Jan Pospieszalski rozmawiał z Zbigniewem Parafianowiczem — dziennikarzem, analitykiem, ekspertem od spraw wschodnich i autorem książki o kulisach polityki ukraińskiej — w programie na żywo na kanale Jana Pospieszalskiego. Rozmowa dotyczyła kryzysu polsko-ukraińskiego, polityki historycznej Ukrainy, kulis negocjacji przed decyzją Nawrockiego, szans na transakcyjność w relacjach oraz sytuacji militarnej i geopolitycznej.
Zełenski wiedział, co robi — buduje mit założycielski na ludobójstwie
Parafianowicz odrzucił teorię o przypadku lub błędzie doradców. Zełenski doskonale wiedział, kim są tak zwani bohaterowie UPA — i nie była to pierwsza decyzja odwołująca się do nazewnictwa związanego z tą formacją. Zrobił to z dwóch powodów. Po pierwsze — uprawia wewnętrzną politykę i buduje prawicowe skrzydło swojego elektoratu, bo bez poparcia środowisk nacjonalistycznych nie wygra ewentualnych wyborów prezydenckich. Po drugie — ukraińskie elity autentycznie wierzą, że mit założycielski nowego państwa ukraińskiego powinien być budowany właśnie w oparciu o takich bohaterów.
Parafianowicz zaznaczył, że nie da się tej monety rozdzielić — wziąć orła bez reszki. Nie można gloryfikować UPA i jednocześnie udawać, że ludobójstwo to detal. Europa zna tę zasadę — ludobójstwo nie ulega przedawnieniu i nie podlega gloryfikacji. Tymczasem Ukraina przez lata — przez capstrzyki, nadawanie imienia Akademii SBU Szuchewyczowi, nazywanie ulic i placów — konsekwentnie budowała ten mit. W końcu musiało się to przelać. To był tylko kwestią czasu i właśnie tym razem było za dużo.
Kulisy negocjacji — Ukraina nie skorzystała z żadnej propozycji kompromisu
Parafianowicz ujawnił szczegółowe kulisy tygodni między zapowiedzią a decyzją Nawrockiego. Po wizycie Budanowa w Warszawie — który przyjechał wybadać sytuację, a nie złożyć ofertę — ustalono co najmniej trzy ścieżki wyjścia z kryzysu. Komunikacja odbywała się zarówno kanałami oficjalnymi, jak i nieoficjalnymi — jednym był Aleksander Kwaśniewski, drugim wysoki rangą funkcjonariusz polskiego wywiadu z czasów Zjednoczonej Prawicy.
Zaproponowano Ukrainie trzy opcje. Pierwsza — rozmowa telefoniczna Zełenski-Nawrocki, w której nie musi paść temat zmiany nazwy jednostki, a Zełenski ogłosi dużą liczbę miejsc ekshumacyjnych jako gest porozumienia. Druga — reorganizacja jednostki zaproponowana przez Kwaśniewskiego: podzielenie jej na nowe bataliony z nowymi, mniej kontrowersyjnymi patronami, żeby żadna ze stron nie musiała się oficjalnie wycofywać. Trzecia — wspólna deklaracja historyczna polsko-ukraińska na wzór deklaracji polsko-izraelskiej z 2018 roku z powołaniem komisji badającej nazwy bolesne dla obu stron.
Ukraińcy nie skorzystali z żadnej propozycji. Gdzieś w spóźniony sposób zaproponowali spotkanie, ale tak, żeby nie mogło się ono zmaterializować. Teraz Zełenski wychodzi cały na biało i mówi, że od początku chciał kompromisu. To jest — ocenił Parafianowicz — typowa ukraińska taktyka.
