Potocki i Wójcicka w DGP: Wojna medalowa to teatr. Prawdziwy problem Polski z odbudową Ukrainy jest zupełnie gdzie indziej

Michał Potocki i Karolina Wójcicka — dziennikarze Dziennika Gazety Prawnej — omówili w swoim podcaście wojnę medalową między Polską a Ukrainą, nieobecność Zełenskiego na konferencji odbudowy w Gdańsku, szanse polskich firm na udział w odbudowie Ukrainy oraz ultimatum Zełenskiego wobec Białorusi.

Wojna medalowa — na komendę z biura prezydenta

Potocki wyjaśnił mechanizm masowego zwrotu polskich odznaczeń przez ukraińskich polityków. Order Orła Białego jest co do zasady protokolarnym wyróżnieniem — w czasach III RP otrzymało go kilkudziesięciu przywódców różnych państw. Zełenski dostał go za postawę po rosyjskiej inwazji — i to się nie zmieniło. Zwrot orderów przez ukraińską stronę nastąpił na polecenie lub za porozumieniem z biurem prezydenta. Wszyscy żyjący prezydenci Ukrainy, którzy ten order otrzymali, go zwrócili — wszyscy poza Wiktorem Janukowyczem, który go nie miał. Poroszenko był ostatni i najbardziej oporny — jako główny wróg polityczny Zełenskiego nie miał szczególnej wewnętrznej potrzeby solidaryzowania się z nim, a wcześniej jego obóz głośno mówił, że takie demonstracyjne zrzekanie się orderów jest głupotą. Mimo to w końcu uległ presji społecznej i naśladował pozostałych.

Potocki odnotował, że po stronie polskiej Nawrocki starał się podzielić odpowiedzialnością z premierem przez wymóg kontrasygnaty — choć przepisy konstytucji nie są w tej kwestii jednoznaczne i istnieją rozbieżne opinie prawne. Ostatecznie Zełenski nie doczekał zakończenia procedury i sam zwrócił order.

Nieobecność Zełenskiego w Gdańsku — obniżenie rangi, ale nie bojkot

Wójcicka oceniła nieobecność Zełenskiego na konferencji odbudowy jako znaczne obniżenie rangi wydarzenia. Potocki przyznał, że plan był inny — gospodarzami mieli być premier Tusk i prezydent Zełenski. Jednak podkreślił, że o bojkocie mowy nie ma. Na konferencję przyjeżdża premierka Frydenko jako głowa delegacji, trzech wicepremierów, minister gospodarki i masa ludzi z Kijowa. Widać wyraźnie — ocenił Potocki — że medale medalami, historia historią, jakieś obrazy obrazami, ale kiedy trzeba rozmawiać o pieniądzach, które mają trafiać na Ukrainę, to w kolano sobie strzelać nie zamierzają.

Polskie firmy nie stracą kontraktów przez politykę — ale i tak ich dużo nie dostanę

Potocki odniósł się do głosów o tym, że kryzys dyplomatyczny może zaprzepaścić szanse Polski na udział w odbudowie Ukrainy. Ocenił, że tak po prostu nie działa. W odbudowie Ukrainy będą brały udział przede wszystkim firmy z państw dysponujących szeroką gamą instrumentów finansowych — gwarancji, ubezpieczeń, ograniczenia ryzyka — oraz wielkie koncerny budowlane z doświadczeniem w trudnych terenach. Turcy prawdopodobnie wyprzedzą Polskę — nie boją się budować w Somalii ani w Etiopii, więc dlaczego mieliby się bać Ukrainy. Polska po prostu nie dysponuje takimi potęgami budowlanymi i nie zbuduje sobie Kuwejtu na kontraktach ukraińskich.

Zaznaczył jednak, że Polska już zarabia — przyspieszają przejęcia ukraińskich firm przez polskie przedsiębiorstwa, banki i firmy ubezpieczeniowe, co jakiś tydzień ogłaszane są nowe projekty. Rząd i organizacje ze sfery publicznej przedstawiły kilka ciekawych instrumentów dla biznesu. Problem leży gdzie indziej: zainteresowanie polskich firm wchodzeniem na Ukrainę już teraz jest nieznaczne — dominuje obawa przed ryzykiem wojennym. Ataki w głębi kraju nasilają się, a prezesi niechętnie podejmują decyzje o ekspansji. Firmy, które są zainteresowane budowaniem swojej pozycji na Ukrainie, to te, które już są tam obecne — a one pomocy rządowej w zasadzie nie potrzebują.

Potocki dodał, że w poniedziałek Polska Ukraińska Izba Gospodarcza wystosowała apel — co jest rzadkie, bo ta instytucja zwykle nie zabiera głosu w sprawach politycznych — o powstrzymanie emocji na szczeblu politycznym, bo wpływają one na współpracę między przedsiębiorstwami.

Ultimatum Zełenskiego wobec Białorusi — skąd i dokąd

Potocki omówił też ultimatum Zełenskiego dla Białorusi dotyczące usunięcia przekaźników używanych przez Rosję do naprowadzania dronów na ukraińskie miasta. Białoruś angażowała się w wojnę od początku — udostępniła terytorium do ataku na Kijów, bez czego rosyjskie czołgi nie stanęłyby pod Kijowem i nie doszłoby do masakry w Buczy. Jesienią 2022 roku Białorusini wstrzymali bezpośrednie wsparcie militarne, ale nieformalne kontakty z Kijowem były utrzymywane — nie zlikwidowano ambasad, działały kanały wywiadów wojskowych, przez białoruskie terytorium przeprowadzano wymianę jeńców.

W ostatnich miesiącach napięcie znów wzrasta. Zełenski zaostrzył retorykę, Białoruś zacieśnia stosunki wojskowe z Rosją, ogłoszono stacjonowanie rosyjskiej broni jądrowej na białoruskim terytorium — co Potocki zaznaczył jako niepewne, bo oceny są rozbieżne — i właśnie pozwolono na montaż przekaźników dla dronów. Ultimatum jest kolejnym krokiem w tej eskalacji, wynikającym też z rosnącej pewności siebie Ukrainy — zdolnej do rażenia celów w głębi Rosji własnymi środkami, bez czekania na zgodę sojuszników.

Potocki ocenił, że ewentualne wciągnięcie Białorusi do wojny byłoby dużym problemem dla Polski — zamiast granicy z obwodem kaliningradzkim długości stu kilkudziesięciu kilometrów, mielibyśmy trzykrotnie dłuższą granicę z państwem prowadzącym wojnę nie po naszej stronie. Białoruska armia nie jest zdolna do działań o wysokiej intensywności, ale białoruskie państwo jest zdolne do zaostrzenia działań hybrydowych wymierzonych w Polskę, Litwę i Łotwę — kryzysu migracyjnego, balonów z kontrabandą, aktów dywersji i sabotażu. Potocki zauważył, że nie wiadomo, czy przy okazji morderstwa w Białej Podlaskiej nie pojawi się ślad białoruski.

Białoruska propaganda nie zareagowała na ultimatum na poziomie telewizyjnym dla mas — tylko kilku komentatorów odważyło się je skomentować — co Potocki odczytuje jako pewnego rodzaju panikę i niepewność co do tego, co Zełenski może faktycznie zrobić.


You may also like

Page 1 of 47

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *