Jan Piekło — były ambasador Polski w Ukrainie — był gościem programu Rozmowa Wprost, gdzie skomentował kryzys w relacjach polsko-ukraińskich wywołany nadaniem jednostce wojskowej nazwy Bohaterów UPA, odebraniem Orderu Orła Białego Zełenskiemu przez prezydenta Nawrockiego oraz nieobecnością ukraińskiego prezydenta na konferencji odbudowy Ukrainy w Gdańsku.
Zełenski sięgnął po kartę UPA z powodów wizerunkowych
Piekło ocenił, że Zełenski — jako człowiek inteligentny i bystry — mógł przewidzieć, że decyzja o nazwie jednostki doprowadzi do zaostrzenia stosunków polsko-ukraińskich. Mimo to ją podjął, bo potrzebował wizerunkowego ratunku po potężnym ciosie, jakim była afera korupcyjna w jego najbliższym otoczeniu, dymisja Andrija Jermaka i ucieczka jego współpracownika Mindycza przez polską granicę do Izraela. Ktoś podsunął mu pomysł, żeby sięgnąć po inną broń i pokazać się jako patriota. Piekło zwrócił też uwagę, że Zełenski pochodzi z Krzywego Rogu, gdzie wiedza o UPA i o tym, co działo się na terenach będących wówczas częścią Polski, niekoniecznie jest powszechna.
Był czas na deeskalację — Ukraina go zmarnowała
Piekło przypomniał, że Nawrocki nie podjął jeszcze ostatecznej decyzji w momencie krytycznym — zasygnalizował tylko, że taka decyzja może zostać podjęta, i zwołał posiedzenie kapituły. To był czas dla Zełenskiego, by znaleźć jakieś wyjście — zmienić lub cofnąć nazwę, zaproponować inne rozwiązanie. W tym celu do Warszawy przyjechał generał Budanow, który spotkał się zarówno ze stroną rządową, jak i prezydencką. Wszystkie sygnały wskazywały, że po ukraińskiej stronie jest jakaś refleksja. Niestety tak się nie stało — poszło w kierunku eskalacji.
Atak na Nawrockiego był nierozsądny
Piekło ocenił, że ktoś — być może któryś z polityków europejskich — przekonał Zełenskiego, że należy uderzyć w prezydenta Nawrockiego. Uznał to za po prostu nierozsądne i bez sensu, tym bardziej że w Polsce zbliżają się wybory parlamentarne i niedługo może być inny układ rządzący. Zełenski musi się liczyć z tym, że będzie się inaczej traktowany. Jego notowania na Ukrainie są bardzo kiepskie — według ukraińskich socjologów przegrałby w tej chwili nawet z generałem Załużnym. Sława słów wypowiedzianych do Amerykanów na początku wojny — że potrzebuje broni, a nie podwózki — już dawno poszła z dymem.
Nieobecność w Gdańsku — lekceważenie premiera Tuska i polskiej strony
Piekło ocenił nieobecność Zełenskiego na konferencji odbudowy Ukrainy jako bardzo niedobry i negatywny sygnał. Plan był inny — gospodarzami miał być premier Tusk i prezydent Zełenski. Nieobecność ukraińskiego prezydenta — tłumaczona obrazą po odebraniu orderu — jest jego zdaniem wymierzona przede wszystkim w wizerunek premiera Donalda Tuska i polskiej strony, nie w prezydenta Nawrockiego, który i tak nie był zapraszany na tę konferencję i który w tym czasie przebywa w Ankarze przed lipcowym szczytem NATO.
Beneficjentem jest Rosja — ale udostępnianie Miedwiediewa było niedopuszczalne
Piekło zgodził się z oceną, że jedynym beneficjentem sporu jest Rosja. Zaznaczył jednak, że niedopuszczalne jest to, by ohydny komentarz Dmitrija Miedwiediewa był upowszechniany przez polskiego ministra Kielińskiego i kancelarię premiera — pod adresem Nawrockiego. Ocenił to jako bardzo duże niedomyślenie.
Ekshumacje trwają — sygnał dobrej woli z Kijowa
Piekło zwrócił uwagę na pozytywny sygnał towarzyszący kryzysowi: właśnie w tym czasie pojawiły się informacje o kontynuowaniu i rozpoczęciu nowych ekshumacji w okolicach Huty Pieniackiej i Woli Ostrowieckiej, co świadczyłoby o tym, że Ukraina w jakimś stopniu usiłuje neutralizować napięcie. Przypomniał też własne doświadczenia z czasów ambasadorowania — był świadkiem ataku z granatnika czołgowego na konsulat Polski w Łucku, co było potężnym zgrzyt w stosunkach polsko-ukraińskich. Mimo to obie strony wracały do normalnych relacji.
Poroszenko — jedyny rozsądny głos z ważnej politycznej półki
Piekło wyróżnił postawę byłego prezydenta Ukrainy Petra Poroszenki, który co prawda również oddał Order Orła Białego, ale jednocześnie wystąpił z inicjatywą uregulowania stosunków i zneutralizowania konfliktu. Ocenił go jako jedyny głos z poważnej politycznej półki, który był przekonujący i który został pozytywnie przyjęty przez stronę polską.
Co dalej — trzeba wrócić do szkoły i zacząć od początku
Na pytanie o przyszłość stosunków polsko-ukraińskich Piekło stwierdził, że trzeba nad nimi mocno pracować wspólnie. Ani Polska, ani Ukraina nie mogą sobie pozwolić na wrogość sąsiedzką — taka wrogość była w 1943 roku i wiemy, czym się skończyła. Potrzeba myślenia w kategoriach wspólnych interesów — przede wszystkim gospodarczych, nie tylko politycznych. Musimy właściwie wrócić do szkoły i zacząć ten temat rozwiązywać od początku, tak żeby móc z Ukraińcami dobrze współpracować.