Parafianowicz o Sibysze: brak słów
Parafianowicz skomentował słowa ministra spraw zagranicznych Ukrainy Andrieja Sibychy — który mówił o nastrojach antyukraińskich w Polsce, rzekomo zagrażającym życiu Ukraińców, i dodał enigmatyczne zdanie o tym, że Ukraina ma armię i wie, jaką rolę wypełnia. Parafianowicz zaznaczył, że to nie żul spod budki, lecz bardzo dobrze wykształcony dyplomata, dawny ambasador w Turcji, jeden z architektów obalenia Asada. Na takie słowa ma tylko jedno zdanie — brak słów. Ale dodał, że za takie wypowiedzi trzeba płacić i Ukraina zapłaci.
Ukraina buduje Międzymorze z sobą jako liderem — Polska zepchnięta do roli statysty
Parafianowicz omówił ukraińskie myślenie o regionie. Byłego szefa MSZ Dmytro Kułeba mówił o mijaniu Polski i budowaniu bezpośrednich relacji z Niemcami i państwami skandynawskimi. Ruch Azow — najbardziej płodny intelektualnie jeśli chodzi o idee państwowe, które potem przenikają do myślenia prezydentów — myśli o Intermarium (Międzymorzu) jako o formacji, w której Ukraina jest liderem, a nie Polska. Ukraina tworzy też bataliony: gruziński, białoruski, czeczeński, Rosyjski Korpus Ochotniczy — jako potencjalne grupy inicjatywne do przyszłych operacji dywersyjno-politycznych. To są narzędzia, a nie tylko jednostki bojowe.
Ukraina broni siebie, nie nas — jeden z najbardziej absurdalnych mitów debaty publicznej
Parafianowicz ocenił, że przekonanie o tym, że Ukraina nas broni, jest jednym z najbardziej absurdalnych poglądów zakorzenionych w polskiej debacie publicznej. Prawdziwe zdanie brzmi inaczej: Ukraina broni swojej niepodległości, przy okazji realizując interesy polskiego bezpieczeństwa. Nie robią tego dla nas ani za nas. Walczą o egzystencję Ukrainy w jak najszerszych granicach, udoskonalają swoją sztukę wojenną i przemysł zbrojeniowy. My na tym korzystamy, bo ten wektor polityki jest wymierzony we wroga numer jeden Polski. My dostarczaliśmy im czołgi, żeby w nich ginęli Ukraińcy, a nie Polacy — i to było zgodne z polską racją stanu. Ale to nie znaczy, że ktoś nam robi przysługę.
Podobnie bezużyteczne i inflacyjne jest pojęcie ruskiej onucy — każdy kto kwestionuje entuzjastyczne narracje, natychmiast jest tak etykietowany, wraz z dodatkowym argumentem że na Kremlu strzelają korki od szampana.
Transakcyjność bez strategii to puste słowo
Parafianowicz ocenił, że mówienie o transakcyjności w relacjach z Ukrainą jest bezużyteczne bez uprzedniego zdefiniowania celów. Polska przez lata nie robiła rozpoznania, nie budowała narzędzi nacisku i nie miała strategii. Przykład z technologią dronową — zaproponowaną w zamian za MiG-i — jest symptomatyczny. Ukraina przekazałaby technologię, która za pół roku byłaby bezużyteczna, bo pole walki zmienia się tak szybko. Cenniejszy jest dostęp do danych dla sztucznej inteligencji, do systemu testowania w warunkach bojowych, do infrastruktury produkcyjnej. To właśnie budują Niemcy, Francuzi i Amerykanie — wchodzą w ekosystem dronowy Ukrainy i przy okazji finansują jej drony, a w zamian dostają dostęp do wiedzy. Polska tego nie robi.
Parafianowicz dodał, że umowna magdalenka — porozumienie ponad podziałami — między ośrodkiem prezydenckim a rządowym w kwestii Ukrainy dałaby Polsce ogromne korzyści. Nawrocki ma dobre relacje z nową prawicą europejską i z Trumpem, Tusk rozumie świat brukselskich technokratów i lewicowo-centrowych elit. To jest do wykorzystania — ale wymaga ustalenia wspólnych celów poza kamerami, zamiast obrzucania się błotem na Twitterze.
