kabaretem. Jego zdaniem konferencja nie przyniosła Polsce absolutnie nic — Polska była tylko miejscem spotkania, buforem, gdzie inni mogą się zobaczyć, a poza tym Polska zapewniała obsługę kelnerską.
Jako główny przykład wskazał list intencyjny podpisany przez polskie spółki energetyczne — PGE, Orlen, Enea i Tauron — w sprawie odbudowy ukraińskiej energetyki. List ten został podpisany — co Sykulski podkreślił z naciskiem — bez udziału ani jednego podmiotu z Ukrainy, bez ani jednej ukraińskiej instytucji. Sykulski ocenił to jako absolutnie niewyobrażalne i zapowiedział, że w tej sprawie potrzebna jest kontrola Najwyższej Izby Kontroli i śledztwo dotyczące wydatkowania publicznych pieniędzy na organizację konferencji, w której polskie spółki Skarbu Państwa wyłożyły środki.
Mer Lwowa Andrii Sadowy podpisał przy okazji konferencji kilka kontraktów — ale wyłącznie z firmami zachodnimi, żadnej z polskich. Sykulski opisał Sadowego jako człowieka zamieszanego w gigantyczne afery, odpowiedzialnego — jego zdaniem — za okradzenie polskiej firmy Control Process, która zainwestowała w zakład przetwórstwa odpadów we Lwowie, a której zajęto poręczenie bankowe w Polsce i ukradziono sprzęt. Fakt, że Sadowy wjechał do Polski bez żadnej reakcji państwa polskiego, Sykulski ocenił jako kolejny przejaw bezsilności i kapitulacji władz Rzeczypospolitej. Rzecznik MSZ Maciej Wiewiór poinformował co prawda, że Sadowy nie był oficjalnie zaproszony na konferencję, ale to — jak skonstatował Sykulski — oznacza tylko tyle, że każdy może sobie do Polski wjechać.
Nieobecność Zełenskiego ocenił jako afront, pokazanie Polsce miejsca w szeregu i demonstrację, że Polska się po prostu nie liczy. Ukraińcy mogą stawiać warunki, mogą eskalować napięcie — bo i tak porozumieją się prędzej czy później z Niemcami i zachodnią Europą.
Odniósł się też krytycznie do komentarza ministra Sikorskiego, który napisał, że brak kontraktów polskich firm z Lwowem może być dobrą wiadomością w kontekście nieuregulowanego długu. Sykulski ocenił to jako komiczną próbę wyjścia z całej sytuacji — podobnie jak wypowiedź wiceszefa MSZ Bartoszewskiego, który powiedział, że lepiej, żeby polskie firmy nie inwestowały we Lwowie.
List intencyjny — nic niewiążący dokument PR
Sykulski wyjaśnił, że list intencyjny jest jedynie wyrażeniem woli — nie wiąże prawnie, nie jest żadną umową handlową ani cywilnoprawną. Przez ostatnich dziesięć lat w Polsce podpisano ogromną ich liczbę, a ilość realnych inwestycji, które z tego wynikły, jest jednostkowa. Konferencja jest czwarta z kolei poświęcona odbudowie Ukrainy, a Polska nadal rozmawia o listach intencyjnych.
Groźby ukraińskiego żołnierza pod adresem Polski
Sykulski przytoczył — i zaznaczył, że nie wolno ich lekceważyć — wypowiedzi Jurija Syrotiuka pseudonim Mamaj, dowódcy Ukraińskiego Batalionu Bezzałogowych Systemów 5. Samodzielnej Brygady Szturmowej. Syrotiuk miał pytać, czy Polacy są gotowi na wojnę z Ukraińcami, czy są gotowi na to, że w ich miasta polecą ukraińskie drony, i czy są gotowi na śmierć swoich ludzi. Ostrzegał, że po wojnie chłopcy wrócą z poranioną psychiką i że nie radzi partnerom zgłaszać pretensji do Ukrainy — bo do niepokornych nie przyjedzie ambasador, lecz przyleci ukraiński odpowiednik. Sykulski ocenił te słowa jako wpisujące się w szerszy wzorzec gróźb ukraińskich żołnierzy i oficerów pod adresem krajów partnerskich, w tym Węgier — i jako niezwiązane wyłącznie z rosyjską propagandą czy botami, lecz reprezentatywne dla realnych postaw środowisk banderowskich.
