Igor Zalewski — publicysta Kanału Zero — opublikował komentarz do kryzysu w relacjach polsko-ukraińskich, w którym ocenił, że odebranie Orderu Orła Białego Zełenskiemu przyniosło jeden nieoczekiwany, pozytywny skutek — zachodnia Europa i Stany Zjednoczone po raz pierwszy na poważnie zainteresowały się historią UPA — i że Polska powinna tę sytuację strategicznie wykorzystać, dążąc do zeuropeizowania sporu historycznego z Ukrainą.
Kryzys polsko-ukraiński bez precedensu
Zalewski ocenił, że odebranie orderu wywołało ogromne napięcie na linii Warszawa-Kijów — takiego kryzysu w stosunkach polsko-ukraińskich nie było od początku wojny rosyjsko-ukraińskiej, a być może od początku istnienia państwa ukraińskiego. Po raz pierwszy oba państwa znalazły się na kursie mocno kolizyjnym. Wskazał przy tym na istotną asymetrię: na Ukrainie wszyscy zgodnie stanęli za Zełenskim, co pokazuje siłę państwa ukraińskiego — tymczasem w Polsce elity polityczne mocno się podzieliły. A wobec zewnętrznych partnerów lepiej działać solidarnie, bo inaczej można być najzwyczajniej rozgrywanym.
Zachodnie media odkryły UPA
Zalewski ocenił, że bez kryzysu wokół orderu zachodnia Europa i Stany Zjednoczone nadal nie miałyby pojęcia o istnieniu UPA. Tymczasem po decyzji prezydenta Nawrockiego temat ukraińskiego nacjonalizmu, rzezi wołyńskiej i zbrodni UPA trafił do zachodnich mediów i elit politycznych. Le Figaro napisał o kryzysie polsko-ukraińskim. We Francji pojawiły się debaty publicystyczne w telewizjach. W Niemczech główne gazety zapoznały czytelników z historią UPA, informując, że na Wołyniu zginęło około 100 tysięcy Polaków, że UPA mordowało też Żydów i że wielu Ukraińców współpracowało z III Rzeszą lub służyło w formacjach z nią współpracujących. Temat dotarł też do prasy izraelskiej.
Szczególną rolę odegrał — zdaniem Zalewskiego — Jordan Bardella, prawdopodobny kandydat Zjednoczenia Narodowego na prezydenta Francji, który niedawno gościł w Polsce i spotkał się m.in. z Nawrockim — i który był przyjęty w formule prezydenckiej, co zrobiło na nim duże wrażenie. Po powrocie Bardela stanął po stronie polskiego prezydenta i w kilku słowach streścił historię UPA z polskiej perspektywy — jako organizacji odpowiedzialnej za ludobójstwo na Polakach i Żydach. Dzięki temu wiele milionów Francuzów po raz pierwszy dowiedziało się o tym, czym była UPA i dlaczego Polska ma prawo do oburzenia. Zalewski podkreślił wagę wątku żydowskiego dla zachodniej opinii publicznej — skonstatował, że na Zachodzie życie żydowskie jest niestety jakby więcej warte niż życie Polaka — i na tej podstawie wskazał na potencjał sojuszu z Izraelem i środowiskami żydowskimi w nagłaśnianiu tej historii. Wpływy tych środowisk są może nieco mniejsze niż przed sprawą palestyńską, ale nadal nie do przecenienia.
Zalewski przypomniał też wcześniejszy epizod — incydent w Kanadzie w 2023 roku, gdy podczas wizyty Zełenskiego w Izbie Gmin owacją na stojąco uhonorowano 98-letniego weterana, który po kilku dniach okazał się być żołnierzem 14. Dywizji Grenadierów Pancernych SS — Dywizji Galicja, formacji mającej na koncie zbrodnie wojenne, w tym mordy na Żydach i Polakach. Wybuchł skandal, spiker parlamentu podał się do dymisji, protestowały ambasady polska i izraelska, środowiska żydowskie głośno zabrały głos. Jednak euforia związana ze wspieraniem Ukrainy była tak wielka, że sprawę zamieciono pod dywan. Teraz, za sprawą kryzysu z orderem, wraca.