Akcesja Ukrainy — wiecznie stowarzyszona, na jak najmniej niekorzystnych warunkach
Parafianowicz ocenił, że Ukraina najprawdopodobniej nie uzyska pełnego członkostwa w UE. Będzie krajem wiecznie stowarzyszonym. Co więcej — istnieje ryzyko, że ukraińskie elity świadomie dążą wyłącznie do dostępu do jednolitego rynku bez całej zbędnej z ich perspektywy nadbudowy regulacyjnej dotyczącej praworządności i antykorupcji. Wszystko, co przeszkadza w spokojnym kradnięciu, jest przez nie postrzegane jako zbędne. Polska powinna rozgrywać ten temat z zimną głową — negocjacje akcesyjne, fundusze przedakcesyjne, dostęp do jednolitego rynku to najważniejsze lewary. Tu jest realna siła Polski, nie w symbolicznym zamknięciu lotniska.
Madziar — szansa dla Polski
Parafianowicz wskazał na nowego premiera Węgier Petera Madziara jako na nieoczekiwanego sprzymierzeńca. Madziar nie zamierza otwierać kolejnych klastrów negocjacyjnych dla Ukrainy — o tym pisze Politico. Zełenski postawił na zmianę władzy w Budapeszcie — i przeliczył się, bo Madziar jest równie sceptyczny wobec ukraińskiej akcesji jak Orbán. Polska może tu grać — prezydent ma dobre relacje z opozycją węgierską, premier z obecnym rządem. To rzadka sytuacja do wykorzystania.
Diaspora ukraińska w Polsce — zasób wywiadowczy
Parafianowicz potwierdził, że ukraińska agentura działa w Polsce — Polska jest drugim teatrem operacyjnym dla ukraińskich służb specjalnych po Rosji. Influencerzy z diastery przez cały spór nie zajęli żadnego kompromisowego stanowiska — finalnie poparli Zełenskiego i zaproponowali medal obywatelski dla ukraińskiego prezydenta, który na dodatek profanuje polskie godło nakładając na nie barwy ukraińskie. To pokazuje spójność ukraińskiego przekazu.
Osobno skomentował sprawę ministra Szeptyckyiego, który wypowiada się niezgodnie z instrukcjami polskiego MSZ — w ukraińskim aparacie dyplomata, który zachowałby się analogicznie wobec własnego rządu, natychmiast straciłby pracę. Zaznaczył jednak, że samo to nie jest dowodem na istnienie ukraińskiej partii w polskim rządzie — to ocena zbyt daleko idąca.
Sytuacja militarna — odcienie szarości, nie czarno-białe
Parafianowicz przestrzegł przed internetowym entuzjazmem po każdym ukraińskim sukcesie dronowym. Obok tych spektakularnych uderzeń w głąb Rosji jest druga rzeczywistość — Konstantynówka pod coraz silniejszą presją rosyjską, miasta twierdze zagrożone, pułk Skała z przypadkami przemocy i samobójstw. Rosja nie zwycięża — straciła flotę czarnomorską jako realną siłę, wpływy w Syrii, Afryce i na Bliskim Wschodzie, jej przemysł naftowy jest skompromitowany, a sama jest klientem Chin. Ale Ukraina też nie zwycięża — straciła 20% terytorium, z 49 milionów mieszkańców ma dziś poniżej 30 milionów i zrujnowaną gospodarkę. To jest sytuacja do analizy wyłącznie w odcieniach szarości.
Ukraina jako przyszły kondottier — wejście tylnymi drzwiami do architektury bezpieczeństwa
Parafianowicz wskazał na długofalowy scenariusz: Ukraina zaproponuje dwustronne umowy o bezpieczeństwie państwom bałtyckim, wejdzie w architekturę bezpieczeństwa europejskiego tylnymi drzwiami, oferując usługę, której nikt inny nie może zaoferować — szybką interwencję dronową. Bałtowie już to rozumieją. Dobrze by było, gdyby Polska była pierwsza w tym procesie — szkoląc się razem z Ukraińcami, lewarując się na Litwie i budując zdolności w systemach bezzałogowych.