Były ambasador Polski w Kijowie: Polacy są systemowo dyskryminowani na Ukrainie
Sykulski przytoczył obszernie wypowiedzi byłego ambasadora Polski na Ukrainie Bartosza Cichockiego, który w wywiadach dla Radia RMF FM i Radia Trójka miał stwierdzić, że polska mniejszość na Ukrainie jest od 1991 roku systemowo dyskryminowana przez ukraińskie państwo. Cichocki miał mówić, że wierni nie mają prawa odzyskać kościołów, szkolnictwo polskie jest ograniczone i że im bliżej granicy z Polską, tym gorzej. Podkreślał problem antypolskiej kampanii na Ukrainie i oceniał, że sytuacja może doprowadzić nawet do zerwania stosunków dyplomatycznych między Warszawą a Kijowem. Sykulski ocenił te słowa jako de facto przyznanie, że cała polityka wschodnia III RP przez ponad trzydzieści lat była jedną wielką fikcją i kompromitacją — władze w Warszawie tolerowały szykany wobec polskiej mniejszości na Ukrainie, nie podnosząc tych kwestii na szczeblu państwowym w imię bliżej nieokreślonego wyższego dobra.
Sondaż: 57% Ukraińców uważa, że każdy kraj powinien mieć własnych bohaterów
Sykulski przywołał wyniki sondażu Kijowskiego Międzynarodowego Instytutu Socjologii, opublikowane w artykule Dziennika Rzeczpospolita autorstwa Rusłana Szoszyna. Według sondażu 57% Ukraińców uważa, że każdy kraj powinien pozostać przy własnej wizji historii i mieć własnych bohaterów, i że żaden inny kraj nie powinien się w to wtrącać. Co trzeci Ukrainiec chciałby jakiegoś kompromisu, ale bez sprecyzowania jego kształtu. Sykulski ocenił to jako potwierdzenie głębokiego, nabrzmiewającego od dekad kryzysu w relacjach polsko-ukraińskich. Artykuł Szoszyna — w którym autor argumentuje, że rosyjska agresja doprowadziła do gloryfikacji Bandery i Szuchewycza — Sykulski ocenił jako kłamstwo wołyńskie i wyraz apologii banderyzmu.
Plan Komisji Europejskiej: przyspieszona integracja Ukrainy bez twardych wymogów
Sykulski odniósł się do artykułu portalu Politico z 26 czerwca, według którego Komisja Europejska opracowuje plany stopniowej, lekkiej integracji Ukrainy z UE — zapewnienia krajom kandydującym korzyści ekonomicznych przed przystąpieniem do bloku, bez konieczności spełnienia wszystkich twardych wymogów akcesyjnych. Sykulski ocenił to jako próbę wepchnięcia Ukrainy do UE tylnymi drzwiami i wezwał Polskę do natychmiastowego zablokowania tego projektu — bo otwarcie dodatkowych kontyngentów dla ukraińskiego zboża technicznego i ukraińskiej branży transportowej zniszczy polskich rolników i polskich przewoźników. Polacy nie będą odbudowywać Ukrainy — skończy się to tak jak ze spółką Control Process we Lwowie — ale zostaną zalani ukraińskimi produktami.
Zwrócił też uwagę, że w rejonie lwowskim inwestują już światowe giganty: niemieccy Kreisel i Becker, duński Carlsberg, amerykański Philip Morris i irlandzki Kingspan. Sadowemu i środowiskom banderowskim to nie przeszkadza — ale kapital polski im przeszkadza, bo — jak ocenił Sykulski — wynika to wprost z nienawiści do Polaków zakorzenionej w tradycji OUN i UPA.
Pierwsza transza unijnej pożyczki dla Ukrainy
Sykulski poinformował, że Unia Europejska uruchomiła pierwszą transzę z wartej 90 miliardów euro pożyczki dla Ukrainy — 3,2 miliarda euro trafiło już do Kijowa. Kolejne 6 miliardów euro Ukraina będzie mogła przeznaczyć na drony. Sykulski zadał retoryczne pytanie, czy te drony polecą w kierunku Rosji, czy w kierunku Polski.
NATO 3.0 i szczyt w Ankarze
Sykulski odniósł się do wypowiedzi sekretarza generalnego NATO Marka Ruttego w Atlantic Council, który zapowiedział, że podczas szczytu NATO w Ankarze (7-8 lipca) ogłoszone zostaną kontrakty zbrojeniowe warte dziesiątki miliardów dolarów, i przedstawił koncepcję NATO 3.0 — zakładającą ograniczenie konwencjonalnej obecności USA w Europie i przejęcie odpowiedzialności za obronę konwencjonalną przez europejskich sojuszników. Sykulski ocenił, że Rutte nie ma żadnego pomysłu na konwencjonalną obronę Europy, a w tym kontekście działania Niemiec zmierzające do bezpośrednich rozmów z Rosją ponad głowami Polski są szczególnie niepokojące.
Komentarz wygłoszony podczas transmisji na żywo 26 czerwca 2026 roku. Dostępny na kanale Leszek Sykulski na YouTube, liczącym ponad 152 tysiące subskrybentów.