Europeizacja sporu — wzorzec chorwacki
Zalewski zaproponował konkretną strategię dla Polski: dążyć do zeuropeizowania sporu historycznego z Ukrainą — zamiast samotnie walczyć o swoje, działać poprzez Brukselę i Unię Europejską. Ukraina przynajmniej formalnie aspiruje do UE, więc Bruksela dysponuje realnymi instrumentami nacisku. Zalewski zaznaczył, że część znawców Ukrainy twierdzi, że aspiracje te są pozorne — że elity ukraińskie są zbyt mocno zakorzenione w systemie korupcyjnym, by naprawdę chcieć wejść do UE, która wymagałaby jego rozbicia. Natomiast społeczeństwo ukraińskie rzeczywiście aspiruje do Europy i będzie wywierać presję na politykach — i być może politycy będą musieli tej presji ulec. Jeżeli tak się stanie, Polska poprzez Brukselę będzie mogła wywierać ogromny nacisk na Kijów w kwestiach historycznych.
Jako gotowy precedens Zalewski wskazał Chorwację. Po rozpadzie Jugosławii budowała ona tożsamość narodową m.in. na tradycji Ustaszy — organizacji kolaborującej z III Rzeszą, mającej program bliski nazizmowi, odpowiedzialnej za zbrodnie na Serbach, Żydach i Romach, dysponującej własnym obozem koncentracyjnym. Marionetkowe Niezależne Państwo Chorwackie istniało w latach 1941–1945 i było całkowicie zależne od III Rzeszy. Gdy Chorwacja ubiegała się o członkostwo w UE, Bruksela postawiła twarde warunki: całkowite odcięcie się od dziedzictwa ustaszowskiego. Dla Chorwacji był to szok, bo na tych tradycjach budowała swoją tożsamość po rozpadzie Jugosławii — dokładnie tak jak Ukraina buduje ją teraz na tradycji OUN i UPA. Ale presja Brukseli była na tyle silna, że Zagrzeb musiał ustąpić.
Skutki były głębokie i wielowymiarowe. W preambule chorwackiej konstytucji znalazł się zapis, że obecne państwo nie ma nic wspólnego z marionetkowym państwem z lat 1941–1945 i odcina się od jego tradycji. Przeprowadzono przegląd nazw ulic — z tabliczek znikały wszystkie nazwiska związane z tym epizodem historii. Zdelegalizowano ustaszowskie hasło Za dom spremni — jego używanie jest w Chorwacji nielegalne i zagrożone karami. Podręczniki historii w chorwackich szkołach jednoznacznie potępiają ten okres i wskazują go jako negatywny element, z którym współczesne państwo chorwackie nie chce mieć nic wspólnego. Elita polityczna musiała się odciąć od ustaszowskich korzeni — politycy chorwaccy odbywają coroczne pielgrzymki do obozu koncentracyjnego w Jasenovacu, gdzie klękają przed pomnikami ofiar, przepraszają i demonstrują wyrzuty sumienia — prawdziwe czy nie, ale w żadnym razie nie czynią ze zbrodniarzy bohaterów, tak jak dzieje się to obecnie na Ukrainie.
Zalewski ocenił, że Polska powinna się odwoływać do tego precedensu i dążyć do tego, by odcięcie się Ukrainy od tradycji UPA i OUN stało się jednym z twardych warunków akcesji do Unii Europejskiej.
Film Wołyń i inspirowanie zachodnich historyków
Zalewski zaapelował o aktywną politykę historyczną. Film Wojciecha Smarzowskiego Wołyń powinien być jak najszybciej pokazany w Parlamencie Europejskim i europejskim politykom — bo sztuka przemawia do ludzkiej wyobraźni lepiej niż abstrakcyjne fakty historyczne. Przypomniał, że gdy Ronald Reagan obejrzał film Andrzeja Wajdy Człowiek z żelaza, jeszcze bardziej umocnił się w antykomunizmie i propolskiej postawie. Polska powinna też inspirować zachodnich historyków do podejmowania tematu Wołynia i pisania książek docierających do zachodnich odbiorców. Warunkiem skuteczności tych działań jest jednak — jak zaznaczył Zalewski — bycie poważnym państwem. Czy Polska nim jest, pozostawił bez jednoznacznej odpowiedzi.
Komentarz dostępny na Kanale Zero na YouTube, liczącym ponad 2,31 miliona subskrybentów. Materiał opublikowany 26 czerwca 2026 roku.